Biała Dłoń
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Ale.. dokąd właściwie mam ci pokazać drogę? Co chcesz zrobić?
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Kot nadal wyglądał na zupełnie niezrażonego wrogością strażników - chociaż nie było pewności z jakimi emocjami ją przyjął, był całkowicie gotów do działania.
- Ty iszcz sssam przez brrama, mosze bycz ta inna. Ha poszukam drroge.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Dobra... - rzekł powoli. Chwilę sam się pozastanawiał, po czym podjął:
- Więc za Bramą w lewo i idziesz prosto aż do fontanny. Tam w prawo. Będą tarasy uprawne, mijasz je i idziesz w prawo aż do... takiego większego budynku z wieżą. Tam będę na ciebie czekał.
Popatrzył na Futrzaka.
- Zrozumiałeś?
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Dossobaczena. - Dodał, po czym po prostu ruszył w drogę.
Udał się w sobie tylko znanym kierunku, dziwnie przeciwnym do Dzielnicy Wysokiej. Nie znał tej okolicy, nie był jeszcze nigdy wcześniej za tymi murami, jednak same z siebie nie stanowiły dla niego większej przeszkody. Potrzebował tylko jednego dachu i chwili nieuwagi strażników żeby znaleźć się po drugiej stronie. Ignorując szczypiący ból wciąż świeżych ran, znalazłszy się znów między budynkami okalającymi mury dzielnicy szybko wdrapał się na dach najbliższej kamienicy i stamtąd zaczął szukać swojej własnej drogi do Dzielnicy Wysokiej.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Co, jednak ci ochroniarz niepotrzebny? - parsknął tamten.
- A pieprz się - odburknął czeladnik na tyle cicho, aby tamten mógł udać, że tego nie słyszał.
Szybkim krokiem powędrował w stronę domu Esttrama. Nie musiał czekać długo. Wkrótce mrez do niego dołączył, ostentacyjnie krocząc ulicą.
- Jak żeś to zrobił? - zapytał Daron, kiedy ruszyli do drzwi. Mężczyzna zapukał i nie czekając na odpowiedź nacisnął klamkę. Zamknięte.
- Kurwa - wyrwało mu się soczyście.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- My muszimy czekacz. - Stwierdził, przyglądając się zniecierpliwionemu Daronowi.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Daron podszedł do okna i zajrzał przez zakurzoną szybę do środka. Laboratorium Esttrama posiadało niewielką sień, w której przyjmował klientów, zaś resztę parteru stanowiło duże zaplecze z przestrzenią do codziennej pracy. Najcięższe eksperymenty przeprowadzane były jednak w dobrze zabezpieczonych podziemiach budynku. Dom miał jeszcze niewielkie poddasze, na którym znajdowało się kilka pokoi mieszkalnych.
- Nie, coś jest chyba nie tak - stwierdził w końcu.
Zapukał jeszcze raz, mocniej i dłużej.
- Zawsze o tej porze miał jeszcze otwarte...
Skrzypnęło okno na górze.
- A teraz ma zamknięte! - fuknął zdenerwowany starzec, wychylając z niego swój niemałych rozmiarów nos.
- O, mistrzu Esttramie! - Ucieszył się Daron, podnosząc dłoń do góry.
- Czego walisz w te drzwi? - przerwał mu alchemik. I nie pozwolił mu odpowiedzieć na swoje pytanie. - Nie, nie sprzedaję dziś nic!
Już miał zatrzasnąć okno, kiedy Daron wypalił:
- Szukamy informacji, to bardzo pilne!
Okno zatrzymało się wpół zamknięte, a potem powoli znowu otworzyło. Ukazała się w nim twarz Esttrama wyrażająca rozmaite emocje - od gniewu i frustracji, przez niepewność, aż do zmęczenia. Starzec zerknął na Futrzaka, by potem przenieść wzrok na Darona.
- Posłuchaj chłopcze - rzekł powoli. - Mam już na dziś dość udzielania informacji. Dajcie mi wszyscy święty spokój.
- Co takiego się stało? Może możemy jakoś... - zaczął Daron, lecz trzask zamykanego okna dobitnie uświadomił go, że Esttram nie jest dziś w nastroju do rozmowy.
Czeladnik odwrócił się powoli do Futrzaka.
- Coś nie mam dziś szczęścia do gadki - mruknął pół żartem pół serio.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Odwrócił się z powrotem do okna, podejrzewając, że starzec wciąż ich obserwuje. Wyciągnął z torby flakonik i pomachał nim na wysokości głowy.
- Esttramie, poznajesz? Mamy tu twój siarkopył - podjął głośniej, aby przebić się przez okienne szyby. - Potrzebujemy informacji o nim.
Cisza.
Czeladnik odwrócił się znowu do mreza.
- Mam pomysł - szepnął. - Spróbuję go zmusić do otwarcia okna. Jak tylko otworzy znowu okno, to wskoczysz na górę i wdrapiesz się przez nie do środka. Dasz radę? Możesz się wybić na moich plecach.
Okno znajdowało się dość wysoko, ale niewielki daszek nad głównym wejściem stanowił idealny przystanek na drodze ku górze. Zadanie wydawało się wykonalne, ale niemożliwym było zrobienie go na tyle szybko, żeby alchemik nie zdążył zorientować się w tym zamiarze.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Po co? - Zapytał, wyraźnie nie nadążając. - Czy ty kcesz za krrraty trraficz?
Mrez wyraźnie nie rozumiał sensu całego przedsięwzięcia. Mógł wydusić ze starego alchemika wszystkie informacje jakich by tylko nie chcieli, przecież to nie było dla niego żadne wyzwanie. Ale zupełnie nie chciał tego robić - sentyment, który objawiał teraz swoim zachowaniem nader wyraźnie. Najwyraźniej dawał jednak Daronowi pewien kredyt zaufania, gdyż lada moment dodał:
- Powedż mneh co ty kcesz ussysskacz? Co to da?
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Hm - zastanowił się. - I tak przecież idziemy mu grozić, nie? Wspiąłbyś się, położył mu nóż na gardle i kazał otworzyć drzwi. A potem o wszystko byśmy go wypytali i... poprosili, żeby nic straży nie mówił.
Obejrzał się jeszcze raz na okno i dostrzegł w nim ludzką sylwetkę.
- Ale jak masz jakieś lepsze pomysły, to mów - dodał, wracając niezbyt pewnym spojrzeniem do Futrzaka.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Darrron, to besssenss. - Urwał temat, po czym oddalił się nieco od okien i drzwi chaty Esttrama. - Vaussein byh mówicz, sze wy byh kupowacz szeczy od Esssttrrram. Drrraczego ty kcesz bicz go? To bessensu. My byh potszebowacz infforrrmacz, ne wrrróg.
Tygrys spojrzał na sylwetkę w oknie.
- Ssasstanóf sze. - Dodał pod adresem Darona.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Moooże i masz rację - wymruczał w końcu. Spuścił wzrok na trzymaną w dłoni fiolkę z aktywnym siarkopyłem. Powoli schował ją z powrotem do sakiewki.
- Racja, to był głupi pomysł. - W końcu dotarło do niego. - Spróbujmy jeszcze raz pokojowo.
Podszedł i załomotał w drzwi.
- Mistrzu Esttramie! - zawołał przy tym. Okno otworzyło się niemal natychmiast.
- Zostawże te drzwi, złamasie! - wysyczał stary alchemik.
- Powiem wprost - oznajmił Daron, zupełnie się nie zraziwszy. - Jesteśmy tu w sprawie sklepu z alchemikaliami na Hardej.
- I właśnie dlatego nie zamierzam wam powiedzieć ani słowa - starzec zniżył głos i przymknął nieco okno.
Wtedy Daron zrozumiał.
- To nie tak! - Zawołał do góry. - Oni nas też prześladują. Chcą mnie zabić! Dlatego chcemy ich uprzedzić i raz na zawsze rozwiązać tę sprawę.
Esttram zamilkł na chwilę. Kiedy się odezwał, w jego głosie nie było już gniewu.
- Powiedzmy, że przez wgląd na starego Vauseina ci zaufam. Tylko że nawet jeśli to prawda, to i tak się spóźniliście, a sprawa została już rozwiązana.
- Co? - czeladnik uniósł brwi.
- Powiedziałem już wszystko, co wiem, Gwardii - mruknął w odpowiedzi czarodziej. - Wybrali się tam nie dalej jak wczoraj w nocy i zamknęli ten brudny interes.
Daron wymienił spojrzenie z Futrzakiem.
- Ale... Aha... - zamotał się. - A... Kto kupował u ciebie dla nich fiolki? - zapytał, przypomniawszy sobie w końcu, po jaką informację tu przyszli.
Esttram prychnął w odpowiedzi. Rozejrzał się po ulicy, po czym nachylił się do nich.
- Przysyłali tu niejakiego Dorga, to ork na ich usługach. Mieszka na piętrze rudery na Hardej 15. A raczej mieszkał, teraz pewnie siedzi w lochach, jak oni wszyscy.
- Dzięki... To wiele wyjaśnia.
- Coś jeszcze, czy już możecie mi dać święty spokój? - burknął w odpowiedzi alchemik.
- Nie, to chyba wszystko. Chociaż... - zawahał się Daron. - Miałbym jeszcze jedno pytanie.
Esttram westchnął.
- Mów, skoro musisz...
- Niby wszyscy zamknięci, a jednak wciąż boisz się otwierać ludziom drzwi - wypalił Daron, podnosząc zadziornie oczy na maga. Ten w odpowiedzi ściągnął nieco usta.
- Po pierwsze, muszę zrobić remanent. Pokonfiskowano mi trochę sprzętu, wprowadzono nowe regulacje i na razie i tak nie mogę nic sprzedać.
- A po drugie?
Cisza.
- A po drugie... - zawahał się starzec. - Ten sklep... to mógł być tylko wierzchołek góry lodowej... - Rzekł cicho, po czym ożywił się znienacka. - Koniec audiencji! Żegnam! - Wyrzucił z siebie, trzaskając jednocześnie okiennicami tak, że ledwie usłyszeli ostatnie słowo.
Daron powoli odwrócił się do Futrzaka. W jego wzroku kłębiło się dużo różnych emocji jednocześnie, ale dominującą, jaką wychwytywał tygrys, była dezorientacja.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Kutass trrokhe. - Tygrys skinął głową w stronę chatki Esttrama.
Futrzak dał Daronowi jeszcze chwilę na pozbieranie myśli zanim odezwał się ponownie, wnikliwą analizę charakteru alchemika odstawiając na bok.
- Czy ty powesz mi o co chodżi terrass? - Zapytał. - Ha ne byh ssrrossumecz tego czhoweek.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Ruszajmy do koszar gwardii. Z tego, co zrozumiałem, Esttram sam już na nich doniósł straży.
Poszli, a idąc, rozmawiali dalej.
- Straż aresztowała tych ludzi. Może są w lochach i tam uda nam się porozmawiać z tym... Dorgiem. Musimy się dowiedzieć, co się tam wydarzyło i czy na pewno ta banda została całkowicie rozbita... Jeśli tak, mamy akcję z głowy. Jeśli nie, to mamy przesrane... a według Esttrama to głębsza sprawa i sklep był tylko małą częścią dużo większej organizacji...
Powaga w głosie czeladnika była dużo czytelniejszym znakiem dla Futrzaka niż jakiekolwiek słowa.
- Nawet mając takiego ochroniarza, nie chciałbym zadzierać z żadną... mafią - Daron pozwolił sobie na odrobinę otwarcia, a w jego oczach zalśnił smutek.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Prossto, strrrasz. - Wyjaśnił Futrzak, nie bez złości łapą pokazując kierunek. - Ha ne mokhe iszcz tam chyba. Co my rrrobimy?
W istocie, gdyby Daron wychylił się znów na główną ulicę, dostrzegłby w oddali błyszczące sylwetki miejskich gwardzistów. Po dzisiejszej przygodzie ze strażnikiem bramy tygrys najwyraźniej wolał ich unikać.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Wychylił się, by w istocie zobaczyć maszerujących wojaków.
- Co ty zrobiłeś, żeby się tu dostać? Szukają cię? - spytał Futrzaka szeptem, w międzyczasie dostrzegając ruch kątem oka. To była jakaś grubsza kobieta w średnim wieku, która właśnie wyjrzała z otwartego okna. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, dama zasłoniła firankę i pobiegła wgłąb pokoju. Wyglądała na mocno zaniepokojoną.
- Wiesz co - Daron podjął szybką decyzję. - Śmigaj stąd. Sam załatwię tu resztę. Spotkajmy się po drugiej stronie bramy.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Daron został sam z rodzącymi się w nim pytaniami i konfliktami. Z jednej strony - znów rozdzieleni, z drugiej - być może już uniezależnieni od siebie. Kto wie, może straż dała radę rozbić całą tę szajkę? Chociaż nadzieja ta była miła, czuł lepki dotyk strachu po słowach Esttrama, jakoby to miał być dopiero początek. Nie pomagała również świadomość, że jak dotąd jedyną osobą, którą udało się Futrzakowi nastraszyć był on sam. W jednej chwili wyglądał, jak gdyby rwał się do walki, tylko po to, żeby w drugiej wykazywać się próbami zrozumienia i dostosowania się do sytuacji w pokojowy sposób.
Zostawszy sam na sam z masą pytań, Daron wiedział, gdzie udać się po odpowiedzi - ale czy to będą odpowiedzi, na które miał nadzieję?
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Westchnął sam do siebie, przybrał na twarz neutralny wyraz i wyszedł z uliczki na główną drogę. Im szybciej zakończą ten dzień, tym lepiej.
Pewnym krokiem skierował się do koszar.
***
Zmierzchało już, kiedy Daron przeszedł przez Bramę. Znalazłszy się znów na neutralnym terenie, rozejrzał się w poszukiwaniu Futrzaka.
Kot jednak zobaczył go pierwszy, bo skądś wyszedł i pojawił się koło niego z cichym pomrukiem przywitania. Czeladnikowi znowu serce zabiło szybciej.
- Ah, tu jesteś. Cześć - machnął ręką, starając się uspokoić. - Chodźmy. Jak ci minął ten czas?
- Ha byh poszed sstrrasznik powkurrwicz. - Odparł mrez. - Strraszny debirr orrass buc.
Oddalili się nieco od wysokiej dzielnicy, a Futrzak zdążył się zorientować, że idą w dół - do labiryntu.
- Ci strażnicy to strasznie tępi służbiści. Nic nie można, nic się nie da, niczego nie wolno... - zaczął w końcu opowiadać Daron. - Powiedzieli mi tylko, że zamknęli sklep, a jego właściciel siedzi w więzieniu i jest przesłuchiwany. Razem z nim pochwycono trzy inne osoby, ale żadnego orka wśród nich nie było. Wygląda więc na to, że Dorg jest naszą jedyną szansą na kontakt z szajką.
Spojrzał na twarz Futrzaka, szukając na niej jakichś emocji i śladów zrozumienia. Ten odpowiedział jedynie oszczędnym skinieniem łba i krótkim:
- Dobrra.
- Idziemy do jego mieszkania - oznajmił Daron. - Albo się tam zaszył, albo gdzieś uciekł. Sprawdzić nie zaszkodzi. I w razie czego wypytać sąsiadów.
Daron przez chwilę szedł w milczeniu.
- Podejrzewam, że po tej akcji może być nieźle wpieniony, więc zachowajmy ostrożność - zaczął na głos układać sobie plan. - Idziemy pokojowo, ale w razie agresji od razu odpowiadamy bronią. Staramy się obezwładnić, nie zabić. W labiryncie burdy to codzienność, więc nie musimy być ostrożni ani bać się straży. Jeśli jednak będzie chciał uciec, gonimy go. Musimy go wypytać o tę sektę i dowiedzieć się, jak głęboko to sięga.
Gdyby Daron spojrzał na Futrzaka raz jeszcze, dostrzegłby na jego pysku zalążek czegoś, co zaczynał powoli rozpoznawać jako uśmiech - krańce ust uniosły się delikatnie, a on sam obnażył z lekka kły, mrużąc zielone ślepia.
- Orrki to dobrre issstoty. - Odpowiedział mrez. - Ha ne poszadacz ss nimi żadnych prrrobrremów nigdy, arre heszrri Dorg warrczycz chce, ty ssosstaw go drra mneh.
*
Stali przy ruderze, którą wskazano im jako Harda 15, bo nigdzie nie było żadnych oznaczeń. Ścianę budynku okalały zewnętrzne schody prowadzące na piętro. Były to proste, powbijane w mur deski - bez żadnego ogrodzenia ani poręczy. Dodatkowo część z nich została połamana, pogięła się lub wypadła.
Daron spojrzał na Futrzaka. Minę miał niezbyt pewną.
- To może... ty pierwszy? - zaproponował.
Kot paroma zręcznymi susami pokonał przeszkodę i już był na małym balkoniku na górze. Daron zaczął się gramolić za nim, przytrzymując się ściany obiema rękami.
Drzwi na górze były garstką zbitych naprędce desek. Nie miały ani zamka, ani nawet klamki. Były tak rozklekotane, że się dobrze nie domykały, a przez szparę dobiegał odgłos miarowego stukania. Kiedy Futrzak uchylił je bardziej i zajrzał do środka, zobaczył niewielkie pomieszczenie, pomniejszone jeszcze przez skośny dach, który opadał nad jego połową. Tam, gdzie dach był najniżej, rozłożono posłanie z siana i starych szmat. Po drugiej stronie stało kilka kufrów. Dwa z nich były niczym więcej, jak prostymi skrzynkami, trzeci natomiast zupełnie nie pasował do tego miejsca - elegancko wykończony, pomalowany na czarno, miał brązowawe, pordzewiałe zdobienia, z których odchodziła złota farba. Na szczycie pokoju, tuż przy jedynym oknie, stał niewielki stół oraz krzesło. Wokół walało się pełno brudnych naczyń, resztek jedzenia i śmieci.
Powietrze było dziwnie gęste i zakurzone, tak, że światło wpadające przez okno rzucało długie, migotliwe snopy.
I wtedy Futrzak go zobaczył. Siedział w kącie na podłodze, za skrzyniami, skórę miał stalowoszarą. Ewidentnie ork, choć jego zmarniałe ciało i łachmany, w jakie było odziane, zupełnie się z tą dumną rasą nie kojarzyły. Oczy miał podkrążone, twarz brudną, włosy pozlepiane w tłuste pęki. Mimo dość opłakanego stanu, na jego ramionach wciąż prężyły się mięśnie. Tygrys szybko ocenił, że ten gość może stanowić zagrożenie.
Mężczyzna był czymś ewidentnie zajęty, stukał w coś zapamiętale. Tak bardzo, że nie zwrócił na gości najmniejszej uwagi. Zza skrzyń widać było jednak tylko kiwającą się miarowo sylwetkę - żeby dostrzec, co robią ręce, Futrzak musiałby wejść głębiej.
Nagły huk z dołu uświadomił go, że Daron właśnie spadł ze "schodów".
- Kurwa jego psia noga... - rozległo się pełne irytacji potwierdzenie jego wniosków.
Ku zdziwieniu Futrzaka, Dorg był tak skupiony na pracy, że zignorował nawet to.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Długi drzewc włóczni trącił leżącą na podłodze miskę, która w odpowiedzi zadzwoniła żałośnie, potrząsając niemożliwymi do rozpoznania pozostałościami po posiłku. Zapach niedojedzonych resztek, kurzu, potu i innych nieczystości nie był przyjemny - zwłaszcza, gdy zwierzęcy węch pozwalał rozpoznawać poszczególne składowe tego fetoru. W pomieszczeniu z pewnością były również myszy i szczury, a całości dopełniały krążące wszędzie muchy. Przy takim ich rozmiarze nie zdziwiłby się, gdyby same okazały się być drapieżne.
Futrzak położył uszy po sobie. Jedynie widok orka zrobił na nim jakieś wrażenie - z resztą miał już niejedną okazję się zapoznać, jak nie w karczmie Beczki, to w celach areny. Wyprostował się, górując nad pochyloną sylwetką Dorga, nawet nie próbując skrywać przed nim swojej obecności. Wręcz przeciwnie.
- Dorrk. - Głośno wymruczał jego imię, przeciągając sylaby tak, by ułatwić orkowi zrozumienie jego mowy. - Ha kce ss tobo porrossmawacz.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Zobaczył orka w całej okazałości. Mężczyzna siedział ze skrzyżowanymi nogami na gołej podłodze. Trzymał oburącz wyrwaną uprzednio nogę od krzesła i w skupieniu stukał nią o podłogę. Widać było, że uważał, aby trafiać w dokładnie to samo miejsce, w dokładnie takich samych odstępach czasowych. Ta praca zdawała się mieć dla niego jakiś niezwykły sens, którego Futrzak dostrzec nie potrafił.
Kiedy także i jego słowa zostały przez orka zignorowane, tygrys poczuł w sercu bardzo wyraźne ukłucie niepokoju. Ta sytuacja zdecydowanie nie była normalna. W miarę jak strach pęczniał, rosło też pragnienie, by jak najszybciej ją przerwać, albo stąd uciekać.
Daron tymczasem ponowił szturm na schody, tym razem dużo ostrożniej i, ostatecznie, z sukcesem. Zajrzał do środka, a upewniwszy się, że jest bezpiecznie, stanął w progu. Skrzywił się, wdychając ciężkie od smrodu powietrze, po czym spojrzał pytająco na Futrzaka. A potem dostrzegł i orka.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Orrk, ty sze obudż. - Warknął ponownie, pomimo tego, że znów spodziewał się ze strony Dorga pełnej ignorancji.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Kot poczuł delikatny dotyk na swoim barku.
- On jest w Chaji - szepnął wyraźnie zaniepokojony Daron, stając obok towarzysza. - Czuję tu sankrę, jak cholera - wskazał na swój tatuaż, który aż zdawał się drżeć w zakurzonym powietrzu.
Dopiero wtedy czujne uszy Futrzaka wychwyciły, że jednak coś było inaczej. Stukanie ustało. Ork przestał uderzać drewnianą pałką o podłogę. Zastygł teraz w bezruchu, ale kiedy tylko zdali sobie z tego sprawę, odjął dłonie od trzymanej lagi, tak, że ta upadła, i zaczął się podnosić z podłogi. Wciąż na nich nie patrzył i nie mieli pewności, czy jest świadomy ich obecności.
Dorg wstał i spokojnym, leniwym krokiem ruszył w stronę Futrzaka, ale nie patrzył mu w twarz, tylko w jego lewe ramię. Wyciągnął rękę, najwyraźniej zamierzając je chwycić, ale zwyczajnym, pozbawionym agresji ruchem, jakby sięgał po płaszcz na wieszaku.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Daron spojrzał na tygrysa zaniepokojony. A potem zbliżył się niepewnym krokiem do leżącego.
- Żyjesz? - zapytał bezmyślnie. Uklęknął przy nim i dotknął jego szyi, aby sprawdzić tętno. Kiedy to zrobił, coś przeskoczyło z pstryknięciem niby iskra, a Daron aż cały się wzdrygnął.
Futrzak mógł zobaczyć, jak na krótką chwilę tatuaż na karku czeladnika zaczyna iskrzyć się niebieskim światłem. Blask załopotał niczym płomień świecy targnięty silnym wiatrem. A potem od razu zgasł.
Dorg wierzgnął z charkliwym pomrukiem. Zaczął się trząść, chwytając się za szyję. Zacisnął zęby i skręcił się cały w bólu. Wyglądało to jak atak naprawdę silnych skurczów. Zaczął charczeć, jęczeć i rzęzić niczym nieboskie stworzenie, a jego palce dziko drapały po szyi i piersi, jakby bezskutecznie próbując coś stamtąd wyjąć.
Daron odsunął się gwałtownie.
- Na bogów, co robimy? - zapytał skołowany, zupełnie zapominając, że w tym towarzystwie to on był pomocnikiem lekarza.
Futrzak nie zdążył nic odpowiedzieć, kiedy nagle ork się uspokoił. Dyszał ciężko, ale przestał krzyczeć, a jego mięśnie rozluźniły się, ręce opadły swobodnie na podłogę. Otworzył oczy i rozglądał się chaotycznie po pomieszczeniu. Zobaczył ich, a oni nie mieli wątpliwości, że teraz już patrzy na nich całkowicie świadoma istota.
Powoli podniósł się na łokcie, nie spuszczając z nich wzroku. Oparł się plecami o ścianę. Na jego szyi wykwitały czerwone pręgi. Oddech wyrównywał się coraz bardziej, aż w końcu mógł wykrztusić pierwsze słowa.
- Czego tu szukacie?
Nie było to miłe powitanie. Mieszał się w nim lęk z wrogością i dużą dozą obojętności.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Ty mówicz. - Wycharczał w wyjątkowo ciężkim do zrozumienia warkocie.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Sklep alchemiczny Kręta Rózga, tu niedaleko - rzekł, starając się brzmieć równie pewnie, co jego koci towarzysz. Zupełnie nie zaskoczony Dorg ledwie zauważalnie kiwnął głową, dając znać, że rozumie.
- To nie jest tylko sklep - kontynuował Daron. - Co to za grupa i co o niej wiesz?
- Ta grupa już nie istnieje - mruknął beznamiętnie Dorg, powoli podnosząc się z podłogi.
- Istnieje, dopóki żyją jej członkowie - odpowiedział mu Daron. - A ty do niej należałeś.
- Skąd ta pewność? - Ork oparł się o krawędź stołu, próbując sprawiać wrażenie, że to on jest tu gospodarzem, nic dziwnego nie zaszło, a wszystko jest pod jego kontrolą.
- Gadaj, co wiesz o tej grupie! Jak się nazywacie? - Daron podniósł głos, lecz na orku nie zrobiło to żadnego wrażenia.
- Ja tam tylko dostarczałem towary. Nic nie wiem o ich działalności. Jesteście ze straży? Czy o co chodzi?
- Właśnie wyciągnęliśmy cię z Chaji - alchemik wycedził zimno przez zęby. - Nie rób z nas idiotów, wiemy, że w tym siedzisz. Jak się nazywa ta grupa? Nie jesteśmy ze straży, nie chcemy was zniszczyć. Chcę się spotkać z przywódcą i porozmawiać.
Dorg przeniósł powoli wzrok na Futrzaka. Potem znowu na Darona. I znowu na krótką chwilę na Futrzaka.
- Skoro taki jesteś ciekawski... W porządku. Odpowiedzi na twoje pytania znajdują się w tym kufrze - rzekł nonszalancko, po czym wyjął z kieszeni klucz i trzymając go przed sobą jak pochodnię, podszedł do eleganckiej skrzyni. Kiedy ich mijał, zimnym wzrokiem mierzył Futrzaka. Stanął przed skrzynią, wykonał kluczem jakiś zakrętas w powietrzu. Włożył klucz do kłódki. Kliknęło. Opadł łańcuch. Ork zastukał dwa razy we wieko.
- Proszę. Miłej zabawy - rzekł i skierował się do wyjścia.
- A ty gdzie się wybierasz? Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy. - Daron dotknął mimochodem łokcia Futrzaka. Sam podszedł do kufra, chcąc uchylić wieko.
- Owszem - parsnął nagle Dorg i rzucił się w stronę wyjścia z chałupy. Jednym susem dopadł schodów i dosłownie zleciał po nich na dół.
W tej samej chwili kufer rozwarł się z trzaskiem, ukazując pulsujące kłęby czegoś przerażającego.
Obaj mężczyźni aż zachwiali się od psychicznego uderzenia, które szarpnęło ich zmysłami. Pokój nieznacznie zafalował, zmieszały się kierunki świata, a na krawędziach pola widzenia znów pojawiła się rdzawa mgła. Czarne, obślizgłe coś, co było w kufrze, poruszało się. Wielki kłębek mackowatych odnóż wił się, rozprostowując je i wystawiając poza skrzynkę.
Coraz bardziej przypominał elastycznego, wielonogiego pająka, a kiedy podniósł łeb ze szczękoczułkami wielkości pięści, nie było już żadnych wątpliwości.
Daron w pierwszym odruchu odskoczył pod ścianę, a potem do niej bezwiednie przylgnął. Wyglądał na kompletnie spanikowanego.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Darrron! - Ryknął tylko pod adresem chłopaka, nie przestając dźgać wstrętnego cholerstwa ze skrzyni.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Ciosy włóczni rozrywały pajęcze cielsko i odnóża, rozchlapując czarne, pyliste drobinki sankry, lecz te, ściągane niewidzialną siłą, jak opiłki żelaza poddane działaniu magnesu, znów wracały na swoje miejsce i z powrotem zlepiały stworzenie. Obślizgłe odnóża miały w sobie coś z ducha, z gęstej, bardzo skondensowanej mgły lub dymu.
Aż sami zaczynali wątpić, czy to coś jest realne.
Tymczasem to "coś", nic sobie nie robiąc ze smagających je co rusz ciosów włóczni, zaczęło niespiesznie człapać w ich stronę. I machać hipnotyzująco odnóżami, aż kręciło się w głowie. Mrez czuł, jak jego świadomość się zapada w sobie, jak kieruje się coraz bardziej do wewnątrz własnego umysłu, rzeczywiste obrazy i otoczenie zaś coraz bardziej przypominają jakiś odległy, nieistotny obrazek. Jego percepcję wypełniało bijące serce, pompujące w żyły adrenalinę, a także to śmieszne uczucie, kiedy powietrze szybko wpływa i wypływa z nosa, łaskocząc go delikatnie i poruszając wąsami.
Uczucie, że właśnie walczą o życie stało się jakieś takie odległe, jakby nagle wstało i zdecydowało się opuścić lokal umysłu Mreza. Wydarzenia stawały się snem, nierealnym ciągiem obrazków, które oglądał z coraz mniejszym zainteresowaniem, a w tle coś cicho szumiało, jednostajnie, uspokajająco, niemalże śpiewnie...
~`~```....
..
- To sankra! - krzyknął Daron, niemal całym ciężarem ciała rzucając się na Futrzaka, aby odepchnąć go jak najdalej od pająka.
Kot stracił równowagę i aby ją odzyskać, jego umysł wrócił do ciała. Przestał bezmyślnie, machinalnie atakować włócznią, a do jego nieobecnych oczu znów wróciła przytomność.
Potrząsnął głową, by na nowo ocenić sytuację - i ujrzeć, jak jego towarzysz ciągnie go do wyjścia z chałupy, jednocześnie cały czas trzymając wyprostowaną dłoń skierowaną w stronę dziwu. Jego ręka, jak i blaknący tatuaż, jarzyły się ledwie zauważalnym, niebieskim światłem - albo było to zwyczajne przewidzenie. W takim stanie nietrudno było o przewidzenia.
- Goń tego drania - wysapał Daron, na którego czoło wstępowała właśnie kropelka potu. - Ja sobie tu... poradzę... - stęknął.
Pająk, który ciągle parł do przodu i zmuszał ich do odwrotu, wszedł w plamę światła, jaką tworzyło wpadające do pomieszczenia ostatnie światło łuny zachodu. Zaczął się mienić niczym płynny metal.
I wtedy wyczuł słabość Darona. Odnóża wystrzeliły niczym baty i oplotły się wokół jego wystawionej ręki. Coś trzasnęło niby wielka iskra w palenisku, Daron wyszarpnął swoją rękę jak oparzony. Dyszał, robiąc nieskoordynowane kroki w tył.
Futrzak dostrzegł, że tatuaż na jego karku... rozpłynął się, jakby nigdy go tam nie było.
-
Elethain
- Posty: 183
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Sssdrrrof? - Zapytał tylko kot po tym jak znaleźli się na parterze, pilnując zejścia przed potworem.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości