Maska - Odcinek Drugi
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Pociągnął łyk ze swojego kufla. Znajomy smak w ustach musiał go ośmielić, bo gdy zaczął mówić, mówił długo i - ku zaskoczeniu kobiety - całkiem zajmująco.
Opowiadał o swoim dzieciństwie w Labiryncie, o fascynacji pierwszym ujrzanym powozem i o chłopięcym marzeniu, by zostać woźnicą. Gdy dzielił się anegdotkami z co ciekawszych przejazdów, Sarya złapała się na tym, że nie udaje uśmiechu - śmiała się zupełnie szczerze.
Spojrzenia z sąsiednich stolików przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Szybko zapomniała też wyczekiwać Lamberta i Jona.
***
Lambert patrzył za odchodzącym Jonem, a wdzięczność i nienawiść tworzyły w nim mieszankę wybuchową. W końcu uznał jednak, że uchronienie maski przed wzorkiem pozostałej przy stoliku dwójki było warte wszystkiego - nawet kilku kopnięć w warty wszystkich pieniędzy artefakt.
- Pana towarzysz faktycznie nie wyglądał najlepiej, panie Kruk. - Cristina patrzyła za odchodzącym Jonem. - Do tego zdawało się, że kulał. - Posłała Lambertowi znaczące spojrzenie.
- Dobra, pogadali. - Vlad położył ciężkie pięści na stole. - To teraz spierdalaj, ptaszyno. Chyba że chcesz znów polecieć.
- Raczej podziękuję - powiedział spokojnie Lambert. - Ładny tatuaż. Na cześć zmarłej mamusi?
Vlad odruchowo spojrzał na swoje przedramię. Błąd. Lambert sięgnął po pozostawioną przez Jona butelkę wina, pochylił się nad stołem i z impetem rozbił flaszkę na czerepie osiłka. Wino zmieszało się z krwią, spływając czerwienią po twarzy i kołnierzu tamtego.
Podniósł się Lambert, podniosła się Cristina, podniosły się krzyki przy sąsiednich stolikach. Gresk nie czekał, aż podniesie się także Vlad. Doskoczył do niego i kopnął go z całych sił w pierś. Dryblas zwalił się z krzesła i runął pod stół.
Cristina już była przy Lambercie.
- Za mną - rzuciła, mijając go.
Wokół nich zebrała się już spora grupa gapiów. Rozstąpili się, gdy Cristina z Lambertem zaczęli przedzierać się przez tłum.
***
Jon sikał, gwiżdżąc wesoło. Maska tkwiła za jego pazuchą. Nagle za jego plecami rozległ się huk otwieranych drzwi, a ledwo słyszalny na dworze gwar klienteli wzmógł się znacząco. Strażnik zawiązał spodnie i odwrócił się. W samą porę, by dojrzeć wybiegających bocznym wyjściem Lamberta i Cristinę.
Gresk dojrzał towarzysza, złapał kobietę za rękę i pociągnął w jego stronę. Zanim którekolwiek z tej dwójki zdążyło zareagować, Lambert wepchnął ich do latryny i zatrzasnął drzwi. Przesunął skobel.
Stali w trójkę w półmroku. Światło księżyca wpadało przez szpary między deskami. Latryna była na tyle mała, że czuli na twarzach oddechy pozostałych. Śmierdziało niemiłosiernie.
Za chwilę gwar wzmógł się znowu. Lambert przytknął oko do szczeliny i dojrzał wybiegającego ma zewnątrz Vlada. Z twarzą umazaną krwią, osiłek wyglądał jak wysłannik śmierci.
- Chyba chwilę tu zostaniemy - mruknął Gresk, gdy Vlad zniknął za rogiem, zmierzając na front lokalu. - Więc? Co tu się wyprawia?
- Nic by się nie wyprawiało, gdybyście wczoraj nie okradli Vincenta Flattera.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- A gdyby pani wyczuła coś długiego i twardego zmierzającego w pani stronę - dodał po namyśle. - Jest to tylko popęd do alkoholu.
Rozdając kuksańce równo na obie osoby, udało mu się w końcu wyciągnąć wino i lekko przechylić.
- No to kibel - przyznał, stojąc w wychodku. Lambert z Cristiną napierali na niego z każdej strony, więc starał się wcisnąć w kąt na tyle, na ile się dało, nie niszcząc przy tym samej ich kryjówki. Lambert był raczej szczupły, choć niespodziewanie kanciasty, jakby miał więcej stawów niż przeciętny człowiek, gdyż suma kolan i łokci, które Jon odczuwał na swoich ciele zupełnie nie zgadzała mu się z ilością kompanów. Cristina natomiast miała czym napierać i w wyobraźni Jona ta zbita z desek latryna, powoli przypominała beczkę i jedyne, co trzeba było zrobić, to poczekać aż wybuchnie.
- Przyjacielu - zwrócił się do Lamberta, a raczej tam, gdzie wydawało mu się, że w ciemności jest. - Nasza droga przyjaciółka odkryła naszą tajemnicę. Najwyższa pora, żebyś wykazał się swoimi słynnymi talentami i pozbył się jej łaskawie. Możesz utopić ją w gnojówce, nie jestem wybredny.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- Jeśli którykolwiek mnie dotknie, zacznę krzyczeć. W środku jest mnóstwo ogierów gotowych pomóc damie w opałach.
- Nie ma powodów do obaw - odezwał się Lambert. - Nie zwykłem podnosić ręki na kobiety. Skąd pani wie?
- Och, dziwne spotkanie w powozie, a potem widok tej samej kobiety w towarzystwie dwóch mężczyzn, z których jednym jest przecież szeroko znany Jon.
- Cisza wybrzmiała głośniej niż klasztorny dzwon. - Zaczęłam się domyślać. Ale dopiero gdy zobaczyłam, jak pan Jon kopie dobrze znaną mi maskę, wszystko stało się jasne.
Jon nawet w ciemności poczuł na sobie spojrzenie Lamberta.
- Zwróćcie panowie uwagę, że weszłam w waszą ptasią grę. Kult Kryttisa nic mnie nie obchodzi, to stado opetancow. Obchodzą mnie pieniądze. A gdy okazało się, że maska przepadła i nie zostanie przekazana do sekty podczas licytacji, ci fanatycy dopadli Vincenta. Dlatego nie pojawił się, by złożyć zeznania.
Lambert szybko skojarzył fakty. Wcześniej podejrzewał znaczenie tatuażu na przedramieniu Vlada, teraz miał już pewność.
- Nasz rosły przyjaciel jest jednym z nich, prawda? Dopadł panią, żeby sprawdzić, czy nie wie pani czegoś więcej o losie maski?
Cristina ptzytaknęła.
Jon poczuł nagłe odepchnięcie. Ściany wychodka zatrzeszczaly, gdy kościste ramię Lamberta cisnęło strażnika na deski. Zaraz w ciemności rozległ się zduszony krzyk kobiety i odgłosy szamotaniny.
Jon przytknął oko do szpary w ścianie akurat w momencie, gdy jego do uszu dotarł charakterystyczny plusk. Nieczęsto miał okazję slyszeć, jak czyjaś głowa zanurza się w zbiorniku pełnym ekstrementow, ale odglos był nie do pomylenia z niczym innym. Dedukcję ułatwił też fakt, że poza gnojówką jedyny zbiornik z płynem stanowiła butelka wina w jego ręku, ale w nią korpulentnej kobiety nie nabiłby nawet Lambert.
W świetle latarni na zewnątrz Jon dostrzegł znajomą sylwetkę. Na makabrycznie zakrwawionej twarzy Vlada wykwitł uśmiech. Wyszedł zza rogu i skierował się wprost na ich kryjówkę, trzeszcząca i chwiejącą się teraz niczym domy w Labiryncie.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Mniej więcej gdy był w połowie przewracania oczami z maksymalnym okazywaniem wyższości, Lambert zdecydował się sprawdzić na ile żebra Jona zegną się do środka bez pęknięcia. Jon wypuścił powietrze z dźwiękiem podobnym, gdy te opuszcza zbyt nadmuchany balonik.
Podejrzany plusk, który był zbyt dosłowny, żeby go zignorować poważnie go zafrasował. Jakkolwiek zdawał sobie sprawę, z czego jego przyjaciel robił specjalizację, to do tej pory nie miał okazji, być jej efektów tak blisko. W sumie też chyba nikt nigdy i tak blisko nie zamordował przy nim kogokolwiek z tak zimną krwią.
Jon był nieco zaskoczony, że Lambert okazał się tak nieczułym i skutecznym zabójcą. Doceniał też jego niebywałą zręczność, by wcisnąć kurpulentną Cristinę w otwór, który był zaprojektowany tak, by raczej w niego nie wpadać.
- Hmpf - stwierdził, gdyż był zbyt wysoko urodzony, by okazywać zdziwienie. W jego domu, jedyna dopuszczalna oznaka zdziwienia brzmiała "och, doprawdy?", w momencie, gdy miało się już dość słuchania.
- Nie żebym cię podpuszczał - mruknął, odrywając oko od szpary w deskach. - Ale jemu nie dasz rady.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Naprzeciw Saryi rozsiadło się trzech mężczyzn, przywodzących na myśl stałych bywalców tego miejsca. Takich, którzy kierują się tu na pięterko z zagadniętymi przy piwie kobietami lub z woreczkiem wypchanym miedziakami zdolnymi rozsupłać niejeden gorset.
- Taka dama zasługuje na lepsze towarzystwo - powiedział ten w środku, siedzący okrakiem na krześle, z brodą położoną na oparciu mebla.
- Taka dama zasługuje na lepsze siedzisko - powiedział ten po prawej, rozciągający ramię po udanym rzucie woźnicą.
- Siedzisko dama ma zajebiste, hehe - powiedział ten po lewej, wyjmujący palec z nosa.
***
Lambert puścił Cristinę i odwrócił się w kierunku Jona. Przytknął oko do ściany i zaraz odskoczył gwałtownie, potykając się o zwiotczałe ciało kobiety i lądując na jej wetkniętej w dziurę w deskach głowie.
Nikły, rozszarpany deskami wychodka blask księżyca oświetlał sztych sztyletu tkwiący w miejscu, w którym jeszcze chwilę temu znajdowały się usta Lamberta.
Potężna siła wyszarpnęła sztylet zza ściany. Na chwilę zapadła cisza, przerywana tylko sapaniem Lamberta, próbującego wstać - z mizernym skutkiem.
A potem rozległ się huk. Jon poczuł, jak drzazgi ranią go w twarz, gdy mocarne szarpnięcie za drzwi wyrwało skobel. W wejściu stał, zasłaniając księżyc, umorusany krwią Vlad. Szczerząc się paskudnie, odrzucił na bok wyrwane z zawiasami drzwi.
- Nawet w latrynie wyczuję smród tchórza - warknął.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Spokojnie, przyjacielu - powiedział, unosząc ręce. - Wiem, czego szukasz. Pozwól, że ci to oddamy, a ty nie zrobisz nam krzywdy.
Ponownie się zastanowił na ile dwie ręce są silniejsze niż cztery i czy może we dwóch nie daliby mu rady. Z drugiej strony jednak, chłop łapska miał wielgachne i Jon obawiał się, że Vlad zgasi mu światło jednym liściem.
Postanowił więc zrobić jak powiedział. Wyciągnął maskę spod płaszcza i niczym licytator na aukcji pokazał ją Vladowi z każdej strony.
- O, a tu widzisz inskrypcje, że to nie tania podróbka - dodał, wskazując jakieś drobne żłobienia, podtykając mu ją niemal pod nos. Po czym po prostu wcisnął mu ją na twarz.
Gdy Vlad opadł jak szmaciana lalka pod mocą maski, Jon spojrzał na Lamberta.
- Lambercie - zwrócił się do niego. - Czy byłbyś skłonny wrazić swój sztylet tu i ówdzie i pozbawić nieboraka życia a nas problemu? Obawiam się, że nie możemy go zabrać ze sobą.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Z rozważań o wątpliwej moralności kolekcji obrazów w umyśle Lamberta wyrwał Jona nagły ucisk na ramieniu. Odruchowo spojrzał w tę stronę i dostrzegł na barku brudną od fekaliów, pulchną dłoń. Odwrócił się i stanął twarzą w twarz z umazaną gównem Cristiną. Rękoma musiała zmazać wcześniej ekskrementy z oczu i ust. Dyszała ciężko.
Jona najbardziej zajmowała jednak druga dłoń kobiety - ta, w której trzymała wyszarpniętą z koka długą szpilę. Brakowało jeszcze tylko, żeby blask księżyca zatańczył na cienkim ostrzu. Jon, nie będący fanem wyświechtanych klisz, docenił, że nic takiego nie nastąpiło.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Zwymiotował obficie wprost na twarz Cristiny i w panice zaczął ściągać z siebie płaszcz. Gdy tylko się z niego uwolnił rzucił nim w kobietę i kopał w szale, starannie obierając za cel tylko te miejsca, które zostały zakryte jego ubraniem. Płaszcz pal licho, ale butów byłoby mu szkoda.
Cristina przewróciła się i Jon musiał trafić w głowę, gdyż chwilowo nie przejawiała żadnych oznak życia. Tylko śmierdziała okropnie.
- Co jest takiego trudnego - wycedził Jon, odwracając się do Lamberta. Dyszał ciężko i starał się doprowadzić do ładu, poprawiając włosy i wycierając usta chusteczką. - W zabijaniu ludzi? Twój sztylet jest gumowy i ten osiłek też zaraz wstanie? Czy ty miałeś poprawki w szkole dla skrytobójców?
- Wybacz - dodał, gdy oddech mu się już uspokoił i upewnił, że reszta jego ubrań pozostała nienaruszona. - Uniosłem się niepotrzebnie. Czy mógłbyś, proszę, upewnić się, że ona już więcej nie wstanie i w ten sposób oszczędzisz mi dalszych wrażeń?
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
A potem wyszarpnął Jona z latryny i pociągnął go za sobą, do muru prowadzącego na podwórze sąsiadującej z lokalem kamienicy. Przeskakiwali na drugą stronę, gdy ktoś wyszedł z restauracji ekscentrycznej bogaczki, by sobie ulżyć. Niedługo potem uszu dwojga mężczyzn dobiegł paniczny krzyk. Wkrótce dołączyły do niego kolejne.
Tego jednak Lambert i Jon już nie słyszeli. Szli środkiem drogi, zataczając się nieco - po części przez spożyty tego wieczoru alkohol, po części ze zmęczenia wywołanego ostatnimi wydarzeniami.
- Nasza droga Sarya nie powinna się o tym dowiedzieć - powiedział nagle Lambert, celując w Jona palcem. - A ty powinieneś się dowiedzieć, że ufajdałeś sobie oficerki.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Chcę żebyś wiedział - stwierdził, bardzo dokładnie szorując oficerki. - Że to było absolutnie obrzydliwe. Nie będziemy do tego wracać, nie będziemy o tym rozmawiać ani o tym myśleć. Ludzie nie powinni ot tak niezapowiedzianie wychodzić z szamba. Zwłaszcza martwi.
- Chodźmy do niej i jedźmy po tych dwóch głąbów. Niech ta noc się już skończy.
Jon poprowadził Lamberta nimnarejską Aleją Gwiazd, gdzie można było znaleźć pełno odcisków dłoni ludzi, którzy wracali do domu na czworaka.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Nagle zza rogu wyjechał powóz straży. Syrena wyła wściekłe, dając przechodniom szansę na podjęcie decyzji o zejściu z drogi, zanim rozpędzone konie zadecydują za nich.
Strażnicy ominęli Lamberta i Jona, gnając w stronę Świętego Gaju. Trzeba im przyznać, że zjawili się w okolicy niezwykle szybko. Widać brak Jona na zmianie służył wysokiemu morale na posterunku.
- Do tej pory - zaczął Lambert, znów kopiąc kamień, który towarzyszył mu od kilku metrów - wdaliśmy się w niejedną burdę i podbiliśmy niejedno oko. Dziś dużo się zmieniło, Jon. Wziąłeś udział w rzeczach, które po wyjściu na jaw będą kosztować cię posadę, majątek i te strzępki dobrego imienia, które ci jeszcze zostały. Wiesz o tym?
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Zamachnął się, żeby dołączyć do zabawy, ale doszedł do wniosku, że jego oficerki wycierpiały się już dość, więc zrezygnował z kopania kamienia przed siebie i zostawił go w spokoju.
- Lambercie - zaczął, uśmiechając się szeroko i wyciągnał przed siebie palce, by po kolei je zaginać. - Pierwsza osoba, która mogła nas ze sobą połączyć wącha już kwiatki od spodu, druga zresztą też, do czego na raty doprowadziłeś. Trzecia brała z nami udział, więc nie podejrzewam, że nas wyda. Czwartym jest nasz ekspert od masek, który nie wyglądał, jakby był zainteresowany współpracą ze strażą.
- Więc jak jest? - zapytał, unosząc ostatni pozostały mu palec, czyli kciuk. - No pewnie, że tak jest!
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- To pięknie, Jon, cieszę się - przyznał, po raz kolejny kopiąc kamień. - Co myślisz o tej masce? Co chciałbyś z nią zrobić?
Kamień pokoziołkował po bruku i wylądował pod nogami chłopca w kaszkiecie, sprzedającego wieczorne wydanie Pogłosów Nimnaros. Musiał już kończyć zmianę, bo pozostało mu zaledwie kilka sztuk gazety, a i sił musiało zaczynać mu brakować, bo nie wykrzykiwał już nagłówków co bardziej chwytliwych artykułów.
***
Mężczyźni, ku zaskoczeniu Saryi, nie rzucili się sobie do gardeł. Zamiast tego wybuchnęli śmiechem.
- Dowcipna, co?! - Ten pośrodku uderzył w stół otwartą dłonią, nie przestając się śmiać. - Jeszcze bardziej mi się podobasz!
I być może ten wieczór potoczyłby się miło. Być może śmiechom nie byłoby końca, a Sarya zyskałaby trzech sympatycznych kompanów do wieczornych spacerów. Być może nawet ten dłubiący w nosie okazałby się intelektualistą z całą kopalnią anegdotek.
Tego Sarya miała się nigdy nie dowiedzieć.
A wszystko przez woźnicę. Udało mu się już stanąć na nogi. I najwyraźniej uznał, że takie ośmieszenie go przed kobietą, która zaczynała mu się już jawić jako kobieta jego marzeń, to zbyt wiele. Zbyt wiele, by mógł przejść nad tym do porządku dziennego, zignorować to i udawać, że nic się nie stało. Przegrać, zanim gra się zaczęła - jak czynił po wielokroć w swoim niedługim życiu.
Dlatego teraz chwycił za wolne krzesło i roztrzaskał je na głowie najbliższego z mężczyzn. Tamten nie zdążył zareagować. Upadł, a w czasie krótkiej podróży ku podłodze przydzwonił głową o kant stołu, aż zadudniło.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Zamilkł chwilowo, przeglądając pobieżnie nagłówki takie jak "Zuchwały napad dwóch przebierańców na szanownego obywatela Nimnaros", lub "Czy możemy czuć się bezpiecznie? Czyli rozbój w biały dzień z użyciem niebezpiecznego stroju" oraz "Kompromitacja straży miejskiej, czy geniusz zbrodni?", a nawet "Potężny wąs przestępczości uniemożliwia licytację". Jon bardzo się ucieszył z ostatniego, chociaż jego uwagę przykuł również "Robótki ręczne dla ubogich", ale w trakcie okazało się, że to niezupełnie, to o czym myślał i nie znalazł żadnych porad dla początkujących o szydełkowaniu tylko mnóstwo sprośnych porad do samogwałtu.
- Piszą o nas - zaśmiał się, wskazując Lambertowi palcem poszczególne strony i niemal wypalcował pół gazety, bo widocznie nic ciekawszego się chwilowo nie działo. - A jeżeli chodzi o maskę, to nie ukrywam, że jestem niczym jądra przy stosunku. Po prostu cieszę się, że biorę w tym udział. Trochę się poobijam, ale jeżeli chodzi o pracę głową, to twoja działka.
- Chuju - dodał po namyśle, jakby metafora nie była zbyt czytelna.
- Swoją drogą ciekawe co robi Sarya - mruknął. - Pewnie świetnie się bawi. Najukochańsza to świetny lokal. W sensie bar pod nią, a nie ten obskurny bordel z głównego wejścia. Może chlapniemy po jednym zanim tam dotrzemy?
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Ryd uchylił się przed niezidentyfikowanym obiektem latającym, dopadając do Saryi. Na twarzy miał rumieńce, a w oczach ogniki. Złapał kobietę za rękę, by wyciągnąć ją z tego zamieszania. Szybko zreflektował się, co zrobił - spojrzał na ich dłonie, a czerwona dotąd twarz teraz przybrała wręcz bordowy odcień.
- Chodźmy! - powiedział, chrząkając, po czym pociągnął Saryę w stronę wyjścia.
I wtedy drogę zastąpił mu jakiś łazęga z twarzą pokrytą bliznami po ospie. Zamachnął się - uzbrojona w kastet dłoń spadła na skroń Ryda, powalając go na ziemie. Bliznowaty przeniósł wzrok na Saryę. Przejechał językiem po spierzchniętych ustach.
***
Lambert spojrzał Jonowi przez ramię. Szybko przebiegł wzrokiem tytuły kilku artykułów. Nie było tam jednak niczego, czego by się nie spodziewał - ich skok był wyjątkowo zuchwały i nie ulegało wątpliwości, że prasa zacznie się o tym rozpisywać, gdy tylko sprawa wyjdzie na jaw. A w Nimnaros sprawy wychodziły na jaw lotem błyskawicy.
- Och, jestem przekonany, że jest zadowolona - przytaknął po chwili namysłu. - Nie zamknęli jeszcze tego burdelu? Byłem pewien, że mieli duże problemy, kiedy właściciel okazał się być zamieszanym w przemyt paju.
W oddali znów rozległy się dźwięki wozu straży miejskiej. Lambert odwrócił się przez ramię.
- Myślę, że nie powinniśmy zatrzymywać się w tej okolicy ani chwilę dłużej. Wypijemy na miejscu - zadecydował.
Przez chwilę szli w milczeniu.
- Jak się czujesz? Odkąd rano założyłeś maskę, czujesz coś więcej niż wstręt do niej?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Ani się Sarya obejrzała, ta dwójka tłukła się już ze sobą, choć dryblas z początku nie wiedział, jak został zaangażowany w starcie.
W pomieszczeniu panował chaos. Ktoś zastawił drzwi ławą i wskoczył na nią, wypatrując tchórzy, którzy próbowaliby wyjść. Kto inny biegał pomiędzy walczącymi, z dzikim rykiem zrzucając ze stolików te resztki zastawy, które jakimś cudem uchowały się na nich do tej pory. Jeszcze ktoś wykorzystał zamieszanie, by wskoczyć za ladę i podstawić łeb pod kranik i zalać się wodospadem piwa.
I właśnie patrząc na tego ostatniego, Sarya dostrzegła coś jeszcze. Młoda barmankę, która blada ze strachu prostowała się właśnie z gotową do strzału ciężką kuszą. Broń latała w jej rozchwianych rękach.
Można pomyśleć, że wszystko było jak należy - banda pijanych, awantura i nadchodzący nieubłaganie bełt, mogący trafić w podłogę, ścianę lub kogoś. Tyle tylko, że ten bełt nie da się sprać jutrzejszego poranka, a moralniak autorki może towarzyszyć jej przez długie lata w więziennej celi.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Och, wysmienicie - skwitowal, nie chcac wchodzic w szczegoly swojego samopoczucia, nad ktorym aktywnie pracowal.
- Sarya pewnie poszla przypudrowac nosek - stwierdzil, rozgladajac sie po niezbyt zatloczonym lokalu i popijajac wino.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Właścicielka Najukochańszej co jakiś czas wychwytywała spojrzenie któregoś z gości. Robiła wtedy przepraszającą minę i bezradnie rozkładała ręce. Chciałabym, ale nie zaradzę, mówił ten gest.
Wnętrze było urządzone z klasą - nie był to może poziom Świętego Gaju, ale zdobiony żyrandol odpowiednio rozświetlał sporą salę, rzucając na stoliki klimatyczny blask. Teraz jednak żyrandol trząsł się niebezpiecznie, gdy na górze trwała awantura.
- Dobrze, że nie przyszło nam do głowy zaproponować Saryi tej speluny na górze. To nie miejsce dla damy jak ona. - Lambert czknął. Gdy znów znalazł się w ciepłym wnętrzu, poczuł, jak bardzo jest zmęczony i ile kosztował go ten dzień.
Jon także ledwo powstrzymywał zmęczenie.
- Jedna kolejka, aż nasza dama się nie zjawi, idziemy zająć się strażnikami i kończymy na dziś. Swoją drogą, jesteś pewien, że tamci dwaj nie napsują nam krwi puszczeni samopas?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Licząc, że magia się utrzyma, Sarya upewniła się, że Ryd stoi pewnie na nogach, z dala od najprostszej drogi ucieczki z przybytku i wskoczyła na stół i gwizdnęła, a wręcz GWIZDNĘŁA, przecinając zgiełk burdy i krzyki walczących.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Ludzie rzucili się do drzwi i okien. Przez ogłuszający ryk tłumu przedarł się trzask pękającej szyby. Sarya dostrzegła, jak przed jej oczami przemknął wypuszczony przez barmankę bełt i z głuchym stuknięciem wbił się głęboko w deskę po drugiej stronie sali.
Jednego Sarya nie przewidziała - że znaleźć się na stole, koło którego przemknie zaraz spanikowany tłum, oznacza mieć mnóstwo zaufania do jakości tego stołu. Niestety, mebel w niczym nie ustępował klasie tutejszych gości - krzywe nogi i regularne przybijanie gwoździa w blat z nadzieją, że to pomoże jakoś przetrwać kolejny dzień.
Stolik zachwiał się, gdy kilka pierwszych osób potrąciło go w dzikim biegu. Sarya próbowała manewrować, ale wtedy ktoś potknął się o mebel, trącając go w drugą stronę. Kobieta spadła na ziemię, wprost pod nogi kotłujących się klientów.
Przez chwilę bała się, że ją zadepczą. Że umrze tu pod brudnymi od błota podeszwami.
I wtedy okazało się, że stół był dopiero początkiem listy rzeczy, którymi właściciel już dawno powinien się zająć. Sarya z przerażeniem spostrzegła, że deski na podłodze pod nią pękają pod naporem dziesiątek par nóg. Spadła na nią trwoga, kiedy zorientowała się, że szczelina nieubłaganie robi się coraz większa.
***
Jon tłumaczył akurat Lambertowi, że tamta dwójka strażników ledwo radzi sobie ze znalezieniem swojej dupy w wychodku, kiedy rozległ się trzask.
Obaj spojrzeli ku górze, na powiększająca się szparę w suficie.
I nim zdążyli cokolwiek zrobić, rozległ się huk, a z sufitu posypały się deski, kurz i... Sarya.
Przesądni mogliby to nazwać zrządzeniem losu, pobożni - bożą łaską, a uczeni w piśmie imperatywem narracyjnym. Bez względu na semantykę, fakty były takie, że kobieta szczęśliwie trafiła wprost na obity materiałem stołek, na którym chwilę temu Jon trzymał zarzucone nogi.
Kobieta była w szoku. Mężczyźni także. W nie mniejszym szoku byli klienci ze stolików obok i właściciele zdziwionych twarzy, przypatrujący się wszystkiemu przez dziurę w suficie.
Przez chwilę panowała cisza. A potem ktoś na górze krzyknął.
- Ludzie! Tędy! Tędy uciekniemy przed trądem.
W otworze w suficie pojawiła się para nóg.
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
- Czesc, piekna - powiedzial, nachylajac sie z szelmowskim usmiechem. - Bolalo jak spadlas z nieba?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Na pytanie, czy to pora by wyjsc tylko kiwnal glowa i poprowadzil ich w glab lokalu. Wepchnal sie za bar i ruszyl na poszukiwanie tylniego wyjscia.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Jon wykorzystał wzbierające zamieszanie, by przeprowadzić towarzyszy do wyjścia przez zaplecze. Wkrótce znów stali pod nocnym nimnarejskim niebem. Zrobiło się chłodno, a księżyc przysłoniły chmury. Sarya zdała sobie sprawę, że w światłocieniach rzucanych przez latarnie twarze jej towarzyszy sprawiają nieco upiorne wrażenie. Słowa Jona o Cristinie rozbrzmiewały w jej uszach, dudniąc dwuznacznościami.
Lambert westchnął. Narastało w nim zmęczenie. Czuł, że wypite przed chwilą z Jonem piwo tylko odrobinę odsunęło w czasie nieubłaganie zbliżającego się kaca.
- Moi drodzy - powiedział, choć w jego tonie czuć było, że wolałby rozpocząć to zdanie od soczystego przekleństwa - zajmijmy się sprawą naszych szanownych strażników i odpocznijmy. Należy nam się. Jon, zaprowadzisz nas do nich?
Wyszli zza rogu. Na ulicy wciąż stał powóz, którym przyjechała tu Sarya.
- Gdzie woźnica? - zapytał Lambert.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Jon
- Posty: 69
- Rejestracja: 06 maja 2022, 16:16
Mrugnął pojednawczo.
- Więc na moje, to możesz przytaknąć. Popilnuj wozu.
- Saryo - zaczął, gdy przebijał się sąsiednim oknem i czyjąś nogą oczyszczał je z odłamków szkła. - Wybacz mi. Oczywiście, że popełniłem błąd, pozwalając ci udać się bez nas. To niedopatrzenie będzie nawiedzać mnie latami. Nasz drogi przyjaciel, mimo jego niezbywalnych zalet, nie mógł zapewnić ci bezpieczeństwa i znajomości miasta, na jakie niechybnie zasługujesz - perorował tak, przechodząc pomiędzy nieprzytomnymi, uchylając się przed fruwającymi butelkami, raz tylko odprowadził wzrokiem włócznię, która mignęła mu przed oczami, by wbić się w jednego z awanturników.
Nogą rozgarniał leżące ciała i wciąż kotłujących się ludzi w poszukiwaniu znajomej twarzy, kątem oka wciąż obserwując Saryę, która zdawała się robić to samo. Nie wyglądała na szczególnie udobruchaną.
Przyłożył się tym bardziej i akurat spostrzegł znajomą sylwetkę, gdy nad głową śmignął mu lecący topór. Jako że Ryd nie był budzącej podziw postury, Jon z łatwością złapał go pod pachy i uniósł wysoko, aby pokazać go Saryi, w nadziei, że ta trochę im odpuści.
- Hej, mam go! - radośnie przekrzyczał tłum.
Niestety nie spodziewał się, że za toporem poleci wielki cynowy gar, który łupnął woźnicę w głowę aż zadudniło i biednemu Rydowi tylko łeb opadł na plecy, jak szmacianej lalce.
Nie czekając na dalsze urazy, swoje lub innych, wzruszył ramionami i bezceremonialnie wyrzucił Ryda przez okno, którym tu wszedł.
- Tuż za tobą - powiedział i uśmiechnął się pięknie, przepuszczając ją do okna.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości