Ja ostatnio odkrywam dobrodziejstwa audiobooków. Zawsze byłem zagorzałym wrogiem tej formy przyjmowania literatury (raz, że często lektorzy mi nie podchodzili, dwa, że wszyscy czytają taaaak wooooolnoooo). Wyklucie Pisklaka sprawiło, że zrewidowałem moje podejście. Rzadko mam czas usiąść z książką, a audiobooka mogę sobie na słuchawkach zapuścić nawet gdy lulam młodego czy wyprowadzam go na spacer. Do audiobooków mam dostęp na empiku i inspiro.
Z gatunków, moje ulubione to zawsze były: fantastyka i kryminał, ale czytam też inne rzeczy. Teraz w ramach klasyków słucham sobie Winnetou, jakoś kiedyś mnie to ominęło. Do fantastyki mam coś pecha ostatnio, co wezmę to jest średnie. Ostatnim w miarę dobrym co przeczytałem (chociaż absolutnie nie wybitnym) był zbiór starych opowiadań o Conanie. Też nigdy wcześniej nie czytałem. Interesujące, że literacki Conan dość odbiega od stereotypowego jego obrazu, który miałem w głowie - nie dość, że nie jest głupi, to zna co najmniej kilka języków i umie pisać i czytać.
Z kryminałami mam ostatnio większe szczęście niż z fantastyką, ostatnią odnawiam moją miłość do gatunku noir, zapoznając się z różnymi pozycjami Rossa Macdonalda.
Główny problem z audiobookami jest taki, że czytając je, nie znikają książki papierowe z moich półek. W 2021 wpadliśmy z Ver w jakiś szał i między styczniem a marcem kupiliśmy 350+ książek. Teraz trzeba je czytać, bo nie ma gdzie je trzymać. Tym bardziej przydałoby się odchudzić ich liczbę przed przeprowadzką.
No, to tyle na początek.
Zapraszam do rozmowy i dyskusji