Domek Aryi - w sąsiedztwie Placu Bubeusza
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Nie, nikt mnie nie śledził - odarł T'jarth. - Umiem rozpoznać ogon. Zresztą to ciekawe powiedzenie: "ogon", prawda? Przecież zazwyczaj stworzenie wie, że ma ogon i on nie działa przeciwko niemu. Mniejsza z tym. Jeśli jednak nasłała go Ethalia i ona mogła sądzić, że mam z tobą na pieńku... to może powiedziała temu zabójcy i on tu poszedł? Nie wiem. Wiesz w ogóle, czy to jeden zabójca czy kilku?
T'jarth wyszedł z sypialni przebrany.
- Jak tu byłem to przyznam, że poczułem się bezpieczny - powiedział. - I nie sprawdzałem za bardzo. Zresztą jest środek nocy, nic bym przez okna nie zauważył. A.. a... a w kąpieli śpiewałem, więc nawet gdyby się ktoś wdarł, to bym tego nie słyszał. Mam tylko nadzieję, że nie siedzi w piwnicy i nas nie podsłuchuje, bo wtedy poznałby nasz plan i nici by z niego wyszły.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Spojrzała na niego takim wzrokiem, że nawet będąc w ciele Rivlisha mógł się skulić w sobie. Co jak co, ale kiedy potrzebowała lub coś ją zdenerwowało to Arya naprawdę potrafiła wyglądać groźnie. No... przynajmniej wyglądać, bo w czynach raczej nie miałaby zbytnich szans tego udowodnić.
- Idę sprawdzić. Jeśli faktycznie ktoś tam będzie masz nie oglądać się za siebie, uciekać i pozbyć się tej twarzy. - Oni wiedzieli, że chodzi o przybranie innego ciała. Potencjalny zabójca nie miał raczej powodów podejrzewać, że chodzi jej o coś innego niż zwykłe przebranie się.
Serce waliło jej okrutnie, kiedy zapalała lampkę oliwną, podchodziła do włazu na końcu korytarza i go otwierała. W pierwszej chwili pomyślała sobie, że naprawdę jest skończoną kretynką, skoro robi to wszystko z własnej woli. T'jarth był stworzeniem z wrogiej rasy! Mamił ludzi, kłamał i manipulował nimi, co sam przyznał! Może tak właśnie robi teraz z nią? Jemu podobni zabijali i zjadali mózgi!
Sama nie mogła spać przez liczne koszmary, które nie mogły dać jej spokoju po zobaczeniu jego pełnej prawdziwej formy.
Sama nie mogła spać przez liczne koszmary, które nie mogły dać jej spokoju po zobaczeniu jego pełnej prawdziwej formy.
Tak było... a jednak przede wszystkim widziała w nim głównie małego chłopca rzuconego w pojedynkę w wielki straszny świat. Dziecko, które wycierpiało się o wiele za dużo niż powinno. Nie potrafiła odmówić mu pomocy, schronienia i opieki.
Zeszła po drabinie do piwnicy i unosząc wysoko lampkę zaczęła się rozglądać za kimś obcym. Sprawdzała przy regałach, beczkach, ale również obejrzała sufit. No cóż, sporo książek się naczytała.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Oślizgły, szaroskóry stwór o żółto-zielonych oczach rzucił się na nią! Z jego otwartego, trójkątnego otworu gębowego wystrzeliła oślizgła macka, kierując się w stronę jej czoła...
A przynajmniej coś takiego przywołała jej nad wyraz bujna i obecnie pobudzona wyobraźnia. Piwnica była pusta - nie licząc różnych pyszności - i bezpieczna.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Mało na zawał nie zeszła, kiedy spostrzegła stertę mioteł pod ścianą. Ten mop naprawdę wyglądał jak sobowtórniak! Pisnęła urywanie, lecz kiedy światło lampionu tam dotarło odetchnęła głęboko. Jak nic nabawi się nerwicy.
Wróciła na górę i widząc zmartwione i przestraszone lico Rivlisha pokręciła przecząco głową.
- Niczego ani nikogo tam nie znalazłam. Chodźmy na to molo. Tylko... musisz mnie tam niestety zaciągnąć tak, by było widać, że nie chcę z Tobą iść. I T'jarth... zanim wyjdziemy z domu. Na pewno nie masz innego pomysłu jak przekonać tych zabójców, że otrzymałeś ranę? Ja... nie chcę Cię dźgać. To nie to samo co nakrzyczeć na kogoś na ulicy. - Widział z jej oczach wielką niechęć do tego czynu. Widział, że go polubiła. Tak się chyba nawiązywała przyjaźń.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth pokręcił głową.
- Musisz to dobrze sprzedać, bez rozlania krwi się nie obejdzie - powiedział, chociaż było widać, że się boi.
Spróbował się uśmiechnąć do swojej nowej przyjaciółki.
- Popatrz na to z jaśniejszej strony - zaczął. - Jeśli mnie zabijesz, to przynajmniej będziesz mogła skasować nagrodę.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Westchnęła ciężko.
- Nigdy bym nie pomyślała, że zaprzyjaźnię się z mózgożernym zmiennokształtnym, który do tego sukcesywnie opróżnia mi spiżarkę. Tym bardziej nie spodziewałam się, iż w takich okolicznościach będę musiała jak najlepiej wykorzystywać swoje umiejętności aktorskie. Przynajmniej wiem, że jeśli z jakichś powodów nie będę mogła już śpiewać zawsze będę mogła przejść do teatru. - Tymże żartem chciała nieco podnieść na duchu zarówno siebie jak i jego. Oboje się bali, ale nie mieli żadnego wyjścia. To była jedyna szansa, żeby oboje skończyli żywi.
- Jakoś mnie ta nagroda nijak by nie cieszyła, wierz mi. Ale spróbujmy może zrobić tak, że przyżyjesz, ja przeżyję, przekonamy wszystkich o śmierci Rivlisha i jeszcze do tego zgarniemy za niego nagrodę. Uznajmy, że tylko taka opcja wchodzi w grę. - To było najlepsze, co mogło im się przydarzyć.
- No dobrze, przedstawienie czas zacząć. Tylko musimy być tak przekonujący, jak jeszcze nigdy... - Poklepała się po policzkach dla pokrzepienia i dodania sobie odwagi i kiwnęła chłopakowi głową, że może zaczynać. Pora wywlec ją za fraki na molo.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Już się dobrze zaczęło. Spróbował ją chwycić od tyłu, ale - świadom jej pewnej niechęci w sprawach fizycznych kontaktów damsko-męskich, bardzo ale to bardzo próbował nie dotykać żadną częścią ciała jej: tyłka, biustu, talii, ud i nóg. Efekt był nieco komiczny, zwłaszcza, że próbował ją chwycić jedną ręką, podczas gdy w drugiej trzymał sztylet - no, nóż kuchenny - którym miał ją sterroryzować i który później miała mu wyrwać i zwrócić przeciwko niemu.
- Jak mi idzie? - zapytał.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Spojrzała na niego przez ramię wyraźnie zdziwiona. Rozumiała co chciał jej zrobić, ale zupełnie nie wyszło.
- Cóż... zapewne tak to by wyglądało, gdybyś na jakimś przyjęciu był zmuszony tańczyć z naprawdę nieurodziwą damą, na której widok aż masz mdłości, lecz jeśli tego nie zrobisz wybuchnie międzynarodowy skandal. - Mimowolnie sama zachichotała na tę myśl, po czym jednak spoważniała. - Jeżeli nie chcesz mnie dotykać możesz chwycić za włosy lub kołnierzyk sukni. Ale skoro to Ty... nie obrażę się za nic co zrobisz, dopóki nie będzie to zrywanie ze mnie ubrań czy pchanie rąk w miejsca intymne. Niestety, musimy być przekonujący.
Nie podobało jej się to, co chciała zaproponować. Westchnęła ciężko, po czym spojrzała mu w oczy tak... ciepło i z ufnością.
- Wcześniej na ulicy sięgnąłeś do tego jaki był prawdziwy Rivlish, prawda? Ufam Ci T'jarth... - Czy kiedykolwiek ktoś mu to powiedział znając prawdziwą tożsamość sobowtórniaka? - Nie podoba mi się to, ale potrzebujemy tego starego Rivlisha. A ja Ci ufam, że będziesz w stanie go kontrolować.
W duchu modliła się do Aleidy, Illiany i innych znanych sobie bóstw opiekuńczych, żeby tej nocy okazali im swoje wstawiennictwo. Będą tego naprawdę bardzo potrzebować.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth zagryzł wargi. Teraz jego oczy były inne. Już nie było w nich tej zimnej niechęci i pogardy co wcześniej, ale absolutne wyrachowanie. Arya nie była już dla niego osobą, tylko rzeczą. Zrobił krok ku niej... i znów patrzyła w zakłopotane oczy T'jartha.
- Chyba wiem, co mam robić - powiedział, siląc się na uśmiech. - Trochę będzie niewygodnie tak iść aż do morza, ale cóż zrobić.
Chwycił ją za lewy nadgarstek, wykręcił rękę za jej plecy jednocześnie przykładając sztylet - nóż kuchenny - jej do gardła.
Chwycił ją za lewy nadgarstek, wykręcił rękę za jej plecy jednocześnie przykładając sztylet - nóż kuchenny - jej do gardła.
- Idziemy - powiedział. - Jeśli spróbujesz zrobić coś głupiego, to podetnę ci te śliczne gardziołko i już nigdy nie zaśpiewasz. A przynajmniej tak bym powiedział, gdybym naprawdę wziął cię jako więźnia i zakładniczkę - dodał przepraszającym tonem.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Dostrzegła tę zmianę w jego spojrzeniu. Widziała, że w tym momencie wszedł w osobowość Rivlisha. I szczerze? Ani trochę nie dziwiła się Ethalii, jeśli musiała żyć z takim bratem. Nie musiała z nim rozmawiać żeby wiedzieć jakie wartości wyznaje. Te oczy w zupełności wystarczyły. Gdzieś w brzuchu zacisnął się jej supeł ze strachu, lecz i tak uśmiechnęła się do niego ciągle powtarzając sobie w myślach, że to T'jarth, a nie ten wielki, silny, okrutny mężczyzna.
- Wierzę w Ciebie. - Skłamałaby, gdyby powiedziała, że to zapewnienie było skierowane jedynie do chłopaka.
Gdy wykręcił jej rękę mimowolnie wygięła głowę do tyłu przez pociągnięcie barku, przez jej szyja, chociaż dalej ukryta pod apaszką, została wyeksponowana. Z takiej pozycji raczej ciężko byłoby jej uciec, jeśli zmiennokształtny jej tego świadomie nie umożliwi.
Słysząc jego słowa serce dziewczyny zabiło mocniej, a skronie zrosił zimny pot. Mimo to (uważając na nóż) lekko kiwnęła głową.
- Gdybym nie wiedziała, że to Ty sama bym uwierzyła. Chodźmy. - Nie chciała tego. Pragnęła zostać w swoim pokoju, zamknąć drzwi na klucz, wejść pod kołdrę i się rozpłakać. Grała pewną siebie i odważną, jednak tak naprawdę była przerażona. Napastowana w dzieciństwie przez ojca teraz uczyła nastolatka o wielkim sercu jak robić podobne rzeczy. Co z nią było do cholery nie tak?!
Pozwoliła mu się prowadzić uliczkami miasta. Póki byli daleko od portu unikali uczęszczanych tras wybierając skradanie się w cieniu. Całe przedstawienie miało się odbyć w samym porcie, tuż nad wodą. Teraz tylko tam dotrzeć...
Ciąg dalszy nastąpi, lecz tym razem będzie śmierdzieć rybą.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Arya wraca do domu z T'jarthem na ramionach, lecz ten jest ciężko ranny. Zmiennokształtny przybrał też postać chłopca o drobnej budowie ciała, blond włosach, zielonych oczach i bliźnie na policzku.
Gdy wróciła do domu zahaczyła po drodze do Yadleya - cyrulika, który bynajmniej do sympatycznych nie należał. Był gburowaty, bo zbyt wiele w życiu widział. A jednak stan Aryi nawet jego w pierwszej chwili przeraził. Całkowicie puste oczy dziewczyny w niczym nie przypominały radosnych klejnotów, którymi zazwyczaj patrzyła na świat. Blada twarz wskazywała ile przeszła, tak samo jak potworny siniak na jej krtani. W międzyczasie musiała zgubić apaszkę, ponieważ teraz fioletowy siniak nachalnie przyciągał spojrzenie. Najgorsza była jednak krwawa plama biegnąca od jej ust przez cały policzek. Ona sama zdawała się nie zdawać sobie z niej sprawy.
- Pomóż mu. - Minęła raptem chwila, by starszy mężczyzna ustąpił jej miejsca w drzwiach, które zaraz szybko zaryglował upewniając się wpierw, że nikt za nią nie przyszedł. Nie skomentował broni, jaką ze sobą miała. Nie skomentował dziwnej ręki i twarzy pacjenta. Nie skomentował, że niedawno leczył podobną ranę na torsie dorosłego mężczyzny. Pierwszy raz w życiu jednak bał się odwrócić do dziewczyny plecami.
Minęło kilka godzin, nim ustabilizował stan swojego pacjenta. Arya dostała od niego mokrą ściereczkę i ciepłą herbatę, lecz tej drugiej bardka nawet nie tknęła. Umyła się, owszem, lecz robiła to bardzo mechanicznie. Jedynie ręce myła o wiele dłużej, niż było to potrzebne, niemalże szaleńczo pocierała skórę chcąc ściągnąć z nich nieistniejące zabrudzenie. Przez resztę czasu, który Yadley poświęcał na ratowanie chłopaka ona siedziała w kącie pokoju skulona, obejmując ramionami kolana. Nie spuszczała jednak wzroku z mężczyzny, gdy ten zajmował się swoim pacjentem. Aż dreszcz go co rusz przechodził po plecach.
Kiedy T'jarth był już opatrzony, a jego sen stał się o wiele spokojniejszy dziewczyna wstała spod ściany, zabrała swoje rzeczy a jego wzięła w ramiona podnosząc z kanapy.
- Aryo, powinniście tu zost...!
- Zabieram go do domu. - Z tym tonem się nie dyskutowało. Nie, kiedy znało się dziewczynę całe życie i pierwszy raz ona zachowywała się... tak. Yadley był zszokowany, lecz równie mocno zmartwiony stanem rudowłosej. Co się do jasnej cholery wydarzyło?! Jednak jak to on nie pytał. Szybko zapakował dla niej jeszcze zapas lekarstw, które ta przyjęła skinieniem głowy.
Po powrocie do domu ułożyła chłopca kolejny raz w pokoju gościnnym. On go lubił. Mówił, że materac był wygodny. Może się ucieszy, że tu jest, kiedy się już obudzi? Upewniła się, że oddycha, po czym poszła do piwnicy po słoik dżemu. Na pewno jak się obudzi będzie bardzo głodny, prawda? Dużo się przemieniał, więc musiała zrobić dużo jedzenia. Przygotowała więc owsiankę na mleku, słodzoną miodem. Dzięki temu mogła ją szybko odgrzać. Potem położy się jeszcze na wierzch ten dżem malinowy. T'jarth lubił słodycze. Jakie dziecko nie lubiło? Musiał się tylko obudzić, żeby mogła go nakarmić. Niech się tylko obudzi... Podobnie jak pierwszej nocy gdy się poznali tak samo i teraz usiadła na krześle przy jego łóżku pilnując, czy chłopak oddycha. Jego klatka piersiowa rytmicznie się unosiła, a opatrunek dalej był czysty. To dobrze świadczyło. Siedziała tak całą noc nie zmrużywszy oczu. Czekała. Pilnowała, aż słońce zaczęło wschodzić.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Khhh... - wydusił z siebie T'jarth.
To była pierwsza oznaka, że wraca do przytomności. Niedługo później otworzył oczy, niemal równie intensywnie zielono co Aryi.
- Co... co się... - zaczął pytać, ale przyszły do niego obrazy poprzedniego wieczora.
Ale zaraz... to były przecież halucynacje, prawda? Halucynacje wywołane trucizną. Arya na pewno nie zabiła dwóch zabójców.
- Jak... jak..? - zaczął pytać, ale gardło miał tak wysuszone i ściśnięte, że ledwie był w stanie wydać z siebie dźwięki.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
- Obudziłeś się! Całe szczęście. - Uśmiechnęła się szeroko, jednak w tym geście było coś dziwnego. Coś, czego wcześniej u niej nie widział. Dopiero po chwili spostrzegł. W jej oczach nie było tej radości co w głosie.
Jak pierwszej nocy po jego przebudzeniu do wysokiej szklanki nalała mu wody, uniosła lekko głowę chłopaka i pomogła mu się napić, żeby się nie zakrztusił. Była bardzo opiekuńcza, bardzo protekcjonalna. Zdawała się w ogóle nie zwracać na to, że jej ubranie było brudne, a na gardle ma wielkiego krwiaka.
- Jak się czujesz? Pewnie jesteś głodny. Zrobiłam na Ciebie owsiankę, jeśli chciałbyś nieco zjeść. Ostatnio często zmieniałeś postać, więc możesz być zmęczony. - Pogłaskała go po włosach. To było... dziwne. Owszem, przyjemne. Ale dziwne. Zupełnie jakby przestała w nim widzieć jego. Ale jeśli nie dostrzegała w chłopaku T'jartha, to kogo?
- Patrz co znalazłam. Musiałeś go upuścić. - W dłoniach trzymała maskotkę. Pluszanego, wypchanego misia, któremu brakowało ucha, a jedna łapka się odpruwała i wypadały stamtąd gałganki. Położyła przytulankę obok niego na łóżku, po czym ucałowała go w czoło i podniosła się.
- Pójdę zrobić Ci Twoje lekarstwo. A potem coś zjesz. - Ostatnie zdanie nie było pytaniem. Ona po prostu zdecydowała, że trzeba go nakarmić. Minęła dosłownie chwila, kiedy przyszła z powrotem ze znanym już T'jarthowi lekarstwem, które miało mu pomóc uzupełnić utraconą krew i zapobiec nawrotowi krwotoków oraz miseczką parującej owsianki. Pachniała słodko, a na wierzchu leżały maliny.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth w odmętach swej gatunkowej pamięci miał obrazy golemów, rzeźb lub posągów wykonywanych przez czarodziejów i mechamagów, wykonywujących ich rozkazy. Coś w zachowaniu Aryi, jej automatyczne ruchy, jej puste spojrzenie, przywodziło mu na myśli właśnie golema. Wciąż osłabiony, wciąż zdezorientowany, nie protestował, poddając się rękom Aryi...
Gdy jednak wręczyła mu misia, aż zesztywniał. Co... jak... dlaczego..?
Wystarczył jeden rzut oka na nią, by wszelkie pytania zamarły mu na ustach... a potem przełykał już podane przez nią lekarstwo.
- Dz-dziękuję - zaczął. - Maliny... maliny były dobrym dodatkiem. Świetny pomysł. Dziękuję.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Patrzyła zadowolona jak wypił lekarstwo i znów wygięła usta w pustym uśmiechu. Odstawiła pustą szklankę, a potem znów go pogłaskała, tym razem po noie do końca przemienionym policzku.
- Jesteś bardzo dzielny! Lekarstwo wcale nie było smaczne, a Ty tak szybko je wypiłeś! Zuch chłopak!
Teraz wzięła miseczkę z owsianką, jednak nie wręczyła mu jej. Nie. Przecież on był tylko małym dzieckiem, a takie się karmiło, prawda? Nabrała na łyżkę nieco owsianki i podmuchała,
żeby ją nieco ostudzić. Upewniła się też, weźmie sązna porcję owoców.
żeby ją nieco ostudzić. Upewniła się też, weźmie sązna porcję owoców.
- Otwórz buzię - Gdyby nie zrobił tego wystarczająco szybko według niej to znienacka go delikatnie połaskocze, żeby móc podać mu jedzenie. Owsianka była naprawdę smaczna. Nie za słodka, maliny lekko kwaskowate, a kleik wytworzony z owsa nie za gęsty. Mimo swego szoku dalej była wspaniałą kucharką.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Oczy T'jartha robiły się coraz większe, w miarę jak zachowanie Aryi go coraz bardziej przerażało.
- Aryo, wszystko w porzą... - Zamilkł bo właśnie wsadziła mu do ust łyżkę owsianki.
Przełknął ją, była bardzo dobra, a on był bardzo, bardzo głodny, ale gdy otworzył usta, by zadać kolejne pytanie, znów został zakneblowany porcją owsianki. I znów. I znów.
Nie było wyjścia, musiał zjeść wszystko.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
O ile była stosunkowo spokojna, tak na pewno nie zachowywała się jak wcześniej. Fakt, że sobowtórniak jadł co mu przygotowała sprawiło, że z wyraźnym zadowoloniem wsadzała mu do ust kolejne porcje owsianki. Dopiero kiedy zjadł wszystko odłożyła miseczkę i przesiadła się ze stołka na skraj łóżka, tuż obok niego.
- Zuch chłopak! Skoro apetyt Ci dopisuje to znak, że szybko wyzdrowiejesz! - Poczochrała mu pieszczotliwie blond włosy.
- Tak kochanie, już wszystko w porządku. Tego złego Pana już nie ma, poszedł sobie. Więcej Cię nie skrzywdzi, więc nie musisz się bać. - Zmiennokształtny nie miał pewności, czy miała na myśli zabójcę, czy ten samego Rivlisha, przez którego niedokończone sprawy on był w takim stanie.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Złego pana? Tego zabójcy? - zapytał. - A co... co z tą kobietą, która mu towarzyszyła?
T'jarth najwyraźniej był wdzięczny, że może się skupić na sytuacji teraźniejszej, a nie na coraz bardziej upiornym zachowaniu Aryi.
- Nie zrobili ci krzywdy? - musiał zapytać. Coś... coś stało się z Aryą.
I dlaczego mówiła do niego "kochanie"? I siadała na jego łóżku? Czuł się naprawdę niepewnie...
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Jego pytanie sprawiło, że dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Patrzyła na niego przez dłuższy moment wyraźnie zdziwiona. Widział, że próbowała zrozumieć o co mu chodzi. Starala się sobie przypomnieć. I T'jarth dostrzegł ten moment, gdy w jej spojrzeniu pojawił się strach.
- Nie... Nie ma ich. - Pokręciła głową jakby odsuwała od siebie nieprzyjemne myśli. Do tego uparcie zaczęła drapać się po dłoniach, jakby chciała z nich coś zedrzeć.
- Nie skrzywdzą chłopca. Nikt nie krzywdzi dzieci. - Drapała się po dłoniach do tego stopnia, że pociekła krew.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth chwycił ją za nadgarstki, krzywiąc się lekko, gdy nagły ruch spowodowały ból w obu ranach. Delikatnie, ale mocno przytrzymał Aryę.
- Przestań! Przestań... proszę - powiedział.
Powoli podniósł się na łóżku i objął ją.
- Co się stało? - zapytał. - Wszystko w porządku... - zawahał się na chwilę - kochanie?
Skoro ona go tak nazywała, chcąc go uspokoić, to może to samo podziała na nią? Mimo potencjalnych setek lat pamięci i wspomnień kilku ciał, T'jarth czuł się tak strasznie zagubiony...
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Była zdziwiona. Nieco zagubiona? Patrzyła na niego niewidzącym wzrokiem, jakby jej spojrzenie zawiesiło się gdzieś w przestrzeni. W końcu jednak chyba przypomniała sobie gdzie jest, bo zamrugała niby obudzona ze złego snu
- C...co? Ach tak, oczywiście! - Uśmiechnęła się szeroko, w ten niezdrowy sposób. Potem zdziwiona spojrzała na swoje dłonie.
- Och, chyba ubrudziłam się malinami. Przepraszam, gapa ze mnie. Poczekasz tutaj chwilę? Pójdę umyć ręce. - Kiedy tylko poluzował uścisk na jej nadgarstkach ona wstała i wygładziła sukienkę. Porwaną. Brudną. Ze śladami krwi. Tylko czyja to była krew?
- Przynieść Ci coś z kuchni? Powinnam mieć chyba gdzieś jeszcze trochę czekolady. Tak... Przyniosę ci jej nieco.
Znowu sama podjęła decyzję i nim ten zdążył coś powiedzieć, ona wyszła z pokoju.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
T'jarth chciał iść za nią. Zapytać, co się stało. Pocieszyć. Zrozumieć.
Ale gdy próbował się podnieść z łóżka, jęknął z bólu i opadł na nie. Rana i trucizna za bardzo go osłabiły. Mógł tylko czekać, aż Arya wróci.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kiedy dziewczyna wróciła zamiast czekolady miała w dłoniach pochwę od ostrza Rivlisha oraz sygnet ze szmaragdem w środku. Ciągle miała ten nieobecny wyraz twarzy.
- Muszę wyjść... Załatwić to do końca. Poczytasz sobie książkę albo prześpisz się jeszcze, dobrze? Jesteś takim dobrym chłopcem. Niedługo wrócę.
Już jesteś bezpieczny.
Już jesteś bezpieczny.
Bardziej wyglądało to tak, jakby mówiła do siebie niż do niego. Ale to nie miało znaczenia. Słowa zostały wypowiedziane, a ona spojrzała na niego w jakiś dziwny dziki sposób. To nie była ta sama Arya, którą pamiętał.
Jeśli coś jeszcze chciał podała mu to. Dała wodę, świeże jabłka do jedzenia pokrojone w ćwiartki oraz te obiecaną czekoladę, o której w końcu sobie przypomniała. Potem jednak wyszła do Domu Urody, musiała pomówić z Ethalią...
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
(Team (S)Arya wraca z Domu Urody, na dziki trójkącik z T'jarthem)
- Zaczekaj tu - powiedziała Sarya, gdy zbliżyły się do domu bardki. - Wolałabym by był tu Ajan, ale po śmierci Harosa, potrzebujemy go bardziej w Domu Urody, gdyby Rivlish spróbował wrócić. Jeśli okaże się, że jest tu w pobliżu, spróbuję go zająć, a ty chwytaj tego dzieciaka i uciekaj.
Ruszyła przodem, rozglądając się dookoła, szukając zagrożenia, którego już nie było. Chociaż mogły oczywiście być inne...
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Miała zaczekać? Dobre sobie. Całkowicie zignorowała polecenie czarnowłosej i to ona wyszła na przód. Jeśli jej chłopiec dalej się do końca nie przemienił musiała go uprzedzić.
- To mój dom. Jeśli ktoś tu będzie będzie spodziewał się mnie. Nie mogę narażać wszystkich dookoła - pierwotnie miała to być tylko wymówka, jednak uderzyła w nią prawdziwość tego stwierdzenia. To przez nią tyle osób zginęło...
Kiedy przeszła już przez drzwi ruszyła od razu w kierunku pokoju gościnnego.
- Tasin skarbie, już wróciłam! Mamy gościa, czujesz się już na tyle by z kimś się zobaczyć? - Użyła imienia, którym wczoraj miał się posługiwać, kiedy wraz z "Rivlishem" planowali pierwsze pójście do Domu Urody, a ona jeszcze nie wiedziała, że chłopak jest zmiennokształtnym.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Arya usłyszała ruch za sobą i zaraz za nią była Sarya, z dłonią na rękojeści noża.
- To było średnio rozsądne - wyszeptała, wyprzedzając Aryę i rozglądając się dookoła. - Och...
Sarya zamarła, gdy spojrzała wgłąb pokoju gościnnego.
- Przyznam, że spodziewałam się kogoś... młodszego - powiedziała.
W rzeczy samej, ciało "Tasina" wyglądało raczej na szesnaście lat niż sześć, chociaż wydawał się młodszy przez to... że spał jak zabity. Dłoń, która wcześniej nie przemieniła się do końca była pod kołdrą, a policzek przyciśnięty do poduszki, więc Arya nie miała pewności, czy poprawił swój wygląd.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Och... Kiedy ona ostatnio była rozsądna? Pierwszym objawem chorej naiwności było to, jak zabrała do domu nieznajomego mężczyznę. Gdyby wtedy okazało się, że to prawdziwy Rivlish jak wtedy wyglądałoby jej życie? Czy to wszystko by się wydarzyło? A może... Co jeśli to nie była jej wina, tylko T'jarth? A jeśli on specjalnie nią manipulował? Sam przyznał, że jego rasa tak robi... Ale nie. On był tylko dzieckiem. Nie mógł tego zrobić.
- Wybacz, ale w świetle ostatnich wydarzeń chyba przestałam być rozsądna - rzuciła do Saryi, sama zaś ponownie usiadła na łóżku gładząc delikatnie blond włosy.
- Tasin? Jak się czujesz? Zaraz zrobię Ci Twoje lekarstwo, które musisz wypić. Potem będziesz mógł dalej odpoczywać. - Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się jej niepokojąca myśl... Czy on nie śpi zbyt głęboko?