Sam już sposobił się do odejścia, gdy nagle coś go powstrzymało. Wyczekujące spojrzenie rzemieślnika? Jego ciche chrząknięcie? Cokolwiek to było, wystarczyło, by mężczyzna zrozumiał, że to jeszcze nie pora. Że jest winien przybyszowi jeszcze nieco opowieści.
- Zaczekaj tu - poprosił, po czym skierował się do stojącej nieopodal studni. Przez kilka chwil słychać było tylko jęki starego mechanizmu podnoszącego wiadro.
Sam wrócił, w ręku niosąc ociekającą wodą flaszkę bimbru. Odkorkował i pociągnął solidny łyk z gwinta, po czym otarł usta wierzchem dłoni i wyciągnął butelkę w stronę Savira.
- Nie lubi, kiedy piję w domu. - Wskazał głową w stronę domu. - A są rzeczy, o których bez golnięcia nie dam rady opowiedzieć.
Oparł się o balię i przez chwilę patrzył w dal. Słońce chowało się za górującą na horyzoncie Szpilą.
- Zaczęło się jakoś rok temu. Choć ja tam mówię, że zaczęło się już wcześniej, gdy ogołociliśmy Szpilę z większości dóbr. Gnoje z Nimnros przywykły, że nasza wieś jest bogata i myśleli, że zawsze już tak będzie. Przyjeżdżali, ściągali haracz i cieszyli się, jak świetnie im się wiedzie. A nam było coraz gorzej. Coraz więcej osób wyjeżdżało, czując, że tu już nic nie da się osiągnąć. Ale nie wszyscy. Niektórzy wierzyli, że w tej górze jest coś więcej, że może nas jeszcze czymś zaskoczyć.
Splunął i wyciągnął rękę po butelkę. Przepił.
- I zaskoczyła, niech ją… Był taki facet, Molah. Świetny górnik, dobry człowiek. Mówił, że przyjazd do Szpili odmienił jego życie, pozwolił stanąć na nogi. Tutaj się ustatkował, założył rodzinę. Nie wyobrażał sobie życia poza Szpilą. Nie miał tam do czego wracać.
Pociągnął jeszcze łyk i znów wręczył butelkę Savirowi. Alchemik poczuł, że jest znacznie lżejsza niż jeszcze przed chwilą.
Molah chciał schodzić coraz głębiej. Miał posłuch, był tu jednym z bardziej szanowanych ludzi, chłopcy w kopalni też mu ufali. Więc schodziliśmy coraz niżej, a niewielkie napotkane żyły dawały nadzieję, że niedługo dzienny urobek znowu będzie większy. Tylko że, kurwa, wcale nie.
Jednego dnia Molah ani myślał przerywać prac. On i kilku chłopców byli pod ziemią już kilkanaście godzin. Dawno powinni przestać, ledwo dźwigali kilofy. Ale tego dnia wstąpiło w nich jakieś szaleństwo. Powtarzali, że albo natrafią na bogactwo, albo stamtąd nie wyjdą.
Ale słabli. Jeden po drugim rezygnowali. Wychodzili na powierzchnię. Chyba nigdy przedtem nie widziałem, żeby ktoś miał na dłoniach tyle pęcherzy, krew lała im się z ran. Ale Molah nie odpuszczał.
I się przeliczył. Niektórzy mówią, że góra się na niego wkurwiła, ale ja w te brednie nie wierzę. Po prostu miał pecha, rozproszył się, nie wiem. W każdym razie, coś tam się stało. Usłyszeliśmy huk, a kiedy dotarliśmy na miejsce, zobaczyliśmy zawalisko. Długo zajęło pozbycie się gruzu. Za długo, żeby mieć nadzieję, że Molah jeszcze żyje.
***
Stara Widząca zrobiła przerwę, by napić się parującego w kubku naparu.
- Gdy pozbyli się gruzów, zobaczyli, że w tunelu zionie ogromna dziura. Molaha nigdzie nie było. Musiał tam wpaść, biedaczek. Chcieli go wyciągać, ale wtedy doszło do kolejnego tąpnięcia. Jednemu chłopakowi przygniotło nogę. I tyle było z ratunku.
Kobieta westchnęła ciężko. Wspomnienie tamtych dni musiało w niej wciąż silnie rezonować.
- Przynieśli do mnie tego chłopaka. Noga nadawała się tylko do cięcia, ale było coś jeszcze. Ujrzałam na jego ciele dziwne znamiona, ciemne pręgi. Zdawały się wręcz pulsować, poruszać. Dostał wysokiej gorączki, w ranę wdała się gangrena. Niewiele więcej mogłam zrobić.
To był pierwszy, którego Szpila naznaczyła. Z czasem zaczęło ich być coraz więcej. Każdy, kto dłużej pracuje pod ziemią, ma takie znamiona. Do wczoraj myślałam, że nie są groźne, że to po prostu uroda chłopców z kopalni.
***
- Wezwaliśmy Widzącą do Petera. Załamała ręce - kontynuował Sam. - Powiedziała, że nie ma pojęcia, co się dzieje. Nawarzyła wywarów, naznosiła maści i olei. Żona pielęgnuje tym chłopaka, ale widzę, że mu się nie poprawia. Dlatego chcę tam jutro zejść. Nie po pieniądze. Chcę przekonać się, co za gówno przebudził Molah i wyszarpnąć z trzewi Szpili zdrowie dla syna.
Sam był już pijany. Mówił niewyraźnie, a woda w balii falowała, gdy mężczyzna opierał się o nią chwiejnie.
***
- Ta dziewczyna, którą widzieliście na polanie, Sara, to córka Molaha. Biedaczka, ma dziś w nocy o czym myśleć. - Malwia odstawiła kubek. - Ale zjawi się. Jest silna, nie odpuści.
Staruszka westchnęła ciężko.
- Mam nadzieję, że ciemność nie dostrzega ciebie, złociutki. - Spojrzała na Darga. - No, usatysfakcjonowani?
***
- Taką tu mamy, kurwa, zgadkę - skończył Sam. - Chcesz wiedzieć coś jeszcze?