Port nimnarejski i molo - Dzielnica Portowa

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Obrazek


Na końcu dzielnicy portowej idąc cały czas na zachód można dojść... któżby się spodziewał, do portu. Jak większość miejsc w tym mieście tak i on swoje lata świetności miał za sobą, a zbutwiałe molo wcale nie wyglądało na stabilne.
Niemniej czasem zdarzały się jeszcze statki, które tutaj cumowały. Marynarze w tych dniach nie mieli łatwego życia. Grupa Herla ściagała z nich bezpodstawne "podatki" i jeśli danego dnia poszczęściło im się, to mogli jeszcze czymś pohandlować na lądzie. Korzystały wtedy również kobiety, które nie spełniały standardów Domu Urody i żeby móc przeżyć kolejny dzień (tudzież noc) sprzedawały się za pieniądze. Wiadomo, że na morzu mężczyzna jeśli chce sobie poradzić z potrzebą musiał liczyć sam na siebie.
Co rusz można było znaleźć beczki, chociaż najczęściej puste. W powietrzu unosił się fetor gnijących ryb, ludzkiego moczu oraz pomyj, które płynęły rynsztokiem. Zupełnie jakby to tu z całego miasta były zbierane, by finalnie trafić do morza.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
(Akcja przenosi się z Domu Aryi)
Mimo później pory, prowadzenie przez całą drogę z domu Aryi zakładnika z nożem przy gardle zbyt rzucałoby się w oczy - nawet jeśli ten zakładnik zakładnikiem nie był i aktywnie pomagał w swoim porwaniu, na przykład, gdy T'jarth się poślizgnął i gruchnął o ziemię, pociągając za sobą Aryę - i cudem jeno nie drasnąwszy jej nożem. Dlatego oboje kierowali się w stronę portu węższymi uliczkami, jednocześnie starając się unikać tych najbardziej niebezpiecznych. Byłoby prawdziwym pechem, gdyby cały misterny plan nie wypalił, gdyż poszukiwanego arystokracie i jego zakładniczce ktoś sprzedałby kosy pod żebra.
Wszystko szło dobrze... do czasu.
Już niemal czuli zapach bryzy, byli parę zakrętów od wejścia na główną część portu, gdy drogę zastąpił im mężczyzna. Mężczyzna tak pospolicie wyglądający, tak nierzucający się w oczy, że aż było to podejrzane.
- Chyba zaszedłeś już dostatecznie daleko, panie Arn'quert - powiedział.
- Myli mnie pan z kimś - wydusił z siebie T'jarth.
- Nie sądzę - odparł mężczyzna. - Może puściłby pan tę panią? Nie musi stać się jej krzywda.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
A byli już tak blisko! Potrzebowali stanąć przy krawędzi wody, żeby cały ich misterny plan dopiął swego. Kiedy na ich drodze pojawił się mężczyzna w głowie Aryi pojawiła się tylko jedna myśl. To musiał być ten znajomy Saryi. Ten z półświadka, typ od brudnej roboty. Od teraz musiała bardzo uważać, żeby nie wyjść z roli, ponieważ wszystkie jej dziwne zachowania na pewno zostaną zapamiętane i przekazane tym, którzy do tej pory byli jej dobrymi przyjaciółmi. Gdyby stali się jej wrogami... równie dobrze sobowtórniacy mogli przyjść po nią od razu, nie trzeba było czekać tyle lat.
- Proszę, pomóż mi! - Wychrypiała do mężczyzny, a jej oczy zaczęły błyszczeć od powstrzymywanych łez. - On mówił, że chce mnie zabrać... albo zabić!
Dobrze, że sama Ethalia powiedziała, że Rivlish musiał zaczął uważać bardkę za "specjalną". Było to raczej wystarczającym powodem, dla którego chciał ją ciągnąć ze sobą w nieznane. Poza tym każdy może się stoczyć, czy to arystokrata czy szanowany strażnik.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mężczyzna ją zignorował, patrząc na Rivlisha.
- Myślisz, że zakładniczka pomoże ci dostać się na statek i opuścić miasto? - zapytał. - Głupie. Żeby zakładnik działał, drugą stronę musi obchodzić jego życie. Ona akurat ma szczęście, bo jeśli nie musi zginąć to jej nie zabiję, ale jeśli to jedyny sposób, by cię dostać...
Zabójca wzruszył ramionami.
- Ponoć jesteś mistrzem fechtunku - mówił dalej. - Chyba nie powinieneś się mnie bać. Zostaw ją i chodź, rozwiążmy to między nami.
Tak, na tym polegał problem. Rivlish może i był mistrzem fechtunku, ale T'jarth na pewno nie.
- Usuń się i daj mi przejść - warknął. - Albo wytnę jej drugi uśmiech!
- Aż tak mi nie zależy na jej przeżyciu. A jeśli grasz na czas, licząc, że twój ochroniarz przyjdzie i zajdzie mnie od tyłu... cóż, przykro mi z jego powodu, ale nie mogłem ryzykować, że nam przeszkodzi.
Ochroniarz? Jaki ochroniarz?! No tak, strażnik z Domu Urody obserwujący dom, zabójca chyba wziął go za ochroniarza arystokraty. Coraz lepiej...
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Słysząc, że jej życie nic nie znaczy dla tego mężczyzny otworzyła oczy szeroko. Czyli on nie był od Saryi... Musiał przyjść wiedziony pokusą nagrody za głowę arystokraty.
T'jarth mógł poczuć, jak drgnęła niespokojnie. Tak jak on się bał, tak i ona była szczerze przerażona. Teraz... Teraz chyba pojawienie się zabójcy z Domu Urody mogło być na ich korzyść, przynajmniej na początku.
- Jest jeszcze jeden! - Krzyknęła dziewczyna do napastnika, gdy ten wspomniał o ochroniarzu. Zaraz potem jęknęła z bólu, bo odruchem Rivlisha było mocniejsze wykręcenie jej ręki, by się uciszyła.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Czyżby? - ten uniósł brwi. - Wątpię. Ale nawet jeśli, nic to nie zmieni.
Raz jeszcze zwrócił się do Rivlisha.
- No, naprawdę nie chcę śmierci tej damy, jeśli tylko można tego uniknąć - powiedział. - Poza tym, legendarny fechtmistrz chowający się za taką tarczą? Wstyd, wstyd.
Mężczyzna poruszył ręką i w jego dłoni pojawił się długi sztylet.
- Mam tylko to ostrze - powiedział tym swoim miłym głosem. - Dobądź szabli i stawaj do walki. Uczciwy pojedynek.
W momencie, w którym zabójca dobył broni, ostrze trzymane przez Rivlisha poruszyło się gwałtownie.
- Nie będę z tobą pertraktował... eee... kmiocie! - powiedział Rivlish. - Dasz mi przejść albo... albo...
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Ma tylko sztylet? I chcę walczyć z mistrzem fechtunku z Archipelagu? Może... Może to jednak był ten najemnik z Domu Urody? Przypomniały jej się słowa Ethalii Mój brat może być mistrzem fechtunku, ale może dostać nożem lub zatrutym bełtem w plecy jak każdy człowiek.
- Trucizna... - wyszeptała bardka tak, żeby usłyszał to tylko chłopak, po czym z całej siły (a przynajmniej tak to wyglądało) kopnęła Rivlisha w stopę. T'jarth się tego nie spodziewał, więc kiedy opuścił nóż z wysokości jej gardła okręciła się dookoła niby w tańcu prostując swoje ramię. Zaraz potem drugą ręką uderzyła (ale było to lżejsze niż wyglądało) łokciem w przedramię Rivlisha ciągnąc je w dół i zmuszając go, żeby ją puścił. Dzięki niech będą Saryi, że kiedyś uczyła ją jak kobieta może się obronić przed napastnikiem większym od siebie.
Będąc już oswobodzona pobiegła w stronę zabójcy, niby dama w opresji, żeby schować się za plecami swojego obrońcy. Kiedy już była poza zasięgiem jego wzroku zaczęła się rozglądać za czymś ostrym... To mógł by kawałek szkła, jakiś pręt, cokolwiek byle było blisko i mogło przeciąć skórę.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Już dobrze - zabójca powiedział do niej uspokajająco. - Musiałem tak mówić, by stwierdził, że zabicie ciebie nic mu nie da. A teraz... - Postąpił do przodu. - Gotowy na śmierć, Rivlishu?
T'jarth przełożył nóż do lewej ręki, w prawą chwycił odpiętą od pasa pochwę na pałasz, trzymając ją jakby był to miecz. Czerpiąc ze wspomnień Rivlisha stanął w pozycji szermierczej... co wyglądałoby dość dumnie, gdyby jednocześnie nie utykał na nadepniętą stopę.
Arya nie wiedziała czy T'jarthowi udało się dotrzeć do umiejętności fechtunku Rivlisha i zamierzał stawić opór zabójcy, czy tylko go przestraszyć. Rozglądała się za czymś ostrym i rzeczywiście, znalazła zaostrzony kawałek drewna, wyglądający jakby pochodził z jakiejś starej, połamanej okiennicy. Cóż, zabójca nie był raczej wampirem, by traktować go drewnianym kołkiem, ale przebity powinien krwawić jak każdy człowiek.
W tym momencie jednak Arya usłyszała cichy dźwięk, słyszalny tylko dzięki panującej w nocy ciszy i jej elfiemu dziedzictwu. Dźwięk, ktorego naprawdę nie chciała słyszeć.
Dźwięk zwalnianej cięciwy.
A potem drugi, jeszcze mniej mile widziany dźwięk: jęk bólu, gdy bełt z kuszy utkwił T'jarthowi w boku.
Z ciemności wyszła jakaś kobieta trzymająca lekką kuszę.
- Hmm - prychnął pierwszy zabójca. - A miał być taki groźny. No cóż, lepiej wziąć wsparcie i go nie potrzebować niż na odwrót.
- Dzielimy się, jak się umawialiśmy? - zapytała kuszniczka.
Zabójca skinął głową.
- Dotrzymuję słowa - powiedział, nie spuszczając oczu z T'jartha i zupełnie ignorując Aryę. - Ale on jeszcze dycha.
Kobieta wzruszyła ramionami.
- Trucizna zaraz zrobi swoje - odparła.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zamarła. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie i gdy bełt leciał w kierunku T'jartha poczuła, jakby ją samą to zabolało. Miała go ochronić! Przecież... On był tylko dzieckiem!
Poczuła łzy napływające do oczu, jednak zagryzła żeby i powstrzymała je. Jej zmiennokształtny przyjaciel jej potrzebował! Ale... W starciu z dwoma profesjonalnymi zabójcami nie miała szans! Prawda...?
W jej żyłach płynęła krew jej matki, co zawsze do tej pory ukrywała. Miała w sobie geny elfów, dzięki którym była bardziej zwinna od większości ludzi. A co najważniejsze była przyjaciółką T'jartha.
Korzystając z faktu, że żadne z zabójców nie zwracało na nią uwagi szybkim ruchem chwyciła zaostrzony kawałek drewna, niczym elf na leśnej ściółce bezszelestnie zbliżyła się do mężczyzny od tyłu i... Wbiła mu go w szyję. Z rozerwanej aorty pociekła krew, gdy zszokowany zabójca otworzył oczy zamiast słów z jego gardła potoczyła się piana zabarwiona posoką. Bardka zręcznie chwyciła sztylet, który on już wypuszczał z dłoni i w locie ujęła go własną ręką. Towarzyszącą mu kobieta była szybka. Widać, że wyćwiczonym i ruchami szybko założyła kolejny bełt na cięciwę, jednak... Zabrakło jej kilku sekund. Arya była po prostu zbyt blisko. Zrobiła dokładnie to samo co przed chwilą - wbiła ostrze w damską szyję i gwałtownie pociągnęła rękę, żeby rozciąć ciało.
Była w amoku, nie myślała co robi. Po prostu działa. Kiedy para wykrwawiła się na ziemi ona przypadła do T'jartha, szybkim ruchem wyciągnęła mu bełt z boku i przyłożyła usta do rany. Chciała wyssać truciznę, a przynajmniej ile dałaby radę. Rękoma uciskała okolice rany, by krwotok się nie zwiększył, a zabójcza toksyna nie rozniosła się tak szybko po organizmie.
- T'jarth, musisz się zmienić! - Kolejny raz się zassała, by splunąć jad na ziemię. - Musisz zmienić postać. Zostaw Rivlisha! - Kolejny raz przyłożyła usta do jego boku. - Zmień ciało, T'jarcie!
Kiedy smak jego krwi się zmienił wydawało jej się, że pozbyła się większości trucizny. Nie miała jednak do do tego pewności, więc kontynuowała czynność mimowolnie połykając nieco posoki. Nie miało to jednak dla niej teraz znaczenia. Musiała uratować chłopca, na którego czekało jeszcze całe życie! Nie wiedział dokładnie kim był, lecz przywiązali się do siebie. Nie wiedziała, że pije krew demona.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth miał halucynacje. Nie widział innego wyjaśnienia. To trucizna wywołała halucynacje. Przecież nie było możliwe, by Arya w kilka sekund zabiła dwoje wytrenowanych zabójców i nawet się przy tym nie zmachała. Niemożliwe. Po prostu niemożliwe.
Nogi odmówiły mu posłuszeństwa i upadł. W chwilę później Arya (albo nie-Arya) była przy nim. Krzyknął z bólu, gdy wyciągnęła mu bełt z rany i zaczęła ssać. Na wpół oszołomiony bólem, toksyną, zaskoczeniem, był w stanie jedynie pomóc jej w przytrzymywaniu rany, by nie krwawiła bardziej.
Dopiero wtedy doszły do niego jego słowa. Był taki słaby... taki zmęczony... jeszcze nie odzyskał sił w pełni po poprzedniej ranie, a teraz to... Ale miała rację. Nie mógł zostać jako Rivlish. W duchu pożegnał fechtmistrza i zaczął się zmieniać. Ból zaczął promieniować z obu ran, nowej i starej, ale zacisnął zęby i zmieniał się dalej, jak najszybciej, sięgając po postać w której chodził najczęściej. Niski. Jasne jak słoma włosy. Zielone oczy. Blizna na policzku. Drobna sylwetka.
Ciemność go zaczęła ogarniać, jedyne co widział przed sobą to rude włosy Aryi.
Skończył przemianę w momencie, w którym stracił przytomność - a może stracił przytomność w momencie, w którym skończył przemianę. Chociaż nie! Prawa dłoń i prawy policzek pozostały całe szare i gładkie.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Widząc, jak chłopak posłuchał jej polecenia złapała za kraniec sukni i... rozerwała ją. Odrywała długie pasy materiału, żeby stworzyć prowizoryczny bandaż, a kiedy już było go wystarczająco dużo owinęła nim bok T'jartha. Przynajmniej tyle mogła teraz zrobić. Nie patrzyła na dwójkę leżącą za nią. Nie mogła. Wypierała póki dała radę fakt, że miała ich krew na rękach. Krew... miała ją również na twarzy. Ramieniem wytarła usta, przez co jednak na policzku pozostała jej szkarłatna smuga. O ile zazwyczaj była piękną dziewczyną, tak teraz przywodziła na myśl arlekina z kiepskim makijażem, który chociaż smutny próbował się uśmiechnąć. Wyglądało to dość groteskowo.
Jak dobrze, że T'jarth przybrał postać niewielkiego chłopca, którego była w stanie unieść. Ostrożnie owinęła go w swój płaszcz, który chociaż o wiele za duży i brudny, to jednak dobrze ukrył jego twarz i rękę. Nie zdziwiła się, że nie mógł przemienić całego ciała. W ciągu kilku dni dwa razy został ciężko ranny. Jej biedny mały chłopiec...
Dalej niczym w amoku zabrała sztylet, kuszę oraz zdobioną pochwę Rivlisha, po czym nie oglądając się na martwe ciała wzięła zmiennokształtnego na ręce. Wracali do domu...


Akcja przenosi się do Chatki Aryi... znowu.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość