Dom Urody "Pajęczyca" - Dzielnica Centralna przy Złotej Ulicy

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Och, to? - Ethalia powiedziała i zaśmiała się cicho, bez cienia humoru. - Rivlish miałby skrzywdzić swoją siostrę, krew z krwi Arn'quert? Bo on jest moim bratem, wiesz o tym? Starszym bratem, który miał się mną opiekować. Bardzo poważnie podszedł do tego zadania, o tak...
Zamilkła, wspominając przeszłość.
- Stanowcza? - powtórzyła słowa Aryi. - Mój brat... był strasznym dupkiem... i potworem... ale chyba upadł niżej niż sądziłam. Nigdy nie przeszkadzało mu, że kobieta mu odmówiła. Gdy mężczyzna go zdenerwował, to od razu za pałasz chwytał, ale dla kobiet był bardziej... tolerancyjny. A teraz nie dość, że to, to jeszcze rzuca się na ciebie o... pieniądze? - Mimo, że upadła nisko, ostatnie słowo powiedziała jak prawdziwa arystokratka, która nie potrafi zrozumieć, że inni cenią sobie złoto. - Nisko, nisko upadł.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
- Bratem? - Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Wyszło jej to niezamowicie naturalnie zapewne dlatego, że dzień wcześniej była co chwilę zaskakiwana przez T'jartha na temat jego rasy. Ten wyraz twarzy chyba do niej przywrze niedługo na stałe.
- Ale... Dlaczego Ci to zrobił? - To było meritum. Właśnie po tą wiedzę tutaj przyszła. Co takiego Rivlish wyrządził swojej siostrze i co nim wtedy kierowało? Ten mężczyzna... może faktycznie zaprzyjaźnił się ze zmiennokształtnym, ale jednak naprawdę był okropnym człowiekiem. Wątpiła, czy da radę naprawić wszystkie jego zbrodnie i chociaż T'jarth próbował, to jednak może nie dać rady.
- Czasami ludzie robią różne rzeczy, żeby przeżyć. My to wiemy najlepiej - posłała jej krzywy uśmiech. O tak, one obydwie swoje wycierpiały, jak zapewne większość z tutejszych dziewczyn. - Ale nawet jeśli to to nie usprawiedliwia znęcania się nad innymi. Skoro jesteście z tej samej rodziny to jak powinnam... zadośćuczynić, żeby dał mi już spokój?

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Na ustach Ethalii na chwilę pojawił się uśmiech, który zaraz zniknął.
- Nie przejmuj się, nic nie będziesz musiała robić.
Kobieta wstała i podeszła do kominka i wpatrzyła się w niego.
- Co mi zrobił? Tak, mogę ci powiedzieć - powiedziała. - Było nas pięcioro. Mój najstarszy brat i najmłodsza siostra nie mieli z tą sprawą nic wspólnego, no, może poza tym, że nie próbowali tego powstrzymać. Ale mój młodszy brat, Hallish... ach, pełen zgorzknienia, że jest tak daleko w kwestii sukcesji... on to był prawdziwy dupek. Ale Rivlish, drugi w kolejce, oczywiście opiekował się nim też... tak jak i mną i naszą siostrą.
Uniosła szklankę do ust i nawet nie zareagowała, gdy okazało się, że nic tam nie ma.
- Nie będę cię zanudzała tym, jak działa system na Task'shamt. W dużym skrócie my, Arn'quert, większość operacji prowadzimy z i wokół miasta, o jakże oryginalnej nazwie, Arn'quert. Podlegamy jednemu z trzech Wielkich Rodów: Quess'tarn. Zostałam dołączona do ich delegacji, która popłynęła do naszych placówek, faktorii i misji dyplomatyczno-kupieckich wśród orków. Tam... poznałam kogoś. Orka.
Ethalia wciąż stała plecami do Aryi, ale po tonie głosu ta była pewna, że kobieta uśmiecha się do wspomnień.
- Iktath był kapitanem honorowej gwardii, która została mi tam przydzielona - powiedziała. - Był... zaskakująco delikatny, a jednak dostatecznie... prostoduszny by nie powiedzieć grubiański, że stanowił przyjemną odmianę po zakłamanych dworze Task'shamt. I kochał mnie. A ja kochałam go. Czy tak nie zaczynają się wszystkie ballady?
Odwróciła się i wpatrzyła w Aryę.
- Mówiłam, że mój brat się mną opiekował? Żaden szlachcic nie był dość dobry dla siostry Rivlisha... a co by tu mówić o orku, prawda? Gdy przybył zbadać, jak nam idzie i przywieźć Hallisha często dawał to Iktathowi do zrozumienia. Hallish... Hallish był jeszcze gorszy. Jego okrutne żarty, podłe kawały, paskudne oszczerstwa... każdy inny ork zabiłby go za to dziesięć razy. Iktash był inny, ale w końcu Hallish przegiął. Nie mam dowodów, ale widzę w tym jego dzieło... może tylko chciał, by Iktash zostawił mnie i udał się z powrotem na swoje ojczyste ziemie? W każdy bądź razie wynajął paru członków jednego z bardziej agresywnych plemion orków, by zaatakowali rodzinę Iktasha. Jego matki zginęła, a siostra...
Ethalia znów spojrzała na kominek.
- Gdy Iktash się o tym dowiedział... rzucił się na Hallisha, pobił go i tylko moja interwencja... wtedy jeszcze nie wiedziałam co się stało, Iktash był zbyt wściekły by mi powiedzieć i pognał prosto do Hallisha... sprawiła, że go nie zabił - powiedziała. - Jaka szkoda... W każdym razie Hallish splunął Iktashowi w twarz i wyzwał go na pojedynek.
Smutne westchnięcie.
- Domyślasz się, jak ta historia się kończy? Rivlish wyskoczył z jakimś kretyńskim precedensem z Task'shamt, mówiącym że Hallish jest zbyt poobijany by walczyć osobiście i zgłosił się na jego czempiona... a mój ukochany... przyjął wyzwanie.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Słuchała opowieści z takim przejęciem, tak bardzo wczuła się w jej opowieść, że nawet nie zauważyła kiedy po jej policzkach zaczęły ściekać łzy. Jej miłość była taka czysta, pełna spełnienia i możliwości. A jednak brutalnie jej to odebrano. Mimo iż niczego jej do tego czasu nie brakowało, to jednak żyła jak w złotej klatce.
Wstała, by podejść do kobiety i upewniwszy się, że się nie odsunęła lekko ją uścisnęła. Krótko, bo nie wiedziała jak zareaguje na kontakt fizyczny z obcą osobą. Tak bardzo jej współczuła. Historia zasługiwała, żeby zostać spisana i opowiedziana, oczywiście nie podając w niej żadnych imion. Bo była to piękna, lecz również tragiczna miłość. Już rozumiała dlaczego tak gwałtownie zareagowała wczoraj widząc twarz Rivlisha. Ona sama zapewne zrobiłaby podobnie. Chociaż... nie. Ona pewnie by się na niego rzuciła nawet wiedząc, że nic tym nie wskóra.
- Przepraszam... tak bardzo mi przykro. Gdybym go wczoraj nie przyprowadziła nie musiałabyś tego na nowo przeżywać. - Teraz wydawało się jej, że nie było sposobu, by naprawić tę krzywdę. Zmarłego do życia nie przywrócisz, a ona wiedziała o tym bardzo dobrze.
- Czy zachowałaś po nim jakąś pamiątkę? Portret czy cokolwiek takiego? Ja... straciłam matkę gdy się urodziłam, a ojciec zadbał o to, żeby nie pozostał po niej żaden ślad w domu. Był skończonym przegrywem tak swoją drogą. Ale... gdybym miała cokolwiek, co do niej należało to sądzę, że byłoby nieco łatwiej. Niewiele, ale jednak. - Może tak mogłaby nieco ukoić ból w sercu? Mając namiastkę ukochanego przy sobie? Sama Arya nie była nigdy zakochana, jednak jak to bardka znała wiele historii, zarówno tych szczęśliwych jak i mniej. Posiadanie swojego małego amuletu pomagało, kiedy trzeba się było wypłakać.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Ethalia zesztywniała na chwilę, gdy Arya ją objęła, a potem roześmiała się śmiechem pozbawionym wesołości.
- Pewnie myślisz, że on zabił Iktatha? - zapytała całkowicie ignorując pytania Aryi. - W zasadzie tak, ale to był inny, powolny rodzaj śmierci. Gdyby Rivlish po prostu go zabił... może bym mu wybaczyła... ale to co zrobił?
Orkowie są dobrymi wojownikami, a Iktath jako kapitan gwardii był wyśmienity - powiedziała. - Ale mój brat... Rivlish urodził się z pałaszem w ręku i na całym Archipelagu może znalazłabyś pięciu lepszych fechtmistrzów. Walczyli na czymś w rodzaju areny, Hallish domagał się publicznego pojedynku. Rivlish... absolutnie upokorzył Iktatha. Bawił się nim, kalecząc go drobnymi ranami... a gdzy przyszedł czas na zakończenie pojedynku to kolcem przy jelcu wydłubał mu oko, odrąbał dwa palce lewej dłoni, całą prawą dłoń, rozrąbał kolano, rozwalił szczękę i przeciął ścięgna w jednej nodze.
Ethalia wymieniła te wszystkie rany głosem całkowicie pustym i bezbarwnym. Widać było, że wszystkie łzy na ten temat zostały dawno wylane.
- Najgorsze... najgorsze... było to, że jako że Rivlish wygrał pojedynek, to oznaczało to, że Hallish miał rację i został uznany za niewinnego zaaranżowania tego ataku i ten dupek ściągnął jeszcze z klanu Iktatha kontrybucję jako odszkodowanie za pobicie. Po czymś takim Iktath nie mógł pozostać wśród swoich ziomków. Dealinn, mój najstarszy brat zaoferował mi powrót do domu, ale biorąc pod uwagę, że nie wyciągnął żadnych konsekwencje wobec Rivlisha i Hallisha, nie mogłem tam wrócić udałam się do Nimnaros, ale Iktath marniał w oczach. Rany źle się goiły, nawet gdy wydawałam większość moim pieniędzy na uzdrowicieli. Ledwie chodził, a kulejący ork bez sprawnych rąk i jednego oka nie znajdzie wiele okazji do pracy. Nie przeszkadzało mi to, i tak chciałam z nim być... ale powoli go to zabijało. Pewnego dnia wyszedł i nie wrócił. Znaleziono go z poderżniętym gardłem w rynsztoku. Ja zaś... zaczęłam się staczać coraz niżej. Jako arystokratka, nie znałam żadnego fachu, a nie miałam już środków, za które mogłabym rozpocząć jakiś biznes. Najpierw oddawałam się za to, by nie wyrzucili mnie z mieszkania gdy skończyły się pieniądze... potem za jedzenie, a potem...
Westchnęła.
- Mogłam pewnie wrócić na Archipelag lub do Arn'quert, ale ta sama duma, która nie przeszkadzała mi się kurwić, zabraniała mi wrócić do mojej rodziny - powiedziała. - Miałam lepszych i gorszych klientów - tu dotknęła skrytego pod włosami policzka - aż w końcu trafiłam do Domu Urody i nagle okazało się, że niektóre z moich umiejętności z domu są w cenie.
Popatrzyła na Aryę.
- I oto cała historia.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Na wieść, że to nie Rivlish bezpośrednio zabił jej ukochanego pomyślała, że T'jarth może jeszcze ma jakąś szansę, żeby ją udobruchać. Chociaż szczerze bardzo w to wątpiła.
- Zdaje mi się, że żyjemy w czasach, kiedy rodzina nie jest tym czym powinna. W sensie... Mam na myśli, że tak jak Ty miałam "problemy" z rodzeństwem tak ja z ojcem. Ale on umarł niedawno... W rynsztoku w portowych uliczkach z poderżniętym gardłem - Na jej twarzy pojawił się krzywy grymas. Brzmiało podobnie, prawda? - Jednocześnie go nienawidziłam z całego serca, bo on akurat nie miał problemu, żeby podnieść rękę na własną krew, ale z drugiej strony... Dalej był moim ojcem.
Nalała sobie jeszcze trochę wody. Nawilżone gardło zdawało się pracować coraz lepiej. Z ulgą przyjęła więc to za dobry znak.
- Często się zastawiam czy dalej go nienawidzę, czy już powoli przestaję. To co się dziś stało... Powiedzmy, że otworzyło stare rany. Zastanawiam się... Sądzisz, że byłabyś w stanie wybaczyć Rivlishowi po tym wszystkim? Czy jest coś, co gdyby zrobił, to chociaż trochę byłabyś w stanie patrzeć na niego życzliwiej? Ja sobie często zadaje to pytanie odnośnie ojca, ale też już nic nie mógłby zrobić.
Patrząc na Ethalię, nawet jeśli w tym stanie, w tym czasie w jej życiu, to dalej była dostrzec, że jest arystokratką. To było w jej spojrzeniu.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Ethalia uśmiechnęła się dziwnie ciepło.
- Tak, sądzę, że mogłabym mu wybaczyć - powiedziała. - U umarłych nie mówi się źle, prawda?
Teraz to ona objęła Aryę.
- Jesteś bardzo miła - powiedziała. - Dlatego chcę żebyś wiedziała, że naprawdę nie musisz się obawiać, że Rivlish cię skrzywdzi. Niedługo już nie skrzywdzi nikogo innego. A gdy w końcu będzie gryzł ziemię - głos Ethalii stał się zimny - to wtedy mu wybaczę i będę go pamiętała jako starszego brata, który bardzo mnie kochał.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością, chociaż wewnątrz jej głowy zapanowała burza. To ona! To ona pociągała za sznurki, kiedy zaatakowano T'jartha! To na jej zlecenie tamta blondynka wbiła mu sztylet w serce!
- Ale mówiłaś, że on jest jednym z najlepszych fechmistrzów, tak? Że tylko niewielu jest lepszych od niego. No chyba, ktoś wynajałby naraz całą armię?
T'jarth musiał jak najszybciej zaprzestać przybierania postaci arystokraty. Zdecydowanie. Bo jeśli znów się coś stanie... Nie chciała stracić tej dopiero co rozpoczętej przyjaźni.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Nie wiem, czy wiesz, jest za jego głowę nagroda - powiedziała. - Nawet jakaś głupia suka próbowała ją ostatnio zdobyć, ale jej się nie udało. Nie mogę jej winić mówiąc szczerze, ale pokpiła sprawę. Nie ma to znaczenia.
Tym razem całkowicie spokojnie Ethalia podeszła do karafki, nalała sobie wody i napiła się.
- Mamy tu śliczną dziewczynę, Anduriankę - powiedziała, pozornie od rzeczy. - Sarya ef Darrasha. Znasz ją może? Ona bardzo, bardzo nie lubi, gdy ktoś krzywdzi kobiety. Chyba ma złe doświadczenia... która z nas ich nie ma? Ma też jednak coś innego. Kontakty. Gdy wczoraj pojawił się Rivlish, natychmiast poszłam do Saryi i poprosiłam ją o rozmowę z którymś z jej znajomych z półświatka. Mam trochę pieniędzy i to, razem z nagrodą za głowę Rivlisha wystarczyło. Mój brat może być mistrzem fechtunku, ale może dostać nożem lub zatrutym bełtem w plecy jak każdy człowiek.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Czyli ta blondynka działała jednak z własnej inicjatywy? Naprawdę, to robiło się coraz bardziej chore. I niebezpieczne. Czy jeżeli dalej będzie mu pomagać to nie będzie musiała się martwić co będzie za osiem lat? Równie dobrze mogła dostać rykoszetem w niedalekiej przyszłości.
- Tak, znam Saryę. Występowałyśmy kiedyś na tym samym przyjęciu. Ja zapewniłam oprawę muzyczną a ona tańczyła. Wspaniałe się rusza swoją drogą. Nie sądziłam, że ma takie znajomości, ale jeśli tak to faktycznie może się Wam udać. - Oby im się nie udało. Jutro z samego rana musi wrócić do domu i powiedzieć o wszystkim T'jarthowi!
- Dziękuję, że się tym ze mną podzieliłaś, już jestem spokojniejsza. - W ogóle nie była spokojniejsza! Czy istniał jakoś sposób, żeby mogła przekazać Rivlishowi informacje? Może da radę to jakoś zrobić? Będąc w Domu Urody musiała jednak bardzo, ale to bardzo na siebie uważać. Tutaj pośpiech mógł ją kosztować w najmniejszym stopniu utratę zaufania personelu.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Ethalia delikatnie dotknęła policzka Aryi, tego, który sama ukrywała pod włosami.
- Nie przejmuj się - powiedziała. - Przykro mi, że musiał poznać mojego brata z jego najgorszej strony, ale jesteś bezpieczna. A wkrótce obie będziemy bezpieczne.
Uśmiechnęła się i cofnęła się.
- Niestety muszę iść - powiedziała. - Ale ty zostań. Z tego co wiem, wiesz gdzie są komnaty dla gości. Czuj się jak u siebie w domu. Jutro nasz strażnik odprowadzi cię do domu, a przy odrobinie szczęścia Rivlisha już nie będzie wtedy na świecie.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Czyli ni cholera nie miała czasu! Musiała się stąd wydostać jeszcze tej nocy. Tylko kurczaki pieczone - jak? Była na drugim piętrze, a gdyby zaczęła krążyć po budynku nie przeszłoby to bez uwagi. Znali ją tutaj. Z tej wysokości nie uda jej się wyjść przez okno. Musiała coś wymyślić. Koniecznie.
- Dziękuję. Tak... zdrzemnę się. To był ciężki dzień. W sumie ostatnie dwa takie były. - Skinęła głową i to nie było kłamstwo. W sumie jakimś cudem chyba nawet udało się jej nie skłamać ani razu. Zataiła jedynie prawdziwy powód, dla którego chciała tu dziś być i porozmawiać z Ethalią. A przemilczenie czegoś nie było do końca kłamstwem... prawda?
Kiedy została już sama zaczęła się nerwowo rozglądać po pokoju szukając czegoś przydatnego. Mimo wysokości na jakiej się znajdowała sprawdziła również okno. Łatwo się otwierało, więc spuściła do środka rześkie wieczorne powietrze wodząc wzrokiem po ulicy. A może jej sobowtórniak gdzieś tam będzie? Jeśli zmienił ciało mogła go nie poznać, ale on ją na pewno. Nie wiedziała tylko, czy tak częste zmiany były u niego możliwe, w końcu już dwa razy to robił. Może gdyby porozmawiała z Saryą...? Nie wiedziała tylko, czy dziś wieczór pracuje. Chociaż gdyby ona zobaczyła tego okropnego siniaka na szyi bardki raczej nie chciałaby słuchać żadnych wyjaśnień. A nawet gdyby ją wysłuchała, to pewnie posądziłaby rudowłosą o postradanie zmysłów.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Niestety nie było nikogo, kto by wyglądał na sobowtórniaka, ale było cieżko powiedzieć, bo gdy Arya wyjrzała z okna to owszem, przyciągnęła uwagę, ale paru klientów, którzy szli do Domu Urody. Zazwyczaj byli dość dobrze wychowani i nienajgorzej traktowali kobiety, ale widziała, że paru ją pokazuje i zaczynają wymieniać się jakimiś uśmieszkami.
- Wszystko w porządku? - Arya usłyszała za sobą głos.
Stała tam młoda, niziutka, śliczna blondynka o dużych niebieskich oczach i twarzy w kształcie serca. Jej ubiór - półprzezroczysta sukienka przykryta pod czymś w rodzaju szlafroku, sugerował jaką pracę tutaj wykonuje.
- Czy czegoś ci potrzeba? - zapytała, uśmiechając się ślicznie.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Dostrzegając spojrzenia wskazujących ją mężczyzn czym prędzej zamknęła okno. Przypomniała sobie dokładnie gdzie się znajduje i stwierdziła, że musi być bardziej uważna. Nie chciała wpaść z deszczu pod rynnę, żeby musieć w kulturalny sposób odmawiać mężczyznom przychodzącym tu w konkretnym celu.
Gdy pojawiła się u niej dziewczyna jak z obrazka uśmiechnęła się niepewnie i skinęła głową.
- Tak, w porządku. Teraz już tak. Jak widzisz jestem już w stanie w miarę normalnie mówić. - Co prawda dalej chrypiała, co w przypadku bardki nie było niczym dobrym, skoro zarabiała na życie głosem.
- Jeśli to nie problem to zeszłabym do kuchni. Dalej znajduje się na parterze z tyłu budynku, prawda? O ile szyja już aż tak nie boli, to zrobiłabym sobie napar z ziół. Mam mieszankę, która mi zawsze pomagała. Gdybym tak śpiewała, to prędzej odstraszyłabym każdego słuchacza. - Spojrzała w lustro i wtem zmarszczyła brwi. - Tylko czy mogłabym pożyczyć jakąś chustę lub apaszkę? Nie chciałabym straszyć... waszych gości tym krwiakiem. - Siniak na szyi zaczął robić się fioletowy. Zdecydowanie przyciągałby zbyt dużą uwagę.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Och, nie kłopocz się - powiedziała dziewczyna. - Jeśli masz te zioła to zaniosę je do kuchni i poproszę kucharkę o przygotowanie ich Dzisiaj jesteś naszym gościem.
Dziewczyna chwilę się wpatrywała w bardkę, a potem wykrzyknęła.
- Ty jesteś Arya, prawda? Słyszałam jak śpiewasz! Cudowny, boski głos! Ile dałabym, byś pracowała tutaj z nami... oczywiście jako bardka! - sprecyzowała szybko. - Napisałaś jakąś nową balladę? Najbardziej lubię te smutne, w których miłość jest nieszczęśliwa i potem oni sobie odbierają życie i wszyscy płaczą, chociaż wiedzą, że ich duchy na zawsze będą razem u bogów!
Zadziwiwające, ale dziewczyna powiedziała to wszystko na jednym oddechu.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zachichotała, lecz nie było to zbyt mądrym posunięciem, bo znów dopadł ją kaszel. Całe szczęście teraz był o wiele mniejszy.
- Może nie jest aż tak całkiem nowa, ale tak. Mam jedną pieśń opowiadająca o miłości artysty do kobiety, którą zwiodła legenda o ukrytym w jeziorze skarbie. Chciała go zdobyć, lecz wtedy zamieniła się w upiora... może demona? Nie jest to doprecyzowane. Ale przestała być człowiekiem. Potem wraca do ukochanego, a on poświęca najcenniejszą dla siebie rzeczy - swój głos, żeby już nigdy nie zaśpiewać. Jak dla mnie to całkiem smutne. - Utrata głosu... aż lekko zadrżała na taką możliwość.
- Doceniam, ale zawsze jak tu przychodzę czuję się bardziej jedną z Was niż gościem. Tyle mi już pomogliście, to w końcu nie pierwszy raz. Poza tym... muszę się czymś zająć. Mieć jakieś zajęcie dla rąk, żeby nie myśleć. Zawsze w takich sytuacjach rzucam się w wir pracy. - Schyliła głowę przepraszająco i posłała dziewczynie błagalne spojrzenie. To była znowu czysta prawda. Gdyby miała tutaj zostać myśli by ją chyba zabiły.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- O, tak miło, że się u nas dobrze czujesz! - zawołała dziewczyna. - Nazywam się Riona, zapomniałam się przedstawić. Oczywiście, chodźmy do kuchni w takim razem!
Dziewczyna zaczęła prowadzić Aryę, ale najwyraźniej nie zamierzała jej zostawić na chwilę nawet.
- Wspaniała historia! Muszę ją kiedyś usłyszeć! - powiedziała. - A skąd bierzesz takie pomysły na ballady? Musisz być taka mądra i oczytana!
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
- Miło mi Cię poznać Ronio. - Rozbawiło bardkę to, że ta prawie od razu zapomniała o jej prośbie o chustę. Zreflektowała się jednak dopiero u drzwi, by zaraz wyciągnąć apaszkę z kieszeni szlafroka. Nie była może tak gruba jak chusty, jednak zawinięta kilka razy wokół szyi Aryi ukryła znamiona napaści.
Idąc w kierunku kuchni rozglądała się po budynku szukając potencjalnej drogi ucieczki. Nie wiedziała tylko jak to uzasadnić, żeby nie urazić swym zachowaniem domowników. Obserwowała gdzie stoją strażnicy, którędy chodzą pracujące tu dziewczyny oraz jakimi korytarzami przemieszczają się goście.
- Widzę, że to miejsce ani trochę się nie zmienia. Chyba nie narzekacie na problemy w biznesie nawet po Upadku? Zdaje mi się, albo zapowiada się dla Was pracowity wieczór. - Właśnie dwóch mężczyzn weszło do przybytku. Zdawali się być, niestety, arystokratami i zawiesili na nich wzrok, kiedy przemknęły w dalszy korytarz.
Będąc już w kuchni Arya z ulgą przyjęła do wiadomości fakt, że była tu tylko główna kucharka ze swoją pomocą - czarnowłosą dziewczyną, która jeszcze nawet nie wkroczyła w dorosły wiek. Nastolatka była drobna, wręcz zbyt chuda jakby się zdawało i w pierwszym momencie niemal podskoczyła kiedy do pomieszczenia weszli inni ludzie. Widząc, że to jednak Ronia z jakąś nową dziewczyną rozluźniła się i wróciła do zmywania naczyń.
- No dzień dobry Kochanieńkie! Co, zgłodniałyście na wieczór? Nic dziwnego, sama skóra i kości! Zaraz Wam coś dam! - Widać kucharka, starsza już nieco kobitka, a jak widać z werwą nastolatki była grubsza, ze śniadą cerą. Utykała też na jedną nogę, jednak nie przeszkadzało jej to, żeby sprawnie przemieszczać się po swoim królestwie. Zaraz też postawiła na stojącym pod ścianą stoliku dwie miski z zupą warzywną o aksamitnej konsystencji.
- No już, jedzcie póki ciepłe! - Pogoniła je, po czym wróciła do swojej pracy. Arya z Ronią posłały sobie nawzajem rozbawione spojrzenie i nie mając wyboru usiadły do posiłku. W międzyczasie bardka wyłapała jeszcze, że kuchnia miała dodatkowe wyjście - wychodzące z tego co pamiętała na tyły budynku, gdzie kucharka miała ogródek z warzywami i ziołami.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
W rzeczy samej, nie licząc możliwych tajnych przejść i wyjść, których Arya nie znała, Dom Urody zdawał się mieć tylko troje wejść - tylne prowadzące do ogródka, było jedynym niestrzeżonym... ale, by chronić się przed mężczyznami, którzy chcieliby wykorzystać je, by się wślizgnąć do środka, było cały czas zamknięte. Bogowie jedni wiedzieli, gdzie są pozostałe klucze, ale jeden główna kucharka cały czas nosiła na szyi.
- No, to... - zapytała Riona, pałaszując posiłek z podziwu godnym apetytem. - Skąd bierzesz te pomysły na ballady? I jaką ostatnio piszesz?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Wzięła pierwszy kęs zupy by utwierdzić się w przekonaniu, że kucharka naprawdę miała talent. Z resztą nic dziwnego, Dom Urody słynął nie tylko z rozrywki, lecz też wyśmienitych napitków i dań. Za to ostatnie odpowiedzialna była właśnie ta korpulentna kobieta.
- Inspirację czerpię z różnych źródeł. Nie jestem jakaś wykształcona, co to to nie niestety. Ale bardzo lubię czytać książki. Większość mych pieśni jest po prostu wymyślona, coś na wzór poezji śpiewanej. Niekiedy bazuję też na swoich przemyśleniach. Napisałam ostatnio piosenkę o kobietach silnych, twardych, chociaż pierwotnie były tylko słabymi dziewczynami. Sarya mnie do niej natchnęła, chociaż jakoś nie potrafię jej sobie wyobrazić jako słabej. - Tu uśmiechnęła się szeroko. - Chciałam ją dziś zaśpiewać na Złotej Ulicy, ale potem stało się to. - Uniosła rękę i dotknęła apaszki na szyi.
Zauważyła, że kucharka krząta się bardziej niż zazwyczaj przygotowując naprawdę pokaźne zamówienie. Chyba ktoś z miasta miał dziś zaplanowaną tutaj kolację na sporą ilość osób. Widząc, że Ronia dokończyła już swoją porcję i ona przyspieszyła jedzenie.
- Było przepyszne, dziękuję. - Uśmiechnęła się do kucharki i na ten znak najmłodsza z nich, pracująca na zmywaku zabrała od nich miseczki. Arya w tym czasie zerknęła do swojej sakiewki, którą zawsze miała przytroczoną do pasa i zmarszczyła brwi. - - Chyba skończyła mi się już świeża szałwia. Czy nie będzie problemu, jeśli mogłabym nieco uszczknąć z waszego ogródka? Suszona nie działa tak dobrze. Podobno traci jakieś olejki eteryczne czy coś takiego...
Wtem przyszła do kuchni jeszcze jedna dziewczyna ubrana w strój kelnerki i spojrzała z rezygnacją na stos talerzy.
- Nie ma mowy, żebym zabrała się z tym sama. A wiecie co mówi nasza Matrona. Niekulturalnie jest zmuszać jednych gości do czekania, kiedy inni już jedzą swoje porcje. Musicie mi pomóc do zanieść.
Kucharka na to tylko westchnęła i wytarła ręce w szmatkę.
- Oczywiście kochanie. Przed chwilą gotowałam wodę, więc możesz spokojnie jej użyć do herbaty. Poczekaj no tylko... - ściągnęła klucz z szyi i przekręciła go w zamku w drzwiach. - My zaraz wrócimy, ale częstuj się czym Ci potrzeba.
Wręczyła zarówno swojej pomywaczce część zastawy jak i Roni. Chwilowo miały braki w personelu, więc zdecydowała się pofatygować osobiście do swych gości. Poza tym co jak co, rzadko można było zobaczyć kucharkę na salonach, a jak się pojawiała zawsze wzbudzała wszechobecny szacunek, również gości.
Gdy bardka została sama odczekała jeszcze kilka uderzeń serca, po czym wyszła do ogrodu. Co tu zrobić, żeby nie było, że sama uciekła nadużywając ich dobroci? W końcu niewiele myśląc zerwała naręcze szałwii i... rzuciła ją na ziemię pozwalając, żeby liście opadły na nią w chaotyczny sposób. Tak samo zostawiła swoją sakiewkę z ziołami, które również rozsypała w niedalekiej odległości. Chciała upozorować, że zabrano ją stąd siłą. Bolało ją serce, że tak kłamała, jednak... musiała pomóc T'jarthowi! Upewniając się, że nikt jej nie zobaczy pochodziła jeszcze dookoła grządki, żeby niemożliwym było ustalenie po śladach ile tu było osób, ukryła swoje szkarłatne włosy pod kapturem płaszcza i czym prędzej ruszyła do domu



Arya opuszcza Dom Urody, by wrócić do domu.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
(Arya wraca ze swojej przytulnej chatki)
O tej porze Dom Urody stał już w większości pusty, a pracownice i nieliczni klienci byli już w swoich łóżkach. Arya jednak nie pozwalała, by to ją zatrzymało. Uderzała w drzwi, chodziła dookoła, pukała w zamknięte okiennice. Parę osób może i chciało zwrócić jej uwagę, ale jej szalone spojrzenie skutecznie sprawiało, że przypominali sobie, że mieli coś do załatwienia. Gdzie indziej.
Mutantka? Nie wyglądała, ale bez wątpienia zachowywała się jak ktoś w najlepszym razie niespełna rozumu, w najgorszym - pod wpływem Chaosu.
W końcu jednak drzwi się otworzyły i ujrzała twarz zmęczonego strażnika. No tak, pełnił wartę sam, bo jego kompan stygł w jakimś zaułku... chyba, że już znalazł go patrol straży. Ale chyba nie znaleźli, bo inaczej by już przepytywali wszystkich mieszkających w pobliżu.
- Co znowu? - wystękał mężczyzna.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Idąc przez miasto przyciągała dużo ciekawskich spojrzeń, a przynajmniej tyle, ile obecnie ludzi przemierzało ulicę. Wyglądała jak siedem nieszczęść, przez co nawet miejscowe opryszki nie zamierzały jej zaczepiać. Czy wyglądała na szaloną? Zapewne. Teraz jednak zupełnie jej to nie interesowało.
Widząc w końcu twarz strażnika przekrzywiła głowę, jakby co najmniej zdziwił ją jego widok.
- Nie, nie Ciebie potrzebuję... Opiekunkę Domu, albo Ethalię. - Jeśli zawołają od razu dawną arystokratkę szybciej to załatwi i będzie miała z głowy. Szybciej wróci do chłopca, który leżał obolały. Szybciej będzie mu znowu mogła powiedzieć, że już nie pozwoli nikomu go skrzywdzić.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Strażnik przywołał pokłady stanowczości.
- Obawiam się, że to nie jest naj... - zaczął, gdy zza niego rozległ się kobiecy głos.
- W porządku, Ajan. Ja porozmawiam z naszym gościem.
Przed Aryą stanęła znana jej już nieco kobieta. Oliwkowa cera, czarne jak noc włosy, ciemne oczy, czerwone, pełne wargi. Tym razem jednak Sarya ef Darrasha wyglądała na bardzo zmęczoną, jedno oko miała podbite, na policzku i szyi ślady zadrapań. Arya zazwyczaj ją widywała w nieco prześwitującej czerwonej sukni, teraz jednak Andurianka miała prosty, ciemny strój ze spodniami, a u pasa długi sztylet.
- Arya Janon, prawda? - zapytała. - Nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale parę razy cię masowałam, no i grałaś, gdy tańczyłam dla klientów.
- Ona chce rozmawiać z opiekunką lub Ethalię - powiedział strażnik.
- Oczywiście - Sarya obdarowała Aryę i mężczyznę zmęczonym uśmiechem. - Aryo, przejdziemy do salonu? Szczerze mówiąc uprzedziłaś mnie, właśnie miałam iść cię szukać.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Widząc znajomą sobie, przynajmniej z widzenia dziewczynę nieco się rozluźniła. To znaczy nadal była spięta i w dalszym ciągu zdawała się nie być przy zdrowych zmysłach, ale jej uśmiech stał się nieco bardziej szczery.
Wtem przypomniała sobie coś. To Sarya miała kontakty w połświatku. To ona wysłała zabójców. To ona pośrednio spowodowała, że T'jarth został zraniony! W jej oczach na nowo błysnęła niebezpieczna iskra, jednak tylko mocniej zacisnęła rękę na zdobionej pochwie po rapierze Rivlisha.
Szła swobodnym, niemalże tanecznym krokiem. Nie rozglądała się na boki, nie interesowało jej to. Chciała tylko przekazać wiadomość. Czarnowłosa musiała musiała widzieć w jakim jest stanie, ale o nic nie pytała. Krwiak na szyi czy zniszczona sukienka nie były teraz ważne.
Kiedy weszły do salonu bardka położyła na stole pochwę oraz sygnet ze szmaragdem.
- Przyszłam przekazać to Ethalii. - Nie miała ze sobą broni i w sumie całe szczęście, bo wyglądała na niestabilną. Nie spała dwie noce i dosłownie słaniała się na nogach, ale musiała dokończyć całą tę farsę. W końcu spojrzała na Saryę tym pustym skrzywdzonym wzrokiem. Czekała na jej decyzję.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Sarya była zmęczona, bardzo zmęczona. Inaczej może bardziej zdałaby sobie sprawę ze stanu Aryi. A może uznała, że Arya się obawia, że Rivlish po nią przyjdzie? Cóż, nie dość, że Sarya miała wymagających klientów, to oderwano ją od roboty, by latała po mieście za... Przynajmniej, dzięki niech będą Ferrosowi i Norien, zrządzeniem losu Arya sama przyszło do nich. Tylko po jakiego dziwa wymachuje tu pustą pochwą? Cóż, bardziej martwiące byłoby, gdyby wymachiwała pochwą, w której spoczywałaby broń.
- Usiądź, proszę - powiedziała Sarya, wskazując na krzesło i nalewając Aryi wodę z miętą.
Raptem parę godzin temu to Ethalia nalewała taki napój bardce.
- Ethalii nie ma w Domu - powiedziała Sarya. - Wiem, że z nią rozmawiałaś wczoraj, ale nie wiem, co jej powiedziałaś, więc pokrótce przedstawię ci sytuację. Daj znać jeśli będę się powtarzała. Przybył do miasta brat Ethalii, Rivlish. Ach, to już wiesz? I to, że Ethalia nie miała z nim najlepszych kontaktów? I to, co on jej zrobił? Dobrze, to wiele wyjaśnia. W takim razie musisz wiedzieć, że Ethalia poprosiła mnie o moje kontakty w półświatku. Pomogłam jej i ona wynajęła zabójcę i posłała go za Rivlishem. I tu zaczęły się problemy.
Sarya westchnęła lekko.
- Po pierwsze, wysłaliśmy Harosa, jednego z naszych strażników, by pilnował twojego domu, czy Rivlish tam nie wróci. Albo Rivlish, albo wysłany zabójca go zabił. Cholerna szkoda, Haros był dobrym facetem, niedawno wziął ślub. Potem zabójca... a raczej zabójcy, bo okazało się, że wziął partnerkę, dopadli Rivlisha. Gdy latałam po mieści próbując wyprostować całą sytuację, doszły mnie wieści o jatce w porcie. Obaj zabójcy zginęli, wiec wygląda na to, że Rivl