Złota Ulica i Rynek - Dzielnica Centralna

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Obrazek
Zwana też czasem Wolną Ulicą – główna ulica w mieście, której nie zawłaszczyła żadna frakcja. Stało się tak dlatego, że znajdowały się przy niej domy najznamienitszych wierców, którzy złączeni we wpływowe cechy swe bezcenne usługi sprzedawali każdej frakcji i każdy chciał mieć z nimi dobre relacje. To ludzie posiadający szanowane fachy, którzy najmniej odczuli zawirowania w mieście. Złota Ulica stała się neutralnym gruntem, na którym zapanowało niepisane prawo o nieagresji, tam także zwyczajowo spotykano się i toczono negocjacje.
Idąc prosto zachwycą nas bogate kamienice kupców, obecnie zajęte przez niezrzeszonych wierców i rzemieślników, świadczących usługi dla wszystkich frakcji. Wciąż wystawiane są tu rozmaite, ręcznie wykonywane towary, a dawna atmosfera życia i splendoru zachowała się tu najmocniej. Mają tutaj też siedziby przedstawiciele rozmaitych organizacji handlowych, najłatwiej o zasięgnięcie języka, zrobienie biznesu, czy znalezienie współpracowników do jakichś przedsięwzięć. Swoje kramy mają takie fachy jak mechamag, alchemik, eterolog (słynny warsztat Vognara), zaklinacz (Kram Magiczny Lefalda Hamsiela), ale również i lokalny cyrulik, grupa artystyczna "Czaszki Pogardy" czy podejrzany Dom Urody "Pajęczyca".
Znajdujący się w połowie Złotej Ulicy rynek został wykorzystany jako pole uprawne, dlatego wszelaki handel przyjezdny zatrzymuje się teraz na placu Bubeusza albo u Ocalonych przy statui Solidarności - ale nie ma go ani często, ani wiele. Mimo to, sam rynek wciąż pozostał gwarnym miejscem, bowiem znajdują się przy nim Sukiennice - miejsce zmienione w spichlerz i magazyn innych dóbr, które wydawane są najmitom za ich pracę. Spichlerz ten jest własnością spółdzielni Złotej Ulicy, która robi dobry interes udostępniając przestrzeń magazynową oraz pośrednicząc w usługach płacowych innych frakcji.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
muzyka grana przez Aryę z luźnym tłumaczeniem słów w poście


Dzień jak codzień w Nimnaros. Słońce świeciło, ludzie krzątali się wokół obejść swoich sklepów, inni przemierzali niegdyś piękne uliczki miasta, dziś szukając podstawowych produktów do życia. Wśród całej tej scenerii w cieniu jednego z budynków na prostym stołeczku siedziała ona - rudowłosa dziewczyna z lutnią na kolanach. Miała prostą, skromną suknię utrzymaną w bieli i czerwieni oraz proste trzewiki na nogach. Sprawiała wrażenie skromnej, acz zadbanej niewiasty. Przed nią leżała miedziana miseczka, która jak wszystko w tym mieście widziała lepsze czasy. W środku znalazło się już kilka miedziaków, lecz dalej za takie pieniądze ciężko byłoby jej cokolwiek kupić.
Delikatnie szarpiąc struny instrumentu pozwalała, by po okolicy roznosiła się przyjemna dla ucha muzyka. W tych czasach ludzie często byli zgorzknieni, zestresowani i zapominali, że mimo wszystko otaczający ich świat dalej jest piękny. Często w swoich utworach chciała nie dość, że ich rozweselić, to jeszcze dodać też nieco otuchy.
- Zagubiony w bezkresnym błękicie, niekończącym się labiryncie, szukasz drogi bez gwiazdy, co poprowadziłaby Cię. Podziel się ze mną swymi łzami, swymi najgłębszymi lękami i obawami, bo pamiętam gdy niegdyś, Ty pomogłeś mi. Śmiało chwyć mą dłoń, ucieknijmy razem stąd, do krain dalekich co smutku nie znają. Tam odnajdziesz blask księżyca za chmurami, znajdziesz szczęście skryte na serca dnie. Tam, tam nie będziesz sam...
Jej głos był delikatny, lekko niesiony przez wiatr, który jakby wirował wokół dziewczyny czasem przynosząc do niej pojedyncze pojedyncze płatków, lecz równie dobrze mógł być to zwykły przypadek. W końcu niedaleko stąd były dawne ogrody. Pieśń dziewczyny często stanowiła balsam dla duszy, łagodnie płynęła docierając do skrzywdzonego przez życie serca często powodując, że ludzie chociaż na chwilę przy niej przystawali.

Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Trevor przystanął na chwilę.
- ...niekończącym się labiryncie...
Zmierzał do labiryntu właśnie, to dlatego zwrócił uwagę na słowa pieśni. Odwrócił się w stronę, z której dochodził śpiew. I wtedy ją dostrzegł.
Jego oczy rozszerzyły się, a serce zabiło mocniej, bo rudowłosa śpiewaczka bardzo przypominała jego żonę. Ona też lubiła śpiewać.
Opanował się szybko. To nie była ona. To nie mogła być ona. Ale fala wspomnień napłynęła do głowy najemnika i pochłonęła go, a kojąca muzyka sprzyjała rozmyślaniom. I wtedy przypomniał sobie, że już ją kiedyś widział, chociaż wyprowadzając pijanego ojca z szulerni wyglądała mniej wdzięcznie i mniej godnie. Przyszedł mu do głowy pewien pomysł, dlatego postanowił ją chwilę poobserwować. Zszedł z drogi, aby nie rzucać się w oczy, wsunął podbródek i usta za postawiony kołnierz kurtki i obserwował dziewczynę czujnym spojrzeniem czarnych oczu, ciekaw jej kolejnej pieśni.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
muzyka grana przez Aryę z luźnym tłumaczeniem w tekście (chociaż słabo to mi wychodzi xD)

Po skończonej wcześniej piosence w jej repertuarze nastąpiła chwila przerwy w wokalu, lecz muzyka nie ucichła. Delikatnie szarpiąc struny lutni powoływała do życia spokojną, pogodną melodię. W międzyczasie ludzie mijali ją nie poświęcając dziewczynie żadnego zainteresowania, z rzadka ktoś wrzucił do stojącej przed nią naczynka kilka monet i tylko jedna starsza babuleńka na chwilę przystanęła by posłuchać jej pieśni.
W końcu nastała ta chwila, kiedy instrument zabrzmiał mocniej, palce Aryi przeskakiwały zwinne po strunach, a po ulicy na nowo rozniósł się jej głos.
- Wysłuchajcie mej opowieści, co tajemnicę skrywa, historii o poecie i jego miłości, co świeże kwiecia zrywa. Muza była jego szczęściem, z każdym uśmiechem on kochał ją więcej. Było tam też jezioro, w którego wodach magia spoczywa, a on mówił o skarbach zagubionych, gdzieś tam w zdradliwej toni zatopionych.
W niewielkiej odległości od miejsca, w którym grała stanęła również dwójka młodych mężczyzn. Chociaż nie, oni jeszcze nie zasługiwali na to miano. Byli to chłopcy, którzy ledwo weszli w dorosłość i teraz upajali się nowo nabytymi przywilejami. Mimo wczesnej godziny każdy z nich trzymał butelkę w ręce i tylko duch Wielkiego Mędrca Bubeusza wiedział, co też się w nich skrywa. Arya tego nie widziała zajęta przedstawieniem, ale co rusz wskazywali na jej dzisiejszy zarobek oraz torbę staruszki.
Dalej śpiewała o tym, jak muza wiedziona pragnieniem złota zeszła do jeziora w celu odnalezienia skarbu, lecz tamtejsze wody już nie wypuściły jej ze swych objęć. Poeta się jednak nie załamał, a ruszył na poszukiwania ratunku dla ukochanej. W pieśni musiał dotrzeć do Boginii Światła, która oszalała przez otaczający ją mrok. Słuchacz mógł się wtedy zastanowić, czy nie chodziło tu również w metaforycznej formie o muzę uwięzioną w ciemnych głębinach. Szukał swej ukochanej, lecz bez żadnego skutku tak długo, aż nad jeziorem z opowieści zapadła noc. Wtem poprzysiągł przywrócić ją za pomocą magii swych pieśni, koszmary wirujące nad taflą się rozmyły.
- W środku nocy przyszła do niego, a w oczach miała mrok. Słodkimi słowami go omamiła, nie odstąpił jej na krok. I tak poeta zamilkł na wieki, głos oddając swój, bo gdyby się odezwał, ona zniknie niczym motyli rój. Jeśli to jawa lub tylko sen, nad jeziorem lepiej wiedz, że w bezgwiezdne noce, uciekaj stamtąd hen.
Tragiczna historia o miłości dobiegała końca, lecz muzyka dalej jeszcze trwała tworząc swoistą ramę dla całego występu. Pomagała otrząsnąć się z resztek historii, zakończyć refleksje i wrócić do rzeczywistości.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Arya usłyszała kroki i gdy uniosła głowę, ujrzała przyglądającego się jej wysokiego mężczyznę. Opalona skóra o ciemniejszej karnacji niż było to typowe w Dolinie Toledain, smukła budowa ciała i nieco egzotycznie wyglądający strój, sugerowały że osoba ta mogła pochodzić z Archipelagu Task'shamt. Jego brązowe oczy wpatrywały się w Aryę uważnie, a zmarszczone czoło wskazywało, że myśli nad czymś intensywnie. On sam... on sam również wydawał się Aryi znajomy. Widziała go kiedyś? Grała dla niego lub przy nim?
- Śliczna pieśń - powiedział i wyćwiczone ucho bardki z łatwością rozpoznało akcent. Tak, mężczyzna pochodził z Archipelagu.
Sięgnął do sakiewki, jego ręka szukała chwilę... na jego twarzy odbił się wyraz zakłopotania. Wyjął monetę, przyjrzał się jej krytycznie i westchnął.
- Chciałbym móc dać więcej - powiedział, po czym rzucił pieniądz bardce.
Był to jeden z koralowych krążków używanych na Archipelagu. Trafiały czasem do obiegu w mieście i Arya rozpoznała, że istotnie nie miał dużej wartości.
Teraz dopiero śpiewaczka zaczęła zauważać rzeczy, które wcześniej przeoczyła. Strój był bogaty, owszem. Kapelusz z piórkiem (chyba jakiegoś rajskiego ptaka) i długa peleryna były obszyte złotą nicią, a jedna z rękawic wydawała się być wykonana z łusek jakiegoś wielkiego gada. Sama rękojeść pałasza i ozdobna pochwa na broń były warte małą fortunę. Ale... no właśnie. Piórko w kapeluszu było wystrzępione, peleryna była w wielu miejscach podarta, buty były niemal całkowicie znoszone, a drugiej rękawicy nie było widać.
Mężczyzna, jakby świadom spojrzenia Aryi, wzruszył ramionami, rzucił jej przepraszający uśmiech i odwrócił się by odejść.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kiedy struny jej lutni ucichły uniosła spojrzenie na mężczyznę. W międzyczasie przysłuchująca się jej babuleńka zainspirowana gestem arystokraty również rzuciła jej kilka monet o najmniejszym nominale i ruszyła dalej w swoją stronę, a za nią wspomniana wcześniej dwójka młodzików.
- Bardzo dziękuję. Opowiada o słodko-gorzkiej miłości, jednak udowadnia również ile ludzie są w stanie zrobić z miłości. - Posłała mu uprzejmy uśmiech, po czym na jego słowa pokręciła głową, żeby się nie martwił. - Dałeś mi Panie znacznie więcej niż tę monetę. Wysłuchałeś mojej pieśni i raczyłeś ją pochwalić. To często jest równie ważne, o ile nie bardziej. Niestety żyjemy w dość smutnych czasach i ludzie zapominają o takich drobnych rzeczach.
Zdawało jej się, że Task'shamczyk również nosi w sobie dużo goryczy, jednak kto tego nie robił? Ona sama była najlepszym przykładem nosząc w sobie dość sprzeczną żałobę za ojcem.
- Dawno Pana nie widziałam w mieście. Ostatnim razem chyba w Złamanym Żebrze, kiedy miałam przyjemność tam koncertować. Mam nadzieję, że dobrze Ci się powodzi, Panie Arn'quert? - Mężczyzna wtedy siedział przy barze z kuflem w ręku patrząc na nią i słuchając innych opowieści. Porozmawiali chwilę z nią, po czym każde wróciło do swoich spraw. Czasem mijali się na ulicach kiwając sobie głową w formie pozdrowienia, lecz nigdy jakoś dłużej nie rozmawiali. Teraz chyba zanosiło się na to samo?

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Wyglądało na to, że Task'shamtczyk już chciał odejść, ale coś, co powiedziała Arya, zatrzymało go.
- Ile ludzie są w stanie zrobić z miłości? - powtórzył. - Z miłości? Dla miłości? Przez miłość? - Teraz wyglądało, jakby smakował te słowa, obracał je w myślach i na języku. Może po prostu w języku Task'shamt te pojęcia i związki frazeologiczne brzmiały inaczej i w języku borskim mu zgrzytały. Zaraz jednak zapytał: - Jest między tymi jakaś różnica? I czy to jest coś dobrego, że robicie te dziwne rzeczy... z miłości? I jakiej miłości? - Teraz pytania wypadła z jego ust jedno za drugim, chociaż patrzył gdzieś poza Aryę i dziewczyna nie mogła być pewna, czy w ogóle zwraca się do niej. - Jeśli robimy coś... głupiego, bezsensownego... nielogicznego i ryzykownego... dla innej osoby... bo ją polubiliśmy... to czy to robimy dla miłości? Z miłości?
Teraz szlachcic spojrzał na Aryę i przez chwilę wydawało się, że naprawdę czeka na jej odpowiedź... ale nagle chyba doszła do niego całość tego, co bardka powiedziała. Na raz się zmieszał, zrobił odruchowo krok w tył, jakby go ktoś uderzył i odwrócił wzrok.
- Ach... tak... no właśnie... dawno się nie widzieliśmy - powiedział mocno zakłopotany. - Oczywiście, nie mogłem zapomnieć kogoś, kto gra i śpiewa tak ślicznie... pani Sabel... Laza... - Nagle jego twarz pojaśniała. - Pani Aryo! - zakończył niemal z tryumfem.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Bardka rozszerzyła nieco oczy wyraźnie zaskoczona lawiną pytań w jej kierunku. Rozchyliła usta jakby miała mu już podać odpowiedź na wszystkie nurtujące mężczyznę kwestię, lecz w końcu zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie kierował ich do niej. Czyżby szarpnęła za wrażliwą strunę jego duszy? Mina jej mocno złagodniała, kiedy spojrzała na niego ciepło.
- Osobiście sądzę, że jeśli kierują nami słuszne pobudki to nawet jeśli efekt naszych działań nie będzie taki jak pierwotnie zamierzyliśmy to i tak warto próbować. Pomoc innym nie musi mieć uzasadnienia. Można to robić z sympatii czy zwykłej chęci pozostania w zgodzie z samym sobą. A z miłości z kolei ludzie są zdolni do większych poświęceń, jeśli mają zrobić coś dla osoby ważnej dla nich samych.
Może nie była to odpowiedź, jakiej oczekiwał, lecz w tym momencie innej od niej nie mógł dostać. Z kolei na jego próby przypomnienia sobie jej imienia roześmiała się perliście. Choćby szukał godzinami nie znalazły by w tym geście choćby okruszka złości, że jej nie zapamiętał. Zamiast tego zeszła z murka, odstawiła lutnię, po czym ujmując rąbek sukienki ukłoniła się przed nim z gracją. Może nie pochodziła z arystokratycznej rodziny, jednak nauczyła się manier w nich panujących.
- Aryanna Janon, sir. Mówią na mnie również Scarlet. Prosta dziewczyna, która umiłowała sobie śpiew, muzykę i taniec. Artystka do wynajęcia, chociaż równie często możesz mnie spotkać na nimnarejskich uliczkach lub karczmach.
Wyprostowała się, po czym poprawiła niesforny kosmyk włosów, który w trakcie tego krótkiego przedstawienia spadł jej na twarz. Naraz jednak otworzyła szerzej oczy, gdy coś się jej przypomniało i zaczęła grzebać w torbie. Po chwili wyraźnie usatysfakcjonowana wyciągnęła stamtąd pakunek, który mu wręczyła.
- Proszę, to na drogę na osłodę. Dzisiaj pieczone. - W papierowym opakowaniu skrywało się jedno sporej wielkości kruche ciastko z kawałkami czekolady i orzechów. Zrobiła je tak naprawdę w nocy kiedy nie mogła spać, ale dalej były świeżutkie. Po wręczeniu mu go oparła się na nowo o murek tym razem chwytając za flet.
- Miłego dnia, Panie Rivlish. - Posłała mu jeszcze jeden ciepły uśmiech, po czym zaczęła grać kolejną pieśń, tym razem również lekko przymykając oczy. Palce same sunęły jej po instrumencie, kiedy co rusz wdmuchiwała weń powietrze.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Dziękuję - odparł Rivlish, przyjmując poczęstunek, chociaż, gdy Arya nazwała go jego imieniem, na jego twarzy znów się pojawił ten dziwny wyraz przestrachu.
Szybko odwrócił się i odszedł.
***
Arya zobaczyła go ponownie dwie godziny później. Wracał z jednej uliczek, które prowadziły do pobliskiej gospody. Nie był sam; tym razem szedł w towarzystwie czworga ludzi. Obok Rivlisha szła wysoka blondynka w dość kusym stroju... a trochę z przodu szła trójka mężczyzn, wyglądających na takich, których Arya wolałaby sama nie spotkać w nocy.
Cała piątka zatrzymała się i szybko stało się jasne, że nie tworzyli jednej grupy. Rivlish wysunął się przed blondynkę, zasłaniając ją swoim ciałem. Trójka mężczyzn stanęło przed nim, w niewielkim półkolu. Jeden z nich coś powiedział - Arya wychwyciła słowo "dziwka" - a pozostali się roześmiali.
Gdy Rivlish przemówił, jego głos był donośny i wyraźny, bez śladu wyspiarskiego akcentu.
- Daję wam ostatnią szansę, byście przeprosili tę damę - powiedział. - Rivlish Arn'quert nie pozwala, by w jego obecności obrażano kobiety! Przeproście, albo będę musiał zmazać tę obrazę waszą krwią!
Arya miała dobre ucho do takich spraw, więc zauważyła, że mowa arystokraty przypomina raczej coś, co można by usłyszeć na jakimś - raczej średniej lotów - przedstawieniu lub w operze, nie groźby zazwyczaj rzucane na ulicy. Co ciekawe, chociaż mężczyźni śmiali się przez pierwszą część przemówienia Rivlisha, to gdy padło jego imię, ich śmiech ucichł, jak nożem cięty.
- Rivlish Arn'quert? - wydukał jeden. - Słyszałem, że on samemu zdobył okręt Taraga Brodatego!
- Oj, nie samemu! - odparł Rivlish. - Miałem ze sobą giermka. Ktoś musiał trzymać mój płaszcz.
- Ja słyszałem, że on pokonał w pojedynku Dashrila Seorn'tarn, cztery do jednego!
- Tak naprawdę to było trzy do dwóch i... - zaczął tłumaczyć arystokrata, ale trzeci z mężczyzn nie dał mu dokończyć.
- Ja słyszałem, że gdy Calvin Vansen chciał go wynająć jako mistrza fechtunku, ten mu odpowiedział, że woli uczniów, którzy mają chociaż zadatki talentu! A potem gdy Vansen wysłał dziesięciu ludzi, by go obili to załatwił ich nawet nie wydobywając ostrza z pochwy!
- No, tego Vansena to ja akurat nie znam - sprostował Rivlish. - Ale dosyć gadania. Przepraszajcie albo...
Wydobył pałasz z pochwy, wywinął nim skomplikowanego młyńca... po czym się potknął, a jego broń wyfrunęła mu z ręki i wylądowała na najbliższym dachu. Normalnie postawiłoby to Rivlisha w bardzo niekorzystnym położeniu, gdyby nie fakt, że w momencie, w którym sięgnął po broń, trójka opryszków rzuciła się do panicznej ucieczki.
Rivlish patrzył przed chwilę za nimi, po czym odwrócił się do swojej towarzyszki. Do niej musiał zwrócić się o wiele ciszej, bo Arya nie wychwyciła słów, które wypowiadał, podczas gdy kłaniał się lekko. Nie usłyszała też całej odpowiedzi kobiety, doszła ją tylko jej końcówka:
- ...wszystko robić sama - powiedziała blondynka, po czym, gdy uśmiechnięty Rivlish zrobił krok w jej stronę, wbiła mu sztylet w pierś.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Gdy arystokrata odchodził dziewczyna posłała mu jeszcze przelotne spojrzenie, po czym w duchu wygłosiła prośbę o Illany, żeby miała go w swojej opiece. Potem skupiła się znów na muzyce.
***
Nim się spostrzegła słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Palce już ją nieco bolały, a gardło dawało jasno znać, że na dziś starczy już koncertowania, jeśli nie chce mieć jutro chrypki. Co prawda herbatka z szałwii spokojnie by temu zaradziła, jednak lepiej nie kusić losu. Szczególnie, że mimo wszystko udało jej się nazbierać nieco datków, żeby przez dwa dni nie musieć martwić się o chleb. Będzie mogła wykorzystać ten czas na zrobienie jakiegoś drobnego rękodzieła, by sobie dorobić w inny sposób.
Zarzuciła lutnię na plecy i już miała się zbierać, kiedy zobaczyła znajomą personę. Czyżby znalazł jakichś znajomych? Dobrze, zawsze łatwiej się idzie przez życie z przyj... Nie. To chyba nie byli jego nowi przyjaciele. Arya skryła się w cieniu by nie rzucać się w oczy i obserwowała przez moment całe zajście, przy czym jak to kobieta nadstawiła ucha.
Z chwili na chwilę coraz szerzej otwierała oczy ze zdumienia. Nie znała się z Rivlishem zbytnio, lecz nawet nie podejrzewała, że mógł być kimś ważnym. Znaczy... podejrzewała, iż pewnie stracił swój majątek i przez to poszanowanie wśród arystokratów, ale żeby samodzielnie porwać statek? Musiała się też mocno pilnować na przytoczenie historii z Calvinem, bo właściciela Szulerni akurat kojarzyła. No cóż... gdyby ktoś mu powiedział, że nie miał w czymś talentu to jednak wątpliwe, żeby pozostawił to bez wyrównania rachunków. Cenił sobie swoje dobre imię.
Jedno jednak musiała przyznać Task'shamczykowi. Zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen i nawet potknięcie się mu w niczym nie ujmowało. Odetchnęła z ulgą, że obyło się bez większych problemów i już się prostowała, kiedy dostrzegła wbity w jego pierś sztylet. Aż zasłoniła sobie usta dłońmi by nie krzyknąć z szoku! Czy ta blondynka była w zmowie z uciekinierami? A może łączyła ją z mężczyzną jakaś historia? Niemniej... nikt długo nie pożył mając ostrze wbite w klatkę piersiową. Musiała mu jakoś pomóc. Musiała... tylko jak? Patrzyła jak mężczyzna osuwa się na kolana.
- To tutaj się biją! Tędy Panowie Strażnicy! Widziałam jak kilku chłopa dziewczynę napastuje! - Zawołała głośno zmieniając swój głos, dalej ukryta. Chciała, żeby blondynka przestraszyła się konfrontacji z władzą i zwyczajnie uciekła.
Jak widać chyba dobre bóstwa czuwały dziś nad nimi, bo rzekoma "pani lekkich obyczajów" obróciła się z przestrachem na twarzy, by posłać jeszcze Rivlishowi pełne pogardy spojrzenie i odbiec. Arya przesiedziała jeszcze kilka uderzeń serca w cieniu i upewniwszy się, że już jest bezpiecznie przypadła do znajomego.
- Hej, żyjesz? Nie wyciągaj go, zwiększysz krwotok.- Położyła mu dłoń na torsie obok sztyletu i przyjrzała się ranie. - Proszę Cię Merio, wstrzymaj się z przyjściem. To jeszcze nie czas... - wyszeptała w przestrzeń, po czym spojrzała w oczy mężczyzny.
- Musimy Cię stąd zabrać. Dasz radę wstać? Pomogę Ci, ale nie możesz zemdleć. Nie dam rady Cię unieść. Nie możesz zemdleć! - Przybrała na pozór surowy wyraz twarzy, lecz w jej oczach była przede wszystkim troska i strach.
Wtem zrobiła coś, co raczej mogło arystokratę zaskoczyć równie mocno co wcześniejszy atak - podciągnęła spódnicę sukni i zaczęła ściągać pończochy. Dopiero po chwili dostrzegła jego zdziwienie, po czym mocno się zarumieniła.
- T...to nie tak jak myślisz! Muszę ustabilizować ostrze, a nie mam bandaży... - wyjaśniła mu speszona, lecz gdy obwiązywała mu tors widać było, że ma wprawę w udzielaniu pomocy medycznej. Robiła to sprawnymi, pewnymi ruchami. Oceniwszy swoją pracę na wystarczająco dobrą rozejrzała się dookoła. Oczywiście jak zawsze, kiedy strażnicy byli potrzebni to nikogo nie było w pobliżu. Zarzuciła sobie ramię Ravlisha wokół szyi, żeby łatwiej było mu się dźwignąć z powrotem na nogi i zaczęła go kierować w stronę Świątyni Illiany.
Spoiler:

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Rivlish nie powinien przeżyć takiej rany. I pod pewnymi względami, wszystko wskazywało na to, że umrze. Arya zawsze myślała, że określenie poszarzeć na twarzy stosowane do osób, które odniosły rany w najlepszym przypadku było metaforą, a w najgorszym - efektem utraty dużej ilości krwi. Ale twarz Rivlisha stała się, jak najbardziej dosłownie, szara. Do tego, podtrzymując go, gdy szli, Arya nie mogła nie zwrócić uwagi, jak chudy jest ten mężczyzna. Jak mogła wcześniej nie zauważyć, że ubranie na nim dosłownie wisi? I do tego jego spojrzenie, gdy zaczęła pozbywać się ubrania w celu zrobienia opatrunku... nawet przez sekundę nie wydawał się speszony lub zaskoczony. Może był zbyt zajęty umieraniem i wykrwawianiem się?
Tyle, że... no właśnie. Wszystko wskazywało na to, że zaraz padnie i umrze. Ale nie upadał. Chwiejnie, bo chwiejnie, trzymając się kurczowo bardki... ale szedł. Przynajmniej aż nagle się nie zatrzymał.
- Nie... nie do świątyni - powiedział i dopiero teraz na jego twarzu odbił się strach, a jedna powieka zaczęła drżeć w niepohamowany sposób. - Nie do świątyni. Ona... im powie. Tam... będą szukać. Niebezpieczeństwo dla mnie... kapłanek... ciebie. Potrzeba... kryjówki.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Słysząc sprzeciw mężczyzny wobec zaprowadzenia go do kapłanek dziewczyna wręcz jęknęła w duchu. To gdzie go niby miała zabrać w tym stanie? Równie dobrze mógł skończyć w którejś z bocznych uliczek gdyby nie jej pomoc, a ten jeszcze marudzi. Babka kiedyś opowiadała jej bajkę o grajku z magicznym fletem, który hipnotyzował słuchaczy. Dzięki instrumentowi mógł prowadzić myszu (lub dzieci, tu spotkała się z różnymi wersjami) we wskazanym przez siebie kierunku. Żałowała, że w tym momencie sama takowego nie posiada.
- Dobrze, spokojnie... Będziesz bezpieczny. Pójdziemy do mojego domu. - Nie była pewna tego co robi. Ledwo go znała, a do tego arystokrata ewidentnie miał historię, która mogła sprowadzić na nią kłopoty. Ba! Mogły znaleźć ją tak naprawdę w każdej chwili. Nie potrafiła jednak przejść obojętnie obok kogoś w potrzebie.
Powoli, krok za krokiem prowadziła go w kierunku południowej bramy, by następnie skręcić ku Placu Bubeusza. Zabierała go do własnego domu.


Ciąg dalszy nastąpi... tutaj.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Przechadzając się Złotą Ulicą, Meharyjka uśmiechała się lekko do siebie. Lubiła to miejsce, te stragany, te zapachy, te rozmaite dobra. Przypominało jej rodzinne strony. Tkaniny, torby, egzotyczne przyprawy - o, mają nawet szafran! - rozrzeźbione filiżanki, świeczniki i lampiony na naftę, świeczki w różnych kształtach i kolorach...

Podekscytowana przeglądaniem nowej kolekcji biżuterii z masy perłowej i bursztynu, nawet nie poczuła, jak zamieszawszy się w tłum, pewien zarośnięty chudzielec wyciągnął rękę do jej torby.

Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Na Złotą Ulicę wkroczył i Trevor, już drugi raz dzisiejszego dnia. Był zmęczony i zły. Okazało się, że poszedł do Labiryntu na darmo, bo rudera, w której spodziewał się znaleźć ważny trop w swoim śledztwie, została wręcz zdemolowana. Trevor bardzo nie lubił robić czegoś na darmo. Zastanawiał się, kto mógł go uprzedzić.
– W labiryncie, szukasz gwiazdy, co poprowadziłaby cię – zanucił pod nosem zasłyszaną dziś pieśń, świadom, że pewnie przekręcił słowa. Pieśń z jakiegoś powodu utkwiła mu w głowie. Odruchowo spojrzał w stronę, gdzie przed godziną stała rudowłosa bardka. Miejsce było jednak puste, nikt nie śpiewał. Nie szkodzi, pomyślał, Calvin i tak będzie umiał ją znaleźć.
Szedł dalej, kierując się w stronę przejścia do dzielnicy portowej. Sięgającego do torby bladolicej kobiety chudzielca zauważył instynktownie. Był zawodowym gliną, potrafił wyczuwać takie sytuacje. Zawahał się. Ponad wszelką miarę nie znosił złodziei, jednak nie był na służbie i nie powinien zachowywać się w sposób mogący ściągnąć na niego uwagę innych. Rozejrzał się po okolicznych zaułkach, próbując ocenić najbardziej prawdopodobną drogę ucieczki złodzieja, po czym zajął właściwą w swojej ocenie pozycję i czekał na rozwój wypadków.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Dama nic nie zauważyła, a patyczak z gęstą, wchodzącą w odcienie rudego (albo tak brudną) brodą bez problemu wyciągnął z jej torby jakąś rzecz. Przez ułamek sekundy coś błysnęło w słońcu, zanim zniknęło za pazuchą jegomościa.

Ruszył swoją drogą, nieco zbyt pośpiesznie stawiając kroki, jak na zwykłego przechodnia. Maszerował prosto na Trevora.
- Przepraszam - zaczął się uprzejmie przepychać między ludźmi, na których wpadał, chcąc jak najszybciej opuścić miejsce zdarzenia.
Ach, jaki niedoświadczony...

Awatar użytkownika
Halom
Posty: 69
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Trevor nie mógł się nadziwić, że tak banalna próba kradzieży doszła do skutku i nikt z obecnych zupełnie nie zorientował się w sytuacji. Rzucił ostatnie spojrzenie na okradzioną damę, chcąc ją dobrze zapamiętać. Bladolica kobieta, zapewne przedstawicielka rasy Mehari, zbyt wyróżniała się z tłumu, aby można ją było pomylić z kimś innym. Był przekonany, że bez problemu uda mu się ją odnaleźć w mieście, jeśli zajdzie taka potrzeba. Westchnął, wsunął ręce do kieszeni, a brodę za wysoki kołnierz kurtki, po czym udał się za złodziejem, bacząc, by ten nie połapał się, że jest śledzony. Z jednej strony był ciekaw, dla kogo pracuje oprych, z drugiej zaś, skradziony przedmiot, który Nimnarejczyk widział dosłownie przez chwilę, wyglądał na cenny. A Trevor niczego nie potrzebował tak bardzo jak pieniędzy.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Rudy jegomość, nieświadomy swojego ogona, podreptał w stronę dzielnicy portowej. Najwyraźniej był zbyt podekscytowany udaną kradzieżą, żeby zwracać uwagę na jakieś zasady dobrego kieszonkowca.

Jak to się teraz robi? Przenoszę nas do innego tematu? :P
Akcja przenosi się do Uliczek Labiryntu.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość