Skok - Odcinek Pierwszy
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Panienko Racardo - odezwał się pełnym szacunku głosem, skłaniając lekko głowę, skupiając się by nazwisko wybrzmiało. - Panienka wybaczy.
Odwinął się sprawnie i trzasnął chłopa w pysk otwartą dłonią.
- SIerżancie Valees - zwrócił się do Lamberta, przy okazji awansując pewnego znajomego. - Proszę skuć pana Cereza pod zarzutem napaści obyczajowej na panienkę Racardo i odprowadzić do aresztu. Jak tylko pojawią się tu przedstawiciele Jorigda, przekażemy więźnia Złotej Gwardii.
Jon nie lubił działać tak rano. W dodatku na trzeźwo. Lambert uparł się, że nie dzisiaj. A Jon trzeźwy, to Jon rozeźlony, raptowny i nierozsądny. Wahający się od radykału do radykału, od apatii do furii. I zupełnie nie wiedział, czy nie przestrzelił tym razem, wiedział jednak, że wykaraskają się z tego, to pośle kwiaciarnianego chłopca na posyłki, po wino. Albo i dwa. Zresztą, pijany oficer, to oficer godny zaufania. Trzeźwy strażnik miejski jakoś zawsze wygląda nieprzyjaźnie i podejrzanie.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Widząc w oddali karetę zareagował, znów, po oficersku. Wpadł do kwiaciarni, rozejrzał się i zanim ktokolwiek zdążył zareagować wyszarpnął z rogu parasol, który rozłożył nad głową Saryi i wcisnął jej w rękę, by wyjść już samemu na środek ulicy. Przechodząc nie omieszkał odepchnąć Cereza.
- Biuro do spraw ochrony osobistej Rady Magów przyjmuje interesantów w parzyste dni robocze popuładniami, do pory obiadowej - stwierdził tylko patrząc zimno. - Jeżeli pan sobie życzy możemy pana odeskortować jeszcze dziś, by poczekał pan na miejscu, lub sierżant Valees, może też spisać zeznania i odwiedzimy pana w domu, by nie musiał się pan trudzić.
I Jon wspomniał o odwiedzinach w domu nie tonem szlachica, nie tonem oficera, ale tonem psa. Starego strażnika, który niczym nie różni się od bandytów, po prostu ma odznakę i robi to samo, co oni, tyle, że ma uprawnienia.
- Jednak chwilowo muszę pana przeprosic. Darmozjady muszą zarobić na chleb - powiedział, wychodząc na środek i unosząc dłoń, by kareta się zatrzymała.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Ważne ludzie i ważne miejsca poczekają - powiedział, patrząc złowrogo na drugą karetę. - Bo ja tu mam ważne papiery.
Informacja od Saryi zjerzyła mu włosy na karku, ale zrobił wszystko, by nie dać się zbić z pantałyku. Popatrzył na nią z ostentacyjnie pogardą, wytarł rękę, której dotknęła w mokre już spodnie i splunął za nią paskudnie i po chamsku. Rzucił jeszcze okiem na Lamberta i pokazał mu palcem, jakby to Lambert miał mieć na nią oko.
Deszcz nie ustawał, więc było tylko jedno do zrobienia zanim ta robota na czarno, czernią spłynie do rynsztoka, a cała trójka do aresztu.
- Złaź no, chłopie, z tego kozła - warknął. - I otwieraj tamtą karetę. Nie będziemy tu stać i moknąć do jutra.
- Ktoś wam życzliwy zgłosił przemyt - dodał konspiratorskim tonem, już tym miłym, tak oko puścił troszkę znad sumiastych wąsów, które powoli rozpoczęły swoją drogę ku wolności. - My też nie chcemy tego robić. Rzucimy okiem raz, dwa, podpiszecie i dalej w swoją drogę.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
A przynajmniej taką miał nadzieję.
Siegnął za pazuchę i coś co do tej pory mogło uchodzić za starannie i z czułością wyhodowany piwny bebzun okazało się opasłą teczką pełną papierów. Jon z łezką w oku, lub kroplą deszczu lejącego się z nieba, nie było pewności, wspomniał, jak od bladego świtu wypełniał kwity. Jeżeli więc była to łza, to z pewnością nie rozczulenia.
Gdy Sarya z wprawą dokonywała cudów transformując mu jego szlachecką twarz, w kogoś zdecydowanie bliżej rynsztoka, on sam lamentował i biadolił nad papierami. Teraz jednak okazało się, że wysiłek był wart zachodu, więc i radość była prawdziwa i naturalna niczym wiatr na polu, a dodatkowo podbita potrzebą chwili, więc Jon miał nadzieje, że letnia wichura jego entuzjazmu wprost spod wąsa solidnie poszarpie kłosy zwątpienia woźnicy.
- A dobrze, że pan pyta! - wrzasnął mu w ucho, w ręce mu wciskając bezpardonowo wyciągniete dokumenty. Samemu rozciągając nad głową teczkę, by zrobić z niej prowizoryczny kapelusz. Jako że teczka była solidna, skórzana, ale twarda jak diabeł, złożyła się w ostrokątny trójkąt i Jon wyglądał jak góralski dom, który po wyhodowaniu wąsów, postanowił przejść się na spacer. - Ja też lubię porządek. Takie niedopowiedzenia, to skaranie boskie, naprawdę, potem ktoś, coś pyta, bo nie zostało powiedziane, bo nie wyjaśniono wystarczająco dobrze, a tu proszę, wszystko spisane, z pieczątkami, panie drogi, istne archiwum, ale wszystko na miejscu. Noga nie boli? Nie? Dobrze, mam nadzieję, że w pana wieku, też będę taki chyży jak pan z tego kozła zeskoczył, ho ho! Ale co to ja, proszę tu mamy druk trzy-ce, wypełniony przez niejaką Hildegundę, jest to zgłoszenie typowe dla podejrzenia o przemyt, tu mamy druk piętnaście-be, który złożyła wcześniej, ale niestety to idzie do inspekcji drogowej, a to oni się nie zajmują takimi rzeczami. Typowy błąd nowicjusza, ale z kronikarskiego obowiązku zachowałem oryginał, tu widzi pan jak kleksy sadzi? Bogowie zlitujcie się nad tym umęczonym bogu ducha winnym pergaminem. Tu jest akt urodzenia Hildegundy, akt skończenia... hmm... szkoły? Jak pan myśli? Albo wyjście z aresztu, bogowie raczą wiedzieć, zaraz prześledzimy, na pewno mam kopię, ja nie jestem w ciemię bity. Tu jest adres, zameldowanie, tatko z mamką, więc tożsamość sprawdzona, tutaj sierżant Valees zbierał zeznania, zaraz panu więcej opowie. Ubawi się pan po pachy, bo Valees, to jest komik pierwszej wody. Ostatnio pół godziny nam opowiadał nadmuchał żabę, do tej pory mnie żebra bolą. A podobno ta Hildegunda to też żartowniś tęgi, wyobrazi pan sobie, że mamkę z babką pomyliła i źle herbaty im podała, no komedia, cyrk i obrady polityczne, co najmniej! Ale miała na poparcie swoich podejrzeń, rozmowę podsłuchaną, tam, proszę kolejne zeznanie i tam kawałek dalej upoważnienia od radcy, bo widzi pan, kapitan z radcą po kielichu, jak szwagry...
Jon plótł aż wąs nie miał kiedy opaść i falował hipnotyzująco, gdy porucznik przerzucał papiery w rękach woźnicy, pokazywał palcem i tłumaczył, a potem dla pewności tłumaczył jeszcze raz tyle, że od tyłu i w formie biernej. A gdy tak pieprzył od rzeczy, rzucił woźnicy lodowate spojrzenie wyzwanie, chłopie, ja tak mogę do jutra, nawet się jeszcze nie spociłem.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Chwytał jeden dokument po drugim. O ile z początku zdawało się, że faktycznie próbuje coś z nich wyczytać, szybko zaczął łapać je po prostu bez składu i ładu, starając się po prostu nie rozsypać wszystkich papierzysk po mokrym bruku.
Tusz rozmywał się na dokumentach, czyniąc część z nich zupełnie nieczytelnymi. Palec Jona wodził po spływających linijkach, samemu barwiąc się na czarno.
I wtedy wzrok woźnicy powędrował w górę, po palcu, przez ramię i bark, do szyi i wyżej, ku przybrudzonej ściekającym tuszem twa…
- Jakieś kłopoty, szefie? - rozległ się głos za ich plecami, skutecznie odwracając uwagę woźnicy od facjaty Jona. Lambert zbliżał się do nich, trzymając nad głową rozłożony parasol, porzucony wcześniej przez Saryę.
Jon miał chwilę, by zareagować. By przerzucić uwagę woźnicy na nadchodzącego Lamberta, zanim tamten zainteresuje się jego charakteryzacją.
***
Kobieta z karety przez kilka chwil taksowała Saryę uważnym spojrzeniem. Pracownica Domu Urody doskonale znała ten wzrok, tak charakterystyczny dla żon i kochanek o niewystarczającej pewności siebie, zachodzących w głowę, czy ich wybranek nie skusiłby się na kształty innej.
- Wchodź, dziewczyno, nie moknij. - Nieprzyjemny grymas zniknął z twarzy kobiety, choć w jego miejscu nie pojawiła się troska czy sympatia. Zdawało się, że towarzyszka Flattera robi to raczej z poczucia powinności.
Podkuliła nogi, by zrobić Saryi miejsce i wpuścić ja do środka. Gdy trzasnęły drzwiczki, dziewczynę otuliło przyjemne ciepło. Można latami hartować się niczym stal, ale nie ma człowieka, który nie doceni chwili wytchnienia w przytulnym wnętrzu, gdy na dworze leje jak z cebra.
- Cristina Ag’Illera - przedstawiła się kobieta. - A mój towarzysz to Vincent Flatter. Po stroju i lokalizacji domyślam się, że podobnie jak my, zmierza pani na aukcję, pani…?
Flatter chrząknął, kierując na siebie uwagę.
- Powiedziała pani, że zostaliśmy zatrzymani? Co tam się dzieje? - Choć starał się zachować klasę, w jego ruchach i głosie Sarya dostrzegła pewną nerwowość.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Bezceremonialnie ściągnął Lambertowi z głowy grubą czapę strażnika, którą wcześniej wspaniałomyślnie mu oddał. Nie udało mu się zdobyć dwóch, jednak uznał, że teraz on bardziej jej potrzebuje. Zresztą Lambert miał parasol, więc niech nie marudzi. Jon zamienił na swojej głowie, iście magicznym ruchem, jak na przedstawieniu iluzjonisty, okrycie. W jednej chwili była teczka, mgnienie okiem i jest czapa nasadzona aż na uszy.
- Sierżant panu wszystko wytłumaczy, proszę się nie krępować z pytaniami i przygotować dokumenty. Mój kapitan mógłby pracować w archiwum, ma takie oko do detali. Ale, ale. Nie ma co tu tak moknąć, oj, widzę, że ręce ma pan zajęte, a my tu czas tracimy. Pan pozwoli - trajkotał dalej Jon i odczepił od pasa woźnicy pęk kluczy i ruszył raźnym krokiem, starannie nie pomijając żadnej kałuży, by w nią wdepnąć, w stronę wozu, by zacząć szukać odpowiedniego klucza.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Lambert przedstawiał iście kamienne oblicze, a jego niezachwiana pewność siebie mogłaby sprawić, że nawet posągi odwracają wzrok z zakłopatania.
Sam Jon, nieświadomie zresztą trochę, był jedną z niewielu osób na świecie, która potrafi dumnie przemykać chyłkiem. Szlachecka krew i duma, nie pozwalała mu się zanadto zginać niczym gorset.
Dobrze, uchronił się przed deszczem, łeb schował w czapie, ale taki pusty łeb, to mógłby też równie dobrze schować w piwnicy, na to samo by mu się przydał. Od razu zauważył, że choć pęk kluczy był pokaźny żaden nie pasował do skrzyń. A Jon nie znał się włamywaniu się do zamków. No chyba, że łomem, tak raz, a dobrze, to potrafił, ale nie tak, by nie zostawić śladów. Flatter musiał trzymać je przy sobie, lub ten drugi woźnica, no cóż, za późno by się przekonywać. Postanowił ułatwić Lambertowi robotę i zabrał się za przekładanie skrzyń. Szorując, przesuwając, przenosząc, zapierając się rękami i nogami, jakoś utorował drogę do skrzyni, którą ustawił subtelnie na widoku. Tak, aby łatwo było ją zauważyć, rzucając okiem dwa razy. A z tego co Jon pamiętał Lambert miał dwoje oczu, więc powinien znaleźć już za pierwszym.
- Sierżancie! - wrzasnął donośnie, wychodząc i głośno chlupocząc buciskami, podszedł do Lamberta. - Proszę nie zanudzać obywatela głupotami. Dokonałem wstępnej inspekcji i tak, jak się spodziewaliśmy jest to najprawdopodobniej oszustwo. Skrzyń oczywiście nie będziemy kontrolować, zajmie się tym nasz oddział w samym domu aukcyjnym, gdzie będą otwierane. Natomiast musimy sprawdzić, czy te konie mogą was bezpiecznie dowieźć. Sierżancie Valees, jako, że jest pan specjalistą i synem cieśli i z tego tytułu lepiej się pan zna na wozach niż ja proszę dokonać szczegółowej inspekcji. Proszę tylko niczego nie porysować - przypomniał subtelnie, we własnym mnienamiu, znak jaki uzgodnili. - Ja tym czasem pójdę z naszym woźnicą podpisać papiery i będziemy się zbierać a szanownemu państwu pozwolimy. Czy też może życzą sobie państwo, żeby was odeskortować na miejsce?
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
***
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Decyzja mogła być tylko jedna. Postanowił wyrzucić z siebie miksturę psiarskiego ulicznika i krwi starego rodu. Całą gamę osobowości, która nie znosi sprzeciwu i domaga się odpowiedzialności. A sprzeciwu nie akcpetuje, bo i tak nie wiedzialałby, co z nim zrobić.
- Obywatelu! - ryknął na cały głos, aż mokry wąs zafurkotwał. Postanowił nie ruszać się z miejsca i z wyprostowaną postawą udowodnić, że to nie on będzie tu do kogoś podchodził. - Przypominam, że utrudnianie inspekcji przeciw przemytniczej jest surowo karane! Od przypalania żelazem do obcięcia dłoni włącznie! Kastracja jest gdzieś pomiędzy!
Miał tylko nadzieję, że Lambert go usłyszał jak, tak darł mordę o zmyślonych karach za zmyślone zbrodnie i zaraz wyjdzie i uspokoi woźnicę. I że Gonzo chociaż zwątpi na chwilę, by zastanowić się jakim cudem kastracja znalazła się między przypalaniem i obcinaniem dłoni.
- Co chcecie przed nami ukryć? - dodał, decydując się, by postawić kilka powolnych kroków.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
To Jon myślał, kiedy w ponurym milczeniu patrzył Lambertowi głęboko w oczy.
- Radzę się czegoś złapać, panie Valees - powiedział tylko. - I mocno trzymać.
Chlasnął wrotami powozu, ale nie miał czasu by zamykać je na kłódkę, więc tylko wcisnął skobel.
Odwrócił się, by spojrzeć na osiłka, który przypałętał się tu z drugim bęcwałem, przyprowadzonym przez idiotę. Naprawdę jesteśmy siebie warci, godni przeciwnicy, pomyślał Jon. Ale wiedział też, że straż, jaka by nie była, to formacja militarna. I jaki burdel, by tam nie panował, od twarzy ważniejsze są stopnie. A Jon wciąż miał na sobie mundur oficera. A w żyłach kipiącą brawurę.
- Spierdalaj, chamie - odezwał się tylko do Joela, mijając go. Zbliżając się do Billy'ego dodał - ty też.
Sadząc długie, pewne kroki zbliżył się do zydla i wskoczył na siedzisko. Wyprostował się i odetchnął głęboko, ciesząc się chwilowym brakiem deszczu pod daszkiem. Przyszło mu do głowy, że niesamowite tłumy polubiły moknąć na ulicach.
Spojrzał lodowatym wzrokiem na młodego woźnicę i tylko krótkim spojrzeniem, on, ulica, on, ulica, dał mu do zrozumienia, że pora wysiąść. Ale nie czekał. Zepchnął go z całej siły, mając nadzieję, że chłopak nie skręcił karku i trzasnął z całej siły lejcami po końskich grzbietach i ryknął ile powietrza w płucach:
- WIO!
Aby wyminąć powóz przed nimi.
Och, Saryo, moja słodka Saryo. Mam nadzieję, że zobaczymy się jeszcze w mieszkaniu Lamberta, by wspólnie świętować. Mam też nadzieję, że Lambert obije sobie dupsko o skrzynei za te głupie pomysły. Chciałby coś krzyknąć Saryi, jakiś kod, sygnał umowiony, myśl ulotną, geniuszu przebłysk. Ale nie miał, ani czasu, ani kodu, myśli, sygnału. Nie chciał jej wydać. Więc posłał jej tylko myśl, powodzenia. Pokładam nadzieję, że nie urwiesz nam jajec, jak już się zobaczymy.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Sarya wyciągnęła z tyłu sukni drobny sztylet o wąskim ostrzu, wykonany tak, by dla niewprawnych, zwłaszcza męskich, oczu wyglądał jak ozdoba stroju. Spojrzała Christinie w oczy... następnie obróciła go i cięła się nim w bok. Nie za mocno, nie, ale cięła tak, by zrobić długą, chociaż płytką ranę. Krwawiącą ranę.
Chwilę później była już poza powozem, wyciągając zakrwawione ręce w stronę Vincenta i strażników, krzycząc jak to "ta dziwka" rzuciła się na nią z nożem...
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Sprawnym ruchem, w pełnym skupieniu nie odrywając oczu od osiłka, zawinął lejce wokół trzonka przy koźle, aby konie utrzymały kierunek. Sam sięgnął pod deski siedziska w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby mu pomoc. Wyczuł pod palcami, twardy, chłodny, znajomy kształt.
Ha! Butelka! Berbelucha jakaś pewnie, bo i co ten młodzik mógł tu pić innego. Ale radosny uśmiech Jona mógł lekko wybić Joela z rytmu.
Ale nie trzaśnie przecież draba w łeb takim skarbem znalezionym dopiero co. Jonowi rozjaśniało w głowie. Zobaczył cel i zobaczył drogę do niego. Nie pił dzisiaj nic, i tej wstrzęmieźliwości dość już miał. Tych nerwów, wyrzeczeń, decyzji pospiesznych, zagrań byle jakich. Trzeba to zapić oj trzeba.
Nie oddam. Nie dam ci, chamie, satysfakcji, że odbierzesz mi mój trunek wspaniały. Nie będzie wspaniały, ale nadal będzie mój, dodał w myślach.
Pełen wściekłości sięgnął dalej pod siedzisko i poczuł pod palcami trzonek nahajki. Szarpnął i wstając począł trzaskać Joela na odlew, byle jak, byle smagać tą plecionką, byle zniechęcić. Co za awantura! Co za bzdura!
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Było to jak stopklatka, na której konie zatrzymały, krzesząc iskry pod kopytami, krople deszczu opadały w żółwim tempie, a mokre włosy oplatały twarze obu mężczyzn, jak macki potwora z głębin. Tylko oczy, wytrzeszczone, ze źrenicami rozszerzonymi adrenaliną podążyły za dźwiękiem.
Bełt. Wbity, wciąż wibrujący od siły, w kawałku drewna. Tuż koło nich. Kilka cali od zakończenia życia, któregoś z nich.
Jon ponad ramieniem draba posłał pewne wyrzutu spojrzenie w kierunku drugiego wozu.
Widząc, że na Joelu nahajka nie robi wrażenia, a i zamachu nie ma gdzie wziać, postanowił dźgnąć oponenta trzonkiem w oko w nadziei, że to skutecznie zniechęci go od dalszych końskich zalotów.
Sięgnął po lejce, by opanować powóz.
Miał nadzieję, że Lambert dobrze się bawi wśród skrzyń.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Sarya wstrzymała oddech. Wypuściła powietrze, gdy Cassera rzuciła pod nosem obelgę, jaka nie przystoi damie. Było jasne, że nie trafiła.
Choć aura nie sprzyjała, a obaj mężczyźni byli ubrani w podobne uniformy straży miejskiej, kobieta nie mogła nie zauważyć, że z jej percepcją stało się coś dziwnego. Przetarła oczy, zamrugała kilkukrotnie.
- Podaj mi jescze jeden bełt - poleciła. Najwyraźniej nie dopatrywała się w Saryi źródła swoich problemów. - Zapas jest pod twoim siedzeniem.
***
Wbijający się w drewno bełt zaskoczył Joela jeszcze bardziej niż Jona. Młody rekrut patrzył na drgająca lotkę, jak gdyby na chwilę zapominając o wszystkim innym. Wyglądał, jakby zastanawiał się, czy to prawda - czy właśnie tylko coś drobnego niby felerny rzut kością boga losu, uratowało go przed przypadkową śmiercią.
Chwilę zbyt długo zastanawiał się nad kaprysami fortuny. Chwilę, która wystarczyła, by Jon z impetem dźgnął go w oko rękojeścią nahajki. Potem poszło już łatwo - Joel chwycił się za twarz, zupełnie zapominając o obronie, a szlachcic wykorzystał ten moment, by pchnąć z całych sił.
Joel runął wprost do spływającego strumieniami wody rynsztoka.
Jon chwycił lejce, próbując uspokoić konie. I wtedy rozległ się huk, a powozem zatrzęsło. Szlachcic odruchowo spojrzał w bok - powóz, którym powoził Vincent, był na wyciągnięcie ręki. Sam Flatter znajdował się tak blisko, że gdyby Jon miał przy sobie miotłę, mógłby go dosięgnąć.
Czy to możliwe, że właściciel Domu Aukcyjnego właśnie próbował ich staranować? Najwyraźniej tak, bo jego powóz właśnie odbił w prawo, by za chwilę znów zacząć zbliżać się z impetem!
- Zrób coś! - ryknął Lambert. Mężczyzna wisiał z boku wozu, trzymając się mokrego dachu. Najwyraźniej udało mu się wydostać z środka i wspiąć na górę, jednak zanim dotarł do Jona, siła zderzenia pozbawiła go równowagi.
Jeśli Jon w porę nie zareaguje, kolejna stłuczka zgniecie Lamberta między powozami.
***
Sarya również to poczuła. Gwałtowny skręt, a potem uderzenie. Cassera, skupiona na nakręcaniu mechanizmu naciągającego cięciwę, nie zdołała utrzymać równowagi.
Impet rzucił nią na drugą stronę powozu - wprost na drzwi. Zamek nie wytrzymał siły uderzenia, pękło drewno, a drzwi otworzyły się na oścież... razem z uwieszoną ich Casserą.
Sarya miała pod nogami kuszę. Wiedziałam, gdzie są bełty. A także widziała, jak starsza od niej kobieta gorączkowo walczy o życie, próbując nie odpaść od bujanych pędem drzwi.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości