Trzewia Szpili

Podziemia kopalni skrywają mroczną tajemnicę. Rozwiązanie zagadki pozostaje jedyną nadzieją dla mieszkańców wsi.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Nazywali ją Szpilą, tak samo jak wzgórze, pod którego zboczem powstała.

Była mała i nawet w położonym dwa dni drogi dalej Nimnaros niewielu wiedziało o jej istnieniu, tak samo jak o istnieniu wzgórza, pod którego zboczem powstała.

Dla kilkudziesięciu osób, które los rzucił tu do życia, była centrum świata. Podobnie jak wzgórze, pod którego zboczem powstała.

Szpila to niewielka wioska górnicza, której centralny punkt stanowi wykuta w noszącej tę samą nazwę górze kopalnia. Powstała przed laty, gdy po raz pierwszy natknięto się tu na drogocenne rudy. Pierwsze kilkanaście wiosen było czasem nieustannego rozwoju - osada rozrastała się, gdy napływali do niej nowi mieszkańcy, zwabieni wizją szybkiego zarobku.

Szpilański sen uciął się jednak szybko. Z biegiem lat urobek stawał się coraz mniejszy, a życie coraz cięższe. Ci, którzy przybyli tu po bogactwo, szybko zdali sobie sprawę, że nic tu po nich. Wieś pustoszała, a jedynymi wspomnieniami po okresie świetności były opustoszałe, chylące się ku upadkowi chaty. Na nie także wkrótce nadszedł czas - drewno posłużyło za opał w czasie szczególnie srogiej zimy.

Dziś Szpilę zamieszkuje około czterdziestu osób. To ci, którzy z jakichś powodów nie zdecydowali się na powrót do Nimnaros. Niektórzy urodzili się tu i uznali, że tu umrą. Niektórym nie starczyło ambicji, by znów zaczynać coś od nowa. Innym ambicja nie pozwoliła porzucić tonącego okrętu, jakim bez wątpienia jest dziś kopalnia.

Możliwe jednak, że coś zupełnie innego trzyma tę garstkę ludzi w tym miejscu…

***

Karawana, z którą Razzan zmierzał w stronę Nimnaros, pozostawiła najemnika przed dwoma dniami, odbijając w stronę Escalii. Apazzi, zaopatrzony w bukłak z wodą, nieco strawy i dobre słowo na drogę, zmierzał do miasta, zatopiony w myślach.

Gdy na horyzoncie pojawił się niewysoki szczyt, Razzan wziął to za dobrą kartę. Przewodnik karawany wspominał, że gdy najemnik dotrze do Szpili, do Nimnaros zostaną mu jeszcze mniej więcej dwa dni drogi.

- Niewiele wiem o tej osadzie - dodał - ale z pewnością wskażą ci dalszą drogę, Appazi. Od tamtego miejsca szlak zaczyna się wić i kluczyć. Zbłądzisz, jeśli spróbujesz zapamiętać moje wskazówki. Rozpytaj na miejscu.

W miarę, jak Razzan zbliżał się do wsi, jego uszu zaczęło dochodzić coraz więcej niepokojących dźwięków. To, co z początku wziął za pokrzykiwania pracujących drwali, szybko okazało się odgłosami żywiołowej kłótni.

Razzan wyjechał zza drzew wprost na niewielką polanę. Na jej drugim końcu, za nieszczególnie bujną knieją, dostrzegł pierwsze zabudowy osady.

Co innego jednak przykuło jego uwagę. Na środku polany, mniej więcej dwadzieścia metrów od najemnika, trwała zażarta kłótnia.

Appazi nie miał najmniejszego problemu z rozpoznaniem jednej ze stron - herby na płaszczach i uzbrojenie jasno wskazywały, że są to przedstawiciele nimnarejskiej władzy. Było ich trzech. Dwóch w pełnym rynsztunku i jeden ubrany znacznie lżej, w kapeluszu z liściem na głowie. Ten ostatni krzyczał jednak najgłośniej, gestykulując przy tym żywo rękoma.

- Jak to, do kurwy nędzy, nie dzisiaj?! A niby kiedy? Co wy sobie, psiajucha, myślicie, że ja nie mam nic lepszego do roboty, tylko się z wami użerać? Puścimy wam tę wieś z dymem, jeśli pieniądze się nie znajdą.

Druga grupa, składająca się ze staruszki w ciemnej sukience, na którą narzucony miała fartuch oraz wąsatego mężczyzny przed pięćdziesiątką, wykazywała zdecydowanie mniej werwy. Mężczyzna spróbował się odezwać, ale wtedy staruszka uniosła dłoń i zrobiła krok do przodu, w kierunku rozjuszonego poborcy podatkowego.

Wtedy stało się coś, czego Razzan nie oczekiwał. Mężczyzna w kapeluszu, wiedzony prawdopodobnie skrajnym oburzeniem, popchnął kobietę. Staruszka potknęła się i upadła na plecy.

- Zabieraj te łapy, parszywa babo! Macie dwa dni, rozumiecie? Wiecie, co to jest dzień?!

***

Wózek Savira terkotał po nierównym trakcie. Dobrze naoliwione osie sprawiały jednak, że alchemik bez trudu transportował swój dobytek. Miał tylko nadzieję, że Szpila rzeczywiście mieści się u podnóża wzniesienia. Droga pod górę kosztowałaby go wiele energii.

Szpila okazała się niewielką osadą, złożoną z około dwudziestu mizernych domostw. Nie trzeba było kończyć akademii, by uznać, że zabrakło tu kogoś, kto powstrzymałby samowolę budowlaną. Chaty stały bez ładu, rozmieszczone na czymś, co przy dużej dozie dobrej woli można by uznać za plan koła.

Kilkaset metrów dalej wznosiła się Szpila.

Savir przybył tu, gdy w Nimnaros natknął się na starca, niegdyś pracującego w Szpili jako górnik. Mężczyzna, kaszląc i klnąc na zmianę, opowiedział alchemikowi o wydobywanym tu kruszcu. Oprócz srebra, górnicy natrafiali czasem na dziwną, hipnotyzująco czarną rudę.

- Czarna jak dupa mojej teściowej - zarzekał się starzec. - Nigdzie indziej nie widziałem czegoś takiego, a robiłem w kilku kopalniach.

Savir nie potrzebował więcej motywacji.
Terkot jego wózka wywabił z chaty rudego kota. Futrzak przysiadł na zbutwiałym płocie, bacznie obserwując alchemika. Zaraz za nim na zewnątrz wyszła chuda kobieta. W dłoniach trzymała szmatę.

- Chodź tu, Kłak! - krzyknęła. - Chodź, bo ten głupiec znowu przez tydzień będzie narzekać, żeś mu ogródek zasikał! O… - Spostrzegła Savira. - Dzień dobry! Gość w Szpili, niesamowite!

***

Darg spał w środku lasu. Orczy brzuch, na którym przysiadł kolorowy motyl, unosił się i opadał miarowo, w rytm cichego pochrapywania.

Śniła mu się ciemność. Krążyła wokół niego, obejmowała. Czuł ją od kilku dni, jednak w miarę zbliżania się do Szpili, to dziwne uczucie podnoszące włoski na karku stawało się coraz silniejsze.

Ork wierzgnął, budząc się gwałtownie. Oburzony motyl wzbił się w powietrze i zniknął między drzewami.

- Jak to, do kurwy nędzy, nie dzisiaj?! A niby kiedy? - zza drzew niósł się męski krzyk. Na pobliskiej polanie trwała jakaś awantura.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Co do..?
Jego dłonie przez chwilę macały leśną ściółkę, łapiąc kontakt z rzeczywistością. Z uniesioną głową rozglądał się chwilę po lesie, mrugając i łapiąc ostrość widzenia.

Wstał, choć po głowie wciąż plątały mu się senne powidoki.
Ciemność przepełniona Mocą. Czarna mgła, kusząca zanurzeniem się w niej, żeby zobaczyć rzeczy, których nikt jeszcze nie widział. Ciemność, która przerażała, ale jednocześnie... była jakaś swojska. Tak swojska, że aż czuł irytację, że go wyrwano z jej objęć.
Darg był przyzwyczajony do ciemności. Do zagubienia. Umiał akceptować swój lęk, było to coś, czego uczono go od maleńkości. Nie rozumiał tylko, czemu daje się prowadzić tej ciemności. Czy tego oczekiwałby jego nauczyciel?
A może ten hałas jest danym mu znakiem?

Czując rodzącą się w nim ciekawość, zrobił kilka kroków w stronę, z której dochodziły podniesione głosy. Poprawił pas i sztylety. Nie chciał od razu się ujawniać, więc ostrożnie wychylił się zza drzew.
Patrzył. I słuchał. Kiedy kobieta upadła, mimowolnie zacisnął pięści. Jak oni mogą tak traktować swoją starszyznę? Jak mówi Tor'an, "choć słabsi ciałem, silniejsi duchem".

Nie była to jego sprawa. Nie musiał się angażować. Mimo to, poczuł silny impuls, któremu się nie opierał.

Wyszedł zza drzew bez słowa i zbliżył się do dyskutantów. Swój zimny wzrok wbijał w poborcę, czując, jak małostkowy, prymitywny gniew i chciwość tego człowieka budzą w nim odrazę. A potem przyklęknął przy leżącej.
- Wszystko dobrze, digna*?
Spróbował pomóc jej wstać. W głębi serca wciąż był tylko młodym chłopakiem, nauczonym pomagać starszym w potrzebie.

__
* - uznajmy, że to takie szajisz słowo na szanowną panią.

Savir
Posty: 20
Rejestracja: 05 lip 2022, 9:54
Savir podróżował lekko. Po sprzedaniu ostatniego warsztatu razem z większością towarów i materiałów mógłby sobie pozwolić na dużo bardziej okazały środek transportu, ale to przyciąga zbyt wiele uwagi. Zamiast tego wysłał pieniądze do kilku szanowanych instytucji bankowych na wypadek nagłej potrzeby albo konieczności porzucenia swojego kolejnego warsztatu. Sumka odpowiednia by kupić i wyposażyć nowy, skromny warsztat była zmyślnie schowana i czekała aż Savir dotrze do nowego miasta. Jednak poczeka nieco dłużej, bo chociaż Szpila nie była miejscem w jakim miał zamiar zostać na dłużej, szansa na zbadanie nowych i rzadkich materiałów nie trafia się często. A nawet jeżeli czarna ruda okaże się niczym innym jak bajaniem pijaczyny, to przecież niewielka strata. Miał czas, a potencjalnie mógł dowiedzieć się czegoś ciekawego. A choćby i srebro przecież jest niezwykle użytecznym metalem w zaklinaniu.

Wędrowiec zatrzymał się przy pierwszym, cokolwiek zaniedbanym domostwem i zeskoczył z wózka. Poklepał rudawego osiołka po boku i spojrzał na kota.
Koty. Z nimi nigdy nic nie wiadomo. Są stanowczo za blisko eteru. Różnie na niego reagują. Czasem są cholernie agresywne, a czasem traktują go jak kocimiętkę. Na szczęście tak skrajne reakcje nie są zbyt częste.

- Witam szanowną panią. - Savir skłonił się lekko. - Aż tak rzadko pojawiają się tu nowe twarze?
Uśmiechnął się życzliwie do kobiety i przeciągnął się. Nie musiał tego robić, ale to była jedna z tysiąca małych rzeczy, jakie należy robić by udawać żywego.

Awatar użytkownika
Razzan
Posty: 11
Rejestracja: 06 lip 2022, 18:07
Razzana bolało dupsko. To oznaczało, że jest już blisko celu i faktycznie, gdy na linii horyzontu wyłoniło się coś, co mogło przypominać szczyt, pozwolił sobie na westchnienie ulgi. Szpila, kto wymyśla te durne nazwy?, pomyślał, pozostawiając postawione pytanie bez odpowiedzi. Nie rozumiał ludzi Północy, choć ci uparcie twierdzili, że wcale z Północy nie są.
- Poczekaj, kiedyś zobaczysz prawdziwą Północ - zaśmiał się brodaty najemnik poznany w jednej z wiosek podczas partyjki kości. - Wtedy odmrożone palce będą twoim najmniejszym zmartwieniem. - Appazi wolał nie przekonywać się o tym na własnej skórze. Góry Goblinie to granica, której jeszcze nie zdołał i nie chciał przekroczyć.

W miarę zbliżania się do wioski mężczyznę zaczęły docierać coraz to różniejsze dźwięki. Z każdym miarowym krokiem klaczy stawało się jasne, że to nie tylko głośne gadanie mieszkańców osady, ale... spór? Strony usilnie starały się przekrzyczeć, a hałas to coś, co Razzana wyjątkowo wyprowadzało z równowagi, szczególnie przy bolącej dupie. Kiedy drzewa zaczęły się przerzedzać, ustępując miejsca polance, zwolnił konia, by przyjrzeć się widocznej grupce. Trzech nimnarejskich skurwieli, wyśmienicie..., mruknął pod nosem, zauważając, że znaleźli godnych sobie przeciwników. Staruszka i wąsacz. Z ich dwójki to jednak kobiecina przyciągała większą uwagę.

- Zabieraj te łapy, parszywa babo! Macie dwa dni, rozumiecie? Wiecie, co to jest dzień?! - Rozległ się krzyk nimnarejskiej osobistości. Razzan podejrzewał, że doskonale zdają sobie sprawę z upływu czasu i potrafią odróżnić dzień od nocy, ale zanim zdążył uznać, że gówno go to wszystko obchodzi, do towarzystwa zbliżył się młody ork. Czyżby akurat trafił na Coroczny Pokaz Popaprańców? Pojawienie się zielonoskórego wzbudziło jednak jego podejrzenia, dlatego też postanowił zeskoczyć z konia i poluzować rzemienie przymocowanej do boku klaczy glewii. Nie wejdzie dziś z powrotem na konia, choćby mu mieli zapłacić (no dobra, wtedy pewnie by to zrobił), więc równie dobrze może postawić krok w kierunku tego całego zamieszania.

Zrobił krok. Kurwa, ale ja tego pożałuję, westchnął, mrużąc oczy i skupiając spojrzenie na orku. Gdy ten schylił się, Razzan zacisnął długie palce na drzewcu glewii i nieco przyspieszył, biorąc głębszy wdech. W końcu stuknął podstawą drzewca w ziemię i chrząknął. Miał wrażenie, że pusty dźwięk uderzenia broni w glebę rozległ się echem po całej okolicy, niczym róg zagrzewający do bitwy.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Kot przekrzywił łepek, odwzajemniając spojrzenie Savira. Przez chwilę wlepiał w niego żółte ślepia. Potem ziewnął, przeciągnął się z gracją i zeskoczył z murka i nonszalancko podszedł do wozu, omijając alchemika łukiem i trzymając się z dala od osiołka.

Bezceremonialnie uwalił się w cieniu za prawym kołem, zwinął w kłębek i leniwie przymknął ślepia.

Kobieta poprawiła poły długiej sukni i przerzuciła sobie szmatę przez ramię. Przez chwilę patrzyła za futrzakiem, jak gdyby zastanawiała się, czy go skarcić. W końcu musiała uznać, że schowany pod wozem nie zasika przynajmniej grządek sąsiada, więc ona będzie miała chwilę spokoju.

- Rzadko, rzadko - przytaknęła, podchodząc do furtki. Oparła się o nią jedną dłonią. - W Szpili dzieje się mało ciekawego, ostatnio to nawet i nieciekawie zaczyna się dziać, więc i przyjeżdżać nie ma po co. Ale pan to chyba w większej podróży? - Wskazała podbródkiem na wózek, który, choć wyładowany dość lekko, przykuwał uwagę.

Zanim zdążył odpowiedzieć, kobieta odsunęła skobel i otworzyła furtkę.

- Niechże pan wejdzie na herbatę. Mąż lada moment wróci z kopalni, to może i na kolację się pan załapie.

***

Na polanie zaczęło się robić tłoczno.

Najpierw pojawił się ork. Na jego widok zarówno przedstawiciele władzy miejskiej jak i wąsacz ze Szpili spięli się. Przyboczni poborcy podatkowego w niemal bliźniaczych gestach ułożyli dłonie na rękojeściach schowanych wciąż mieczy.

Darg nic sobie z tego nie zrobił. Wyminął ich i uklęknął przy kobiecie.

- Nic nie jest w porządku, skarbeńku - odpowiedziała kobieta. Jej twarz zmieniła się nieco, jak gdyby pojawienie się Darga nieco ją uspokoiło. - Pomóż mi wstać.

Podpierając się na wyciągniętej zielonkawej ręce, podniosła się i otrzepała suknię z trawy.

Wtedy zdała sobie sprawę z obecności Razzana. Widok mężczyzny wspartego na wyglądającej niebezpiecznie glewii na moment zbił ją z tropu. Zmrużyła oczy jak kot, taksując go uważnym spojrzeniem.

- Co to za zbieranina?! - ryknął poborca podatkowy, który również potrzebował chwili, by dojść do siebie. - Jeśli myślicie, że…

- To, szanowny panie, jest dowód na to, że Szpila robi wszystko, by spłacić swój dług. Ściągnięcie tu tych specjalistów planowaliśmy już dawno. Dzięki nim, wkrótce będziemy mogli zapłacić. Potrzebujemy trzech dni.

- Tygodnia - wtrącił się milczący dotąd wąsacz. - Potrzebujemy tygodnia, pani Malwio.

- Trzy dni, burmistrzu - warknął poborca, wodząc gniewnym spojrzeniem po całej czwórce. - Ani chwili dłużej. Za mną. - Machnął ręką na podkomendnych, dając sygnał do odejścia.

Przez chwilę panowała cisza. Słychać było tylko kląsk ciężkich, wojskowych butów na wilgotnej trawie.

- Nie mam pojęcia, kim jesteście, kochanieńcy, ale obawiam się, że nie specjalistami od wydobycia rudy z trzewi rozgniewanej kopalni? - Malwia uśmiechnęła się ponuro.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Kiedy kobieta wstała i nie potrzebowała już wsparcia silnego ramienia, ork wycofał się o krok w tył i skrzyżował ręce na piersi. Przysłuchiwał się dalszej konwersacji w milczeniu.

Widząc zbliżającego się ciemnoskórego, zaciekawiony uniósł lekko brwi. Czy to też Torgas? Czy pochodzą z podobnych stron? Spróbował to ocenić po stroju nieznajomego, nic jednak nie powiedział.

A potem staruszka zadała pytanie, na dźwięk którego coś się w nim poruszyło niespokojnie. Jakaś zbłąkana chmura akurat w tym momencie przysłoniła słońce i na polanie położył się zimny cień.

Kopalnia. Rozgniewana kopalnia. To musiało być to.

- Rozgniewanej kopalni? - powtórzył po niej, nie dając po sobie niczego poznać. Zerknął pytająco na stojącego nieopodal appazi. Czy on wie coś więcej?

Savir
Posty: 20
Rejestracja: 05 lip 2022, 9:54
- W ciągłej podróży, można powiedzieć. - zaklinacz zerknął pod powóz, ale o ile osioł się nie spłoszy i nie zacznie cofać, zwierzak powinien być bezpieczny. Szkoda by było zacząć pobyt tutaj od rozjechania komuś zwierzaka. Zwrócił się do kobiety ponownie.
- To bardzo miłe, ale muszę odmówić posiłku. Po pierwsze niedawno jadłem na postoju, a po drugie to nie wypada ludzi objadać, zwłaszcza jak w mieście nieciekawie się dzieje. Natomiast na herbatę się skuszę. Zwłaszcza jeżeli przy okazji posłucham co też się w mieście dzieje. Savir, rzemieślnik.

Savir skłonił się lekko. Rola wędrownego kupca i rękodzielnika szukającego okazji do ubicia interesu często pomagała w nawiązywaniu znajomości w takich miejscach. Była zrozumiała, niegroźna i ciągnęła ze sobą sugestię możliwego zarobku dla lokalnych mieszkańców. A jeżeli da radę pomóc lokalnym albo chociaż przekonać ich że to możliwe, prawdopodobnie podzielą cię czymś obiecującym. W najgorszym przypadku zmarnuje kilka dni i monet. Małe ryzyko i spore potencjalne korzyści.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- Rozalia, pani domu - przedstawiła się kobieta, gdy przekroczyli próg.

Dom, którego panią się nazwała, można było w najlepszym razie uznać za przyzwoity. Dwuizbowa, niewysoka zabudowa z oknami wychodzącymi na niewielki ogródek na tyłach. Nad ogniem w palenisku wisiał niewielki gar, w którym gotowała się woda. Rozalia podeszła do stołu w kącie i przykucnęła przy skrzyni pod nim. Gdy się wyprostowała, w dłoniach miała kamienny moździerz, do którego przesypała nieco ziół.

- Niech pan sobie siądzie. - Wskazała jeden z czterech stołków przy stole w centralnej części izby. - Woda zaraz zacznie bulgotać.

Gdy Savir rozejrzał się po pomieszczeniu, zobaczył jeszcze przykryte kocami posłanie. Na wieszaku przy drzwiach wisiała skórzana męska kurtka, najpewniej należąca do męża Rozalii. Przejście do drugiego pomieszczenia odgrodzone było zawieszonym na zaklinowanym w drzwiach konarze, pożółkłym prześcieradłem.

- Może przynajmniej na placek znalazłaby się ochota? Świerzy, drożdżowy, rano piekłam. - Rozalia odstawiła moździerz. - Gdy jeszcze w Szpili dobrze się działo, co tydzień mieliśmy tu zabawę. Każdy coś przynosił, wie pan, na ząb. Ale to mój drożdżowiec zawsze schodził pierwszy. - Na jej twarzy pojawił się uśmiech, który odmłodził ją o dobre dziesięć lat. Savir zastanowił się, czy z początku dobrze oszacował wiek kobiety. Być może to nie krzyżyki na karku, a trudy życia tak ją postarzały.

Krótką ciszę, która zapadła, zakłócił cichy jęk z drugiej izby. Przebrzmiewał w nim ból. Rozalia zerknęła w kierunku prześcieradła.

- Proszę się tym nie przejmować. Jakiego rodzaju rzemiosłem się pan zajmuje?

Awatar użytkownika
Razzan
Posty: 11
Rejestracja: 06 lip 2022, 18:07
Z bliska ork robił zupełnie inne wrażenie. Przede wszystkim Razzan dopiero teraz zauważył, że to młodziak. Stwierdził też, że ma głupkowaty wyraz twarzy. Pogodny, ale głupkowaty. Nie chciał jednak zostać przez nią zwiedziony. Skupił swój wzrok na staruszce, która bredziła coś o specjalistach i rozgniewanych kopalniach. Nie lubił kopalni, a szczególnie tych wściekłych. To w końcu kopalnie doprowadziły przed laty do śmierci jego przyjaciela. Na samo wspomnienie w głowie appazi rozległ się cichy chrzęst żwiru i stęknięcie Rahida, gdy upadł na ziemię. Nie teraz, krzyknął w myślach i wrócił do toczącej się przed nim rozmowy.

Pytające spojrzenia ciążyły na nim niczym sztylety. Razzan chciał tylko poznać drogę do Nimnaros. Z drugiej strony sposób, w jaki o kopalni wypowiadała się staruszka, wzbudził jego zainteresowanie. I niepokój. Wydawało mu się, że reakcja orka była podobna. Na pewno są w tym pieniądze. Czy dojedzie do miasta za dwa, czy za pięć dni, nie robiło żadnej różnicy. W jego klatce piersiowej pojawiło się delikatne mrowienie, jakby samo ciało pchało go w kierunku Szpili.
- Nie jestem górnikiem - zaczął, masując palcami drzewiec glewii. - Ale w waszej wiosce powinno być ich jeszcze kilku. Jaki jest zatem problem?

Savir
Posty: 20
Rejestracja: 05 lip 2022, 9:54
Savir przez chwilę zastanawiał się czy nie odmówić poczęstunku, ale zdecydował w końcu inaczej. Kobieta wydawała się dumna ze swoich wypieków, a do tego zupełne odmawianie jedzenia mogło by sprawić że będzie wyglądał na podejrzliwego. Co prawda wypieki straciły wiele na swoim uroku po przekroczeniu granicy między życiem a śmiercią, ale to zawsze coś.

- Cóż, skoro aż tak pani zachwala, to chyba się skuszę. Ale tylko kawałeczek. - powiedział, oglądając izbę. Wioska i jej mieszkańcy najlepsze lata mieli za sobą, co było wyraźnie widoczne. Pytanie czy można coś na tym ugrać, czy wizyta jednak okaże się bezowocna...
- Rzeczywiście ciężkie czasy musiały nadejść, jeżeli nie można nacieszyć się kawałkiem domowego...

Przerwał mu niepokojący jęk z drugiego pokoju. Savir zmarszczył brew. Ktokolwiek tam był, prawdopodobnie nie cierpiał z powodu choroby, a w każdym razie nie zaraźliwej. O takich rzeczach raczej ostrzegano by przed przekroczeniem progu. Wypadek w kopalni? Atak bandytów lub potworów?

- Pracuję głównie z metalem i drewnem. Jestem skromnym zaklinaczem i alchemikiem. - Savir odchylił się na krześle. - Usłyszałem że to miasto górnicze, więc miałem nadzieję nabyć nieco srebra po okazyjnej cenie, może sprzedać trochę przydatnych przedmiotów górnikom. Ale jeżeli sprawy mają się źle, pewnie nie będzie łatwo ubić dobry interes. Natomiast mam kilka prostych mikstur leczących, jeżeli trzeba. To coś, co zawsze warto mieć na stanie. Jeżeli trzeba...
Wskazał kciukiem na zasłonę zza której dobył się bolesny jęk.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Odpowiedź na słowa Razzana nadeszła błyskawicznie. Nie wydobyła się jednak z niczyich ust, zamiast tego wkroczyła na polanę wraz z sześcioosobową grupą górników.
Nie było trudno ich rozpoznać. Kilofy w dłoniach i powyginane hełmy na głowach były wystarczającą wskazówką, a gdy dodać do tego umorusane twarze i koszule, nie pozostawały już żadne wątpliwości.
Piątka mężczyzn i dziewczyna. Szli szybko, grzęznąc w mokrej ziemi.
- Morg powiedział nam, że chyba widział w okolicy tego gnoja! - krzyknął idący na przedzie. - Gdzie on jest? Niepokoił was?
- Uspokój się, Sam - odezwał się wąsaty burmistrz. - Już po wszystkim. - Wskazał ręką na niknących w oddali poborcę podatkowego z dwójką przybocznych.
Któryś z górników charknął i splunął.
- Moja Rozalia czuła wczoraj, że dziś przyjdą. - Sam patrzył za odchodzącymi z gniewem. - Mówiła, że coś za długo ich nie ma.
- No proszę, kochaniutki - odezwała się staruszka - czyżbyśmy mieli drugą wieszczkę we wsi? Pewnie artretyzm nie dokucza jej jeszcze jak mi.
Sam spuścił wzrok jak skarcony dzieciak. Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Co powiedzieli, Widząca? - Górniczka miała ciepły, miękki głos, zupełnie nie pasujący do jej stroju i rynsztunku. - Dadzą nam spokój?
Burmistrz parsknął pod siwym wąsem. Staruszka westchnęła.
- A gdzie tam, złoteńko. Tacy nie odpuszczają.
- Trzy dni. - Głos burmistrza zabrzmiał ponuro. - Mamy trzy dni. Czy są jakiekolwiek szanse, Sam?
Górnik sięgnął do kieszeni. Potem uniósł otwartą dłoń do ust i dmuchnął w nią. W powietrze wzbił się połyskujący pyłek. Promienie zachodzącego słońca przez chwilę zatańczyły na nim, zanim smutno opadł na ziemię.
- Tyle. Pył. Musimy zejść niżej. Musimy zejść do zamkniętej sztolni. Tylko tam złoża mogą być jeszcze dość bogate, by nas uratować.
Razzan i Darg zauważyli, że na te słowa pozostali górnicy pokiwali głowami. Jedynie dziewczyna patrzyła w ziemię, bez najmniejszego ruchu.
- To niebezpieczne. Wiesz, jak skończyło się ostatnio. - Burmistrz podrapał się po wąsie. - Nie mogę na to pozwolić.
- Nie ma innego wyjścia, Brunonie. - Sam spojrzał mu w oczy. - A jeśli uważasz, że to niebezpieczne, wyślij kogoś z nami. Kogoś, kto będzie mógł nas obronić.
Wzrok wszystkich padł na Darga i Razzana. Niewypowiedziane pytanie zawisło w powietrzu.
***
Rozalia wahała się przez chwilę. Savir widział w jej twarzy, że w kobiecie walczą dwie sprzeczne myśli. Z jednej strony, wolałaby, aby nikt nie zaglądał za zasłonę. Z drugiej sprawiała wrażenie kogoś, kto wykorzystał już wszystkie dostępne środki i powoli zaczynał tracić nadzieję, kiedy nagle pojawiła się nowa możliwość.
W końcu ta druga strona wygrała.
Wstała i gestem nakazała Savirowi, by szedł za nią. Odsunęła prześcieradło.
Izba była niewielka - niemal całą wypełniała leżanka. Na niej, opatulony kocami i szmatami, leżał na oko dziesięcioletni chłopiec. Dygotał, a jego rozpalone czoło świeciło od potu.
Uwagę Savira przykuła czarna pręga na policzku chłopca. Po chwili drugą, podobną, dojrzał na jego wystającej spod koca dłoni.
- Ma pan coś na klątwy? - Głos Malwii rozległ się za plecami alchemika.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Ork zamrugał z lekkim niedowierzaniem, słysząc tę rozmowę. Z jednej strony poczuł się doceniony, że tak szybko mu zaufano i uwierzono w jego umiejętności ochrony... a z drugiej miał poczucie, że szukają frajerów, którzy będą nadstawiać karku za nieswoją sprawę.

Ale z trzeciej.. to, co tam było, być może właśnie na niego czekało. A on bardzo chciał się dowiedzieć, co to ma mu do zaoferowania.
- Powoli - mruknął swoim niskim głosem, nie kryjąc południowego akcentu. - Obronić przed czym?

Jego spojrzenie lawirowało gdzieś pomiędzy tajemniczymi ludźmi z wioski, a Razzanem. W głowie wciąż siedziało mu pytanie, skąd się tu wziął ten appazi i czy może mu zaufać... Jak on się odniesie do tej propozycji?
Niespodziewanie zatrzymał wzrok... ale na staruszce, której pomógł. Uderzyło go coś, co rozpoznał w jej oczach. Jak ją nazwali? Widząca? Czy właśnie też dostrzegła, że Darg kroczy ścieżką Mocy?

Awatar użytkownika
Razzan
Posty: 11
Rejestracja: 06 lip 2022, 18:07
Razzan został oszukany przez kierownika karawany. Szpila wcale nie była wioską górniczą, tylko czymś w rodzaju osady komediantów. Wystarczyło, że wspomniał tylko o górnikach, a nagle na polanie pojawiła się cała ekipa, i to w dodatku w pełnym rynsztunku. Dobrze, że nie zapytałem, czy w kopalni nie straszy smok..., pomyślał do siebie, jak to miał w zwyczaju, gdy trafiał w towarzystwo osób, które mógłby nazwać co najmniej dziwacznymi.

Oczywiście, w grupie złożonej wąsatego burmistrza, orczego dziecka (ubiór i akcent sugerowały Torgasa, choć nie był pewien - zbyt wielu widział już nietorgaskich Torgasów, a sam nie pałał do większości z nich sympatią) nie mogło zabraknąć także widzącej. Ach, Widzącej, ja pierdolę, z szacunkiem proszę.... Z pewnością przewidziała, że karawana, którą ochraniał, złapie w trasie dwa dni spóźnienia z powodu "szczać mi się chce" jednego z handlarzy, który naszczał nie gdzie indziej, tylko w jakieś cholernie piekące pokrzywy i musieli z tego powodu zatrzymać się na dłużej w śmierdzącym zepsutym mięsem miasteczku. Z pewnością przewidziała też, że nagle zza lasu wyłoni się ork, a wszyscy radośnie spotkają się na wydeptanej polance. Poczuł, że musi złapać rękę najbliżej stojącej osoby i wznieść dziękczynną pieśń ku losowemu z bóstw. Ty wybierasz, Widząca - Iselia, Aleida? Co, Knanh pewnie? Niespodziewany wybór!

Jakkolwiek nie próbowałby usprawiedliwić dziejących się dookoła niego wydarzeń, musiał przyznać jedno - kopalnia go wołała. Ze słów górników wynikało, że szpilowe kopalnie (albo i jedna, nie udało mu się tego wyłapać) są już na wyczerpaniu, a wyjściem z sytuacji jest, cóż, zaryzykowanie. Razzan doceniał ryzykantów, a w szczególności tych z gatunku rozsądnych, którzy gotów byli zaoferować mu sakiewkę w zamian za pomachanie włócznią i okazjonalne wbicie jej w coś lub kogoś.

Zanim zdążył zadać jakiekolwiek pytanie, uprzedził go ork. Ork, któremu ukrycie zaintrygowanie szło równie kiepsko, co Razzanowi. Nie zapyta więc o pieniądze, przynajmniej nie teraz. Pozwolił sobie na krótkie hmm wycelowane w grupkę górników. Liczył, że otrzyma ciekawszą historyjkę, niż stado krwiożerczych szczurów albo duch zamordowanej piątej żony pobliskiego lorda.

Savir
Posty: 20
Rejestracja: 05 lip 2022, 9:54
Savir podszedł do chorego dziecka i przykucnął przy nim. Na razie bez dotykania chłopca przyglądał się jego stanowi.
- Na klątwy? Na to raczej nie ma mikstur. Ale moim zawodem jest wplatać magię w rzeczy. Wyplątanie jej też leży w moich umiejętnościach. Oczywiście, klątwy są jak trucizna. Różnie mogą być zaaplikowane, różnie działają i różnie można się próbować ich pozbyć.
Postanowił nie wspominać o tym, że podobnie jak trucizna, klątwa może dokonać zbyt wiele zniszczeń by jej usunięcie coś dało. Tak samo jak fakt, że ciało ludzkie jest materiałem dużo mniej odpornym na ingerencję magii niż metal czy drewno. Zbyt wiele skomplikowanych procesów, które można zakłócić. Zbyt duży bałagan który musi utrzymywać równowagę.
Sięgnął do pasa i z niedużego, skórzanego pojemnika wyciągnął kilka narzędzi. Większość przypominała dziwnie ukształtowane druciki lub narzędzia do drobiazgowej roboty. Pomagały one precyzować naturę i działanie magii w czasie gdy nieumarły wpatrywał się w eter. Przesuwał nimi nad chłopakiem powoli, analizując odczyty.
- Zanim cokolwiek zrobię, muszę wiedzieć jak najwięcej o przyczynie. Proszę mi opowiedzieć jak to się stało, z jak największą ilością szczegółów. To bardzo ważne. - powiedział, nie patrząc na nią. - Im więcej wiem, tym pewniejszy będę moich działań.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Na polanie zaległa cisza. Przez chwilę słychać było tylko bzyczenie owadów i ciężki oddech burmistrza. W końcu staruszka, przez pozostałych nazywana Widzącą, przejęła inicjatywę.
- Spokojnie, kochaniutcy, bo nam się wszystko pomiesza - odezwała się. Potem spojrzała w stronę przybyłej grupy górników. - Sam, zabierz stąd chłopców i Sarę. Odpocznijcie, macie za sobą trudny dzień. Peter i Rozalia na pewno potrzebują cię teraz w domu.
Razzan i Darg mogli zauważyć, jak na wzmiankę o domownikach Samowi drgnęła powieka. Górnik nie odezwał się jednak. Zamiast tego machnął na pozostałych i wspólnie z nimi oddalił się w kierunku, z którego nadeszli - w stronę wsi.
Jedynie dziewczyna zawahała się przez chwilę. Dopiero teraz, gdy grupa oddaliła się do niej, Razzan i Darg zdali sobie sprawę ze szczegółu, który wcześniej umykał ich uwadze - choć ubrania również miała całe brudne od pyłu i ziemi, jej twarz i dłonie były znacznie czystsze niż pozostałych.
- Widząca, naprawdę rozważamy zejście do zamkniętej sztolni? - w jej głosie przebrzmiewała dziwna mieszanka strachu i nadziei.
Staruszka popatrzyła na nią smutno. Pokręciła delikatnie głową.
- Musimy rozważać wszystko, drogie dziecko. Jutro zapadnie decyzja.
Dziewczyna odwróciła się i pobiegła za oddalającymi się górnikami.
Zostali na polanie w czworo: Widząca, burmistrz, ork i appazi. Dziwna zbieranina, dziwne miejsce, dziwne okoliczności.
- Źle zaczęliśmy. - Widząca powiodła wzrokiem po zebranych. Chwilę dłużej zatrzymała spojrzenie na Dargu. Ork odniósł wrażenie, jakby spoglądała głębiej, wprost na podążającą z nim, skrytą gdzieś na granicy świadomości ciemność. - Ale wszystko da się nadrobić. Co was sprowadza do Szpili, złociutcy?
***
Rozalia z lękiem przyglądała się narzędziom wyjmowanym przez Savira. Zapraszając go do izby, miała chyba nadzieję, że mężczyzna wyjmie jakiś flakonik z pachnącą odpychająco substancją, którą wleje do ust chłopca. Praca nad jej synem, jakby był jakimś artefaktem, zdawała się wykraczać poza granice tego, co kobieta potrafiła zaakceptować bez mrugnięcia okiem.
Uspokoiła się dopiero, gdy przez dłuższą chwilę żaden z drucików nie trafił do nosa chorego ani w żaden inny otwór w jego ciele.
- Peter… on jest jeszcze dzieckiem. I głupoty mu w głowie, jak to dzieciom. Jak pewnie pan wie, mamy tu w Szpili kopalnię. Ostatnimi czasy, odkąd jakieś dwa lata temu zaginął w niej Olgierd, zaczęto różnie o niej gadać. - Zobaczyła pytające spojrzenie Savira. - Olgierd to jeden z górników, robił z moim mężem. Zaginął w jednej ze sztolni. Mąż nie chciał mi opowiedzieć, jak do tego doszło. Sztolnia jest od tamtego czasu zamknięta.
Rozległo się cichutkie stąpanie - to kot wślizgnął się do pomieszczenia i zaczął ocierać się o nogę Rozalli. Kobieta odruchowo schyliła się i podniosła zwierzę, nie przestając mówić.
- Niedługo potem pojawiły się te znamiona. Och, przepraszam, tak rzadko mamy tu kogoś spoza Szpili, że sama już nie wiem, jak opowiadać o tym obcym. To jakaś choroba, pewnie od za długiego przebywania pod ziemią. Nawdychali się czegoś i proszę, skóra staje się brudna, jakby umorusana, ale nie da się tego paskudztwa zmyć.
Peter jęknął, jak gdyby chciał przypomnieć, że to o niego pytał dziwny przybysz.
- Ma pan dzieci? Zresztą nie trzeba ich mieć, żeby wiedzieć, jakie są. Każ im gdzieś milczeć, a zaczną bez przerwy gadać. Jak gdzieś widzą zakaz wstępu, to zaraz szykują się na wyprawę. Po wydarzeniu z Olgierdem kazaliśmy dzieciakom trzymać się z daleka od kopalni. I tak zrodził się ten chory pomysł, głupie wyzwanie, które dziecko zejdzie niżej i wytrzyma tam dłużej. Obawiam się, że Peter wygrał.
Choć ostatnie zdanie mogło zabrzmieć jak żart, Savir usłyszał w głosie Rozalii fałszywą nutę. Gdy spojrzał na kobietę, dostrzegł w jej oczach łzy. Głaszcząc bezmyślnie kota, wpatrywała się w leżącego na łóżku chłopca.
- Sam znalazł go u wylotu kopalni w takim stanie. Trzy dni temu. Od tego czasu nie było z nim kontaktu.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Darg przestąpił z nogi na nogę. Zerknął raz jeszcze na nieznajomego przybysza z południa i upewniwszy się, że ten nie pali się do odpowiedzi, skierował swoją uwagę z powrotem na Wiedzącą.
- Nie znamy się - mruknął, rozkrzyżowując ręce i wskazując niedbale na ciemnoskórego. - Na imię mam Darg - użył swojego nowego imienia. Zawsze, kiedy tak robił, zastanawiał się, czy to stare, wyryte w jego aurze mocą Rytuału Nadania Imienia, nie przebija się z tyłu i nie zdradza kłamstewka. Ale w sumie, czy to było kłamstewko? Mógł mieć przecież drugie imię.

- I szczerze mówiąc - dodał, drapiąc się od niechcenia po karku - aż do teraz nie miałem pojęcia, że istnieje taka osada jak Szpila.

Awatar użytkownika
Razzan
Posty: 11
Rejestracja: 06 lip 2022, 18:07
Tak szybko, jak się pojawili, tak prędko i zniknęli z polany. Górnicy, oczywiście. Zostawili za sobą jedynie ciężki, ziemisty zapach i młodą dziewczynę, która na pewno musiała być komediantką, i to dość kiepską. Brudna odzież kontrastowała z czystą i, przyznał, niezbyt urodziwą twarzą. We krwi mieszkańców wioski nie było zbyt wiele piękna, zawyrokował.

I został, wpatrując się w Darga, uznając, że mówi prawdę. Co do jednego był pewien - rzeczywiście się nie znali. Przytaknął ledwo zauważalnie, zwracając się w końcu w stronę Widzącej.
- Nie, nie znamy się. Tylko tędy przejeżdżałem - mruknął, machając niedbale dłonią w kierunku klaczy. Ta niespiesznie rozkoszowała się szpilową trawą. Musiała smakować obrzydliwie. - Chronię karawany. Nie tylko, lecz te przede wszystkim. Kierownik jednej z nich podpowiedział, że będziecie mi w stanie pomóc trafić do Nimnaros. Jak mniemam, wybrałem najmniej fortunny czas. - Powiedz, że wręcz przeciwnie, rzuć kilka dobrych złotych monet i powiedz, że w sztolni czeka ropuchogoblin. No już, miejmy to za sobą. - Możecie mówić mi Razzan. Najemnik. Włócznia. - Zmrużył oczy, czekając na Widzącą. To ona się tu liczyła.

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Savir w milczeniu słuchał opowieści kobiety, skupiony jednocześnie na jej historii i na swoich tajemniczych przyrządach.
W miarę jak druciki krążyły nad ciałem chłopca, alchemik zaczynał rozumieć coraz więcej. Krążący pod skórą Petera eter nie dawał się czytać niczym otwarta księga, dla Savira nie było to jednak niczym nowym - przywykł do interpretowania subtelnych wskazówek i sugestii. Zwykle radził sobie z tym całkiem nieźle.
To, co działo się w ciele gorączkującego dziecka, nie dawało się jasno sklasyfikować. Rzemieślnik wyczuwał żywioł ziemi, pulsujący niespokojnie. Momentami zdawał się być omal dostrzegalny gołym okiem, by za chwilę zniknąć, ukryć się na granicy wykrywalności. Druciki gięły się w rękach Savira, podążając wzdłuż kończyn chłopca, jak gdyby próbowały śledzić buszującą po organizmie energię.
Przyrządy wibrowały szczególnie mocno, gdy Savir skierował je na najbardziej zaczernione fragmenty skóry - przebarwienia na dłoniach i twarzy.
Czuł, że to, co się dzieje, wymyka się jego pojmowaniu. Chłopiec jawił mu się niczym paleta barw, której nie potrafił przelać w koherentny obraz.
Było to nowe, dziwne, niepokojące... i fascynujące jednocześnie.

***
- A więc tak cię zwą, Darg? - powtórzyła Widząca, patrząc głęboko w oczy orka. Czy było to tylko złudzenie, wywołane silnymi myślami na ten temat, czy rzeczywiście tak cię zwą wypowiedziała niemal jak Chag cię zwą? Darg poczuł delikatny dreszcz na karku. - I Razzan. Appazi, prawda, czekoladko? - Widząca przeniosła spojrzenie na najemnika.
- No to formalności mamy za sobą, wspaniale - wtrącił się burmistrz. - W normalnych okolicznościach powiedziałbym, że miło mi gościć was w Szpili, ale jak pewnie już zauważyliście, okoliczności są dalekie od normalnych. Obawiam się, że ci z karawany wskazali ci złe miejsce na postój. Jeśli zmierzasz do Nimnaros, poproszę któregoś z chłopaków, żeby przeprowadził cię przez najtrudniejsze fragmenty szlaku, te, na których najłatwiej zbłądzić. Dalej będzie już prosto, do miasta zostanie ci jakieś półtora dnia drogi.
Mężczyzna przeniósł wzrok na Widzącą. Miał zacięty wyraz twarzy.
- Obawiam się, że będziemy musieli zejść do zamkniętej sztolni, Malwio. Tylko tam może być jeszcze dość srebra, by Szpila nie upadła. Poinformuję jutro Sama, że ma poprowadzić chłopców w głąb kopalni.
- W ciemność. - Widząca pokiwała głową.
Srebro, rozbrzmiało w głowie Razzana. W ciemność, powtarzał nachalnie umysł Darga.
- Nawet jeśli zdecydujecie się wyruszyć w dalszą drogę, dokąd tam zmierzacie, moi drodzy, nikt nie wyjedzie ze Szpili głodny. Umilicie staruszce wieczór rozmową przy kolacji?

Awatar użytkownika
Razzan
Posty: 11
Rejestracja: 06 lip 2022, 18:07
Czekoladko, zabrzmiało to jednocześnie szyderczo i pocieszająco. Wzruszył ramionami - był przyzwyczajony do różnych określeń, nie mógł też oczekiwać, by wiejska ludność, która zwiedzała świat w głąb, nie wszerz, opanowała międzykulturowe konwenanse. Zauważył, że Widząca swoją uwagę skupia na orku, a im dłużej czasu mijało, tym bardziej był tego pewien. Czyżby był kimś więcej, niż tylko zagubionym wędrowcem? Zdecydował, że odłoży rozmyślanie na ten temat na później.

Poruszyły go dwa dźwięki. Pierwszym z nich było słowo "srebro", które, jak odkrył, spoczywa gdzieś w ziemi pod osadą. Appazi myślał, że w tej wiosce wydobywają żelazo lub miedź, obecność złóż srebra była zatem przyjemną niespodzianką i być może jednym z powodów, dzięki którym Nimnaros stało się tak potężnym miastem. Razzan nie należał do ludzi chciwych, przynajmniej tak o sobie myślał, należał jednak do ludzi skrupulatnych i doskonale zdawał sobie sprawę, ile monet leży na dnie jego sakiewki. Odpowiedzią była liczba jednocyfrowa, co, po dotarciu do Nimnaros, równałoby się kilku lepszym dniom. Potrzebował zarobić, a równie dobrze mógł wesprzeć się drobniejszym zleceniem w Szpili.

Drugim dźwiękiem było burczenie w brzuchu wywołane zaproszeniem na kolację. Najemnik nie potrzebował tak wiele jedzenia, jak zwykli ludzie (co było jednym z atutów podczas długich podróży), zdawał sobie jednak sprawę, że odmowa zjedzenia czegoś ciepłego byłaby niezbyt rozsądna. Tym bardziej, że niedługo zaskoczy ich noc, a wtedy podróżować nie zamierzał. Chcąc nie chcąc, skinął głową, przywołując na twarz coś, co dla niedowidzącego mogłoby wyglądać jak uśmiech.
- Pozwólcie mi jedynie znaleźć bezpieczne miejsca dla konia - zaczął, zwracając się w stronę Widzącej i burmistrza. - Zasiądę z wami do posiłku. - Spojrzał w końcu w stronę Darga, zastanawiając się, czy pas to jedyne, co nosił przy sobie.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Ten dzień był dziwny, a to spotkanie jeszcze dziwniejsze.
"Kiedy dzieją się niecodzienne rzeczy, to znak, że Moc wiedzie cię swoją ścieżką" - zwykł mawiać nauczyciel.
Darg obejrzał się za siebie, jakby zostawił coś w lesie, albo wręcz przeciwnie, jakby upewniał się, że to coś wciąż za nim podąża.
- Prowadźcie zatem - odrzekł krótko, kiedy znowu na nich spojrzał. - A w drodze i wy się nam przedstawcie.

Savir
Posty: 20
Rejestracja: 05 lip 2022, 9:54
Savir podniósł się znad oględzin. Wyniki były mniej niż idealne. Nieumarły miał nadzieję na proste rozwiązanie, które otworzyło by mu wiele drzwi w czasie załatwiania interesów tutaj. Ale niestety, to wyglądało raczej na robotę dla kapłana albo specjalistę od klątw. Chociaż możliwe, że dałby radę niosło się za tym ryzyko. W ostateczności lepiej nie być jednak tym, kto spowodował śmierć dziecka jako pierwszy czyn w okolicy. Chociaż magisekcja tego przypadku mogła by przynieść ciekawe informacje, lepiej zostawić tą opcję jako ostateczność.
- Pierwszy raz coś takiego widzę, a to jak mówiłem nie moja dziedzina... - powiedział przepraszająco, pakując narzędzia - Więc zanim cokolwiek spróbuję, chciałbym zebrać więcej informacji. Rozumiem, że są też inni dotknięci tą przypadłością? Jakieś wspólne elementy poza pobytem w kopalni? Typowy przebieg doległości? No i musiałbym zerknąć na samą kopalnię. Są w mieście ludzie, którzy mogli by mnie tam zaprowadzić?

Awatar użytkownika
Karv
Posty: 389
Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Gdy Razzan i Darg szli z kobietą przez wieś, nie mogli nie zwrócić uwagi na pnącą się niedaleko górę. Nie była szczególnie okazała - gdyby nie całe zamieszanie z nią związane, uznaliby zapewne, że to po prostu dobry punkt widokowy na okolicę. Miejsce, gdzie młodzi chłopcy zabierają młode dziewczęta, by pić wino, a stare kobiety zabierają pamiątkowe wisiorki czy pierścionki, by powspominać czasy, kiedy ich mężowie byli jeszcze młodymi mężczyznami. Lub gdy w ogóle jeszcze byli.
Zgodnie z prośbą Darga, po drodze burmistrz i Widząca dokonali prezentacji. On miał na imię Bruno i zarządzał Szpilą od lat. W czasach, gdy kopalnia przynosiła duże zyski, kierował jej działaniem. Mieszkańcy utożsamiali dobrobyt z jego staraniami, dlatego wkrótce wybrali go na burmistrza. Teraz pewnie by tego nie zrobili, ale brak im lepszego kandydata, zawyrokował ponuro. Potem pożegnał się uprzejmie, mówiąc, że obowiązki wzywają.
Jej nadano imię Malwia, choć zwracali się tu tak do niej tylko nieliczni. Większość nazywała ją Widzącą. Właśnie zbliżali się do jej domu.
- Tak się przyjęło, że kto mieszka w tej chacie, ten jest Widzącą. Czasem Widzącym, ale ostatniego z fujarą mieliśmy kilka pokoleń temu. Chcecie znać sekret Widzących? Trzeba się znać trochę na ziołach, wiedzieć, gdzie ucisnąć jak człowiekowi strzyka w tyłku i wyciągać wnioski z zasłyszanych plotek.
Zarechotała jak z najlepszego żartu.
Chata Widzącej znajdowała się, a jakże by inaczej, na uboczu. Z bujanego fotela na ganku widać było prowadzącą z wioski ścieżkę, trudno więc było zaskoczyć kobietę niespodziewaną wizytą.
- Tutaj możesz uwiązać konia, mój drogi. - Wskazała miejsce. Obok znajdowała się balia, w której zbierała deszczówkę.
Choć mogli się spodziewać, że wnętrze chaty będzie pachnieć ziołami, na wejściu nie wyczuli żadnego zapachu. Może tylko delikatnie zakręciło im się w nosach od kurzu, który osiadł głęboko we włochatym dywanie na środku izby, a teraz wzbił się w powietrze, podniesiony ciężkimi krokami orka i najemnika.
- Kolacja niedługo będzie gotowa. - Widząca sięgnęła do szafki. - Ale nie będziecie chyba czekać w milczeniu. Opowiadajcie, opowiadajcie. Tak rzadko mamy tu kogoś z wielkiego świata. My tutaj patrzymy raczej w głąb, nie wszerz. - Nie spojrzała na Razzana, pochylona nad blatem. Wypowiedziała te słowa tak naturalnie, że najemnik zastanawiał się, czy to nie zwykły zbieg okoliczności.
***
- Są. - W izbie stanął dobrze zbudowany mężczyzna, z twarzą i ubraniem pokrytymi czarnymi smugami. Savir bez trudu rozpoznał w nim górnika, a gdy przyjrzał się mu nieco uważniej, nie mógł nie zauważyć podobieństwa do leżącego w malignie chłopca.
- Sam - odezwała się Rozalia, potwierdzając przypuszczenia alchemika - poznaj pana Savira, rzemieślnika. Dopiero co przyjechał do Szpili.
- Niech mnie. To już trzeci dzisiaj. Co za dzień. - Sam rozpiął guziki koszuli i ściągnął ją z grzbietu. Savir dostrzegł na jego torsie ciemne pręgi podobne do tych szpecących Petera, jednak dużo mniej intensywne. - Chodź ze mną za dom, panie rzemieślniku, opowiesz mi, czego żeś się dowiedział o moim synu.
Choć przez chwilę można było wziąć to za groźbę, Savir szybko odetchnął z ulgą. Za domem stała spora miska z wodą. Sam pochylił się nad nią i zaczął szorować twarz.
- Widziałem wóz przed domem. Masz tam coś, co może pomóc?