Rezydencja Alffiego

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Alffie odczekał, aż dziewczyna przestanie bawić się z Lokim nim cokolwiek powiedział. W tym czasie jedynie zerkał na obu z nich dopijając zawartość kieliszka i dolewając sobie kolejną porcję. Z każdym łykiem jego ruchy stawały się być płynniejsze, a oczy bardziej żywe. Gdyby nie fakt, że był kompletnie blady można by rzec, że zaczął nabierać kolorów. Gdy w końcu Lis znudził się pieszczochami i zaczął biegać po pokoju wąchając wszystko co napotka, gospodarz przemówił.
- Bo tak zadecydowałem. Posiadasz w sobie talent, któremu chce poświęcić więcej uwagi niż komukolwiek. Zamierzam obudzić w tobie twój talent i rozwinąć skrzydła kariery, jednak mam warunek. Nie wolno Ci opuścić mojej rezydencji do czas ukończenia twojej nauki. Jeśli to zrobisz, to nie będę cię uczył. Nie przyjmę Cię na staż i nie będziesz miała po co wracać. Czy jest to jasne? - Jego głos wyszedł już od szeptania w pełny, lekko drżący głos. Głowę leniwie oparł na podparte ramię, drugą dłonią trzymając uzupełniony kieliszek wina. Spojrzenie zawiesił na niej, jakby nie przyjmował nawet informacji sprzeciwu z jej strony. Płomień ogniska zaczął przygasać. W przyciemnionym pomieszczeniu poczęła się tworzyć cięższa atmosfera. Powietrze zdawało być cięższe, a jakiekolwiek światło z trudem próbowało przebić się przez ciemność, która wypełzła z zakamarków.
Gospodarz nie czekał na odpowiedź. Gdy tylko dał jej do zrozumienia co miał na myśli odwrócił się z powrotem w stronę ogniska. Na jego twarzy widać było niewielki uśmiech oraz głębokie zamyślenie. Jego oczy błądziły ślepo jakby próbował coś nimi odszukać w kominku, chociaż nie... jego oczy nie spoglądały na nie. Sięgały gdzieś dalej, nieskupione na otaczającej go rzeczywistości.
- Wiatr...

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Loki był dla niej istnym darem od niebios. Nie wiedziała czy wszystkie zwierzęta to potrafiły, czy może to ten lis był wyjątkowy, jednak potrafił wyczuć emocje dziewczyny. Wiedział kiedy go potrzebowała. Wystarczyła krótka chwila zabawy z tym kochanym stworkiem, żeby na twarzy bardki znów pojawił się uśmiech. Do tego ta ruda kita była tak przyjemna w dotyku! Aż miała ochotę wsadzić w nią twarz i poocierać się policzkami. Oj tak, będzie to potem musiała zrobić. Korciło, żeby przetestować lisie futerko od razu, jednak nie chciała tego robić przy Aldonzo. Cały czas czuła na sobie jego wzrok.
Słowa mężczyzny podziałały na nią dwojako. O ile na początku na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi i czystego szczęścia, tak bardzo szybko przeszedł on w szok i niedowierzanie. Aż wstała na równe nogi, żeby skrzyżować z jego spojrzeniem swoje własne. W tym momencie jej szmaragdowe oczy, te które odziedziczyła po matce, wwiercały się w niego z oburzeniem. Pokazała temperament, którego jeszcze nie miał okazji w niej zobaczyć. Oboje mieli zielone oczy. Jego jednak były zimne, jej zaś gorące od wzbierających w niej emocji.
- Chyba czegoś nie zrozumiałam, Panie Esposito. - Glos jej zadrżał, bo właśnie zdała sobie sprawę z tego co robi. - Mam nie opuszczać rezydencji? Ile ta nauka będzie trwała? Miesiąc? Dwa? Nie może mnie Pan zamknąć tutaj jak... jak... w klatce!
O ile na początku jej oczy płonęły wewnętrznym ogniem, tak mierząc się z nim bardzo szybko zrozumiała swój błąd. To on rozdawał karty, a ona przyszła do niego po pomoc. Jeśli teraz odejdzie to już nie będzie mogła spełnić swego marzenia, prawda? Och... było pełno innych arystokratów, bogatych kupców czy wpływowych polityków, ale jak Sarya sama przyznała każdy z nich prędzej czy później zacząłby pchać do niej swoje ręce. Aldonzo zaś... widziała jak na nią patrzył. Czuła się obnażona, chociaż pozostawała ubrana. Mimo, że chciała ukryć przed nim swoje sekrety, to ten od razu był w stanie wyciągnąć je z niej, praktycznie bez żadnej walki.
On pierwszy nie wzgardził też tym, kim była. Twierdził, że ma talent oraz możliwość wielkiej kariery. Widać było, że kochał muzykę równie mocno co ona. Pokazał, że jest niezwykle delikatny w stosunku do zwierząt. Owszem, był dziwny. Ekscentryczny i egoistyczny. Samym spojrzeniem sprawiał, że jednocześnie chciała od niego uciec, lecz jednocześnie poddać się jego woli. Nie rozumiała jego. Nie rozumiała własnych uczuć.
W końcu pierwsza opuściła wzrok. Przegrała tę potyczkę. Jednak jeśli miała tu zostać...
- Nie mieszkam sama, mój... wuj będzie się martwił, jeśli nie wrócę. - Jednocześnie mówiła prawdę i kłamała. Tym razem sekret nie był jej, nie mogła mu go od tak wyjawić. Nie chciała, żeby T'jarth znalazł się znowu w niebezpieczeństwie.
- Skoro mam tu zostać musi o tym wiedzieć. - Znów spojrzała mu w oczy. Przez całe życie musiała być silna i teraz widocznie z sobą walczyła. Czego by nie zrobiła czy nie powiedziała blondyn musiał być świadomy jakie to jest dla niej ciężkie. Próbował zamknąć rudzika w klatce, chociaż pisane było mu szybować w przestworzach i chwytać w skrzydła wiatr. Zacisnęła dłonie z frustracji, aż w końcu odpuściła. Poddała się.
- Napiszę mu list... czy ktoś z Twoich służących mógłby mu go dostarczyć? - Czuła się osadzona. Tak jak on się rozluźnił, tak jej ciało stało się niczym napięta struna. Mogłoby się wydawać, że wystarczył jeden gwałtowny gest, by się zerwała.
- Co z moimi rzeczami? - Nie miała wiele. Tak naprawdę instrumenty wzięła ze sobą, gdyby miała zademonstrować swoje umiejętności. Nie miała tu jednak żadnych ubrań poza sukienką, w której była ani żadnych kobiecych akcesoriów.
Kolejny raz spojrzała mu prosto w oczy swoimi, w kolorze soczystej trawy na leśnej polanie. Teraz jednak zdawać by się mogło, że osiadła na niej rosa, gdy delikatnie zabłyszczały.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Gdy tylko skończyło się wino Aldonzo pochylił głowę do przodu, a nie okiełznane włosy grzywki zsunęły się jego twarz. Jego włosy były zbyt rzadkie w swojej gęstości by to mogło w jakikolwiek sposób bardziej zasłonić jego lico, co teraz mogłoby być przydatne. Bowiem uśmiechał się. Nie tak jak wcześniej, koniuszkami ust lub uśmiechem samospełnienia po prezentacji skrzypiec. Nie, był to szeroki i coraz to rosnący w siłę uśmiech, który przy jego charakteryzacji zdawał się być nienaturalnie wielki i wręcz rozszerzać się od ucha do ucha.
Esposito nie odpowiedział na pytania, ciężko było nawet powiedzieć czy z pewnością je usłyszał. Jego twarz zdeformowana wręcz od własnego uśmiechu wciąż się zmieniała, do momentu w którym Arya nie zakończyła mówić. Wtedy też jego usta rozchyliły się w pełnym, nieokazującym zębów uśmiechu. Przekręcił głową na bok i spojrzał się na pół-elkę, zupełnie nowym wyrazem pełnym nieuzasadnionej radości. Gdyby nie to, że lisek był głębiej w pokoju dziewczyna byłaby świadkiem jeszcze jednego niepokojącego widoku. Dostrzegłaby, że Loki spogląda w jej stronę, z przekręconą głową na bok, a w jego lisich oczach dostrzec można było ekscytacje.
Niespodziewanie do pokoju wbiegły 3 niewielkie stworki. Dostały się do salonu przez rozchylone drzwi i ledwie co się tu znalazły poczęły czynić niemały chaos. Jeden z nich zaczął otwierać wszystkie szuflady z materiałami w szafkach, drugi zaczął skakać po sofach, a trzeci zaczął wspinać się po czarnych zasłonach na oknie. Istoty te wydawały z siebie nietypowe, nie artykułowane dźwięki składające się głównie z samogłosek takich ja "U" i "A". W słabym oświetleniu ciężko było dostrzec czym były, dopóki jeden z nich nie zbliżył się do światła.
Obrazek
Stworzenie wyglądało jak małpka, jednak z jakiegoś powodu była znacznie bardziej "ulotna" można by wręcz powiedzieć, że sypka. Jego futerko falowało w powietrzu jakby zrobione było z jakiegoś niezwykle drobnego, czarnego piasku, a duże żółte oczy zdawały się wręcz połyskiwać nadając im pomarańczowo-żółty odcień. Ogonek zakończony był żółtym, strzępionym pędzelkiem przypominający iskrę, jak przy zapalaniu czegoś zapałką.
Istoty robiły harmider jeszcze przez chwilę, do momentu w którym Alffie nie złapał górnego podparcia fotela obiema rękami. Bardka mogła dostrzec, że nadal siedzący Esposito zaczyna unosić się w górę, opierając się rękoma o podparcie. Unosił się coraz wyżej i wyżej, a jego ciało zdawało się gibko wyprężać, by po chwili niczym sprężyna rozciągnąć się w pozycji prostej, będąc do góry nogami. Następnie będąc w tej pozie odbił się rękoma, przewracając fotel, robiąc salto w powietrzu i z gracją lądując na stoliku. Małpki jak na zawołanie przerwały wtedy zajęcie i wskoczyły na niego. Jedna na lewe ramię, druga na prawy, a trzecia łapiąc się o falowany kołnierz.
- Panno Janon, ma pani dobę! Proszę załatwić wszystkie sprawy, które potrzeba. A teraz muszę się przygotować, proszę wybaczyć. - Rzekł znacznie żywszym, może i nawet nieco komicznym głosem, delikatnie kłaniąc się, co małpki także uczyniły, papugując jego zachowanie. Następnie zeskoczył ze stolika i lekkim krokiem wybył z Salonu.
Widać było, że Loki także chciał pójść za Esposito jednak wstrzymał się na przejściu spoglądając raz na drzwi, raz na Arye jakby niezdecydowany co należy robić.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Spodziewała się wszystkiego. Ale nie tego. To jak w jednej chwili zmienił się mężczyzna przyprawiło ją o tak szaleńcze bicie serca, że niemal wyrywało się jej z piersi. Uśmiech, którym ją obdarzył był niemalże szaleńczy, a wzrok... on patrzył na nią, jakby już należała do niego. Wcześniej z przekąsem myślała sobie, że podpisuje cyrograf otwierając niebotycznie drogą butelkę wina. Ach jakaż była głupia! Ona podpisała go teraz, zgadzając się na zostanie w rezydencji. Z jej własnej woli. I teraz on w jakimś stopniu ją posiadł.
Potem zaś zaczął się chaos. O ile myślała, że wcześniej miała dużo stresu tak teraz jej psychika została poddana poważnej próbie. Istoty, które pojawiły się w pokoju w pierwszym momencie przywiodły jej na myśl małe demony. Nawet światło ujawniające ich prawdziwą istotę nie poprawiło tego wrażenia. Bardka wydała z siebie urywany okrzyk. Czy on ich nie widział?! Spojrzała na Aldonzo spodziewając się, że mężczyzna ogarnie ten mały armagedon. Ale nie... on ani myślał tego robić. Widząc jak ten zaczyna się nienaturalnie wyginać dziewczyna zakryła rękoma usta, żeby stłumić krzyk. Bała się... Nie. Ona była przerażona. Mimowolnie opadła na kolana, gdy te ugięły się pod jej ciężarem niezdolne dłużej stanowić podpory. A on to widział.
Gdy przewrócił fotel łzy strachu już ciekły jej po policzkach, lecz dalej nie wydawała z siebie żadnego dźwięku. Drżała przerażona. Jej wrażliwa dusza znalazła się teraz w rękach szaleńca, który bynajmniej nie myślał jej wypuścić. Oddała mu się nie wiedząc co to tak naprawdę znaczy.
Dopiero kiedy opuścił pomieszczenie z jej gardła wydobył się szloch dając upust jej emocjom. Cały strach zaczął z niej ulatywać tworząc miejsce dla wątpliwości. Loki to widział, jednak z jakiegoś powodu tym razem do niej nie podszedł. Usiadł w drzwiach patrząc uważnie, z ogonem owiniętym wokół łapek. Jego żółte ślepia patrzyły na nią intensywnie. Zbyt rozumnie. Ale dziewczyna tego nie była świadoma.
Dopiero po chwili zaczęła się uspokajać. Skończyły się jej łzy, które mogłyby płynąć. Teraz już tylko starała się opanować drżenie ciała. Miała wrażenie, że jakby spróbowała wstać upadłaby z kretesem. Całe szczęście upadający fotel nie przewrócił lampki z winem, którą zostawiła wcześniej na dywanie. Och... teraz zdecydowanie potrzebowała się napić. Trzęsącą się ręką chwyciła za szkło, a gdy przytknęła je do ust wypiła je naraz kilkoma łykami. Nigdy tak nie robiła, jednak teraz nie mogła inaczej. Poczuła jak pojedyncza kropla trunku wypłynęła jej z kącika ust, gdy nie nadążała połykać i pociekła jej po brodzie. I zaraz się rozkaszlała. Trunek smakował dziwnie. Pomimo, że rzadko piła wino śmiało mogła powiedzieć, że coś z nim było nie tak.
Dopiero po chwili opanowała kaszel, po czym zerwała się na nogi i wybiegła z rezydencji. Nie myślała o niczym innym, jak o ucieczce z tego miejsca. Loki pobiegł za nią prosto w noc.

***

Kiedy wróciła następnego wieczoru słońce już zaszło za horyzontem, jednak niebo wciąż miało ciepły kolor. Wyglądało niby płonęło, tak samo jak wątpliwości w głowie bardki. Nie wiedziała czemu tu wróciła. Nie spała za dobrze zeszłej nocy. Porozmawiała z T'jarthem, chociaż nie wyjawiła mu wszystkiego. Nie... gdyby zmiennokształtny dowiedziałby się o całej sytuacji nie pozwoliłby jej tu wrócić. Ona sama nie chciała tego zrobić. Jednak perspektywa zmiany, rozwinięcia się była tak kusząca, że nie potrafiła się jej oprzeć. Nie chciała tego przyznać też sama przed sobą, lecz Aldonzo również miał w sobie coś, czemu nie mogła się oprzeć. Bała się go, oczywiście! Momentami ją szczerze przerażał. A jednak... jego spojrzenie ją hipnotyzowało. Jakby wdzierał się do jej głowy za pomocą samego wzroku.
Przekroczyła próg rezydencji z Lokim leżącym jej na ramionach. Lis był wyraźnie zadowolony z ich powrotu i co jakiś czas merdał ogonem. O tak... jak tylko widział, że Arya ociąga się z opuszczeniem swojego własnego domu robił się nieznośny, jakby chciał ją pośpieszyć. Teraz jednak leżał spokojnie, wręcz ukontentowany z zaistniałej sytuacji. Naprawdę dziwne to było zwierze.
Gdy rozpakowała swoje rzeczy osobiste słońce już całkiem zaszło, a jedyne oświetlenie w jej pokoju stanowiły księżyce oraz lampka oliwna. Przez dłuższy moment nie mogła znaleźć dla siebie zajęcia. Czuła się osaczona. Wróciła do klatki, na którą sama się zgodziła. Och... nie miała co liczyć na spokojny sen. W końcu wstała i zabierając lampkę zdecydowała się znaleźć bibliotekę. Skoro zapewne całą noc spędzi z otwartymi oczami równie dobrze może przeznaczyć ten czas na czytanie.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Biblioteka, która znajdowała się za zielonymi drzwiami na piętrze rezydencji, okazała się być nieźle zakręcona. Zakręcona ponieważ zarówno półki, szafki, krzesła, biurka oraz wszystkie meble zdawały się wyginać i wykręcać dając poczucie zamrożonego ruchu. Podłogę zdobił czerwono, zielony dywan tworząc ścieżki pomiędzy regałami. Meble wykonane były z czarnego jak heban drewna o matowej fakturze w dotyku. Wszędzie były małe stoliki ze świeczkami do zapalenia, były też 2 masywne biurka do czytania starych ksiąg oraz jeden zielony fotel przy zasłoniętym szczelnie oknem. Jeśli zaś chodzi o sam zbiór ksiąg to podzielony był on na 4 kategorie posiadając zarówno książki z okładkami, bez okładek w formie złączonych nitką kartek oraz duuużo zwoi. Kategorie które są to: Zwierzęta i "Potwory"; Sztuka i Poezja; Legendy i Tabu; Szepty
Choć z początku w pomieszczeniu panowała ciemność rozświetlana jedynie przez lampę Aryi, z jednego punktu bibliotece dało się dostrzec świecące światło świecy oraz cichy szelest papierowych kartek. Gdy bardka podeszła bliżej by zobaczyć kto tam jest, zdziwiła się nie widząc przy biurku Alffiego, ani Eugimira, ani nawet Elojze. Była to jakaś nowa osoba, kompletnie nieznana wcześniej dziewczynie. Była niewielkiego wzrostu, z krótko przystrzyżonymi czerwonymi włosami, piegami na całej twarzy i szerokich jasno-żółtych oczach. Uszy miała długie i spiczaste. Na sobie miała ubrane przylegające czarne rajtuzy, miękkie przylegające buciki oraz zieloną tunikę połataną licznymi łatkami materiału. Na to wszystko miała także zarzucony na siebie brązowy gruby płaszcz z doczepianym kapturem, który także w wielu miejscach miał ślady zniszczeń.
Obrazek
Niziołka przy biurku stała na stołku by mieć dobry dostęp do leżącej tam księgi, a tuż koło jej ręki była niewielka szara myszka z dość dużymi, paciorkowatymi oczkami, które wpatrywały się intensywnie raz w książkę, raz w dziewczynę. To właśnie mysz pierwsza zauważyłą nowoprzybyłych i pisnęła zaskoczona, wskakując swojej właścicielce do kaptura. Widząc to nieznajoma odwróciła się w stronę Aryanny i obdarzyła ją dziarskim uśmiechem.
- O łał! Nowa twarz! Nie widziałam cię tu jeszcze! Jestem Herra, a ty? - Odezwała się sympatycznie.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Bibliotekę znalazła o dziwo bez większego trudu, tak jakby rezydencja sama ją prowadziła swymi korytarzami. A może to było zwykłe szczęście? Lub... Loki, który nie odstępował jej na krok? Nie miało to aż tak wielkiego znaczenia. Otworzywszy drzwi prowadzących do księgozbioru szanownego pana Esposito bardce aż zaparł dech w piersiach. Znowu. Chyba powinna się do tego powoli przyzwyczajać. Unosząc nieco wyżej lampkę olejną chłonęła nietypowość całego pomieszczenia. Och, już się przekonała o ekstrawagancji Aldonzo, jednak ten potrafił ją za każdym razem zaskoczyć.
Postąpiła niepewnie do środka przesuwając palcami po grzbietach woluminów i czytając ich tytuły. Kochała czytać. Była samoukiem, tak więc właśnie w opasłych tomach najczęściej znajdowała potrzebną sobie wiedzę, lecz także ucieczkę w świat baśni, rycerzy i prawdziwej miłości.
Wtem jednak dostrzegła kolejne źródło światła i dźwięk wskazujący, że ktoś tu jest. Momentalnie zesztywniała. Nie miała najmniejszej ochoty spotykać się jeszcze ze swoim gospodarzem. To co zrobił wczoraj... samo wspomnienie przyprawiało ją o gęsią skórkę. To jednak nie był blondyn, a osóbka o wiele od niej niższa. I do tego... życzliwa? Rudowłosa uśmiechnęła się do niej niepewnie.
- Mam na imię Aryanna. Przepraszam, przeszkodziłam Ci? Ja... od dzisiaj mam zamieszkać w rezydencji, ale nie mogłam spać. Pomyślałam, że może znajdę coś do poczytania, żeby zabić czas. - Odruchowo odgarnęła włosy wpadające jej na twarz i zaraz jej ręka znieruchomiała. Ale Esposito już wiedział kim była. Jego służba na pewno też. Czy Herra również należała do mieszkańców tego domostwa? Było to bardzo prawdopodobne. Dlatego też Arya z lekką krępacją, ale jednak, odsłoniła swoje lekko szpiczaste ucho. Mogła nie zapominać o gumce do włosów.
Loki za to widząc, że bardka stanęła w jednym miejscu otarł się ostentacyjnie o jej łydkę, by w końcu usiąść przy nodze dziewczyny. Patrzył przed siebie uważnie, a jego złote oczy zdawały się błyszczeć w ciemności. Obserwując zachowania lisa Arya zaczęła podejrzewać, że chyba nie był to dziko złapany przedstawiciel swojej rasy. Zbyt szybko nauczył się... no cóż, wszystkiego.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Herra zeszła ze stołka i podeszła do ciebie, ochoczo łapiąc ją za rękę i zaczęła energicznie ją wymachiwać na przywitanie. Dziewczyna poruszała się z wielką lekkością i niezwykłą gracją biorąc pod uwagę jej wzrost.
- Aryanna! Śliczne imię, doprawdy śliczne! Oczywiście, że mi nie przeszkadzasz! Biblioteka jest dla wszystkich gości! - Powiedziała z uśmiechem po czym odsunęła się na krok i z rękoma założonymi na pasie przyglądała się nowoprzybyłej, jakby oceniając ją z wyglądu. Gdy jej oczom natrafiły się uszy dziewczyny, Niziołka jedynie radośnie wskazała, że też ma podobne uszy co do niej. Wydawała się być bardzo sympatyczną osobą.
Gdy Herra zauważyła, że tuż koło niej kręci się Lis podskoczyła zaskoczona i zaklaskała dłońmi jak z podekscytowania. Sięgnęła do swojego kaptura i przez chwilę siłowała się by wyciągnąć stamtąd swojego małego przyjaciela. W końcu jednak jej się udało i trzymała teraz w obu dłoniach przed sobą szarą myszkę, prezentując ją przed Aryą. Mysz spoglądnęła na nią z zaciekawieniem i przez dłuższą chwilę wymieniał spojrzenia z Lokim, który także spoglądał na mysz jak zahipnotyzowany.
- Widzę, że masz swojego przewodnika. No ale nie trzeba się w końcu dziwić skoro ALFFIE pozwala Ci tu być, w końcu tylko osoby z przewodnikiem mogą udzielać u niego specjalne lekcje i przywileje! Mój ma na imię Hvitsverk! Niezły z niego nicpoń i strasznie cierpliwy jak na mysz, ale bardzo go lubię. To jak? Powiesz mi coś więcej? Ja mogę powiedzieć, że Alffie pokazuje mi jak poruszać się powinien akrobata. Zobacz! - Mówiła z ogromnym entuzjazem, żywo gestykulując i robiąc co jakiś czas nawet zabawnie wyglądające miny. Na koniec po swojej wypowiedzi zrobiła fikołka do tyłu, lądując w pozie niczym z baletu.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Arya mimowolnie się uśmiechnęła, jednak tym razem szczerze. Herra była ciekawą osóbką, miłą i sympatyczną. Wydawała się też stosunkowo normalna w tej rezydencji pełnej dziw, czego bardka potrzebowała bardziej, niż była świadoma. Z radością odwzajemniła uścisk dłoni niziołki.
- Jeśli chcesz możesz mówić do mnie Arya. Chyba nikt nie używa mojego pełnego imienia. - Wybrała je jej matka, jeszcze przed porodem. Bywały noce, kiedy patrząc w gwiazdy rudowłosa zastanawiała się, czy jej rodzicielka potrafiła patrzeć w przyszłość. Imię, które otrzymała, idealnie wpasowało się w drogę jaką podążyła w życiu.
Widząc myszkę zamrugała zaskoczona. Czyli ich gospodarz obdarowywał zwierzęcymi towarzyszami wszystkich swoich uczniów? Tym razem nie mogła też nie zauważyć sposobu, w jaki stworzenia patrzyły na siebie. To nie było normalne.
- Przewodnik? - Uklęknęła obok swojego lisa i pogłaskała go po głowie, na co ten niemal od razu zaczął się do niej przymilać. - Myślałam, że Loki to po prostu bardzo inteligentne... - Rudzielec wydał się wyraźnie zadowolony pisk. - ... przepiękne... - Zamerdał kitą. - ...i najukochańsze stworzenie pod słońcem. - Polizał ją ukontentowany po dłoni. - Mówisz, że to nie są zwyczajne zwierzęta?
Wyprostowała się z powrotem, a Lisek zaczął spacerować po bibliotece. Pozostawał dalej stosunkowo blisko bardki mając ją na oku.
Obserwując pokaz Herry otworzyła usta zaskoczona i zaklaskała z uznaniem w dłonie.
- Jej! Ja też ćwiczę, ale to bardziej pod kątem tańca. Z tego co zauważyłam, to jak jesteś bardką umiejętność pląsania po parkiecie też się przydaje. Ale o wiele bardziej kocham śpiew i grę na instrumentach. W życiu bym nie zrobiła czegoś takiego. Brawo Herro! - Nie powiedziałaby, że niziołka mogła robić salta, ale jednak. Teraz już rozumiała, że jej gracja bierze się właśnie z ćwiczeń.
To jednak zrodziło w jej głowie pewne pytanie. Na twarzy dziewczyny odmalowało się zwątpienie, wyraźna niepewność. Przypomniała sobie to, w jaki sposób rozstała się wczoraj z Aldonzo.
- Jaki jest pan Esposito podczas nauczania? Poznałam go wczoraj, jednak... - Tu lekko zadrżała. - Czy on Cię nie przeraża?
Herra wydawała się taka jak ona kiedyś, nim jeszcze trudy ostatnich wydarzeń odcisnęły na niej swe piętno. Była radosna, ciekawa świata, skora do poznawania nowych ludzi. I chyba kontakt z ich gospodarzem nie zniszczył w niej tego. Czy tylko ona się tak bała?

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Niziołka zdawała się być bardzo podekscytowana rozmową, ponieważ zaprosiła dziewczynę na ławkę by usiadła z nią do pogaduszek i nawet poczęstowała ją ciastkiem z lukrem, które miała zapakowane w kieszeni. Kołysząc nogami jak małe dziecko i z uśmiechem na twarzy, kontynuowała rozmowę.
- Ach dziękuję! Długo ćwiczyłam, żeby sobie poradzić z akrobacjami! Idzie mi coraz lepiej choć wciąż potrzebuje więcej i więcej pracy nad sobą. A jeśli chodzi o naszych Przewodników to to są bardzo specyficzne zwierzątka, bardzo ciężko sprawić by cię polubiły, ale bez tego Alffie nie przyjmie nikogo na nauki. Hvitsverk był wyjątkowo ciężki do poradzenia sobie, ciągle się chował przedemną! No jak mam sprawić by mnie polubił jak go nie widzę?! Na całe szczęście dałam sobie radę i teraz jest moim przyjacielem. Tylko... staraj się przy nich nie robić sobie krzywdy. Dziwne wtedy są, wiesz? - Rozgadała się w między czasie pieszcząc po główce gryzonia, który popiskiwał z zadowoleniem. Herra potem postawiła go na półkę, po której zaczął to biegać, rozglądać się i przeskakiwać na inne regały jakby szukając Lokiego. A Loki kręcił się robiąc swoje, co jakiś czas zerkając na swoją panią.
Zapytana o gospodarza akrobatka zamyśliła się, szukając odpowiednich słów. Pozwoliła też sobie w między czasie zjeść kolejne ciastko, by polepszyć pracę mózgu oraz co najważniejsze by poczuć się lepiej, bo ciastko było bardzo słodkie. Czyli dla niej idealne.
- To zależy w jakim jest nastroju, a nastrój ma zawsze taki jak jest ubrany! Jeśli ma na sobie swoje wszystkie swoje fatałaszki wliczając w to swój długi pióropusz, to wtedy jest pełen entuzjazmu i chęci! Wtedy też najlepiej się z nim spędza czas! Jeśli ma na sobie swoje kolorowe ubrania, ale bez piór oraz peleryny, to wtedy też jest super choć potrafi odwalać niezłe dziwactwa! Najciężej jest kiedy chodzi w samej koszuli. Wtedy jest bardzo poważny i surowy, jednak to właśnie wtedy osiągam najlepsze wyniki. I w koszuli jest taki... no inny. Patrzy się na mnie tak... jakby znał całą moją rodzinę czy coś... - Na ostatnie słowa dziewczyna odrobinę sposępniała, jakby przypominając sobie pewne rzeczy, do których nie fajnie jej było wracać. Jednak szybko otrząsnęła się i z powrotem uśmiechnęła się do Aryi.
- Arya... jak pieśń! Śliczne imię. To jak? Chcesz jakąś książkę? Jak chcesz to pomogę?

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Bardka słuchała słów dziewczyny z wyraźną uwagą. Czyli jednak dobrze jej się w którymś momencie wydało, że Loki nie zachowuje się jak normalny lis.
- Naprawdę tak ciężko? W sumie... Wydaje mi się, że gdy pierwszy raz zobaczyliśmy się z Lokim to fakt, był mocno niepewny w stosunku do mnie. Nakarmiłam go jednak i szybko okazało się, że jest niesamowicie łasy na pieszczoty. Skubany jak mnie w którymś momencie zaskoczył wskakując na mnie, to myślałam, że mnie zje całą. Tak obwąchiwał i lizał. Prawda Loki? Przyznajesz, że wielki z Ciebie łobuz? - Uśmiechnęła się do swojego Przewodnika, na co ten zapiszczał. Jak teraz sobie przypomniała to najbardziej sprawdzał jej szyję. Po kolejnym dniu sińce już wyraźnie zblakły, więc póki nikt dokładnie się jej nie przyglądał w dobrym świetle nie powinien ich zauważyć.
Na opowieść o Aldonzo zmarkotniała. Kto ubiera się w zależności od nastroju?! Jednak z tego co się dowiedziała musiała mieć niezłego pecha, by trafić na najgorszy nastrój gospoda. Teraz naprawdę bała się go znowu spotkać.
- Zdajesz się naprawdę lubić te lekcje. Może nie mam się jednak co martwić. Ale powiedz, on naprawdę każdemu swojemu uczniowi zabrania opuszczać rezydencji? - Martwiła się lekcjami, oj bardzo. Poza tym nie mogła przeżyć faktu, że praktycznie zamknął ją w obcym dla niej miejscu. Ona chciała być wolna! Potrzebowała czuć ziemię pod stopami, leżeć na trawie i słuchać szumu wiatru w koronach drzew, pod którymi leżała. Chciała moczyć nogi w chłodnych wodach strumieni. Śpiewać i tańczyć na leśnych polanach wraz z tamtejszymi ptakami. A zamiast tego została zamknięta w czterech ścianach. To nie będzie dla niej łatwe...
- Nie, w porządku. Myślę, że sama coś znajdę. I tak już Ci dużo zajęłam czasu. Ale tak miło mi się z Tobą rozmawia Herro. Mam nadzieję, że będziemy mogły się co jakiś czas spotkać. - Posłała niziołce wdzięczny uśmiech i podniosła się z ławki. - Zobaczę jaki księgozbiór kolekcjonuje nasz gospodarz.
Niemal odruchowo jak to ona podeszła do działu poezji. Ach, wiersze i powieści! Znów dotknęła grzbietów książek niemalże z czułością przyświecającą sobie swoją lampką. Po namyśle... Jeśli będzie miała dostęp do tej skarbnicy literatury może jakoś wytrzyma bycie zamknięta. Ale tylko "może".
Wtem jednak jej uwagę przykuł dział Tabu. Dlatego Aldonzo nazwał tak zbiór? Tym mianem określało się rzeczy, o których nie mówiono. Coś, czego nikt nie chciał wymówić. W on miał masę książek, które tak skategoryzował? Skuszona, z czystej ciekawości podeszła bliżej sprawdzając ich tytułu. Co też było tym tabu leżącym na widoku?

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
- Och tak, to prawda, że dopóki nie jesteśmy gotowi wystąpić na salonach to nie pozwala swoim uczniom wychodzić poza bramę. W zamian za to pozwala nam korzystać ze wszystkich sprzętów na podwórzu, odwiedzać cudowne zwierzęta i te drogie książki! Poza tym mamy Przewodników, a z nimi nigdy nie czuję się samotna! A lekcje u niego są niezwykłe! No bo niby się boję, niby się cieszę, a po każdej lekcji czuję, że robię wielkie postępy! Więc... myślę, że to wszystkiego warte! - Powiedziała jeszcze akrobatka na odchodne, wracając po tym do czytania książki, którą sobie przerwała zostawiając dziewczynę samej sobie. Jej przewodnik Hvitsverk zaczął zeskakiwać z półek jak tylko wróciła do książki, by wspiąć się po niej i usiąść obok lektury, by towarzyszyć jej w czytaniu. A przynajmniej tak to wyglądało.
Arya kroczyła po półkach działu Tabu w której to większość książek była niewielka i niezbyt wielkiej jakości. Spięte sznurkiem kartki w miękkiej oprawie niczym zeszyty, zrekonstruowane zwoje po licznych przejściach oraz zaledwie kilka ksiąg zabezpieczonych kłódką. I właśnie jedna z tych ksiąg przykuła dziewczynie największą uwagę. Oprawiona w zieloną skórę miała wygrawerowaną nazwę na grzbiecie o treści: "Diario Dei Sogni". Była, tak jak każda oprawiona księga w tym dziale, zabezpieczona srebrną kłódką na niewielki kluczyk.
Zanim jednak dziewczyna zdążyła odłożyć ją z niemożności otworzenia jej, Loki zaczął trącić ją nosem o nogę. Zerkając na niego mogła zobaczyć, że dumnie siedzi tuż koło niej wyraźnie zadowolony z siebie. Jednak coś było w nim innego niż zazwyczaj. Bowiem na swojej szyi miał zawieszony sznurek, a na jego końcu niewielki srebrny kluczyk, którego rękojeść otoczona była winoroślą, a u dołu ozdobiony był pięknie wykonanym kwiatem, wszystko ze srebra w jednej formie.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Słowa niziołki nieco podniosły ją na duchu. Czyli nie była w tym wszystkim sama. Nie rozumiała wielu z decyzji Aldonzo, jednak jeśli miało to im pomóc w doskonaleniu się, to chyba nie miała co marudzić? Zeszłej nocy, kiedy śpiewała do jego gry też się nieco bała. Spacer po ciemnej rezydencji, gdy było się tu pierwszy raz nie był zbyt komfortowy. Musiała jednak przyznać, że ta nutka niepokoju działała stymulująco. A jej pieśń... Dawno już nie pozwoliła, żeby przez jej głos wybrzmiały emocje, które tak skrupulatnie skryła na dnie serca. A wtedy przyznała się i przed samą sobą i co gorsza przed samym Esposito, że mało brakuje, żeby ją złamać.
Teraz była jednak już poniekąd pogodzona ze swoją sytuacją. Nie żeby ją zaakceptowała, jednak wiedziała, że nie ma większego wyboru. Nie, jeśli chce utrzymać tę szansę na zmianę własnego życia.
Przeglądając księgi była wyraźnie rozczarowana. No tak... Zamki na książkach. Już jej to chyba nie powinno dziwić? Chociaż był jeden tom z oprawą, która przykuła jej uwagę. Tytuł nic dziewczynie nie powiedział. Wtem poczuła trącanie swego Przewodnika.
- Co się stało Loki? - Spojrzała na niego, po czym ze zdziwieniem zauważyła kluczyk. Zaskoczona przyklęknęła obok Lisa głaszcząc go czule po główce, po czym zdjęła mu z szyi łańcuszek. - Ale... Jak?
To nie mógł być klucz do tej księgi, prawda? Bo skąd jej mały przyjaciel miałby go wziąć? I jeszcze tak przyniósł? Wyraźnie zszokowana przeniosła się z księgą na jeden z foteli pod oknem, postawiła lampkę na stoliku a sama rozsiadła się wygodnie. Loki wyraźnie z siebie zadowolony wskoczył na oparcie, żeby mieć dobry widok na poczynania swej przyjaciółki.
Niepewnie Arya wsunęła klucz do zamka, a kiedy ten posłusznie się otworzył ta nie kryła zdziwienia.
- Loki... - Spojrzała z uwagą na Lisa. Może nawet nieco podejrzliwie. - Ty naprawdę nie jesteś zwyczajnym lisem, prawda? Kim jesteś?
Nie spodziewała się od niego żadnej odpowiedzi, jednak już tak miała, że lubiła z nim rozmawiać. Potem jednak skupiła się na nowo na woluminie. Co też skrywało to tabu?

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Lisek w formie odpowiedzi jedynie pomerdał kitą wydając przy tym swoje lisie odzywki. Niestety Arya nadal nie mogła zrozumieć jego dzikich przyśpiewek, być może kiedyś dane jej będzie rozmawiać ze zwierzętami. Póki co musiała zadowolić się tym co miała, a Loki i tak mało nie dawał.
Klucz pasował idealnie. Po przekręceniu go, łańcuch odczepił się od zamka uwalniając księgę. Otwierając ją Arya nie mogła się oprzeć dziwnemu wrażeniu. Uczuciu innym niż dotychczas. Emocji, której nigdy nie doświadczyła. Nie wiedziała co to jest. Nie miała pewności czy przypadkiem to wrażenie nie jest jakąś ułudą, sztuczką wywołaną przeżyciami w tym miejscu i otworzenie tajemniczej księgi. Nie wiedziała... jednak to coś zostało. Ledwo wyczuwalne. Głęboko, głęboko z tyłu głowy...
Na pierwszej stronie znajdowała się dedykacja. A przynajmniej powinna się tam znajdować, jednak sposób w jaki została zapisana nie należało do standardowych. Prawie nie brzmiała jak dedykacja.
"Wzywamy cię przez niełaskę
Wzywamy cię przez ból
Ty co kroczysz z nami przez cały żywot nasz
Z ciemności przybywasz
Zza kurtyny stąpasz
A teraz chodź, także i ty
A."
Następne strony były rozpisane piękną kreską, wypisane wysokiej jakości tuszem z piękną kursywą. Treść książki była sformułowana w formie opowiadań. Każda z nich była wręcz bajeczna i niezwykła. Były bardzo chaotyczne i różniły się wielokrotnie od siebie. Co strona to inna opowieść, niewiele ze sobą powiązana jednak z jakiegoś powodu wciągająca. Ktokolwiek kto zapisał musiał mieć nie lada wyobraźnie. Była mowa o śmiejącym się księżycu, o myślących wilkach, o śpiewających kominach, o tańczącym człowieku w maskach, o świni która została królem, o magu który uprawiał marchewki. Mnóstwo rzeczy tego typu. Opowieści było z kilkadziesiąt i kończyły się w połowie stron jakie miała do zaoferowania. Reszta stronnic była pusta, jednak uwagę szczególną przykuła ostatnia zapisana strona. Była ona rozdzielona od innych przepiękną, wymalowaną linią, pokrytą winoroślą, kwiatami oraz czymś co przypominało rozciągającą ją wróżkę. Ostatnia opowieść była... inna.
"Zimne powietrze drażniło mi płuca. Oddech przyprawiał mnie o mdłości. Podłoga była chłodna i obślizgła od jakiegoś płynu. Nie miałam siły wstać, coś uroniło mnie w nogę. Nie było jednak czasu. Musiałam stąd wyjść. Rozglądnęłam się. Nie było tu zbyt wiele światła, jednak widać było schody. Z trudem zaczęłam wspinać się po nich, zostawiając z sobą czerwień podłogi. Starałam nie patrzeć się na zbrukane dłonie. Ciemność pomagała. Schody prowadziły do jakiegoś przejścia. Były jednak zamknięte. Pozioma, unieruchomiona klapa. Biłam w nią. Stukałam. Żadnego skutku. Wtedy to usłyszałam. Wpierw było to niczym zmącony brzdęk. Jednak gdy się wsłuchałam, rozpoznałam to. Nieznaną melodię. Piękną nieznaną melodię stukającego pianina. A wtedy to! Piękny śpiew!
...
...
...
To co stare i złamane wciąż mieć może piękny głos"

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Gdy otworzyła księgę przez chwilę zastygła w bezruchu. Nie była czy to wina tańczącego płomienia świecy, czy nagromadzone się przez ostatnie dni przeżycia. A jednak... Wystarczyło, że czuła pod palcami fakturę papieru, żeby jej serce zabiło mocniej. Nie rozumiała dlaczego.
Dedykacja. Przeczytała ją. Dwa razy. I jeszcze jeden, tak dla pewności. To nie było możliwe... Nie mogło. Przecież nikt nie napisałby tego bezpośrednio do niej, prawda...? Spojrzała z przestrachem na Lokiego, jednak ten tylko przeciągnął się i wygodniej rozłożył na oparciu.
Nie zrozumiała wszystkiego. Czuła, że sens czytanych słów w jakiś sposób jej umyka, a jednak chłonęła je. Sprawiały, że mimowolnie napięła mięśnie. Podczas historii jednak to uczucie zaczęło słabnąć. Czytała je z zaangażowaniem, wciągnięta w opowiadania. Gdy jednak w połowie książki odkryła, że już nie ma ich więcej tym bardziej się zdziwiła.
- Czemu ktoś miałby skończyć swoją powieść w połowie...? - Zmarszczyła brwi kartkując książkę dalej. To nie mogło być już wszystko, prawda? Kiedy jednak znalazła ostatnią historię żałowała, że nie zadowoliła się poprzednimi i nie odłożyła woluminu.
Wtem książka spadła na ziemię z hukiem zamykając się, a Arya poderwała się na proste nogi. Jej oczy były szeroko otwarte, błyszczały w blasku ognia. Błyszczały z przerażenia.
- To niemożliwe... Nikt jej jeszcze nie znał. Ja ją napisałam. To się zdarzyło wczoraj!
Zakryła usta dłonią zszokowana. Drżała. Spojrzała na Lokiego jakby domagała się od niego wyjaśnień, chociaż było to i tak bez sensu. Ktoś ją obserwował. Im dłużej zostawała w rezydencji Pana Esposito czuła, że powoli zanurza się w ciemnościach. To domostwo żyło wieczorami i nocą. Żyło, jakby wysysając to życie z niej. Jakby łakomie spijało każdą kroplę jej strachu, żeby uzupełnić własne siły. A ona w tym momencie pomyślała, że jeśli tu zostanie już nigdy nie będzie taką samą osobą, którą była do tej pory.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
- Arya! - Niziołka zeskoczyła ze swojego stołka i popędziła w kierunku dziewczyny, przestraszona jej reakcją oraz hukiem upadającej księgi. Gdy tylko dobiegła do niej przyglądnęła jej się prędko od stóp do głów, jakby chciała dostrzec czy nie stała jej się gdzieś krzywda. Patrząc jednak na jej przerażoną twarz, Herra zaniepokoiła się i chwyciła ją pewnie za rękę tak by zwrócić na siebie jej uwagę.
- Co się stało? Czy wszystko w porządku? Co takiego się wydarzyło? Mogę Ci jakoś pomóc? Choć usiądź. - Akrobatka zaciągnęła ją na fotel i wręcz zmusiła, by ta usiadła. Dzięki temu mogła teraz bez problemu spojrzeć jej w oczy oraz w razie czego zainterweniować. Przyglądnęła się jaj uważnie, nie wiedząc za bardzo co ze sobą zrobić. Wyglądała na bardzo zaaferowaną. Podeszła do stolika i chwyciła zapalony świecznik z uchwytem. Zaczęła rozglądać się wokół i zwróciła uwagę na książkę na ziemi. Mrużąc oczy przyglądnęła się jej i już chciała po nią sięgnąć, jednak cofnęła rękę w ostatniej chwili. Przyglądał się swojej dłoni z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy.
- Ta książka jest dziwna. Znaczy ja wiem, że są tu dziwne książki. Szczególnie te, które są zapięte zamkiem. Tak jak ta. Podobno Łucja przeczytała jedną i niedługo po tym dostała się na salony, dostając tytuł "Delfina". Podobno jej głos stał się tak silny, że aż woda w fontannie z delfinami zaczęła drżeć, a sama statuetka zdała się pęknąć. Sama zawsze chciałam jedną przeczytać, ale nikt nie wie gdzie są klucze, a Alffie ich nie rozdaje. Jak otworzyłaś tą? - Wypowiedziała wracając do dziewczyny zamyślona. Z wyraźnymi chęciami pocieszenia jej Niziołka położyła dłoń na jej ramieniu i wcisnęła jej w dłonie kolejne ciastko z kieszeni.
Loki zaś w tym czasie nie zachowywał się w swój typowo przyjacielski sposób. Zdawało się, że odsunął się od Aryi oraz książki spoglądając na to drugie z lekką obawą, nie spuszczając wzroku z obiektu. W jego zwierzęcych oczach widać było konsternacje.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nie odezwała się od razu. Dała się odprowadzić do fotela, jednak była zbyt wstrząśnięta, żeby wyjaśnić niziołce co zaszło. Zamiast tego podciągnęła kolana pod brodę i objęła nogi ramionami.
- Tam była moja piosenka... Moja. Nikt jej jeszcze nie usłyszał. Do wczoraj
Spojrzała z przestrachem na książkę. Znów czuła się jak osaczone zwierzę. Bała się, chociaż tym razem nie była w stanie wskazać źródła zagrożenia. Bo książka nim nie była. Ona... Zdawała się być tylko przekaźnikiem tego wszystkiego. Jakaś inna siła za tym stała. Złapała się za głowę czując, że coraz bardziej zapada się w mroku. Na moment jej oczy stały się puste. Tak samo puste, gdy jeszcze nie tak dawno pozbawiała życia dwójkę zawodowych morderców w porcie. Tak samo puste, kiedy już wcześniej w przeszłości pękło jej serce.
Spojrzała na Herre niewidzącym wzrokiem. Słyszała co mówiła, jednak teraz nie miało to znaczenia. Ściskała z całej siły dłonie, aż pobielały jej knykcie. Ściskała, zapominając o znajdującym się w jednej ręce kluczu. Ściskała, aż nie pojawiła się pierwsza kropla krwi.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Herra widząc stan Aryi wpadła w jeszcze większą konsternacje. Nie wiedząc co ma zrobić dla niej, ani czy cokolwiek zrobi pomoże gryzła jedynie dolną wargę z frustracji. Rozglądała się po pomieszczeniu by może znaleźć coś, cokolwiek co mogłoby jej pomóc. Jednak zanim cokolwiek znalazła dostrzegła spływającą po jej dłoni krew. Oczy niziołki rozszerzyły się w zaskoczeniu i automatycznie zerknęła na swoją mysz, która w całym zamieszaniu wpadła jej wcześniej do kaptura. Gdy tylko znalazła wzrokiem swojego przewodnika zaklnęła cicho pod nosem i chwyciła gryzonia w obie ręce, trzymając go pewnie tak by się jej nie wyślizgnął z dłoni. Po tym spojrzała się przejęta na Pół-elkę.
- Ja... przepraszam, ale już pójdę. Jeśli byś potrzebowała czegokolwiek będę w swoim namiocie na zewnątrz. Drugi na lewo od ścieżki. Także... idę. - Powiedziała wyraźnie nie zadowolona ze stanu rzeczy. Z widocznymi oporami zrobiła pierwszy krok, patrząc się na skuloną dziewczynę zmartwionym spojrzeniem. Musiała siłą odwrócić wzrok i dopiero wtedy szybszym krokiem opuściła bibliotekę. Bez niej zrobiło się tutaj znacznie ciszej.
Niedługo po wyjściu Herry, można było usłyszeć smutne jęknięcie. Jego źródłem był Loki, który zbliżał się powolnym krokiem do Aryanny. Stąpał powolnie, jednak nie było to ostrożne stawianie kroku za krokiem. Nie, to był obolały ociężały krok. Z jakiegoś powodu z bólem stąpał na swojej prawej, przedniej łapie zupełnie jakby zrobił sobie na niej jakąś krzywdę. Po jego jęknięciach można było też wnioskować, że ewidentnie coś go bolało. Tak też gdy w końcu był przy fotelu, podskoczył tylnymi łapkami tak by górna część ciała znalazła się na fotelu. W oczach Lokiego widać było głęboki smutek z nutą niepokoju. Zaniepokojone zwierzę zaczęła intensywnie obwąchiwać całą dziewczynę, jakby chciało wyczuć co było z nią nie tak, a kiedy dotarł do jej dłoni zaczął piszczeć z wyraźnym smutkiem. Zaczął lizać jej rany, zupełnie jakby chciał je wyleczyć tak jak zwierzęta mają w zwyczaju.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Słyszała słowa Herry, jednak teraz zupełnie nie miały dla niej znaczenia. A szkoda, bo pewnie w innych warunkach jej szczery strach na krew bardki mocno by dziewczynę zaniepokoił. W końcu to było raptem kilka kropli.
Niby po wyjściu niziołki było ciszej, jednak Arya miała wrażenie, jakby w jej głowie zalęgło się stado os. Ciężko się jej myślało, a krew szumiała w uszach. Coś było nie tak. Coś w tym budynku, a może nawet on cały, zdawał się specjalnie ją zaszczuwać. Niczym małe bezbronne zwierzę, którym bawi się jakiś zwyrodnialec. Taki, który zalewa wrzątkiem mrowiska, czy wyrywa nogi pająkom. W tym właśnie momencie czuła się jak motyl przybity pinezką do tablicy. Jeszcze żywy, jednak ze świadomością, że już nigdy nie wzbije się do swobodnego lotu.
Ze stanu zawieszenia wyrwał ją zbolały pisk Lisa. Skierowała na niego swój zagubiony wzrok, gdy ten w końcu dotarł do fotela. Loki... Cieszyła się, że w tym nieprzyjaznym miejscu ma chociaż jego. Otworzyła krwawiącą dłoń upuszczając srebrny klucz na ziemię, a następnie chwyciła zwierzę zdrową ręką kładąc sobie go na kolanach. Patrzyła jak oczyszcza jej dłoń bardzo dokładnie zlizując szkarłatne krople. Pozwoliła mu na to. I dopiero jak skończył ukrywała twarz w jego futrze. Siedziała tak bez ruchu, w półmroku, który był jeszcze gorszy od ciemności. Gorszy, bo pozwalał dostrzec czające się w pobliżu cienie. Lampka oliwna zaczęła jednak powoli gasnąć, jakby kończyło się w niej paliwo. A ona trwała w fotelu skulona, ze swoim Przewodnikiem na kolanach. Drżała.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Skulona. Przerażona. Miała wrażenie jakby to miejsce zjadało ją od środka. Starało się chwytać za wszystko co miała, za każdą myśl, za każde uczucie. W tej rezydencji dziewczyna nawet gdyby chciała, nie mogła czuć się samotna. Z jakiegoś powodu czuła, że zawsze ktoś obserwuje. Słucha tuż za rogiem. A przynajmniej tak się zdawało dziewczynie, szczególnie teraz w jej stanie.
Ciemność stawała się coraz gęstsza. Wszelkie świece i lampy zaczynały gasnąć od zbyt długiego stania. Wszechogarniająca cisza akompaniowała rosnącemu mroku, powoli... powolutku opatulając każdy zakamarek biblioteki. Chciwe zgarniając wszelką materię dotkniętą wcześniej przez światło. Nim się nie obejrzała w pomieszczeniu zgasło wszelkie źródło światła, a cień i nie moc ogarnęły ciało dziewczyny. Wciąż drżącej. Wciąż niedowierzającej. Nawet się nie obejrzała jak puch Lisa oraz owijająca ciemność zadziałała na nią niczym nietykalny koc, który ukoił jej przerażone lico i zabrał w objęcia snów.
Zbudziły ją promienie słońca, które przeniknęły przez rozsuniętą zasłonę. Wstawał już świt, a ona nawet nie pamiętała kiedy ją zmorzyło. Na jej kolanach spał Loki, skulony niczym udomowiony kot. W bibliotece nikogo nie było, nie było też książki, którą wczoraj czytała, a przynajmniej nie było jej ani na podłodze, ani na żadnym z biurek. Czy ta księga w ogóle istniała? Może to wszystko był tylko okropnym snem?

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Obudziła się bardziej zmęczona niż była w ostatnich dniach. Zarówno fizycznie jak i psychicznie opuściły ją niemal wszelkie siły. Na początku nie wiedziała gdzie dokładnie się znajduje, lecz wtem wróci do niej wspomnienia zeszłej nocy. Aż wciągnęła głośno powietrze rozglądając się dookoła, lecz zaraz się rozluźniła. Była bezpieczna, przynajmniej na razie.
Zaraz też spojrzała na Lokiego, którego obudził gwałtowny ruch dziewczyny. Spojrzał na nią z lękiem w oczach.
- Wybacz, nie chciałam cię przestraszyć. Pewnie teraz żałujesz, że jesteś moim przewodnikiem, co? - Uśmiechnęła się smutno do niego, po czym pogłaskała Lisa uspokajająco. Naprawdę chciałaby, żeby to wszystko było tylko złym snem.
Wtem zapragnęła tylko jednej rzeczy. Kawy. Najlepiej mocniej. Podniosła się nieco zesztywniała z fotela i przeciągnęła się.
- Czas znaleźć kuchnie w tym wielkim domu. Chodź, może znajdziemy jakieś dobre mięsne kawałki dla Ciebie. - Zachęciła swojego futrzanego towarzysza i opusciła bibliotekę. Chciała udawać, że nic się nie stało. A jednak gdy patrzyła na wnętrze swojej dłoni uświadamiała sobie boleśnie, że miała problem. Poważny. Ile zostało jej czasu, nim całkiem oszaleje? Na szczęście podobno mało który artysta był normalny...