Szulernia „Pod Rzuconymi Kośćmi”
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees słuchał, jak jego przełożony wymienia potrzebny straży ekwipunek. Przez chwilę miał nadzieję, że podniesiony głos i coraz większa pasja świadczą o głębokim żalu, przeszywającym serce Heinreicha, na myśl o brakach magazynowych. Szybko jednak został sprowadzony na ziemię. Złość wywołała jego sugestia.
Westchnął w duchu. Cóż więcej mógł zrobić. W koszarach przejął niewdzięczną funkcję łącznika pomiędzy szeregowymi a przełożonymi. Teraz miotał się więc pomiędzy tymi dwoma szczeblami, starając się balansować na tej rozgrzanej do czerwoności przez ognisty temperament Heinreicha linie.
Raz szło lepiej, raz gorzej. Teraz, musiał przyznać, poszło mimo wszystko lepiej. Dostał co prawda naganę, ale prośba kolegów z niższego szczebla została przekazana, ziarno zasiane, a tyrada nie trwała zbyt długo.
- Oczywiście, sir. Problem rozwiązany. - Więcej słów nie musiało paść. Nie powinno.
Gdy to powiedział, przed oczami stanął mu widok płonącego zakładu lichwiarza. Wspomnienie gryzącego nozdrza dymu było w nim jeszcze żywe. Był to chyba pierwszy raz, kiedy Valees poczuł odór płonącego ludzkiego ciała. Omal wtedy nie zwymiotował.
LIczyło się jednak to, że lichwiarz zniknął, a ślady zostały zatarte. Przypadkowe zaprószenie, wpisano w raportach. Śmierć w wyniku licznych poparzeń. Tragedia, ale całkowicie niezawiniona.
Niech tak zostanie.
Westchnął w duchu. Cóż więcej mógł zrobić. W koszarach przejął niewdzięczną funkcję łącznika pomiędzy szeregowymi a przełożonymi. Teraz miotał się więc pomiędzy tymi dwoma szczeblami, starając się balansować na tej rozgrzanej do czerwoności przez ognisty temperament Heinreicha linie.
Raz szło lepiej, raz gorzej. Teraz, musiał przyznać, poszło mimo wszystko lepiej. Dostał co prawda naganę, ale prośba kolegów z niższego szczebla została przekazana, ziarno zasiane, a tyrada nie trwała zbyt długo.
- Oczywiście, sir. Problem rozwiązany. - Więcej słów nie musiało paść. Nie powinno.
Gdy to powiedział, przed oczami stanął mu widok płonącego zakładu lichwiarza. Wspomnienie gryzącego nozdrza dymu było w nim jeszcze żywe. Był to chyba pierwszy raz, kiedy Valees poczuł odór płonącego ludzkiego ciała. Omal wtedy nie zwymiotował.
LIczyło się jednak to, że lichwiarz zniknął, a ślady zostały zatarte. Przypadkowe zaprószenie, wpisano w raportach. Śmierć w wyniku licznych poparzeń. Tragedia, ale całkowicie niezawiniona.
Niech tak zostanie.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Jako że broń palna to w Calivanie raczej rzadkość, potraktujmy Waszą konwersację w charakterze nostalgii za utraconą technologią i pragnienia, żeby kiedyś została odtworzona 
Wyjaśnienia w osobnym temacie: viewtopic.php?f=7&t=17&p=2086#p2086
Wyjaśnienia w osobnym temacie: viewtopic.php?f=7&t=17&p=2086#p2086
- Jesteś cały? - Wydyszał Mikay, wstając na nogi.
Obok niego Bobi stękał na podłodze, zalewając się krwią cieknącą z rozciętej butelką głowy. Nie dało się zrozumieć jego bełkotów.
- Skurwiel - wysyczał Mikay przez zaciśnięte zęby, odwracając się w stronę Heinreicha. - Jebany, wąsaty skurwiel!
Schylił się po roztrzaskane krzesło, chcąc wyłamać z niego nogę, jednak niemal natychmiast się rozmyślił. Dobył trzymanego za pasem sztyletu, zdecydowany na prucie flaków. Jak na kogoś, kto przed chwilą oberwał po łbie drewnianą lagą, trzymał się na nogach bardzo pewnie. Ruszył w stronę dwójki strażników, żądny rewanżu.
Paves cały czas kontrolował sytuację i widząc na co się zanosi, wstał powoli zza stołu z twarzą jak zwykle nie zdradzającą żadnej emocji.
- Nie - zatrzymał się, czując na ramieniu dłoń Calvina. - Nie chcę zadymy. Ja to załatwię.
Paves westchnął głęboko, ale posłuchał i usiadł z powrotem obok Jael. Odprężył się, wiedział, że wkroczenie Calvina doprowadzi do pogodzenia zwaśnionych. Ale i tak obserwował scenę.
- Przepraszam, młoda damo - Calvin uśmiechnął się uroczo do Jael. - Obowiązki gospodarza. Zaraz dokończymy.
Śmiałym krokiem ruszył w stronę środka izby. Widząc to, Mikay zatrzymał się i natychmiast zwrócił się do niego.
- Nie daruję mu! - Wykrzyknął rudowłosy hazardzista, wskazując Heinreicha sztyletem. - Kurwa, nie daruję!
- Schowaj - głos Calvina był spokojny, ale stanowczy. - Widziałem co zaszło. Dziesięć procent do wygranej w ramach rekompensaty za uszczerbek i zapominacie o uszczerbku.
Twarz Mikaya złagodniała.
- Piętnaście.
- Dziesięć. Schowaj, powiedziałem.
Mikay schował sztylet, a Calvin odwrócił się w stronę krwawiącego Bobiego. On też nie ucierpiał aż tak bardzo, jednak ranę trzeba było opatrzeć.
- Hervet - powiedział do barmana, podchodząc do kontuaru. - Zajmij się tym nieszczęśnikiem, bo zaplami krwią całą podłogę. I sprzątnij ten sajgon - dodał, wskazując na przewrócony stół i rozwalone krzesło. - Mój drogi - zwrócił się do Valeesa. - Czy mógłbyś mu pomóc?
Młody kapral pojął w lot, że to wcale nie było pytanie a polecenie. Zawahał się, gdyż był nauczony przyjmować polecenia wyłącznie od przełożonych, jednak w głosie Calvina było coś, co nie pozwalało mu się sprzeciwić. Wiedział ponadto, że Calvin znał się z jego porucznikiem i był dla niego ważnym kontaktem, toteż wolał nie narażać się na zepsucie dobrych relacji ani tym bardziej gniew Heinreicha. A może Calvin miał coś ważnego do przekazania porucznikowi i chciał zostać z nim sam na sam? Miał nadzieję, że kiedyś będzie dopuszczany do konfidencji, ale wiedział, że nie zasłuży na to pyskówkami. Skinął głową i odszedł za Hervetem. Calvin uśmiechnął się i odpowiedział skinięciem.
- Nie lubię, gdy ludziom dzieje się tu krzywda - Zaczął z wyrzutem, gdy zostali sami. Usiadł na zydlu przy barze, niby niepozornie opierając nogę na szczeblu i eksponując wypucowanego na błysk buta. - Co cię gnębi, przyjacielu? Mam nadzieję, że u dzieci wszystko w porządku.
Zadbał, by w jego głosie zabrzmiała troska. Wiedział, że to czuły punkt porucznika. Odczekał chwilę, po czym zapytał.
- Jesteś wolny jutro po zmierzchu? Może chciałbyś wyjść na miasto z kolegami z pracy?
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees stał z założonymi rękoma, patrząc, jak Hervet zajmuje się poobijanym hazardzistą. Czuł się dziwnie. Po pierwsze, wcale nie chciał służyć pomocą komuś, kto przed chwilą wymachiwał sztyletem w - mniej więcej - jego kierunku.
Po drugie teraz, gdy widział zakrwawioną twarz i nachodzącą na lico nieszczęśnika opuchliznę, czuł się w pewnym stopniu zażenowany. Jak za ojca, który przesadzi z alkoholem na weselu i zrobi z siebie idiotę przed wszystkimi gośćmi.
- Herr Heinreich musi się jeszcze nauczyć, że w grze w kości chodzi o rzucanie tymi małymi kosteczkami, a nie gnatami przeciwników - zażartował w stronę Herveta, chcąc rozluźnić atmosferę.
Poniewczasie zdał sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć jak żart z opatrywanego i dolać oliwy do ognia. No cóż, najwyżej.
-
Chromy
- Posty: 16
- Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
Jael przełożyła nogę na nogę i z uśmiechem obserwowała całe zajście. Jej mina pokazywała różne emocje, ale ostatecznie prezentowała sobą ładnie odegrany spokój. Można je było odczytać następująco.
„Tak? Ja tutaj jestem? W tej mordowni? O jaki piękny uroczy dzień. Wow! Panowie chyba się nie zgadzają. To tulipan? O! Jaki Ładny!"
Potem gdy przyszło do rozmowy zupełnie utraciła zainteresowanie tym tematem. Czekając na Calvina w końcu oparła swoje ręce na stole, prawie się na nim kładąc. Zaczęła się lekko bujać, szybko wyczuwając, że stół ma nierówne nogi. Było to coś, co w definitywny sposób zakłócało porządek tego świata, dlatego chwilę później można było zobaczyć Jael, która siedząc w kucki próbowała namierzyć, która noga u stołu jest za krótka. Przy okazji już się zastanawiała nad tym, co tam można podłożyć by osiągnąć ten perfekcyjny balans równego stołu.
„Tak? Ja tutaj jestem? W tej mordowni? O jaki piękny uroczy dzień. Wow! Panowie chyba się nie zgadzają. To tulipan? O! Jaki Ładny!"
Potem gdy przyszło do rozmowy zupełnie utraciła zainteresowanie tym tematem. Czekając na Calvina w końcu oparła swoje ręce na stole, prawie się na nim kładąc. Zaczęła się lekko bujać, szybko wyczuwając, że stół ma nierówne nogi. Było to coś, co w definitywny sposób zakłócało porządek tego świata, dlatego chwilę później można było zobaczyć Jael, która siedząc w kucki próbowała namierzyć, która noga u stołu jest za krótka. Przy okazji już się zastanawiała nad tym, co tam można podłożyć by osiągnąć ten perfekcyjny balans równego stołu.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Hein siedząc obok Valeesa prócz coraz to większego upojenia, wpadał też w coraz to większą paranoje. Po jego wybuchu wściekłości emocje może i opadły już z jego strony, jednak nie można było tego powiedzieć o reszcie klienteli, którzy to co jakiś czas rzucali nieprzyjemne spojrzenia. Ciekawscy. Głupie gapie jedyne co mogą to lampić się na nie swoje sprawy i nie było to dla niego niczym niezwykłym. Wątpił by się pofatygowali do niego.
Jednak jeśli chodzi o spraną przez niego dwójkę, to tutaj sprawa wyglądała znacznie zabawniej. Można było wręcz poczuć nosem chęć mordu jaka była kierowana w jego stronę. Zerkając za siebie mógł też dostrzec jak jeden z nich spogląda na niego z nienawistnym spojrzeniem. Porucznik uśmiechnął się. Nie był to krzywy uśmiech, nie był to także uśmiech szyderczy. Był to szczery, sadystyczny uśmiech. Odwrócony plecami od zagrożenia czuł jak jego własne myśli zaczynają huczeć, grzmieć i krzyczeć w głowie. Położył dłoń na swoim Streit, nie mogąc doczekać się, aż tamta portowa szuja podejdzie. W końcu byłby to zamach na oficera, więc mógłby sobie pozwolić na znacznie więcej... swobody. I właśnie ta perspektywa swobody przywoływała na jego twarzy tak szeroki uśmiech. Czekał. Zamachowiec był coraz bliżej, a Heinreich zaczynał chichotać cicho podekscytowany. Oczyma wyobraźni już widział jak łamie mu kolano, jak uderza go w skroń z takim impetem, że aż mu oko wypływa z oczodołu. Będzie krzyczał pewnie. I na to liczył.
Jednak wtedy pojawił się Calvin i cała jego radość szlag jasny trafił. Uspokoił sytuację, wyprosił jego kościanych "kolegów" i jeszcze przysiadł się do niego. Staruch wydał z siebie pomruk niezadowolenia i skupił się na swojej szklance, którą to opróżnił do dna po raz kolejny dzisiaj. I tyle by było z zabawy. Liczył na to, że Blondynek będzie kompletnie zajęty rozmową z tą dziwną dziołchą przy jego stole i nie zwróci, aż tak dużej uwagi na jego "incydent". Tak jednak się nie stało i teraz właściciel szulerni siedział przy barze tuż koło niego. Tiaaa...
Relacja jego z Calvinem była dość unikalna. Chłopak był jedną z nielicznych osób, których Porucznik traktował z czymś co można by nazwać zalążkiem szacunku. Osobiście przypieprzył mu tylko raz w życiu, na początku ich znajomości. Poza tym jednym razem, jakoś się trzymał w rydzach. Nie wyklinał też go od największych szui i gnojków, choć chętnie by chciał. Nie ignorował też tego co mówił, nawet szanując jego zdanie. Gdyby nie fakt, że Porucznik był kawałem tęgiego skurwysyna to można by nazwać ich nawet dobrymi znajomymi. Hein słysząc Blondyna zignorował pretensje o krzywdzeniu ludzi. Ciągle komuś działa się krzywda i nie widział w tym żadnego problemu, szczególnie jeśli byli to jakieś darmozjady lub przestępcy. Jednak krzywdzenie ludzi na ulicy, a w szulerni to była spora różnica, a przynajmniej tak było dla właściciela. Więc choć bardzo nie chciał musiał to jako tako "uszanować".
- Dzieciory radzą sobie. Młody Janek przyucza się zawodu, wysłałem go na praktyki wczoraj. Hania uczy się o ziołach i rabatkach, bo chce być lekarką. Zosia jak zawsze ogarnia całe gospodarstwo i jeszcze robotę załapała jakąś. A u mnie jak widać. Chujowo. - Powiedział nieco łagodniej schodząc z tonacji swojego burzliwego i zachrypiałego głosu. Mimowolnie spojrzał się na obuwie Calvina i poczuł się bardzo zadowolony widząc, jak zadbane i czyste są. Poza tym jakoś tych skórzanych trzewików była dość wysoka, nie mogła być to zwykła skóra ze świni lub konia. Ciekawiło go z jakiego zwierza są...
Słysząc ostatnie zdanie, oczy porucznika rozszerzyły się, a on sam spiął się lekko. W jego głowie pojawił się natłok myśli dotyczących charakteru tej prośby. Chodziło o interesy? Przysługę? Pretensję? Ostrzeżenie? Czy może... chodziło o Słuszną Sprawę? Palcami zaczął kręcić pustą szklankę po blacie, smakując w ustach zadane pytanie. Cokolwiek by to nie było, współpracowanie zawsze wychodziło mu na rękę. Nie widział powodu by odsyłać go w diabły.
- A mógłbym. Nocne patrole mógłbym wznowić, problem to nie jest. Gdzie i dlaczego?-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Paves rzucił w stronę Jael znudzone spojrzenie. Obserwował w milczeniu jak dziewczyna wierci się na ławie i szuka czegoś pod stołem.
- Wszystko w porządku? - Zapytał od niechcenia.
Nie miał ochoty wdawać się z nią w rozmowę. W ogóle nie miał teraz ochoty siedzieć przy tym stole. Najchętniej skułby mordy zadymiarzom. Każdemu bez wyjątku. Bobi i Mikay dostawali od niego lanie wiele razy, ale porucznika Calvin zabronił mu dotykać. Sprał go tylko raz, dawno temu, gdy wywołał w szulerni pierwszą awanturę przy swojej pierwszej wizycie tutaj. Podniósł wtedy rękę na Calvina. Paves nie przypuszczał, że tamto wydarzenie stanie się preludium do współpracy pomiędzy Heinreichem a Calvinem, ale okazało się, że obaj mają sobie nawzajem sporo do zaoferowania i w tłoku miejskich intryg politycznych zwyczajnie nawzajem się potrzebowali. Paves tolerował więc wybryki Heinreicha.
***
Hervet zaśmiał się sucho z żartu Valeesa.
- Tak, trochę musi się jeszcze nauczyć - potwierdził, opatrując krwawiącą głowę Bobiego. - Przytrzymaj mi tutaj. O, i jeszcze tu. Właśnie tak, dobrze. No, gotowe. A do takich kości - barman spojrzał na kaprala - też znalazłby graczy. W labiryncie. Patrolujecie labirynt? Pewnie nie. A przydałoby się. Nasz porucznik porzucałby sobie kośćmi, oj porzucałby - dokończył z uśmiechem.
***
Calvin położył rękę na ladzie. Patrzył prosto na Heinreicha, chcąc ściągnąć jego wzrok.
- Nasz wspólny znajomy rośnie w siłę - powiedział cicho, ale wyraźnie. - Słyszałem, że zgromadził sporo broni, słyszałem też gdzie ją przechowuje.
Zamilkł, obserwując reakcję Heinreicha. Ten siedział bez ruchu,
- Spisy, miecze, kusze - ciągnął paser. - Przydałoby się coś takiego w straży?
W oku porucznika pojawił się błysk. Calvin na to czekał.
- Jutro pod osłoną nocy będą przewozić wszystko do faktorii. Trzeba przechwycić transport, bo z tej twierdzy już tego nie zabierzemy. Dzielimy się po połowie. Co powiesz?
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Myśli Valeesa uciekły w kierunku Labiryntu - jego wąskich uliczek, pełnych postawionych byle jak i byle gdzie chat, lepianek i szałasów. Jego pozbawionych marzeń, żyjących byle jak i byle gdzie mieszkańców. Jego złej sławy i niepisanego prawa w straży, by podczas nocnych patroli trzymać się byle jak najdalej i byle gdzie indziej.
A jednak Valees nie zawsze się do tego stosował. Gdy przybył do miasta, wielokrotnie słyszał, że skończy w Labiryncie, jak inne przybłędy. Gdy udał się tam po raz pierwszy, zrozumiał, że oznaczałoby to śmierć. Heinreich pozwolił mu tego uniknąć, tym samym ratując mu życie.
- Straż dokłada starań, by główne arterie Labiryntu pozostawały drożne - odparł mechanicznie. Słyszał te słowa zbyt wiele razy. - Coś cię wiąże z tamtym rejonem?
A jednak Valees nie zawsze się do tego stosował. Gdy przybył do miasta, wielokrotnie słyszał, że skończy w Labiryncie, jak inne przybłędy. Gdy udał się tam po raz pierwszy, zrozumiał, że oznaczałoby to śmierć. Heinreich pozwolił mu tego uniknąć, tym samym ratując mu życie.
- Straż dokłada starań, by główne arterie Labiryntu pozostawały drożne - odparł mechanicznie. Słyszał te słowa zbyt wiele razy. - Coś cię wiąże z tamtym rejonem?
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Hervet popatrzył na Valeesa z politowaniem. Wiedział, że straż unika labiryntu jak zarazy, bo nie jest dość silna, aby zmierzyć się z czyhającymi tam zagrożeniami. Powód zrozumiały i w zasadzie akceptowalny dla rozsądnych ludzi, wszak każdy wiedział jak jest. Barmanowi imponował jednak zapał młodego strażnika, z jakim dążył do ukazania w jak najlepszym świetle organizacji, której był członkiem.
- Inny świat, Valees - odparł z zadumą. - Ludzie, którzy stracili wszystko co mieli, każdego dnia walczący o przetrwanie. Bieda i głód posuwa ich do kradzieży i przemocy. A taki klimat przyciągnął tam najgorsze szumowiny z innych dzielnic. Dilerzy paju, przemytnicy, złodzieje, mordercy. A zaczęło się od pożaru, dużego pożaru, bo jakiś naćpany kretyn podłożył ogień. Twój porucznik sporo o tym wie, zapytaj go o to jak będzie miał lepszy dzień - powiedział poważnie, zerkając na Heinreicha.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees uśmiechnął się lekko. Imię jego przełożonego rzadko pojawiało się w jednym zdaniu z frazą "lepszy dzień", chyba że poprzedzoną słowami "zrujnował komuś". Strażnik czuł szacunek i wdzięczność wobec Heinreicha, nie pozostawał jednak w niego ślepo zapatrzony. Miał pełną świadomość, że staruszkowi można wiele zarzucić i towarzyszący mu zwykle humor zbitego psa był jedną z drobniejszych przewin.
Mężczyzna skończył wiązać opatrunek na czole jednego z nieszczęsnych hazardzistów. Niby przypadkiem, ściągnął odrobinę zbyt mocno.
- Mawiają, że mordercy i złoczyńcy są po obu stronach barykady, ale jedni mają na to stosowne papiery - skwitował filozoficznie, co pewnie rozbawiło Herveta.
Mężczyzna skończył wiązać opatrunek na czole jednego z nieszczęsnych hazardzistów. Niby przypadkiem, ściągnął odrobinę zbyt mocno.
- Mawiają, że mordercy i złoczyńcy są po obu stronach barykady, ale jedni mają na to stosowne papiery - skwitował filozoficznie, co pewnie rozbawiło Herveta.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Bronie, zbroje, sprzęt, transport, "przyjaciel" i FAKTORIA. Te kluczowe słowa huczały po jego głowie wywołując w nim koktajl emocji. Chwycił z całej siły kufel w dłoni omal go nie rozbijając. W jego oku pojawił się nerwowy tik nerwowy, a w żołądku zabulgotało od całego tego piwska co wypił. Beknął głośno pozbywając się tego uczucia brzuchu i skupił się na swoich myślach. Czego nie lubił robić, ale sytuacja wymagała wyjątkowo bardziej przenikliwego myślenia niż zwykle.
Wszystko co można było zrobić na złość TEJ osobie było rzeczą słuszną i nie należało z niej rezygnować. Możliwość zyskania dodatkowego sprzętu, jednocześnie pozbawiając ją u wroga brzmiała jak spełnienie marzeń. Zupełnie jakby jego głośno marudzenie wcześniej o marnym stanie sprzętu straży zostało wysłuchane. Oddanie jednak połowy już tak bardzo go nie ucieszyło. Co więcej bardzo mu się to nie podobało. Porucznik nie lubił się z nikim dzielić nie ważne czy służbowo, czy po cywilu.
Jednak musiał. Musiał bo nie miał pojęcia gdzie dokładnie będzie przewożony towar oraz co ważniejsze, nie dowiedziałby się o tym gdyby nie blondynek. No trudno, skoro już miał się czymś dzielić to lepiej z Calvinem niż inną szują.
- Oczywiście, że jestem zainteresowany. Zgarniamy po połowie, niech będzie, ale jak co lepszej jakości będzie to biorę ja. No... to powiedz gdzie i dokładnie kiedy mam ustawić chłopaków do zagarnięcia tej dostawy.
Wszystko co można było zrobić na złość TEJ osobie było rzeczą słuszną i nie należało z niej rezygnować. Możliwość zyskania dodatkowego sprzętu, jednocześnie pozbawiając ją u wroga brzmiała jak spełnienie marzeń. Zupełnie jakby jego głośno marudzenie wcześniej o marnym stanie sprzętu straży zostało wysłuchane. Oddanie jednak połowy już tak bardzo go nie ucieszyło. Co więcej bardzo mu się to nie podobało. Porucznik nie lubił się z nikim dzielić nie ważne czy służbowo, czy po cywilu.
Jednak musiał. Musiał bo nie miał pojęcia gdzie dokładnie będzie przewożony towar oraz co ważniejsze, nie dowiedziałby się o tym gdyby nie blondynek. No trudno, skoro już miał się czymś dzielić to lepiej z Calvinem niż inną szują.
- Oczywiście, że jestem zainteresowany. Zgarniamy po połowie, niech będzie, ale jak co lepszej jakości będzie to biorę ja. No... to powiedz gdzie i dokładnie kiedy mam ustawić chłopaków do zagarnięcia tej dostawy.
-
Chromy
- Posty: 16
- Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
Dziewczyna uniosła głowę w stronę Pavesa.
- Nie, a coś się stało?
Po chwili jednak się zreflektowała.
- A to?
Znów wdrapała się na krzesło, chwyciła dłońmi za krawędź stołu i lekko nim ruszyła ukazując wadę stołu.
- Rusza się – wyjaśniła, gdy stół chwilę potrajkotał – coś chciałeś powiedzieć?
- Nie, a coś się stało?
Po chwili jednak się zreflektowała.
- A to?
Znów wdrapała się na krzesło, chwyciła dłońmi za krawędź stołu i lekko nim ruszyła ukazując wadę stołu.
- Rusza się – wyjaśniła, gdy stół chwilę potrajkotał – coś chciałeś powiedzieć?
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Paves przewrócił oczami. Stół jak stół. Najwyraźniej Jael należała do ludzi, którym takie drobiazgi przeszkadzały. Perfekcjonistka. W sumie to i dobrze, pomyślał, przynajmniej wykona jak trzeba to co do niej należy. I nie trzeba jej będzie pilnować. Paves nie znosił sprawdzać czy dłużnik odpracował swój dług zgodnie z umową, a zadanie to nie rzadko należało właśnie do niego. Plus był taki, że w razie konieczności mógł ukarać delikwentów wedle woli. Ale i tak nie znosił ich kontrolować.
- Nie - odparł sucho. Przesunął stół lekkim kopnięciem i upewnił się, że stoi równo i stabilnie. - Tak lepiej? - Zapytał, spoglądając na dziewczynę tym samym znudzonym spojrzeniem.
***
- Czasy są trudne przyjacielu - odparł spokojnie Calvin. - Moje ryzyko jest nie mniejsze niż twoje. Dlatego podział po połowie jest sprawiedliwy. Ilościowo i jakościowo. Ale możesz wybierać pierwszy - dodał z uśmiechem. - Broń jest w dokach, w kilku szopach nieopodal nabrzeża. Mają stamtąd dwie drogi do wyboru: wzdłuż brzegu, albo przez dawny targ rybny. Nie wiem, którą wybiorą. Weź z pięciu ludzi, dobrze uzbrojonych i wyszkolonych. Ja dorzucę drugie tyle jako ubezpieczenie i zwiad, ale akcja musi wyglądać jak interwencja straży. Dalor będzie czekał przy schodach obok przejścia do Wysokiej Dzielnicy. Znasz Dalora - Heinreich kiwnął głową. - Reszty dowiesz się od niego, będzie jutro obserwował teren przez cały dzień. Powodzenia.
Calvin wstał i udał się w stronę czekających na niego Jael i Pavesa. Zatrzymał się obok Herveta i Valeesa, który akurat filozofował o złoczyńcach i barykadach.
- Hervet - wszedł w słowo barmanowi, który właśnie zamierzał odpowiedzieć młodemu strażnikowi. - Wypłać im premię do wygranej - wskazał na Bobiego i Mikaya. - Dziesięć procent.
Już miał się odwrócić i odejść, gdy do jego uszu doszło ciche chrząknięcie Valeesa. Calvin spojrzał na kaprala.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
- Sugerowałbym szczególnie wyczuclić pańskie oczy na mieście w najbliższych dniach. Dilerzy paju stają się coraz bardziej zuchwali. - Valees nie szeptał, ale mówił na tyle cicho, że mógł go usłyszeć tylko Calvin. Pozostała trójka oddalała się już w stronę kontuaru, by wypłacić nagrodę za kości.
Valees nie zamierzał wspominać o dilerze, o którym rozmawiali z Heinreichem. Wiedział, że gdyby Calvin się na niego zawziął, straż nie miałaby czego sprzątać. Rozumiał jednak, że dla utrzymania dobrej relacji z właścicielem Szulerni, należy czasem nakarmić jego uszy istotnymi dla biznesu informacjami.
- Pana renoma póki co wystarcza jeszcze, by żeby trzymać ich na dystans, ale zataczają coraz węższe kręgi. Może warto byłoby przypomnieć im, gdzie ich miejsce. - Zawiesił głos. Obaj wiedzieli, jakiego rodzaju przypomnienie miejsca w szeregu ma na myśli.
Nagle Valees poczuł się dziwnie. Dotarło do niego, że odkąd wszedł do Szulerni, wziął udział w przypadkowej bójce, przystał na propozycję szantażu, a teraz zasugerował komuś pobicie lub nawet trwałe okaleczenie.
Czy naprawdę z tym wiązała się rolą strażnika miejskiego w Nimnaros?
Spojrzał ponad ramieniem Calvina i kilka metrów dalej dostrzegł swojego porucznika. Westchnął cicho, niemal bezgłośnie.
- To wszystko, proszę pana.
Poczekał, aż Calvin da znać, że z jego strony także rozmowa jest już skończona, po czym podszedł do przełożonego.
- Herr Heinreich, niedługo zaczynam zmianę. Czy powinienem udać się do mężczyzny, o którym dziś rozmawialiśmy?
Valees nie zamierzał wspominać o dilerze, o którym rozmawiali z Heinreichem. Wiedział, że gdyby Calvin się na niego zawziął, straż nie miałaby czego sprzątać. Rozumiał jednak, że dla utrzymania dobrej relacji z właścicielem Szulerni, należy czasem nakarmić jego uszy istotnymi dla biznesu informacjami.
- Pana renoma póki co wystarcza jeszcze, by żeby trzymać ich na dystans, ale zataczają coraz węższe kręgi. Może warto byłoby przypomnieć im, gdzie ich miejsce. - Zawiesił głos. Obaj wiedzieli, jakiego rodzaju przypomnienie miejsca w szeregu ma na myśli.
Nagle Valees poczuł się dziwnie. Dotarło do niego, że odkąd wszedł do Szulerni, wziął udział w przypadkowej bójce, przystał na propozycję szantażu, a teraz zasugerował komuś pobicie lub nawet trwałe okaleczenie.
Czy naprawdę z tym wiązała się rolą strażnika miejskiego w Nimnaros?
Spojrzał ponad ramieniem Calvina i kilka metrów dalej dostrzegł swojego porucznika. Westchnął cicho, niemal bezgłośnie.
- To wszystko, proszę pana.
Poczekał, aż Calvin da znać, że z jego strony także rozmowa jest już skończona, po czym podszedł do przełożonego.
- Herr Heinreich, niedługo zaczynam zmianę. Czy powinienem udać się do mężczyzny, o którym dziś rozmawialiśmy?
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Był pijany. Nie był kompletnie nawalony, bo rozmoczonym piwskiem nawalić się ciężko, ale w uszach szumiało, a w oczach rozmywać się trochę mogło. Myśli i wspomnienia w głowie były też otępiałe od tego. I to było bardzo ważne, bo teraz mógł myśleć o rzeczach najważniejszych, bez swoich dramatycznych i przygnębiających myśli. Złe myśli utopił i na powierzchni zostały jedynie słuszne, proste myśli. I o to chodziło. O to chodziło... Dla Heinreicha taki stan upojenia nie był w żaden sposób problemem, wręcz przeciwnie. Był teraz znacznie lepszym słuchaczem i złości mniej miał w sercu. Mógł wysłuchać cierpliwie słów Blondaska bez ani jednego zbitego naczynia, ani splunięcia z nie zadowoleniem. Wciąż miał ochotę mu przywalić, szczególnie gdy zaczął wymądrzać się z tym całym "równym podziałem", jednak dziwnym to nie było, bo Porucznik zawsze chętny i pierwszy do bitki. A najlepsza taka, w której to można coś zyskać. A rąbniecie tej broni to zysk był ogromny i cholernie ważny.
Dopił resztkę ze swojego kufla i uderzył nim o stół, odstawiając go na bok.
- Skoro mogę wybierać, to ustalone. Sprawdzę jakiego tam chłopa mogę dorzucić na patrol. Piątak z pewnością się znajdzie. Mordy prawilne są to i poradzić sobie, poradzą. No. To ja idę się przygotować. Dalora kojarzę, złapie go jutro o tym możesz mieć pewność. Bywaj, nie daj się zabić. - Powiedział poprawiając się zza pasa. Następnie wstał, kiwnął Calvinowi wbijając w niego zimne spojrzenie, przez drobny moment świerzbiąc, by mu czegoś nie zrobić od tych wszystkich słów co musiał wydukać do niego, jednak koniec końców klepnął go w ramię i ruszył w stronę wyjścia. Musiał sprawdzić kogo tam jeszcze pod sobą miał od patroli i zdecydować kto pójdzie.
- Skoro mogę wybierać, to ustalone. Sprawdzę jakiego tam chłopa mogę dorzucić na patrol. Piątak z pewnością się znajdzie. Mordy prawilne są to i poradzić sobie, poradzą. No. To ja idę się przygotować. Dalora kojarzę, złapie go jutro o tym możesz mieć pewność. Bywaj, nie daj się zabić. - Powiedział poprawiając się zza pasa. Następnie wstał, kiwnął Calvinowi wbijając w niego zimne spojrzenie, przez drobny moment świerzbiąc, by mu czegoś nie zrobić od tych wszystkich słów co musiał wydukać do niego, jednak koniec końców klepnął go w ramię i ruszył w stronę wyjścia. Musiał sprawdzić kogo tam jeszcze pod sobą miał od patroli i zdecydować kto pójdzie.
Zataczając się odrobinę do wyjścia, w drodze jeszcze zaczepił go kapral. Spojrzał się na niego o dołu do góry pół-pijanym spojrzeniem, rozejrzał się po szulerni okrutnie uśmiechając się do dwójki spranych przez niego łachudr, a na koniec znów skupił się na swoim podwładnym.
- No ty się do tego na pewno nadasz. Valdek olej teraz tego handlarza, sprawę mam dla ciebie. Bierz dupę w troki i za mną. - Wycharczał do niego i wyszedł z budynku na brudne ulice, zawszonej dzielnicy portowej.
z/t- No ty się do tego na pewno nadasz. Valdek olej teraz tego handlarza, sprawę mam dla ciebie. Bierz dupę w troki i za mną. - Wycharczał do niego i wyszedł z budynku na brudne ulice, zawszonej dzielnicy portowej.
-
Chromy
- Posty: 16
- Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
Kiwneła głową ni to w jedną ni to w drugą stronę. Stół stał prosto, ale na jak długo? Mebel miał widoczną wadę, którą trzeba było naprawić. Musiała jednak zaakceptować taki stan rzeczy. Nawet ona miała na tyle rozsądku, żeby nie dyskutować za wiele ze swoim egzekutorem długów.
- Wygląda ...nawet dobrze – przyznała, trochę nieszczerze.
Paves nie wyglądał na wygadanego rozmówce, wyglądała Calvina. Zastukała palcami o stół oglądając się za siebie, jako żywe srebro ciężko jej jednak było usiedzieć w jednym miejscu. Czekanie nigdy nie było mocną stroną Jael, ona wolała działać. Ostatecznie nie lubiła takich negocjacji, nie wybrałaby się tu jednak, gdyby nie obawiała się pojawienia jakiś gości u siebie w warsztacie gdyby tego nie zrobiła. Można było powiedzieć, że przyszła tu prewencyjnie. Zbyt dużo gości u siebie w domu, to duża szansa, że coś się zbije, stłucze – a nikt by tego nie chciał.
- Wygląda ...nawet dobrze – przyznała, trochę nieszczerze.
Paves nie wyglądał na wygadanego rozmówce, wyglądała Calvina. Zastukała palcami o stół oglądając się za siebie, jako żywe srebro ciężko jej jednak było usiedzieć w jednym miejscu. Czekanie nigdy nie było mocną stroną Jael, ona wolała działać. Ostatecznie nie lubiła takich negocjacji, nie wybrałaby się tu jednak, gdyby nie obawiała się pojawienia jakiś gości u siebie w warsztacie gdyby tego nie zrobiła. Można było powiedzieć, że przyszła tu prewencyjnie. Zbyt dużo gości u siebie w domu, to duża szansa, że coś się zbije, stłucze – a nikt by tego nie chciał.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Calvin skinął głową do Valeesa.
- Dziękuję za ostrzeżenie - rzekł bez oznaki zmartwienia czy zaskoczenia. - Rzeczywiście rozprzestrzenili się ostatnio po całym mieście. Zgadzam się z tobą, że trzeba zahamować ich proceder. Wierzę, że straż tego dopilnuje - dodał z uśmiechem. Ani mu było w głowie przyznawać się przed młodym strażnikiem do czynów mogących nosić znamiona zbrodni czy przestępstwa. - Tymczasem, Valees.
To powiedziawszy, odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę Jael i Pavesa.
- Już jestem - powiedział, gdy usiadł przy stole, posyłając dziewczynie przeuroczy uśmiech. - Na czym skończyliśmy?
- Właśnie miała powiedzieć dla kogo pracuje - rzucił Paves, rad, że bezsensowna rozmowa o krzywym stole dobiegła końca.
- Rzeczywiście - przypomniał sobie Calvin. - A zatem?
Kątem oka złowił Heinreicha i Valeesa wychodzących z lokalu. Odetchnął w duchu, bo zależało mu, aby porucznik był trzeźwy jutro wieczorem. Ale to było teraz nie ważne. Spojrzał Jael prosto w oczy jak gdyby badał czy mówi prawdę.
-
Chromy
- Posty: 16
- Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
- Dla kogo? - Pokiwała przecząco głową – Nie mam głównego pracodawcy. Zgłaszają się różni klienci. Raz dla tego, raz dla tego zależnie od tego ile mam sił przerobowych. Kto potrzebuje to mu zrobię. Czasem ktoś z miasta się zgłasza, ale nie tylko różni ludzie się zgłaszają, najemnicy, kupcy, jacyś obcokrajowcy. Biznes jak biznes. W cechu jestem, raz byłam w kowalskim a teraz jestem w ciesielskim. Kwestia daniny i składek. Czeladnikiem jestem tu i tu.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Calvin uśmiechnął się. Dziewczyna mówiła z takim przekonaniem, że nie wyczuł w tym kłamstwa. A więc sprawa była jasna - Jael nie miała nad sobą nikogo, z kogo można by ściągnąć należność. To poniekąd komplikowało sprawę. Odpracowywanie długów przez dłużników często rozwlekało się w czasie, na domiar złego trzeba było ich pilnować czy kontrolować.
- Zbudowanie balisty zajmie szmat czasu, Jael - powiedział poważnie - a sytuacja w mieście zmienia się diametralnie każdego dnia. Każdy dzień może przynieść niespodziewane opóźnienia. Od problemów z zaopatrzeniem zaczynając, a na zwykłym rabunku kończąc. Co wtedy?
Odgarnął ręką włosy.
- Czy posiadasz wszystko, czego będziesz potrzebować? - Zapytał po chwili. - Mogę dać ci nie więcej niż dwadzieścia dni. Dzisiaj jest piąty dzień Eresmes. Masz czas do dwudziestego piątego, do zmierzchu.
Zamierzał zmusić dziewczynę do pośpiechu. W ostateczności można było spróbować zlecić jej zadanie do wykonania na mieście. Brudną robotę, którą i tak wykona któryś z jego ludzi.
Ale jeśli można wplątać w to osobą nie kojarzoną z nim, warto spróbować, pomyślał.
- A tak w ogóle to skąd pochodzisz, Jael? - Zainteresował się. - Bo przecież nie z Nimnaros.
-
Chromy
- Posty: 16
- Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
- Kwestia czego potrzebujesz? - odparła Jael - przyjmuje, że za spłatę długu uznajemy taką zwykłą balistę obsługiwaną przez dwóch albo nawet jednego dobrze przeszkolonego człowieka. Chociaż załóżmy, że lepiej dwóch. Potrzeba do tego sporo siły. Taka balista miała by zasięg do stu metrów. Złożenie takiej balisty nie byłby dużym problem, parę części mam już nawet w warsztacie. Właściwie jedynie potrzebne by mi były koła do lawety - dodała - bo zamawiam je zwykle osobno.
- Ale może jednak potrzebujesz czegoś bardziej indywidualnego, większy zasięg, inny rodzaj pocisków, pluteja, specjalne materiały albo mechanizm? Tu jednak trzeba by się potargować, rozumiesz, że takie zadanie przekroczyłoby wartość długu – no i wymagałoby więcej czasu, niektóre eksperymentalne rozwiązania potrzebują testowania.
W kwestii pochodzenia Jael obruszyła się jakby zaskoczona.
- Tak widać? No pewnie – przyznała po chwili – mówią mi, że jestem południowcem, ale szczerze mówiąc nie pamiętam półwyspu Anduria, może trochę pyłu i żaru. Bardziej Góry Wilcze, widziałam z dwóch stron. Raz z jednej strony gdy służyłam Torgasom, a potem z drugiej, gdy do nich strzelałam z balisty.
- Ale może jednak potrzebujesz czegoś bardziej indywidualnego, większy zasięg, inny rodzaj pocisków, pluteja, specjalne materiały albo mechanizm? Tu jednak trzeba by się potargować, rozumiesz, że takie zadanie przekroczyłoby wartość długu – no i wymagałoby więcej czasu, niektóre eksperymentalne rozwiązania potrzebują testowania.
W kwestii pochodzenia Jael obruszyła się jakby zaskoczona.
- Tak widać? No pewnie – przyznała po chwili – mówią mi, że jestem południowcem, ale szczerze mówiąc nie pamiętam półwyspu Anduria, może trochę pyłu i żaru. Bardziej Góry Wilcze, widziałam z dwóch stron. Raz z jednej strony gdy służyłam Torgasom, a potem z drugiej, gdy do nich strzelałam z balisty.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Najemniczka, pomyślał Calvin. A więc była szansa, że Jael zgodzi się wykonać dla niego zadanie. Ale najpierw musiał wybadać, do czego dziewczyna jest skłonna.
- Możesz powiedzieć coś więcej? - Zainteresował się. - Nie wyglądasz na weterana wojennego. Co to był za konflikt i jak znalazłaś się w jego sercu, w dodatku po obu jego stronach?
Temat balisty odłożył na bok. Znalazł rzecz o wiele ważniejszą do przedyskutowania. Patrzył dziewczynie prosto w oczy, czekając na jej opowieść.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Był już późne popołudnie, kiedy wracała do miasta ze swoją zdobyczą na plecach. Już przed świtem zastawiała wnyki w lesie, żeby złapać dorodnego dzika. Co jak co, ale odkąd zobaczyła wystawione zlecenie na dostarczenie mięsiwa do portowej knajpy od razu je wzięła. Zdawać by się mogło, że marynarzom znudziły się ryby? No kto by pomyślał!
Wchodząc przez Południową Bramę widziała zdziwione spojrzenia strażników. W sumie trochę ich rozumiała. Mimo wszystko dość intrygujący był fakt, że średniej postury dziewczyna taszczy spore prosie na plecach trzymając je na przewiązanym przez raciczki sznurze. Chyba mimowolnie posłali jej pełne uznania uśmiechy, jeden zaś uchylił przed nią rondo kapelusza. Westchnęła w myślach, bo takie zachowanie tylko ją irytowało.
Nie minęła dłuższa chwila, jak dotarła do portu i otworzyła drzwi do Szulerni. No cóż, stanowiła raczej niecodzienny widok. Powiodła spojrzeniem po wnętrzu wątpliwej jakości przybytku.
- Z kim mam rozmawiać w sprawie zlecenia na dostarczenie tu świeżej porcji mięsa? - W pierwszym odruchu chciała po prostu podejść do baru, jednak dała szansę wykazać się przebywającym tu osobom.
-
Chromy
- Posty: 16
- Rejestracja: 07 mar 2022, 23:42
Dziewczyna spojrzała po sobie jakby czegoś szukała. Popatrzyła zadziornie na Calvina, po czym wysunęła rękaw ze skórzanej kurtki, a następnie zaczęła podwijać koszulę.
- Nie jest to tajemnica, wolność wywalczyłam sobie własnymi rękoma.
Z pod fałd białego lnu wyłoniło się przedramię, na którym był wytatuowany czarny znak.
- Tutaj to potępiają, ale na dalekim południu biorą jeszcze niewolników. Gdy miałam parę lat, Torgascy łowcy niewolników, napadli moją wioskę i wywieźli za zatokę piasku. Sprzedali nas w niewolę, mnie, matkę, siostrę, brata. Ja trafiłam do siedziby Torgaskiego handlarza, który trenował doskonałych służących. Dzień i noc jego Meharyjscy nadzorcy nie dawali nam spokoju, łamali ludzi, żeby mieć doskonałe narzędzia, niektórych – nieposłusznych - katowali na śmierć. Torgas musiał stać jednak nie po właściwej stronie, bo gdy miałam czternaście lat – obudziły nas w odgłosy kruszonych murów. Do dziś taki odgłos wydaje mi się niesamowicie piękny.
Wtedy jednak nie przeczuwałam po nim, tego co miał przynieść. Nadzorcy zamknęli nas jednak w celach, bojąc się że możemy uciec. Słusznie. Nie wiedzieli jednak, że mieli w szeregach dysydenta, który umożliwił nam drogę na wolność. Nie wiem do końca jak to się stało, może jeden z niewolników miał klucz, może ktoś nam otworzył te cele. Byłam wtedy smarkulą, w bunt pewnie byli zamieszani jacyś starsi niewolnicy. W każdym razie w pewnym momencie cele były otwarte, a potem szturmowaliśmy magazyn z bronią zabijając strażników. Zajęliśmy cały pałac, Torgasa jednak nie udało nam się dorwać. Patrzyliśmy jak najeźdźcy zajmują miasto, palili, gwałcili, rabowali. Niezbyt się nami przejmowali, zagrodzili nam drogę dopiero jak opuściliśmy miasto. Pozwolili nam pójść wolno lub zostać przy nich. Ja zostałam – pozostałam przy tych, których znałam, mówili, że łatwiej będzie nam się utrzymać, choć znów pod czyimś butem. Nie było jednak tak, źle. Choć najeźdźcy składali się z wielu grup, my trafiliśmy do bandy, która nazywała się „Spiż”. To głównie ich katapulty zasypały miasto kamieniami. Była to banda najemna, którą za opłatą najął lokalny watażka, by zaatakowała miasto. Od tej chwili stałam się członkiem „Spiżu”. Z początku byłam tam zwykłą ciurą obozową, ale panowie inżynierowie szybko odkryli się na moim talencie. Nauczyłam się tam obsługiwać machiny, konserwować, naprawiać, tworzyć. Spiż zaciągał się u tego kto dawał więcej, ale raczej lądowaliśmy naprzeciwko Torgasów, co sprawiało mi dużo przyjemności… Zrobiliśmy parę dobrych kampanii, kilka zniszczonych zamków, fortów. - zakończyła zadowolona.
- Nie jest to tajemnica, wolność wywalczyłam sobie własnymi rękoma.
Z pod fałd białego lnu wyłoniło się przedramię, na którym był wytatuowany czarny znak.
- Tutaj to potępiają, ale na dalekim południu biorą jeszcze niewolników. Gdy miałam parę lat, Torgascy łowcy niewolników, napadli moją wioskę i wywieźli za zatokę piasku. Sprzedali nas w niewolę, mnie, matkę, siostrę, brata. Ja trafiłam do siedziby Torgaskiego handlarza, który trenował doskonałych służących. Dzień i noc jego Meharyjscy nadzorcy nie dawali nam spokoju, łamali ludzi, żeby mieć doskonałe narzędzia, niektórych – nieposłusznych - katowali na śmierć. Torgas musiał stać jednak nie po właściwej stronie, bo gdy miałam czternaście lat – obudziły nas w odgłosy kruszonych murów. Do dziś taki odgłos wydaje mi się niesamowicie piękny.
Wtedy jednak nie przeczuwałam po nim, tego co miał przynieść. Nadzorcy zamknęli nas jednak w celach, bojąc się że możemy uciec. Słusznie. Nie wiedzieli jednak, że mieli w szeregach dysydenta, który umożliwił nam drogę na wolność. Nie wiem do końca jak to się stało, może jeden z niewolników miał klucz, może ktoś nam otworzył te cele. Byłam wtedy smarkulą, w bunt pewnie byli zamieszani jacyś starsi niewolnicy. W każdym razie w pewnym momencie cele były otwarte, a potem szturmowaliśmy magazyn z bronią zabijając strażników. Zajęliśmy cały pałac, Torgasa jednak nie udało nam się dorwać. Patrzyliśmy jak najeźdźcy zajmują miasto, palili, gwałcili, rabowali. Niezbyt się nami przejmowali, zagrodzili nam drogę dopiero jak opuściliśmy miasto. Pozwolili nam pójść wolno lub zostać przy nich. Ja zostałam – pozostałam przy tych, których znałam, mówili, że łatwiej będzie nam się utrzymać, choć znów pod czyimś butem. Nie było jednak tak, źle. Choć najeźdźcy składali się z wielu grup, my trafiliśmy do bandy, która nazywała się „Spiż”. To głównie ich katapulty zasypały miasto kamieniami. Była to banda najemna, którą za opłatą najął lokalny watażka, by zaatakowała miasto. Od tej chwili stałam się członkiem „Spiżu”. Z początku byłam tam zwykłą ciurą obozową, ale panowie inżynierowie szybko odkryli się na moim talencie. Nauczyłam się tam obsługiwać machiny, konserwować, naprawiać, tworzyć. Spiż zaciągał się u tego kto dawał więcej, ale raczej lądowaliśmy naprzeciwko Torgasów, co sprawiało mi dużo przyjemności… Zrobiliśmy parę dobrych kampanii, kilka zniszczonych zamków, fortów. - zakończyła zadowolona.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Hervet obrzucił przybyłą badawczym spojrzeniem, ale nie zdradził zaskoczenia. Nie spodziewał się, że na jego ogłoszenie odpowie kobieta, dotychczas nigdy się to nie zdarzyło. W dodatku taszczyła dzika na plecach. Nie wyglądała na aż tak silną.
– Ze mną – odpowiedział spokojnie. – No, no. Niezła sztuka – pokiwał głową z uznaniem. – I w rzeczy samej wygląda na świeżą, od czego ostatnio odwykłem. Ile stoi w ogłoszeniu? – Zapytał, chociaż dobrze pamiętał ile.
– Osiemdziesiąt miedziaków – odparła łowczyni.
– Dam ci talara – mruknął Hervet po chwili namysłu. – Należy ci się. Ej, dwóch tutaj! – Zawołał w stronę zaplecza. – Weźcie to i do roboty!
Yrene przekazała zdobycz parobkom i podeszła do kontuaru. Jej pierwsze wrażenie okazało się mylne, przybytek wcale nie był wątpliwej jakości, a hojność barmana tylko to potwierdzała. Powiodła oczami po całym wnętrzu. Stoły i ławy były porządnie wykonane, z pewnością wyszły spod rąk utalentowanych rzemieślników. Z sufitu zwisały trzy zdobione żyrandole, a na ścianach zamocowane były gustowne kinkiety. O nie, trudno było postawić „Rzucone kości” w tym samym szeregu co portowe tawerny i speluny, w których biedota przepijała ostatni grosz i prała się po pyskach. Ten, kto tak mniemał, musiał być niespełna rozumu. „Pod rzuconymi kośćmi” unosiła się atmosfera czegoś więcej niż tylko karczmy. Ciężar panującego w mieście kryzysu odcisnął swe piętno i tutaj, ale mimo wszystko lokal trzymał fason.
– Wina? – Zagadnął barman. – Świeża beczka, z dzisiejszej dostawy. A może życzy sobie szanowna pani czegoś lżejszego? Mogę zaproponować piwo albo cydr.
Hervet uśmiechnął się do Yrene, a jego czujne oczy obserwowały ją.
***
– Wiele przeszłaś, Jael – powiedział Calvin, przybierając na twarzy wyraz udawanego współczucia. – Świat pełen jest niegodziwości, ale Nita nie opuściła cię, jak widać.
Paves drgnął na dźwięk imienia bogini. Jego fanatyzm związany z Siostrami Przeznaczenia był wszystkim tutejszym dobrze znany.
– Wybrałaś dobry kierunek na odwrócenie karty – ciągnął Calvin, nie zwracając uwagi na kompana. – Nimnaros jest miastem wielkich możliwości, nawet w dobie kryzysu. Każdy może zacząć tutaj nowe życie. Dawno przybyłaś? Pewnie tak, skoro dorobiłaś się już własnego warsztatu – skwitował ładnym uśmiechem. – Wspomniałaś, że zgłaszają się do ciebie różni klienci. Dla kogo w mieście pracowałaś? Tak się składa, że znam tu kilka osób. Może widziałem jakieś twoje dzieło?
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Gdy podszedł do niej barman dziewczyna szybko oceniła go wzrokiem. O ile strażnik przy drzwiach mógłby stanowić jakieś zagrożenie, tak Hervet nie wydawał się typem człowieka, którego powinna się obawiać. W sumie pełniąc tutaj taką rolę ciężko, żeby swoim wyglądem odstraszał klientów. A jednak czuła, że przywykł do mówienia innym co mają robić.
Zgodnie z wytycznymi przeniosła mu dzika we wskazane miejsce wyraźnie bez większych trudności. Było to o tyle ciekawe, że dwóm parobkom bynajmniej kolana się nieco ugięły pod ciężarem zwierza. Jak widać w Szulerni pojawiła się dość ciekawa persona. Siedząc już przy barze przeliczała otrzymane monety nieco marszcząc brwi.
- To nie tak, że narzekam na napiwek. Ale jesteś pewien? Jak umawiam się z kimś na cenę niewielu ludzi w obecnych czasach daje więcej, niż obiecało.
Po kataklizmie wszędzie brakowało porządnego jedzenia. Ludzie jechali na oparach, zmuszeni do szybkiego nauczenia się zakładania przydomowych ogródków. Jak niegdyś farmerzy byli niższą klasą społeczną, tak teraz ich praca zdawała się być bardziej doceniana. Podobnie było z łowcami, którzy przynosili mięsiwa do miast.
- Wystarczy piwo.
Nie lubiła wina. Było dla niej zbyt... wytworne. Nie pasowało do kobiety, która większość ostatnich lat spędziła śpiąc na leśnej ściółce, czy włócząc się od grodu do grodu w mniej przyjazne okresy roku. Jak tylko dostała swój trunek obróciła się na krześle, żeby powieść spojrzeniem po wnętrzu knajpy. Podejmując się zlecenia bynajmniej nie spodziewała się trafić do takiego lokalu.
- To jakiś dom hazardu, bar, czy po prostu miejsce dla nadętych bogaczy chcących zapomnieć o manierach?
Była tu pierwszy raz, co z resztą nie powinno dziwić. Gdyby odwiedziła wcześniej "Rzucone kości" na pewno by ją tu zapamiętali. W końcu nie codzień drobna kobieta taszczy dzika przez całe miasto aż do portowej knajpu.