Arya otworzyła drzwi i wtem do środka wparowało dwóch mężczyzn nawet na nią nie patrząc i zaczęli przeszukiwać dom. Trzeci w nich podrapał się po głowie, splunął z odrazą na bruk i dopiero spojrzał na dziewczynę. Widać było, że w ogóle nie chciał tu być.
- Porucznik Jagark Grechten. Pani wybaczy, ale szukamy bardzo niebezpiecznego człowieka. Wysoki, śniada skóra, brązowe oczy, znoszone drogie ciuchy. Widziała go panienka? - Podczas, kiedy on dokonywał niezbędnych wyjaśnień jego ludzie robili jej bałagan w świeżo wysprzątanym domku. Teraz nawet nie musiała udawać złości.
- Po pierwsze to, z całym szacunkiem, ściągajcie buciory przed wejściem! Nasprzątałam się, a wy w jednej chwili mi tu błota nanieśliscie! Po drugie nie mam pojęcia o kim mówicie. - Widać uwaga o ich braku manier zupełnie nie obeszła strażników. Jeden co najwyżej rzucił jej pogardliwe spojrzenie i wszedł do jej sypialni. Na to już ona sobie pozwalać nie będzie! Pobiegła za nim, co porucznik wykorzystał, żeby również wejść do środka.
- Przestańcie natychmiast! Chcę zobaczyć nakaz przeszukania domu.
Mężczyźni spojrzeli po sobie, aż w końcu Grechten posłał jej nieprzyjemne spojrzenie.
- Jesteśmy tu w celu pojmania przestępcy, nie potrzebujemy nakazów. - Jego słowa utwierdziły ją w przekonaniu, że owszem, potrzebowali.
- Proszę powiedzieć gdzie była Pani przez ostatnie dni? - Wyraźnie próbował ją zagadać, kiedy jego ludzie wyrzucali z szaf osobiste rzeczy dziewczyny oraz stare ubrania jej ojca. Na widok męskich strojów wymienili między sobą podejrzliwe spojrzenia. - Do kogo należą te rzeczy?
Sfrustrowana zaczęła zbierać połatane koszule i skryła je w ramionach niczym skarb. Bardzo stary, zmizerniały skarb. Zaraz potem zadarła wysoko brodę. Nie zamierzała dać się tak traktować.
- Jak każdy mieszkaniec miasta - w Nimnaros. Jestem bardką, zarabiam śpiewając na Złotej Ulicy lub karczmach. Ostatnie dni spędziłam w domu, żeby dać odpocząć gardłu. Może chcecie Panowie kupić do domu ręcznie tkane serwety lub obrusy? Zaręczam, że specjalnie dla Was sprzedam je za krocie. - Nawet nie zamierzała udawać szacunku do nich, skoro i oni jej go w żaden sposób nie okazywali. Wtem strażnik, który dotychczas przeszukiwał pokój jej ojca cmoknął z oburzeniem i podszedł do niej.
- Słuchaj no dziewko! Jeśli będziesz nam utrudniać pracę równie dobrze możemy Cię zamknąć! A wiesz co się dzieje, kiedy taka... kształtna osóbka znajduje się u nas na dołku? Nie wiesz? To ja Ci chętnie powiem. Na pewno zgarniesz całą naszą uwag...
PLASK!
Rivlish mógł usłyszeć dość jednoznaczny dźwięk - Arya w końcu nie wytrzymała i spoliczkowała drania. Gdyby mógł ją zobaczyć to pewnie ze zdziwieniem by stwierdził, że jej policzki kolorem dorównały włosom z oburzenia. Kto jak kto, ale arystokrata już się dowiedział, że nie należy drażnić bardki w ten sposób.
- Ty suko...! - ŁUP.
Tym razem jednak wraz z uderzeniem dało się słyszeć stłumione stęknięcie bólu, kiedy strażnik złapał bardkę za szyję i siłą typową dla napakowanych mięśniaków zderzył jej ciało ze ścianą korytarza. Znajdowali się teraz dokładnie nad skrytym Rivlishem.
- Szeregowy, wystarczy tego. - Głos porucznika bynajmniej nie wskazywał, żeby przejął się losem dziewczyny, a po prostu nie chciał przeciągać tego spotkania. Kiedy Arya znów mogła normalnie oddychać słychać było delikatne rzężenie w jej gardle. Skurczybyk mógł jej zrobić krzywdę!
Nim jednak mężczyźni znów się odezwali bardka stanęła na nowo wyprostowana i z zadartą brodą spojrzała na nich z wyższością.
- Nazywam się Aryanna Janon. Córka zmarłego sierżanta Ethelreda Janona, ale na pewno to wiedzie, skoro już przyszliście do mojego domu. - Ostatnich słów nie wymówiła, ona je praktycznie wysyczała. - Rzeczy, które właśnie przetrząsacie należały do niego. A może już coś wiadomo w sprawie śledztwa, które mieliście przedsięwziąć w tej sprawie? Niejaki Valees przyjmował ode mnie zeznania i zapewniał, że się tym zajmiecie. Wiem, że służy pod porucznikiem Heinreichem. A może powinnam się przejść na Wasz posterunek i zapytać o to bezpośrednio Kapitana Carandara? Na pewno chętnie posłucha o tym, jak jego ludzie w nosie mają morderstwo jednego z nich?
Słysząc, że dziewczyna powołała się na największego choleryka w straży, z którym nikt nie zamierzał zadzierać, jego prawą rękę i samego kapitana mina im zrzedła.
- To dom tego pijaka Janona? - Szeregowy splunął z odrazą, jednak zaraz skulił się od ciosu w żebra swojego przełożonego, czego w ogóle się nie spodziewał.
- Więcej szacunku. Wydalony ze służby czy nie, to dalej jeden z nas. Poza tym zmarł raptem miesiąc temu, więc okażcie Pani trochę więcej zrozumienia. - Porucznik Jagark widocznie się opamiętał i teraz już wyraźnie zakłopotany spojrzał po bałaganie, jakiego narobili. - Wybacz nam panienko. Te młokosy zbytnio się podekscytowały perspektywą osadzenia swojego pierwszego przestępcy. Już ja im wleję oleju do głowy i nauczę manier. Śledztwo... wciąż próbujemy ustalić kto dopuścił się zbrodni na Pani ojcu, jednak nie jest to łatwe zadanie.
Po chwilowym zawahaniu w jego głowie Arya wiedziała, że nawet nie zaczęli szukać poszlak. Chciała wierzyć, że podejdą do sprawy bardziej poważniej, jednak po prawdzie nie spodziewała się niczego innego ze strony rzekomych obrońców miasta. Grechten skinął ręką na swoich ludzi, że opuszczają mieszkanie, co Ci uczynili bez słowa sprzeciwu. Jedynie ten, który wcześniej wyraźnie nie mógł się doczekać zabrania Aryi razem z nimi i osadzenia jej w celi podczas przesłuchania jeden na jeden posłał jej dwuznaczne spojrzenie. Naprawdę miała nadzieję, że nie spotka go nigdy podczas nocnego patrolu straży...
Przed wyjściem porucznik jeszcze raz spojrzał na bardkę i westchnął.
- Jeszcze raz przepraszam za to najście, jednak jeśli spotka Pani tego mężczyznę proszę nas o tym natychmiast powiadomić. On nie ma skrupułów w tym co robi, jest zawodowym kłamcą i oszustem. Nie dość, że ukradł naprawdę ważne kosztowności, to niemalże zaszlachtował kilkoro ludzi w drodze do Nimnaros. Chodzą słuchy, że już dotarł do miasta i stanowi duże zagrożenie na jego mieszkańców. Proszę na siebie uważać. - Na odchodne stanął na baczność i stuknął butami salutując jej w geście szacunku dla rodziny zmarłego strażnika. Z lekkim ociąganiem, jednak towarzyszący mu szeregowi zrobili to samo.
Arya patrzyła jeszcze za nimi chwilę, a gdy zniknęli za rogiem w końcu zamknęła drzwi na wszystkie spusty i ściągnęła kosz i dywan z klapy. Ledwo ją uchyliła, a odeszła z powrotem do głównej izby i usiadła na kanapie wyraźnie roztrzęsiona. Adrenalina zaczęła z niej schodzić i jak nic będzie miała paskudnego siniaka na szyi. Nawet się nie spostrzegła, jak zaczęła cicho łkać po całym zdarzeniu.