Iskra, która rozpaliła płomień
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Wiele lat zajęło Serywenowi opanowanie lekcji, że należy zaczynać od najprostszych rozwiązań i dopiero później przechodzić do tych bardziej skomplikowanych. Jeśli potrzebowałeś wbić gwoździa, to najlepiej było zacząć od młotka, a nie konstruować taumagiczną machinę, która miała pięćdziesiąt procent szansy na wbicie gwoździe, dwadzieścia pięć procent na zniszczenie tego, w co uderzy i dwadzieścia pięć na wybuch i zabicie wszystkiego w promieniu kilometra.
Dlatego najpierw postanowił spróbować zwykłej wody. Wziął solidny łyk wody, po czym naciął swój bukłak i zamierzył się. Jego celność w ciskaniu rozmaitych przedmiotów ucierpiała, gdy jego lewe oko doznało uszczerbku, ale - gdy miał czas o tym pamiętać - brał to pod uwagę przy celowaniu. Zamierzył się i rzucił bukłakiem do jednego z kociołków.
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Zasyczało, zaskwierczało, kłęby mieniącego się czerwienią dymu zasnuły przestrzeń.
Serywen dostrzegł jednak, że promienie eteru, dotychczas gładko sunące przez salę, teraz zadrgały i straciły pęd. Perfekcyjna, stabilna energetycznie konstrukcja (która swoją drogą budziła w nim podziw) nagle zachwiała się i... Dwa promienie zgasły. Pozbawiona jednego ramienia gwiazda stała się nagle dziwacznym trójkątem z jednym tylko punktem przecięcia linii.
Magiczne łańcuchy puściły, uwalniając wszystkie kończyny wiszącego mężczyzny - poza jedną ręką. I choć ciągle pęd eteru trzymał go w czymś na kształt lekkiej nieważkości, uwięziony zaczął osuwać się w dół, aż w końcu zawisł na tej ręce. Jego nogi znikały już aż po łydki w dziurze.
Eteryczna konstrukcja trzymała się na włosku. Skwierczało i szumiało, a z pozostałych ognisk zaczęły trzaskać co jakiś czas iskry. Biegnące w przestrzeni czerwone linie osłabły, choć wizualnie wzmocnił je snujący się po komnacie dym.
Facet zaczął nieudolnie szukać stopami oparcia. Majtał nimi, aż w końcu zahaczył jedną o krawędź dziury, a drugą o swój zaklinowany w niej kostur. Był jednak tak słaby i niestabilny, że wciąż nie wyglądało to na sytuację bezpieczną. Jednak z wyraźną ulgą zaczął coraz głębiej oddychać, jakby tajemnicza energia powoli uwalniała jego mięśnie od nieznośnego spięcia.
A potem coś głucho huknęło nad ich głowami.
*
Navina przekroczyła próg dokładnie w momencie, w którym siarczysty piorun przetoczył się po niebie. Burza była dokładnie nad nimi, a kłąb energii kierował chmury ku górze tak, że układały się w wysokiego cumulonimbusa, coraz bardziej przypominającego grzyb od wybuchu.
Nie była magiem, ale nawet i ona czuła, jak po jej ciele przechodzą subtelne dreszcze, a włosy zaczynają coraz bardziej sterczeć. Tu się definitywnie działo coś... intensywnego, ale na pierwszy rzut oka nie zobaczyła absolutnie nic. Ot, rozwalone ściany starej budowli, gdzieniegdzie porośnięte bluszczem i krzakami, kamienne posadzki przysypane ziemią i zwiędłymi liśćmi.
Jedyne, co przykuwało wzrok, to niewielkie zejście do piwnicy, ulokowane tuż przy jednej ze ścian. Było wyraźnie oczyszczone ze śmieci tak, żeby dało się zejść na dół. Na lekko zapiaszczonych płytach było wyraźnie widać miejsca, gdzie szurała czyjaś stopa. Ślady kręciły się głównie gdzieś przy ścianach, ale i ewidentnie prowadziły w dół schodów.
Zanim podążyli za orczycą, Fristron zatrzymał się, by przyjrzeć się bliżej wizerunkowi minotaura wyrytemu w tympanonie nad wejściem. Głowa miała bardzo symetryczne kształty, a uszy, rogi i broda wskazywały pięcioramienną gwiazdę. Zobaczył też symbol płomieni. A potem poczuł, jak ktoś kładzie mu ciężkie łapsko ramieniu.
- Zalecam najwyższą ostrożność - mruknął Szajbert, kiedy mag się do niego odwrócił. - Może jednak ja pójdę przodem. Ufacie jej? - zapytał jeszcze szeptem.
Pirrel nie słuchał tego gadania. Patrzył w górę, zafascynowany mieniącymi się wyładowaniami atmosferycznymi. Kłąb zaczął się zmieniać, wyraźnie tracąc na symetrii. Przez gęste chmury niespodziewanie zaczęło przebijać słońce, do całej scenerii domalowując jeszcze ledwie widoczną tęczę gdzieś ponad wzgórzami.
Coś ewidentnie zakłóciło tę kumulację energii. Czy to było wejście Naviny?
Serywen dostrzegł jednak, że promienie eteru, dotychczas gładko sunące przez salę, teraz zadrgały i straciły pęd. Perfekcyjna, stabilna energetycznie konstrukcja (która swoją drogą budziła w nim podziw) nagle zachwiała się i... Dwa promienie zgasły. Pozbawiona jednego ramienia gwiazda stała się nagle dziwacznym trójkątem z jednym tylko punktem przecięcia linii.
Magiczne łańcuchy puściły, uwalniając wszystkie kończyny wiszącego mężczyzny - poza jedną ręką. I choć ciągle pęd eteru trzymał go w czymś na kształt lekkiej nieważkości, uwięziony zaczął osuwać się w dół, aż w końcu zawisł na tej ręce. Jego nogi znikały już aż po łydki w dziurze.
Eteryczna konstrukcja trzymała się na włosku. Skwierczało i szumiało, a z pozostałych ognisk zaczęły trzaskać co jakiś czas iskry. Biegnące w przestrzeni czerwone linie osłabły, choć wizualnie wzmocnił je snujący się po komnacie dym.
Facet zaczął nieudolnie szukać stopami oparcia. Majtał nimi, aż w końcu zahaczył jedną o krawędź dziury, a drugą o swój zaklinowany w niej kostur. Był jednak tak słaby i niestabilny, że wciąż nie wyglądało to na sytuację bezpieczną. Jednak z wyraźną ulgą zaczął coraz głębiej oddychać, jakby tajemnicza energia powoli uwalniała jego mięśnie od nieznośnego spięcia.
A potem coś głucho huknęło nad ich głowami.
*
Navina przekroczyła próg dokładnie w momencie, w którym siarczysty piorun przetoczył się po niebie. Burza była dokładnie nad nimi, a kłąb energii kierował chmury ku górze tak, że układały się w wysokiego cumulonimbusa, coraz bardziej przypominającego grzyb od wybuchu.
Nie była magiem, ale nawet i ona czuła, jak po jej ciele przechodzą subtelne dreszcze, a włosy zaczynają coraz bardziej sterczeć. Tu się definitywnie działo coś... intensywnego, ale na pierwszy rzut oka nie zobaczyła absolutnie nic. Ot, rozwalone ściany starej budowli, gdzieniegdzie porośnięte bluszczem i krzakami, kamienne posadzki przysypane ziemią i zwiędłymi liśćmi.
Jedyne, co przykuwało wzrok, to niewielkie zejście do piwnicy, ulokowane tuż przy jednej ze ścian. Było wyraźnie oczyszczone ze śmieci tak, żeby dało się zejść na dół. Na lekko zapiaszczonych płytach było wyraźnie widać miejsca, gdzie szurała czyjaś stopa. Ślady kręciły się głównie gdzieś przy ścianach, ale i ewidentnie prowadziły w dół schodów.
Zanim podążyli za orczycą, Fristron zatrzymał się, by przyjrzeć się bliżej wizerunkowi minotaura wyrytemu w tympanonie nad wejściem. Głowa miała bardzo symetryczne kształty, a uszy, rogi i broda wskazywały pięcioramienną gwiazdę. Zobaczył też symbol płomieni. A potem poczuł, jak ktoś kładzie mu ciężkie łapsko ramieniu.
- Zalecam najwyższą ostrożność - mruknął Szajbert, kiedy mag się do niego odwrócił. - Może jednak ja pójdę przodem. Ufacie jej? - zapytał jeszcze szeptem.
Pirrel nie słuchał tego gadania. Patrzył w górę, zafascynowany mieniącymi się wyładowaniami atmosferycznymi. Kłąb zaczął się zmieniać, wyraźnie tracąc na symetrii. Przez gęste chmury niespodziewanie zaczęło przebijać słońce, do całej scenerii domalowując jeszcze ledwie widoczną tęczę gdzieś ponad wzgórzami.
Coś ewidentnie zakłóciło tę kumulację energii. Czy to było wejście Naviny?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Serywen odruchowo spojrzał w górę. Czyżby goście? Grupa Racardo? Albo po prostu ten dźwięk był efektem jego działań z kotłami. Póki co, trzeba było się skupić na Kleivonie.
Lina była jedną z pierwszych rzeczy, które zakupił jeszcze na Vasaq, szykując się do swej wyprawy. Teraz wyciągnął ją z plecaka i przywiązał mocno do swego kostura.
- Łap linę! - krzyknął do profesora i, niczym oszczepem, rzucił kostur w stronę uwięzionego starca.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Po wejściu do budowli Navina stanęła na środku, złapała się pod boczki i odetchnęła głęboko. Lubiła tę woń - tak pachniała przygoda. Co prawda miała trochę przystopować z penetrowaniem lochów, ale skoro już tutaj była to żal nie skorzystać. Rozejrzała się dookoła zadowolona z faktu, że powoli, powolutku zaczynało się przejaśniać. Może i dach był dziurawy, lecz deszcz już tutaj nie był tak uciążliwy. Dzięki magicznemu bąbelkowi orczyca przestała się przejmować wodą, chociaż pokaz błyskawic nad ich głowami był fascynujący.
- Hej Panie Magu i Panie Uczniu, coś tu na rzeczy, co? Nie znam się na tych czarach, marach i innych cudach, ale nawet mi włoski na rękach dęba stają. I to bynajmniej nie od wyładowań z tej burzy! - Ściągnęła z pleców plecak podróżny i postawiła go pod ścianą. Był duży, w wielu miejscach połatany i zdecydowanie cholernie ciężki, bo jak tylko zetknął się z ziemią aż lekko huknęło.
Rozglądając się dalej po pomieszczeniu dostrzegła ślady, które ewidentnie prowadziły w kierunku niższych poziomów. Zmarszczyła nieco brwi i wskazała to towarzyszom.
- Panowie...? Mieliście jeszcze jakiegoś towarzysza? Bo tu są świeże ślady na dół. O tutaj, widzicie? Okoliczny kurz i pył jest wzruszony, praktycznie na każdym stopniu to widać. A te bluszcze co tu leżą niedawno były zrywane. Widzicie? Łyko jest dalej wilgotne i zielone. Gdyby leżały tu chociażby kilka tygodni to by wyschły i stwardniały, a te są ciągle elastyczne.
Nie była pewna co o tym myśleć, ale skoro miała ze sobą stosunkowego młokosa, staruszka i jakiegoś przypakowanego gbura, to skoro jest takim dobrym orkiem raczej przypilnuje, żeby się im przypadkiem nic nie stało.
- To co, idziemy sprawdzić? - Zapytała w sumie stojąc już u szczytu schodów ciekawa, czy dostrzeże coś z tej odległości. Chciała też ocenić, czy będą potrzebować pochodni, żeby za wczasu ewentualnie zabrać ją ze sobą.
Bubu:
Spoiler:
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
- Tak, wygląda na to że znaleźliśmy się w środku swego rodzaju burzy eterycznej. To ma niewiele wspólnego z normalną pogodą. - potwierdził Fristron.
Przyglądał się przez chwilę minotaurowi w tympanonie. Kiedy Szajbert położył mu rękę na ramieniu, skinieniem głowy wskazał, by żołnierz wyszedł naprzód.
- Słyszeliśmy o jeszcze jednym uczonym, który się tu wybierał... To nam poddało pomysł całej wyprawy - mag odpowiedział na dociekania Naviny, cały czas starannie balansując na granicy prawdy.
Orczyca wskazała niedawno odsłonięte winorośla, pod którymi ewidentnie coś było wyryte. Pojawiająca się po raz drugi figura gwiazdy pięcioramiennej przykuła jego uwagę. Spróbował odcyfrować symbol w kuli nad wyrytą w ścianie sylwetką człowieka. Wzbierało w nim przekonanie że umyka im coś ważnego.
Jakich kropek by nie połączył, kiedy Navina zaproponowała, by zeszli niżej, przytaknął. Było nie było, byli najprawdopodobniej na misji ratunkowej.
Przyglądał się przez chwilę minotaurowi w tympanonie. Kiedy Szajbert położył mu rękę na ramieniu, skinieniem głowy wskazał, by żołnierz wyszedł naprzód.
- Słyszeliśmy o jeszcze jednym uczonym, który się tu wybierał... To nam poddało pomysł całej wyprawy - mag odpowiedział na dociekania Naviny, cały czas starannie balansując na granicy prawdy.
Orczyca wskazała niedawno odsłonięte winorośla, pod którymi ewidentnie coś było wyryte. Pojawiająca się po raz drugi figura gwiazdy pięcioramiennej przykuła jego uwagę. Spróbował odcyfrować symbol w kuli nad wyrytą w ścianie sylwetką człowieka. Wzbierało w nim przekonanie że umyka im coś ważnego.
Jakich kropek by nie połączył, kiedy Navina zaproponowała, by zeszli niżej, przytaknął. Było nie było, byli najprawdopodobniej na misji ratunkowej.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Wzięcie ze sobą pochodni byłoby bardzo dobrym pomysłem, bo już kilka stopni wgłąb podziemi Navina widziała tylko ciemność.
Kiedy Fristron zobaczył wyryty na ścianie symbol kuli otoczonej ogniami, zrozumiał. Znajdujący się w niej minotaurzy znak był co prawda nieco staroświecki (współcześnie nie dodaje się już kreseczki przy górnej belce), ale jego znaczenie musiało pozostać takie samo. Siła. Energia.
Wielka, skumulowana energia.
Szybko zrozumiał, z czym mają do czynienia. Ten mechanizm musiał wysysać moc z człowieka.
Jedna rzecz mu się jednak nie zgadzała.
Wybuchy tak silne, że aż rozwaliło eteroskop? Zwykła ludzka aura nie dałaby takiej mocy. Urządzenie musiało więc czerpać ją ze znacznie głębszych pokładów... czyżby rozrywało duszę..?
No i komu i na cholerę była potrzebna ta energia? Wyglądało na to, że nie znajdując dla siebie miejsca po prostu rozpraszała się po okolicy, powodując magiczne anomalie.
Pełen niepewności podążył za orczycą i idącym za nią Szajbertem w dół schodów.
(Wiecie jak wygląda piwnica, możecie się tam rozejrzeć, porozmawiać, ustalić plan, porozkminiać, cokolwiek).
*
Serywen zamachnął się, żeby z tej niezbyt wygodnej pozycji rzucić przywiązaną do kostura linę. Na starych, metalowych stopniach schodów ledwo zachował równowagę.
Uratowany mężczyzna niestety nie złapał podarunku. Ledwie ogarnął, żeby ruszyć zdrętwiałą ręką w kierunku rzuconego kija. Przedmiot wpadł do dziury.
I stuknęło.
Hyuss pociągnął linę nieco do góry i znów opuścił. Znowu stunęło. Kij ewidentnie uderzał o jakąś powierzchnię.
Więzień, który ciągle utrzymywał się na eterycznych kajdanach, ściskających jego prawy nadgarstek, poruszył się jakby żywiej, próbując spojrzeć na hyussa. Złapał oparcie na nodze i udało mu się obrócić tak, że się widzieli. Przez długą sekundę patrzył na kota.
- Gdzie.. Deża? - wykrztusił cicho i rozkaszlał się. - Dzie...wwczyna - dodał silniej.
Kiedy Fristron zobaczył wyryty na ścianie symbol kuli otoczonej ogniami, zrozumiał. Znajdujący się w niej minotaurzy znak był co prawda nieco staroświecki (współcześnie nie dodaje się już kreseczki przy górnej belce), ale jego znaczenie musiało pozostać takie samo. Siła. Energia.
Wielka, skumulowana energia.
Szybko zrozumiał, z czym mają do czynienia. Ten mechanizm musiał wysysać moc z człowieka.
Jedna rzecz mu się jednak nie zgadzała.
Wybuchy tak silne, że aż rozwaliło eteroskop? Zwykła ludzka aura nie dałaby takiej mocy. Urządzenie musiało więc czerpać ją ze znacznie głębszych pokładów... czyżby rozrywało duszę..?
No i komu i na cholerę była potrzebna ta energia? Wyglądało na to, że nie znajdując dla siebie miejsca po prostu rozpraszała się po okolicy, powodując magiczne anomalie.
Pełen niepewności podążył za orczycą i idącym za nią Szajbertem w dół schodów.
(Wiecie jak wygląda piwnica, możecie się tam rozejrzeć, porozmawiać, ustalić plan, porozkminiać, cokolwiek).
*
Serywen zamachnął się, żeby z tej niezbyt wygodnej pozycji rzucić przywiązaną do kostura linę. Na starych, metalowych stopniach schodów ledwo zachował równowagę.
Uratowany mężczyzna niestety nie złapał podarunku. Ledwie ogarnął, żeby ruszyć zdrętwiałą ręką w kierunku rzuconego kija. Przedmiot wpadł do dziury.
I stuknęło.
Hyuss pociągnął linę nieco do góry i znów opuścił. Znowu stunęło. Kij ewidentnie uderzał o jakąś powierzchnię.
Więzień, który ciągle utrzymywał się na eterycznych kajdanach, ściskających jego prawy nadgarstek, poruszył się jakby żywiej, próbując spojrzeć na hyussa. Złapał oparcie na nodze i udało mu się obrócić tak, że się widzieli. Przez długą sekundę patrzył na kota.
- Gdzie.. Deża? - wykrztusił cicho i rozkaszlał się. - Dzie...wwczyna - dodał silniej.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Kot zamrugał i zastrzygł uszami.
- Dziewczyna? Nie było żadnej dziewczyny - zawołał w odpowiedzi. Podciągnął linę trochę wyżej, bliżej Kleivona. - Spróbuj złapać! - krzyknął. - Może uda mi się ciebie wyciągnąć! Albo popatrz w dół? Czy jest tam coś na czym mógłbyś stanąć?
(Patrząc po linie, jak głęboka jest dziura, zanim kostur uderzy w to coś?)
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Mężczyzna wyglądał na skołowanego, ale siły w ciele coraz bardziej mu wracały. Kiedy się odezwał, jego głos był już prawie normalny, choć drżący.
- Ciemność - rzekł krótko.
Spróbował wyciągnąć rękę do wysuwającej się liny. Zahaczył o nią stopą, ale nie wiedział, co to miałoby zmienić.
- Nie utrzymam się - stwierdził. - Ledwo czuję swoje palce... Szukaj Deży, ona... była tu ze mną, pobiegła szukać przejścia na platformę...
Serywen tymczasem wyciągał linę z dziury i liczył jej długość. Do podłogi, w którą uderzył kij, było nie więcej jak dwa metry. Widząc analogię do dziury na wyższym piętrze, zaczął podejrzewać, że niżej jest po prostu kolejny poziom tej dziwnej budowli.
- Ciemność - rzekł krótko.
Spróbował wyciągnąć rękę do wysuwającej się liny. Zahaczył o nią stopą, ale nie wiedział, co to miałoby zmienić.
- Nie utrzymam się - stwierdził. - Ledwo czuję swoje palce... Szukaj Deży, ona... była tu ze mną, pobiegła szukać przejścia na platformę...
Serywen tymczasem wyciągał linę z dziury i liczył jej długość. Do podłogi, w którą uderzył kij, było nie więcej jak dwa metry. Widząc analogię do dziury na wyższym piętrze, zaczął podejrzewać, że niżej jest po prostu kolejny poziom tej dziwnej budowli.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Stwierdzenie "burza eteryczna" znaczyło dla Naviny tyle samo, co sztuczki kuglarskie na wioskowych jarmarkach. Wiedziała, że takie coś istnieje, może i to widziała, ale zupełnie nie rozumiała na jakiej zasadzie działa. W związku z tym tłumaczenie Fristona przyjęła jedynie skinieniem głowy. Zazwyczaj nie martwiła się tak bardzo magicznymi sprawami. Żywokoral zapewniał jej dodatkową ochronę przed takimi rzeczami, lecz tutaj czuła się jakby wpadła z deszczu pod rynnę. Dosłownie
- Eh... badacze. Wyprawy są dobre, ale pamiętajcie, że dobrze mieć ze sobą kogoś doświadczonego w tych sprawach. Albo takiego jak Pan, Panie Szajbert. Samodzielne zwiedzanie ruin nie jest bezpieczne. - Wyraźnie pokręciła głową z dezaprobatą. W jej mniemaniu magowie byli ciekawscy, szukali wiedzy, ale czasami wcale nie wykazywali się intelektem. Myśleli, że te moce ochronią ich przed wszystkim. O ile przy zwykłym deszczu się to sprawdzało, tak przecież nie rozwiąże to wszystkich problemów, jeśli nie ma się silnego ciała.
Dostrzegłszy, że bez pochodni ani rusz przed zejściem do podziemi zabrała ją ze sobą z plecaka. Prowizorycznie wzięła też linę, w końcu nigdy nic nie wiadomo. Na zmianę w kolejności pochodu nie zareagowała. Różnie reagowano na orków, szczególnie daleko od Nimnaros. Często jej nie ufano tylko przez kolor skóry na początku. Na szczęście zazwyczaj szybko się to zmieniało.
Szła przodem wypatrując potencjalnego zagrożenia, chociażby w postaci pułapek. Na niższy poziom zeszli jednak bez większego problemu, a gdy uniosła pochodnię ku górze zaczęła się rozglądać dookoła. Dziwne, bo to pomieszczenie zdawało się w o wiele lepszym stanie niż zgliszcza na górze. Wątpiła, żeby to był tylko efekt dachu. Czy ktoś tu przychodził i dbał o to miejsce? Nie miała pojęcia. Intuicja podpowiadała jej, że może się znajdować w komnacie przeznaczonej niegdyś do jakichś rytuałów, więc tym bardziej zmarszczyła brwi. No ale skoro miał być tu jeszcze jakiś inny mag, to skorzystać z najprostszej metody sprawdzenia?
- Hej ho! Jest tu kto?! - Jej podniesiony głos poniósł się echem po pustej przestrzeni.
Przejrzała niższe piętro, lecz kiedy nie zauważyła nic co by ją zainteresowało poczekała chwilę na towarzyszy i jak każdy z nich był już gotowy zaczęła schodzić do jeszcze niższego pomieszczenia. Tam już się więcej działo! Ruszyła przodem w głąb komnaty zwracając uwagę na nisze z ołtarzykami, gdzie ktoś pewnie klęczał i oddawał się tylko jemu znanym rzeczom. Unosząc wysoko pochodnię dostrzegła również, że jej blask odbija się na suficie od czegoś metalowego. Doprawdy dziwny wystrój wnętrz, a widziała ich już wiele.
Ważniejsze jednak, że byli tu też inni ludzie! Znaczy... ludzie i kotecek? Ciekawe czy lubił drapanko za uchem.
- Ej, Wy tam! Żyjecie? Potrzebujecie pomocy? Macie dość dziwny sposób na zwiedzanie. - Obejrzała się na Szajberta.- Znacie ich? Patrząc na nich właśnie to miałam na myśli mówiąc, że na zwiedzanie ruin bierze się kogoś doświadczonego... - Ostatnie zdanie mruknęła bardziej do siebie niż do nich. Pochodnię oddała Pirrelowi, żeby młody też miał swój wkład w misję ratunkową, Może nie znała ani kotowatego, ani pływającego w powietrzu drugiego jegomościa, no ale potrzebującym się pomaga, prawda?
- Panie Futrzak, dasz radę jakoś pchnąć do mnie tego biedaka? W ogóle jakim cudem on tak się unosi? - Chciała podejść na tyle blisko, by móc ściągnąć badacza.
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
Fristron zbladł, kiedy dotarło do niego znaczenie run. Magia naruszająca spójność duszy należała do najgroźniejszych, najpotężniejszych i najbardziej zakazanych dziedzin Sztuki.
Idąc za orczycą i strażnikiem, półgłosem wytłumaczył Pirrelowi sytuację. Kiedy zatem dołączyli do reszty u dołu nagle kończących się schodów, obaj magowie mieli niewesołe miny. Tymczasem na skraju przepaści robił się już tłok.
- Ach, ty musisz być mechamagiem - powiedział Fristron, witając Serywena, który był bardzo zajęty jakąś linką. - Racardo nas przysłał w poszukiwaniu mistrza... Kleivona... - powiedział mag, wychylając się i wytężając wzrok, by ustalić czy mężczyzna którego ratował hyuss to zaginiony mag Rady.
Idąc za orczycą i strażnikiem, półgłosem wytłumaczył Pirrelowi sytuację. Kiedy zatem dołączyli do reszty u dołu nagle kończących się schodów, obaj magowie mieli niewesołe miny. Tymczasem na skraju przepaści robił się już tłok.
- Ach, ty musisz być mechamagiem - powiedział Fristron, witając Serywena, który był bardzo zajęty jakąś linką. - Racardo nas przysłał w poszukiwaniu mistrza... Kleivona... - powiedział mag, wychylając się i wytężając wzrok, by ustalić czy mężczyzna którego ratował hyuss to zaginiony mag Rady.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Serywen rozejrzał się dookoła. Dogonili go szybciej, niż przypuszczał, ale tym razem bardzo go to cieszyło. Orczycy się tu co prawda nie spodziewał, ale nie miał zamiaru gardzić jej pomocą. Poza tym otwierało to furtkę do poznania jej kultury... ale to musiało zaczekać.
- Znalazłem go - odpowiedział magowi, który się do niego zwrócił. Zaraz podrapał się po głowie. W zasadzie nigdy nie widział Kleivona... - A przynajmniej wyydaje mi się, że go znalazłem? To on? Gada też o jakiejś Deży, która ponoć poszła sprwdzić jakąś platformę. Utrzymują go promienie z tych... kociołków. Parę udało mi się wyłączyć za pomocą wody.
Wszystkie te słowa Serywen powiedział na jednym oddechu, braktycznie bez przerw na oddechy. Owszem, potrafił sobie radzić w sytuacjach kryzysowych, gdy jego urządzenia sypały iskrami, wybuchały i zniekształcały czasoprzestrzeń, ale ogólnie to nad szybkie podejmowanie decyzji, wolał spokojne ślęczenie nad planami i tablicami obliczeń.
Przyjrzał się dokładniej, czy jest w stanie pchnąć Kleivona w stronę orczycy.
- Nie jestem pewien - odkrzyknął. - Te promienie jakoś go trzymają. Magu, potrafisz na to coś poradzić? - zawołał do Fristrona.
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Fristron od razu poznał swojego kompana z Rady. Tak, to był Kleivon. I tak, pamiętał też dobrze Deżę - młodą, czarnowłosą asystentkę nowicjuszkę, która od jakiegoś czasu pomagała im w pracach porządkowych we Wieży. Niezbyt lubili się z Pirrelem, ale robotę wykonywała dużo lepiej od niego. Cóż - może nie lubili się właśnie dlatego.
Navina szybko oceniła sytuację. Spuszczanie się po linie brzegiem leja mogłoby mieć sens - dysponowali teraz taką ilością ludzi, że spokojnie mogliby utrzymać i wyciągnąć Kleivona razem z jego ratownikiem. Z drugiej strony widziała fragmenty platformy łączącej się z ognistymi czarami. Na pewno musi być jeszcze jakieś inne przejście, którym kapłani, rytualiści - czy ktokolwiek tu urzędował - schodzili na tę platformę, by zapalać ognie.
- Krąg.. relacji - wysapał tymczasem Kleivon, widząc coraz więcej stóp pojawiających się na schodach. Z rozmów wychwycił kilka słów: Racardo, magu... To rozpaliło w nim nadzieję. Spróbował im pomóc, dzieląc się wiedzą, jaką posiadł o swojej pułapce. - Relacja... ogień... To wysysa energię, musi mieć... czarne zab...barwienie - stękał, kołysząc się na jednej ręce nad dziurą.
Navina szybko oceniła sytuację. Spuszczanie się po linie brzegiem leja mogłoby mieć sens - dysponowali teraz taką ilością ludzi, że spokojnie mogliby utrzymać i wyciągnąć Kleivona razem z jego ratownikiem. Z drugiej strony widziała fragmenty platformy łączącej się z ognistymi czarami. Na pewno musi być jeszcze jakieś inne przejście, którym kapłani, rytualiści - czy ktokolwiek tu urzędował - schodzili na tę platformę, by zapalać ognie.
- Krąg.. relacji - wysapał tymczasem Kleivon, widząc coraz więcej stóp pojawiających się na schodach. Z rozmów wychwycił kilka słów: Racardo, magu... To rozpaliło w nim nadzieję. Spróbował im pomóc, dzieląc się wiedzą, jaką posiadł o swojej pułapce. - Relacja... ogień... To wysysa energię, musi mieć... czarne zab...barwienie - stękał, kołysząc się na jednej ręce nad dziurą.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Navina niezmiernie się zdziwiła, kiedy schody prowadzące na głębsze poziomy świątyni nagle się urwały. W sumie było to co, czego powinna się spodziewać, jednak ostatnio przyzwyczaiła się nieco do wygody, że docierała gdzie chciała bez większych przeszkód. Teraz jednak kiedy wszyscy tłoczyli się blisko spadku, a na plecach wręcz czuła oddech pozostałych członków ekspedycji nie czuła się komfortowo. Zostawiając magów z ich ochroniarzem na schodach (bo co do tego już wątpliwości nie miała) cofnęła się na wcześniejsze piętro (-1). Skoro nie było więcej schodów, a podłoga poniżej stanowiła typowy lej do zrzucania nieostrożnych w nieznane, zaczęła poszukiwać jakichś ukrytych przejść. W końcu kiedyś tutejsi kapłani musieli jakoś dostawać się poniżej, prawda?
Skupiła się przede wszystkim na jaśniejszym fragmencie ściany nieopodal schodów, które prowadziły na poziom z zawalonym dachem. Może ten kolor świadczył o powietrzu za nimi? Albo potencjalnej wilgoci? Obmacała mur na całej jego długości i szerokości (a przynajmniej gdzie dosięgała). Potem chciała sprawdzić niecki z klęcznikami. Może podczas modlitwy rzekomi duchowni, czy kim tam byli tutejsi mieszkańcy, przełączali jakiś ukryty włącznik, by dostać się niżej? Dla pewności sama uklękła, by zniżyć swój poziom oczu tak, jak kiedyś inni mogli widzieć te mini ołtarzyki. Ostatnie w kolejności były płyty na ścianie pomiędzy schodami. Czy stanowiły swego rodzaju drzwi? Najpierw próbowała na siłę je otworzyć, a jeśli to by nic nie dało spróbowałaby znów poszukać ukrytego włącznika. W duchu modliła się też do znanych sobie bogów, żeby te ewentualne przełączniki były dalej sprawne.
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
- Można by spróbować wyczarować więcej wody, żeby zgasić pozostałe ognie... - mruknął Fristron w odpowiedzi na pytanie Serywena. Wtedy jednak dosłyszeli wołanie Kleivona, który oznajmił im że "ogień musi mieć czarne zabarwienie". Wyglądało na to, że pułapka była bardziej skomplikowana.
- Dobra. Z mojego doświadczenia wynika, że gdzieś tu powinno być pokrętło, albo dźwignia, albo przycisk, albo dysk, albo kula która będzie zmieniać kolory płomieni w czarach, ale tylko niektórych, i trzeba będzie nimi majtać wte i wewte aż osiągniemy czarne zabarwienie. Oho, widzę że Navina wie o czym mówię, najwyraźniej już poszła szukać właściwego ustrojstwa. - Mag ruszył śladem orczycy w powrotem na piętro wyżej. Widząc, że poszukiwaczka skarbów gmera we wszystkim, w czym dało się gmerać, Fristron nabrał bardziej kontemplacyjnego nastroju i zaczął studiować metalowy dysk na suficie.
- Dobra. Z mojego doświadczenia wynika, że gdzieś tu powinno być pokrętło, albo dźwignia, albo przycisk, albo dysk, albo kula która będzie zmieniać kolory płomieni w czarach, ale tylko niektórych, i trzeba będzie nimi majtać wte i wewte aż osiągniemy czarne zabarwienie. Oho, widzę że Navina wie o czym mówię, najwyraźniej już poszła szukać właściwego ustrojstwa. - Mag ruszył śladem orczycy w powrotem na piętro wyżej. Widząc, że poszukiwaczka skarbów gmera we wszystkim, w czym dało się gmerać, Fristron nabrał bardziej kontemplacyjnego nastroju i zaczął studiować metalowy dysk na suficie.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Zaraz wrócę! - Serywen rzucił do Kleivona przez ramię, po czym pobiegł na górę za Naviną i Fristronem.
Podczas gdy Navina sprawdzała systematycznie - chociaż bardzo szybko - wszystkie interesujące miejsca w komnacie, Serywen skupił się na jaśniejszym prostąkącie i symbolu ognia, który był pod nim. Na dole woda zareagowała z ogniem i zaklęciami w czarach, więc może w całą tę świątynię wpleciono magię współdziałającą z siłami natury?
Normalnie rozpalenie ognia nie było czymś prostym dla jędnorękiego hyusa, ale teraz, w tym miejscu, gdzie jego mechaniczna dłoń działała jak należy, zebranie odrobiny zielska i użycie hubki i krzesiwa by rozpalić ogień zajęło mu tylko chwilę. Przytknął zaimprowizowaną pochodnię do symbolu płomienia.
Dopiero w tej chwili przeszło mu przez myśl, że w ten sposób mógł tylko pogorszyć sprawę i położenie Kleivona...
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Navina spostrzegła, że stukanie w jaśniejszą część ściany dawało zdecydowanie inny odgłos. Był bardziej głuchy i jakby metaliczny, choć stłumiony.
Kiedy stanęła przed klęcznikami i zniżyła się na wysokość kolan, dostrzegła niewielką szparkę w tylnej ścianie każdej niecki. Była ona wyżłobiona pod ukosem i przypominała odcisk paznokcia. Macając to miejsce orczyca poczuła wyraźnie gładszą linię kamienia pod szparką. Również dół niecki miał odrobinę gładszą i ciemniejszą fakturę. To musiało świadczyć o tym, że kiedyś z tych szparek wypływała woda, która wygładziła powierzchnię. Woda gromadząca się w nieckach. Hmmm?
Jeśli chodzi o płyty w ścianie, nie udało jej się ich ruszyć. Nie było nigdzie włącznika.
Fristron przyglądał się tymczasem dyskowi w centralnej części sufitu. Widział wyraźnie wyżłobione rowki prowadzące z każdej niecki wzdłuż filarów i żeber sklepienia tak, że wszystkie zbiegały się w centralnym symbolu wygrawerowanym na dysku. Magowi wydawało się, że zna ten symbol. Drzwi, wrota? Wyjście? Ujście? Coś w tym stylu. Na pewno coś, co się otwiera. Biorąc pod uwagę lokalizację dysku i fakt, że cała ta struktura kanalizowała eter pionowo w górę, zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby ten dysk się otworzył. Czy wielki promień eteru poszybowałby wtedy w gwiazdy? Czy magiczne ciśnienie panujące w komnacie zelżałoby? A może to jakiś zawór bezpieczeństwa?
Pamiętał o tym, że urządzenie to najprawdopodobniej chwyta ludzi i rozszczepia im dusze, generując ogromne wybuchy eteru. Choć po zgaszeniu jednej z czar cug wyraźnie zmalał, wciąż dało się czuć silny prąd magicznej mocy. Tylko po jaką cholerę komuś miała by być taka niestabilna ilość energii wysyłana w kosmos? Może oni podstawiali coś na górze, co przejmowało tę energię? Może ładowali tak kryształy? A może to była... jakaś wielka, eteryczna armata?
Aż potrząsnął głową. Absurdalne.
Serywen tymczasem rozpalił niewielki ogień pod jaśniejszym fragmentem ściany i od razu zauważył coś dziwnego. Języki ognia były wyraźnie przyciągane przez ścianę, lgnęły do niej i pełzały po niej, wnikając w kamień. Cokolwiek się działo, widział, że zaczęło zaskakiwać. Jaśniejszy fragment ściany zaczynał jakby delikatnie błyszczeć? A może tylko mu się wydawało?
- Ej, tu się coś dzieje - usłyszeli nagle głos Szajberta z dołu. - Kula - zawołał. Jeśli zajrzeli do studni lub zeszli na dół, mogli zobaczyć, jak na powierzchni wielkiej metalowej kuli zaczynają tlić się maleńkie, słabe światełka, niczym świętojańskie robaczki.
Kleivon tymczasem wisiał dalej na jednej ręce, z niepokojem rzucając wzrokiem po ścianach.
- Czarne... śmierć. Energia ś... śmierci - wymamrotał jeszcze.
Kiedy stanęła przed klęcznikami i zniżyła się na wysokość kolan, dostrzegła niewielką szparkę w tylnej ścianie każdej niecki. Była ona wyżłobiona pod ukosem i przypominała odcisk paznokcia. Macając to miejsce orczyca poczuła wyraźnie gładszą linię kamienia pod szparką. Również dół niecki miał odrobinę gładszą i ciemniejszą fakturę. To musiało świadczyć o tym, że kiedyś z tych szparek wypływała woda, która wygładziła powierzchnię. Woda gromadząca się w nieckach. Hmmm?
Jeśli chodzi o płyty w ścianie, nie udało jej się ich ruszyć. Nie było nigdzie włącznika.
Fristron przyglądał się tymczasem dyskowi w centralnej części sufitu. Widział wyraźnie wyżłobione rowki prowadzące z każdej niecki wzdłuż filarów i żeber sklepienia tak, że wszystkie zbiegały się w centralnym symbolu wygrawerowanym na dysku. Magowi wydawało się, że zna ten symbol. Drzwi, wrota? Wyjście? Ujście? Coś w tym stylu. Na pewno coś, co się otwiera. Biorąc pod uwagę lokalizację dysku i fakt, że cała ta struktura kanalizowała eter pionowo w górę, zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby ten dysk się otworzył. Czy wielki promień eteru poszybowałby wtedy w gwiazdy? Czy magiczne ciśnienie panujące w komnacie zelżałoby? A może to jakiś zawór bezpieczeństwa?
Pamiętał o tym, że urządzenie to najprawdopodobniej chwyta ludzi i rozszczepia im dusze, generując ogromne wybuchy eteru. Choć po zgaszeniu jednej z czar cug wyraźnie zmalał, wciąż dało się czuć silny prąd magicznej mocy. Tylko po jaką cholerę komuś miała by być taka niestabilna ilość energii wysyłana w kosmos? Może oni podstawiali coś na górze, co przejmowało tę energię? Może ładowali tak kryształy? A może to była... jakaś wielka, eteryczna armata?
Aż potrząsnął głową. Absurdalne.
Serywen tymczasem rozpalił niewielki ogień pod jaśniejszym fragmentem ściany i od razu zauważył coś dziwnego. Języki ognia były wyraźnie przyciągane przez ścianę, lgnęły do niej i pełzały po niej, wnikając w kamień. Cokolwiek się działo, widział, że zaczęło zaskakiwać. Jaśniejszy fragment ściany zaczynał jakby delikatnie błyszczeć? A może tylko mu się wydawało?
- Ej, tu się coś dzieje - usłyszeli nagle głos Szajberta z dołu. - Kula - zawołał. Jeśli zajrzeli do studni lub zeszli na dół, mogli zobaczyć, jak na powierzchni wielkiej metalowej kuli zaczynają tlić się maleńkie, słabe światełka, niczym świętojańskie robaczki.
Kleivon tymczasem wisiał dalej na jednej ręce, z niepokojem rzucając wzrokiem po ścianach.
- Czarne... śmierć. Energia ś... śmierci - wymamrotał jeszcze.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Z lekko zmarszczonym nosemi wyrazem skupienia na twarzy przyglądała się pomieszczeniu. Jak widać już pierwsze miejsce zdawało się przed nią skrywać sekrety, na co uśmiechnęła się lekko. Odwróciła się do towarzyszy i wskazała na ścianę, tym razem już mocniej uderzając w nią pięścią.
- Tutaj coś jest. Podejrzewam, że gdzieś nieopodal znajduje się mechanizm otwierający przejście. Może jeśli nam szczęście nieco dopisze, a bogowie będą przychylni naszej wyprawie okaże się, że to zejście do tego nieszczęśnika na dole. Szukajcie czegoś, co da radę wcisnąć, pociągnąć lub przesunąć. Albo może magią się da? Tutaj już Panowie byście musieli się wykazać. - Ostatnie słowa skierowała do Fristora i Pirella. Ona w "świecące paluszki" nie umiała, więc tę część pracy chętnie oddawała innym.
Badając dalej okolice klęczników mówiła już nie patrząc na swoich rozmówców. Chciała sprawdzić ile wody nalewało się niegdyś w tych nieckach. Nie wiedziała czy takowa wiedza przyda się jej później, lecz za dużo informacji jeszcze nikomu nie zaszkodziło.No... chyba, że miał się czegoś nigdy nie dowiedzieć.
- Tutaj kiedyś wlewano wodę. Nie jestem pewna, czy ten ciemniejszy odcień kamienia świadczy, że płyn był ciemniejszy niż normalnie, czy po prostu z biegiem lat tak zareagował ten materiał. Ten cały Kleivon chyba wspominał coś o wodzie, prawda? Domyślacie się co to mógł być za rytuał? Nalałabym jej nieco by sprawdzić co się stanie, ale może to zaszkodzić waszemu znajomemu tam na dole. Niemniej mechanizm raczej zdaje się reagować na żywioły. - Wolała nie mieć nikogo na sumieniu. Szczególnie, że ponoć była tutaj jeszcze jedna osoba, którą musieli znaleźć.
Jej przypuszczenia potwierdziły potem rozbłyski w kuli. Bała się tylko, że niedajboże zaraz aktywują całe te ustrojstwo i będzie więcej bałaganu. Oby tylko nie musieli potem zbierać ludzkich szczątek z piwnicy.
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
Fristron odetchnął ciężko. Kosmiczna armata zasilana rozrywaniem dusz, zbudowana przez minotaury stulecia temu? Dużo jak na pierwszą przechadzkę poza Dzielnicę Wysoką od lat.
Trawił właśnie te fakty i próbował sobie poukładać, czy Kleivon ich zachęca do wrzucenia eteru śmierci do pułapki czy wręcz przeciwnie, próbuje przed tym ostrzec. Historyk zawsze prowadził swoje wykłady plącząc się w faktach i datach, a wiszenie w środku magicznej pułapki nie poprawiło jego klarowności wypowiedzi. Mówił jednak coś o kręgu relacji i...
- Kleivon mówił coś o ogniu! - krzyknął przytomnie Pirrel, wybijając Fristrona z rozmyślań. Starszy mag podjął w ułamku sekundy decyzję, wyciągnął rękę w kierunku ogniska Serywena i złożył ją w pięść.
Proste zaklęcie ugaszenia ognia, wymagające po prostu zmiany kierunku przepływu ognistego eteru, tak, by przestało wchodzić w interakcję z materią... ale mimo to czarodziej musiał zmagać się z towarzyszącą mu niemocą, by dokonać tej bazowej manipulacji. Przez chwilę wyglądało to, jakby po prostu próbował wykonać dramatyczny gest ręką; jednak wreszcie poczuł, jak jego moc zaczyna działać i małe ognisko rozpalone przez Serywena gaśnie.
Czarodziej oddychał ciężko przez chwilę, po czym odezwał się cicho:
- Wybacz, ale nie wiem, czy to był dobry pomysł - te słowa skierował do Serywena, po czym trochę mocniejszym głosem zaczął mówić do całej grupy. - Wygląda na to, że pułapka reaguje na rytuały związane z żywiołami w tej komnacie. Kleivon mówił o kręgu relacji. To rodzaj magii nastawiony na taumaszyny i pułapki, oparty o eter wody i powietrza. Kiedy mówił o relacji i o ogniu, powiedział że "wysysają energię życiową" . Chyba powinniśmy być bardzo ostrożni z rytuałami wody, ognia i... powietrza? - rozejrzał się jeszcze raz po sali, zastanawiając, co w sali mogłoby odpowiadać za ten ostatni żywioł - zanim cokolwiek zrobimy. Z tego, co nam mówił, pomóc powinien eter śmierci... tylko jak go wywołać?
Fristron uśmiechnął się lekko, dostrzegając, że Pirrel zastygł bez ruchu. Młody mag miał dobry pomysł: wszedł w Drugą Uwagę, chcąc zaobserwować rodzaje eteru przepływające wokół nich. Sam mag zaczął wtedy dumać, miał bowiem jeszcze jeden pomysł. Woda gasi ogień, czyli go w pewnym sensie zabija... Spróbował sobie przypomnieć, czy czytał kiedyś w księgach o interakcji tego typu jako o powiązanej z eterem śmierci. I o sposobach czerpania tego eteru, nawet niezależnie od rytualnych ustrojstw.
Trawił właśnie te fakty i próbował sobie poukładać, czy Kleivon ich zachęca do wrzucenia eteru śmierci do pułapki czy wręcz przeciwnie, próbuje przed tym ostrzec. Historyk zawsze prowadził swoje wykłady plącząc się w faktach i datach, a wiszenie w środku magicznej pułapki nie poprawiło jego klarowności wypowiedzi. Mówił jednak coś o kręgu relacji i...
- Kleivon mówił coś o ogniu! - krzyknął przytomnie Pirrel, wybijając Fristrona z rozmyślań. Starszy mag podjął w ułamku sekundy decyzję, wyciągnął rękę w kierunku ogniska Serywena i złożył ją w pięść.
Proste zaklęcie ugaszenia ognia, wymagające po prostu zmiany kierunku przepływu ognistego eteru, tak, by przestało wchodzić w interakcję z materią... ale mimo to czarodziej musiał zmagać się z towarzyszącą mu niemocą, by dokonać tej bazowej manipulacji. Przez chwilę wyglądało to, jakby po prostu próbował wykonać dramatyczny gest ręką; jednak wreszcie poczuł, jak jego moc zaczyna działać i małe ognisko rozpalone przez Serywena gaśnie.
Czarodziej oddychał ciężko przez chwilę, po czym odezwał się cicho:
- Wybacz, ale nie wiem, czy to był dobry pomysł - te słowa skierował do Serywena, po czym trochę mocniejszym głosem zaczął mówić do całej grupy. - Wygląda na to, że pułapka reaguje na rytuały związane z żywiołami w tej komnacie. Kleivon mówił o kręgu relacji. To rodzaj magii nastawiony na taumaszyny i pułapki, oparty o eter wody i powietrza. Kiedy mówił o relacji i o ogniu, powiedział że "wysysają energię życiową" . Chyba powinniśmy być bardzo ostrożni z rytuałami wody, ognia i... powietrza? - rozejrzał się jeszcze raz po sali, zastanawiając, co w sali mogłoby odpowiadać za ten ostatni żywioł - zanim cokolwiek zrobimy. Z tego, co nam mówił, pomóc powinien eter śmierci... tylko jak go wywołać?
Fristron uśmiechnął się lekko, dostrzegając, że Pirrel zastygł bez ruchu. Młody mag miał dobry pomysł: wszedł w Drugą Uwagę, chcąc zaobserwować rodzaje eteru przepływające wokół nich. Sam mag zaczął wtedy dumać, miał bowiem jeszcze jeden pomysł. Woda gasi ogień, czyli go w pewnym sensie zabija... Spróbował sobie przypomnieć, czy czytał kiedyś w księgach o interakcji tego typu jako o powiązanej z eterem śmierci. I o sposobach czerpania tego eteru, nawet niezależnie od rytualnych ustrojstw.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Serywen prychnął niecierpliwie. Nie znosił, gdy magowie wszystko tak komplikowali. Kręgi relacji... różne rodzaje eteru... doceniał tę wiedzę i jej znaczenie jako podstawy nauki, którą się zajmował, ale uważał, że już dawno zbyt daleko poszła w formę teorii. W przypadku taumaszyn i mechamagii liczyły się tylko te teorie, które prowadziły - lub mogły prowadzić - do praktycznych - lub mniej praktycznych - wynalazków.
- Skoro mamy być ostrożni z ogniem, wodą i powietrzem - zaczął, łypiąc na Fristrona - to może spróbować ziemią? Jest jej tu dookoła w cholerę, więc chyba o eter tego typu też powinno być łatwo? Czy jako moc przeciwna, nie uziemi - wydawało się, że kot nie zauważył gry słów - tej pułapki?
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Wertując w pamięci stare księgi, Fristron szybko odkopał niezbędną mu wiedzę. Eter ognia neutralizowany jest eterem wody, a eter śmierci skutecznie rozprasza eter życia. Pamiętać jednak należy, że jakości duchowe, a więc śmierć i życie, są strukturalnie inną właściwością eteru niż jakości żywiołów. Mówimy o rodzaju (żywioły - Poziom) oraz zabarwieniu (energia ducha - Pion). Z tego wynika, że oba stany mogą charakteryzować ten sam eter. Cząsteczki mogą być jednocześnie i ogniste i śmierci. Dokładnie tak zresztą powstaje krąg Energii. Jeśli jest zabarwiony życiem, daje moc i wybuchowość, a jeśli jest zabarwiony śmiercią... to daje osłabienie, wysysanie, zamieranie.
Hmm... Brzmi jak idealny Krąg, żeby wyciągać z człowieka energię... a może nawet i duszę?
Jeśli więc mamy do czynienia z eterem zarówno ognia, jak i śmierci, to zneutralizować go może zarówno moc światła, jak i wody.
Fristron próbował sobie też przypomnieć słowa Kleivona. "To wysysa energię, musi mieć czarne zabarwienie". Czarna energia, energia księżyca, znana jest z tego, że wysysa, wyciąga, zabiera ze sobą... Może tam po prostu zabrakło spójnika "więc"? Mogliby sprawdzić to zabarwienie wchodząc w Drugą Uwagę.
Tymczasem, zamiast o tym rozmyślać, Pirrel już działał.
Będąc w Drugiej Uwadze, od razu dostrzegł coś bardzo niezwykłego. Dlaczego wcześniej na to nie wpadli?
Eter ognia, który wywołało rozpalone przez Serywena ognisko, został pochłonięty przez ścianę i krążył teraz przez budowlę w niezwykłym porządku. Młody mag zobaczył bardzo wyraźnie, jak koncentruje się dokładnie za jaśniejszym fragmentem ściany i zaczyna tam zataczać rozedrgane koło. Koło..?
A może zębatkę? Widok był nieco przyćmiony przez tę jasną powierzchnię. Ona się mieniła zupełnie tak, jakby sama była eteryczna...
I wtedy zrozumiał. To iluzja! Tak stara, że aż wyblakła, ale wciąż zasłaniająca to, co za nią. A za nią musiał kryć się jakiś mechanizm. Mechanizm, który zdawał się reagować na rozpalony przez Serywena ogień.
Kierując tam całą swą eteryczną uwagę dostrzegł więcej płomyków ognistego eteru, które wychodziły z "zębatki" i pulsując, płynęły do innych części komnaty. Skupiał wzrok tak mocno, że łzy naszły mu do odsłoniętych oczu, lecz nie potrafił już dostrzec końca tych ścieżek. Wszystko blakło z każdą mijającą sekundą, a eter rozpraszał się. Wszelkie efekty, jakie wywołał ogień, ustąpiły.
Już miał wychodzić z Drugiej Uwagi, kiedy dostrzegł jeszcze niezwykle gęsty eter śmierci kłębiący się we wszystkich narożnych nieckach.
Szajbert tymczasem, nieświadomy rewelacji jakie rysowały się przed oczami młodego maga, słuchał Naviny. Od czasu, kiedy czarodzieje rozpoczęli swoje dyskusje, orczyca wydała mu się jakaś taka bliższa.
- Nie widzę żadnych dźwigni... ale mógłbym przysiąc - tu popukał knykciami w płyty skrywające przejście - że kiedy rozpaliliście ogień, zaczęło się tu coś błyszczeć... Jakby H, tylko takie odwrócone.
Zajrzał w niecki i również dostrzegł ślady po jakiejś cieczy.
- Ta woda musiała ciec z tych otworów - wskazał na małą szparkę. - Dlaczego nie wlewali jej sami wiadrami albo czymś..?
Wzruszył ramionami.
Navina oceniła ilość wlewanej wody w nieckach jako bardzo małą. Do każdej z nich wlewało się nie więcej niż na kilka łyków. Ciemniejszy kolor kamienia faktycznie był jakiś podejrzany. Zwykła woda by tak tego nie zabarwiła. A może to nie była zwykła woda?
Nagle z dołu dobiegł ich stłumiony okrzyk Kleivona. Brzmiał jak... zaskoczenie? Przerażenie?
Tyle dobrego, że nie ból.
Hmm... Brzmi jak idealny Krąg, żeby wyciągać z człowieka energię... a może nawet i duszę?
Jeśli więc mamy do czynienia z eterem zarówno ognia, jak i śmierci, to zneutralizować go może zarówno moc światła, jak i wody.
Fristron próbował sobie też przypomnieć słowa Kleivona. "To wysysa energię, musi mieć czarne zabarwienie". Czarna energia, energia księżyca, znana jest z tego, że wysysa, wyciąga, zabiera ze sobą... Może tam po prostu zabrakło spójnika "więc"? Mogliby sprawdzić to zabarwienie wchodząc w Drugą Uwagę.
Tymczasem, zamiast o tym rozmyślać, Pirrel już działał.
Będąc w Drugiej Uwadze, od razu dostrzegł coś bardzo niezwykłego. Dlaczego wcześniej na to nie wpadli?
Eter ognia, który wywołało rozpalone przez Serywena ognisko, został pochłonięty przez ścianę i krążył teraz przez budowlę w niezwykłym porządku. Młody mag zobaczył bardzo wyraźnie, jak koncentruje się dokładnie za jaśniejszym fragmentem ściany i zaczyna tam zataczać rozedrgane koło. Koło..?
A może zębatkę? Widok był nieco przyćmiony przez tę jasną powierzchnię. Ona się mieniła zupełnie tak, jakby sama była eteryczna...
I wtedy zrozumiał. To iluzja! Tak stara, że aż wyblakła, ale wciąż zasłaniająca to, co za nią. A za nią musiał kryć się jakiś mechanizm. Mechanizm, który zdawał się reagować na rozpalony przez Serywena ogień.
Kierując tam całą swą eteryczną uwagę dostrzegł więcej płomyków ognistego eteru, które wychodziły z "zębatki" i pulsując, płynęły do innych części komnaty. Skupiał wzrok tak mocno, że łzy naszły mu do odsłoniętych oczu, lecz nie potrafił już dostrzec końca tych ścieżek. Wszystko blakło z każdą mijającą sekundą, a eter rozpraszał się. Wszelkie efekty, jakie wywołał ogień, ustąpiły.
Już miał wychodzić z Drugiej Uwagi, kiedy dostrzegł jeszcze niezwykle gęsty eter śmierci kłębiący się we wszystkich narożnych nieckach.
Szajbert tymczasem, nieświadomy rewelacji jakie rysowały się przed oczami młodego maga, słuchał Naviny. Od czasu, kiedy czarodzieje rozpoczęli swoje dyskusje, orczyca wydała mu się jakaś taka bliższa.
- Nie widzę żadnych dźwigni... ale mógłbym przysiąc - tu popukał knykciami w płyty skrywające przejście - że kiedy rozpaliliście ogień, zaczęło się tu coś błyszczeć... Jakby H, tylko takie odwrócone.
Zajrzał w niecki i również dostrzegł ślady po jakiejś cieczy.
- Ta woda musiała ciec z tych otworów - wskazał na małą szparkę. - Dlaczego nie wlewali jej sami wiadrami albo czymś..?
Wzruszył ramionami.
Navina oceniła ilość wlewanej wody w nieckach jako bardzo małą. Do każdej z nich wlewało się nie więcej niż na kilka łyków. Ciemniejszy kolor kamienia faktycznie był jakiś podejrzany. Zwykła woda by tak tego nie zabarwiła. A może to nie była zwykła woda?
Nagle z dołu dobiegł ich stłumiony okrzyk Kleivona. Brzmiał jak... zaskoczenie? Przerażenie?
Tyle dobrego, że nie ból.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Gdy magowie z Rady zaczęli swoje oględziny stłumiła westchnięcie. W takich sytuacjach jej pomoc zwykle była niewielka, bo wszelkie czary-mary stanowiły dla niej nieodgadnioną zagadkę, której po prawdzie nawet nie zamierzała zgłębiać. Skupiając się bardziej na rozmowie z Szajbertem skinęła głową na jego wzmiankę o wodzie.
- To mi wygląda na część tego całego magicznego mechanizmu. Gdzieś musieli magazynować wodę i ta zapewne przepływając przez jakieś rury po drodze zyskiwała tę czarną barwę. Patrząc po śladach wątpię by była to jakaś inna ciecz, bo i gęstość miałaby inną. Albo czegoś do niej dodawali, albo to te całe magiczne ustrojstwa ją tak zmieniały, żeby przypominała odcieniem jakąś truciznę.
Następnie dotknęła jeszcze raz ściany, gdzie prawdopodobnie skryte było przejście i zmarszczyła brwi.
- Hej Panowie magowie. Ten ogień na pewno był złym pomysłem? Bo tak jakby prawie otworzył przejście... - nie dokończyła, gdy dobiegł ją dźwięk z dołu. - Pójdę sprawdzić co się dzieje.
I wróciła schodami na niższe piętro do miejsca, gdzie urywały się schody.
-
Fristron
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 maja 2022, 19:48
- Jestem pewien w aż pięćdziesięciu procentach że to był zły pomysł. I w pięćdziesięciu że dobry. Rozumiesz więc pewnie dlaczego nie chcę nic podpalać kiedy los mojego kolegi po fachu wisi na włosku, i to niemal dosłownie. Dodajmy że cała ta świątynia to najwyraźniej jedna wielka skierowana w niebiosa armata i nie do końca mam ochotę być tutaj, kiedy zapalimy lont - zakończył z emfazą, choć orczyca już zniknęła na dole.
Pirrel zaczął się znowu ruszać, co oznaczało że wyszedł z Drugiej Uwagi. Pokrótce opowiedział Fristronowi i każdemu, komu chciało się słuchać jakiejś gadaniny o eterze, co widział.
-... moim zdaniem zatem to woda jest tu szczególnie niebezpieczna; wypełnione niecki mogą uwalniać skłębiony eter śmierci - zakończył przemowę Pirrel.
- Może i stąd czarne zabarwienie wody - powiedział Fristron, kiwając głową. - Ogień jest bezpieczny?
- Trudno powiedzieć, ale wyglądał obiecująco. Obracająca się zębatka może być odpowiedzialna za otwarcie się tajemnego przejścia, szczególnie że Szajbert widział jak coś się tam świeci. Tylko co może znaczyć "odwrócona litera H"?... - Młody czarodziej, ku swojemu zaskoczeniu, był całkiem podekscytowany rozwojem wypadków. Przyjemnie było też współpracować z Fristronem, kiedy był zaangażowany w to, co robił; Pirrelowi przypomniały się dawne czasy, kiedy jeszcze pobierał u niego nauki.
- Może się dowiemy, jak otworzymy przejście. I może znajdziemy tam Dezę. Hmr. - Odwrócił się do Serywena. - Panie mechamagu, przepraszam za zamieszanie - powiedział koncyliacyjnie autentycznie zakłopotany Fristron. - Ziemia brzmi ciekawie, ale nic związanego z nią ani z powietrzem nie widzę. Wygląda na to, że miał pan lepszy już na początku, tylko jakiś mag się niepotrzebnie wtryniał. Na jego usprawiedliwienie powiem tylko że to w obawie o życie wiszącego pod nami człowieka. Którego stan, swoją drogą, powinniśmy chyba sprawdzić zanim cokolwiek tu odpalimy ponownie. Navina! Co tam się dzieje?
Pirrel zaczął się znowu ruszać, co oznaczało że wyszedł z Drugiej Uwagi. Pokrótce opowiedział Fristronowi i każdemu, komu chciało się słuchać jakiejś gadaniny o eterze, co widział.
-... moim zdaniem zatem to woda jest tu szczególnie niebezpieczna; wypełnione niecki mogą uwalniać skłębiony eter śmierci - zakończył przemowę Pirrel.
- Może i stąd czarne zabarwienie wody - powiedział Fristron, kiwając głową. - Ogień jest bezpieczny?
- Trudno powiedzieć, ale wyglądał obiecująco. Obracająca się zębatka może być odpowiedzialna za otwarcie się tajemnego przejścia, szczególnie że Szajbert widział jak coś się tam świeci. Tylko co może znaczyć "odwrócona litera H"?... - Młody czarodziej, ku swojemu zaskoczeniu, był całkiem podekscytowany rozwojem wypadków. Przyjemnie było też współpracować z Fristronem, kiedy był zaangażowany w to, co robił; Pirrelowi przypomniały się dawne czasy, kiedy jeszcze pobierał u niego nauki.
- Może się dowiemy, jak otworzymy przejście. I może znajdziemy tam Dezę. Hmr. - Odwrócił się do Serywena. - Panie mechamagu, przepraszam za zamieszanie - powiedział koncyliacyjnie autentycznie zakłopotany Fristron. - Ziemia brzmi ciekawie, ale nic związanego z nią ani z powietrzem nie widzę. Wygląda na to, że miał pan lepszy już na początku, tylko jakiś mag się niepotrzebnie wtryniał. Na jego usprawiedliwienie powiem tylko że to w obawie o życie wiszącego pod nami człowieka. Którego stan, swoją drogą, powinniśmy chyba sprawdzić zanim cokolwiek tu odpalimy ponownie. Navina! Co tam się dzieje?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Serywen tylko jednym uchem słuchał wypowiedzi Fristrona. Nieczęsto znajdował się w sytuacji, w której na temat eteru i tego, co powszechnie nazywano "magią", wiedział mniej niż reszta towarzystwa, ale tym razem musiał przyznać, że w znajomości eteru i kontrolowaniu go, znacznie ustępował Fristronowi.
Parę rzeczy, które wypowiedziano, wydawało się logicznym.
Czarna woda? Eter śmierci? Powiązanie samo się narzucało. Podobnie, chociaż Serywena korciło by rozpalić więcej ognia, to Fristron miał rację, że najpierw należało się przyjrzeć kondycji profesora.
I, na tyle, na ile było to możliwe w jego sytuacji, dokładnie to Serywen zrobił.
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Navina zobaczyła wszystko dokładnie tak, jak ostatnim razem - Kleivon wisiał na jednej ręce nad otworem. Z tą jedyną różnicą, że teraz intensywnie się w ten otwór wpatrywał.
- Tam... tam się coś poruszyło - wyjąkał, kiedy zobaczył orczycę. - Zróbcie coś wreszcie, proszę!
- Boimy się ingerować w to urządzenie, dopóki wisisz nad tą dziurą - powiedział Szajbert. - Może jednak ktoś mógłby się tam spuścić na linie i cię jakoś zabezpieczyć?
- Fristron! - zawołał profesor. - Magia!
Szajbert spojrzał na orczycę. A potem pobiegł do góry do magów.
- Hej, przecież wyczarowaliście przeciwdeszczową osłonę. Nie dałoby rady wyczarować jakiejś osłony na tej dziurze?
- Tam... tam się coś poruszyło - wyjąkał, kiedy zobaczył orczycę. - Zróbcie coś wreszcie, proszę!
- Boimy się ingerować w to urządzenie, dopóki wisisz nad tą dziurą - powiedział Szajbert. - Może jednak ktoś mógłby się tam spuścić na linie i cię jakoś zabezpieczyć?
- Fristron! - zawołał profesor. - Magia!
Szajbert spojrzał na orczycę. A potem pobiegł do góry do magów.
- Hej, przecież wyczarowaliście przeciwdeszczową osłonę. Nie dałoby rady wyczarować jakiejś osłony na tej dziurze?