Domek Aryi - w sąsiedztwie Placu Bubeusza
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Powrót z Domu Urody
Rivlish podrapał się po głowie. Westchnął. Przeszedł się w jedną i drugą stronę. Westchnął jeszcze raz. Wyrzucił ręce w górę.
- Nie wiem, o co jej chodziło! Naprawdę nie mam pojęcia! - zawołał.
Wystarczył rzut oka na Aryę, by zobaczyć, że to jej nie wystarczy. Chciała prawdy? Gdyby ją poznała... w zasadzie to co? Zabiłaby go? Mało prawdopodobne. Wydała? To wtedy by uciekł. W dużej mierze dzięki jej pomocy, odzyskał dość sił na to. Poza tym... czy ona na pewno czegoś nie podejrzewała? Wiedział, że parę razy się zawikłał w kłamstwa lub zapomniał skłamać, a cholera wie, jak jego ciało zareagowało na ranę tej pierwszej, najtrudniejszej nocy.
- Gdybym ci powiedział prawdę... nie wiem czy byś mi uwierzyła - powiedział w końcu. - Ale chyba mogę zademonstrować. Na początku musisz wiedzieć, że naprawdę nie mam pojęcia, o co chodziło Ethalii bo...
Jego ciało zaczęło się zmieniać, zachowywać jakby były wyrzeźbione z wosku poddanego zbyt wysokiej temperaturze. Rysy ciała się stapiały, włosy zniknęły, oczy powiększyły i przybrały intensywny, zielono-żółty kolor. Skóra stała się cała szara i gładka, a cała sylwetka stała się niesamowicie chuda. Potem zaczęła znowu się zmieniać. Pojawiły się delikatne, kobiece rysy, oczy stało się całkowicie zielone, uszy lekko spiczaste - skąd on wiedział? Przecież ich nie widział! - długie rude włosy zaczęły rosnąć w oczach, krągłości pojawiły się tam, gdzie ich wcześniej nie było.
- Nie mam pojęcia, co Rivlish Arn'quert jej zrobił - powiedziała Arya, tylko że Arya w o wiele za dużych ciuchach. Nawet głos miała/miał/miało niemal identyczny. Niemal. - Bo nie jestem nim.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Im dłużej patrzyła na przemianę swego towarzysza coraz bardziej otwierała oczy ze zdumienia. Nawet nie wiedziała kiedy wstała na chwilę i podeszla do niego... Do niej... Do samej siebie? Położyła delikatnie dłoń na policzku swego gościa, jednak je była w stanie wyczuć nic innego poza ludzkim ciałem.
- Oh... No cóż, to by wiele tłumaczyło. - Zarówno kwestie długowieczności, braku znajomości ludzkiej kultury i tego całego dziwnego zachowania.
- To jak mam się do Ciebie zwracać? - Dalej była w niemałym szoku, jednak mimo wszystko uśmiechnęła się lekko. To było naprawdę dziwne doświadczenie, zupełnie jakby patrzyła w lustro
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Druga Arya się uśmiechnęła w dokładnie ten sam sposób. Później ślicznie zmarszczyła brzwi. Czy ona naprawdę robi takie miny?
- To... niecodzienna reakcja - powiedziało stworzenie. - Zazwyczaj albo krzyczą z przerażenia, chcą palić na stosie lub robić wiwisekcję na żywca.
Tak, Arya była interesującą osóbką. Ciekawe jakby było... być nią. Chociażby na chwilę. Ale bycie nią bez umiejętności śpiewu... nie, to się mijało z celem.
- Nasze imiona to... skomplikowany temat. Najbliższe imieniu miano, które posiadam wśród mojego ludu, to T'jarth Ik'tan, czyli osobnik "T", syn matki Jarth, z gniazda Ik'tan.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zamrugała kilkukrotnie, a potem zrobiła serię dziwnych min. Czy się bała? Ani trochę. Czy była zdziwiona? I to jeszcze jak! Ale tym bardziej jednak zmartwiła się o swego gościa.
- Po prawdzie to nie wiem jak powinnam zareagować. Spędziliśmy razem wystarczająco dużo czasu, żebym wiedziała, że masz dobre serce. Owszem, jestem zszokowana, ale na pewno nie zamierzam palić Cię na stosie.
Wtem też dotknęła swoich uszu. On nie był człowiekiem, więc nie musiała ukrywać dowodu, że sama jest mieszanej krwi.
- Skąd wiedziałeś? Wydawało mi się, że dobrze je ukrywałam... - Chyba musiała być bardziej uważna, skoro jej mały sekret wyszedł na jaw.
- T'jarth... Faktycznie dosyć trudne. Ale cieszę się, że ten końcu je poznałam. - Widać, że czuła się o wiele lepiej, kiedy przyznał się jej ze swoją tożsamością. Wróciła na kanapę i poklepała miejsce obok siebie zachęcając go, żeby również usiadł.
- Jak to się stało, że przybrales postać Rivlisha? I przede wszystkim... Skoro on był, jest fechmistrzem a Ty się w niego wcieliles to podczas problemów... Musiałeś bardzo cierpieć. - Dotknęła lekko jego torsu sprawdzając, czy rana tam dalej jest.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth lekko się wzdrygnął, gdy palce Aryi dotknęły opatrunku pod ubraniem. Rana nadal tam była, chociaż wyglądało na to, że się trochę zmniejszyła i przemieściła.
T'jarth musiał przegapić gest Aryi, albo nie zrozumiał jego znaczenia.
- Skąd wiedziałem co? Uszy? Uszy jak uszy, ale... - zaczął i westchnął. - Obiecałem ci prawdę i powiem ci, co chcesz wiedzieć, ale... Wiesz, jak poprzednio mówiłem, że sprowadzam na ciebie ryzyko? Teraz na chwilę uwierz mi, że mówię w pełni poważnie. To, że istnieję, że istnieją tacy jak ja jest znane niektórym ludziom. Co mądrzejsi magowie i kapłani o nas wiedzą, ale nawet prości ludzie zachowali fragmenty wiedzy o nas w swoich mitach i powiedzonkach. Pewnie słyszałaś:
"Ty myślisz, że to przyjaciel słów twych słucha,
a to sobowtórniak na tajemnice nastawia ucha."*
a to sobowtórniak na tajemnice nastawia ucha."*
- Albo:
"Zjedzą wasze mózgi i skopiują lica,
oto nachodzą Złodzieje Oblicza".
oto nachodzą Złodzieje Oblicza".
Uśmiechnął się lekko.
- Rymy kiepskie, ale to znaki, że coś tam o nas wiadomo. Dlatego z tego, że ci się ujawniłem, nie powinno być problemów. Ale jeśli zacznę ci opowiadać, jak działamy... zarówno biologicznie, jak i jako rasa... i ktoś z Kolektywu się o tym dowie... to zostanie wydany na ciebie wyrok śmierci - powiedział poważnie. - Ja cię nie zdradzę oczywiście, przynajmniej nie celowo. Jednak najpóźniej za osiem lat muszę udać się do gniazda na... "ocenę mojej przydatności" i wtedy będą mi badać myśli i wspomnienia. Spróbuję chronić to o tobie jak najlepiej, ale osiadli są o wiele potężniejsi od takich jak ja. Tak więc zastanów się dobrze Aryo Janon - powiedziały poważnym tonem usta Aryi Janon. - Czy naprawdę chcesz, bym zdradził ci nasze tajemnice?
T'jarth patrzył na Aryę z powagę, po czym rozluźnił się.
- Jeśli zaś chodzi o zostanie Rivlishem... to już nie jest tajemnica, ale dłuższa historia.
*
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Dziewczyna wyraźnie spoważniała. Miała tyle pytań! Odpowiedź na jedno z nich zrodziła setkę następnych. Niemniej fascynującym było spotkać istotę tak niesamowitą!
- Osobiście uważam, że "sobowtórniak" to naprawdę okropna nazwa, urągająca! - Czy ona właśnie obruszyła się w jego imieniu? Chyba tak.
W końcu jednak uniosła ręce w geście, że się poddaje.
- Rozumiem, mam nie pytać o szczegóły kim jesteś, skąd jesteś ani jak robisz to co robisz. Ale pamiętasz jak opowiadałeś, że jak dowiedz się czegoś nowego to chcesz dowiedzieć się wszystkiego? Właśnie tak mnie to teraz "swędzi". - Pokręciła głową z niedowierzaniem. To naprawdę był dziwny dzień.
- To teraz słucham o co chodzi z Rivlishem? Dlaczego tak zależy ci na spotkaniu z Ethalia? - Wtem rozchylił a oczu szerzej. - Och! A może ona jest taka jak Ty i... Nie, wybacz. Już o nic nie pytam. Ale... Będę mogła napisać o Tobie balladę?
Jeśli jej zabroni to się chyba popłaczę z frustracji.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Nie wiem, czy to byłoby dla ciebie bezpieczne - powiedział T'jarth niepewnie. - Zależy chyba, co tam umieścisz. Rozumiem, jak się czujesz, naprawdę. Nie chcę jednak, by ci się coś stało. Powiem ci na razie tylko tyle: uszy ukrywałaś bardzo dobrze. Nie widziałem ich. Po prostu mamy mechanizm... że dostrajamy się do osób, obok których często i długo przebywamy. To zupełnie nieświadome. Inaczej łatwo byłoby nas rozpoznać, na przykład pokazując części ciała spod ubrania, których nie możemy zobaczyć. Tymczasem my te rzeczy, znamiona, pieprzyki i tak dalej i tak kopiujemy, nawet ich nie widząc.
T'jarth usiadł wygodniej na kanapie.
- Nie, Ethalia nie jest jedną z nas - powiedział. - To prawdziwa siostra prawdziwego Rivlisha Arn'quert, który niestety nie żyje. Wiedząc, że on często podróżował na długie wyprawy, stwierdziłem, że przejmę jego tożsamość i wrócę na Archipelag. W ten sposób zdobędę sekrety dla gniazda, no i będę żył za jego pieniądze. Nie wiedziałem tylko jak zaaranżować spotkanie, gdy zainterweniował los. Śledziłem go w nocy, gdy trzech pijanych obwiesi stwierdziło, że zabawi się przestawiając mi szczękę. Rivlish to usłyszał i ruszył mi na pomoc. Zapłacił za moje wyzdrowienie, a informacje, które miałem o dalekich krajach zainteresowały go i szybko się zaprzyjaźniliśmy. Spędziliśmy trochę czasu razem i...
Sobowtórniak umilkł zatopiony we wspomnieniach.
- Rivlish... gdy wypił opowiadał, jak żałuje wielu rzeczy, które w życiu zrobił. Nie miał jednak odwagi ich zmienić. Po paru długich rozmowach jednak stwierdził, że nie będzie płynął na wyprawę badawczą, zamiast tego spędzi trochę czasu pokutując za wyrządzone innym krzywdy i próbując je naprawić - mówił dalej T'jarth. - Już dawno porzuciłem plan przejęcia jego życia i towarzyszyłem mu jako przyjaciel, chociaż oczywiście nie w mojej prawdziwej postaci. Wiem, że najbardziej żałował tego, co zrobił Ethalii, ale... ale wstydził się tego tak bardzo, że nawet przy mnie nie powiedział co to było... i dlatego samemu tego nie wiem. Bał się spotkania z nią tak bardzo, że najpierw chciał popłynąć do Arn'quert w sprawia tego głosowania o cłach. Chyba czuł się winny, że wcześniej swoje głosy w radzie po prostu sprzedawał, a teraz chciał je wykorzystać w sprawie, którą uważał za słuszną. Któryś z jego służących musiał jednak szpiegować dla jego ciotki, bo ta najpierw zabroniła mu wracać, a gdy on nie usłuchał, zorganizowała zamachy na niego. Odpierał je wszystkie, aż w końcu szczęście się od niego odwróciło i został ugodzony zatrutą strzałą i zmarł.
Arya zauważyła jaką minę ona sama przybiera, gdy ogarnia ją absolutna furia.
- Nie mogłem pozwolić, by jego wrogowie wygrali - powiedział T'jarth. - Postanowiłem przejąć jego życie i kontynuować je za niego. Wziąłem udział w tym głosowaniu, postarałem się naprawić parę innych szkód i krzywd, o których mi opowiedział... aż w końcu wylądowałem tutaj, by znaleźć Ethalię.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Patrzyła na niego szczerze zafascynowana. Wcześniejsza złość zniknęła z niej całkowicie, a teraz zwyczajnie chciała spędzić z nim jak najwięcej czasu. Z tego co słyszała sporo podróżował, widział miejsca, o których jej się nie śniło. Do tego sam był niezwykły! Może uda jej się zachęcić go do zostania z nią nieco dłużej?
- Wiem, że nie będzie to zbyt dobrze świadczyć o mojej inteligencji, ale mam tylko jeden komentarz - Wow! - Pozwoliła sobie chwycić w dłoń kosmyk swoich (jego?) włosów i zbadała jego strukturę. Nie widziała żadnej, ale to dosłownie żadnej różnicy!
Potem wysłuchała już jego opowieści. Ciekawiło ją jakim człowiekiem był Rivlish, którego nie poznała. Musiał nosić wiele ran na sercu, a jeśli T'jarth naprawdę przybierał postać identyczną jak osoba, którą naśladuje, to fizycznie również wiele wycierpiał.
- Wiesz... chyba już rozumiem. Może nie wszystko, ale większość. - Ujęła w dłonie jego (swoją?) twarz i zmusiła, żeby spojrzał oryginalnej Aryi prosto w oczy. - Jesteś naprawdę dobrym przyjacielem, skoro wszystko co robisz jest dla zmarłego Rivlisha. Jestem pewna, że byłby bardzo szczęśliwy wiedząc to. - Uśmiechnęła się najbardziej pokrzepiająco jak mogła. Przynajmniej tyle mogła teraz zrobić.
- Nie zmienia to jednak faktu, że będzie nam ciężko spotkać się z Ethalią. - T'jarth powinien zauważyć, że znów używała liczby mnogiej planując ich działania. - Myślałeś może o napisaniu listu? Nie wiem czy jesteś w stanie też naśladować charakter pisma osoby, której wygląd przyjmujesz? Wątpię, żeby wpuszczono Rivlisha znowu do Domu Urody. Sądzę, że zostaje nam albo czatować na nią na ulicy, ale to może skończyć się tak samo jak wcześniej, lub posłać kogoś w listem do niej i liczyć, że zechce się spotkać by porozmawiać.
W końcu nie mogli jej do niczego zmusić. Arya patrzyła jeszcze przez chwilę na swojego towarzysza, po czym nieco speszona podrapała się po głowie.
- Może zmień się już z powrotem, bo gdyby ktoś wszedł lub chciał nas podejrzeć to zobaczenie dwóch mnie może się skończyć równie przyjemnie co perspektywa skutków wypytywania Cię o to kim jesteś. - Nie spuszczała jednak z niego wzroku i ten mógł się domyślić, że po części chciała też znów zobaczyć jak się przeobraża. Fascynował ją.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- List? - zastanowił się T'jarth. - Powinienem sobie w miarę poradzić.
Widać, że z tym tematem wiąże się coś, czego T'jarth nie chce - lub nie może - powiedzieć Aryi. Zamiast tego postanowił zmienić temat.
- Czyli chcesz mi dalej pomagać? - zapytał, chociaż prawdę mówiąc nie był za bardzo zaskoczony jej decyzją. Chyba już trochę ją poznał. - Zanim napiszę list, jednak wolałbym dowiedzieć się, co tak naprawdę zrobił jej Rivlish. Mogę do niej podejść w innym ciele, ale... nie sądzę, by chciała o tym rozmawiać z obcym. Z tobą już prędzej, zwłaszcza jeśli pojawisz się tam i powiesz, że martwisz się, czy ten straszny facet tobie nie zrobi krzywdy. Mógłbym tam pójść jako ty... ale cóż, nie jestem równie dobry w byciu tobą, co ty. Jeśli nie ona, to ta staruszka mogłaby zacząć coś podejrzewać.
Gdy Arya wspomniała o przemianie, T'jarth poruszył się niespokojnie.
- Wolę jeszcze poczekać - powiedział. - W normalnych warunkach po każdej przemianie muszę odpoczywać jakieś pół godziny lub godzinę. Z tą raną... muszę czekać dłużej. Przez parę dni w ogóle nie mogłem się zmieniać, gdy zaczynałem, rana zaczynała dokazywać i moje ciało w odruchu obronnym przerywało przemianę. To wtedy mnie tak przeraziło. Myśl, że stałem się stały...
Aż się wzdrygnął. Zaraz jednak się uśmiechnął.
- Cóż, jeśli ktoś przyjdzie, to albo będę się chować, albo opowiesz, że właśnie się dowiedziałaś, że masz siostrę bliźniaczkę, rozdzieloną z tobą w dzieciństwie. Chyba nawet czytałem taką książkę kiedyś...
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Po odpowiedzi zmiennokształtnego pozwoliła sobie podejrzewać, że o ile przyjmuje on wygląd ludzi, to jednak nie wspomnienia, charakter czy umiejętności tej osoby. Ciekawe jakby brzmiał śpiewając jej głosem? Widziała już, że T'jarth nie jest zbyt dobrym szermierzem.
- Jestem dość przewidywalna, prawda? - Wzruszyła lekko ramionami. - Powiedziałeś mi ile mogłeś i to doceniam. Wiem już, że nie chcesz w żaden sposób skrzywdzić Ethalii, a wręcz w ten sposób pomagasz zmarłemu przyjacielowi. Gdybym odmówiła Ci w tym momencie pomocy, to musiałabym być naprawdę okropną osobą.
Zaczęła się zastanawiać jak najlepiej rozwiązać całą sytuację. To co powiedział jej gość było tym, o czym sama na początku pomyślała, lecz nie chciała tego robić.
Dom Urody nie był tylko miejscem rozrywki, ale jeśli plotki krążące po mieście były prawdą można tam też było spotkać wyznawców bogini Norien. Nie chciała z nimi zadzierać. Teraz jednak chyba nie miała jednak wyjścia.
Dom Urody nie był tylko miejscem rozrywki, ale jeśli plotki krążące po mieście były prawdą można tam też było spotkać wyznawców bogini Norien. Nie chciała z nimi zadzierać. Teraz jednak chyba nie miała jednak wyjścia.
- Dobrze, pójdę tam i nieco podpytam. Ale już nie dzisiaj, bo to byłoby podejrzane. Jutro po południu najwcześniej. Powiem, że mnie nachodzisz i zaczynasz zabiegać o usługi, których nie świadczę. Wtedy powinni mi udzielić schronienia i może dam radę porozmawiać z Ethalią.
Złapała się za podbródek intensywnie myśląc. Widać było, że źle się czuje kłamiąc znanym ludziom, jednak już zdecydowała się mu pomóc.
A potem okazało się, że jej gość jeszcze trochę posiedzi w jej skórze. Skoro tak to chyba mogłaby go podpytać o kilka, chyba raczej niewiele znaczących spraw?
- Jasne, w porządku. Czyli nie jest to takie proste mimo wszystko. Coś jak duży wysiłek fizyczny pewnie, kiedy przebiegniesz długi dystans? - Miała z niego nie wyciągać informacji o swoim rodzaju, ale jak widać... była przypadkiem beznadziejnym. - I co, jakie to uczucie być mną? Czujesz to jakoś inaczej, niż jak byłeś mężczyzną? Pomijam oczywiste różnice budowy ciała, tego nawet nie chcę wiedzieć! - Od razu uniosła ręce w obronnym geście. Mimo wszystko nie zamierzała rozmawiać o męskiej anatomii.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Uratowałaś mi życie i chcesz mi dalej pomagać, nie chcąc nic w zamian. Nie nazwałbym ciebie okropną osobą. Wręcz przeciwnie - T'jarth znów przetestował Zalotny Uśmiech Rivlisha, zapominając na moment, że zmienił ciało.
Powoli skinął głową.
- Tak, ten plan brzmi rozsądnie - powiedział. - Mam nadzieję, że da się naprawić tę krzywdę, którą doznała. Jak się dowiedziałem, że ponoć stała się... kobietą upadłą, pomyślałem, że może potrzebuje pieniędzy. Większość moich... no, Rivlisha, wydałem na podróżwanie od skrzywdzonej przez niego osoby do kolejnej i próbę złagodzenia krzywd, ale byłem gotowy sprzedać mój zdobiony pałasz... ale oczywiście go straciłem, no i to.
W tym miejscu wyciągnął sygnet z trzema drzewami ustawionymi na zielonym tle, które tworzył sporej wielkości szmaragd.
- Jeśli jednak to jest coś, czego pieniądze nie rozwiążą, to chyba będę potrzebował jeszcze więcej twojej pomocy. Czasem ciągle się gubię w tym, jak wy myślicie i działacie i to mimo tego, że... - W tym miejscu urwał. Chyba póki co Arya sądziła, że nie jest w stanie przejąć wiedzy i wspomnień kopiowanych osób. Niby dlaczego miała tak myśleć? Wyraźnie widziała, że szermierzem jest żadnym. A na pewno nie skojarzyła sobie tego z tym jednym wersem wierszyka... Nie, tego nie mógł jej powiedzieć. Dla jej dobra. Kolektyw nie byłby zadowolony, gdyby odkryła tę tajemnicę.
- Tak, to jest... proste - powiedział, szukając słowa. - W znaczeniu, że nie skomplikowane. Ale męczące. Jak szybki bieg, albo wchodzenie po górach. Kroki łatwe i naturalne, ale jest to męczące. Co do tego, jak to jest być tobą... Jesteś dopiero trzecią kobietą, którą skopiowałem. Sam jestem samcem mojego rodzaju i dopiero od niedawna potrafię przybierać postacie samic stałych. Więc jest to nieco inne uczucie niż to, do którego jestem przyzwyczajony. Ale wasze ciała... z jednej strony wszystkie w dużej mierze działają podobnie, ale z drugiej... prawie każde jest inne, każde w inny, charakterystyczny sposób. Zmiana w kobietę taką jak ty, jest mniej... dziwna niż na przykład w samca jaszczuroludzi.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Widząc samą siebie posyłającą zalotny uśmiech parsknęła cicho, lecz potem nie wytrzymała. Roześmiała się w głos, aż po jej policzku pociekły łzy rozbawienia.
- P...przeprasza. Po prostu... Hahaha! Jak się tak uśmiechnąłeś... Teraz już wiem, że nie mogłabym się bawić w Casanovę, bo wygląda komicznie. - Otarła policzki. Dawno nie miała tak dobrego humoru. O ile we wcześniejszych dniach mimo wszystko się mocno pilnowała w towarzystwie Rivlisha, tak teraz była po prostu sobą. On chyba również mógł wyczuć tę subtelną różnicę.
- Co do Ethalii nie wydaje mi się, żeby to pieniądze były głównym problemem. Znaczy... one zawsze nim są, jeśli ich brakuje, jednak można sobie poradzić. Kiedy spojrzała na Ciebie... znaczy na Rivlisha tam nie było złości. Ona patrzyła z nienawiścią tak głęboką, że musiała nosić ją w sobie przez naprawdę długi czas.
Kiedy wyciągnął sygnet otworzyła szerzej oczy. Ten szmaragd był naprawdę prześliczny, a sam pierścień pieruńsko drogi, przynajmniej z wyglądu. Pozwoliła sobie wziąć go na chwilę do ręki oglądając z każdej strony. Szukała jakichś grawerów czy innych wskazówek, czy to faktycznie był sygnet rodowy rodziny Rivlisha.
- Podejrzewam, że tym razem może chodzić o relację rodzinną. Skoro byli rodzeństwem to moim zdaniem problemem pewnie będzie zawiedzione zaufanie. Widziałeś jak włosy zasłaniały cześć jej twarzy? Robimy to najczęściej, żeby coś ukryć. Skoro w Domu Urody pracuje głównie jako tancerka a nie kobieta do towarzystwa, to albo nie chce tego robić albo nie jest... "perfekcyjna" - ostatnie słowo powiedziała z przekąsem i wyraźnym żalem. - Jeśli ukrywa blizny to mężczyźni, którzy płacą na ładną buzię nigdy jej nie wezmą do spełnienia swych rządz.
Zostawiła jednak ten temat. Dzisiaj mogli już tylko gdybać, a to ich nigdzie nie zaprowadzi. Co najwyżej wpakuje w tarapaty, jeśli wyciągną błędne wnioski.
Gdy T'jarth wyraźnie się zaciął podczas swojej wypowiedzi Arya tylko się uśmiechnęła. Nie zamierzała już udawać, że puszcza mimochodem niedopowiedzenia, lecz tak jak wcześniej nie planowała z niego wyciągać tych informacji na siłę. Teraz z kolei dowiedziała się, że ma jakiś sposób na poznanie ludzkich zachowań, chociaż nie do końca je rozumiał. Była ciekawa, czy jeszcze uda się jej tego mimochodem dowiedzieć.
- Jeśli będziesz potrzebował mojej rady to jestem. Tylko wiesz... nie wszyscy ludzie myślą tak samo, może dlatego to takie trudne dla Ciebie. Ja mogę inaczej coś odebrać od Ethalii. Z resztą... sam wspomniałeś, że moja reakcja na Twoją tajemnicę była nietypowa. - A może po prostu była dziwna? No cóż... żeby przetrwać tak trudne dzieciństwo raczej musiała w którymś momencie oszaleć w większym lub mniejszym stopniu.
- Czyli to też coś, czego się musiałeś nauczyć? Podejrzewam, że chyba trochę tak jak małe dzieci uczą się chodzić, a ptaki latać? Ale mam pytanie, oczywiście jeśli mogę? Znaczy mam całą masę pytań, ale wiem, że nie powinnam. Jednak... Czy ciągła zmiana postaci i życie życiem innych istot nie sprawia, że możesz zagubić to, kim sam jesteś? Prawdziwego T'jartha? Rozumiem, że bycie zmiennokształtnym to część Twojego jestemstwa, ale gdy cały czas się udaje, to w końcu nie gubisz samego siebie? Wydaje mi się to bardzo trudne, żeby znaleźć w tym równowagę. Były momenty, kiedy zachowywałeś się jak Rivlish, ale częściej jednak widziałam zachowania, które nijak mi do niego nie pasowały. To chyba właśnie prawdziwy Ty się wtedy przebijałeś, co?
Tak, zdecydowanie inaczej go teraz traktowała. Nie była co chwilę spięta czy tak bardzo speszona. Ona... przestała widzieć w nim mężczyznę w sensie osoby, która przeważnie kłamie, krzywdzi i wykorzystuje płeć przeciwną. Przestała w nim widzieć potencjalne niebezpieczeństwo, że okaże się jak jej ojciec, kiedy wracał pijany do domu. Bo skoro T'jartha nie był człowiekiem i nie zachowywał się jak oni, to raczej by jej tak nie skrzywdził, właśnie w ten emocjonalny sposób.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth nie mógł się nie roześmiać razem z Aryą. Nadal był zaskoczony tym, że tak łatwo zaakceptowała to, kim jest, ale nie zamierzał narzekać z tego powodu.
- Och, tak - powiedział. - Z rodziną same problemy. Widzę, że ta zasada się sprawdza, bez względu na rasę. Więc nie dziwię się, że tu mógł być jakiś konflikt. Nie była perfekcyjna, mówisz... - sobowtórniak zamyślił się nad słowami Aryi. - Wiem, że mi to łatwo mówić, biorąc pod uwagę to, czym jestem, ale naprawdę, gdy możesz zmieniać ciała jak rękawiczki, to zaczynasz rozumieć, jak mało znaczą jakieśtam szczegóły wyglądy. Ja wiem, że dla wielu z was mówienie, że liczy się wnętrze a nie wygląd brzmi naiwnie, ale z mojej perspektywy naprawdę tak jest. A już to, że robicie taką aferę z tego, jakie części ciała są pod ubraniem, a jako nie... Przecież wszyscy jesteście zbudowani w miarę tak samo. A w ogóle - zapytał nagle, zainteresowany - gdybym się rozebrał i popatrzył na moje twoje ciało, uznałabyś to za podglądanie, czy nie?
Przy ostatnim pytaniu Aryi, zagryzł jednak wargi.
- To... to jest jedna z tych rzeczy, których nie powinienem ci mówić - powiedział. - Dość wiedzieć, że większość ciał ma taki na mnie wpływ, jak na ciebie założenie ubrania innego koloru. Ale... ale... są sposoby, by przejąć część wiedzy, osobowości i umiejętności kopiowanego. Najczęściej jednak nie ma dużego problemu z oddzieleniem swojego ja od tożsamości maski, uczymy się tego dość wcześnie. Tym razem jednak... Cóż, zrobiłem to z Rivlishem, ale z... - tu wyraźnie czuł się skrępowany - z pewnych powodów ten proces nie zakończył się pewnym sukcesem. Stąd te problemy z rozgraniczeniem między mną a nim. Dlatego też rozpoznałem Ethalię, znam język Task'shamt i sądzę, że umiałbym pisać jego charakterem pisma... ale nie wiem, co zrobiłem... co Rivlish zrobił Ethalii, a szermiesz ze mnie żaden.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zamyśliła się na chwilę, po czym spojrzała tęsknym spojrzeniem na stary bujany fotel po babce.
- Rodzina jaka by nie była jest tylko jedna. Nawet jeśli są w niej niesnaski to dobrze jest rozwiązywać konflikty. Mój ojciec niedługo przed śmiercią... zrobił coś, czego nie powinien. Mówiłam, że go nienawidzę za to, jednak tak naprawdę chciałam, by stał się tym ojcem z moim snów. Nie mieliśmy potem okazji porozmawiać, bo nigdy nie wrócił do domu. - Po tym jak ją pobił przez pewien czas ukrywała się w Domu Urody dopóki nie zeszły z niej sińce. - To dlatego chcę Ci pomóc. Naprawdę myślę, że to co robisz dla Rivlisha i Ethalii jest godne pochwały.
Słuchając jego opowieści o tym jak bardzo liczy się wnętrze a nie wygląd nie mogła się nie zgodzić. Przecież to głównie te frazesy powtarzali pisarze z całego Calivanu tworząc miłosne powieści dla pań z każdej kasty. Albo te historie o brzydulach, które doświadczając metamorfozy wyglądu, żeby znaleźć miłość. Samej Aryi natura na szczęście nie skąpiła urody, którą odziedziczyła po matce, lecz ona sama nigdy nie uważała jej za wyznacznik. Ba! Gdyby nauczyła się wykorzystywać zalety swego ciała na pewno mogłaby owinąć niejednego mężczyznę wokół palca, a jednak... ona taka nie była.
Już miała się włączyć do dyskusji na ten temat, gdy przetworzyła w głowie ostatnie pytanie zmiennokształtnego. Najpierw rozchyliła oczy z niedowierzaniem, potem usta, lecz równie szybko je zamknęła. Czy on naprawdę pytał ją o to, co myślała?
- Zdecydowanie bym uznała! Poza tym póki nosisz moją twarz proszę nie rób nic niestosownego z tym ciałem! Co prawda będziesz musiał się umyć... - Wyraźnie walczyła ze sobą. Jej policzki kolejny raz przybrały odcień włosów, a ona uciekała wzrokiem byle na niego nie patrzeć. - Jesteś samcem. Mimo wszystko nie powinieneś tak robić! Nie tylko patrzeć, ale też go jakkolwiek dotykać! To znaczy... Nie, lepiej nie. Ale rano i tak trzeba się będzie wykąpać... Dasz radę wrócić do ciała Rivlisha przed porankiem? - Teraz już spojrzała mu prosto w oczy wyraźnie zaaferowana tą sprawą. Uświadomił jej, że w ten pośredni sposób jej ciało może zostać obiektem obserwacji, bądź co bądź mężczyzny! Była wrażliwa na tym punkcie i nie do końca wiedziała, czy on dalej tego nie rozumie, czy już jednak zdążył ją wystarczająco dobrze poznać i zwyczajnie się droczy. Ba! Całkowicie zostawiła na razie temat jego umiejętności jako sobowtórniaka, które przecież tak ją ciekawiły.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Na ułamek sekundy na twarzy T'jartha - na twarzy Aryi - zagościł przewrotny uśmiech, ale natychmiast spoważniał.
- Tak, daj mi jeszcze jakieś dwie godziny - powiedział - i spróbuję wrócić do ciała Rivlisha. Wolę go na zbyt długo nie opuszczać. Proces wchłonięcia nie został w pełni ukończony i boję się, że mogę utracić pewne wspomnienia i aspekty jego osobowości, jeśli będę zbyt długo niedostrojony do niego.
Na chwilę znów się uśmiechnął.
- Jestem samcem w mojej prawdziwej postaci - powiedział. - Jako, że na wasze płcie mam również nieco unikatowy pogląd, to stwierdzam, że za duże znaczenie przykładacie do różnic między nimi. - Wzruszył ramionami. - Z drugiej strony, nie myślę tak jak wy, a żadnej waszej samicy nie wchłonąłem, więc nie mam pojęcia, może wasze myślenie się bardzo różni w zależności od płci? Kiedyś może się przekonam.
Rozmowa z Aryą sprawiała mu wielką przyjemność, ale była trochę jak podróż przez bagno. Trzeba było bardzo uważać, gdzie stawia się stopę. Musiał nawigować między powiedzeniem jej tego, co chciał jej powiedzieć, a tego czego nie mógł jej mówić.
- Nasze relacje rodzinne... są bardzo odmienne od waszych - odparł. - Miłość nie gra roli. Jedni rządzą, drudzy służą. Tyle.
Nagle coś jeszcze przyszło mu do głowy i znów zagryzł wargę, zawstydzony.
- Jest jeszcze jedna sprawa... - zaczął. - Dwie przemiany w tak krótkim czasie... obawiam się, że będę musiał zjeść solidny posiłek przed przemianą i po niej.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zmarszczyła brwi widząc jak ten się uśmiecha, lecz potem i ona to zrobiła. Pokręciła głową z rozbawieniem, po czym szturchnęła go lekko kręcąc głową.
- To wcale nie jest zabawne T'jarth! - Dla niego zapewne było. I to bardzo. Zastanawiała się, czy wyjawił Rivlishowi swoją tajemnicę, bo jeśli nie to przyjaźń jego z Aryą mogła być jeszcze głębsza. W końcu dzielenie wspólnych sekretów jeszcze bardziej łączy ludzi.
- Mówisz o tym wchłonięciu... Ale to nie jest dosłownie jak w tej rymowane, że musisz jeść mózg tej osoby? - Teraz jej się to przypomniało. No cóż, gdyby jednak potwierdził jej takie zachowania musiałby obiecać, że od jej głowy będzie się trzymał z daleka.
- Wasze relacje są... Smutne, według moich wartości. Żyć bez miłości... Skoro wśród Waszego gatunku jest to rzadkość to czy zdarza się, że ktoś z Was zakochuje się chociażby w człowieku? - Gdyby "wchłonął" wystarczająco dużo istot pewnie by je w końcu zrozumiał. Chociaż... Prawdziwej miłości nie było co rozumieć. Ona się pojawiała i tyle.
Słysząc, że jest głodny uśmiechnęła się szeroko i zakasała rękawy.
- Powiedz tylko na co masz ochotę, a Twoja szefowa kuchni się tym zajmie! Coś na słodko czy wytrwanie? - Cieszyło ją, że może mu coś ugotować. Teraz gdy już nie bawił się w półprawdy było to dla niej o wiele przyjemniejsze. Pierwszy raz od dawna nie czuła się aż tak samotna.
Wtem jednak coś się jej przypomniało. Spojrzała mu głęboko w oczy i przekrzywiona głowę intensywnie myśląc.
- To byłeś Ty! Pierwszej nocy kiedy się tu zjawiłeś spałam przy kanapie i myślałam, że śnią mi się duże żółto-zielone oczy. Podczas przemiany na chwilę takie miałeś. Przyglądałeś się śpiącej pannie! - Tym razem to ona chciała się podroczyć.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Arya, gdy wspomniała o jedzeniu mózgów, miała okazję przekonać się, jak ślicznie wygląda, gdy rumieni się tak, że twarz przybiera kolor włosów.
- Tego... nie powinnaś wiedzieć - powiedział w końcu T'jarth. - Ale skoro nawet jest to w wierszykach, to chyba nie jest to wielka tajemnica. Ja oczywiście mózgów nie jadam. To znaczy ten Rivlisha zjadłem, ale to dlatego, że był moim przyjacielem. No i nie żył już, oczywiście. Ale mózg nie był do końca świeży, stąd te luki w jego wspomnieniach i umiejętnościach... oraz problemy z gubieniem się w jego osobowości.
- Tak, obudziłem się wtedy, bo moje ciało zaczęło się samo przemieniać w nocy i ból z rany to powstrzymał i mnie obudził - powiedział. - Skończyłem przemieniony tylko w połowie i strasznie zdezorientowany. W ogóle nie wiedziałem, gdzie i kim jestem. Dopiero, gdy cię zobaczyłem to przypomniałem sobie wszystko i poczułem się bezpieczny.
Uśmiechnął się delikatnie... a potem jego uśmiech stał się szerszy.
- Coś słodkiego? - powiedział, a oczy Aryi aż się zaświeciły. - A co? Nie ważne, bardzo chętnie! I bardzo chętnie ci pomogę w przygotowaniu tego.
Wstał w końcu z kanapy i gdy przechodzili do kuchni, mówił dalej:
- Przyznam, że ja w ogóle nie rozumiem tej waszej miłości, ani rodzicielskiej, ani tej romantycznej. I to mimo tego, co było we wspomnieniach Rivlisha, chociaż on wiązał się z kobietami raczej na krótkie romanse. No, ale mam dopiero dwanaście lat, wiec może to przychodzi z wiekiem - powiedział T'jarth. - Każdy z nas słyszał o przypadkach, gdy jeden ze zmiennych zakochał się i związał ze stałym. Osiadli na pewno woleliby to przed nami ukrywać, więc skoro i tak dochodzą do nas te informacje, to takich sytuacji musiało być całkiem sporo.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Słysząc, że na swój żart o jedzeniu mózgów dostała poważną pozytywną odpowiedź zamrugała oczami zdziwiona. Jej towarzysz mógł zauważyć, że dziewczynę zwyczajnie ogarnął strach, czego nie była w stanie ukryć. No cóż, ludzki odruch. Odchrząknęła jednak i pokiwała głową. Przyjęła to po prostu do wiadomości.
- Ekhm... No cóż. To tym bardziej muszę się upewnić, żebyś nie chodził głodny - zażartowała, jednak dalej walczyła z odruchami swojego ciała i próbowała opanować pędzące serce.
Jak to miała w zwyczaju, gdy się czymś zestresowała rzucała się w wir pracy. Teraz również podniosła się z kanapy, założyła kuchenny fartuszek by nie ubrudzić sukienki.
- Co powiesz na placuszki na słodko z konfiturą owocową? - Miała zapas mąki, więc to najszybciej mogłaby przygotować. Plus dobrze syciła, a to teraz było ważne.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth podjął, być może błędną, decyzję, że najłatwiej uspokoi strach Aryi, żartując na temat jego źródła.
- Brzmi wspaniale! - zawołał. - Może będzie smakowało niemal równie dobrze jak soczysty, nieco nadgniły mózg! Powiedz, co mam robić! Mam trochę doświadczenia kulinarnego, kiedyś pracowałem w kuchni w oberży. Masz jakiś fartuszek dla mnie? Tak się napracowałaś z tymi ubraniami dla Rivlisha, że nie chciałbym ich pobrudzić.
- A w zasadzie, o co chodziło ci z tymi uszami? - zapytał w pewnym momencie. - To jakaś tajemnica, że masz uszy? Wielu stałych je ma.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Wyciągając z szafki blaszaną misę do wymieszania ciasta po chwili upuściła ją na ziemię z hukiem. Chłopak wybrał najgorszy możliwy sposób uspokojenia jej. Zamiast tego przysiadła na stołku, żeby w razie czego nie upaść i wzięła kilka głębokich oddechów.
- Słuchaj, szczerze. Nie spodziewałam się takiej informacji od Ciebie i naprawdę przepraszam. Nie spodziewałam się takiej reakcji ze swojej strony. - Podrapała się po głowie patrząc na wersję siebie samej. Mimo, iż wcześniej T'jarth przybrał formę mężczyzny to teraz wiedziała, że był tylko dzieckiem. On naprawdę dopiero uczył się jak działa świat.
- Teraz tak szczerze i na poważnie. Jak już nie będę Ci potrzebna do pomocy z Ethalią to nie masz w zwyczaju zabijać ludzi i zjadać co po nich zostało? - Żeby dodać sobie nieco otuchy i nie wyglądać na tak przestraszoną lekko się uśmiechnęła.
Na pytanie o swoje uszy dotknęła ich i westchnęła. Nim odpowiedziała przyniosła jeszcze dla niego zapasowy fartuszek.
- Ludzie rzadko kiedy są przyjaźni dla mieszkańców. Podobno inne razy też. Mój ojciec był człowiekiem, ale zakochał się w elfce. Te uszy to jedyny widoczny dowód, że mam mieszaną krew. Ukrywam je, żeby nie narażać się na niepotrzebne nieprzyjemności.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Na pewno nieco uspokajające dla Aryi było to, jak T'jarth podskoczył przestraszony, gdy upuściła misę.
- Nie, zazwyczaj nie jadam mózgów - powiedział T'jarth. - A, jeśli tego się boisz, ciebie nie mam zamiaru zabijać i zjadać. W ogóle brzydzę się przemocą. Zresztą obiecałem, że po wszystkim cię wynagrodzę, prawda?
T'jarth założył fartuszek.
- Dziwne te wasze układy - powiedział. - Dla mnie wszyscy stali to prawie jedno i to samo. Ale twój ojciec musiał być więc ciekawą osobą, by pokochać kogoś innej rasy.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zapewnienie chłopaka, że nie zrobi jej krzywdy uspokoiło nieco Arye.
- Nie gniewaj się. Niecodzień spotykam zmiennokształtnych, którzy przyznają się do konsumowania ludzkich mózgów. Nieco mnie to... Wybiło z równowagi. - Teraz było już lepiej, więc podniosła miskę i jak dziecku poczochrała Drugą Aryę po włosach.
- Mój ojciec w ogóle był ciekawą osobą, ale gdy stracił ukochaną przy porodzie... Zmienił się nie do poznania. - Tylko z opowieści babki wiedziała, jak skóry niegdyś był do poświęceń podczas swojej służby jako strażnik. Nim się stoczył był naprawdę znaną i szanowaną osobą w Nimnaros.
- Okej, czas do pracy. Przesiej mąkę do tej miski, a ja odmierzę jaja i mleko. Chcesz dorzucić do środka trochę kawałków czekolady? - Wręcz była pewna, że zechce.