Biała Dłoń

Sesyjka na rozgrzewkę
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
W pewnej chwili czujne uszy wychwyciły spokojny, znajomy głos.
- ... trzy razy dziennie powinno wystarczyć. Częściej szkoda maści. To jednak dość droga sprawa.
- Prawda, zwłaszcza na te ciężkie czasy - zgodził się inny głos, wyraźnie kobiecy. - Ledwie idzie związać koniec z końcem, a teraz jeszcze to...
Skrzypnęło. Vausein otworzył furtkę. Oboje weszli na teren gospodarstwa i, najwyraźniej nie dostrzegając leżącego w wysokiej trawie mreza, skierowali się w stronę drzwi wejściowych.
- Możemy się umówić, że teraz zapłaci mi pani połowę ceny, a resztę odpracuje syn, jak wyzdrowieje. - Lekarz uśmiechnął się do kobiety w średnim wieku. Po kolorowym, wielowarstwowym stroju wyraźnie było widać, że to Eldrionka. Miała spięte z tyłu czarne, grube włosy, a twarz skrywała za prześwitującą chustą, zawieszoną na opasce.
- Ah, dziękuję najserdeczniej - skłoniła się nisko, uradowana. - Tak zróbmy, tak zróbmy.
- Cóż. Pracy tu u mnie nigdy nie brakuje - odparł Vausein-Qur. - A z tego, co kojarzę, pani syn to silny i robotny chłopak.
- A pomocny, to prawda, o ile mu żadna baba we łbie nie zawróci - zażartowała kobieta.
- Proszę sekundę zaczekać, skoczę tylko po maść i zaraz będę - odparł Vausein, kiedy otworzył drzwi. Zniknął w środku.

Futrzak przyglądał się imigrantce, która grzecznie czekała i oglądała kolorowe szmatki powiewające na sznurach podtrzymujących baldachim przed wejściem.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Nie miał jednak zamiaru ani ochoty zwracać na siebie uwagi kobiety. Zazwyczaj było to niestety wyzwanie nie lada, w tętniącym życiem sercu miasta przekraczające jego zdolności. Teraz, okryty płaszczem i wylegujący się pod płotem, nie rzucał się w oczy ze swoim intensywnie pomarańczowym futrem aż tak bardzo jak zazwyczaj. Obudziła się więc w nim znów kocia natura - przetarł łapą oczy, przeciągle ziewnął i najwyraźniej zdecydował się jeszcze chwilkę zdrzemnąć, wykorzystując okazję. Wyglądało na to, że uda mu się uniknąć niechcianej uwagi.

Do czasu, gdy kocia natura, niespodzianie, znów dała o sobie znać. Na dźwięk szeleszczącej trawy ocknął się nader szybko, błyskawicznie celując spojrzeniem w źródło szmeru - kota Vauseina. Zwierzak stał obok niego, najwyraźniej nader zainteresowany zdobyczą, którą miał wciąż na kolanie. Mrez fuknął pod jego adresem w ramach powitania, mimowolnie przysuwając jednak zająca nieco bliżej. Z podziwu, zazdrości lub po prostu niezadowolenia kot miauknął na to w odpowiedzi, bezczelnie wpatrzony w Futrzaka.

Musiał zwęszyć zajęczą krew i prowadzony swoim nosem przydreptać przez otwarte drzwi domu, prawdopodobnie zwracając na siebie uwagę cierpliwie czekającej kobiety. Tygrys z rezygnacją wypuścił powietrze z płuc i podniósł na nią spojrzenie.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Patrzyła na niego wielkimi oczami, sparaliżowana strachem. Pod płaszczem nie poznała ludzkiej sylwetki i najwyraźniej była przekonana, że stoi oko w oko z tygrysem.
A potem zaczęła stawiać spokojne kroki w tył, aż dotarła do drzwi. Wtedy czym prędzej wpadła do środka i zatrzasnęła drzwi. Futrzak usłyszał już tylko stłumione krzyki, jak wołała mistrza Vauseina. Było też coś chyba o potworze.

Kot odwrócił łebek w tamtą stronę. Przez chwilę obaj nasłuchiwali, ale zapadła cisza. A potem drzwi się otworzyły powoli i stanął w nich mistrz Vausein, dzierżąc długi kij. Był to solidnej roboty, dobrze wyheblowany, elegancki kostur, jakim zapewne mogło się pochwalić niewielu ludzi. Jego koniec ozdobiony był wyżłobionymi i pomalowanymi na czerwono eldriońskimi znakami, powiewała na nim też pergaminowa wstążka, na której były wypisane. W drugim ręku trzymał zaś połyskujący, szklany pojemniczek z zatyczką. W środku był albo kryształ, albo niebieska ciecz, która nadzwyczaj silnie łapała słoneczne światło i zdawała się błyszczeć własnym blaskiem.

Wyszedł odważnie przed siebie, najwyraźniej ufając, że kij i to małe puzderko są w stanie uratować go przed atakiem wściekłego tygrysa. A potem zobaczył leżącego pod płotem gościa i rozluźnił się.
- To tylko Futrzak, tak jak myślałem - rzucił do wychylającej się zza progu spanikowanej kobiety.
- Ten... mrez? - zapytała dla pewności.
- Tak. Miał przyjść nieco później, ale... nie szkodzi - odparł Vausein, chowając skrzyneczkę do jednej z przepastnych kieszeni swojego stroju. - Hej Futrzaku - zamachał ręką, podchodząc bliżej. - Niech wraz z Tobą błogosławieństwo bogów zawita do tego przybytku! Co tak wcześnie?

Widząc tą jowialność kobieta szybko się uspokoiła i również podeszła do nich. Widać było jej zaciekawienie, choć ciągle jeszcze trzymała się z tyłu, a w jej oczach tliła się nutka niepokoju.
- Poznaj tę damę, oto czcigodna Faraxaya Li. - Mistrz przedstawił ją mrezowi. - Ale wszyscy mówią na nią tutaj Pani Li.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Wyzbierawszy wszystkie swoje klamoty - i tym samym pozbywszy się ciekawskiego kota - Futrzak niezgrabnie dźwignął się z ziemi i podszedł do nich, przerzucając sobie przez plecy łuk i plecak. Przystanął przy nich i machnął ogonem.
- Witam. - Przywitał się z nimi, skinąwszy łbem do ich obydwojga. - Barrrco pszzyhemne mi pano possnacz, Pani Rrri. Ha hesstem Futszak, wohownik ss Arrena.
Przedstawiwszy się kobiecie spojrzał na Vauseina, unosząc nieco łapę, w której za kark trzymał upolowanego zająca. Najwyraźniej nie umknął jego uwadze przepiękny kij mistrza - z co najwyżej kiepsko skrywanym podziwem przyjrzał się broni, zanim znów zwrócił się do medyka.
- Ha byh fczeszne sskonczyh porrowane - wyjaśnił - ha khce sze odfczen-czycz ssa szyffnoszcz ffczorrra.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Pani Li w pierwszej chwili skrzywiła się nieco, zaskoczona warkotliwym pomrukiwaniem mreza, ale szybko opanowała emocje i przyjęła na twarz elegancki uśmiech.
Dygnęła lekko w odpowiedzi.
- To niezwykłe, móc z tobą zamienić kilka słów - rzekła uprzejmie. - Wybacz, że wzięłam cię za tygrysa, to było takie... zaskoczenie. - Zaśmiała się z własnej głupoty.
- Z przyjemnością zostałabym dłużej, ale wiem, że macie swoje sprawy, a ja muszę czym prędzej zanieść lekarstwo synowi - wyciągnęła na moment flakonik, który dostała od Vauseina, i zaraz schowała go z powrotem.
- Dziękuję, don Vausein-Qur - pokłoniła się mistrzowi na pożegnanie. - Niech Twoje ścieżki kwitną, kiedy po nich stąpasz.
Lekarz uśmiechnął się na to i również skłonił lekko głowę, podnosząc jedną dłoń w czymś na kształt gestu błogosławieństwa. - Bywaj, Li. Życzę synowi szybkiego powrotu do zdrowia - odpowiedział.

- Do widzenia, wojowniku - machnęła jeszcze ręką w stronę Futrzaka i odeszła, starając się, aby jej krok nie wyglądał na zbyt pośpieszny.

Vausein westchnął za odchodzącą.
- Pani Li jest taka urocza. To lokalna szwaczka - wyjaśnił, po czym przyjął podarek od Futrzaka.
- Dziękuję, naprawdę to doceniam. Możemy od razu go upiec, jeśli chcesz - zaproponował i ruszył w stronę drzwi, stukając swoim kijem. Futrzak dostrzegł, że pomiędzy zdobiącymi kij runami była wydrążona niewielka dziurka na przestrzał, a w środku osadzone było coś błyszczącego. Wyglądało na to, że ten kostur był wzmacniany magicznie. Zresztą nic, co mogłoby budzić zdziwienie.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Futrzak mruknął pod nosem niezrozumiale, po czym wszedł za Vauseinem do środka, zamykając za sobą drzwi. W nozdrza uderzył go silny zapach ziół - domyślił się, że była to woń maści, którą przed chwilą wręczył Pani Li, choć nie potrafił rozróżnić wszystkich jej składników. Znalazłszy się znów w sieni, zostawił swój łuk i plecak dokładnie tam gdzie wczorajszego dnia - z tą różnicą, że z racji na cieplejszy dzień tym razem dołączył do niego również płaszcz. Z odsłoniętą piersią wyprostował się, obrócił zająca w łapach i położył go na stole. Rozejrzał się za Daronem, jednak nigdzie go nie wypatrując wrócił po prostu do swojego pakunku.
- Ha ugotowacz moge. - Zaproponował po chwili Mrez, odkładając na blat również swój zdobyczny sztylet. - Heszrrri ty masz waszywa i szmetana, ha gurrasz ssrrrobicz moge.
Spojrzał na krzątającego się mistrza. Jego uwagę wciąż przyciągał jego niesamowity, zdobiony oręż. Ludzie lubili powtarzać, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła - a kot zdawał się tę drogę znać jak czubek swego ogona.
- Ty masz szliczna brrron, miszcz Vaussein. - Pokiwał głową z uznaniem.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Wybornie - odrzekł Vausein, wyraźnie uradowany. - Warzywa są w workach w przedsionku. Śmietany nie mam, ale możesz użyć resztki mąki. O tu, koło pieca stoi - wskazał palcem. - Strasznie tęsknię za eldriońskim chlebem... - westchnął, odkładając swój kij i zdejmując narzutę.

- Ten kij to najcenniejsza rzecz, jaką mam - odrzekł krzątającemu się w kuchni Futrzakowi, zerkając na niego uważnie. Chwycił róg narzuty i zaczął delikatnie polerować koniec kostura. - Dbam o niego jak o własne dziecko. Nie zliczę, ileż to już razy uratował mi życie...

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Tygrys na krótką chwilę oderwał się od siekania cebuli, by nieco szklistymi oczyma ponownie spojrzeć na zdobiony oręż mistrza. Chociaż nie było do końca jasne, czy był wzruszony pięknem egzotycznej broni, czy też to wyczulony koci nos jeszcze ciężej znosił ćwiartowanie warzywa, ślepia Mreza lśniły do jego kostura.
- To barrco doprr brron hesst. - Pokiwał głową z podziwem. - Ha hesstem pewen, sze on dopszz tobe ssshuszy.

Nie bez trudu oderwał odeń wzrok, po czym sprawnie obracając sztylet w łapie wrócił do przygotowywania składników gulaszu.
- Ha ne byh mecz doprra brron, possa huk. - Dodał, schylając się po worek z mąką. - Ha byh myszrrecz o kowarr, szeby on kedysz sssrrobih mi hasska taka. Ha byh shyszecz, sze pszet katakrrissm f Nimnarross byh doprrr kowarr, arre chyba ne ma go usz. Czy ty byh znacz doprr kowarr, miszcz Vausein?

Ledwie moment później Mrez cicho warknął, nie kryjąc swojego niezadowolenia. Dawkując mąkę obficie ufajdał sobie łapy białym proszkiem. Na moment oderwał się od przygotowań by pozbyć się jej z futra, energicznie wycierając je o bok spodni.
- Monka to sstrraszny ssssyfff. - Mruknął pod nosem, lecz niewystarczająco cicho, by mistrz tego nie usłyszał.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Cóż, tego kija nie robił zwykły kowal. - Vausein schował już swój sprzęt i przycupnął na zydelku w kuchni, obserwując poczynania Futrzaka.
- Uważaj z tą mąką, mam jej ostatnią garstkę, więcej długo już nie będzie... - napomniał go.

- Ten kij powstał w Złotym Warsztacie w Jashi'in. To było niezwykłe miejsce. - Zaczął opowiadać, przypominając teraz dziadka, dzielącego się z wnukiem wspomnieniami. - Pracowali tam najlepsi rzemieślnicy, razem ze snycerzami i mechamagami tworząc prawdziwe dzieła sztuki, do tego zaklęte śmiercionośną magią. A teraz wszystko to pochłonęła rdzawa mgła. Fakt, że nasza stolica utonęła w Otchłani, to straszliwy cios dla świata... Ale i tak najbardziej mi szkoda naszych młynów i smaku chleba z rodzinnych stron... Łyżki są tu, w bocznej szufladzie. Większą weź, o, tą, największą. - Wskazał palcem, zgadując, czego mrez szukał.

- Też chcesz mieć kij, co? - zapytał znienacka. - A umiesz nimi walczyć? - Jego uśmiech wskazywał, że bierze mreza trochę pod włos.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Podczas całej tej rozmowy kot słuchał Vauseina nader uważnie, pomimo tego, że w międzyczasie sumiennie zajmował się przygotowywaniem gulaszu. Dopiero teraz, podczas nie mniej sprawnego skórowania upolowanego zająca, zatrzymał się na chwilkę. Przekrzywił nieco łeb, po czym wrócił do przygotowywania mięsa.
- Ha byh doprr ss wóczno bycz, ha ne mecz kih nigdy. - Odpowiedział, najwyraźniej zdecydowawszy się na szczerość. - Arre barrco kce taki mecz, heszri ha monety bede mecz na to.

Mrez ucichł na moment, wysypując poćwiartowane zajęcze mięso i kości do rondelka, w którym zagotował już warzywny bulion. Jakby w zamyśleniu oblizał ostrze sztyletu z krwi.
- Ha byh warrczyh ss czhoweek taki na arrena, dawno temu. - Mruknął po chwili. - On byh mecz taki kih tesz. Ha uwaszam, sze taka brron barco doprr hesst. Wygodny, dra kogosz hak ha duszy. Podoba mne sze.

W powietrzu w końcu zaczął unosić się zapach gotowanej sprawy. Wyglądało na to, że Futrzak zaoferował posiłek nie bez powodu - po samym zapachu zapowiadała się bardzo dobrze.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Prostota i uniwersalność to wielkie atuty, nie tylko w walce, ale i w życiu - odparł filozoficznie Vausein-Qur, podchodząc do garnków i racząc się zapachem strawy.
W tym momencie drzwi do domu otworzyły się i stanął w nich Daron.
- Aiou mistrzu - zawołał od progu. - O, Futrzak też jest - zauważył, wnosząc torby do kuchni. - Pacjenci odwiedzeni, zakupy porobione... Cosik zieleniny było dzisiaj, sałaty, pokrzywy, jarmuż, korzonki... Przyniosłem też trochę ryb z portu, skoro i tak szedłem w tamtą stronę... - opowiadał, wyciągając pakunki.

- Zostaw to na razie, dziś jemy gulasz z królika - uśmiechnął się Vausein.

*

Siedzieli w głównej izbie na skórach i matach, tak jak poprzednio. Delektując się posiłkiem, prowadzili niezobowiązującą rozmowę, kiedy mistrz znienacka zmienił temat.
- A jak się czuje Valkir? - zapytał Darona, podnosząc na niego uważne oczy.
- A, no właśnie. - Adept zamachnął łyżką w powietrzu. - Zaszedłem tam do nich z rana. Żyje, żyje, a jakże. Wszystko ustawiłeś jak należy.
- Nie było to łatwe - Vausein-Qur aż się skrzywił na wspomnienie wczorajszej interwencji. - Na szczęście to silny mężczyzna, nawykły do urazów... Ja czy ty nie mielibyśmy szans tego przeżyć.
- A jego stan się poprawia z godziny na godzinę - dodał Daron. - Jeśli taki stan się utrzyma, to powinien się z tego raz dwa wylizać.
- Cudownie to słyszeć - ucieszył się Vausein. - Rozmawiałeś o rozliczeniu?
- Tak. Byli tak szczęśliwi, że wypłacili wszystko od razu - zaśmiał się Daron. - Tak, że dostaliśmy 40 nimnarów - pokazał wszystkie zęby w równym, szerokim uśmiechu.
Vausein aż klasnął w dłonie z radości.
- Uwielbiam bogatych klientów. To wspaniale, bo czeka nas teraz dużo wydatków - skierował swoją uwagę na Futrzaka.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Kot wymienił z Vauseinem krótkie spojrzenie, po czym utkwił je w blacie, milcząc. Podniósł obydwie łapy, oparł je łokciami o stół i składając je w kułak zasłonił nimi pysk. Wyglądał jakby nad czymś intensywnie się zastanawiał. Zmrużyły się zielone ślepiska.

W tej jednej chwili towarzystwo Vauseina i Darona nagle wydało się dziwnie nieobecne i odległe. Ze zdwojoną siłą powróciły wątpliwości, które obudziły się w nim wczorajszego dnia w lesie. Nie był może zbyt bystry jeśli chodziło o ludzi, ich charaktery i prawdomówność, lecz zmysł podpowiadał mu, by uważać na tę dwójkę, którą właśnie nakarmił. W ich towarzystwie zdążył na chwilę zapomnieć jacy są ludzie - cenna lekcja, której tak naprawdę aż za dobrze nauczył się pracując dla Beczki.

Tylko człowiek był w stanie z radością wystawić rachunek za czyjeś zdrowie. Odważyć jego równowartość w mieszku metalowych krążków. Gardził ludzkim pieniądzem i przywiązaniem do niego. Nie był w stanie objąć rozumem tych wszystkich zależności, ale zaczynało już docierać do niego, że podczas gdy on walczył na śmierć i życie na arenie, w karczmie roześmiany Beczka wymieniał się z innymi pieniędzmi. Valkir może i przeżył, ale w jaki sposób i dlaczego w ogóle pchał się na tę arenę, przeciwko niemu? Walka, rzecz święta, w świecie ludzi miała jakąś wartość w twardej walucie; podobnie jak samo życie i śmierć. Wymienianą między pazernymi tchórzami. Nie rozumiał sytuacji w której się znajdował, czuł jedynie rosnącą w sobie niepewność i złość. Jeszcze nigdy w całym życiu nie czuł się tak osamotniony jak teraz.

Kładąc łapy z powrotem na blacie, mrez podjął decyzję.
- Ha byh zmenih zdane. - Powiedział stanowczo, spoglądając na Vauseina. - Ha bede warrczycz ssa monety do rremont karrczma tyrrko. Tam heden stóh byh ssniszczony orrass kirka kszesseh. Orrass okno. Wystarrczy.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Daron spojrzał zdziwiony na Futrzaka. A potem na mistrza, chcąc wymienić z nim spojrzenie. Vausein jednak go ignorował, wpatrując się w swoje zetknięte koniuszkami palców dłonie.
- Nie nasza to już sprawa, na co przeznaczysz swoją zapłatę, Futrzaku - rzekł w końcu uprzejmie, podnosząc wzrok na mreza. - Chcę, abyś wiedział, że teraz ani nie muszę ani nie zamierzam oszczędzać na twoich usługach. Powiedz tylko sumę.

Uśmiechnął się i dopiero teraz spojrzał na Darona. Ale jego asystent w międzyczasie zajął się już dokańczaniem gulaszu.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez zmrużył ślepia i również spojrzał na Darona.
- Ha byh urratowacz twe szycze - zaczął - ty byh bycz ff karrczma po warrrce. Ty wedżecz hak duszo monet potszeba do rrremont. Ha ne znacz czhoweek monet.
Futrzak przeniósł wzrok z powrotem na Vauseina.
- Heszrri wy kcecze oszukacz mne, gupi mrrresss, ne bedżecze tyrrko wy i wy wecze o tym pewne dopsz barrrco. - Kontynuował. - Ha nawet ne ssrrossumem, arre po tym fszyssstkim co ha mecz od czhoweek ne ssdżiwihbym sze. To hesst wasz wybórr.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Vausein wyglądał na zmartwionego.
- To nie było uprzejme. - Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale Daron w końcu przełknął, co miał w ustach, i wszedł mu w słowo.
- On ma prawo tak mówić, mistrzu, zrozum go. Postaw się w jego skórze, obcy ludzie, obcy świat, nie znasz kultury, nie znasz pieniędzy, a na dodatek już cię nie raz oszukali.
Zwrócił się teraz bezpośrednio do Futrzaka.
- Musisz się jak najszybciej nauczyć tych rzeczy. Pieniądz to tu sprawa fundamentalna. Kilka prostych stołków to nie jest cena, to będą grosze, dwa nimnary wystarczą. Za okno może być więcej, pięć, sześć? Razem osiem nimnarów.

- A za ochronę życia mojego asystenta należy ci się dużo więcej - z nową energią wszedł do rozmowy Vausein-Qur. - Chciałbym, abyś naprawdę poważnie potraktował tę misję, dlatego dostaniesz nie 8, nie 10, ale 20 nimnarów.

Mag uśmiechnął się ostrożnie, ale w oczach pozostało mu jeszcze trochę zaniepokojenia.
- Niech to posłuży za dowód, że nie mamy wobec ciebie złych intencji. Nie sądziłem, że nie potrafisz liczyć. Tutaj ludzie nie umieją połowy tego, co ty, gotować, polować, walczyć, ale w liczeniu pieniędzy każdy jest mistrzem.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Futrzak niewzruszenie wysłuchał ich obydwoje, po czym skinął mistrzowi łbem. Nie musieli nawet czekać na odpowiedź.
- Nekh tak bendże. Umowa sstoi.
Przez chwilę przyjrzał się również Daronowi, dziwnie przenikliwym spojrzeniem, którego nie utrzymał jednak długo. Zamiast tego wziął głęboki oddech i raz jeszcze oparł się łokciami o blat, wspierając pysk na złożonych łapach. Przez łeb przemknęła mu myśl, że właśnie sprzedał swoje życie za połowę tego, ile warte było leczenie Valkira. Przystał na ludzką "umowę". Będzie walczył na śmierć i życie nie w imię honoru, lecz garści metalowych krążków, o które ludzie tak chętnie wypruwali sobie nawzajem flaki.

Na moment przymknął ślepia, sam na sam z nieprzyjemnymi myślami. Po krótkiej chwili zwrócił się znów do mężczyzn:
- Czy wy byh mecz prran co sssrrrobicz? Kogo ssabicz?
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Mistrz skinął tylko głową i uśmiechnął się tajemniczo. Wrócił do jedzenia, bo tylko jemu zostało jeszcze pół miski gulaszu, podczas gdy inni już dawno skończyli.
- Tak, my mieć plan, co zrobić - odpowiedział tymczasem Daron, świadomie bądź nie przyjmując gramatykę Futrzaka.
Odsunął miski na bok stołu i wyciągnął trzy małe flakoniki.
- Zabrałem je temu chudemu zbirowi - wyjaśnił. - Pamiętasz, miał taki pas z miksturami. - Przesunął dłonią w poprzek piersi.

Vausein-Qur przyglądał się z lekkim uśmiechem, jak jego asystent robi mrezowi wykłady. Daron wziął tymczasem w palce jedną z buteleczek - w środku przesypywał się żółty, jakby trochę spieniony proszek. Przez brudne, niegładkie szkło nie było jednak tego widać dokładnie.
- Wiesz co to jest? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. - Aktywny siarkopył. Przy kontakcie z powietrzem zapala się i bardzo trudno go ugasić.
Uśmiechnął się jak dziecko zajawione niebezpieczną zabawką. - Rzucasz, szkło pęka i bum! Wszystko w ogniu. A wiesz, co jest tutaj? - Odstawił żółtą i wziął do ręki jasnoniebieską. Wyglądała, jak prawie pusta, jedynie na ściankach przelewały się dość gęste krople dziwnej substancji w kolorze turkusu.
- Tutaj jest deliktowe powietrze - spoważniał. - Wystarczy jeden oddech w nawet niewielkim stężeniu, żeby cię zwaliło z nóg. Niedowład, paraliż, utrata przytomności, w dużych stężeniach śpiączka i śmierć.
- Mieliście szczęście, że nie użył żadnej z tych mikstur - wtrącił się mistrz.
- Prawda - zgodził się Daron. - A ta trzecia - wskazał palcem na ostatnią butelkę - to czysta, zbudzona sankra.
Przez chwilę przyglądał się, jak szaropomarańczowe gluty ruszają się w środku niczym zmutowane, ospałe robaki. Kiedy Futrzak na to patrzył, nagle przeszedł go dreszcz. Daron nie zauważył tego, mówił dalej.
- Natychmiastowe skażenie, podłączenie umysłu do Chaji. Trudno o lepszy dowód na ich związek z Chają. Ale tego raczej nie wykorzystamy przeciwko nim...

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Raczej trudno było nie zauważyć, która z trzech fiolek zrobiła na kocie największe wrażenie. Z pyskiem stężałym w paskudnym grymasie mierzył buteleczkę z sankrą nienawistnym spojrzeniem. Z trudem oderwał od niej wzrok - już sama jej obecność w tym pomieszczeniu napawała go wstrętem i niepokojem. Zupełnie mimowolnie węszył natarczywie w powietrzu, jakby był w stanie ją faktycznie nawet wyczuć. Opanował się dopiero po krótkiej chwili, przenosząc nieco poirytowane, nieco zdezorientowane spojrzenie najpierw na Vauseina, potem znów na Darona.
- Ha rrrossumem, sze ty kcesz uszycz te buterrki. - Zaczął ostrożnie mrez, nie wyglądając na szczególnie przekonanego. - Ty byh mówicz, sze one pszydatne. Ha ssgadzam sze ss tobo, arre haki ty byh mecz prran na to? Orrass co sse mno? Ha bede potszebny do czego?
Mrez nie okazywał zniecierpliwienia - wręcz przeciwnie. Od momentu, w którym oderwał wzrok od przeklętej trzeciej fiolki przyglądał się obydwu mężczyznom w skupieniu i z czujnie podniesionymi uszami.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Czekaj czekaj, to dopiero początek. - Daron wyglądał na zadowolonego z pytań mreza. - Prawdę mówiąc, istotniejszy od zawartości tych butelek jest ich kształt - uśmiechnął się.

- One wszystkie są wykonane w ten sam prymitywny sposób, na odlew z formy - mówiąc to bawił się, obracając w palcach tą z trującym gazem - a my z mistrzem orientujemy się trochę na rynku i wiemy, że w mieście jest tylko jedna osoba, która produkuje takie butelki.
- To alchemik Esstram - pokiwał głową Vausein.
- Pójdziemy do niego, może będzie coś wiedział - kontynuował Daron. - Jeśli sprzedał im także to deliktowe powietrze, to, sądząc po ilości skropliny w butelce, nie mógł tego zrobić dalej jak kilka dni temu. Będzie pamiętał klienta. Odnajdziemy go i spróbujemy złapać na neutralnym terenie. Nie musimy wchodzić prosto do paszczy lwa, może uda się zatłuc go od tyłu.
- Zaufaj Daronowi, Futrzaku - Vausein nachylił się lekko do przodu, widząc minę mreza. - Ty będziesz straszakiem, gdyby nie chcieli gadać albo zachowywali się agresywnie. Spróbujemy rozwiązać to bez rozlewu krwi.
- Pewnie i tak się nie uda, ale... przynajmniej sumienia będziemy mieli czyste - westchnął Daron i zaczął chować niewielkie butelki z powrotem do kieszeni. - Więc spróbujemy dowiedzieć się, co to był za rytuał i w czym dokładnie im przeszkodziłem. Jeśli nie uda się rozwiązać konfliktu na tym etapie, będziemy przynajmniej wiedzieć więcej, idąc już do Labiryntu.
Zawahał się.
- No i... tam już nie za bardzo mam dalszy plan. W każdym razie gdyby się na nas rzucili, jak tylko nas zobaczą, to wiesz, co robić.

Vausein odchrząknął.
- To jest rudera, w której wróżą i sprzedają... nie zawsze legalne alchemikalia. Ale wszyscy wiedzą, że ten biznes to tylko przykrywka do jakichś większych, podejrzanych działań. Będziecie musieli albo rozbić całą tą grupę, albo przekonać ich jakoś, żeby dali wam spokój. Ta druga opcja jest lepsza również dlatego, że i my się czasem tam zaopatrywaliśmy.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez, lekko to ujmując, nie wyglądał na szczególnie zachwyconego. Przez chwilę gapił się pustym wzrokiem najpierw na Vauseina, potem w Darona. Nieco zmrużyły się zielone ślepia. Dopiero teraz widać było jak na dłoni, jak cienka i nadwyrężona była nić porozumienia między nimi a drapieżnikiem. Przynajmniej obydwu stronom udało się uniknąć negocjacji, które szybko przerodziłyby się w przeciąganie liny - a tego owa nić nie wytrzymałaby już na pewno. I tak wszyscy trzymali się jej kurczowo, a to od niej zależał sukces przedsięwzięcia.

Futrzak zdawał się nad czymś intensywnie myśleć przez dłuższą chwilę. W narracji Darona i Vauseina coś mu się nie zgadzało; jak puzzle, które ktoś niedokładnie poukładał w coś, co jedynie względnie przypominało doskonały obraz. Jeżeli cały plan zakładał pokojowe rozwiązanie całej sprawy, dlaczego nie zrobili nic w jego kierunku wcześniej? Czekali, aż uda im się znaleźć straszaka do wynajęcia? Czy to był jedyny brakujący element? A może czekali, aż ktoś poniesie śmierć? Po co? Futrzak znalazł jedynie jedno wytłumaczenie - Daron musiał nie wiedzieć, że na niego polowano, to znaczy, dowiedział się tego podczas feralnego ataku na karczmę, który zmienił więcej niż jedno życie, a brutalnie zakończył kilka innych.

Tygrys westchnął ciężko, decydując się tę sprawę przemilczeć i przystać na ich plan. Chociaż miał powody, by mężczyzn darzyć co najwyżej umiarkowanym zaufaniem, na ich korzyść przemawiał fakt, że nie odmówili mu pomocy; wręcz przeciwnie. Czuł, że cała ta sprawa była znacznie, znacznie większa niż on sam. Ludzki świat raz jeszcze rozpościerał się przed nim w swoim przytłaczającym ogromie, brzydocie i skurwysyństwie, jak gdyby za ciepłymi, miłymi obliczami Vauseina i Darona stała cała armia rzezimieszków, rabusiów i zbirów.
- Dobrra. - Skinął w końcu głową, odsuwając swoje myśli na bok. - Nekh tak bendże. My moszemy ssaczoncz od Esstrrram. Ha ne kce ssabicz wenczeh nisz bede muszecz. Arre ha myszrre tesz, sze ha bede potszzebowacz brrron, heszrrri czhoweek wenczeh bendże. Mosze tarrcza. Ha mam bussdygan i sztyrret usz, orrrasss kusza, arre ssstszzzah ne ma. Ha mam tszy ssstarrre sstszzaahy do móh uk.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Daj mu część pieniędzy, niech kupi broń, jaką potrzebuje - Vausein zwrócił się do Darona. Ten wstał i poszedł do sieni po swoją torbę. Wygrzebał w niej saszetkę i odliczył pięć nimnarów.
Wrócił do stołu i położył monety przed mrezem.

Uśmiechnął się.
- Dzisiaj pięć, a pozostałe piętnaście jak już skończymy. Powinno wystarczyć na strzały i co tam jeszcze. Co ty na to?
- Tylko nie zwlekaj na tych zakupach zbyt długo, Esstram nie ma za dobrej pamięci - dodał jeszcze mistrz.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez z nieukrywanym powątpiewaniem, a może nawet krztą cichego obrzydzenia przyjął ofiarowane mu pieniądze. Chwycił jeden z krążków pazurami - o mało go przy okazji nie upuszczając - i uniósł sobie go na wysokość oczu, przyglądając mu się niemal krytycznym spojrzeniem. Diabli wiedzą jakie myśli przemknęły mu teraz przez łeb, ale nie wydawały się być szczególnie przyjemne. Wstał od stołu i z niemałym trudem wyzbierał ofiarowane mu monety - były zbyt małe i kłopotliwe jak na jego łapska, więc każdy jeden z osobna musiał chwytać pazurami. Poradziwszy sobie w końcu ze wszystkimi i wsadziwszy je do kieszeni spodni, skinął głową pod adresem Vauseina i Darona.
- Czemkuhe. - Powiedział. - Ha ide w takim rrasie.
- Pójdę z tobą. - Niemal natychmiast zaproponował młodzieniec z krzywym uśmieszkiem. - Na wszelki wypadek, żebyś nie przepieprzył na głupoty.
Mrez skinął mu głową. Najwyraźniej obydwoje doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że znajomość wartości pieniądza nie była jego, lekko mówiąc, najlepszą stroną. Futrzak był mu zresztą za tę pomoc szczerze wdzięczny. Niedługo później obydwoje opuścili dom Vauseina.

* * *

Wrócili po niewiele ponad godzinie. Na pierwszy rzut oka wyglądali tak, jakby wrócili z pustymi rękami - tudzież łapami - lecz kiedy tylko znaleźli się z powrotem w środku, Vausein znalazł owoce ich zakupów na tygrysim grzbiecie. Najpierw rzuciła się w oczy duża, prosta i solidna dębowa tarcza. Na miejsce starego łuku trafił zupełnie nowy, krótki myśliwski łuk, obok którego przyjemnie pobrzękiwał pełen strzał skórzany kołczan. Mrez pierś miał przepasaną mocnym skórzanym pasem, do którego pod żebrami przytwierdzona była stosunkowo pokaźnych rozmiarów pochwa. Znalazło się pod nią miejsce również na morgensztern. Futrzak miał również u spodni nowy, skórzany pas z kilkoma niewielkimi torebeczkami. Wyglądał groźnie.
- No to jesteśmy. - Oznajmił ich powrót Daron, wślizgując się do środka za tygrysem. - Pod moim czujnym okiem nie wydał na pierdoły.

Wyglądało na to, że pod czujnym okiem młodzieńca mrez kupił nawet więcej, niż początkowo zakładał. Z odrobiną poirytowania sięgał co chwila łapą pod pas na jego piersi, drapiąc się po ramieniu.
- Czemkuhe. - Mruknął Futrzak. - No to co terrass?
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Jak byś szedł na wojnę - Vausein uśmiechnął się lekko, ale w oczach miał coś, co przypominało ulgę. W takim rynsztunku Futrzak będzie świetnym straszakiem i może uda uniknąć się rozlewu krwi. Zapewne mistrz martwił się też o swojego asystenta - teraz obawy te wyraźnie zmalały.

- Z taką obstawą to ja mogę iść do samego Bezkresu - zaśmiał się Daron, klepiąc Futrzaka po ramieniu.
- Uważaj, co mówisz, bogowie słuchają - upomniał go Vausein. - Ale teraz niech wam błogosławią, ze wszystkich stron świata - mistrz uczynił przed nimi znak koła.
- Wezmę tylko te koktajle, kijaszek i śmigamy. - Daron przemknął nieomal pod ręką mistrza, kreślącą symbol w powietrzu, i zniknął w swoim pokoju.
Vausein westchnął, opuszczając dłoń.
- Mówi się "dzięki niech będą po czterokroć". Albo przynajmniej "dziękuję" - burknął.

Przez chwilę czekali na asystenta w milczeniu, po czym mistrz podniósł wzrok na mreza.
- Wiesz, cieszę się, że się poznaliśmy, Futrzaku - uśmiechnął się ciepło. - Zmieniłeś moje myślenie o obcych. I wspaniale gotujesz. Nie to, co Daron - zaśmiał się.
- Co tam znowu ja? - Dobiegło ich z sąsiedniego pokoju.
- Nic - odparł Vausein - mówię tylko Futrzakowi, że zawsze będzie miał tutaj przyjazny kąt, jeśliby zechciał nas odwiedzać również po wypełnieniu swej części umowy.

Daron wyłonił się dumnie, dzierżąc swój "kijaszek" - taki sam, jaki miał jego mistrz, tylko bez żadnych ozdób i wewnętrznych wydrążeń. Jedyne runy, jakie na nim widniały, były wyciosane nożykiem, najprawdopodobniej przez samego Darona. Poza tym miał przez ramię przewieszoną torbę, w której niewątpliwie kryły się magiczne mikstury.
- Dobra, możemy ruszać. Esstram, szykuj się! Pa, mistrzu - dał sobie ścisnąć rękę i już kierował się do drzwi.

- Uważaj trochę na siebie, nie idziecie na grzybobranie - rzucił jeszcze tylko Vausein na odchodne.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Podczas gdy Daron wypruł naprzód, Futrzak pozostał jeszcze w środku, wyraźnie zdziwiony jego podekscytowaniem i pośpiechem. Spojrzał na wyciągniętą w jego kierunku sękatą dłoń Mistrza z tym samym zaskoczeniem, tym bardziej spotęgowanym jego poprzednimi słowami. Kot ostrożnie i niepewnie spróbował uścisnąć prawicę Vauseina.
- Ha bede pirrnowacz twóh uczeń. - Obiecał mrez, po czym sam skierował się do wyjścia, po drodze zabierając ze swojego plecaka swój sztylet i buzdygan. - Do ssobaczena, miszcz Vausein.
Nie bez trudu przecisnął się przez framugę drzwi. Z nowym łukiem i tarczą na grzbiecie, przy jego wzroście wymagało to od niego odrobiny kombinacji.

Dołączając do Darona na zewnątrz, raz jeszcze podrapał się pod uwierającym go pasem na ramieniu, po czym skinął do niego głową:
- Ty prrowadż.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Powiem ci szczerze - zaczął Daron, podziwiając ekwipunek mreza - że strasznie bałem się tego tematu. Ale teraz jestem całkowicie spokojny - uśmiechnął się. - Raz dwa zrobimy tę robotę i wracamy na pierogi.

Szli w stronę miasta, mijając obozy uchodźców z Eldrionu. Daron co chwila podnosił do kogoś rękę lub pozdrawiał - tak jak wtedy, kiedy szli po zakupy.
Futrzak również poznał jedną z kobiet kręcących się przy którymś ognisku. Faraxaya jego też poznała. Uśmiechnęła się przyjaźnie do niego.

Kiedy przeszli przez Bramę i znaleźli się wśród murowanych domów, gwara spędzających czas przed namiotami ludzi ucichła.
- Esttram mieszka na wzgórzu w Dzielnicy Wysokiej - Daron odezwał się znów do Futrzaka. - Mam nadzieję, że poszukiwany przez nas człowiek będzie... rozpoznawalny.

Podrapał się po karku i rozejrzał wokół.
- Jak wyglądało twoje spotkanie z Chają? - zapytał niespodziewanie. - Co widziałeś?

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Futrzak łypnął na mężczyznę spode łba.
- To co miao bycz, arre ssabrrao mi. - Odpowiedział wymijająco po krótkiej chwili. - Ha ne kce o tym rossmawacz.

Teraz już nie tylko jego aparycja, ale również ekwipunek zwracał na siebie uwagę mijanych mieszczan. Przechodnie omijali go jeszcze szerszym łukiem, wymieniali zaniepokojone spojrzenia. Kot nadal wyglądał w Nimnaros jak wyjęty z jakiegoś zupełnie egzotycznego obrazka. Pośród ludzi Futrzak wciąż nie sprawiał wrażenia szczególnie pewnego siebie nawet z całym tym dodatkowym rynsztunkiem. Nie można jednak było zaprzeczyć, że nic tak nie mówiło "zejdź mi z drogi" jak widok uzbrojonego mreza w środku ludzkiego miasta. Nimnarejczycy zdawali się nie tylko to ostrzeżenie rozumieć, ale również się go słuchać.

Pomimo udzielenia Daronowi raczej ucinającej temat Chaji odpowiedzi, Futrzak ledwie moment później spojrzał na niego raz jeszcze i tym razem bez irytacji zapytał:
- Drraczego ty pytasz?
art: Aboy Ningthouja @ Artstation