Szulernia „Pod Rzuconymi Kośćmi”

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Obrazek

Motyw muzyczny:
Spoiler:
Położony w dzielnicy portowej dom hazardu "Pod Rzuconymi Kośćmi", przez tutejszych zwany po prostu szulernią, to miejsce doskonale znane każdemu mieszkańcowi Nimnaros, a i niejeden przybysz kierował tam swoje pierwsze kroki, znając jego renomę. Lokal niezbyt długo musiał budować swą reputację, bo został otwarty zaledwie przed sześcioma laty, ale idealnie wpasował się w lukę istniejącą w relacjach między popytem a podażą. Należał do Calvina Vansena, niegdyś specjalisty od wymuszeń i handlu cudzymi dobrami, obecnie chcącego uchodzić za mecenasa hazardu, pośrednika handlowego i filantropa, z którym liczą się ci najbardziej wpływowi.
Budynek szulerni był całkiem spory. Wnętrze składało się z dwóch izb do gry, które mogły pomieścić dobrą setkę ludzi. Na piętrze mieściły się kwatery prywatne - gabinet Calvina, pokój gościnny oraz kilka sypialni.
Klientela "Pod Rzuconymi Kośćmi" była bardzo różnorodna. Bliskość portu sprawiła, że częstymi gośćmi byli marynarze, robotnicy oraz najróżniejszej maści przybysze zza morza. Calvin dbał jednak, by jego lokal nie kojarzył się z meliną dla chcących odreagować prymitywów, ale z przybytkiem dla ludzi światłych, ceniących wyszukane formy rozrywki i dawniej organizował dla takich ludzi specjalne przyjęcia, które w dobie kryzysu ekonomicznego stały się jednak rzadkością.
Porządku w środku zawsze pilnowało kilku drabów, nad którymi zwierzchnictwo miał Paves, najbliższy przyjaciel Calvina, bardzo nieobliczalny w sadystycznych zapędach. W praktyce było to gwarancją spokoju, zaś wszelki podejrzany element w ogóle nie był wpuszczany za próg.
...
Było późne popołudnie i szulernia była już otwarta, w środku zbierało się coraz więcej ludzi. Zapowiadał się dobry dzień z solidnym obrotem. Za kontuarem siedział lekko szpakowaty, elegancko ubrany mężczyzna w średnim wieku. Był to Hervet, główny barman szulerni. Hervet zawsze był w pracy, gdy w szulerni szykowało się coś ważnego, Calvin stanowczo tego wymagał. A dzisiaj Calvin spodziewał się gościa i był to wystarczający powód, aby wszyscy jego zaufani ludzie zostali postawieni w stan najwyższej gotowości.
Hervet ustawił gliniane kufle w rządku przed sobą, by mieć je później pod ręką. Wiedział, że będą potrzebne. Obrzucił salę powłóczystym spojrzeniem, przyglądając się obecnym.
- Wieczorem - usłyszał z boku głos swego szefa. Odruchowo odwrócił głowę w tamtą stronę. Calvin schodził po schodach z piętra. Za nim szedł Paves. - Bądź gotów.
Mężczyźni minęli kontuar i udali się w stronę stolika pod ścianą. Usiedli i kontynuowali rozmowę, ale Hervet już nic nie słyszał.
Drzwi otworzyły się, a w progu pojawiła się kolejna osoba. Pilnujący wejścia wykidajło stanął w przejściu, by ocenić czy przybysz kwalifikuje się do wpuszczenia czy do wykopania na ulicę.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees stanął swobodnie w drzwiach szulerni i pozwolił, by strzegący wejścia mężczyzna przyjrzał mu się uważnie. Bez słowa wskazał na przytroczony do pasa sejmitar i wiszący przy drugim biodrze bicz.
- Nic ponad to, co zwykle - powiedział krótko. - Żadnych ostrzy w cholewach - pozwolił sobie na lekki uśmiech.
Wykidajło zrobił jeszcze groźną minę, jakby chcąc przypomnieć strażnikowi, że w tym miejscu to on stanowi prawo, ale w końcu jego mięśnie nieco się rozluźniły, a mężczyzna zrobił krok w prawo, wpuszczając Valeesa do środka.
Szulernia przed zmierzchem w niczym nie przypominała tego, w co zmieniała się po zachodzie słońca. Valees delektował się dźwiękiem jego kroków na drewnianym parkiecie. Jeszcze kilka godzin, a wszystkie odgłosy zleją się w jeden, wszechogarniający gwar.
Minął grających w kości i podszedł prosto do kontuaru. Jego spojrzenie na chwilę przecięło się ze wzrokiem Calvina, więc delikatnie skinął właścicielowi szulerni głową.
- Witaj, Hervecie - rzucił, gdy znalazł się przy kontuarze. - Wino i coś do przekąszenia. - Odczekał chwilę, w ciszy przyglądając się, jak mężczyzna za ladą napełnia naczynia. - Herr Heinreich już tu dziś był?

Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Cześć, Valees - barman odpowiedział na przywitanie. - Nie, nie widziałem go tu dzisiaj.

Wziął kubek z lady i odszedł w stronę wielkiej beczki, ustawionej na solidnym stelażu.

- To twój szczęśliwy dzień - rzucił przez ramię, nalewając wina. - Z dzisiejszej dostawy - dodał, wskazując na beczkę. - Nie mieliśmy wina przez kilka dni, czasy teraz takie, że ciężko z zaopatrzeniem. Sam wiesz jak jest.

Valees wiedział. Wszystkie gospody w mieście przechodziły kryzys i szulernia nie była wyjątkiem, w przeszłości nie raz wychodził stąd o suchym pysku. Nie pamiętał czasów, gdy półki za plecami Herveta uginały się pod ciężarem wyszukanych trunków z najrozmaitszych zakątków świata, nie było go wtedy w Nimnaros. Obecnie dostanie tu czegoś innego niż cydr, piwo czy rozwodnione wino graniczyło z cudem. Ale Valees doceniał i to. Uśmiechnął się, odbierając kubek od Herveta.

- Z przekąsek mam dziś wędzoną rybę, ser i kaszę ze skwarkami. Na co masz ochotę?

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- Ser brzmi w porządku - stwierdził, a po chwili dodał jeszcze - Nie jadam mięsa.

Poza tym z wymienionych potraw ser wydawał się najtańszą, a żołd w ostatnich tygodniach ledwo starczał na związanie końca z końcem. Valees wierzył, że w końcu nadejdą lepsze czasy, kiedy straż miejska odzyska swoje wpływy i znów stanie się prestiżową frakcją. Prędzej czy później, musiało to nastąpić. Z kimś takim jak herr Heinreich u sterów, nie było innej możliwości.

Valees spostrzegł, że Hervet przygląda mu się z dziwną miną. Minęła chwila, zanim dotarło do niego, o co może chodzić.

- Spokojnie, nie będę próbował przekonać cię do wyższości diety bezmięsnej nad mięsną. Jedz, co ci smakuje, Hervet. Twoje zdrowie! - Wzniósł kufel i upił łyk.

Wino było rozwodnione i w niczym nie mogło równać się ze smakiem południowych trunków, pędzonych z soczystych, dojrzewających w gorącym słońcu owoców. Valees musiał jednak przyznać, że zdarzało mu się już pijać tutaj gorszej jakości wino. To nie było aż tak złe. Przy odrobinie dobrej woli, dałoby się nawet uznać, że jest całkiem smaczne.

- Niezłe, niezłe - przyznał, odstawiając kubek i przecierając usta wierzchem dłoni. - Byłeś kiedyś na południu, Hervet? Piłeś tamtejszy alkohol?

Awatar użytkownika
Chromy
Posty: 16
Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
Rozłożyła ręce w geście bezradności.
- Przecież po to tu jestem, sama mu to powiem – odpowiedziała na pytanie ochroniarza, po czym weszła do lokalu.
Po ostatnich wojażach, wydawało się jej, że z trudem podejdzie do szynku. Było to jednak chwilowe, bo gdy spotkała się ze spojrzeniem z barmanem, nabrała chęci żeby się napić. W te czy we te, parę monet nic nie zmieni tego przykrego stanu posiadania, w którym się znalazła. Nie mogła jednak z dnia na dzień znaleźć takiej sumy jaką przegrała wczorajszego wieczoru. Była jednak pewna, że zagrywając fulla z czwórek i króli, nikt nie jest w stanie podbić wyżej. Tak jednak nie było, a Jael została z długiem do spłacenia.

Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Hervet wyjął spod lady ser, odkroił solidny kawał i podał Valeesowi na półmisku. Po chwili namysłu dołożył jeszcze pajdę świeżego razowego chleba. Calvin zawsze zwracał uwagę, by być miłym dla strażników. Oczywiście nie dotyczyło to wszystkich, były wyjątki. Ale akurat Valees do wyjątków nie należał.

- Nie byłem - odparł gorzko. - Nie przydarzyło się. Ale alkoholu spróbowałem. Popatrz - to powiedziawszy, cały czas patrząc na Valeesa, wskazał palcem puste miejsce na półce za plecami. - Słoneczne Torkrug i jedyna w swym rodzaju tequila z destylarni Gherew. Stamtąd też - przesunął palcem wzdłuż pustej półki, wciąż wpatrując się w Valeesa - rum z lokalnych upraw trzciny cukrowej, ale nie aż tak dobry. Dużo lepszy robią na Irh'Tarn. Stał tutaj - wskazał palcem kolejne miejsce, a młody strażnik zwrócił uwagę na nostalgię w jego głosie. - Sporo się tego przewinęło przez ten lokal, a zostały puste półki. Ale nic to, jeszcze wzniesiemy tu razem toast torkrudzką tequilą! - Hervet zaśmiał się serdecznie. - Hej, Valees! Skąd dokładnie pochodzisz? Ile lat ci stuknęło w Nimnaros? Pewnie już ze dwa lub trzy! Kiedy wstąpiłeś do straży? Pamiętasz czasy rozłamu?

Uśmiech momentalnie spełzł z twarzy barmana, gdy do kontuaru podeszła Jael.

- Przyniosłaś pieniądze? - Spytał chłodno, prostując się i krzyżując ręce na piersi.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees wodził wzrokiem za palcem Herveta, wskazującym kolejne miejsca na półkach za barem. Pokiwał głową na wzmiankę o torkrudzkiej tequili. Podczas swojej ucieczki z południa zaciągnął się na statek, który przez Zatokę Piaskową przewiózł go pod sam Torkrug. Choć andurianin spędził tam zaledwie kilka tygodni, miał okazję skosztować tamtejszych specjałów - musiał zgodzić się z barmanem, tequilę mieli tam doprawdy wyśmienitą.

- Z Andurii, z Sammy - odparł, nieco zaskoczony tą lawiną pytań. - Długi czas spędziłem, zabezpieczając karawany na pustyni Andaar. Parszywa robota, jeśli mam być szczery, ale dobrze płatna. Kupcy cenili sobie ludzi z doświadczeniem i potrafili wynagrodzić bezpieczną podróż.

Zamilkł na chwilę, by odkroić kawałek sera. Kiedy przeżuwał, przy kontuarze pojawiła się Jael. Valees spojrzał na minę Herveta i zrozumiał, że odpowiedzi na kolejne pytania przestały go już interesować. Teraz chodziło o coś innego - coś, o czym Valees nie miał pojęcia i w co nieszczególnie chciał się wtrącać.

Przełknął, przepił winem i bez słowa wbił widelec w kolejny kawałek potrawy.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Idąc przez dzielnicą portową, Heinreich krzywił się w grymasie niezadowolenia. Niegdyś wspaniała dzielnica pełna ciężko pracujących rzemieślników oraz poczciwych flisaków. Teraz jest to zabita dechami nora, pełna szumowin, nierobów i szemranych typów. Patrząc na nich czuł jak krew gotuje mu się w żyłach. Gdyby tylko miał więcej sił z przyjemnością skopałby i powrzucał większość tych szkodników do lochu, by mogli gnić za kratami gdzie ich miejsce. W Nimnaros szerzy się zaraza, a lekarstwem na nie jest stal i żelazo.
Jednak jakkolwiek jego chęci płonęły w nim żarliwie, samemu nic nie zdziała. Czuł się stary, jego ciało zaczynało niedomagać. Umysł też już nie ten co kiedyś. Byłoby mu łatwiej myśleć bez przynajmniej połowy wspomnień, które łomotały mu czaszkę każdego dnia i każdej nocy. Samemu był tylko wściekłym, starym pierdzielem.
I jak na dziadygę przystało postanowił pójść w jedyne, nie zepsute miejsce na tej opuszczonej przez bogów dzielnicy.

- Długo będziesz się tak gapił na mnie czy dasz mi wreszcie wejść do środka?!- Wysyczał niezadowolony świdrując spojrzeniem pilnującego wejścia karka. Ubrany był w swój mundur, bo nie miał ani czasu, ani chęci przebierać się w chałupie czy strażnicy. Zostawił jedynie w zbrojowni halabardę i kolczugę bo bym żelastwo tylko zawadzało mu przy grze. Przez chwilę wymieniał się z nim podłym spojrzeniem, ostatecznie wpuszczając go do środka. Lekko przygarbiony Porucznik pierwsze co zrobił to rozejrzał się gwałtownie po pomieszczeniu. Nie lubił takich tłumów, zawsze w nich znajdzie się jakiś tłuk co ma do niego problem. Nie miał nastroju na żadne zwady ze strony kombinatorów. Nie miał ochoty zaczynać żadnej gadki szmatki. Nie miał nawet chęci obić nikomu mordy, a przynajmniej nie tutaj. Poprawiając swój pas wraz z wystającym z niej "Streitem" od razu poszedł w kierunku najbliższego stołu do gry, gdzie goście zbierali się do rundki w kości. Jego dzień w robocie był wyjątkowo parszywy, więc parę dobrych rzutów powinno mu poprawić humor. Wcisnął się pomiędzy zebranych wokół stołu kmiotków, rzucając na stół parę drobniaków.
- To co kurwa wasza mać? Gramy do trzech? Do sześciu?! Dawać kości ja zaczynam! - Wykrzyczał ochrypłym, przepitym głosem z podłym uśmieszkiem na twarzy, chwytając garść kostek i zaczynając rundę. Zamierzał się dobrze bawić i nikt mu tego nie zabroni.

Awatar użytkownika
Chromy
Posty: 16
Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
Jael była ubrana w skórzany kaftan, spod którego wychodziła wełniana suknia. Andurianka położyła ręce na ladzie, nie za bardzo jednak wiedząc co zrobić z tymi rękoma.
- Trudna sprawa. Chciałam, ale trudno mi przynieść całą kwotę, muszę mieć więcej czasu – zaczęła się tłumaczyć.
- Łatwiej mi by było zrobić w towarze – powiedziała – wiecie o co mi chodzi? Broń, może chłopakom kusza by się przydała albo coś większego – klasnęła w dłonie, wzrok miała istnie wizjonerski.
- Do szulerni - wielka balista na lawecie, metrowe pociski – pokazała rękoma – o takie, przecież to by świetnie tu pasowało. Straży tu nie lubicie? Nie? A taka balista by sobie świetnie poradziła z każdą krnąbrną niechcianą grupą. Co wy na to?

Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Hervet zachrząkał. Nie zamierzał odpowiadać na pytanie czy lubią tu straż. Valees stał tuż obok. Czyżby Jael go nie zauważyła?
- O, zobacz Valees - rzucił do młodego strażnika, wskazując ruchem głowy Heinreicha. - O wilku mowa.
Valees podążył wzrokiem za gestem barmana, a wyraz jego twarzy zmienił się, gdy zobaczył porucznika.
- Zapłacę później - powiedział z pełnymi ustami, po czym wziął swój talerz i kubek i odszedł za Heinreichem.
Jael została sama przy kontuarze. Hervet mierzył w nią przenikliwym spojrzeniem.
- A zatem - rzekł chłodno - nie przyniosłaś pieniędzy. Cóż. Przypuszczałem, że nie przyniesiesz i uszykowałem ci nawet pracę, ale pozamiatać zawsze zdążysz. Jak powiedziałaś? Balista?
Hervet nie był osobą od podejmowania takich decyzji, ale chciał poznać więcej szczegółów zanim powie o tym Calvinowi. A pomysł Jael wydawał się niegłupi. Posiadanie balisty mogłoby dać przewagę w walkach, do których prędzej czy później dojdzie w dzielnicy portowej.
- Ile czasu buduje się coś takiego? - Zapytał. - Jak daleko można wystrzelić pocisk?

Przy stoliku Heinreicha tymczasem rozpoczęła się gra. Siedziało tam oprócz niego jeszcze dwóch mężczyzn, z ubioru wyglądających na portowych robotników.
- Do trzech, kurwa twoja mać - odparł równie ochrypłym głosem jeden z nich, łysiejący i czerwononosy.
- Rzucaj - dodał drugi. Ten dla odmiany włosy miał długie i gęste. Nosił je spięte w kucyk. - Gówno wyrzucisz.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees podszedł do stolika, przy którym siedział Heinreich. Wiedział, że gdy mężczyzna sposobi się do gry, zewnętrzny świat niemal przestaje dla niego istnieć.

- Poruczniku. - Skinął głową i stuknął cholewkami, wiedząc, że przełożony chwali sobie dyscyplinę.

Potem bez słowa stanął nieco z boku. Na tyle daleko, by nie przeszkadzać grającym, a zarazem na tyle blisko, by obserwować grę. Znał temperament Heinreicha i wiedział, że jeśli kości nie będą mu przychylne, może zrobić się gorąco. I choć ochrona szulerni trzymała awanturników krótko, Valees wolał trzymać ich jeszcze krócej. Więc patrzył, pozornie zachowując spokój, ale w środku napięty.

Raport mógł zaczekać. Są rzeczy ważne i ważniejsze. A kości bez wątpienia należały dla porucznika do tej drugiej kategorii.

Awatar użytkownika
Chromy
Posty: 16
Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
- Jak daleko? - Zamyśliła się Jael – to zależy… słyszałam kiedyś, że pewna machina wyrzucała pociski na ponad tysiąc dwieście łokci, ale do jej obsługi trzeba by było tuzina wyszkolonych ludzi. Mogłabym zrobić taką, która zmieściłaby się w stajni i mogłaby być obsługiwana przez dwie osoby. Jednym słowem te, które robi się najczęściej i najwięcej. Strzelają na sto albo dwieście łokci.
Trzeba załatwić zwierzęce ścięgna, odpowiednie drewno, liny, okucia, koła od kołodzieja, potem to jeszcze wszystko złożyć, to zajmie trochę czasu. Dwa miesiące – może więcej.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
- Hah! Się zobaczy co wyrzucę, a mamy tutaj...! - Uśmiechnął się krzywo, spoglądając na dwójkę graczy. Jeden z nich rudy był, to widać, że niekochany. Nikt nie lubi rudych więc nawet i dobrze, że łysieje. Łysy zawsze lepszy od rudego. Zaś ten drugi długie włosy miał, jakieś takie delikatne rysy na gębie. No to jasna sprawa, że pedał pewnie. A tą kitką daje o tym wszystkim znać, że jest chętny. Co za zawszona dzielnica z "pracownikami portowymi". No bo co oni mogą tu robić? Pracy poczciwej tu nie ma, każdy myśli tylko o sobie, a bandytów tu roi się jak szczurów. Nawet nic nie przypływa już tutaj, bo od razu zostałoby zgrabione! Co za czasy.
Ignorując własne myśli, Hein potrząsnął pięcioma kośćmi w kubeczku, mamrocząc pod nosem "ful" niczym jakąś mantrę, po czym rzucił.
Jedna para.
- Szlag by to, wykrakałeś. - Wysyczał niezadowolony przesuwając kubek w stronę długowłosego pedzia. Normalnie miałby ochotę mu przywalić i w sumie nadal ma ochotę, ale to był dopiero początek gry. Kto wie, może jeszcze uda mu się rzucić jakiegoś strita w ciągu tych następnych dwóch rzutów. A wtedy będzie mógł wyśmiać się im w twarz, że nawet szczęścia im bogowie nie oszczędzili.
W między czasie ktoś zbliżał się do stolika co załączyło paranoje Porucznika. Położył wolną rękę na pas, gdzie mógł szybko wyciągnąć, a to pałkę lub butelkę i grzmotnąć potencjalnego napastnika. No bo po to ktoś go zachodzi od tyłu, prawda? Jakby nie chciał czegoś to by nie podchodził, a ponieważ idzie tu to szuka zaczepki, PRAWDA!? Oko zadrżało mu w tiku nerwowym i momentalnie spiął się czekając na gwałtowny ruch od nieznajomego. Jednak słysząc znajomy głos uniósł powiekę w zdziwieniu i spojrzał się za siebie. To był Valles. Wszędzie poznałby tą ciapatą facjatę i tatuaż ze smokiem, który uznawał za nawet fajny, choć nigdy tego na głos nie powiedział i nie zamierzał. Spojrzeniem szybko zszedł na jego obuwie wpatrując się w nie intensywnie. Jego skórzane, utwardzane buty, które dostał wraz ze wstąpieniem do straży, wyglądały na zadbane pomimo drobnych obtarć i śladów znoszenia. Nie były też jakoś bardzo ubrudzone mimo błota na zewnątrz. No i dobrze. Spróbowałby podejść do niego z brudnymi butami to sprzedałby mu kopa.
- Dobra Kapral, siadaj! Będziesz liczyć punkty. No chyba, że zostały Ci jeszcze jakieś klepaki to dawaj na stół. Też se porzucasz!

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Wzrok Valeesa podążył za wzrokiem Heinreicha na buty. Kapral pogratulował sobie w duchu decyzji, by przed wejściem do szulerni dokładnie oczyścić obuwie z błota.

- Zagram, zagram - zgodził się, siadając na stołku wskazanym mu przez przełożonego.

Sięgnął po kości. Tam, skąd pochodził, nie używano kubków przy grze. Także tym razem nie zdecydował się z niego korzystać.

- Wchodzę za pięć. - Chwycił kości w dłoń i chuchnął w zaciśniętą pięść. Rzucił.

Trójka.

Nie uśmiechnął się. Nie rozgryzł jeszcze, w jakim humorze jest dziś Heinreich. Czasem potrafił przegrywać, innym razem zamieniał się wtedy w prawdziwego demona. Valees nie chciał kusić licha. Nie po to czyścił buty, by wszystko teraz zaprzepaścić.

Podał kości dalej.

Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Dwa miesiące. Długo, pomyślał Hervet. Ale pomyślał też, że to już moment, w którym powinien przekazać sprawę Calvinowi. Niech on się martwi.

- Chodź ze mną - powiedział do Jael, wychodząc zza kontuaru. - Opowiemy panu Vansenowi o Twoich długach.

Andurianka westchnęła, ale poszła posłusznie za barmanem. Gdy doszli do stolika, przy którym siedzieli Calvin z Pavesem, tamci natychmiast przerwali rozmowę. Pierwszy głowę odwrócił Paves. Jego twarz, otulona sięgającymi poniżej uszu ciemnymi włosami, pozbawiona była wyrazu i emocji, a spod lekko opuszczonych powiek spoglądały zimne, brązowe oczy. Ubrany był w czarne, zadbane spodnie i białą koszulę. Strój, w którym uwielbiał zabijać.
Siedzący naprzeciw niego Calvin ubrany był bardzo podobnie, acz na koszuli miał jeszcze elegancką kamizelę z przypiętą do klapy broszką przedstawiającą królewskie berło. Jego spojrzenie było zupełnie inne. Cieplejsze i bardziej przyjazne, ale zarazem wnikliwsze. Momentalnie otaksował Jael wzrokiem. Całą. Na jego ładnej twarzy zagościł delikatny uśmiech, w niebieskim oku pojawił się błysk. Ruchem głowy odgarnął sięgające szyi ciemnoblond włosy.
Hervet bez zwłoki nakreślił sytuację, po czym wrócił za ladę. Calvin ruchem ręki wskazał Jael miejsce na ławie na wprost siebie, obok Pavesa.

- Jak ci na imię, młoda damo? - Zagadnął, gdy usiadła. Głos miał spokojny.
- Nazywam się Jael Lizbeth Carranza, panie Vansen - odparła dziewczyna.

Oko Calvina ponownie błysnęło. Nie poprawił Jael. Nie miał problemu z tym, by kobiety zwracały się do niego po imieniu, ale wolał trzymać Jael na dystans. Była jego dłużniczką i dystans dawał mu dodatkową przewagę w negocjacjach spłaty zadłużenia.

- Przychodzisz z nietypową ofertą, Jael - zaakcentował, pokazując tym, że to on będzie w tej rozmowie dyktował warunki. - Balista, powiadasz. Interesujące, doprawdy bardzo interesujące - dodał w sposób sugerujący, że jest zupełnie na odwrót. - Dla kogo pracujesz?

***

- Hahaha! - Zarechotał bezczelnie ten z kucykiem. - Mówiłem, że gówno wyrzucisz! Rzucaj, Mikay.
Rudy chwycił kości, wrzucił do kubeczka i potrząsnął energicznie, a następnie rozrzucił na stole. Kości poturlały się.
- Tak się rzuca - powiedział tonem zawodowca. Trzy kości zatrzymały się jedynym oczkiem do góry, pozostałe dwie sześcioma. - Ful, jedynki na szóstki. Teraz Ty, Bobi.
Bobi pozbierał kości, zamachnął się i wyrzucił.
- Kurwa - rozległo się wśród ciszy, która zapadła.
Bobi, facet z kucykiem, wyrzucił parę dwójek. Identycznie jak Heinreich.
- Sam też gówno wyrzuciłeś - zaśmiał się Mikay. - Jeden dla mnie. Druga tura, twoja kolej, Hein - to powiedziawszy, podsunął kości porucznikowi.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees śledził grę, raz po raz zerkając na twarz swojego przełożonego. Czul, że to, co wydarzy się za chwilę, prawdopodobnie zadecyduje o całym wieczorze, a przynajmniej nada mu ton. Na korzyść sytuacji przemawiało, że nie była to pierwsza rozgrywka Heinreicha z tymi ludźmi. Istniały szanse, że zdążył ich nawet polubić. Na niekorzyść... że przegrał. I tylko wąsacz mógł wiedzieć, w jakim stopniu go to rozeźliło.

By ukryć niepewność, sięgnął po kielich z winem i upił solidny łyk.

- Idę po następne - oznajmił, wstając. - Kolejka dla kogoś? Herr Heinreich? - Czuł, że jeśli coś może ukoić nerwy po kiepskim rzucie, mało co nada się lepiej niż haust mocniejszego trunku.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Nosz ruda cholera wredna, będzie fule rzucać jak z rękawa przy pierwszym rzucie! No ale Mikay miał często fuksa, przynajmniej to ma z życia za ten czerwony swój durny łeb. Bobi zaś rzucił równie źle jak on. I dobrze. Jakaś sprawiedliwość losu musi być! Jego podwładny rzucił 3 jednakowe, zawsze coś. Na niego zły nie był jeszcze. Czas pokaże czy to się zmieni.
Heinreich wziął kości cmokając językiem z niesmakiem. Pierwsza runda poszła mu źle, ale były jeszcze dwie. Zamierzał pokazać jeszcze tym zasmarkanym cyckom jak się jeszcze rzuca. Trzeba było rzucić je z kubeczka jak najbliżej stołu, tak by turlały się więcej w naczyniu niż na stole. To często dawało najlepsze wyniki. Zanim jeszcze wyrzucił zobaczył jak Kapral chce odejść do stołu. Spojrzał się na niego zmrużając oczy.
- Siedź. Najpierw kończymy, potem pijemy. - Wysyczał do niego, samemu sięgając zza pasa po butelkę z winem co udało mu się zarekwirować podczas przeszukiwania kupca. Wziął konkretny łyk z gwinta, przetarł rękawem ślady jakie mu zostały na wąsie i rzucił kośćmi, używając wspomnianej wyżej techniki.
Cztery czwórki.
- No już lepiej, teraz twoja kolej by rzucić w końcu do dupy, Mikay. Nie zawiedź nas, Hah! - Powiedział z lekkim uśmiechem Porucznik poprawiając się na siedzeniu. Nerwowo jeszcze się rozglądnął czy przypadkiem ktoś problemów nie szuka, ale po upewnieniu się, że spokojnie jest rozluźnił się odrobinę. Dobrze się nawet bawił, może i nawet nie będzie obijania mordy.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees rzucił okiem na pozostałych graczy. Choć oczywiście nie zamierzał przeciwstawić się poleceniu przełożonego, wolał upewnić się, czy żaden z pozostałej dwójki nie będzie dopatrywać się w tym słabości.

Na szczęście wszyscy siedzieli pochyleni nad stołem, patrząc ze zgrozą na kartę Heinreicha i poczynania młodszego ze strażników zdawały się kompletnie ich nie obchodzić.

W tej kolejce to Heinreichowi dopisało szczęście. Żaden z przeciwników nie uzyskał lepszego wyniku. Trzecia tura miała być więc ta decydującą.

Valees zgarnął kości po swoim rzucie, w którym uzyskał marne dwie parki i wręczył je razem z kubkiem Heinreichowi.

- Po tej partii chciałbym zamienić słowo na osobności, sir. Mam informacje w tej sprawie, o której zbadanie pan prosił - powiedział, rzucając krótkie spojrzenie na pozostałych graczy. Chciał dać jasno znać, że raport nie jest przeznaczony dla ich uszu.

Zamilkł, czekając na reakcję. Wolał już teraz dać Heinreichowi znać, że będzie musiał przerwać na chwilę grę. I tak istniało ryzyko, że szef rozeźli się i każe mu iść w diabły, bo teraz jest czas na kości, a nie na łajdaków. Było jednak mniejsze na początku rozgrywki, niż gdyby Heinreich wpadł już w kościany szał odgrywania się.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
- HAH! Widzicie wy szczury zawszone, tak się właśnie rzuca! Wszystko zależy od techniki TECHNIKI! Zdrowie! - Wykrzyknął zadowolony widząc jak w drugiej rundzie nikt nie wyrzucił lepiej od niego. I tak właśnie miało być. Miał sobie porzucać, miał się zrelaksować i miał w ten sposób odpocząć. A odpoczywa się najlepiej jak się wygrywa. Więc jeszcze jedna rudna, oj coś czuł, że kości mu już sprzyjają. Wychylił porządny łyk ze swojej butelki i patrzył jak rozegra się na stole. Kapral wyrzucił marnie, no zdarza się każdemu. Ważne by grać! Grać i próbować do skutku!
Jednak gdy Valees zaczął wspominać coś o jakiś informacjach i sprawię, to go nieco szlag jasny trafił.
- Kapral ty sobie kurwa nie pozwalaj. Nie widzisz, że z kolegami siedzę i gram? Co?! Czy ma to coś wspólnego z kośćmi? Bo jak nie to zamknij ten swój pysk! Nie moja wina, że rzucasz do dupy i temat chcesz zmieniać. - Zbeształ swojego podwładnego, chwytając od niego gwałtownie kości. Przyszedł tu grać w kości to będzie grał w kości. Jakby chciał tu przyjść chlać, to by chlał. Jakby chciał lać, to obiłby jakiemuś moczymordzie łeb. Jakby chciał gadać o "biznesach" to by zapalił fajkę z właścicielem, rzucając naczyniami po ścianach. Ale nie przyszedł tu po to. O nie, on przyszedł tu by grać w PIERDOLONE, USPOKAJAJĄCE RZUCAJKI! Wziął głęboki oddech. Zamieszał nimi porządnie w kubku, jakby te kostki były odpowiedzialne za jego obecne niezadowolenie, po czym ostrożnie je rzucił skupiając się na swojej technice.
Trzy trójki.
Na czole Heinreicha wyskoczyła żyła. Zęby zacisnął w gniewie. Nosz ruchał go pies! Rozjebał mu passe, no jak tak można człowiekowi partie zepsuć. Pluć w brodę szczęściu, szydzić losu jakby była jakąś ladacznicą! NO jak tak można!
Pochylił się nad stołem, patrząc co wyrzuci Rudy Szczur. Ten nieco podśmiewując się z dwójki strażników, mówiąc jakieś pierdoły, których nie mógł usłyszeć już, bo w uszach słuchał jak buzowała mu się już krew, wziął kości i rzucił nimi.
Zarówno Bobi jak i Mikay krzyknęli radośnie, gdy na stół wypadło PIĘĆ, JEBANYCH PIĄTEK.
Porucznik wstał gwałtownie chwytając mocno wolną ręką za poręcz krzesła. Wywalił z kopa stół przewalając je całkowicie wraz z całą zawartością. Frajer z kitką, zanim jeszcze wstał by zacząć do niego z wątami, oberwał prosto w skroń butelką, która to pękła na jego łbie od uderzenia, ogłuszając go na podłodze. Resztka wina rozlała się po nim, przysłaniając mu ślicznie ranę na czuprynie. Rudzielec zerwał się z krzesła widząc to i już miał się rzucić na Heina, lecz ten już zdążył zamachnąć się po raz drugi tym razem używając do tego trzymanego krzesła. Przewaliło go to na kolano. Nie czekając zanim ten się podniesie, Porucznik złapał dwoma rękoma za poręcze krzesła i podnosząc je nad sobą powalił rudego na deski, przy okazji łamiąc mebel.
- Szuje. Zapchajcie się tymi drobniakami. - Wycharczał spluwając na niego, dodając mu na dokładkę kopa w żebra by nie wstawał. Spojrzał z wciąż tętniącą agresją na podwładnego, jakby chciał mu oczy wyrwać niedawno zrobionym tulipanem, po czym minął go idąc w stronę baru. Musiał się napić. I bogowie brońcie tych co mu staną na drodze.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees jęknął w duchu, widząc jak porucznik zrywa się z krzesła i chwyta za jego oparcie. Wiedział, co to oznacza.
Wiedział też, jak należy zareagować.
Zerwał się na równe nogi, zanim jeszcze kości z przewróconego stołu zdążyły rozsypać się po podłodze. Odskoczył o krok, by znaleźć się za ramieniem swojego przełożonego i wydostać się z pola rażenia szulernianych mebli. A potem patrzył.
Nie na biednych Mikaya i Bobiego. Na to patrzeć nie musiał - doskonale wiedział, że wiedziony dziką furią Heinreich da sobie z nimi radę. Pierwsze kilka sekund walki w jego wykonaniu zawsze pozostawiało tylko zgliszcza. Problemy zaczynały się potem, gdy starcze ciało dawało już znać o swoich niedoskonałościach, a oddech stawał się coraz cięższy. Jeśli wtedy, brońcie bogowie, któryś z przeciwników trzymał się jeszcze na nogach, mogły zacząć się problemy.
Dlatego teraz Valees nie patrzył na bójkę. Rozglądał się czujnie po przybytku, próbując wyłapać spojrzeniem kogokolwiek, kto zdecyduje się wstać i dołączyć do mordobicia. Szczęśliwie, reakcja Heinreicha była tak żywiołowa i nagła, że w pierwszej chwili przy wszystkich stolikach zapadła cisza, a gracze po prostu siedzieli zdębiali. Valees wiedział jednak, że ten szok nie potrwa długo. Że prędzej czy później znajdzie się jeden z drugim śmiałek, któremu mało było spuszczenia łomotu żonie w domu i zapragnie szukać bitki gdzie indziej.
I rzeczywiście. Gdy Heinreich rozprawił się z tamtymi dwoma i pełnym furii krokiem ruszył do kontuaru, ktoś poderwał się od stołu, przy którym wcześniej grano w karty. Jakiś dryblas z podwiniętymi rękawami i wytatuowanymi na nich płomieniami. Był na oko dwa razy szerszy od Valeesa. I dwa razy młodszy od Heinreicha.
- Siadaj na dupie, to nie twój interes - syknął Valees. Na tyle stanowczo, by zabrzmieć przekonująco. Na tyle spokojnie, by nie wzbudzać zainteresowania porucznika.
Facet zawahał się. Valees nie czekał, aż tamten podejmie jednoznaczną decyzję. Odwrócił się na pięcie i ruszył za swoim przełożonym, dając dryblasowi znać, że temat jest skończony. Miał nadzieję, że to zadziała.
Nie, żeby bał się bójki. Nie, nie. Bał się, że w potyczkę mogą wplątać się Heinreich i jego tulipan.
- Raportować, sir? - zapytał, dosiadając się do Heinreicha. - Gra już chyba skończona.
Posłał Hervetowi pojednawcze spojrzenie. Przepraszam i ogarnę to, zdawały się mówić jego oczy.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Siadł na dupie przy barze, dysząc i sapiąc ze złości. Nie tak sobie wyobrażał dzisiejszy dzień. Nie tak miał wyglądać odpoczynek. W strażnicy zostać nie mógł bo zawsze jakiś problem, zawsze coś wpada do zrobienia. Do chałupy iść nie zamierzał, bo dzieciaki spokoju tak wcześnie mu nie dadzą. Poza tym do zrobienia w domu miał też nie mało. Na ulicy jak jakaś bezdomna szuja szwendać się nie zamierzał, bo jak tylko przyuważyłby jakiegoś darmozjada to by poniosło nim i koniec końców by zaczął pracować. Skoro więc wszędzie czekała go robota, to przyszedł tutaj, gdzie całą ideą tego miejsca jest by się zabawić i nie przejmować się niczym innym. Na to liczył, no ale ponieważ kiepski z matematyki zawsze był, to się przeliczył. Musiał kurwa przyjść Kapral w jego ulubione miejsce i głowę mu mącić swoimi sprawami i pierdołami.
Kaszlnął głośno czując jak ze złości całe gardło mu wyschło. Machnął dłonią do barmana by ten nalał mu coś, cokolwiek co zabiłoby ten okropny posmak porażki jaki czuł w ustach. W między czasie kłócąc się z własnymi myślami westchnął ciężko i zaakceptował swój parszywy los. Spojrzał się na Kaprala nie ukrywając na twarzy swojego niezadowolenia.
- A do psiej juchy, raportuj. I tak zjebać mi humoru bardziej nie możesz.

Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Całą sytuację ze znudzoną miną obserwował Paves. Wiedział, że porucznik jest dla Calvina bardzo przydatny i tylko dlatego siedział teraz wygodnie przy barze. Gdyby takiej rozróby dopuścił się ktoś inny, leżałby teraz na ulicy z obitą gębą. Westchnął, ale opanował w sobie chęć ciężkiego mordobicia. Napotkał wzrokiem pytające spojrzenie Herveta. Wzruszył ramionami w odpowiedzi i odwrócił się w stronę Jael. Wyglądało na to, że tym razem porucznikowi ujdzie to na sucho.
Hervet wstał bardzo niespiesznie i ruszył w stronę beczki, z której wcześniej polewał Valeesowi. W przeciwieństwie do Heinreicha, z wielką chęcią wysłuchałby raportu kaprala. Słuchał więc, stojąc przy beczce i udając, że poprawia szpunt.
W tym czasie Bobi i Mikay zaczęli powoli zbierać się z podłogi. Gniewnym spojrzeniem obrzucili Heinreicha. Oczywistym było, że mu tego nie darują. Reszta sali nie wtrącała się w zajście. Nie chcieli podpaść Pavesowi.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees odetchnął z ulgą w duchu, choć na zewnątrz pozostawał niewzruszony. Przyzwolenie Heinreicha, by złożyć raport, oznaczało, że w jego ocenie kościany spór jest już zakończony. Porucznik nie zamierzał dłużej angażować się w potyczkę z gramolącymi się z podłogi pechowymi hazardzistami. I dobrze, ponieważ Valees naprawdę obawiał się, jak sytuacja mogłaby się rozwinąć.
Jeśli tamtych dwóch postanowi prosić się o drugą rundę, będzie to tylko i wyłącznie ich decyzja. A wówczas Valees będzie czuł się zwolniony z wyrzutów sumienia.
- Chodzi o tego dilera paju, sir - zaczął. Instynkt strażnika podpowiadał mu, że nadstawionych może być więcej uszu niż para należąca do jego przełożonego. - Przyjrzałem się sprawie, zgodnie z poleceniem. Rzeczywiście zdaje się, że w mieście pojawił się nowy gracz, sir. Wie, co robi i jak to robić. Informatorzy donoszą, że kilka mniejszych grupek chwali się już nowym dostawcą, a to oznacza, że ktoś przejmuje wpływy.
Przerwał, by dać Heinreichowi chwilę na przetrawienie tych informacji. Z twarzy przełożonego chciał odczytać, czy tamten jest zainteresowany dalszym raportem, czy też ma to w poważaniu i wystarczy mu wiedza, że Valees zajmuje się sprawą.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Porucznik chwycił ostro za kufel jak tylko został mu podany i wręcz błyskawicznie je wypił na niemalże jeden łyk. Zakaszlał ostro choć tym razem nie z powodu zeschniętego gardła, a z lekkiego zadławienia się zbyt dużą ilością trunku. Do tego rozwodnione było jak na złość.
Gdy tylko przestał się krztusić odłożył kufel na ladę by mu barman mógł z powrotem nalać. Jak miał być spokojny to musiał się napić, a ponieważ alkohol był lichy, tak jak zresztą wszędzie, to musiał wypić więcej niż zwykle. A pieniądze jeszcze miał, wszystkiego na kości nie postawił. Dzieciory by mu pomarły z głodu jakby przejebał wszystko, choć nie raz zdarzało mu się wydać wszystko co miał i jakoś sobie radziły. Choć głównie to dzięki staraniom oraz pracy Zosi. Ach ta córcia... jedyna dobra rzecz jaka mu się trafiła.
Jego zamyślania o rodzince i alkoholu przerwał raport Kaprala. I choć gdy tylko zaczął gadać to ręce zaczęły mu świerzbieć by trzasnąć gagatka, tak ten powiedział coś interesującego. Oczy Heinreicha rozszerzyły się, brew uniósł do góry i wyprostował się odrobinę, co były wyraźnymi znakami zainteresowania z jego strony.
- Nowy handlarz... to ci dopiero. I to zachwalany. No no... widzę Valek żeś ważną sprawą się zajął. - Wycharczał z zadowoleniem, przecierając rękoma swoje długie wąsy w zastanowieniu. Paj był bardzo potępianym towarem, wysoce nielegalnym w mieście jednak spora ilość osób pragnęła ją dostać. Wrażenia po niej były czymś, co Porucznik od dawna chciałby spróbować. Podobno żadne pyły, grzybki ani kryształki nie umywały się do efektów jakie Paj czyni z głową. Wręcz potrafi oderwać od rzeczywistości według tego co słyszał, a to było czymś co bardzo chętnie wąsacz by chciał doświadczyć.
Pochylił się w kierunku swojego podwładnego, a gniew osłabł mu na tyle by nie chciał mu wywalić z łba zbliżając się do jego twarzy.
- Jestem pewien, że straż nie da mu spokoju skoro taki raban wprowadza. Konkurencja też może chcieć się go pozbyć jak w interesy im się wpierdala. Dlatego... być może potrzebuje on drobnego wsparcia. Ot co niewielka "ochrona" ze strony mundurowych może mu życie uratować przed "brutalami" z labiryntów. A ponieważ dupa jego będzie cała, to kieszenie nasze też nie powinny cierpieć i dzielić się powinien on swoimi "ocalonymi" przez nas dobrami. Co myślisz... Valdziu? - Powiedział gardłowym, przesuszonym głosem z wrednym uśmieszkiem używając przekręconego imiona co go wymyślił parę dni temu. Kapral nie lubił go zbytnio, dlatego Hein uwielbiał go tak nazywać. Gdy mówił jednak o swoich przemyśleniach to starał się już być nieco ciszej, bo wszyscy w Szulerni przecież nie muszą wiedzieć o nie swoich sprawach. A jakby kto jaki wsiór i nierób by podsłuchiwał to w łeb by oberwał pałą! Oczywiście szynkarza nie podejrzewał. Alkohol nalewał to prawie święty człowiek, nawet jeśli pieniądze za to brał.
Naturalnie też wypił kolejną porcję z kufla, choć tym razem się nie śpieszył. Wolniej sączył, dobry temat do rozmowy był to i smak mu wrócił.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21