Interludium Pierwsze: Nimnarejska Siostra Ratchet

Chłop i najmita. Dwóch osiłków, których połączył tajemniczy almanach. Oraz fakt, że są ścigani.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Varas pukał. Nic. Potem łomotał. Nic.
Rodi się stawał coraz cięższy. Owszem, nadrabiał miną, w końcu to on uratował Varasowi dupę kilka razy, mimo że to najemnik miał być ochroniarzem, ale widać było, jak wypływają z niego siły. Czy w tej części miasta patrole straży nie były częstsze? Było kwestią czasu, aż ktoś usłyszy zamieszanie i...
Kroki. Odgłos odchylanego wizjera i widoczne w nim jasnoniebieskie oko.
- Kogo niesie o tej porze? - rozległ się kobiecy głos.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Nawet Rodi poczuł, jak na ten dźwięk Varasowi napięły się mięśnie i szybciej zabiło serce. Nareszcie!
- Pomocy, szybko - wykrztusił, nie dbając o to, co mogła widzieć w wizjerku. - Napadnięto nas, mój kompan umiera!
Sekunda ciszy.
- N...na Illanę! - dodał już bez początkowego animuszu, kiedy przypomniał sobie, że to placówka duchowa. Jak właściwie wita się osoby duchowne?
Jego brudne łapsko przylgnęło niecierpliwie do drzwi, czekając aż te zostaną otwarte. Już? Jeszcze? To się pcha, czy ciągnie?

Niechże już otwiera!

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Pchało się.
Kobieta za drzwiami otworzyła je trochę, a wtedy Varas popchnął je mocniej. Wysoka kobieta, o pokrytej bliznami szyi i ładnych, niebieskich oczach cofnęła się ze strachem, widząc stan obu mężczyzn. Krzyk zamarł jej w ustach.
- To... to wy?! - Jej oczy rozszerzyły się.
Zaraz jednak jej wyćwiczony wzrok spoczął najpierw na złamanym nosie Varasa - na co patrzyła z obojętnością - po czym na słaniającym się na nogach Rodim. Strach w jej oczach zastąpiła determinacja.
- Dasz radę go nieść? Nie ma nas tu wiele o tej porze - zapytała. - Jeszcze tylko parę metrów, tym korytarzem dalej, za drzwiami w lewo i potem pierwsze drzwi na prawo. Ja w tym czasie pobiegnę przodem i poinformuję, by przygotowali salę na przyjęcie ciężko rannego.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Widząc, że drzwi się otwierają, uradowany Varas stuknął Rodiego pięścią w ramię.
- Widzisz? Mówiłem ci! Będzie gites!
Uśmiech zszedł mu jednak z twarzy, kiedy zobaczył przerażenie w oczach kapłanki. Chociaż w sumie, czegóż innego miał się spodziewać? Nawet, gdyby nie byli poszukiwani, w ciemnościach nocy, zachlapani krwią, musieli wyglądać jak dwa demony.
- Tak, to my - zgodził się ponuro. - Choć wszystko, co o nas wiesz, to zapewne jakaś bzdura... - dodał już bardziej do siebie. Może lepiej nie poruszać tego tematu, zanim nie udzielą pomocy Rodiemu.

Na szczęście kapłanka znała się na swym fachu i wiedziała, jakie tu są priorytety.
- Pewnie, że dam - odrzekł na jej pytanie - ale on jest na chodzie. Co nie, Rodi? Idziemy, słyszałeś panią, jeszcze parę metrów korytarzem - zaczął prowadzić rannego kompana, upewniając się, że cały czas ma z nim kontakt.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Rodiemu kamień może i spadłby z serca, gdyby nie rusztowanie w postaci sztyletu zatkniętego w plecach. Zdecydowanie był przytomny i świadomy, ale jednak wyglądał i zachowywał się tak, jakby mentalnie był nieobecny. Dopiero co sięgnął ręką do głowy i wymamrotał grzeczne "pochwalona" pod adresem nieznajomej kapłanki, jakby z przyzwyczajenia sięgając po nieobecny kapelusz. Ani Varas, ani ktokolwiek inny nie mógł być pewien czy ich słowa na pewno do niego docierają, ani czy są rozumiane.
Do czasu, gdy Varasowi się oberwało.
- Tyś to ślepyj kury podnieś nie moż - zażartował - chojrak się znalaz, pfeh.
Jakby całej tej sytuacji brakowało groteski, chłop ze sztyletem w plecach właśnie zażartował sobie z najemnika, tuż po wejściu do klasztoru i pokłonieniu się kapłance. W przeciwieństwie do poczucia humoru, poczucie bezpieczeństwa Rodiemu zupełnie nie służyło - choć przyzwyczajał się do bólu samego w sobie, coraz częściej zdarzało mu się kaszleć, wypluwając tak cenne powietrze, i nie mniej cenną krew.
- Kurrr...na. - W ostatniej chwili opamiętał się Rodi, kląc cicho pod nosem.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Kompleks świątynny Illany był jednym z niewielu miejsc w mieście, które niemal zachowało splendor sprzed upadku. Ani Varas ani tym bardziej Rodi nie mieli teraz głowy by podziwiać marmurową posadzkę czy mijane rzeźby, witraże i obrazy. Skręciwszy za drzwiami w lewo znaleźli się w miniaturowym przedsionku, z którego drzwi na wprost były otwarte i pokazywały wielką salę, pełną pryczy i posłań, na których mogli być leczenie pacjenci. Drzwi na prawo prowadziły do jeszcze mniej przytulnego pomieszczenia, w którym na środku stało jedno łóżko, a wokół, na stołach zgromadzone różne instrumenty tortur... lub leczenia, w zależności od umiejętności i kwalifikacji używającego. Piły, zaciski, pęsety, dłuta do trepanacji, opatrunki, wiertła, skalpele, noże...
Kapłanka z blizną, która ich przywitała już była w środku i krzątała się przygotowując narzędzia.
- Najpierw ten z nożem w plecach - informowała drugą kobietę, znajdującą się w komnacie. - Zaraz może stracić przytomność.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kiedy obaj mężczyźni weszli do ich części szpitalnej ujrzeli młoda kapłankę o wyjątkowej urodzie. Wyglądała jakby dopiero wróciła do świątyni. Nieopodal na krześle leżał podróżny płaszcz, ona sama zaś wyglądała na wyraźne zmęczoną. Słysząc jednak, że jest potrzebna nie miało to znaczenia.
Po tym jak się odwróciła aż zamrugała ze zdziwienia na ich widok. Ale serio, czy wszystkie kapłanki ich tutaj znały?! Aż otworzyła usta zszokowana, jednak wystarczyło jej tylko jedno spojrzenie na Rodiego i na powrót stała się profesjonalną uzdrowicielką.
- Na stół go, niech się położy na brzuchu - poleciła, po czym szybko zaczęła myć ręce. Podczas tej czynności jej srebrna siateczka cienkich blizn jeszcze bardziej rzucała się w oczy, o wiele bardziej niż te na nogach czy odsłoniętych fragmentach tułowia.
Wydała jeszcze kilka poleceń odnośnie przygotowania środków przeciwbólowych, a sama stanęła nad mężczyzną.
- Mam nadzieję Drogi Panie, że nie jesteś zbyt przywiązany do tej koszuli? - Nie czekając na odpowiedź chwyciła nożyczki i zaczęła ją rozcinać, żeby odsłonić ciało pacjenta. Czy tak się zachowywały kapłanki...?

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Oho, to trzeba zapamiętać. Jak chcesz wyostrzyć Rodiemu dowcip, to wbij mu sztylet w dupsko - skonstatował cicho Varas, jednak na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech, aż zabłysły zęby. Skoro sobie żartuje, to nie może być z nim tak źle.

Odprowadził kolegę na stanowisko i pomógł mu się położyć zgodnie z wytycznymi pani doktór. Następnie stanął obok i z nietęgą miną podparł się pod boki.
- Ja mu tu.. taki prowizo... prowizorkę zrobiłem - wyjaśnił, kiedy kapłanka zobaczyła styk sztyletu z ciałem owinięty pasami materiałów.

Przez chwilę obserwował uzdrowicielkę przy pracy, jak i jej liczne walory, korzystając z tego, że jest skupiona na czym innym. W końcu jednak odchrząknął, co w połączeniu ze złamanym nosem dało bliżej niezidentyfikowane parsknięcie starego dzika z przepukliną.

- Czyli co, wszyscy nas tu znają? - zapytał cicho.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
W normalny dzień Rodi czułby się raczej zawstydzony tak licznym towarzystwem wokół siebie, będącego w centrum uwagi. Raczej z pewnością zauważyłby liczne blizny u pomagających mu kobiet - ale okazywało się, że sztylet w plecach miał pewien wpływ na jego priorytety. Teraz był skupiony przede wszystkim na rozmowie, która tak naprawdę toczyła się między Varasem a kapłankami. Było mu słabo, a konieczność położenia się, mimo nieocenionej pomocy Varasa, sprawiła mu mnóstwo bólu. Minęło trochę czasu nim w końcu uspokoił się na tyle, by mówić. Chociaż młoda kapłanka nie czekała na jego odpowiedź, Rodi mimo to wycharczał, jakby po chwili zastanowienia:
- Nie, bardzo proszę.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Po dosłownym obdarciu swojego pacjenta z części ubrania spojrzała krytycznym wzrokiem na "prowizorkę", jednak mimo wszystko skinęła głową do najemnika. Użył tego co miał pod ręką (lub na rękach w sumie), więc nie liczył się sposób czy materiał, a efekt.
- I tylko dzięki tej prowizorce jeszcze żyje, więc jak już będzie po wszystkim proponuję Panom wybrać się wspólnie na świętowanie tego. - Mimowolnie się uśmiechnęła, bo widząc ich stan oraz czując zelżałe, ale jednak opary alkoholowe, chyba to raczej wspólne świętowanie tak ich poskładało.
Przestała się skupiać na Varasie. Nie on tutaj był w tym gorszym stanie. Kiedy pościągała już bandaże dookoła sztyletu przyłożyła czyste gazy. Druga kapłanka, ta która ich tutaj wpuściła, podała zaś Rodiemu do ust lnianą szmatkę nasączoną jakimś specyfikiem.
- Zagryź to, żebyś sobie języka nie przygryzł. Namoczyłam ją w toniku znieczulającym. - Któż by pomyślał, że wyznawczynie Illany takie chętne będą do kneblowania swoich gości, prawda?
Yvette za to posłała najemnikowi tylko urywane spojrzenie. Nie miała teraz dla niego czasu, a ten ją zagadywał! W myślach zaczęła odmawiać modlitwy do Ilany, by opanować swój język. Była kapłanką, musiała o tym pamiętać.
- Jesteście Panowie poszukiwani listem gończym. Podejrzewam, że większość mieszkańców już zna Wasze oblicza. Straż osobiście się o to postarała - wyjaśniła mu, po czym przykucnęła obok zakneblowanego Rodiego patrząc mu w oczy. Posłała mu ten pełen pokrzepienia uśmiech, z którego słynęły Illanitki (a ten przy okazji miał dobry pogląd na inne rzeczy, z którego słynęły, kiedy tak się obniżyła). - Za chwilę wyciągnę ten sztylet. Zrobimy to na trzy, dobrze?
Wyprostowała się, po czym położyła rękę na jego plecach stabilizując je, a drugą chwyciła rękojeść ostrza.
- Gotowy? Raz...! - Nie było kolejnych cyfr. Zanim ten zdążył się napiąć dziewczyna sprawnym ruchem wyciągnęła z nieco ciało obce szybko oddając je swej pomocnicy, a sama skupiła się na zatrzymaniu krwotoku. Jeśli Varas nie był nawykły do takich widoków to cóż... miał chłop problem.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Najemnik był bardziej nawykły do widoku sztyletów wbijanych w ciało, niźli z niego wyjmowanych, jednak bardziej niż ta drobna różnica, przerażało go to, że obiektem niniejszej operacji był jego osobisty kompan - którego w dodatku miał ochraniać.

Spoglądał na to wszystko z szeroko otwartymi oczyma, z jednej strony dumny z pochwały, jaką otrzymała jego "prowizorka"... a z drugiej strony zaniepokojony powagą sytuacji oraz słowami Illanitki. Więc naprawdę byli o krok od śmierci...

Na moment otworzył lekko usta, jakby chcąc coś powiedzieć, ale potem je zamknął i zaczął przygryzać dolną wargę.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Odpowiedzią na to wszystko była niemal zupełna cisza. Rodi ledwo zareagował na całą operację - kiedy tylko sztylet został wyszarpnięty z jego ciała, z bólu aż go zamroczyło i odebrało dech. Pod brudną, spoconą skórą naprężyły się mięśnie, aż coś chrupnęło w kościach. Plecy stały się w momencie twarde jak skała. Farmer nawet nie pisnął - po prostu nie był zdolny krzyczeć. Gdyby nie to, że głowę miał skierowaną gdzieś w bok, Varas zobaczyłby łzy w jego oczach, a na jego twarzy wyraz szoku. Szoku, że coś może boleć tak bardzo, mimo znieczulenia.
Po upływie chwili wrócił do zmysłów i zaczął kaszleć przez szmatkę we własnych ustach - i tylko dlatego nie zapaskudził najbliższej okolicy obrzydliwą mazią. Wokół ust ślina sączyła się jednak obficie i miała wyraźnie czerwone zabarwienie. Oddychał płytko, z ogromnym trudem, prawie że sapiąc, jakby dopiero co wyszedł spod wody.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Skoro obaj goście pozwolili już skupić im się na pracy, to pracowały. W milczeniu przerywanym jedynie krótkimi poleceniami do siebie nawzajem widać było, że przeprowadziły niejeden podobny zabieg. Po usunięciu sztyletu Yvette odkaziła ranę i zaczęła ją zszywać. W tym samym czasie druga kapłanka wyciągnęła już tkaninę z ust Rodiego podstawiając mu miseczkę. Nie straszne im były żadne płyny ustrojowe, czy to krew, ślina, ropa, kał czy wymioty. Widziały już wszystko. Jak tylko farmer pozbył się zalegających rzeczy z buzi kobieta chwyciła wilgotną ściereczkę i zaczęła przecierać mu twarz i szyję. Nie chodziło jedynie o oczyszczenie go, jednak również znalezienie innych ewentualnych ran. Z resztą... no bądźmy szczerzy. Jeden i drugi okropnie śmierdzieli.
Chwila minęła, a brunet był niczym stare ulubione spodnie - znoszony, jednak zacerowany. Yvette ramieniem otarła pot z czoła patrząc na swoje dzieło z zadowoleniem. Gdyby coś się w jej życiu zmieniło, to spokojnie mogłaby zostać krawcową.
- Możesz Panie dziękować Najświetlejszej, bo pozwoliła Ci zostać wśród żywych. Jeśli pozwolisz sobie odpocząć już my zadbamy, żebyś szybko wrócił do pełni sił. - Chociaż mieli naprawdę ogromne szczęście, bo jeszcze chwila i wykrwawiłby się na śmierć. Yvette posmarowała mu jeszcze szwy maścią, żeby nie wdało się żadne zakażenie, a rana szybciej zasklepiła. Potem wystarczyła już czysta gaza w formie opatrunku, kilka bandaży i mężczyzna mógł odsapnąć.
Podczas mycia rąk młoda kobieta przeniosła teraz spojrzenie na najemnika. Cóż... wielki jak brzoza, a głupi jak koza? Tak brzmiało to powiedzenie? Nim jeszcze wstąpiła do zakonu wielokrotnie widziała mu podobnych. Silnych, pewnych siebie, a jednak wpadających w naprawdę głupie sytuacje.
- Dobrze, teraz zajmiemy się Tobą, dobry Panie. Pozwolę sobie zacząć od tego nosa, bo pewnie ciężko Ci się oddycha. Weź głęboki wdech ustami i przytrzymaj go. - Położyła mu swą delikatną dłoń na policzku, a drugą chwyciła nasadę nosa. Jak tylko jego policzki wypełniły się powietrzem bez żadnego ostrzeżenia pociągnęła, coś chrupnęło, coś wskoczyło na swoje miejsce, a z nozdrzy Varasa pociekła krew. No cóż... najsubtelniejsza nie była, ale za to jaka skuteczna! Zaraz też przyłożyła mu chusteczkę do twarzy. - Pochyl nieco głowę. O tak, w ten sposób. Wierz mi, nie chcesz potem połykać tej krwi jakby do gardła spłynęła...
Wycierała mu ściekającą posokę, jednak z chwili na chwilę jej upływ był coraz mniejszy. Zaraz mogła mu podać drugą, czystą chusteczkę, żeby sam ją sobie przytrzymał.
- Czy powinnam wiedzieć o jakichś innych najpoważniejszych uszkodzeniach Pańskiego ciała?
Niekiedy nieliczni nie chcieli pokazywać wszystkich swoich słabości, więc leczyły tylko te najbardziej niebezpieczne rany. Ciekawe jak było z nim?

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Zaciśnięte na czas "zabiegu" mięśnie całej twarzy powoli rozluźniały się, a najemnik otworzył oczy. Najpierw jedno, lekko, a potem drugie.
- O żesz ty w ku... rzajkę - wymamrotał, przykładając podaną mu chusteczkę.

Siedział tak przez chwilę w milczeniu, powstrzymując się, żeby nie dotykać świeżo nastawionego nosa. Ale istotnie, oddychało się teraz o wiele lepiej. Gdyby jeszcze nie ta krew.

Zamrugał, słysząc pytanie kapłanki. Skupił na niej uciekający gdzieś na boki wzrok.
- Jeest okej - odparł niepewnie. - Znaczy. Chyba. To nic poważnego, ale... - Sięgnął do kieszeni i podał jej fiolkę ze znalezionym u Szczurka płynem. - Takie o coś mi pękło w ręce.

Pokazał jej swoją dłoń, poharataną od wewnątrz odłamkami szkła.
- Dziwne to uczucie było, takie mrowienie, mrożenie... To nie trucizna? Dałoby się to... odkazić? Tak w razie czego?

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Rodi był bardzo dzielnym pacjentem. A może jednak sparaliżował go strach? Bez względu na przyczynę, chłop gapił się teraz pustym wzrokiem w najbliższą ścianę, bez słowa. Głowę miał zajętą trawieniem wszystkiego co wydarzyło się tego dnia. Nie znał słowa "groteska", ale jednak to właśnie ono najlepiej podsumowywało ten dzień. Kac, trup, straż, ucieczka, bójka, wspomnienia, intryga, walka na śmierć i życie, morderstwo dwóch osób i uniknięcie śmierci dzięki Varasowi i kapłankom Illany... to wszystko było jak jakaś niewyobrażalna, dziwna opowieść, którą dzieliło się z innymi nad trzaskającym ogniskiem i kufelkiem w ręku. Przecież to niemożliwe, że to wszystko się im przytrafiło. Przecież byli tylko dwójką wsiowych głupków, którzy pojechali do miasta. A teraz skończyli jako poszukiwani kryminaliści, za zbrodnię, której nie popełnili. Chyba.
I w tym momencie głowa Rodiego postanowiła, że ma dość. W momencie wyrzucił wszelkie myśli w mentalną cholerę i po prostu przysłuchiwał się rozmowie Varasa z kapłankami - a w zasadzie jej dźwiękom, ignorując padające słowa.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Uzdrowicielka widząc buteleczkę z czarną mazią otworzyła szerzej oczy. Dziwne, bo zdawała się wiedzieć czym była. Takie przynajmniej wrażenie mógł odnieść najemnik. Nie powiedziała jednak nic na jej temat, ale podała ją swej pomocnicy która gdzieś z nią poszła. Yvette za to skupiła się na Varasie.
- Usiądźmy. - Wskazała mu stojące nieopodal dwa stołki tuż obok stolika z przyrządami chirurgicznymi. To właśnie tam, kiedy najemnik posadził te swoje cztery litery na taborecie, a ona usiadła naprzeciwko nieco chwyciła narzędzie tortur. O dziwo jednak nie odrąbała mu ręki, chociaż zawsze chciała w końcu wykonać pierwszą amputację. Nie. Ona delikatnie ujęła jego dłoń i położyła na swoich kolanach, skoro blat był zastawiony.
- Może trochę poszczypać. - Taki ból jednak był na pewno nieporównywalnie mniejszy od tego, który wcześniej odczuwali. Ostrożnie kleszczykami zaczęła wyciągać z ręki mężczyzny wszystkie szklane odłamki. O ile z większymi nie było problemu, tak musiała się nieźle pochylać, żeby wypatrzeć mniejsze. W końcu jednak wszystkie kawałki szkła wylądowały w pomocniczej nerce, a ona nasączyła kawałek waty wyjątkowo podejrzanie wyglądającą substancją. To musiało być to odkażanie, o które prosił Varas, lecz kiedy przyłożyła mu wacik do dłoni piekło jak skur... khem... mocno. Mimo to stanowczo trzymała jego rękę (jak taka drobna osóbka mogła mieć tyle siły?), dopóki nie skończyła. Potem zrobiła mu tam jeszcze opatrunek, żeby sobie nie rozbabrał rany i zadowolona z siebie przeciągnęła się.
- No Panowie. W mojej ogólnej ocenie nie opuścicie świata tego wieczoru, jeśli się wpierw bardzo nie postaracie. Odpocznijcie teraz. Aktualnie w skrzydle szpitalnym nie ma innych pacjentów, więc możecie tu zostać. Za chwilę przyniosę Wam coś do picia i zjedzenia, chociaż spodziewajcie się raczej lekkiej strawy. - Kolejny raz umyła dłonie (ach ta higiena), po czym przeszła do innego pomieszczenia. Mężczyźni mogli tylko w głowę zachodzić, czy Illianitki na pewno ich nie wydadzą.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- A... - Varas podniósł lekko rękę, chcąc o coś zapytać... ale ona już wyszła. Machnął ręką.

I podszedł do Rodiego.
- No, brachu. Żyjem - rzekł, potrząsając lekko ramieniem kolegi. - Na pohybel skurwysynom.

Usiadł na łóżku obok niego i spojrzał mu w twarz, starając się ocenić obecne zdolności farmera do kojarzenia faktów.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Rodi wyglądał nieco lepiej niż wcześniej, jednak nadal był upiornie blady. Stracił trochę krwi. Na szczęście dla ich obydwu, był ranny, nie upośledzony. Na potrząśnięcie zareagował nieudolnym ruchem drugiej ręki, jakby odganiał nieznośną muchę, jednak nie opierał się długo. Gdy Varas usiadł obok, farmer nie spojrzał na niego - chociaż czuł się niemożebnie skrępowany nagłą troską najemnika, nie zrobił nic, był na to po prostu zbyt zmęczony. Pękał mu łeb, uciskało go w przełyku i każdy oddech, nieważne jak spokojny, sprawiał mu ból. Brzuch miał napięty tak, że również on pomału zaczynał o sobie przypominać.

Nie wyglądał więc na pokrzepionego słowami kolegi, tak przecież prawdziwymi. Przeżyli. Uniknęli strasznego końca. Może tylko to powinno się teraz liczyć, a nie przerażająca cena jaką przyszło i jeszcze przyjdzie im zapłacić? Rodi tego nie wiedział. Jeszcze nigdy nie czuł się osaczony we własnej głowie. Miał wrażenie takie, jakby miał w niej gniazdo szerszeni; myśli, spostrzeżeń i wspomnień, oskarżeń i wytłumaczeń. Składały się na dziwny jednostajny szum, którego nie słyszał, ale który zdecydowanie był w jego głowie, nie pozwalając mu na niczym się skupić i nie pozostawiając wiele miejsca na rozmyślania, o odpoczynku nie wspominając.

Nabrał powietrza w płuca i odpowiedział jedną sylabą, bez przekonania:
- Ta.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Możesz teraz spokojnie iść w kimę i o niczym się nie martwić - rzekł Varas, zrozumiawszy, że to jest teraz chyba najlepsza opcja.
- Ja tu ogarniam - dodał, uśmiechając się z przekąsem.

Sam też był wykończony. Dopiero teraz dawały o sobie znać wszystkie inne mikrourazy i zmęczenie. Spokojny kąt, ciśnienie wreszcie mogło opaść...
- Ciekawe, czy mają tu prysznic - zamruczał jeszcze najemnik, kładąc się na boku. A potem zamknął oczy i tyle go było.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Rodi nie miał tyle szczęścia. Nie miał też pojęcia jaka w tej chwili była pora dnia, ani czy w ogóle udało mu się choć na moment zamknąć oczy. Wpatrywał się we własną dłoń, twardą i wprawioną od ciężkiej pracy na farmie. Poczucie osaczenia towarzyszyło mu przez cały czas gdy odkrywał kolejne z potworów, które zalęgły się w jego głowie. Proste i wygodne życie, które z taką radością wiódł zawaliło się jak domek z kart. Gdy w myślach odwracał się za siebie, by po trzykroć przekląć ścieżkę, która zaprowadziła go tutaj, znajdował tylko zaryglowane drzwi. Nie było odwrotu.

Nie był już zwykłym farmerem z okolic miasta. Stał się mordercą. Złoczyńcą. Kolejną paskudną naroślą w parszywych trzewiach Nimnaros. Zwyrodnieniem, którego należało natychmiast i bezpowrotnie wyciąć. Ale przecież oni tylko bronili siebie! Prawda? Są ścigani za czyn, którego przecież nie popełnili, przecież poszli się tylko napić! Zostali zaatakowani, bo zostali wrobieni w coś, czego nie zrobili!
Ale w takim razie kim był ten nieboszczyk, obok którego się obudzili?

Na Illanę, co się do jasnej cholery stało?

Mniej więcej w ten sposób odpoczywał teraz Rodi. Jeszcze nigdy w całym swoim prostym życiu nie myślał nad czymkolwiek tak intensywnie, tak beznadziejnie. Przed oczami miał twarze ich napastników. Kobiety, którą znokautował, a która o mało go nie zabiła. Szczurowatego oślizga i olbrzymiego osiłka, którym on sam odebrał życie. I wpatrywał się we własną dłoń, która dzierżyła ten sztylet.

Skoro ta dłoń była zdolna zabijać innych ludzi, czy nie była też zdolna do zbrodni, za którą byli ścigani?
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Bezpieczni, skryci przed światem w świątynnej lecznicy mężczyźni przespali całą noc nie niepokojeni przez nikogo. Jak widać siostry faktycznie najpierw kierowały się swoją zasadą pomocy rannym, a dopiero potem oddawały złoczyńców straży. Bo co innego potem mogły z nimi zrobić? Na zakonników raczej nie przerobią. Chociaż... Kuszące było wciśnięcie Varasa w ceremonialną suknię i zmuszenie go do tańczenia ze złotymi kadzidłami na ramionach ku czci Illany.
Gdy nastał poranek podeszła do nich dobrze znana młoda uzdrowicielka. Co ciekawe zrobiła to tak bezszelestnie, że żaden z nich nie powinien się obudzić, jeśli dalej spał. Na srebrnej tacy przyniosła im wysokie szklanki z mazią koloru brudnej zieleni. Gęstą. Chyba nie chciała, żeby to wypili... Prawda?
Dostrzegłszy, że Rodi nie śpi kobieta podeszła do niego i znów się schyliła, jak wczorajszego wieczoru, żeby mogli się bez problemów widzieć.
- Niech Illana błogosławi Was w nowym dniu. Jak się czuje mój dzielny pacjent? - Uśmiechnęła się ciepło, jednak farmer nie mógł pozbyć się wrażenia, że obecna sytuacja nieco ją bawi. Może mogła mieć iście anielskie lico, ale chyba była diablicą. Bo jak to tak można naśmiewać się z rannego?!

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Chłop może i nie spał, ale na dźwięk jej głosu wzdrygnął się, mrugając intensywnie oczyma. Obraz klasztornej izdebki i pochylonej nad nim Yvette nie był ostry - Rodi przetarł oczy dłonią i wziął nieco głębszy oddech, jak gdyby faktycznie dopiero co się obudził. Tak też zresztą brzmiał jego głos: warczał jak nałogowy palacz na głębokim kacu, nawet jeśli ani z jednym, ani z drugim nie miał nic wspólnego.
- Pochwalona - przywitał się z uśmiechniętą kapłanką pełnym szacunku skinieniem głową - lepij niż wczora, dziękuję wielebnyj pani.
Nie bez trudu zaparł się rękoma o łoże i ostrożnie dźwignął do pozycji siedzącej. Krzywił się, tak z bólu, jak i ze zdezorientowania - pomieszczenie obracało mu się w oczach, a w głowie aż zapulsował ból. Pieczenie i swędzenie pośrodku pleców również miało swój udział w tej pobudce. Mógłby przysiąc, że tak ładny przecież uśmiech kapłanki wyglądał jakby kpiła sobie z niego i sytuacji, w której się znalazł. Szybko wyrzucił jednak tę myśl na bok, między pozostałe, które chwilowo ignorował.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Widząc, że jej pacjent zaczyna się poruszać ona szybko chwyciła go asekuracyjnie pomagając przyjąć zamierzoną pozycję.
- Nazywam się Yvette, nie potrzebne są te wszystkie konwenanse w moim kierunku dobry Panie. - Zawsze ją bawiła ta sztywna uprzejmość. Może i były wyznawczyniami jednej z głównych bogiń w Calivanie, ale dalej pozostawały ludźmi. - Proszę uważać, bo mimo opatrunku nie powinieneś zbyt nadwyrężać mięśni.
Mając pewność, że siedzi stabilnie i nie przewróci się jak go puści, nalała mu do szklanki świeżej wody. Widać chwilą tortur z zieloną mazią dopiero nadejdzie.
- Proszę, na pewno jesteś spragniony. W końcu straciłeś też sporo krwi. - Na szczęście mężczyzna miał na tyle silny chwyt, żeby samodzielnie się napić. Ona z kolei korzystając z faktu, że usiadł, wzięła miseczkę z wodą i odkażającym tonikiem i wilgotną szmatką zaczęła przecierać mu szyję, tors i barki. Wczoraj nie mogła się tam dostać przez jego leżenie na brzuchu, więc teraz to nadrabiała.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Niestety, farmer najwyraźniej zamierzał jej w tym poprzeszkadzać. O mało nie zakrztusił się wychylając przyniesioną mu szklankę wody.
- E no, tak to nie przystoi. Sam to zrobię. - Zaproponował grzecznie, sięgając po szmatkę. - Dzięki, nic mi nie bedzie.
Zawahał się na moment, jakby robiąc sobie przerwę na rozeznanie się w sytuacji. Był wykończony, a te kilka łyków przypomniało mu, że od wczorajszego poranka nic nie jadł. W połączeniu z głodem woda pozostawiła po sobie posmak goryczy. Czy to po to był ten dziwny glut? Jakiś kleik, albo inna potrawa tego typu? W normalnej sytuacji stokroć wolałby, aby kiszki skręciły mu się w kokardę zanim odważyłby się to zjeść. Cokolwiek to było, wyglądało okropnie. Ale jeśli to faktycznie jedzenie, zeżarłby je teraz razem ze szklanką.
- Rodi jestem. - Odezwał się znów po krótkiej chwili, ponownie sięgając po szmatkę. - Bez was... kipnąłbym pewnikiem. Dziękuję, Yvette.

Spojrzał na nią jeszcze raz. Wyglądał nie lepiej jak ta maź. Wykrztuszenie następnych kilku słów zajęło mu już bardzo długą chwilę.
- Dlaczego tak nam pomagacie? - Zapytał wreszcie.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Mimowolnie uśmiechnęła się z tym psotnym błyskiem w oku. Doprawdy, ci wielcy "męscy" mężczyźni byli tak pocieszni, kiedy zawstydzał ich dotyk kobiety. Oczywiście bywali i tacy zwyrodnialcy, którzy na łóżku śmierci próbowali je obracać, lecz były to wyjątki. Rodi z kolei przedstawiał obraz silnego chłopa skrępowanego swego słabością. Uroczy. Nie skomentowała jednak faktu, że zabrał od niej ściereczkę.
- Przede wszystkim powinieneś podziękować swojemu przyjacielowi. Gdyby nie on nie zdażyłybyśmy Ci pomóc. - Fakt faktem dotarł do nich w ostatnim momencie, bo cień Merii już po niega sięgał. Zabrała od niego szklankę po wodzie, a gdy skończył już oczyszczać ciało wzięła również miskę z brudną już cieczą.
Na jego pytanie z kolei spojrzała na mężczyznę ze zdziwieniem.
- Przyszliście do nas ranni niemalże w środku nocy szukając pomocy i schronienia. Czy potrzeba lepszego powodu, żeby komuś pomóc? Sama kiedyś byłam w podobnej sytuacji i gdyby Illianitki mnie wtedy nie ocaliły kto wie kto dziś by się Tobą zajmował? - Ilość blizn na praktycznie całym jej ciele świadczyła o tym, że w przeszłości musiała się znaleźć w podobnie dramatycznej sytuacji co farmer.
W końcu jednak przyszedł TEN czas. Bez chociażby cienia współczucia podała mu zieloną maź i tylko jej roześmiane oczy mogły być jedyną podpowiedzią, że z premedytacją nie zrobiła lekarstwa chociaż trochę smaczniejszego.
- Wypij. To połączenie szpinaku, jabłka i kilku leczniczych dodatków. Pomoże uzupełnić Ci braki w organiźmie, przygotuje żołądek na porządne jedzenie i przegoni resztki kaca. Bo wybacz mi szczerość, ale chyba nieźle zabalowaliście wcześniejszej nocy. I nie martw się, Twój przyjaciel też dostanie swoją porcję. - Po ostatnich słowach już bez żadnej krępacji szczerze się uśmiechała.
Glut był okropny. Bardzo.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Delikatny szmer rozmów, dźwięki jakie zaczął wydawać Rodi, zmuszony do przełknięcia gluta... okazało się to ponad nawet zmęczenie Varasa, który powoli zaczął otwierać oczy. Obraz był jeszcze nieostry, ale ujrzał sylwetkę nachylającą się w jego stronę.

Varas:
Spoiler:
Najemnik otworzył oczy szerzej, rzucił się w tył i spadłby z łóżka, gdyby nachylająca się nad nim Yvette go nie złapała, chociaż sama jego masa omal nie pociągnęła ją na podłogę razem z nim.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Co... Co?! Co..? - Szamotał się przez chwilę nie ułatwiając kapłance zadania, zanim dotarło do niego, gdzie jest i kogo ma wokół siebie. A kogo nie ma.
Zamrugał kilka razy i przetarł twarz dłonią. Zdał sobie sprawę, że ręka, którą niezbyt delikatnie trzymał, jest drobna i kobieca. I zupełnie nie przystaje do wielkiego, naćpanego olbrzyma. Puścił ją, lekko zbity z tropu.

Spojrzał na Yvette.
- Nie nie, nic - zapewnił. - Takie tam... nawroty. A tak się, kur...na, dobrze spało... - przewrócił oczami.

Widać było, że raczej nie chciał psuć im atmosfery swoimi koszmarami. Spojrzał na Rodiego i uśmiechnął się, widząc kolegę w lepszym stanie.
- Dzięki, że postawiłaś nas do pionu. - Skłonił się kapłance. I dotarło do niego, że wciąż nie wie, jak powinni się do niej zwracać. - Nas chyba nie trzeba przedstawiać, ale do Ciebie jak właściwie mamy mówić?