Rezydencja Alffiego
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Arya niedługo po udaniu się do pokoju, jeszcze przez chwilę zajmowała się Lokim oraz swoimi standardowymi potrzebami, nim ułożyła się przemęczona do snu. Jej towarzysz ułożył się wygodnie na skraju łóżka czując się najlepiej blisko rudowłosej. W końcu to właśnie przy niej czuł się najlepiej. Gdy sen zaczął nużyć dziewczyna, czuła jak dziwna obecność lub przeczucie przez moment obiega jej ciało, by potem zniknąć jakby nigdy go nie było. W śnienie...
Gdy otworzyła oczy nie znajdowała się już we własnym pokoju. Nie znajdowała się nawet w pomieszczeniu, czego jasnym dowodem było świecące nad nią słońce i przesuwające się chmury po błękitnym nieboskłonie. Jej plecy nie dotykały gładkiej pościeli, a twardej i sypkiej nawierzchni. Przesunęła po niej dłonią, czując drobny żwir oraz dotyk gleby. Do jej nosa docierała kakafonia zapachów takich jak świeża trawa, aromatyczny zapach palonego przez promienie żyta, rześki jak bryza wiatr.
Podniosła się. Znajdowała się w środku pola żyta i pszenicy, która zdążyła wyrosnąć zaledwie do połowy jej wzrostu. Pola te rozciągały się poza horyzont, unosząc i opadając na oddalonych pagórkach, tworząc niezwykły krajobraz. Źdźbła delikatnie falowały za sprawą powiewów chłodnego, lecz nie przenikliwego wiatru. Wyglądało to tak jakby pola imitowały zachowania fal na morzu. Rozglądając się Arya dostrzegła Lokiego, którego sierść przybrała złoto-rdzawy kolor. Światło padało na lisa jakby wykonany był z jakiegoś metalu nadając mu niezwykły blask. Lisek zaszczekał do niej szczęśliwy i pognał przed siebie, chcąc by ona podążyła za nim. Biegł w kierunku pojedynczego i jedynego drzewa, jaki był na polanie. Potężny dąb o rozproszonych gałęziach niczym gigantyczny parasol, rzucał cień na całym wzgórzu z którego wyrastał. A tuż pod nim, gdzie wielkie korzenie wystawały i wiły się, u podnóża leżała postać. O złotych lokach rozrzuconych po jego ciele, skulona w cieniu obejmując rękoma swoje kolana. Słychać było od tej osoby głębokie i zawstydzone szlochanie. Cały się trząsł i wyglądał jakby wielce cierpiał. To właśnie do niego biegł Lisek.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Pierwszy raz od dawna nie śniła koszmaru. Słońce, którego ostatnio miała tak mało napełniało ja radością i spokojem. Cieszyła się, że wyszła z rezydencji. Wcześniejsze dni spowodowały, iż szczerze tęskniła na naturą. Z przyjemnością muskała kłosy zboża dłonią wprawiając je w dodatkowy ruch. Były takie miękkie...
Słysząc jednak Lokiego przypomniała sobie, że nie ma nic przyjemniejszego w dotyku od jego futerka. Uśmiechnęła się do stworzonka, gdy ten zamachał do niej ogonem.
- No mój drogi, dziś to przesadziłeś. Jesteś jeszcze piękniejszy niż zazwyczaj. - Zachichotała, a potem ze zdziwieniem spojrzała jak ten zaczął uciekać. Nie... Raczej biegł wskazując jej kierunek.
Będąc już blisko drzewa dostrzegła skuloną postać. Przekrzywiła lekko głowę. Kto to był? Wyglądał dziwnie znajomo, a jednak nie była w stanie sobie go przypomnieć. Cierpiał. To wystarczyło, żeby zapragnęła mu pomóc. Powoli, łagodnie przykucnęła przy nim. Zachowywała się bardzo podobnie jak podczas spotkania z Lokim.
- Co się stało? Dlaczego jesteś tutaj sam?
Mówiła łagodnym, niezwykle delikatnym głosem. Jej wzrok zaś mógłby roztopić niemal każdy lód w sercu. Promieniowała z niej dobroć i chęć pomocy. Ostrożnie położyła dłoń na złotych lokach mężczyzny i zaczęła go głaskać. Tak będzie mu się łatwiej uspokoić.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Mężczyzna wpierw cofnął się od niej, niemalże odskoczył niezręcznie z swojej pozycji leżącej. Wyglądał jakby był niepewny zamiarów nowoprzybyłej, jednocześnie nie chcąc by ktokolwiek go pocieszał. Jednak gdy ta zbliżyła się po raz drugi, nie cofnął się. Jedynie zadrżał. Gdy jego czupryna była głaskana pozwolił sobie znowu na okazywanie swojej rozpaczy poprzez łzy. Łzy które spływały mu po policzkach niczym krople upadające z tysiącletniego stalagmitu.
- Nikt nigdy ze mną nie zostaje. Wszyscy przychodzą i odchodzą, a ja nie mogę odejść z nimi. Zawsze tu w cieniu. Zawsze sam. Tylko goście. Nigdy nic więcej. To mnie boli... tak bardzo mnie to boli... - Jego głos był melodyjny, jasny i szczery. Wypowiedziane przez łzy i szlochy, nie umniejszały w żaden sposób przedziwnej i wręcz pięknej gracji słów, które splotły się z jego głosu. Jego oczy złożone były ze złota tam gdzie była czerń, z turkusu tam gdzie była biel. Jego karnacja jasna z drobnymi, wręcz niewidocznymi prześwitami wybielonego brązu.
- Ty też mnie zostawisz. Tak jak wszyscy...
- Nikt nigdy ze mną nie zostaje. Wszyscy przychodzą i odchodzą, a ja nie mogę odejść z nimi. Zawsze tu w cieniu. Zawsze sam. Tylko goście. Nigdy nic więcej. To mnie boli... tak bardzo mnie to boli... - Jego głos był melodyjny, jasny i szczery. Wypowiedziane przez łzy i szlochy, nie umniejszały w żaden sposób przedziwnej i wręcz pięknej gracji słów, które splotły się z jego głosu. Jego oczy złożone były ze złota tam gdzie była czerń, z turkusu tam gdzie była biel. Jego karnacja jasna z drobnymi, wręcz niewidocznymi prześwitami wybielonego brązu.
- Ty też mnie zostawisz. Tak jak wszyscy...
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zmarszczyła nieco brwi starając się zrozumieć. Tak bardzo miała wrażenie, że go zna. A przynajmniej powinna znać. Dlaczego nie mogła sobie przypomnieć kim jest ten mężczyzna?
- Jesteś samotny...
Bardziej stwierdziła niż zapytała. Z jakiegoś powodu chciała mu pomóc, pocieszyć. Nie mogła jednak składać obietnic bez pokrycia. Zamiast tego, gdy ten wylewał łzy żalu przysunęła się jeszcze bliżej i przyciągnęła go do siebie. Trwali tak przez chwilę, każde pogrążone w swoich myślach i uczuciach. Przytulała go, nie przestawała gładzić po włosach.
- Wiem co to znaczy nie mieć nikogo. Znam ból samotności. Rozumiem, co to znaczy.
Wyszeptała cicho, niby do samej siebie. O tak... Ona również cierpiała w głębi serca już od wielu, wielu lat.
- Nie mogę obiecać, że tu zostanę. Jednak póki jesteśmy razem dlaczego nie cieszyć się z tego? Gdy jesteś sam, a możesz taki być nawet wśród tłumów, to wspomnienia przyjaciół ogrzeją Twoje serce. Czy chcesz się zaprzyjaźnić? Jak masz na imię?
Delikatnie, niemal czule położyła dłoń na jego policzku zmuszając by na nią spojrzał.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Mężczyzna nie oponował. Pozwolił dać się objąć przez nieznajomą, by móc przelać swoje łzy na nią. Swoje smutki. Swoje żale. Drżącymi rękoma chwycił za rękawy jej koszuli, jakby samemu upewniając się czy tak można, czy na pewno nie skrzywdzi to go bardziej niż by tego chciał. Trwał tak chwilę, pozwalając by sekundy zmieniały się w minuty, minuty w kwadranse. Z czasem zaczął płakać coraz mniej, przestał drżeć i szlochał już znacznie ciszej. Czuł spokój. Czuł przy swoim uchu łagodny rytm, tak znany mu, a jednocześnie tak obcy. Swobodny i równomierny rytm bicia serca, wydobywający się z wnętrza Aryi.
Pozwolił jej położyć na swojej ręce dłoń. Nie odpychał jej. Powinien to zrobić, jednak tego nie uczynił. Zamiast tego podniósł wyżej głowę pozwalając by jego spojrzenie zrównało się z jej. Złoto pływające w turkusowej otchłani jego oczu wpatrywało się w nią z nieopisanym bólem i chwilową, lecz szczerą radością. Ulga, trwająca sekundę w wiecznej agonii, rozbrzmiewała w jego umyśle echem pamięci. Uniósł dłoń do góry, wpierw niepewnie, sięgając w kierunku jej twarzy. Drobnym gestem zaczesał jej włosy za ucho i położył zimną dłoń na jej policzku. Jego usta nieznacznie zadrżały, jakby zapomniały wieki temu czym był uśmiech jednak próbowały wymuskać choć imitację tego gestu.
- Na imię mi Aldonzo.-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nie wiedziała skąd, jednak pojawiło się w niej przeświadczenie, że on jej potrzebuje. Że jest ostatnią, która może mu jakoś pomóc, nim jego serce pęknie całkowicie w sposób, którego nie da się naprawić.
Trwając w uścisku oparła swoją głowę o jego. Przyjmowała jego łzy i ból. Dawała mu oparcie, którego wyraźnie potrzebował. Żeby jeszcze bardziej mu ulżyć zaczęła cicho nucić melodię delikatną niczym ciepły letni wiatr. Taką, z którą miały odpłynąć wszelkie smutki.
Gdy podnosił rękę ku jej twarzy widać było, że delikatnie się napięła. Zakorzeniony głęboko w dziewczynie niepokój nie dawał jej spokoju nawet we śnie. Taki ruch najczęściej kojarzyła z bólem. Ten jednak nie nadszedł, a ku jej zdziwieniu zamiast tego poczuła przyjemny chłód. Przymknęła lekko oczy opierając policzek na tej obcej, a jednocześnie znajomej dłoni.
- W takim razie Aldonzo, czy chciałbyś zostać moim przyjacielem? Dzięki temu już żadne z nas nie będzie w pełni samotne. Bo zawsze gdzieś tam istnieć będzie drugie z nas.
Uśmiechnęła się, tym razem niepewnie i z lekkim zawstydzeniem. Nie odsunęła się jednak. Nie zdawała sobie sprawy, że ona potrzebuje tego w równym stopniu co mężczyzna.
- Ja się nazywam Aryanna. Cieszę się, że możemy się poznać.
Jej oczy w kolorze świeżej trawy błyszczały wpatrzone w jego, tak nietypowe. I znów dziwnie znajome.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Na bladej twarzy zdawało się, że wracają kolory. Niczym życie budzi się na wiosnę, tak i serce chłopaka poczęło czuć, że coś budzi się w nim. Jego spojrzenie wpatrzone w głęboką otchłań życiodajnej zieleni, jakim były jej oczy. Odsuwał wzrok kłócąc i walcząc sam ze sobą, jednak ostatecznie powracał z powrotem czując życie i radość. Czystość. Przy...przyjaźń? Czy takie było to uczucie? Czy tak mógł ktoś się czuć? Czemu... czemu to było takie... piękne?
- Aryanna. Tak. Zostańmy nimi... zostańmy... przyjaciółmi. - Wyszeptał, a na jego odzyskującej kolor licu objawił się szczery i przepełniony ciepłem uśmiech. Chciał by ten sen trwał wiecznie. By radość nigdy nie pozwoliła wyrwać się z tego świata zza kurtyny.
Po jego czach spłynęły łzy. Karmazynowe łzy szczęścia.
Nagle zerwał się ostry wiatr. Zdawał się on szarpać pola, szarpać gałęzie, szarpać chmury... szaprać ją. Czuła, że wiatr ją zabiera. Jak niewytłumaczalna siła natury odrywa go od złotowłosego mężczyzny. Ten próbował się jej złapać, próbował zachować ją przy sobie, by nie opuszczała go ona. Nie chciał być znów sam. Nie chciał by ktoś taki go zostawił!
Jej ciało uniosło się w górę, porywany przez wiatr, powietrze, świat. Aldonzo trzymał ją za rękę obiema rękoma zapierając się by ta nie odleciała. Siła popychała ją oraz ciągnęła jego pomału poza cień drzewa. Wiedział, że nie może wygrać. Jego złote oczy wirowały wokół turkusu niczym wir morski. Spojrzał się na nią przerażony, zrozpaczony. Krwawe łzy wyznaczyły wieczną ścieżkę smutku na jego twarzy.
- Proszę! Błagam! Jeszcze nie! Nie zostawiaj mnie! PROSZĘ!
Jej ciało uniosło się w górę, porywany przez wiatr, powietrze, świat. Aldonzo trzymał ją za rękę obiema rękoma zapierając się by ta nie odleciała. Siła popychała ją oraz ciągnęła jego pomału poza cień drzewa. Wiedział, że nie może wygrać. Jego złote oczy wirowały wokół turkusu niczym wir morski. Spojrzał się na nią przerażony, zrozpaczony. Krwawe łzy wyznaczyły wieczną ścieżkę smutku na jego twarzy.
- Proszę! Błagam! Jeszcze nie! Nie zostawiaj mnie! PROSZĘ!
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Jej serce wypełniała radość. Widziała, że przynajmniej część bólu, który odczuwał zelżała. Żałowała, że nie może z nim zostać. Żałowała, że nie może zabrać go ze sobą, dokądkolwiek by nie poszła. Chłonęła tę chwilę, starała się zapamiętać jego niezwykłe oczy.
- Już nimi jesteśmy.
Jego uśmiech sprawił jej więcej szczęścia niż mogła się spodziewać. Wyglądał niczym gwieździe niebo po nocnej nawałnicy. Pragnęła, żeby już zawsze zachował ten wyraz twarzy. Szczery i niewymuszony. Skąd ona go znała...?
Wtem porwał ją wiatr. Ze strachem starała się utrzymać rąk mężczyzny. Nie chciała odejść! Wiedziała jednak, że to nie zależy od niej i ich rozłąka jest nieunikniona.
- Pamiętaj co powiedziałam, nie jesteś sam! Nie w pełni! Przypomnij mnie sobie! Znajdź mnie!
Targana wiatrem suknia łopotała w powietrzu, a jej włosy były niczym tańczący płomień. Trzymała się z całej siły, a jednak czuła, jak mu się wyślizguje.
...obudziła się. Wyrwana ze snu usiadła ostrożnie na łóżku, żeby nie zbudzić Lokiego. Starała się uchwycić sen, zapamiętać go. Śniła o mężczyźnie o blond lokach i niezwykłych oczach. Jak on miał na imię? Nie była pewna. Jednak całą sobą pragnęła go jeszcze raz spotkać. Kiedy chciała przetrzeć oczy ze zdziwieniem odkryła, że twarz ma mokrą od łez.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Po raz kolejny jej pokój był pogrążony w ciemności, a jedynym dostępnym źródłem światła był łuna srebrnego światła odbijanego od księżyca wprost w niewielkie okienko sypialni. W pokoju panował zapach jakby świeżo wycieranego kurzu i choć się tu zadomowiła, to domem nazwać tego pokoju nie było wciąż w żaden sposób. Echo snów wciąż rezonowało w głowie dziewczyny, mimo iż rzeczywistość wzięła górę nad rozumem. Wciąż słychać było szum pszenicy...
Jakże pięknym doświadczeniem mogą one być, sny.
Jakże pięknym doświadczeniem mogą one być, sny.
Loki nie był obok niej na łóżku. Zdawała się, że słyszała po raz kolejny melodie. Tym razem znacznie żywszą, pełną kaskadującego vigoru na wysoko grającym instrumencie. Dźwięk pochodził z dołu, z salonu. To już wiedziała. Arya spojrzała się czy może Loki znowu nie stoi w drzwiach czekając na nią, jednak tak nie było. Lis był na środku pokoju i wpatrywał się w księżyc za oknem. Ze spojrzeniem pełnym utęsknienia. Jego oczy jak u dzikiego zwierzęcia czujący wewnętrzny zew puszczy. Jego ciało spokojne i ciche jak noc. Patrzył się, nieruchomo jak posąg.
Gdy już Arya dotrze do salonu, ujrzy dobrze znane i wyryte już w pamięci jej pomieszczenie. Tańczące cienie fresków na ścianie. Iskrzący kominek. Butelka i szklanki na stoliku. Fotel ustawiony do pierwotnego miejsca. A wśród tego wszystkiego Arlekin. Ubrany w niezwykle "pełny" strój, przepełniony chustami, fatałaszkami, pantalonami i wszelkimi nad zbyt zbędnymi elementami dodatkowego ubioru. Wszystko kolorowe kłównie w paski, kropki oraz kratę. Na szyi biało-czerwony żabot. We włosach wstążki ozdobione kolorowymi klejnotami oraz wielki, ozdobny pióropusz.
Siedząc na przysuniętej szafce Alffie grał żywą i interesującą melodię na metalowym flecie bocznym. Odwrócony był bokim i nie zwracał uwagi na nowo przybyłą, a przynajmniej tak się zdawało. Jego twarz, choć uśmiechnięta, była bardzo skoncentrowana na utworze.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Wytarła twarz do sucha, po czym podniosła się z łóżka. Znów zaspała. Chociaż jeśli miałaby śnić tak wspaniałe sny mogłaby się nigdy nie budzić. Dostrzegłszy swego lisiego przyjaciela uklękła przy nim i delikatnie pogłaskała go po głowie.
- Ty też tęsknisz za czymś nieuchwytnym, co Loki?
Miała dziwny nastrój, jakby ogarnęła ją melancholia. Pragnęła uchwycić coś, co wymsknęło się z jej rąk.
Szybko oporządziła się, a włosy tym razem splotła w gruby warkocz. Esposito już wiedział kim była, więc nie widziała sensu w ukrywaniu uszu. Poza tym zawsze chciała nosić inne fryzury, lecz nie mogła sobie na to pozwolić. Zostawiła jeszcze przy twarzy dwa luźne kosmyki i zadowolona z efektu zeszła na dół.
Kiedy dostrzegła swego gospodarza naszło ją dziwne uczucie. W pierwszym momencie bała się go. Obawiała się, że gdy tu przyjdzie zobaczy znów tego poważnego, zmęczonego życiem mężczyznę. Bała się, że znów w jakiś sposób się na niej wyżyje. Odetchnęła jednak z ulgą, że dziś nic się na to nie zapowiada.
Weszła głębiej do salonu.
- Dobry wieczór, panie Esposito.
Uśmiechnęła się do niego niepewnie. Czy będzie zły, że znowu się spóźniła? Powiodła wzrokiem po pokoju szukając czegoś do picia, jednak dojrzała tylko znane już sobie dziwne wino. Po przespaniu praktycznie całego dnia była spragniona.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Gospodarz przerwał granie na instrumencie i obejrzał się w stronę przybyłej artystki. Przekręcił przy tym głowę na bok, jakby dostrzegł coś z głębokim zainteresowaniem. Wzrokiem omotał ją od stóp do głów i uśmiechnął się nad wyraz szeroko. Zeskoczył on z szafki i lekkim rytmicznym krokiem podszedł do rudowłosej.
- Już mówiłem, mów mi Alffie! Choć, chcę byś wysłuchała przed twoją lekcją, która już teraz się zaczęła, mojego utworu. Chce byś go szczerze oceniła i powiedziała co myślisz o nim. Jest to jedna z 4 melodii, które znajdą się na przyszłych występach. Usiąść o tu, tutaj! - Mówił podekscytowany. Jego głos był nieco zachrypnięty i gdy mówił głośniej wydobywała się z niego cicha nuta wysokiego tenora.
- Już mówiłem, mów mi Alffie! Choć, chcę byś wysłuchała przed twoją lekcją, która już teraz się zaczęła, mojego utworu. Chce byś go szczerze oceniła i powiedziała co myślisz o nim. Jest to jedna z 4 melodii, które znajdą się na przyszłych występach. Usiąść o tu, tutaj! - Mówił podekscytowany. Jego głos był nieco zachrypnięty i gdy mówił głośniej wydobywała się z niego cicha nuta wysokiego tenora.
Chwycił za dłoń Aryi i pociągnął ją za sobą by usadowić ją na kolorowym fotelu na którym zazwyczaj to on samemu zasiadywał. Następnie sięgnął do rękawa z którego jakąś wręcz magiczną sztuczką wyjął butelkę z zakorkowanym winem. Ruchem paznokcia wystrzelił korek i nalał zawartość do kieliszka pół-elfki. Następnie obrócił się na pięcie by z powrotem wskoczyć na szafkę i kuglarsko podrzucając flet w powietrze złapał je do pozycji, gotów na swoje przedstawienie.
- Zwie się Wiosna.https://www.youtube.com/watch?v=YcwFOzw ... l=Gib%26Mo
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zaskoczył ją, tym razem jednak pozytywnie. Energia mężczyzny była wręcz zaraźliwa, przez co nie mogła się nie uśmiechnąć szeroko. Zachowywał się jak chłopiec, taki bardzo szczęśliwy z nowego towarzystwa.
Kiedy chwycił ją za rękę dała się poprowadzić we wskazane miejsce, chociaż siadając na fotelu lekko się spięła. Nie kojarzył się jej zbyt dobrze. Teraz, kiedy już się na nim rozsiadła musiała przyznać, że był nad wyraz wygodny. Idealny do czytania książki w pobliżu kominka, pod kocem i z kubkiem gorącej herbaty.
Nim jednak całkiem skupiła się na artyście... Przeniosła wzrok na swoją dłoń. Miał przyjemnie chłodną rękę, kiedy ją dotknął. To był chyba pierwszy kontakt fizyczny między nimi nie licząc tego, jak odsłaniał jej włosy pierwszego wieczoru. To uczucie, gdy ją na chwilę chwycił było dziwnie znajome. Przyjemne, lecz bardzo ulotne.
Kiedy otrzymała wino spojrzała na nie niepewnie. Butelka nie wyglądała jednak jak ta, z której sama nalewała napoju Aldonzo. Podejrzliwie powąchała zawartość lampki, w kiedy nie wyczuła żadnych dziwnych nut umoczyła w nim usta. Było pyszne, półwytrawne z delikatną ledwie wyczuwalną słodyczą.
Gdy arlekin zaczął grać przeniosła się do całkiem innego świata. Oczarowana zamknęła oczy chłonąc jego utwór, który rozbrzmiewał obecnie w całym pomieszczeniu. Trwała w zachwycie, nie śmiać zakłócić w jakikolwiek sposób ten cudowny spektakl. Dopiero gdy po dłuższej chwili dźwięk fletu ustal otworzyła oczy, żeby spojrzeć na mężczyznę.
- Słyszałam las o wschodzie słońca. Ptaki wystawiające swe główki z gniazd. Krople rosy skapujące z liści. Słyszałam jak życie budzi się do życia. To przepiękny utwór. Idealny, żeby stanowić wstęp do jakiejś historii. Niczym spokojny poranek z dużym kubkiem kawy w ręku.
Muzyką przywodziła jej na myśl znudzenie się ze snu. I wtedy sobie wszystko przypomniała. Teraz już wiedziała, dlaczego mężczyzna ze snu wydawał się jej znajomy. Śniła o nim, swoim gospodarzu. I chociaż to był pewnie nic nieznaczący sen nie mogła pozbyć się wrażenia, jakby było w nim ziarno prawdy. Czy Esposito mógł być tak samotny jak ten z jej snu?
- Panie Esposito... Aldonzo... Alffie... - Próbowała, które określenie go przyjdzie jej najbardziej naturalnie. A jednak, każde ją nieco krępowało.
- Zanim zaczniemy chciałam Cię przeprosić. Nasze poznanie się... Uniosłam się dumą mimo, że sama przyszłam tutaj prosić o pomoc. Zamknięcie w rezydencji nie jest dla mnie... Łatwe. Nie byłam wtedy fair w stosunku do Pana, do Ciebie.
Spojrzała na niego niepewnie, po czym odstawiła na stolik naczynie z winem i wstała pochodząc do blondyna.
- Chciałam zacząć jeszcze raz nasza znajomość, jeśli mi pozwolisz. Mam nadzieję, że po tym czasie zdążymy się prawdziwie zaprzyjaźnić.
Patrzyła w jego zielone oczy i chociaż były inne niż te z jej snu, to jednak miały w sobie też dużo podobieństwa. Czy Aldonzo za tym makijażem, kuglarskimi zachowaniami i scenicznym anturażem mógł być tym samotnym mężczyzną z jej snu? Nawet jeśli nie, to na pewno będą miłej spędzać czas jako przyjaciele niż gospodarz i chwilowy gość.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Po zagraniu utworu, Arlekin oparł się na zgiętej dłoni i począł słuchać opinii swojego gościa. Gdy opisywała Wiosnę gospodarz cierpliwie wysłuchał jej zdania, by pod koniec zaakcentować jej wypowiedź gromkim śmiechem. Śmiech brzmiał nieco metodycznie, wręcz jakby był wyuczony z lekkimi przerwami.
- Niczym kubek kawy w ręku? No takiej oceny jeszcze nie dostałem. Z pewnością oryginalne choć muszę przyznać, że brakowało mi opisu pożegnania w twojej wypowiedzi. To ma być utwór rozpoczynający, a by coś rozpocząć, wpierw należy coś zakończyć. - Oznajmił wstając z szafki i rzucając spojrzeniem na Lokiego, który to kręcił się po pokoju odkąd wszedł jakby nie mógł znaleźć swojego miejsca. Z uśmiechem na twarzy Alffie doskoczył do zwierzęcia. Lis zaskoczony próbował odskoczyć, jednak zręczność Inenomura przekraczała wszelkie oczekiwania. Został złapany i od razu po tym podrzucony w powietrze. Skonfundowany zwierzak wydał z siebie zaskoczony pisk, w którym brzmiała nuta satysfakcji. Nim wylądował z powrotem w ramionach zdążył zrobić ku zaskoczeniu Aryi fikołka w powietrzu, na co Gospodarz zaczął głaskać zadowolony. Po tej niespodziewanej akcji odłożył Przewodnika na deski salonu, przejeżdżając po raz ostatni palcami po jego grzbiecie. Loki zadrżał intensywnie zarówno ciałem jak i ogonem na ten ostatni gest, a następnie pobiegł do kominka po drodze trącając pyskiem o Aryie.
- Ich nie ma się czym przejmować, było minęła. Wybaczonaś ty ze wszystkich uczynków z któryś winna na sumieniu swym. A teraz... teraz ty zagrasz coś, bym mógł odpowiednio dostroić się do twojego kunsztu. Wybierz instrument, a taki Ci dostarczę. - Powiedział zbliżając się bliżej i rozsiadając się wygodnie na długiej sofie, lądując na niej z wyskoku. Obserwował ją zza lekko zmrużonych oczu, z wyraźnym, zamkniętym, szerokim uśmiechem. Jakikolwiek instrument by nie wybrała, ten by niespodziewanie wyjął go zza pazuchy i postawił przed nią. No chyba, że byłoby to fortepian. To wtedy wiadomo, rzuciłby nim w nią by mogła lepiej zgrać się z instrumentem.-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zmarszczyła nieco nos na jego reakcję. Czy on ją właśnie wyśmiał? No wyśmiał jak nic! Mimowolnie jednak sama szybko uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- A żebyś wiedział, że jak kawa! Nie ma nic lepszego od spokojnego poranka, kiedy jeszcze w piżamie możesz usiąść w oknie i powoli się rozbudzać. Witać nowy dzień ze swoistym namaszczeniem! No... przynajmniej ja bez takiej kawy jestem niemal inną osobą. Nie chciałbyś się przekonać.
Teraz sama się zaśmiała. Dziwnie było tak się droczyć z Aldonzo. Miała wrażenie, jakby ten cały czas nosił maskę, a jego zachowania były na pokaz. A mimo to zdawać by się mogło, że w każdym kłamstewku było jakieś ziarno prawdy.
- Pożegnanie mówisz... Mimo, iż tam faktycznie było, to jednak nie chcę się skupiać na takich rzeczach. Wiem, że zabrzmi to naiwnie, ale zbyt dużo ich doświadczyłam. Rozstania nigdy nie są przyjemne, zawsze bolą. Dlatego wolę się skupiać na powitaniach. Nowych szansach. Okazjach, które otwierają okno na nowe możliwości. Tak jak na naszym poznaniu się. Dla mnie to możliwość przeżycia czegoś niesamowitego, a dla Ciebie próba wytrzymania ze mną.
Kiedy był... taki, zaczynała widzieć go nieco winnym świetle. Korciło ją, by się droczyć. Chciała sprawić, żeby śmiech mężczyzny zrobił się bardziej szczery, a w oczach pojawiło się prawdziwe rozbawienie.
Kolejny raz też widziała, w jaki sposób ten dzieli się swym sercem ze zwierzętami. Nie mogła go rozgryźć, miał wokół siebie zbyt dużą dozę tajemniczości. Był zbalansowaną dysharmonią. Kimś tak pełnym sprzeczności, że ciężko było go dokładnie opisać. A jednak w stosunku do Lokiego zdawać by się mogło, że przejawiał nieco więcej prawdziwego siebie, niż wobec ludzi. A może tylko jej się wydawało?
Gdy kazał jej wybrać instrument ona uśmiechnęła się psotnie. Może nawet nieco wyzywająco. Zamiast powiedzieć na głos czego potrzebuje podeszła do niego i... chwyciła flet, na którym sam przed chwilą grał.
- Proszę wybaczyć mi mą niesubordynację, ale zazwyczaj gdy czegoś potrzebuję sama to sobie biorę.
Żeby było jej wygodnie usiadła nie na fotelu, a raczej jego oparciu. Przymknęła oczy chcąc wydobyć siebie, swoje jestemstwo nieco bliżej powierzchni. Chciała przywołać uczucia, które towarzyszyły jej podczas wypraw do lasu, nad rzekę. I gdy już to miała uniosła flet przykładając usta do tego samego miejsca co on wcześniej.
Melodia, która wypełniła salon była delikatna niczym letni wiatr przynoszący ukojenie w upalny dzień. Muskała serce słuchacza czule, obejmowała i kołysała. Budziła dawno stłamszone pragnienie wolności. Była rzeką, której spokojny strumień płynął przez cały świat. Była wiatrem, którego nikt nie mógł chwycić.
I kiedy tak grała to właśnie wiatr zdawał się z nią delikatnie rezonować. Eter powietrza wirował wokół niej czekając na wezwanie. Oplatał ją delikatnie z każdej strony niemal niezauważalnie unosząc jej włosy oraz rąbek sukienki ku górze. Rozprzestrzeniał zapach jej skóry po pokoju. I dopiero gdy melodia się zakończyła również magia powoli opuszczała pomieszczenie. Zupełnie, jak gdyby nic się nie stało. A ona jeszcze przez moment trwała tak, z zamkniętymi oczami i delikatnym, niemal tęsknym uśmiechem na ustach.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Gdy z powrotem otworzyła oczy, w salonie zrobił się mały bałagan. Kieliszki przewróciły się na stole, butelka wina z którego piła leżała bokiem wylewając z siebie powoli swoją zawartość. Niektóre szafki w pomieszczeniu otworzyły się, a z ich wnętrza wyleciały rozmaite dodatki do ubrań i liczne zwitki materiału w przeróżnych kształtach oraz kolorach. Klapa od fortepianu była przymknięta, mimo iż wcześniej oparta była na stelażu. Niektóre w pół-spalone kawałki drewna wyleciały z kominka o mało nie przypalając dywanu. Stojak na pogrzebacz leżał znacznie dalej, bardziej rzucony w kąt niż przewalony. Z jakiejś szafki wyleciały narzędzia, które rozsypały się w okolicy drzwi wejściowych, a nawet jakieś nożyczki wbiły się w nie.
Zapewne zaskoczona tą scenerią, Arya szukałaby wzrokiem Alffiego by dowiedzieć się lepiej co tu zaszło, jak do tego doszło. Czy to ona? Czy Loki coś napsocił w fenomenalnym stylu? Czy może to sam gospodarz coś uczynił gdy nie patrzyła? Czuła się dziwnie. Jakby ktoś rysował jej spojrzenie, jakby świat przed nią falował i drgał w nieokreślony sposób. Czuła, że coś obudziło się w niej, jednak nie na tyle by kompletnie rozkwitnąć. Prędzej jak... wybijający pęk kwiatu uznający, że nadeszła właściwa pora na wyjście na świat. Coś pierwotnego. Dzikiego, a jednocześnie bliskiego wręcz naturalnego. To uczucie nieco przypomniało jej mamę...
Bardka z zapytaniem spojrzała się na sofę, gdzie był wcześniej Arlekin.
Nie było go tam.Bardka z zapytaniem spojrzała się na sofę, gdzie był wcześniej Arlekin.
Sofa stała pusta, szafka na której siedział też. Nie było go przy pianinie, ani przy stojących prawie zbitych gablotkach. Nie było go za meblami, nie było pod materiałami. Nie był schowany w kącie, ani za zasłonami. Nie czaił się tuż za nią, ani nie krył się w cieniach. Zniknął bez śladu.
Jednak nie była kompletnie sama, bo pod warstwą wysypanych ubrań coś się poruszyło. Spod materiałów wyszedł bowiem Loki, którego zdradziło wcześniej wesoły pisk jaki wydawał na co dzień. Rudowłosa ciesząc się jak zawsze na jego widok, poczuła jak wirowanie przed jej oczami narasta.
I narasta.I narasta...
Nagle przed nią nie stał już Lisek. Wyglądał może jak on. Patrzył się na nią jak on. Wydawał dźwięki jak on. Jednak nie mogła by uwierzyć samej sobie na słowo mówiąc, że to Loki. Zwierzak bowiem wyglądał jakby całe jego ciało zrobione było z oddzielnych sekcji na kształt drewnianych części. Nogi podzielone przez metalową gałkę w zgięciu. Ogon podzielony na 6 części połączony ze sobą cienkim jak szkło materiałem. Tors złożony z 4 podzielonych elementów, przeciętych w poprzek jakby nie miał organów wewnętrznych.
I pysk, którego uszy oraz szczęka też były rozdzielone wisząc luźno. Bezwładnie. Oczy niczym szklane paciorki, piękne, bardzo realistyczne, a jednocześnie tak bardzo martwe.
I pysk, którego uszy oraz szczęka też były rozdzielone wisząc luźno. Bezwładnie. Oczy niczym szklane paciorki, piękne, bardzo realistyczne, a jednocześnie tak bardzo martwe.
Jednak to nie było najgorsze. Najgorszym były nitki wbite w jego strukturę niczym harpuny zarzucone w morskie istoty w głębin. Każdy ruch lisa, każdy drgnięcie, każda istota jego życia zdawała się być uzależniona od tych nici. Jakby bez nich nie istniał wybór, nie istniał on sam. To nie był Loki, którego znała. To był coś jak...
Marionetka.
Marionetka.
Sznurki sięgały w górę. W jedyne miejsce, którego jeszcze nie sprawdzała podczas całych swoich przeszukiwań. W końcu czemu miałaby szukać czegoś na suficie? Co mogłoby się tam znajdować?
Cokolwiek to było, ciągnęło za sznurki Lisa. Czy odważyłaby się spojrzeć w górę? Czy jest w stanie żyć z tym co za chwilę zobaczy?
Świat zaczął drżeć coraz mniej...
Cokolwiek to było, ciągnęło za sznurki Lisa. Czy odważyłaby się spojrzeć w górę? Czy jest w stanie żyć z tym co za chwilę zobaczy?
Świat zaczął drżeć coraz mniej...
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Grała całą sobą. Wkładała w to wszystkie uczucia, jak zwykle podczas swych wycieczek (ucieczek?) poza miasto. Zamknięta w rezydencji chciała znów poczuć się wolna i pokazać Gospodarzowi jakie może to być wspaniałe. I dlaczego będąc uwięzioną w czterech ścianach tym bardziej pragnęła wrócić do świata. I gdy tak starała się wydobyć z siebie wszystko to, co najlepsze, po raz pierwszy sięgnęła głębiej niż kiedykolwiek.
Gdy odsunęła flet od ust czuła się... dziwnie. Jak jeszcze nigdy. Jednocześnie nadzwyczaj lekko, ale również dawno nie czuła, że tak twardo stoi na ziemi. Nie rozumiała tego. A jednak z jakiegoś powodu zawładnęła nią nostalgia.
Wystarczyło jednak otworzyć oczy, żeby to wszystko zniknęło. W pierwszym momencie powiodła wzrokiem zaskoczona po pokoju. Jakim cudem, w przeciągu kilku minut salon się tak zmienił?!
- A...Alffie? - Zapytała niepewnie. To znowu się działo! Znowu kiedy się z nim spotykała wszystko stawało na głowie! Bała się na samą myśl, czego tym razem będzie musiała doświadczyć. Bo czy to było sprawiedliwe myślenie czy nie, to jednak przypisywała je Aldonzo. Któż inny mógłby być za to odpowiedzialny?
Odłożyła flet na fotel i postąpiła niepewnie kilka kroków bliżej środka pokoju. Jakim cudem niczego nie zauważyła? Dlaczego nic nie słyszała?! Jej gra nie była przecież aż tak głośna. A jednak wyglądało na to, jakby przeszło tędy tornado.
- Aldonzo, to nie jest zabawne... - Poczuła, że mimowolnie zadrżała. Dlaczego kręciło się jej w głowie? By poczuć się nieco pewniej przytrzymała się oparcia sofy. Szukała go wzrokiem. Jakim cudem mogła wcześniej pomyśleć, że jest nawet całkiem sympatyczny? Ona się chyba nigdy nie nauczy.
Zobaczywszy ruch pod stertą ubrań serce jej zabiło mocniej. Och, zapewne jego walenie słychać było w całej rezydencji! Cała spięta oczekiwała co takiego tam znajdzie, lecz wystarczyło cichutkie piśnięcie, żeby nieco się rozluźniła. Rozpoznałaby ten dźwięk wszędzie. To był głos jej ukochanego Przewodnika.
- Loki... jak się tam znalazłeś łobuzie? To Twoja sprawka? - Podeszła do górki ubrań i przykucnęła przy niej. Chciała pomóc mu się wygrzebać spod sterty materiału i gdy już miała odrzucić ostatni bibelot zobaczyła go. Ale to nie był JEJ Loki. To co widziała w niczym go nie przypominała! Z jej gardła wyrwał się urywany okrzyk, kiedy odskoczyła od niego upadając na pośladki. Nie... lis, którego znała był cudownym stworzeniem o futerku tak miękkim, że chciało się cały czas go głaskać. To istna kumulacja energii i psot zamknięta w małym ciałku. Był ciekawskim, pełnym życia zwierzęciem. A to co widziała... To nie był jej Przewodnik.
Żeby kolejny raz nie krzyknąć zasłoniła usta dłonią. Czy od niego naprawdę odchodziły jakieś linki? Kręciło się jej w głowie. Serce waliło jak głupie, a w płucach brakowało tchu. A jednak mimo wszystko zaczęła unosić wzrok ku górze. Przesuwając go po sznurkach spojrzała na sufit.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Gdy już spojrzenie sięgnęła ku górze, widok nitek prędko zaczął znikać z jej oczu, a gdy dotarła wzrokiem do żyrandola, sznurki zdały się zniknąć jakby nigdy nie istniały. Złoty żyrandol na suficie był dość wysoko zawieszony. Na tyle, że wielką trudnością by sprawiło zapalanie i gaszenie świec na stojakach, które powinien posiadać. Jednak po przyjrzeniu się bliżej można było dostrzec, że żadnych uchwytów ani stojaków na nim nie było. Zupełnie jakby było pustą, mieniącą się szlachetnym metalem ozdobą. Jednak była na niej jedna rzecz, która odstąpywała od normalnej struktury tego przedmiotu, a mianowicie chodziło o trapez umocowany pod nim, także ozłocony. Arya widywała tego typu trapezy zamontowane na żyrandolach i umocowaniach sufitu na całej rezydencji. Nawet w bibliotece był jeden, jak zdążyła kiedyś w pół-zauważyć. Można by myśleć, że była to jakaś specyficzna forma ozdoby. Jednak człowiek zwisający z niej szybko nadawał tym trapezom nowe znaczenie.
Alffie był zawieszony pojedynczą stopą o trapez, głową ku dołu. Druga jego noga przyłożona była do pierwszej w pozycji zgiętej, a on sam wyglądał niczym jak akrobata w Cyrku. Uśmiechał się szeroko i z wyraźnym zaskoczeniem w oczach spoglądał na Arye. Palce u jego dłoni delikatnie drgały, jakby poruszały się na niewidzialnych strunach lutni. Arlekin poprawił dłonią w nonszalanckim geście zwisający kosmyk włosów i napiął się gwałtownie, wyskakując z trapezu. Zrobił w powietrzu fikołka i wygiął swoje ciało w imponującej pozie lądując z niepospolitą gracją na stoliku czym zrzucił wszystko co na nim było na ziemię.
- Panno Janon! Jak niezwykłym jest to co uczyniła pani! Wpierw melodia, imponująca zaiste wielce ekspresywna w poczucia swoistej... WOLNOŚCI, TAK! Jednak potem...bah! - Tu tupnął głośno nogą w stół, na którym nadal stał, ekspresywnie przemawiając do niej.
- Obudziłaś w sobie wewnętrzny zew dziczy! Cóż za wyjątkowa sytuacja. Ekstraordynarna w pewnym sensie! Tak tu w salonie mym, chcąc uczyć cię sekretów sztuki, tak ty przedstawiasz mi sztukę swojego dziedzictwa. Rodem z elfów! Brawo, Aryanno! Brawo! - Powiedział uraczając swojego gościa powolnym i znaczącym applausem idąc w kierunku sofy, na którą to wskoczył z łatwością. Usiadł okrakiem na podparciu do sofy, wpatrując się w nią. Ręką pocierała sobie policzek, niemalże jak krytyk surowo ocenia występ, jednak szeroki uśmiech na jego twarzy zdawał się niweczyć tą surowość... lub też nie.
- Obudziłaś w sobie wewnętrzny zew dziczy! Cóż za wyjątkowa sytuacja. Ekstraordynarna w pewnym sensie! Tak tu w salonie mym, chcąc uczyć cię sekretów sztuki, tak ty przedstawiasz mi sztukę swojego dziedzictwa. Rodem z elfów! Brawo, Aryanno! Brawo! - Powiedział uraczając swojego gościa powolnym i znaczącym applausem idąc w kierunku sofy, na którą to wskoczył z łatwością. Usiadł okrakiem na podparciu do sofy, wpatrując się w nią. Ręką pocierała sobie policzek, niemalże jak krytyk surowo ocenia występ, jednak szeroki uśmiech na jego twarzy zdawał się niweczyć tą surowość... lub też nie.
W między czasie Loki, który wyglądał już kompletnie normalnie jakby nic z tego co widziała wcześniej nie istniało, odsunął się nieco zdziwiony całą sytuacją. Wyglądał jakby nie wiedział co ma robić i był zakręcony od całej tej sytuacji. W jego oczach wyglądało jakby chciał podejść i być blisko Bardki, a jednak jej reakcja wcześniej zdała się go przestraszyć. Wyglądał trochę jak na początku znajomości z Aryą, przestraszony i niepewny.
- Pomijając jednak nagły zryw pani ukrytego daru... twoja muzyka może i zaimponuje na salonach, jednak nie pociągnie słuchaczy za serca. Bowiem jak piękny świat by nie był, to ludzi nie ciągnie do czystego piękna, o nie... Smutnym jest, że pragną czuć emocje bliżej znane im. Takie które mogą zaznać na co dzień jednak, nie chcą ich doświadczyć. Strach... ból... strata. Gdy muzyka może przywołać w nich te uczucia... wtedy staje się potężną bronią dla ludzkiej duszy.Teraz...hmm... teraz moja kolej by wypadało. Powiedz jakiż instrument chciałabyś usłyszeć w wykonaniu mym...
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nie wiedziała już co się z nią działo. Miała wrażenie, że oczy płatają jej figle. Tak jakby patrzyła na świat takim jakim jest, a jednocześnie zaczynała dostrzegać coś nieistniejącego. A może... może właśnie zaczynała widzieć więcej niż kiedykolwiek w życiu? Bała się tego. Obawiała się nieznanego, w które była wrzucana. Niczym nieumiejące pływać dziecko zrzucone z pomostu. Miała wrażenie, że tonęła w doznaniach strachu i niepewności.
A widok Aldonzo wcale jej nie pomagał. Och, ależ oczywiście z pierwszym momencie odetchnęła z ulgą, jakby ten dziwaczny Arlekin stał się swoistą kotwicą w tym morzu szaleństwa. Zaraz jednak, gdy w iście popisowy sposób zeskoczył na ziemię czuła jak cała się napina. On był kimś, kogo nie sposób było zrozumieć. Nieobliczalny. Chaotyczny. I jednocześnie coś ją do niego przyciągało. Tym bardziej tego nie rozumiała. Tak samo jak nie rozumiała tego co widzi. Co czuje. Co słyszy. Czy tak to wygląda, kiedy traci się zmysły? Z poczuciem winy spojrzała na Lokiego. Jej Lokiego. Lisiego Przewodnika, który cały czas dotrzymywał jej towarzystwa. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, chociaż gest ten nie obejmował jej oczu i przykucnęła. Bezgłośnie wyszeptała "chodź" wyciągając do niego rękę, a kiedy ten już był blisko czule pogłaskała go po głowie. Ostatnie co chciała to to, żeby się jej bał. Choćby straciła zdrowy rozsądek nie mogła sobie pozwolić, żeby go skrzywdzić. Szybciej gotowa była zrobić to samej sobie.
Alffie zaczął ją wychwalać. Dostrzegał jej talent, co już wcześniej zakomunikował dziewczynie. Docenił melodię, w którą przelała swą wrażliwą duszę. Gdy tupnął w stolik ona lekko podskoczyła, cała napięta jak struna. A potem jego słowa, w które ciężko było jej uwierzyć.
- Mówisz, że ja to zrobiłam? - Powiodła zszokowanym spojrzeniem jeszcze raz po salonie, jakby na nowo oceniając istotę zmian. Chaos, który powstał w pomieszczeniu. Jak? Jakim cudem była do tego zdolna? Przycisnęła zaciśniętą dłoń do piersi próbując uspokoić walące serce. Wręcz czuła jego bicie pod swą ręką.
Nie umknęła jej mimo wszystko jedna rzecz. On chyba jako jedyny używał jej pełnego imienia. Nie Arya. Aryanna. Było to nowe doświadczenie, niespodziewane. A jednak podobało jej się to. Wystarczyła ta pozornie drobna zmiana, żeby spojrzała na niego inaczej jak do tej pory. Długim, przeciągłym spojrzeniem.
Była wielkim kłębkiem emocji, tak skrajnych i różnych, jak jeszcze nigdy nie podejrzewała, iż jest to możliwe. Ekscytacja mieszała się ze strachem. Lęk z radością. I coś jeszcze, co dopiero po chwili była w stanie nazwać. Głód doznań.
Jej spojrzenie zmieniło się delikatnie. Nie uciekła całkowicie w pustkę jak to zazwyczaj się działo, gdy doświadczyła zbyt wiele. Teraz żywa zieleń jej oczy zdawała się wciągać swą głębią. Chłonęła. A gdy patrzyła na Alffiego zaczynała widzieć go na nowo. I w ogóle tego nie rozumiała.
- Lutnia.
Zdawać by się mogło, że to było wskazanie instrumentu, na którym miał zagrać. A jednak kiedy wyciągnął ją zabrała mu ją z rąk patrząc mężczyźnie cały czas w oczy. Tym nowym, innym spojrzeniem.
- Chcesz usłyszeć o bólu i stracie? O cierpieniu codziennego życia? Dobrze...
Usiadła tuż przy nim tak, że niemal dotykała go ramieniem. I nie dość, że grała, to z jej ust wydobyła się pieśń. O ile wcześniej za pomocą fletu pokazała mu swoje dziedzictwo krwi, tak teraz przywołała wszystkie łzy, które wielokrotnie wylewała.
- Żegnajcie wszystkie plany, które snułam. Żegnajcie kontrakty, dziś mogę zrobić, co tylko zapragnę. Bez głodu, bez snów z wyjątkiem marzeń, delikatnych i ciepłych. Bezpiecznych od wszelkiej szkody, spokojnych. Nie tęsknię za wszystkimi złodziejami, za wszystkimi głupcami, którzy mnie ograniczali. Przychodzili i odchodzili i mnie mijali. Dziś już nie tęsknię za niczym. Żegnajcie wszystkie ziemskie pozostałości. Żegnajcie brzemiona, ojcowskie długi do spłacenia. Bogowie mogą pozwolić odpocząć strudzonym kościom, gdy ciężar świata wreszcie opada...
Chciał usłyszeć ból. Usłyszał. Teraz wyciągnęła swe skrzywdzone wnętrze. Swój kryształowy kielich duszy, który pękał z każdą krzywdą, jakiej doznawała. I wszystko mu pokazała.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Alffie gdy za pomocą kuglarskiej sztuczki wyjął wręcz z "rękawa" lutnię, na jego twarzy pojawiła się zdziwiona mina jak nagle instrument został mu wyrwany z ręki. Przez drobny moment widać było u niego niejako dziecinną reakcję, jakby miał zaraz tupnąć i zaprotestować. Jednak tak nie nastąpiło. Zamiast tego Arlekin oparł głowę o policzek i obserwował co wyczynia jego uczennica. Gdy przysiadła się bliżej, nawet nie drgnął. Można by pomyśleć, że wręcz zastygł na moment.
Gdy zaczęła śpiewać, gwałtownie zwrócił swoje spojrzenie na jej usta. Wyglądał jakby nie spodziewał się śpiewu na lekcji instrumentu i przez jakiś czas trzymał tą minę w zamrożonym wyrazie twarzy. Kiedy jednak wsłuchał się odpowiednio w melodię, a przynajmniej tak wyglądał jakby to robił, wykonał gwałtowny ruch nadgarstka, a flet niemalże magicznie znalazł się znów w jego dłoni. Z lekkim uśmieszkiem zerknął na czerwono-włosom i gdy tylko zaczęła nowy interwał, on dołączył się w formie akompaniamentu. Nie wybijał się melodią, a jedynie podbudowywał jej pieśń i podkreślał gwałtowne ruchy strun. Zmiękczał cały utwór tak, że stał się bardziej plastyczny. Sprawiło to, że głos Aryi nabrał znacznie więcej mocy, a ból który chciała przekazać został znacznie lepiej przekazany dzięki harmonijnej melodii dętego instrumentu, kontrastując lecz i pasując zarazem.
Gdy skończyli grać i śpiewać, instrument opuścił dłonie Gospodarza równie prędko co się w nich pojawił. Dłoń zakończona szponiastymi wręcz pazurami sięgnęła do jej podbródka i chwyciła ją. Dłoń była zimna w dotyku, szpony zabójczo ostre z bliska, a struktura białego podkładu sypka jak popiół. Zapach też był zbliżony do popiołu.
Aldonzo obrócił jej policzek w bok, samemu pochylając się tak, że jego czoło zetknęło się z jej czołem. Jego zielone spojrzenie było bliżej niż kiedykolwiek, dało się dostrzec każdy szczegół jego karykaturalnie umalowanej twarzy oraz drobne zakryte akcenty, które skądś znała... Z tak bliskiej odległości można by było wręcz poczuć jego oddech jednak z jakiegoś powodu... Arya nie wyczuwała oddechu. Nawet kiedy się odezwał mogła by przysiądz, że nie wziął wdechu wcześniej. Zieleń w zieleni drążyła w głębi samej siebie. Jego oczy były teraz dzikie. Jakby miał zaraz ją rozerwać na strzępy.
Aldonzo obrócił jej policzek w bok, samemu pochylając się tak, że jego czoło zetknęło się z jej czołem. Jego zielone spojrzenie było bliżej niż kiedykolwiek, dało się dostrzec każdy szczegół jego karykaturalnie umalowanej twarzy oraz drobne zakryte akcenty, które skądś znała... Z tak bliskiej odległości można by było wręcz poczuć jego oddech jednak z jakiegoś powodu... Arya nie wyczuwała oddechu. Nawet kiedy się odezwał mogła by przysiądz, że nie wziął wdechu wcześniej. Zieleń w zieleni drążyła w głębi samej siebie. Jego oczy były teraz dzikie. Jakby miał zaraz ją rozerwać na strzępy.
- Piękne. - Wyszeptał i przez drobny moment zdawałoby się, że pochyla się jeszcze bliżej do przodu, jednak wtedy puścił ją i odskoczył z Sofy tak, że wylądował na swoim fotelu, zakładając szeroko nogę na nogę. Schylił się by sięgnąć po wpół rozlane wino, upadłą zabezpieczoną butelkę JEGO wina oraz ocalałe dwa kieliszki. Następnie nalał otwartego wina dziewczynie, a samemu rozdrapał wosk i zębami wyciągnął korek, który wypluł z ust nad głową w taki sposób, że koziołkując wpadła do kominka. Powąchał aromat nowo otwartego trunku i... pociągnął go z gwinta. Gdy to zrobił pewna nie werbalna drapieżność osłabła w jego oczach, stając się na powrót... Alffiowa.
- Widzisz jak dużo potrafi dać dobry akompaniament? Twoje przedstawienie było odpowiednie w kryteriach, które przedstawiłem, jednak dopiero gdy dołączyłem do ciebie... poczułaś wtedy to drżenie? Ten rezonans? To właśnie lud pragnie usłyszeć i to należy im dać.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Grała dopóki nie skończyła się pieśń, a jej smutek nie uleciał razem z nią. Chociaż... on i tak zawsze pozostanie. Gdzieś tam głęboko na dnie serca. Nauczyła się jednak z nim żyć.
Skupiona na śpiewie na chwilę odpłynęła myślami. Wspominała swoje wcześniejsze życie - wychowującą ją babkę, znęcającego się ojca, próby zdobycia pieniędzy, żeby przetrwać chociaż jeszcze dłużej. Może nie wywodziła się z Labiryntu, jednak Dzielnica Portowa też nie była miejscem łatwym do życia. Wyrwana z zamyślania, czując zimną dłoń na swoim podbródku zamrugała zaskoczona. Nie ruszała się, pozwalając Gospodarzowi obrócić swoją głowę. Jej wzrok dalej pozostawał nieprzenikniony, lecz przewijała się w nim również swoista kruchość. Mimo obecnego stanu mięśnie dziewczyny napięły się, niby gotowe do ucieczki. Nie ruszyła się jednak nawet na milimetr walcząc ze swoimi odruchami. Siedzący przed nią mężczyzna był szansą. Jego pomoc mogła odmienić jej życie, a przyznała już sama przed sobą, że nie chciała wracać do tego, jaka była wcześniej. Nie chciała być już tak słaba. Zdobywając umiejętności potrzebne do występowania na salonach stanie się rozpoznawalna i ludzie zaczną ją szanować. Przynajmniej w to wierzyła. W końcu... czy zieleń nie była kolorem nadziei?
Kiedy Aldonzo od niej odskoczył wciągnęła powietrze i dopiero wtedy rozluźniła się nieco. Zaczynała już inaczej patrzeć na mężczyznę, bo o ile wcześniej wzbudzał w niej strach, tak teraz była nim zaintrygowana. Sarya dobrze określiła Esposito jako ekscentrycznego. To bardka nie pomyślała, że tacy ludzie potrafią być również niebezpieczni. Dzikość w oczach blondyna tylko to potwierdzała.
W końcu wstała jednak z kanapy i przyjęła od swojego Gospodarza lampkę z winem. Nie piła zbyt często alkoholu, ale musiała przyznać, że to jej smakowało. Zamoczyła ostrożnie usta w szkarłatnym płynie i przełknęła powoli rozkoszując się jego smakiem. Zastanawiała się też dlaczego mężczyzna opanował się dopiero po wypiciu swojego trunku. Czy to możliwe, żeby miał ten sam pociąg do alkoholu co jej ojciec? Na samą myśl zabiło jej mocniej serce. Jeżeli okazałaby się to prawdą nie zostałaby tutaj.
- Tak. Instrumenty uzupełniały się nawzajem. Ich harmonia wzmocniła przekaz. Widzę tylko jeden maleńki problem... - uśmiechnęła się niepewnie. - Nie planowałam występować w grupie, a sama mogę grać na jednym instrumencie naraz.
Usiadła na kanapie i poklepała miejsce obok siebie, żeby zachęcić Lokiego, by wskoczył tam. Owszem, przestraszyła się go wcześniej. Dalej nie rozumiała co zobaczyła i czy to w ogóle faktycznie się wydarzyło. Może powoli traciła zmysły? Zdążyła się jednak przywiązać do zwierzątka. Jak ten znalazł się już blisko niej zaczęła go czule gładzić po futerku zatapiając palce w rudości. Był taki mięciutki...