Biała Dłoń

Sesyjka na rozgrzewkę
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Beczka podniósł głowę.
- Dlaczego miałbym to zrobić? - zapytał przestraszony. - Byłeś najlepszym, co mi się przytrafiło od czasu tego całego spierdolenia! Nie miałem poza tobą żadnych ludzi. Byłem sam z całą tą tawerną, a dzięki walkom stanęliśmy wreszcie na nogi. W końcu poczułem się bezpiecznie, widziałem światełko w tym bagnie, po raz pierwszy od tak dawna...

Słysząc groźbę, karczmarz w pełni zrozumiał, dlaczego branie półdzikiego mreza wojownika pod swoje skrzydła mimo wszystko nie było najrozsądniejszym pomysłem. Kto mógł jednak przewidzieć, że tak się sprawy potoczą..?

Westchnął ciężko. Mrez miał takie karty w ręku, że ciężko było cokolwiek odpowiedzieć. Mimo wszystko spróbował.
- Usunę ci się z oczu - zaproponował powoli. - Wyjadę z miasta i już nigdy mnie nie zobaczysz.

Jakże marnym staje się człowiek, kiedy śmierć zagląda mu w oczy. Nienawidził siebie coraz bardziej.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Góffno.
Stanowczy warkot Mreza bardzo wyraźnie oznaczał, że czas na jakiekolwiek pertraktacje upłynął. Starszy ze strażników nieco mocniej zacisnął dłoń na rękojeści miecza, nawet młodsi powoli przygotowywali się na najgorsze. Futrzak każdemu z nich spojrzał w oczy - jedynie ten najbardziej doświadczony nie dał się spłoszyć. Mrez mierzył się tak z nim wzrokiem przez kilka chwil - a potem, jednocześnie, tygrys opuścił buzdygan, a gwardzista zostawił miecz w spokoju.

- Ty masz czo rrobicz - chłodno mruknął do Beczki wojownik - a potem Ty ssasstanóff sze hak hesst ss moha ssttrrona. Ha tu wróczzę potem.
Spojrzał na strażników i wskazał Darona łapą.
- On icze sze mno.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Beczka milczał, wpatrzony w deski swojej podłogi.

- Ja... właśnie miałem się ulotnić, z chęcią pójdę. - Pospieszył z wyjaśnieniem Daron, widząc, że strażnicy patrzą na niego niepewnie.

Wykonał kilka kroków w stronę drzwi i odwrócił się raz jeszcze do Beczki. Chciał coś powiedzieć, ale zawahał się.
Opuścił lokal, a za nim wyszedł mrez, ostatni raz omiatając wszystkich spojrzeniem.

*

Szli przez chwilę w milczeniu. Najwyraźniej ani jeden, ani drugi nie czuł się na siłach, by o tym wszystkim teraz rozmawiać.
- To... dokąd idziemy? - Odezwał się w końcu Daron.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Icz ss ha do tfego miszzczza. Ha prroszze czebe o to.
Pokazał łapą najpierw na siebie, a potem na Darona.
- Pszzyss-huuga - dodał - ha drra wasss. Muszze oddacz. Bess ty i tfoha makha ha bym umarr na peffno.

Po opuszczeniu karczemnych progów wojownicza postura Mreza wyraźnie straciła na sile. Był zgarbiony, zdecydowanie zmęczony, obolały i ranny. Do tego wciąż miał ze sobą zdobyczny buzdygan i kuszę, z którymi - z jakiegoś powodu - nie rozstał się w oberży. Wręcz przeciwnie; ostentacyjnie i niedbale spakował je do swojego plecaka jeszcze zanim wyszedł, pozostawiając Beczkę samego na sam ze strażnikami.

- Ty prrowacz mneh. Prroszze. - Powtórzył jeszcze po chwili, kontynuując marsz.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Daron zatrzymał się w pół kroku. Miał dość grobowy wyraz twarzy.
- Muszę ci coś powiedzieć. - Zaczął niepewnie, ale znowu się zawahał. - Dobra, potem powiem. Chodźmy - rzucił i wznowił marsz. - Ponieść ci plecak?

Szli niezbyt szybkim krokiem, przechodząc pod portową bramą. Nikt jej nie strzegł, bo i po co - Nieugięci nie mieli nic przeciwko gościom z innych frakcji.
Życie w mieście toczyło się swoim rytmem, a Złotą Aleję przepełniał gwar handlujących, chociaż cichnący już pod wieczór. Minęli zaorany rynek i przeszli przez kawałek Labiryntu. Po drugiej stronie majaczyły już kopuły świątyni Illany.
Mrez rzadko kiedy zapuszczał się w te rejony.

- Tak jak mówiłem wcześniej, nie jestem magiem - odezwał się Daron znienacka, kiedy zbliżali się do wschodniej bramy miasta. - To nie była moja magia. To magia boga wiatrów, Bethemesa. Otrzymałem jego moc do walki z rdzawą plagą. Ten tatuaż jest tego dowodem. - Wskazał na papugę wyrysowaną na karku. Mrez dostrzegł, że wizerunek wyblakł nieznacznie.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Przyglądał się dziwacznej dekoracji przez chwilę, spojrzeniem raczej nieufnym, choć niepozbawionym zaciekawienia.
- Ja khyba rossumem. Ty hestess kaphan tfohego boga. - Stwierdził Mrez, kiwając głową. - Czy ha móffe dobszze? Ha ne rossumem trokhe ssshóóf, którre wy rucze mówicze do ha czzasssami.

Futrzak nie mógł się oprzeć wrażeniu, że znowu trafił do innego świata, pomimo tego, że po prostu pokonywał kolejne dzielnice Nimnaros. Nie pasował tutaj, a dumne dachy ludzkich świątyń jedynie potęgowały to wrażenie. Nieco mocniej nasunął sobie kaptur na głowę. Idąc dalej, czujnie nasłuchiwał i rozglądał się, jakby nawet tutaj spodziewając się niebezpieczeństwa.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Tak, ale nie - odrzekł powoli Daron, zastanawiając się, czy jest sens wchodzić w detale. - Jestem yaezinem, czyli takim... prawie kapłanem. Nie mogę odprawiać obrzędów, mam tylko moc do rozpraszania wynaturzeń...
Spojrzał na mreza.
- Dobra, nieważne. Możemy przyjąć, że jestem taki mały kapłan.

Wyszli za obręb murów Nimnaros. Teraz ich oczom ukazał się tabor uchodźców i pełno porozbijanych namiotów. Te jednak, w przeciwieństwie do tych stawianych w Labiryncie, były barwne i zadbane. Wykonane z kolorowych, egzotycznych materiałów, jednoznacznie komunikowały, że tutaj mieszkają Eldriończycy. Przybysze ze wschodu. Rozpalone ogniska i gwar rozmów, a także śpiewy i sylwetki tańczących ludzi mówiły same za siebie - ci ludzie umieli się bawić, nawet w tak ciężkich czasach.

Futrzakowi jednak nie było teraz do śmiechu, dlatego nawet ucieszył się, że Daron nie skręcił wgłąb obozowiska, ale w drugą stronę, w uliczkę biegnącą w góry. Prowadziła ona do dawnej kopalni złota.

Zapachniało lasem, wsią i koszonym zbożem. Piękna odmiana dla tygrysiego nosa, który ostatnimi czasy wąchał głównie miejską, portową stęchliznę.

- Zaraz będziemy - oznajmił Daron. - I tak nieźle mówisz po borsku, myślałem, że w ogóle nie będziesz znał naszego języka.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez spojrzał na nowicjusza, unosząc nieco brwi. Po krótkiej chwili skinął głową, przymknął ślepia i odpowiedział:
- Czemki. Ja byh mhecz na-u-czzy-czer doprrr.

Po tych słowach wrócił do przyglądania się okolicy. Ciężko było się oprzeć wrażeniu, że w tej chwili był jakby kimś zupełnie innym niż jeszcze kilkadziesiąt minut temu. Spokojny pysk drapieżnika wyglądał teraz aż nienaturalnie bez wykrzywiających go grymasów i warkotów. Pomimo pokiereszowanego oblicza, widać było, że w tej okolicy czuł się znacznie lepiej niż wewnątrz miejskich murów. Pomimo otrzymanych ran nawet jego krok stał się jakby raźniejszy, a ogon kołysał się spokojnie w jego rytm. Jakby na moment zapomniał o tym wszystkim, co pozostawił za sobą w dzielnicy portowej Nimnaros.

Dziwna zmiana w jego zachowaniu nie umknęła uwadze Darona, pomimo tego, że chłopak znał Mreza tyle co nic.
- Kto był twoim nauczycielem? - Zapytał ostrożnie.
- On to byh czzhoweek byh, Forrrgurrr. On nesstety drrroga na fssschód ne pszzeszzyrr. Duszzo bandyt byrri napadrri.
Futrzak odpowiedział na to pytanie zupełnie tak, jak gdyby Daron pytał o pogodę. Nie zastanawiał się nad odpowiedzią, a nawet jeśli pytanie wzbudziło w nim jakiekolwiek emocje, w żaden sposób tego nie okazał - nawet złością.

Ścieżka, którą podążali zaczęła leniwie piąć się w górę.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Rozumiem... - odparł cicho Daron. Po niespójnej reakcji mreza nie wiedział, czy powinien drążyć ten temat, więc zdecydował się asekuracyjnie go przemilczeć.

Mijali namioty rozstawione po obu stronach ścieżki. Ludzie, którzy czasem przed nimi siedzieli, przyglądali się ciekawie mrezowi, ale nikt nie odezwał się ani słowem.
- Widzisz ten budynek? - Daron wskazał na koniec ulicy, na dość masywny dom z drewna i kamienia, coraz bardziej wyłaniający się zza namiocików. - To tam.

Budowla była stara, ale dobrze zarządzana. Gospodarz zadbał o schludność i czystość na podwórzu. Przed wejściem dorobił namiotowy daszek z bordowej tkaniny, tworząc coś na kształt werandy, a na podtrzymujących ją sznurach i słupach powiewały kolorowe strzępki materiałów. Na belce wisiał lampion i już płonął, roztaczając wokół ciepłe, zapraszające światło.
Ta kompozycja ewidentnie wskazywała, że osiedlił się tu ktoś ze wschodu.

- Zaczekasz chwilkę? - spytał Daron, wyprzedzając mreza i unosząc nieco dłoń w zatrzymującym geście. - Uprzedzę mistrza o gościnie.
Popędził do wejścia i zniknął w środku, zostawiając przymknięte drzwi.

Futrzak został sam na niewielkim podwórzu. Zobaczył kilka garnków i szklanych fiolek zatkniętych na kijki tworzące płot. Tuż obok przewieszonych było parę ubrań, chust, pledów i bandaży. Niektóre jeszcze wilgotne. Przed wejściem stały wiadra na wodę, a na parapecie okna siedział siwy kot z białymi łapkami i pyszczkiem. Wpatrywał się w przybysza.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Ten jednak nie poświęcił mu zbyt dużo uwagi - fuknął jedynie do niego przyjaźnie, odwrócił się tyłem do drzwi i przystanął u wejścia na okazałą posesję z założonymi łapami. Skupiony na węszeniu, nasłuchiwaniu i przyglądaniu się okolicy czekał na powrót Darona. Gdzieś z tyłu głowy przypomniał o sobie prawdziwy powód jego odwiedzin w tym miejscu, lecz i on został przez Mreza zignorowany.

Pomimo natarczywych ukłuć bólu, jak i ogólnego zmęczenia, głębokimi oddechami chłonął świeże, wiejskie powietrze. Pomału zachodzące słońce plamiło całą okolicę ciepłymi pomarańczowymi smugami. Ludzie i nieludzie krzątali się po ogromnym i kolorowym polu namiotowym jak te mrówki. Futrzak mimowolnie przypomniał sobie jego własną wędrówkę na Wschód, do Nimnaros - a wyglądała przecież tak podobnie. Pstrokaty pochód przedstawicieli różnych ras, poglądów i wierzeń, trzymających się w grupie chyba tylko ze względów bezpieczeństwa. A pośród nich on i jego mistrz. Jeśli się zastanowić, to wcale nie było przecież aż tak dawno temu.

Z zamyślenia wyrwały go dopiero dźwięki za drzwiami.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
To był Daron. Podnosił głos. Głosu mistrza nie było słychać. Mrez jednak nie zamierzał podsłuchiwać tej coraz ostrzejszej wymiany zdań, odsunął się nawet o krok dalej od drzwi. Zresztą, i tak by pewnie niewiele z tego zrozumiał.

Kot zgrabnie zeskoczył z parapetu i mijając Futrzaka z podniesionym ogonem wmaszerował przez uchylone drzwi do środka.

Jeden z ludzi przy pobliskich namiotach wyciągnął niewielkich rozmiarów mandolinę i zaczął brzdąkać. Ciche nuty z ledwością docierały do uszu mreza, ale zobaczył, że kilka osób podniosło się z ziemi i zaczęło ruszać się w rytm muzyki. Usłyszał śmiechy. Było spokojnie, a okoliczna zieleń koiła i orzeźwiała zmysły.

Wtem drzwi otworzyły się i stanął w nich Daron.
- Wybacz, że musiałeś tyle czekać - przeprosił uprzejmie. - Zapraszam!

Futrzak ostrożnie przekroczył wysoki próg i otoczyła go niezwykła przestrzeń przedsionka, wypełnionego suszącymi się ziołami, wiszącym u sufitu czosnkiem i workami z rozmaitymi warzywami. Kiedy weszli dalej, znaleźli się w przestronnej kuchni, gdzie obok glinianych naczyń i artykułów kuchennych stały także przyrządy alchemiczne oraz medyczne. Najważniejszym punktem pomieszczenia był wielki piec, na którym się akurat gotowała jakaś zupa. Stał przy niej szpakowaty człowieczek, przy Daronie wyglądający jak karzełek. Z uśmiechem na ustach czekał na gości.
- Ah, goście goście, boskie dary przynoście - rozłożył ręce w oszczędnym geście błogosławieństwa, po czym uchwycił nimi prawicę mreza i potrząsnął nią pewnie.
- Jestem Vausein-Qur, do usług. To zaszczyt poznać kogoś tak... wyjątkowego. - Skinął Futrzakowi elegancko głową. Jego brązowe oczy świeciły się, zdradzając niesłabnące mimo wieku zainteresowanie życiem i otaczającym go światem. Miał krótką, zapruszoną siwizną bródkę oraz wąsy, a na głowie dziwny kapelusz z pozwijanej tkaniny, który swoim wyglądem przypominał Futrzakowi nakrycia głowy jego mrezowych kapłanów, tylko pozbawione piór.

Daron stał obok z rękoma na biodrach, cierpliwie przyglądając się całej tej scenie. W powietrzu pachniało bulionem z kurczaka.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Ze sterczącymi spod kaptura uszami i nieco przechylonym łbem Mrez wyglądał na co najmniej zdziwionego, a być może nawet zdeprymowanego gościnnością ucznia i jego mistrza. Pomimo zaskoczenia, zakapturzony tygrys uprzejmie uścisnął dłoń Vausein-Qura, skinąwszy przy okazji głową w geście, który wyglądał prawie ludzko. Dopiero odwzajemniwszy uprzejmość gospodarza pospiesznie zsunął nakrycie głowy. Błysnęły zielone ślepia, spod półmroku wysunęło się świeżo pokiereszowane oblicze wojownika.
- Witam. - Mruknął, wkładając w słowo powitania niemało trudu.
Były jakieś postępy - przynajmniej zabrzmiało to jak naburmuszone burknięcie, a nie nienawistny warkot.
- Futszzak. - Przedstawił się, a następnie ostrożnie przeszedł do powodu swojej wizyty. - Ha pszzykhocze o pomoczz poprroszicz. Hesstem waszz dhuszznik. - Dodał, skinąwszy łbem pod adresem Darona.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Niesamowite... - zamruczał Vausein, wpatrzony w mreza. Nie do końca było jasne, co według niego było niesamowite - czy to, że Futrzak był dłużnikiem, a może to, jak składał słowa, a może to, jak wyglądał..?

Dopiero potem również i on przeniósł wzrok na Darona. Czeladnik westchnął i oparł się jednym bokiem o szeroki słup podtrzymujący dach na środku izby. Głową prawie zahaczał o wystające belki.
- Nie wiem, czy to tak do końca... - zaczął. - W tawernie zostaliśmy napadnięci przez bandę skażonych i Futrzak stanął do walki. Gdyby nie interwencja Bethemesa - tu poklepał się po karku - byłoby po nim... po nas - poprawił się.
- Widzisz, jak to dobrze, że dałeś sobie zrobić ten znak? - Mag wyglądał na zachwyconego historią. Zupełnie, jakby jej dramatyzm w ogóle do niego nie doszedł. - Wiedziałem, że będą cię ścigać.

Uszy mreza stanęły nagle na baczność. Czy aby na pewno dobrze usłyszał?

- I właśnie to chciałem ci powiedzieć. - Daron poważnym tonem zwrócił się bezpośrednio do Futrzaka. - Zdecydowałem się oddać w ochronę Bethemesowi, bo jestem na celowniku pewnej złej grupy... Jeśli to byli oni, a kto mógłby być inny, to znaczy, że to ja byłem powodem tej napaści...

Ciszę przerywało pyrkanie zupy gotującej się na malutkim, dogasającym już ogienku.

- Więc wcale nie uważam, że jesteś dłużnikiem - westchnął. - Jest raczej odwrotnie.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez z początku nawet nie zareagował, jak gdyby te słowa były skierowane do kogoś innego. Stał w niemal idealnym bezruchu, przypatrując się Daronowi w milczeniu. Atmosfera wyraźnie zgęstniała po tych słowach, na myśli mimowolnie parły się obrazy zmasakrowanych ciał w karczmie. Futrzak był nieprzewidywalny, a wiadomo było o nim, że był zdolny tak do uprzejmości, jak i do niepohamowanego, zwierzęcego szału. I ta jego nieprzewidywalność raz jeszcze dała o sobie znać, kiedy po długiej chwili ciszy Mrez odpowiedział jednym, nader suchym słowem:
- Ofszem.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Czeladnik nie odpowiedział. Od dawna już nie patrzył Futrzakowi w oczy.

Przedłużające się milczenie przerwał Vausein-Qur.
- Nie stójmy tak tutaj, usiądźcie w pokoju, rosół jest już gotowy - zachęcił, wskazując dłonią na przejście do salonów. - I jeśli mogę, Futrzaku - dodał poważniejszym już tonem - twoje rany wymagają uwagi. Im szybciej je porządnie opatrzymy, tym lepiej.

Daron zaczął ściągać buty, po czym pierwszy przeszedł do pokoju i usiadł na poduszkach. Rozprostował wygodnie nogi i odetchnął.
Nie było za dużo mebli. Tylko po jednej stronie stały kredensy, a na nich prosty świecznik i misa z owocami. Cała reszta pokoju wyłożona była skórami i futrami, a także poduszkami do oparcia. Na środku stała niewielka, niska ława, na której ułożono łyżki do zupy.

Przełożył jedno ramię do tyłu, za poduszki i odchylił głowę do tyłu. Rozluźnił się, nie przestając jednak obserwować tego, co się działo w domu. Niepokój nie pozwalał mu odetchnąć pełną piersią.
Szykowała się trudna rozmowa.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez sprawiał wrażenie, jakby i on zdawał sobie z tego sprawę. Potoczył wzrokiem za odpoczywającym Daronem, jednak na słowa mistrza znów poświęcił mu całą swoją uwagę.
- Pane Vaur-ssein Khurr - odpowiedział ze skinieniem głowy - ha barr-czo czem-kuhe ssa pomocz.
Następnie wszedł do sieni, chociaż nie usiadł przy stole - zamiast tego spojrzał pytająco między dwoma mężczyznami i przystanął pod ścianą, przewieszając ociężały plecak przez jedno ramię. Wyglądał na nieco zbitego z tropu, może nawet do pewnego stopnia zagubionego.
- Hesz-rri wy pany hessteszcze ghoodny, wy hecz-cze prroszze, ha poczekam orrass ha pszzygotuhe szzebhee trrrokhe. - Dodał, po czym złożył pakunek pod ścianą. Co chwilę zerkał przy tym w stronę gospodarza, jak gdyby chcąc upewnić się, czy to co robi jest na pewno w porządku.
Następnie ściągnął z pleców również swój stary łuk, ostrożnie opierając go o toboły. Potem płaszcz, który przyniósł mu odrobinę trudu. W końcu jednak złożył go w łapach - zadziwiająco zresztą pieczołowicie i porządnie - i przykrył nim plecak. Stanął przy ścianie w samych spodniach; pomimo ran i ogólnego nieładu, jego poprzecinane pręgami futro oraz kryjące się pod nim mięśnie nadal prezentowały się okazale. Widoczne było jednak również jego zmęczenie - stał nieco przygarbiony i często na nieco dłużej przymykał ślepia, jak gdyby próbując skupić się na swoim oddechu. Uszy miał jednak czujnie podniesione i uważne.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Nie chcesz jeść? - zdziwił się Vausein, rozlewając właśnie zupę do misek.
Kiedy jednak spojrzał na mreza, łyżka stanęła mu wpół drogi. Zastygł w bezruchu, a oczy otworzyły mu się szerzej.

Futrzak poczuł na sobie dziwny wzrok starszego człowieka, niby zawieszony w przestrzeni, przenikający go, jak gdyby mistrz patrzył przez niego na coś znajdującego się za nim... ale jednak na niego. Tylko jego oczy nie sprawiały wrażenia widzących.
A może jednak widziały?
Całość trwała nie dłużej niż dwie sekundy. Mistrz zamrugał, otrząsnąwszy się z letargu.
- Na wszystkich Strażników Żywiołów, co za ogień! - Wyglądał na przejętego. - Ty masz gorączkę?
Odłożył chochlę z powrotem do gara.
- Daron, ty leniwy gnollu, weź się sam za tę zupę! - zarządził, rzucając swojemu czeladnikowi zagniewane spojrzenie. - Naszemu gościowi trzeba natychmiast pomóc.

Przyłożył dłoń do Futrzakowego czoła.
- Hmm, nie jest tak źle - zdziwił się. Chodź za mną, połóż się tutaj - poprowadził go do pokoju obok, do małej, zacienionej kanciapki, gdzie stało dość duże łóżko nakryte kocami. - Przynieść ci wody?

Daron niezbyt pospiesznie zwlekł się z poduszek i ruszył do kuchni.
- Wszystko z nim w porządku? - zapytał w progu.
- Nalej mu wody, zimnej. Trzeba koniecznie zmienić te opatrunki. Dlaczego nie mówiłeś, że sprawa jest aż tak poważna? - Vausein żachnął się na swojego pomocnika.

Daron przewrócił tylko oczami. Chwycił szklankę i wyszedł z nią przed dom, by nabrać wody z wiadra.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez przeniósł zdziwione spojrzenie z otwartych drzwi z powrotem na Vauseina, przechylając głupkowato łeb. Najwyraźniej w tym rozpoczynającym się przedstawieniu brał udział co najwyżej jako przypadkiem podstawiony rekwizyt.
- Dop-szz? - Mruknął pytająco, po czym półświadomie udał się w stronę wskazanego mu łoża.
Zatrzymał się dopiero tuż przed nim i ponownie odwrócił się w stronę mistrza, obdarzając go bardzo zdezorientowanym spojrzeniem.
- Ty ssa duszzo boiszz szze o mne khyba, pane. - Dodał bardzo niepewnie, nieco plącząc się w dobieranych słowach. - One to sso tyrrko ssadrrapane. Ha hesstem Mrez, a ne czzhoweek.
Mimo to, Kot posłusznie, choć niezbyt pospiesznie położył się, z ogonem zwieszonym z boku łóżka.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Możliwe, nie znam się na... mrezach. - Vausein zastanowił się chwilkę. - Ale znam się na ranach, a to - wskazał na opatrunek wokół jego boku - wygląda dramatycznie.

Zaschnięta krew zdążyła już całkiem zabrudzić szmaty.
Mistrz zabrał się do roboty ze smykałką prawdziwego profesjonalisty. Przygotował świeże bandaże, przyniósł z kuchni ciepłą wodę z ziołami do przemywania ran, wystawił na stolik fiolki z preparatami, najpewniej do dezynfekcji i inne tego typu rzeczy.
- Strasznie dużo ognia... - mruczał przy tym z lekką nutką fascynacji w głosie.

W międzyczasie Daron stanął w progu ze szklanką wody. Podał ją Futrzakowi.
- To ja nie przeszkadzam, się zabieram za zupę, bom głod...
- Stój. Wróć. Ucz się teraz - schylony nad szufladą z narzędziami mistrz nawet na niego nie spojrzał. Kiedy był w swoim lekarskim świecie, zniknęła cała jego pocieszność, zastąpiona przez aurę niezwykłej powagi i autorytetu. Daron przewrócił tylko oczami. Usiadł na zydlu przy łóżku.

Vausein wyciągnął niewielkie nożyce. - Jestem gotowy. Czy mogę zaczynać? Najpierw przetnę i zdejmę stare opatrunki. - Zapytał Futrzaka. - Opowiedzcie mi, co się tak naprawdę wydarzyło, od czego te rany?

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Przyniesiona mu szklanka okazała się dla Mreza nie lada wyzwaniem. Podniósł nieco głowę, przyglądając się jej z konsternacją, kompletnie nie wiedząc jak sobie z nią poradzić. Powąchał ją, jak gdyby nieufnie i z początku bezskutecznie próbował wyżłopać wodę swoim długim jęzorem, lecz w końcu się poddał. Po prostu rozwarł pysk i ostrożnie przechylił szklankę, w ten sposób radząc sobie z jej zawartością. Nie było w tym za grosz gracji.
- Ty moszzeszz ssaczzynaczz, pane Vaussein-Khurrr. - Odburknął, po czym wciąż trzymając opróżnioną już szklankę przyłożył ją w okolicach najpierw rany na policzku, później na ręce i boku. - To byh szztyrret, tak hakby heden magik byh podszedh barrrczo szzybko niszz norrmarrne, pszess karrczma ff czahooszczi. Trrafih. Darrron byh pomók, ja byh uszzmierczzih magik ten. Potem byh hest czhoweek ss... brron, kurra ss metarru i korrce. To on byh trraffih w bok. Ha byh uszzmierczih go potem.

Mrez następnie przyłożył łapę do różnorakich ran i zadrapań w różnych punktach na jego ciele - na pysku, łapach, piersi. Chociaż czyste i gojące się, wciąż były świeże.
- One ss dżiszz byh ne sso. One ss wczorah sso, ja byh warrczyh w arrena.
Wzruszył delikatnie ramionami.
- Nikt winczeh mne ne trafih. Byh taki dżeczak, którrry byh szedh po górze - wskazał na sufit - arre hak ha byh go saatakowahem, to on byh szmenih szze w kahuusza. Ha ne rrossumem tego. - Zmrużył ślepia. - Arre to byho hak Haaha. Hak ha byh wstah, to wtedy byh ten czhoweek ss kurro i korrce. Darron rrrepeh opowie niszz ha. - Pokiwał głową.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Mistrz słuchał. W międzyczasie chwycił za nożyce, bez cienia zawahania przeciął i zdjął stare bandaże. Mimo, że nadawały się już tylko do śmieci, zwinął je precyzyjnie w rulonik i delikatnie odłożył na stolik.

- Tak, to były dziwy z sankry - kiwnął głową Daron. - Dziecko biegające po suficie i... kobieta, taka... falująca. Rozprysły się, jak wezwałem Bethemesa. Ten znak zadziałał lepiej niż można by przypuszczać.

Vausein wymienił krótkie spojrzenie z Daronem, po czym wrócił do pracy.
- Wkopałeś się - mruknął tylko.
- To trzeba jakoś zakończyć, nie możemy żyć w wiecznym strachu przed tymi wariatami - odparł Daron.
- Później o tym pogadamy - Vausein porozchylał pozlepiane krwią futro, by dojść do rany. Nie chcąc szarpać zlepków, również wspomógł się nożycami, delikatnie przystrzygając okolice zranienia. Kłaczki pieczołowicie odkładał na stolik obok.
- U, poszło głęboko - zamlaskał z niesmakiem. - Będę musiał to dokładnie oczyścić. Może trochę poszczypać - ostrzegł mreza, zanurzając szmateczkę w ziołowej wodzie.
- Czyli żadnych magicznych obrażeń? - Spytał, biorąc się za obmywanie rany.
- Nie, chyba nie. Broni też raczej nie mieli zaklętej. - Daron wziął od Futrzaka pustą szklankę i odstawił ją na półkę.
- A kura? Też się rozprysła?
- Jaka kura? - podniósł brwi Daron.
- No, mówił coś o kurze.
- Kula! Z kolcami. Broń, buzdygan.
- Ah, no i teraz rozumiem - Vausein zachował kamienną twarz. - To dlatego takie to poszarpane. Miałeś wielkie szczęście, że tylko kolcem zahaczył...
- Bogowie nad nami czuwali - zgodził się Daron. - To byli psychopaci, weszli i od razu strzelali z kuszy. Futrzak ma nieludzki refleks - dodał z podziwem.
- Obaj mieliście wielkie szczęście... - odmruczał Vausein w skupieniu. - Z osobna nie przeżyłby tego ani jeden, ani drugi... Dobra, przytrzymaj mi tu te kłaki, bo nic nie widzę - zaangażował swojego asystenta.
- Uii, kapitanie - odparł Daron, biorąc się do pomocy.
- Rozchyl to, o tak. Wszyscy macie takie gęste futro? - spytał lekarz, nie odrywając się od pracy. Skończył czyścić i chwycił za flakonik. Otworzył z cichym pyknięciem i mrez poczuł silny zapach alkoholu.
A potem rana wybuchła ogniem jak jasny piorun.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Jakby na przekór swojej wojowniczej naturze Mrez okazał się być zaskakująco spokojnym i bezproblemowym pacjentem. Z początku jedynie wzdrygnął się i zasyczał, później jednak zastygł w niemal zupełnym bezruchu. Z bólem radził sobie bardzo dobrze - jedynie nieco nierówny oddech zdradzał, że nie był mu całkowicie obojętny.
- Mrressy szirrne i mhode, tak. - Wyjaśnił Futrzak. - Mrressy sstarre maho mneh futrro.

Po tych kilku słowach delikatnie zmrużył ślepia, obserwując poczynania mistrza i jego ucznia. Wyglądał na tyleż zaciekawionego, co nieufnego, a każda chwila spędzona w bezruchu, na łasce i niełasce opatrujących jego rany mężczyzn dodatkowo przyprawiała go o niepokój. Wziął głęboki oddech, wmawiając sobie, że nadal wszystko jest pod kontrolą - wrażenie, które spłowiało nieco, kiedy przypomniał sobie dziwne, przenikliwe spojrzenie starszego medyka oraz jego późniejsze słowa.
- Ty byh powedżah ogien kirrka rrassy o mne. - Zauważył, spoglądając na Vauseina pytająco.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Znowu krwawi - mistrz zatknął korek na flakoniku i odstawił go. - Trochę musi, nie mogłem zostawić tak tej rany. Zbabrałaby się jak nic. Podstaw coś. Będzie szyte. Podaj igłę - instruował Darona, a ten uwijał się wokół jak naprawdę dobrze przeszkolony asystent. Tylko od czasu do czasu burczało mu w brzuchu.
- Trzymaj tu, o, dobrze - mruczał lekarz, przygotowując się do operacji. - Teraz proszę się nie ruszać - zwrócił się do Futrzaka i przebił igłę przez jego skórę tuż przy ranie. Ból jednak był niczym w porównaniu z tym towarzyszącym dezynfekcji.

Przez chwilę zapanowała cisza, kiedy Vausein skupiał się na szyciu.
- Tak, dużo ognia - kiwnął głową w odpowiedzi na pytanie Futrzaka. - Ciekawi mnie, czy tylko ty masz tak ognistą aurę, czy wszyscy z twojego rodzaju. Nigdy wcześniej nie spotkałem innego mreza.
- Mistrzu, to nie jest obiekt ani czas do eksperymentów - obruszył się Daron.
- Jesteś do tego gladiatorem, tak... - Vausein-Qur zignorował słowa swojego czeladnika. - Takie połączenie... może być bardzo... unikatowe - mruczał cicho, zajęty swoją robotą.

Zakończył szew, odciął igłę i oddał wszystko Daronowi.
- I zrobione, cudownie, raz dwa się zagoi. Umiałbyś tak? - spytał swojego asystenta. Ten odmruknął coś bez przekonania.
- Dobra, teraz założę nowy opatrunek - wyraźnie zadowolony ze swojej roboty Vausein z uśmiechem poinformował Futrzaka. - Albo Daron ci założy, a ja się już zajmę resztą ran - zmienił zdanie, przypatrując się szramie na policzku mreza. - Tu już płytko, nie będzie dużo pracy. Skąd pochodzicie, z pustyni?

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez biernie godził się na wszystko i bez słowa sprzeciwu znosił całą procedurę - aż do momentu, w którym Vausein zasugerował zajęcie się raną na policzku. W tym momencie kot nieco podniósł głowę, w geście, który w każdy sposób ciężko było nazwać aktem dezaprobaty, nawet jeśli faktycznie miał nim być.
- Czy to naprrafde bycz musz? - Zapytał. - Ha byh wyczyszczyh w karrczzma usz.

Domyśliwszy się, że niewiele uzyska takim komentarzem raz jeszcze położył łeb na posłaniu. Chociaż pozwolił medykowi zająć się raną, mrużył ślepia, strzygł co chwila uszami i podrywał nerwowo końcówkę ogona. Nie wyglądał na szczególnie zachwyconego, jednak nie sprzeciwiał się ani poczynaniom Darona, ani jego mistrza. Zamiast tego fuknął nosem i tak odpowiedział na jego wcześniejsze pytanie:
- Ha ne hesstem z duszych phaskóf, ne - w tym miejscu zawahał się na chwilę, jakby nie chcąc kontynuować - ha hesstem sss Puszzczzy Apass. Haaha byha ssmuszzyha ha do drrrogi tuta, ha byh szedh ss miszzczz orrass duszzo ukhocz-czy.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Nie zaszkodzi. - Vausein już przecierał namoczoną w alkoholu i ziołach szmatką kolejne rany, najwyraźniej nie ufając karczemnym zdolnościom sanitarnym Futrzaka. Jak każdy dbający o swoją reputację fachowiec, nie chciał, aby potem powiedzieli, że mrez wyszedł od Vauseina, a rana mu się rozbabrała.
- Już. Nie będę nic więcej robił. Możesz usiąść.
Kiedy pacjent znalazł się w pozycji siedzącej, Daron mógł mu wygodnie zacisnąć do końca nowy opatrunek.
- Puszcza Apass. Co to, gdzie to? - zdziwił się, przekładając bandaż.
- Jak na wschodzie, to do głowy przychodzi mi tylko Puszcza Apazyjska... To jest strasznie daleko, południowy wschód. - Vausein-Qur zamyślił się, chowając do szuflad wszystkie utensylia, jak i szmatki, odcięte kłaczki, a także flakonik, do którego spłynęła wyciekająca krew mreza.

Daron zawiązał ostatni supeł i odstąpił od Futrzaka.
- Gotowe - oznajmił, rozkładając z dumą ręce.
- Wybornie - ucieszył się mistrz. - Przynajmniej wiązać bandaże cię dobrze nauczyłem.
Daron spojrzał na niego z udawanym wyrzutem.
- Zupa stygnie - uśmiechnął się Vausein-Qur. - Ja tu jeszcze posprzątam.
- O i teraz się rozumiemy. - Czeladnik ochoczo wskoczył do kuchni i wznowił rozlewanie rosołu. - To jak, na pewno ci nie nalewać, Futrzaku? A może samo mięso i kości do obgryzienia? - zastanowił się.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Czemkuhe wam, serrdeczne barrdzo.
Włochaty pacjent podniósł się z łóżka. Przez kilka chwil przyglądał się różnorakim opatrunkom, które mężczyźni przygotowali. Delikatnie pogładził łapą bandaż na jego ramieniu, po czym fuknął z aprobatą, skinąwszy przy tym głową.
- Tak, ha heszcz rrrosssuh bede tesz. Orrrasss mehsso, heszri ha moge. - Odpowiedział Daronowi po chwili zastanowienia, po czym przyjrzał się Vauseinowi. - Ha pomoge sspszzootacz teszz.

Jak gdyby nigdy nic Mrez wziął się po tych słowach za ścielenie posłania. Zabrał się za to z zadziwiającą dokładnością i pieczołowitością, nie pozostawiając na pościeli ani fałdki. Następnie przystanął na moment, wpatrzony w krzątającego się mistrza, jak gdyby oczekiwał na dalsze polecenia. Otrząśnięcie się zajęło mu chwilę.
- Ha poszzczeracz podhogi moge heszcze orrasss naczyna po poszikhku. - Zaproponował.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Mistrz nie krył zaskoczenia.
- Zadziwiające. Ależ nie musisz, Daron wczoraj tu śmigał z mopem.
- Ale z tymi naczyniami to niegłupie - uśmiechnął się Daron, donosząc ostatnią miskę zupy na ławę w drugim pokoju. W jednej z nich usypana była góra mięsa, kostek, chrząstek, a nawet kurza łapka, tak, że praktycznie nie zostało wiele miejsca na bulion.
Usiadł w swoim ulubionym miejscu i poprawił poduszkę za plecami.
- Taki stary, a ciągle leniwy jak gołowąs - skwitował Vausein, rzucając mu krótkie spojrzenie przez kuchnię.
Daron wytknął tylko język. Nie miał teraz czasu na wyszukane riposty, kiedy zupa stała na stole. Z zapałem zabrał się do pałaszowania.
- Idź też zjeść, póki ciepłe - mistrz uśmiechnął się do mreza. - Odzyskasz siły.