Maska - Odcinek Drugi
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Potem rozkaszlał się, gdy usłyszał pytanie o wchodzenie Jona w innych ludzi, a po nim sugestię o nie zakładaniu przy tym rzeczy.
- Przepraszam - rzucił ze łzami w oczach. - Jakiś paproch wpadł mi do buzi.
Po chwili był już tym samym Lambertem, jakim poznała go Sarya. Opanowanym i z klasą.
- A już było całkiem miło - uśmiechnął się do kobiety - gdy zaczęła mi pani mówić po imieniu. Ileż dni pełnych wrażeń należy pani zapewnić, by zasłużyć na ten przywilej?
Spojrzał na Jona.
- Jeśli o wrażenia chodzi, to obawiam się, że dziś wieczorem będziecie musieli zdać się na siebie. Zanim podejmiemy dalsze kroki, muszę zrozumieć, jak te ofiary losu trafiły na nasz trop.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- O matko, no dobra! - jęknął, czując, że małpa w jego głowie stanowczo za długo nie jest zabawiana. - Skoro to dla ciebie takie ważne!
Wykonał kilka dramatycznych gestów, ale widząc, że nie znajdzie zrozumienia, przestał w pół ruchu.
- Dowiemy się - powiedział, podchodząc do ulicy i machając ręką. - Wiem, gdzie są. Możemy nawet przesłuchać ich po twojemu. Po prostu nie bądź taką jęczybułą.
Jon doskonale zdawał sobie sprawę, że to on dzierży tytuł absolutnego czempiona lokalnego jęczybulstwa, którego nawiasem mówiąc, jeszcze lata nie odda, ale nie przeszkadzało mu obrzucać innych podobnymi epitetami, kiedy był znudzony i rozdrażniony.
Powóz podjechał stosunkowo szybko, gdyż nimnarejscy woźnice pod wpływem niebagatelnej ilości magicznej energii w powietrzu, wykształcili w sobie dodatkowy zmysł, dzięki któremu wyczuwali pieniądze. Bogaci frajerzy jaśnieli dla nich blaskiem jutrzenki i rychłego dobrobytu. Jon był słońcem i księżycem na tym niebie.
Wyciągnął łokieć, by dać się Saryi za ten złapać i poprowadził ją do powozu, otwierając drzwi, bo woźnica okazał się leniem, na co Jon powziął za punkt honoru, by łachmyta dobrobytu nie zobaczył jeszcze długo.
- Nie daj się prosić - Wyszczerzył do Lamberta zęby, czekając aż wejdzie.
Przewracanie oczami nie robiło na Jonie żadnego wrażenia. Jego kompan mógł oglądać wnętrze własnej czaszki ile tylko miał na to ochotę.
Gdy zapakowali się do powozu Jon jasno przedstawił swój plan.
- Po pierwsze mamy czas - odezwał się, opierając łokcie na kolanach. - Będą tam jeszcze długo, a nam należy się nieco rozrywki. Znam świetne miejsce prowadzone przez Britt Nay Włócznię. Nazwisko nieco wojownicze, ale spodoba wam się!
- Woźnico! - krzyknął, waląc pięścią w małą kratkę nad głową. - Do Świętego Gaju!
- W tej knajpie nie ma nic świętego, zapewniam - powiedział, odwracając się do towarzyszy. A gdy konie zastukały kopytami zwrócił się do Saryi - Niestety, ale nie miałem żadnej kontroli nad tą osobą. Choć to niewykluczone, że ktoś z was ma w tym polu większe talenta niż ja, prawda?
Jon w drodze do magazynu-rudery i nadgorliwych strażników zamierzał zrobić przynajmniej kilka przystanków na szklaneczkę, czy dwie. Ale po co miał psuć kompanom niespodziankę?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Przez chwilę patrzył jeszcze na Jona bykiem, ale zaraz na jego twarz wlał się uśmiech.
- Mam nadzieję, że ich specjalista od win, Stein, jest dziś na zmianie. Tylko Taler może się z nim równać w doborze trunków do okazji - powiedział, po czym uniósł palec we władczym geście. - Ale! Jonie... Oraz ty, Saryo - wypowiedział to imię, jak gdyby chciał połechtac językiem każdą jego głoskę z osobna - musicie mi obiecać, że wzniesiemy jeden toast za przejście na ty i zajmiemy się problemem naszych szanownych stróżów prawa.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Jon miał długą tradycję wychodzenie na jedną kolejkę. Mianowicie uważał, że zmieniając co chwilę lokal, ciągle jest podczas picia pierwszego trunku. Licznik resetował się w wejściu.
- Saryo! Jakże wspaniale zapowiada się ten wieczór jeżeli zaczynamy z takim impetem!
Ponownie łupnął pięścią w kratkę, aż woźnica podskoczył, a powóz zatrzeszczał podejrzanie, w miejscach, w których zupełnie nie powinien trzeszczeć.
- Poratuj nas jakąś berbeluchą, którą tam chowasz! Wiem, że jakąś masz! - ryknął.
Stary dziad poklął chwilę pod nosem, ale przez okno podał Jonowi butelkę wątpliwej zawartości. Ten przyjrzał się krytycznie naczyniu, ale postanowił nie grymasić i wzruszając ramionami pociągnął solidny łyk.
- Obrzydliwe - stwierdził, chuchając głośno i przecierając grzbietem dłoni nabiegłe łzami oczy. - Wybacz mi, Saryo, że pozwoliłem sobie zacząć, ale okoliczności zmusiły mnie do przybrania roli testera. Mimo nie najwyższych wymagań, musiałem sprawdzić, czy to się w ogóle nadaje do picia. Za bliskie relacje.
I tym toastem z uśmiechem godnym królów podał Saryi butelkę samogonu, a wóz terkotał wesoło.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Zdecydowanie za bliskie, szeptał wewnętrzny głos - ten, który zaprowadził Greska na szczyt i przez lata nie pozwolił z niego spaść.
Z drugiej strony - wieczór zapowiadał się dobrze. Cierpliwie czekał, aż butelka trafi do niego.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Pociągnął, chuchnął i pochylił się w przód, by zagadnąć woźnicę.
- Chłopie, idziesz z nami. My potrzebujemy tego powozu na dłużej, a tobie przyda się poznać, jak powinien smakować alkohol.
Potem spojrzał na Jona. Znacząco potrząsnął butelką w powietrzu. Zamierzasz to pić? - zdawał się pytać tym gestem.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Saryo, oszczędzę ci już więcej tej wątpliwej przyjemności. Za rozsądne decyzje - powiedział i przechylił butelkę, niemal od razu oddając ją Lambertowi i puścił mu oko. - Nie zmuszam, przyjacielu.
Po chwili znaleźli się na wypełnionej eleganckim tłumem ulicy. Znad wejścia do Świętego Gaju zwisały długie pędy roślin, których nazw Jon nigdy nie poznał. Z wnętrza dobiegał gwar i ciepłe światło. Migotały kieliszki i kufle, a na talerzach pyszniło się jedzenie. Roześmiane towarzystwo nawet nie spojrzało w ich stronę, gdy się zbliżyli. To miejsce zabawy, poznawania nowych ludzi, fałszywych uśmiechów i za wysokich rachunków.
- Mamy szczęście - powiedział Jon, uśmiechając się szeroko. - Są jeszcze miejsca przy barze.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- Saryo - zaczął Lambert, odstawiając szkło, w którym wyraźnie ubyło już zawartości - wybacz bezpośredniość i racz uwierzyć, że waham się nad zadaniem tego pytania, ale... Skąd decyzja o takiej ścieżce kariery? To miasto stoi otworem przed ludźmi o twoich umiejętnościach...
Tymczasem ty zdecydowałaś się stanąć otworem przed nim, dodał w myślach.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- Och, droga Saryo, to nie jest wesoła historia, a nie chciałbym psuć atmosfery łyżką dziegciu. Nie jest też nietypowa dla tego ponurego miasta, a nie chciałbym zanudzać. - By nie pozostawić po wypowiedzi niezręcznej ciszy, w której każde gorączkowo zacznie szukać dalszego tematu, postanowił przekierować uwagę na woźnicę. - A nasz szanowny pan? Jak to jest być woźnicą, dobrze?
Woźnica, który właśnie popijał drinka, z szeroko otwartymi oczami wpatrując się w kolekcję alkoholi po drugiej stronie baru, zakrztusił się. Od początku był nieco skrępowany zaproszeniem do tak eleganckiego miejsca, a pytanie go o cokolwiek kompletnie zbiło go z pantałyku.
- To nie jest tak, że dobrze albo niedobrze - wyjąkał, wodząc wzrokiem pomiędzy Jonem i Saryą, jakby szukał w ich twarzach zgody, potwierdzenia, że faktycznie może zająć przestrzeń rozmowy swoją osobą. Z pomocą przyszedł stojący za barem Tino, który od paru chwil przysłuchiwał się ich rozmowie.
- Woźnica, co? Słyszałem, że wasza praca niewiele różni się od naszej - powiedział, przecierając kufel wyjątkowo czystą szmatą. - Tyle tylko, że ci klienci, których my mamy już dość, chwilę potem stają się zwykle waszymi klientami. Ale w zasadzie można się bardzo dużo o człowieku dowiedzieć, prawda?
Tino, którego twarz zdobił fikuśny, pieczołowicie przystrzyżony wąsik, najwyraźniej szukał tylko pretekstu, by dołączyć do rozmowy. Zaraz zignorował bowiem woźnicę i przeniósł swoją uwagę na Saryę.
- No, ale pani to za nic bym nie wyprosił - przyznał, wpatrując się w nią bez skrępowania.
Sarya nie słyszała tych słów. Od kilku chwil nie słuchała w ogóle, wpatrując się w kąt sali, gdzie przy jednym ze stolików dostrzegła postać, której miała nadzieję nie spotkać przez co najmniej kilka tygodni. Cristina Ag’Illera sączyła różowy napój, starając się ignorować siedzącego naprzeciw niej dryblasa, który pasował do tego miejsca jak Jon do monogamii.
Jon natomiast doskonale słyszał, co Tino powiedział i doskonale wiedział, co Tino pomyślał. Sam bowiem niejednokrotnie pomyślał już to samo.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Więc biernie uczestniczył w rozmowie, uśmiechając się uprzejmie, w ogóle nie dając po sobie poznać, że do żywego zabolało go, że nikt nie zapytał jego o wybór kariery zawodowej. Od tego, że najpierw zapytali woźnicę zakręciło mu się w głowie i podejrzewał, że właśnie dostał skrętu kiszek.
Wtem usłyszał absurdalnie głośny i równie niespodziewany huk i aż podskoczył na stołku, rozlewając większość drinka na siebie.
- Nienawidzę, gdy to robi - szepnął tylko.
Jon zupełnie zapomniał, że właścicielka Świętego Gaju swój przydomek nosi nie bez powodu. Odwrócił się, by zobaczyć wciąż dygoczącą w ścianie włócznię, która minęła ich o zaledwie kilka stóp.
Ewidentnie w swojej niechęci był odosobniony, bo gdy Britt Neyh wyszła na środek sali powitały ją gorące oklaski.
- Ojej! - krzyknęła, zakrywając usta dłonią. - Znowu to zrobiłam!
Goście śmiali się głośno i klaskali, widząc popisowy numer. Jon nie dołączył do ogólnego entuzjazmu, klnąc cicho na durne pomysły rodzące się w tej łysej pale, ale w ogólnym zamieszaniu podążył za wzrokiem Saryi. Przyjrzał się uważnie, choć nieco spode łba, niezwykłej parze, ale nie mógł skojarzyć z konkretnym wydarzeniem, czy nazwiskiem.
- Ktoś znajomy? - zapytał Saryi nonszalancko. W międzyczasie wskazał Tino, żeby wymienił mu drinka, którego większość obecnie wchłaniał przez ubranie.
- Tino - powiedział. - Wiesz, że uwielbiam to, co robisz, ale bądź proszę tak miły i poproś Steina, żeby wybrał właściwe wino na specjalną okazję, mamy tu, można powiedzieć, wieczorek zapoznawczy. Nie krępujcie się i przynieście od razu kilka butelek.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Tino! - krzyknął, pstrykając palcami na barmana, zdając sobie sprawę, że pracownicy różnorakiej gastronomii uwielbiają, gdy się ich tak przywołuje. - Wyślij proszę chłopaka do tego woźnicy, niech mu przekaże, że ma zawieźć towarzyszącą mu kobietę do Najukochańszej, dobrze?
Mówiąc to, wcisnął w dłoń Tina kilka złotych monet, a na koniec przyłożył sobie palec do ust. Zgarnął dwie butelki wina, które w międzyczasie zdążyły zostać wybrane, a trzecią wcisnął Lambertowi w ręce.
Ukłonił się Taranowi i Tino, machając niewidzialnym kapeluszem.
- Przejdźmy się - powiedział do Lamberta. - To niedaleko.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Tino pokornie utwierdził więc Jona w przekonaniu, że pstrykanie palcem to coś, co osoby na jego stanowisku lubią najbardziej. Pokornie przyjął monety i skinął głową, dając do zrozumienia, że zrozumiał, że ma zachować dyskrecję. Potem, manewrując z wprawą wśród zebranych w lokalu klientów, skierował się ku drzwiom, za którymi chwilę wcześniej zniknęli Sarya z woźnicą.
Choć ostatnie wydarzenia rozegrały się niezwykle szybko i część z nich umknęła percepcji Lamberta, starał się zachować rezon. Skinął Jonowi głową, mając przy tym minę sugerującą, że oczywiście, że to niedaleko, przecież wie. Nie wiedział jednak, dlatego w uprzejmym geście pozwolił Jonowi iść przodem.
- Cóż takiego spłoszyło naszą piękna sarenkę? - zapytał pleców Jona, czując, że wypity dziś alkohol zaczyna nieco buzować mu w głowie.
***
Sarya wyszła wraz z woźnicą na dwór. Rześkie wieczorne powietrze omiotło jej twarz. Dopiero teraz poczuła w pełni, jak duszno było w środku.
Woźnica, wciąż mocno stremowany, odsunął się od niej, gdy tylko przekroczyli próg. Skrępowany, omiótł spojrzeniem czubki własnych butów. A potem, jak zwykle w stresujących sytuacjach, uciekł się do tego, co znał najlepiej. Sięgnął za pazuchę płaszcza i wyciągnął stamtąd sfatygowaną paczkę własnoręcznie skręcanych papierosów. Zaraz się zreflektował.
- O matko, przepraszam. Panience jest słabo, a ja chciałem nasmrodzić tu dymem. - Przejęty zacisnął pięści. Nic dziwnego, że paczka wyglądała, jak wyglądała.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Taran właśnie koło niego przechodził, więc wyciągnął mu z kieszenie korkociąg. Otworzył wino, pociągnął solidnie i przyjrzał się narzędziu w dłoni, nie wiedząc przez chwilę, co z nim począć. Doszedł do wniosku, że pomimo swej niebagatelnej użyteczności w sytuacjach stresowych, to nadal nieładnie tak zabierać z lokalu fanty, a przynajmniej w nadmiarze nieładnie, więc zamachnął się i wbił korkociąg w słup, myśląc, że rozwiązanie pasuje do lokalu.
Przypatrzył się efektowi i kiwnął głową z aprobatą.
- Tino znajdzie - powiedział ni to do siebie, ni to do Lamberta. - Przynajmniej mam taką nadzieję. A co tam?
Uśmiechnął się wesoło, czując, że serce pompuje mu procenty w żyły. Życie zaczynało mu się podobać, więc napił się jeszcze, aby szybko nie przestało.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- Zostałem poproszony o przekazanie, że macie skierować się do Najukochańszej. Plugawe miejsce, jeśli miałbym oceniać i nie miałbym nic przeciwko, żebyś została w naszych skromnych progach, moja droga. Ale o przekazanie opinii nikt mnie nie prosił, cóż. - Wzruszył ramionami.
Położył rękę na klamce, gotów wrócić do środka, ale nie otworzył drzwi. Wbił wzrok w Saryę, jak gdyby liczył, że ta jednak zmieni zdanie i zdecyduje się spędzić wieczór w jego pobliżu.
***
Lambert powędrował spojrzeniem po ramieniu Jona, aż po jego palec i dalej, w kierunku wskazywanym przez nienagannie zadbany paznokieć. Jego wzrok z gracją pchły przeskoczył przez nieinteresujące powietrze, by spocząć... prosto na oczach wgapiających się w nich obu Cristiny.
- Ach, oni... - mruknął. - Zdaje się, Jon, że pokazywanie palcem to uniwersalnie znany gest, w szerokich kręgach uznawany za informację, że coś do kogoś mamy.
Osiłek siedzący z Ag'illerą zorientował się, że kobieta świdruje kogoś spojrzeniem i odwrócił się na zydlu. Jego przecięta brzydką blizną twarz wyróżniała się na tle tego miejsca jak trollica w burdelu.
- Co to za oni? - zapytał półgębkiem, kierując się w stronę wskazanego stolika.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Przez chwilę przyglądał się rudemu drabowi i zastanawiał się, czemu do cholery ochroniarz potrzebuje ochroniarza. Albo może rudego też trzeba chronić? W tym intensywnym rozważaniu w ogóle nie zauważył, że Lambert pokierował ich kroki do stolika, więc miał coraz więcej wątpliwej przyjemności spoglądania z coraz bliższej odległości na paskudne japy eksluzywnych wikidajłów.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- Od Flattera - przytaknął Jon, drepcząc mu za plecami.
- A Flattera nie ma? - zapytał Lambert, uśmiechając się do Cristiny.
- A Flattera nie ma - przytaknął Jon, pociągając z butelki.
- A był na komisariacie? - zapytał Lambert, odgarniając włosy z czoła.
- A nie było. - Jon przetarł mokre od wina usta.
- Mimo że miał być? - Lambert powoli nie wiedział, co jeszcze zrobić z rękoma.
- Miał być. - Jon widział doskonale, w końcu trzymał w nich wciąż pełną jeszcze butelkę.
- Zeznawać o tym, jak padł ofiarą kradzieży? - Byli już coraz bliżej stolika.
- Wielkiej, haniebnej kradzieży. - Jon był coraz bliżej dna.
- To się kupy nie trzyma.
Dryblas wstał i splótł ręce na piersi. Pewne znaki są bardziej czytelne niż słowa.
Lambert nie mówił jednak zbyt dobrze w języku osiłków przekonanych o sile własnych mięśni. Podziękował mu skinieniem głowy i rozsiadł się na zwolnionym przez niego siedzeniu.
Szybko zrozumiał, że także jego zgubiły pycha i - wzmocniona pewnie lejącym się tego dnia obficie alkoholem - pewność siebie. Zaciskająca się na jego kołnierzu potężna dłoń była gestem, który nie pozostawiał pola do błędnej interpretacji.
- Ee, Jon? - wyjąkał Gresk, czując, jak tyłek wbrew jego woli odrywa się od wygodnego siedziska.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Tarł przez chwilę w zamyśleniu podbródek i z tej ponurej kontemplacji wyrwał go przelatujący mu przed oczami zad Lamberta.
Jon zaczął trzeć brodę jeszcze natarczywiej.
Zanim rudy dryblas wyciągnął również łapy po niego, Jon wziął głęboki oddech i spojrzał bezpośrednio na Cristinę.
- Aso ty tu rbisz? - wybełkotał, ściągając brwi.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Potem przeszło mu jeszcze przez myśl, że bardzo się cieszy, że Sarya tego nie widzi. Choć z drugiej strony mogłoby to jej szerzej zarysować obraz relacji tej dwójki. Wszak nie był to pierwszy raz, kiedy wspólnie z Jonem wywołali jakąś barową burdę. Tego typu zajścia były jedynymi, kiedy Lambert dopuszczał do siebie myśl o przegranej i godził się z czyjąś wyższością.
Teraz także nie pozostawało mu nic innego, niż uznać, że dryblas jest górą. Stęknął, próbując się doprowadzić do porządku, a przynajmniej do pionu.
- Vlad… - zaczęła Cristina, ale ten uciszył ją uniesieniem wielkiej jak pokrywa od kubła na śmieci dłoni.
- Milcz. Dość już narobiłaś problemów. - Jego głos brzmiał jak łamane kości. - Teraz, kiedy się panowie uspokoili, zapraszam do stolika.
Usiadł na swoim miejscu przy akompaniamencie trzeszczących desek.
Jon próbował uporządkować myśli, zaplątane w lepkich objęciach słodkiego wina. Lambert próbował uporządkować kończyny. Przestrzeń lokalu próbowała uporządkować się, aby wrócić do stanu sprzed chwili, gdy wszystkie pary oczu zwróciły się ku lecącemu nad stołami Greskowi.
- Kim panowie są i czego od nas oczekują? - zapytał Vlad, posyłając mężczyznom uśmiech, jakim zbir z ciemnej uliczki informuje swoją niedoszła ofiarę, że niedoszłą pozostanie jeszcze tylko przez kilka uderzeń serca.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Lambert, który otrzepał się z już kurzu i wyplątał ręce z objęć własnych nóg, wyprostował się dumnie i z wysoko uniesioną brodą odpowiadał na zaczepne spojrzenia takim wytrzeszczem oczu, że to goście niemal go przepraszali, że w ogóle zwrócili uwagę, i że to przecież zupełnie normalne tak latać przez pół sali.
I tak siedząc obaj przy stole, Jon w końcu zrozumiał, czemu ludzie kręcą się na krzesłach podczas przesłuchania. Jest to jakieś dziwne przeczucie, że nie czeka go nic miłego i w sumie to wolałby już wyjść.
Nie pozostało nic innego jak dalej robić z siebie idiotę. Jon wiedział, że przyjdzie mu to z naturalną gracją.
Pociągnął tęgi łyk wina, mlasnął głośno, spojrzał rudemu w oczy i zbekał się jak świnia.
- Zanim narobisz jeszcze więcej problemów niż już zdążyła narobić ta kretynka - warknął. - Proszę, nie rzucaj już moim wspólnikiem. To niebywale cenna głowa i byłaby szkoda, gdyby coś jej się stało.
- Wszystko w porządku, Rass El Kruku? - zapytał Lamberta, przywołując na twarz zatroskaną minę.
- Czemu przykuwacie uwagę - odwrócił się na powrót do Vlada i Cristiny. - Dlaczego nikogo nie było na przesłuchaniu?
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Potem spojrzał na pozostałą dwójkę.
- Macie nam sporo do wyjaśnienia. Gdzie jest Flatter? Na tym wozie było mnóstwo drogocennych przedmiotów. Miałem już dogranego kupca na jeden z obrazów spod pędza van Hoha. Tymczasem nasz drogi Vincent zdaje się nie być zainteresowany odzyskaniem zguby.
Lambert z trudem dokończył zdanie. Siedział bowiem w idealnym miejscu, by dostrzec, że podczas upadku także dorobił się jednej zguby. Maska Kryttisa leżała na podłodze. Na szczęście nikt jeszcze jej nie spostrzegł. Gresk gorączkowo próbował nawiązać kontakt wzrokowy z Jonem, by niewerbalnie przekazać mu, co zaszło.
- Pan Flatter jest chwilowo niedysponowany. - Vlad przeciągnął się, aż strzeliły stawy. - Nie tylko pański kupiec był żywo zainteresowany jednym ze skradzionych towarów, panie Kruku.
Gdy Vlad się przeciągał, rękawy jego koszuli podciągnęły się, a Lambert oraz Jon mogli dostrzec wytatuowaną na przedramieniu, bogato zdobioną literę K. Trupia czaszka w tle dobitnie wskazywała, że nie był to inicjał imienia kochanki - chyba że wybitnie irytującej.
Cristina popijała wino, milcząc. Wzrok, jakim patrzyła na Vlada, pozwalał się jednak domyślać, że nie darzy go szczególną sympatią i że wiele by dała, by znaleźć się gdzie indziej.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Sarya, chcąc uniknąć zapachu dymu z pojedynczego papierosa, zdecydowała się wejść do pomieszczenia, w którym powietrze było tak gęste, że można było wieszać siekierę. Kobieta poczuła, jak smród tytoni atakuje jej nozdrza, osadza się na włosach i ubraniu. Ku jej zdziwieniu, woźnica za plecami odetchnął pełną piersią. Jedni kochają zapach ciasta drożdżowego z rabarbarem, drudzy...
Miejsce przywodziło na myśl lokal, w którym ktoś pokroju Jona mógł znajdować się tylko wtedy, gdy zmierzał już do domu, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. W niczym nie przypominało poprzedniej knajpy. Zdawało się, że dekorator bardzo głęboko wziął sobie do serca życzenie właściciela i zrobił wszystko, co w jego mocy, pomylił jednak znaczenie słów splendor i spierdol.
Nic tu nie trzymało się kupy. Pstrokate kanapy, stoliki wyglądające, jak gdyby zebrano je z wysypiska śmieci. Niewielki bar, a za nim grubas w poplamionym fartuchu. Jeden rzut oka na wystawkę alkoholi pozwolił Saryi pomyśleć, że to tu woźnica zaopatrza się w bimber.
W tym przybytku pełnym mężczyzn, Sarya przykuwała uwagę. Szybko podeszła do nich jedna z nielicznych kobiet - pracownica w zdecydowani zbyt mocnym makijażu.
- Witamy w Najukochańszej. Państwo razem? - zapytała, unosząc brew.
Woźnica nie wiedział, jak zareagować. Chrząknął coś niezrozumiale i oddał pole Saryi.
***
- Nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na ty, panie Kur. - Oczy Vlada zmieniły się w wąskie szparki. - A już tym bardziej nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek spowiadał się panu z moich działań. Teraz także nie zamierzam.
- Vlad nie jest współpracownikiem Vincenta - powiedziała Cristina. - Dlatego nigdy nie widzieliście go na spotkaniach zarządu Domu Aukcyjnego, drodzy panowie. - Lambert i Jon odetchnęli. Kobieta postanowiła zagrać w ich grę. - Nie interesuje go odzyskanie skradzionych dóbr. Za wyjątkiem jednego.
Zamilkła. Wwiercające się w nią spojrzenie Vlada w końcu wywarło właściwy efekt.
Lambert tymczasem znalazł pod stołem nogę Jona i kopnął go w kostkę. Maska - wypowiedział bezgłośnie - na ziemi.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Może pani mi w takim razie powie - zwrócił się Cristiny. - Czemu nie jesteście zainteresowani angażowaniem straży w odnalezienie skradzionych dóbr? Czyżby nie znajdowało się tam nic prawdziwie wartościowego?
Skrzywił się, kiedy Lambert kopnął go w kostkę i zaklął bezgłośnie, obiecując sobie pomstę za te krzywdy.
Powstrzymał się, żeby mu tak samo bezgłośnie nie odpowiedzieć "no to podnieś", ale wykorzystał tylko grymas na twarzy i złapał się za brzuch.
- Państwo wybaczą - rzucił krótko. - Ale ten brak kompetencji i wyobraźni aż mnie zemdlił. Zaraz wracam.
Wstał i wyciągnął wino zza pazuchy, z którego wydudlał około połowy. Skierował swoje kroki do ustępu, gdyż ten lokal takowy posiadał, choć na dalekich tyłach i po drodze postanowił kopnąć maskę w tamtym kierunku, żeby niezauważenie po nią sięgnąć.
Poza tym myśl o wyładowaniu się na tym diabelnym przedmiocie sprawiała mu przyjemność. Miał też nadzieję, że Lambert zobaczy jak jego drogocenny przedmiot fruwa po podłodze kopany co chwilę.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości