Iskra, która rozpaliła płomień
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Będzie - odezwał się nagle Racardo, stojący w progu pomieszczenia ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. - Akurat przechodziłem, to zerknąłem, czy wszystko w porządku - wyjaśnił z lekkim uśmiechem, widząc zaskoczenie na twarzy Viniciusa.
Zrobił kilka kroków wgłąb pokoju i oparł dłonie o stół, przyglądając się z grubsza leżącym na nim otwartym księgom i sporządzonej przez hyussa notatce.
- Widzę, że poszukiwania owocne? - zapytał Serywena.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Sprawdziłem eteroskop - powiedział. - Wygląda na to, że został przeciążony przez zbyt silne wyładowanie eteru. Ma pan pojęcie, co to mogłoby być?
Następnie, streścił co dowiedział się podczas badania maszyny.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Przy okazji, myślę, że warto tutaj nadmienić, że Kleivon jest historykiem - wtrącił się Vinicius. - Biorąc pod uwagę naturę pańskich poszukiwań, mógłby być dla pana dużo lepszym informatorem, niż my - uśmiechnął się do Serywena.
- A właśnie, widziałeś go dzisiaj? Nie było go na śniadaniu - zapytał profesora Racardo. Zapanowała cisza, w czasie której twarze im stężały.
- Niech to jasny piorun - rzucił mag i szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia.
Vinicius spojrzał na Serywena przepraszająco.
- Zechce pan wybaczyć. To dosyć... niecodzienna sytuacja.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Co to za podejrzane miejsce w górach? - hyus zapytał starca, ale nie czekał na odpowiedź. Zamiast tego zerwał się i pospieszył za Racardo.
- Czym zajmowaliście się z Kleivonem? - zapytał. - To takie dziwne, że nie było go na śniadaniu?
Owszem, Kleivon był historykiem i mógł pomóc Serywenowi, ale hyus musiał przyznać, że zaciekawiła go cała sytuacja. Ciekawość zawsze była jego słabą stroną - przynajmniej według innych, bo on nie uważał tego bynajmniej za wadę.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Ah, młodzi... - westchnął, chwytając kubek i dopijając swoją herbatę.
Racardo szedł szybkim krokiem przez korytarz. Kiedy hyuss go dogonił, nie zwolnił, ani nie obejrzał się.
- Jeśli nie ma go w jego gabinecie, to znaczy, że... - zaczął mówić czarodziej, przechodząc kilkoma schodkami w dół z jednej części budynku do innej. Stanął przed znajdującymi się na końcu korytarza drzwiami i szarpnął za klamkę.
Zamknięte.
- ... że on tam poszedł - dokończył, dostrzegając karteczkę na drzwiach. Zerwał ją i zaczął czytać. Serywen wyciągnął głowę, ale nie mógł niczego dostrzec zza pleców Racardo. Był od niego niższy.
- Niech to Bezkres pożre - zaklął tymczasem mag, zmiąwszy kartkę w dłoni. - Dlaczego on mnie nigdy nie słucha, zabroniłem mu tam iść!
- Gdzie poszedł? W góry? - dopytywał się Serywen.
- Tak - odparł krótko Racardo. - Nie mam czasu na wyjaśnienia, muszę tam posłać ludzi. Mam nadzieję, że nic mu nie grozi... - Mówiąc to już biegł w innym kierunku, zapomniawszy się nawet pożegnać.
Serywen podniósł leżącą na kafelkach kulkę z papieru i rozwinął.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Ale czy aby na pewno?
Po zaledwie paru krokach obrócił się gwałtownie na pięcie i niemal wbiegł do pokoju, w którym został Vinicius. Wetknął starcowi kartkę do ręki.
- Co to znaczy? - zapytał. - Co ma wybuchnąć? I gdzie jest Szczelina Goroszy?
Musiał przyznać, że nie spodziewał się takiego obrotu spraw... i zaciekawiło go to, w jaką sytuację wlazł. A przynajmniej w jaką miał zamiar wleźć.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Ah, więc oni obserwowali szczyt Goroszy - rzekł, oddając Serywenowi kartkę. - To ten rozdwojony szczyt, który widać na północnym wschodzie, jak się wyjdzie z miasta północną bramą. Trzeba przejść prosto przez most i skręcić ścieżką w prawo, a kiedy okrąży się pierwsze wzgórze, będzie stary drogowskaz. On doprowadzi cię na właściwą ścieżkę, którą już dotrzesz na sam szczyt. Na Goroszy w samej szczelinie znajduje się stara budowla minotaurów. Ot, zwykłe ruiny. Ciężko się tam wspiąć, poza tym w nocy hula tam straszny wiatr, dlatego nikt nigdy nie był zainteresowany tym miejscem.
Mag wstał od stołu.
- Jak widać, aż do teraz. Sam jestem ciekawy, co tam się dzieje. Nie potrafię ci powiedzieć, o czym Kleivon tu napisał, ale jeśli Racardo zabronił mu tam iść, to sprawa może być poważna. Myślę, że powinienem już udać się po magnesy, postaram się nastawić ten eteroskop i wznowić obserwację.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Był zmęczony. Dopiero przybył w końcu do miasta. Udanie się na Szczyt Goroszy było głupie, męczące i niepotrzebne. Ale chciał wiedzieć, co się dzieje. Co więcej chciał tego już, bojąc się, że gdy Racardo i jego "ludzie" się tam zjawią, to może nie będą życzyć sobie obecności Serywena.
Ciekawość gnała go tak bardzo, że nie zrobił tego co logiczne - nie wynajął przewodników, nie zaopatrzył się w mapy, a jedynie kupił kostur do chodzenia i skierował się ku północnej bramie miasta i dalej, kierując się radami starca.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Kiedy stanął przed Goroszą, widział już wyraźnie na samej górze dwa wielkie bloki skalne, sterczące na niej niby rogi. Idealnie pomiędzy nimi ciemniał niewielki, płaski kształt, nie wyglądający na dzieło natury. Najprawdopodobniej był dachem budowli zbudowanej tu przed wiekami przez minotaury. Z tej perspektywy hyuss nie widział jednak ścian - czyżby w samym centrum góry było zagłębienie, w którym stanęła budowla?
W środku mogło być niebezpiecznie, a on był już dość mocno zmęczony dzisiejszym dniem. Kiedy jednak odwrócił się i spojrzał na wijącą się w dole ścieżkę, dostrzegł, że między pagórkami dziarskim krokiem maszeruje po niej trójka ludzi. To z pewnością posiłki Racardo.
Miał niewiele czasu, zanim dojdą tu, gdzie stał - szacował jakieś 20 minut.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Po kolejnych kilku krokach wiedział już, że pole mocy, w jakie wchodzi, należy do jednych z najbardziej intensywnych, jakich kiedykolwiek doświadczył. Jego ręka zgrzytnęła nagle. Zaskoczony zauważył, że może nią sterować mimo wyciągniętego kryształu. Zgrzytała i ruszała się skokowo, lecz im bliżej podchodził, tym lepszą uzyskiwała sprawność.
Wzniesienie skończyło się i zgodnie z przewidywaniami, jego oczom ukazało się duże, strome zagłębienie, niemal jak lej po wybuchu, na środku którego stał kamienny, bardzo stary, zniszczony i zarośnięty roślinnością budynek. Monumentalne wejście zdobiły dwie szerokie kolumny ułamane na różnych wysokościach. Zadaszenia, które niegdyś podtrzymywały, zapewne nie było już od wieków.
Przed otworem wejściowym leżała krata. Wyglądała na wyrwaną i odrzuconą. Droga do środka była otwarta. Choć z trudem, udało mu się odczytać okrągłą płaskorzeźbę umieszczoną nad progiem - była to najprawdopodobniej twarz minotaura. Grobowiec? A może świątynia jakiegoś minotaurzego bóstwa? Raczej nie był to dom mieszkalny ani fortyfikacja. Teraz pożałował, że nie interesował się nigdy historią potomków Szkarłatu.
Spojrzał w otwór wejściowy. Zionęło dziką magią, ale nie widać było nic podejrzanego. Wnętrze, choć zacienione, było dość dobrze widoczne z powodu światła wpadającego przez liczne i sporych rozmiarów dziury w dachu. Wewnętrzne ściany, które mógł dostrzec, wyglądały identycznie jak te zewnętrzne - porośnięte mchem, bluszczem, krzakami, przysypane zawaloną ziemią i gruzem. Jeśli były na nich jakieś inskrypcje, stojąc przed wejściem nie był w stanie ich dostrzec.
Wokół nie wyczuwał żywej duszy.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Zaznajomiony z architekturą magicznych komnat Serywen zdał sobie nagle sprawę, że stoi w dokładnie określonej geometrycznie przestrzeni. Linie, które tworzyły różnego rodzaju kamienie użyte do stworzenia posadzki, przecinały się zgodnie z zasadami rytmu i symetrii. Kiedy pociągnął za nimi wzrokiem, zbiegały się idealnie z pozostałościami po pilastrach i filarach. Nisze i niecki w ścianach również nie były umieszczone przypadkowo, ale idealnie na przecięciach linii, którymi według zasad magicznej geometrii wędrować powinien eter.
Choć teraz były puste, to, co tam niegdyś stało, mogło być doskonale ładowane magiczną energią. Albo stanowić jej źródło.
Centralna część pomieszczenia ozdobiona była dość dużym, okrągłym kafelkiem. Kiedy nań nastąpił, poczuł wyraźną różnicę. To był metal, dający głuchy dźwięk przy pukaniu. Czyżby klapa? Nie miała jednak żadnych uchwytów ani oznak otwierania. Odsypał nieco piachu, by ujrzeć wygrawerowany na niej obraz pięcioramiennej gwiazdy z wpisaną weń twarzą minotaura. Miał szeroko otwartą paszczę - chyba krzyczał.
Ciekawe...
W przeciwległym do zejścia w dół rogu pomieszczenia hyuss zidentyfikował także pozostałość po schodach prowadzących na górę. A więc zapewne kiedyś było tu także jeszcze drugie piętro. Wypłowiałe zarysy nieociosanego kamienia w ścianie powyżej potwierdzały jego teorię - tu przymocowane były stopnie schodów, ale całość nie przetrwała próby czasu. Gruzowisko kamieni po tej stronie również było większe niż po tamtej.
Ze śladów dawnego wyposażenia komnaty dostrzegł jedynie resztki połamanej ceramiki. Wszelakie wartościowe przedmioty musiały zostać zrabowane już dawno temu.
Raz jeszcze przebiegł wzrokiem po ścianach. Domyślał się, że nie odczyta dawnego języka minotaurów, ale miał chociaż nadzieję, że obrazki lub układ symboli będzie mógł mu coś powiedzieć. Lub przynajmniej sama ich obecność albo brak.
I wtedy to zauważył. Na centralnej ścianie pod bluszczem. Była tutaj bez wątpienia jakaś inskrypcja, a osiadające na jej wgłębieniach porosty dobrze ją odznaczały na tle suchego kamienia. Serywen odsunął nieco liści, by ujrzeć upstrzony prostymi hieroglifami rysunek. Był to symbol ognia, od którego odchodziły dwie linie zagłębiając się dalej pod bluszcz. Całość rysunku wydawała się być dość duża, dlatego aby zerwać narosłe chwasty i odsłonić zapiski, potrzebowałby chwili, a może nawet i podstawienia kamienia, żeby móc sięgnąć wyżej.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
Pirrel był wkurwiony.
Wiedział doskonale, że powinien się spodziewać odwetu ze strony Racardo za przekonanie Fristrona, by głosował w zeszłym tygodniu przeciw, ale jego zachowanie było przesadą. Wysłał starego pryka na szlak! Kilka lat starannego eskortowania Fristrona z jednej luksusowej komnaty Dzielnicy Wysokiej do drugiej, dbania żeby nawet w trakcie głodu czerstwy pierdziel mógł się nażreć do syta i ogólnego trzymania go pod kloszem właśnie poszło w diabły. Kiedy szli przez miasto, mijali Labirynt. Usłyszał, jak Fristron wciągnął gwałtownie powietrze, w szoku. Zły znak.
Na szczęście Pirrel miał w tym tańcu partnera; może i Fristron nie mógł odzobaczyć Labiryntu, ale po tym doświadczeniu dawny Mistrz Gildii miał już wzrok grzecznie wlepiony w ziemię, zdeterminowany nie widzieć nic, co by mu zepsuło humor. Na chwilę uspokoiło to asystenta, jednak kiedy opuścili miasto jego obawy poszybowały w drugą stronę. Każdy krok na szlaku zdawał się dodawać dawno niewidzianej sprężystości ruchom starego maga, a podupadłe mięśnie wydobywały wspomnienia zdobytych dawno temu szczytów. Dzięki temu Fristron był w stanie całkiem nieźle dotrzymywać kroku prowadzącemu ich Szajbertowi, kapralowi Gwardii Nimnaros, który znał dobrze pobliskie góry i robił im za eskortę. Nagle to Pirrel musiał się wysilać, żeby nie zostać z tyłu. Nie był nawykły do takiego układu sił i nie zamierzał się do niego przyzwyczajać.
- Ach, świeże, górskie powietrze! Dobrze ci zrobi, Pirrel. Obu nas trochę otrząśnie z tego codziennego kieratu - zagaił Fristron, odwracając się w kierunku swojego asystenta.
- Nadal uważam, mistrzu, że decyzja Racardo by nas tu wysłać była błędna - odparł Pirrel sztywno, świdrując wzrokiem swojego przełożonego. - Mistrz ma bardzo dużo ważnych obowiązków.
- Racardo poradzi sobie przez chwilę beze mnie - powiedział Fristron. Choć zaprzeczył słowom Pirrela, w jego głosie pojawiła się przepraszająca, błagalna nuta. - A mi dobrze zrobi taka odmiana.
- Poza tym - kontynuował asystent, w ogóle nie reagując na słowa Fristrona - wysyłanie jednego maga Rady po to, by odnaleźć innego to jak gaszenie pożaru olejem. Jeśli profesorowi Kleivonowi coś się stało... i jeśli mistrzowi by coś się stało... Nagle Rada nie ma pięciu członków, tylko trzech.
- To prawda - zgodził się Fristron. Jego kroki stawały się coraz bardziej niepewne, a obecna przed chwilą werwa zniknęła z jego ruchów.
- Oczywiście, jak zapytałby profesor Kleivon, należałoby się zastanowić, kto zyskuje na takim obrocie wypadków...
Zamilkli. Wszyscy wiedzieli doskonale, że Racardo byłby bardzo zadowolony, gdyby mógł zarządzać lojalsami samodzielnie, bez długich obrad Rady Pięciu Magów.
Pirrel odgarnął zdecydowanym ruchem ręki pot z czoła, jednocześnie poprawiając swoją blond grzywkę. Fristron wiedział, że jego asystent często wykonywał ten tik nerwowy, kiedy był niezadowolony z sytuacji. Teraz na szlaku pojawił się nowy towarzysz: pełna napięcia cisza. Starszy mag odwracał się tylko co chwila, zerkając nerwowo na Pirrela. Rozproszona uwaga sprawiła, że przegapił luźno leżący kamień, potknął się i stracił równowagę. Gdyby asystent go nie złapał, upadłby na ziemię i osunął się po stoku.
- O tym właśnie mówię - powiedział Pirrel z reprymendą w głosie. - Mistrz nie jest na siłach, żeby podróżować... A Racardo mógł spokojnie wysłać kogoś innego.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Dzięki mechanicznej ręce, a także wielkiej chęci zobaczenia całej inskrypcji, odrywanie bluszczu poszło Serywenowi gładko i sprawnie.
Spod zieleni wyłaniał się coraz pełniejszy obraz. Linie biegnące od symbolu ognia tworzyły pięcioramienną gwiazdę. Na każdym z jej rogów widniał taki sam symbol ognia. To znaczy górnego rogu nie zdołał odsłonić stojąc na ziemi, ale podejrzewał już, że i tam znajdzie taki sam symbol. W centralnej części pentagramu narysowano człowieka. Linie wokół wskazywałyby, że wypełniony jest mocą, świeci... albo płonie? Istotnym szczegółem był brak rogów - więc nie mógł to być minotaur. Miał za to nad głową okrągłą kulę, w którą wpisany był jakiś symbol. Między kulą, a człowiekiem wydziobano jeszcze kilka kropek.
Dziwne.
Kropki zdawały się być umieszczone w losowych miejscach, ale... wszystkie były zrobione za pomocą takiego samego ustawienia ostrza rylca - szerszą częścią ku górze, cieńszą ku dołowi. To więc nie mógł być przypadek. Przypominały kropelki, ale odwrócone do góry nogami.
Poza tym rysunek pokryty był dziwnymi znakami niezrozumiałego dla niego pisma. Kto wie, ile to ma lat, prawdopodobnie również i współcześni znawcy minotaurzego języka mieliby problem z odszyfrowaniem tych zapisków.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
Każdy krok ciążył Fristronowi coraz bardziej. Pirrel miał rację; nie był już młodzieniaszkiem i jego miejsce było wśród wyższych sfer Nimnaros, nie na szlaku. Poza tym odechciało mu się już tej całej przygody. Niespecjalnie nawet lubił Kleivona. Kiedy Racardo perorował, dlaczego to Fristron koniecznie musi ruszyć mu z pomocą, zdawało się to mieć sporo sensu. Teraz jednak cała wyprawa wydawała się dziwaczną i śmieszną pomyłką.
- Wracajmy - wysapał, łapiąc z trudem oddech, kiedy pokonywali następne przewyższenie. - Nie powinienem się tak forsować.
- Skoro mistrz tak uważa... - powiedział niewinnie Pirrel. - Nie da się ukryć, że ominął mistrz popołudniową drzemkę i podwieczorek. Jeśli ruszymy szybko, zdążymy jeszcze na kolację...
- Mam rozkazy sprawdzić kwestię zniknięcia profesora Kleivona - zaoponował Szajbert.
- No to sprawdzaj - burknął Fristron. - Ma tam być podobno ten cały kot, będziesz miał towarzystwo. My wracamy.
Szajbert spojrzał z niedowierzaniem na Maga Rady, który ponuro zwiesił wzrok, wpatrując się w swoje buty. Potem przeniósł zirytowane spojrzenie na jego asystenta, który wytrzymał je śmiało. Następnie Pirrel przewrócił oczami i wzruszył ramionami, niewerbalnie nadając komunikat: "kaprysy starych magów".
Kapral po raz pierwszy w życiu się ucieszył na grzmienie, kiedy był w górach.
- Nie polecam schodzić. Zanosi się na burzę i robi się ciemno.
Pirrel zaczerwienił się. To nie był jego dzień. Mógł, oczywiście, używać magii by pomóc sobie w bezpiecznym zejściu z góry, ale wiedział, że Fristron może mieć z tym problemy, a staruch był jeszcze zbyt dumny, by zgodzić się na magiczne nosze. Co gorsza, przytaknął Szajbertowi.
- To prawda. Nauczyłem się tego dawno temu na szlaku. Kiedy pogoda psuje się w górach, idziesz do najbliższego schronienia.
- A najbliższym schronieniem będą ruiny na Goroszy - dodał kapral.
I to powiedziawszy, zaczęli pokonywać ostatnią część szlaku. Na domiar złego, pogoda stanowiła dla Fristrona przyczynek do wspominek, co znów wznieciło w nim przygodowy nastrój.
- Byłem wtedy, Pirrelu, nieco tylko starszy niż ty teraz... - Zaczął opowiadać wkurzającym, zawieszającym się nostalgicznie co i rusz głosem Fristron. - Złapała mnie, Dragonthana i Hellburna śnieżyca na Górze Gorgon... Ple, ple...
Pirrel zacisnął mocno wargi, tłumiąc krzyk, który od jakiegoś czasu wzbierał w nim coraz gwałtowniej kiedykolwiek zajmował się starym magiem, czyli przez większość czasu. Ta wyprawa to był jakiś koszmar, a on chciał się z niego jak najszybciej obudzić.
Palce mnie dziś świerzbią do pisania, to dorzuciłem jeszcze filler. xP
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Wyglądało na to, że inne inskrypcje się nie zachowały. Czy to przez wiatry, czy burze, a może ktoś je skuł celowo? Wyglądało na to, że cokolwiek się stało, bluszcz osłonił ten rysunek od podzielenia losu innych reliefów. A może nigdy nie było tu innych reliefów?
Schodzący na dół hyuss nagle usłyszał odległy grzmot. Cóż za wyczucie chwili - zabrzmiało zupełnie jak ostrzeżenie.
Schody nie były zbyt długie i wkrótce poczuł pod stopami płaską, stabilną płytę posadzki. Pomijając pajęczyny i śmieci, które się tu dostały, było całkiem czysto. Ściany były zadziwiająco gładkie i pozbawione rycin. Mimo ciemności, jego koci wzrok pozwolił mu szybko odnaleźć się w przestrzeni. Stał w piwnicy tego budynku, lecz nie trzymano tutaj beczek z winem ani malinowych konfitur. Pomieszczenie było w kształcie pięciokąta, a w każdym kącie wykuto półkolistą niszę, przed którą umieszczono coś w rodzaju kamiennego ołtarzyka, albo klęcznika. Z każdej niszy po suficie biegło proste wyżłobienie. Przypominały one rowki odprowadzające wodę, ale nie zgadzał się tu jeden szczegół - znajdowały się na suficie! Wszystkie te rowki zbiegały się w centralnym punkcie sufitu, którym był okrągły, metalowy dysk. Na dysku również było wyżłobienie, które łączyło wszystkie rowki i układało się w dziwny kształt - jakiejś skomplikowanej runy albo symbolu przypominającego asymetryczny fragment porwanej pajęczyny.
Dokładnie pod tym dyskiem, w centralnej części podłogi pomieszczenia, ziała wielka, okrągła dziura. Była odgrodzona jedynie cienkim murkiem sięgającym mu do połowy łydki. Kiedy Serywen zajrzał w dół, podmuch eteru, jaki stamtąd zionął, sprawił, że włosy stanęły mu dęba i się naelektryzowały, a jego mechaniczna ręka zaczęła samoistnie zgrzytać i drgać.
Migocząca, czerwona poświata, jaka dochodziła z samego dna dziury, oświetlała jedynie ścianki studni - część centralna przesłonięta była czarną, okrągłą... czernią. Zupełnie tak, jakby coś zablokowało ten tunel. Problem był jeszcze jeden - kolor migotliwego światła był zdecydowanie zbyt czerwony, aby mógł to być zwyczajny ogień.
Kot odsunął się od studni, czując, że tak silny magiczny przeciąg nie robi dobrze jego głowie. Postanowił zbadać jeszcze inne przestrzenie komnaty. Na jednej ze ścian zobaczył wyraźnie odcinający się prostokąt w jaśniejszym odcieniu. Najwyraźniej wisiał tu jakiś obraz i osłonił tę część ściany przez zmurszeniem. Przy kolejnej ścianie, przeciwległej do schodów, którymi tu zszedł, zobaczył kolejne zejście na dół - dokładnie takie same schody. Jeszcze kolejną ścianę zdobiły dwie płaskie kolumny. Wprawne oko hyussa dostrzegło, że płaszczyzna między tymi pilastrami była nieco bardziej zagłębiona względem reszty ściany.
A potem zamarł w bezruchu, kiedy do jego kocich uszu dotarło ledwie słyszalne, pełne bólu sapnięcie.
Dźwięk musiał dochodzić z dziury.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Wyglądało na to, że jakiekolwiek wydawanie dźwięków bardzo dużo go kosztuje, więc na żadną pogawędkę się raczej nie zanosiło.
Kot szybko ocenił sytuację. Kolisty przedmiot blokujący dziurę wyglądał na bardzo stabilny i nie poruszał się - być może to jakaś część mechanizmu? Dźwięk musiał dochodzić zza niego, podobnie jak czerwonawe światło.
Wskakiwanie do studni nie miało raczej sensu - zwłaszcza, jeśli to ten element przygniatał mężczyznę.
- Nnngggh - zacharczał raz jeszcze mężczyzna z dołu, w wyraźnym napięciu wyciskając z siebie siódme poty. Hyuss czujnie nadstawił swoje kocie uszy. Ten dźwięk wypełniała głębia zupełnie niewłaściwa ciasnym studniom. Najprawdopodobniej tam niżej kryła się większa przestrzeń, a ten tunel tylko je łączył.
Tymczasem w dolinie...
- Niech to psia jucha - zaklął Szajbert, czując, jak wzmaga się wiatr. - Przyspieszcie, jeśli możecie, to już ostatnia ścieżka, prowadzi prosto na szczyt.
Spojrzał na piętrzącą się przed nimi górę. Niewielka ilość drzew zarastała jej zbocza, a kępki trawy pojawiające się tylko tu i ówdzie na nagiej, kamiennej skale, przypominały ubogie fryzury łysiejących ludzi.
Sam szczyt prezentował się z kolei niezwykle majestatycznie, rozszczepiony na dwie części niby ostre, wzbijające się w niebo szpikulce. I wtedy nawet on, zwykły gwardzista, dostrzegł, że coś tu jest nie tak. Chmury, które gromadziły się wokół, układały się w dziwne, skupione wokół szczytu, wielowarstwowe wzory. Energia emanująca z Góry Goroszy zdawała się naginać je niby magnes odpychający opiłki żelaza.
- Co się tam do cholery dzieje? - zapytał magów, licząc na ich ekspercką diagnozę.
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
- Mamy tu do czynienia z jakąś formą manipulacji energią - powiedział Pirrel, również niespecjalnie zainteresowany sytuacją, ale skory do powymądrzania się. - Budynek najwyraźniej prowokuje wyładowania eteryczne...
- Ćśśś, młody, to nie to - powiedział Fris. Pirrel zdębiał. Mag od lat już się tak do niego nie zwracał. Jego ton też był inny: czujny i skupiony. - Widzisz wzór, w jaki układają się chmury? One zbierają się na szczycie. To znaczy: energia z zewnątrz lgnie do świątyni. - Poskrobał się po brodzie. - Hyus powiedział Viniciusowi, że kryształ eteroskopu rozpadł się od nagłego poboru eteru, tak? Być może... to wyłącznie hipoteza, ale cokolwiek przyciąga te chmury mogło również próbować próbować przyciągnąć urządzenie, kiedy Kleivon mu się przyglądał.
- Jako swego rodzaju mechanizm obronny? - zapytał Pirrel, mimowolnie wchodząc w swoją dawną rolę ucznia.
- Może... ale coś się nie zgadza. Kryształ się rozpadł, bo pobrał za dużo energii. Czyli budynek, albo coś w nim, musi nie tylko zasysać eter, ale też go wypuszczać. Szajbert - odwrócił się nagle do skonfundowanego kaprala - ty dobrze znasz tę górę, tak? Co wiesz o tym budynku?
Kiedy mag słuchał odpowiedzi, jednocześnie przyglądał się intensywnie wzorom, w jakie układały się chmury. Fenomeny eteryczne często zdradzają swoją naturę przez geometryczne kształty, jakie przybierają. Toteż Fristron przeczesywał swoją pamięć, próbując ustalić, czy jego wiedza (życiowa i książkowa) obejmowałaby podobne zjawisko.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Hyuss dostrzegł, że poniżej jasnego prostokąta wykuty jest w płaskiej ścianie jakiś wzór. Nachyliwszy się, dostrzegł taki sam symbol ognia, jak piętro wyżej.
Hm...
Ściana pomiędzy półkolumnami również okazała się kryć jakąś tajemnicę. Opukawszy ją, nabrał niemal pewności, że za nią było przejście. Do tego łączenie dwóch kamieni przebiegało idealnie w pionie pośrodku. To nie były kamienie. To były płyty, które przesuwały się, robiąc przejście. Dlatego musiały być wgłębione względem lica ściany.
Nie widział jednak żadnego mechanizmu otwierającego to przejście.
Zdecydował się pójść schodami w dół. W miarę, jak schodził, robiło się coraz jaśniej, wnętrze skąpane było w coraz intensywniejszym czerwonym blasku. Zaczął też słyszeć miarowy szum.. Czy tu jest jakiś strumień? To jednak nie brzmiało jak woda. Było zbyt... subtelne. Bardziej jak wiatr? Jak gorące powietrze?
Nagle schody się skończyły, podobnie jak ściana z lewej strony. Jeszcze kilka kroków i wszedłby do komnaty. Ale nie mógł, bo stał przed przepaścią. Znaczy, nie do końca. Widział bardzo stromą pochylnię prowadzącą w lewo, w stronę centrum komnaty. Wtedy dostrzegł też zębatki w ścianie w miejscu schodów i zrozumiał - tu były kolejne stopnie, ale się złożyły. I ktoś wpadł na tą pochylnię, po której zjechał do centrum komnaty.
Gdyby tylko mógł zobaczyć, co się tam dalej dzieje! Spróbował przykucnąć i się wychylić, ile potrafił bez ryzykowania utraty równowagi. I tu znowu z pomocą przyszedł mu koci zmysł.
Wystawiając głowę w dół schodów, mógł spojrzeć przez wąski pasek przestrzeni pod sufitem tak, że zobaczył fragment centralnej komnaty. Wystarczyło, by zrozumieć, co tu się stało.
Podłoga w całej komnacie była stożkowa, niczym wielki lejek, prowadzący do okrągłej, czarnej dziury w centrum. A nad dziurą wisiał człowiek. Właściwie nie wisiał, tylko unosił się, przeszywany czerwonymi promieniami energii. Gdyby nie one, niechybnie skończyłby w dziurze, ale nie polepszało to zbytnio jego sytuacji. Krwistoczerwone promienie eteru, które przenikały przez ciało mężczyzny, tworzyły pięcioramienny wzór - znany mu z ryciny na górze pentagram. Wiązki eteru otaczały nieszczęśnika jak pajęczyna, a tam, gdzie się przecinały, ich siła przyciągała nogi, ręce i głowę człowieka. Wisiał jak w kajdanach i widać było, że nie sprawia mu to przyjemności. Serywen domyślał się dlaczego - to wyglądało na aktywne wysysanie energii życiowej.
Choć widział tylko jedną, domyślał się, że wszystkie promienie eteru wypływały z rozmieszczonych wokół czar, w których płonęły czerwone, magiczne ognie. Widział jeszcze fragment płaskiej platformy, która najprawdopodobniej prowadziła do tych czar od zewnętrznej strony, ale nie co do tego nie miał już pewności.
Skupił swoją uwagę na lewitującym mężczyźnie. Był dość postawny, ubrany w strój podróżny, bogaty w skórzane elementy, pasy i zapinki. Miał zielony płaszcz z kapturem, które zwisały luźno w dół. Na płaszczu można było dostrzec jakiś symbol, jednak przez pofałdowanie trudny do odczytania. Przy pasie miał torbę, z której wystawał zwinięty w rulon pergamin. Oprócz tego miał jeszcze podróżny kostur, który wypadł mu z ręki i zaklinował się w ziejącej pod nim dziurze. Po wystającej końcówce trudno było orzec z całą pewnością, ale wyglądał na elegancki sprzęt wysokiej klasy, najpewniej też magiczny.
Żaden z tych detali nie był jednak tak zajmujący, jak twarz mężczyzny. Ogolona i zadbana, mogłaby nawet uchodzić za ładną, gdyby nie była wykrzywiona w grymasie bólu. Całe zresztą jego ciało było wykrzywione, jakby spięły mu się wszystkie mięśnie w ramach jakiegoś dziwnego skurczu. Choć wszystko było spokojne i statyczne, wyglądał jak rozrywany końmi. Ledwie mógł oddychać - mięśnie żeber również ściskało napięcie, pozwalając mu jedynie łapać płytkie hausty. Do tego jego krótkie, ciemne włosy stały dęba, jak strzelone piorunem.
A jakieś pół metra nad nim wisiała wielka, czarna kula. I to właśnie tę kulę widział od góry Serywen, jako zatykającą studnię. Była bezpośrednio połączona cienkimi prętami metalu z sufitem. Nie wyglądała jak element, który się w jakiś sposób rusza. Nie wyglądała też na stanowiącą jakiekolwiek zagrożenie, choć ewidentnie była centralnym punktem całej tej komnaty.
Czy był sens skakać w dół? Mógłby spróbować zsunąć się po pochyłej podłodze tak, by złapać się zaklinowanego w dziurze kija, ale nie miał żadnej pewności, że nie wpadnie do dziury razem z kijem. Mógłby też spróbować chwycić się mężczyzny, ale wtedy ryzykował interferencję ze strumieniami, albo, że obaj wpadną w dziurę. Miał poczucie, że nie są to najlepsze rozwiązania. Dopóki istniały jakieś inne drogi, lepiej byłoby zostać w bezpiecznym miejscu - im wyżej, tym lepiej.
- Ded dde... Deża..? - wykrztusił nagle wiszący w eterycznych pętach facet, otwierając oczy.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
Cały się zaperzył. Nieznajoma w ogóle nie przestrzegała właściwej etykiety. Na dodatek jej losowe pojawienie się tylko komplikowało i tak już dziwaczną i mało produktywną misję. Pirrel chciał jak najszybciej zejść z tego pagóra, jednak wyglądało na to, że cały Calivan pchał ich na jego szczyt.
Fristron, dla odmiany, uśmiechnął się. W jego oczach zapłonęły figlarne ogniki. Lubił towarzystwo takich silnych, wnosiemających dworskie zasady kobiet. W przeszłości podróżował z kilkoma i zawsze były to udane podróże. Przyjrzał się bliżej zakapturzonej, zapłaszczonej sylwetce. Jasne wydawało się, że coś ukrywa, ale stary mag postanowił zaryzykować i zgodzić się na jej tymczasowe towarzystwo. W razie czego mieli przewagę liczebną.
- Cichaj, młody. - Rzucił znów do Pirrela, który mało się nie potknął z wrażenia. - Tak, droga pani, chcieliśmy sobie zdobyć szczyt Goroszy... może pooglądać trochę te stare ruiny. To fascynująca budowla dla zajmujących się Sztuką Tajemną. - Skoro Pirrel już wypaplał kim byli, nie było sensu tego ukrywać przed nieznajomą, ale można przecież skorzystać z tego faktu by zmylić trop w sprawie ich celu podróży. Nie wiedzieli w końcu, co się zadziało z Kleivonem i czy nie padł, na ten przykład, ofiarą zakapturzonej postaci kręcącej się w pobliżu świątyni, wobec której wyzbył się za szybko środków ostrożności. Wszystkie te myśli przebiegły szybko przez jego głowę, nie wybijając go w ogóle z dalszej paplaniny:
- Kiedy człowieka dopadła ciężka choroba zwana polityką, trudno znaleźć czas na zadbanie o odrobinę ruchu, jednak robimy co możemy. Moje gnaty może i protestują przeciw takim ekscesom, ale w głębi ducha czują się docenione że mogą jeszcze to i owo zdziałać. - Jakby dla podkreślenia swoich słów dotarł właśnie do wyższego ustępu. Zahaczył jedną nogą o skałę i wybił się energicznie, demonstrując że jeszcze zostało mu trochę sił na chodzenie po górach. - Ach, gdzież nasze maniery... To jest Pirrel, a to Szajbert. Ja, jak już mój asystent raczył zauważyć, jestem Fristron. I zdecydowanie chciałbym uniknąć zmoknięcia, miło że się pani troszczy, pani...?
- Myślę że na deszcz mamy sposób - kontynuował, kiedy nieznajoma już się przedstawiła. - Pirrel?
Fristron rzucił na swojego asystenta znaczące spojrzenie. Ten, ciągle jeszcze dochodząc do siebie, potrzebował chwili żeby skojarzyć czego też staruch od niego chce. Kontekst był tak zupełnie inny, że dopiero po chwili domyślił się, że teraz przyda się to samo zaklęcie, które zwykle rzucał kiedy przechodzili z karocy do sali obrad. Zamachał rękami i mruknął coś pod nosem. Wokół całej czwórki pojawił się duży bąbel, od którego odbijały się krople deszczu. Kiedy szli, bąbel przesuwał się z nimi.
- Na śliskość to nie pomoże, ale powinno nas ochronić przed przemoczeniem - powiedział młodszy mag, trochę mniej nastroszony niż wcześniej. Przyjemnie było być przydatnym.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Czyżby to miało być tak proste? Zgasić ogień wodą? A może chodziło mu o zabarwiony wodą eter, który skontruje ten tutaj, ewidentnie ognisty?
*
Szajbert już miał im odpowiedzieć, kiedy dostrzegli zbliżającą się orczycę. Zachowując na twarzy wyraz rezerwy i nieufności, wystąpił o krok do przodu, żeby w razie co móc ochronić mistrza Fristrona. Przysłuchiwał się ich kurtuazyjnej rozmowie w milczeniu.
- To budowla wzniesiona wieki temu przez minotaury - stwierdził w końcu, kiedy dali mu dojść do słowa. - Ludzie tam już łazili nie raz i nie dwa, wszystko już dawno splądrowane i zapomniane. Ale nikt się tam nie osiedlił, bo ponoć nie da się tam zasnąć. Ot, takie gadanie, miejsce owiane raczej złą sławą. Dziwię się, że coś się tam zadziało, po tylu latach...
Dość nieudolnie spróbował ukryć radość i ulgę, jaką wywołało w nim pojawienie się przeciwdeszczowego bąbla.
- No, jednak dobrze jest podróżować z tak zacnymi czarostami - pochwalił ich. - A ty, czym się parasz i co tutaj robisz? - zwrócił się do nieznajomej, najwyraźniej cierpiąc, że nie może ułożyć sobie odpowiednio światopoglądu, dopóki nie pozna odpowiedzi na te pytania.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
Kiedy Navina ściągnęła kaptur, Fristron spojrzał z rozbawieniem na Pirrela. Jemu samemu kolor skóry Naviny niewiele robił, ot, mag wiedział że może pewnych rzeczy nie rozumieć, ale miał już dość lat, by się z takim stanem rzeczy pogodzić i nie próbować go na siłę zmienić. Natomiast młodszy mag był bardzo dumny, że Nimnaros jest miastem otwartym i może być domem dla wszystkich gatunków. Naczytał się ostatnio Traktatów o Kulturowych Różnicach Pośród Ras i Pomiędzy Nimi i od tego czasu dbał, by w jego biurze zatrudniony był minimum jeden niziołek, jeden goblin, jeden mehari i jeden ork. Biurowy ork odnosił się jednak do Pirrela z niemal usłużnym szacunkiem i, będąc urodzonym i wychowanym w Nimnaros, zdecydowanie upraszczał kwestię "różnic kulturowych" którą musieliby pokonać. Choćby w ten sposób, że przez rok pracy udało mu się ani razu nie wspomnieć o kijach w dupie.
- Tak, uff, hm. No cóż - powiedział Pirrel, cały czerwieniejąc, podczas gdy jego umysł wertował gwałtownie rozdział szósty, Orcze Maniery i Ich (Pozorny) Brak. Zerkał też nerwowo na Fristrona; komentarz o wygryzaniu wyraźnie wyprowadził go z równowagi, choć starszy mag dał orczycy do zrozumienia mrugając okiem i kręcąc głową, że nie ma takiego ryzyka. - Cieszę się, że odpowiada pa... ci... - pełen podziwu dla swojej szlachetności postanowił na poczet dialogu międzykulturowego zawiesić tymczasowo stosowanie nimnarejskiej etykiety - mój bąbel.
Orczyca jednak nie zwracała uwagi co tam chłopak sobie bąka i już weszła do budowli. Magowie ruszyli za nią, pozwalając Szajbertowi osłaniać tyły.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości