Rezydencja Alffiego

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Arya niedługo po udaniu się do pokoju, jeszcze przez chwilę zajmowała się Lokim oraz swoimi standardowymi potrzebami, nim ułożyła się przemęczona do snu. Jej towarzysz ułożył się wygodnie na skraju łóżka czując się najlepiej blisko rudowłosej. W końcu to właśnie przy niej czuł się najlepiej. Gdy sen zaczął nużyć dziewczyna, czuła jak dziwna obecność lub przeczucie przez moment obiega jej ciało, by potem zniknąć jakby nigdy go nie było. W śnienie...
Gdy otworzyła oczy nie znajdowała się już we własnym pokoju. Nie znajdowała się nawet w pomieszczeniu, czego jasnym dowodem było świecące nad nią słońce i przesuwające się chmury po błękitnym nieboskłonie. Jej plecy nie dotykały gładkiej pościeli, a twardej i sypkiej nawierzchni. Przesunęła po niej dłonią, czując drobny żwir oraz dotyk gleby. Do jej nosa docierała kakafonia zapachów takich jak świeża trawa, aromatyczny zapach palonego przez promienie żyta, rześki jak bryza wiatr.
Podniosła się. Znajdowała się w środku pola żyta i pszenicy, która zdążyła wyrosnąć zaledwie do połowy jej wzrostu. Pola te rozciągały się poza horyzont, unosząc i opadając na oddalonych pagórkach, tworząc niezwykły krajobraz. Źdźbła delikatnie falowały za sprawą powiewów chłodnego, lecz nie przenikliwego wiatru. Wyglądało to tak jakby pola imitowały zachowania fal na morzu. Rozglądając się Arya dostrzegła Lokiego, którego sierść przybrała złoto-rdzawy kolor. Światło padało na lisa jakby wykonany był z jakiegoś metalu nadając mu niezwykły blask. Lisek zaszczekał do niej szczęśliwy i pognał przed siebie, chcąc by ona podążyła za nim. Biegł w kierunku pojedynczego i jedynego drzewa, jaki był na polanie. Potężny dąb o rozproszonych gałęziach niczym gigantyczny parasol, rzucał cień na całym wzgórzu z którego wyrastał. A tuż pod nim, gdzie wielkie korzenie wystawały i wiły się, u podnóża leżała postać. O złotych lokach rozrzuconych po jego ciele, skulona w cieniu obejmując rękoma swoje kolana. Słychać było od tej osoby głębokie i zawstydzone szlochanie. Cały się trząsł i wyglądał jakby wielce cierpiał. To właśnie do niego biegł Lisek.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Pierwszy raz od dawna nie śniła koszmaru. Słońce, którego ostatnio miała tak mało napełniało ja radością i spokojem. Cieszyła się, że wyszła z rezydencji. Wcześniejsze dni spowodowały, iż szczerze tęskniła na naturą. Z przyjemnością muskała kłosy zboża dłonią wprawiając je w dodatkowy ruch. Były takie miękkie...
Słysząc jednak Lokiego przypomniała sobie, że nie ma nic przyjemniejszego w dotyku od jego futerka. Uśmiechnęła się do stworzonka, gdy ten zamachał do niej ogonem.
- No mój drogi, dziś to przesadziłeś. Jesteś jeszcze piękniejszy niż zazwyczaj. - Zachichotała, a potem ze zdziwieniem spojrzała jak ten zaczął uciekać. Nie... Raczej biegł wskazując jej kierunek.
Będąc już blisko drzewa dostrzegła skuloną postać. Przekrzywiła lekko głowę. Kto to był? Wyglądał dziwnie znajomo, a jednak nie była w stanie sobie go przypomnieć. Cierpiał. To wystarczyło, żeby zapragnęła mu pomóc. Powoli, łagodnie przykucnęła przy nim. Zachowywała się bardzo podobnie jak podczas spotkania z Lokim.
- Co się stało? Dlaczego jesteś tutaj sam?
Mówiła łagodnym, niezwykle delikatnym głosem. Jej wzrok zaś mógłby roztopić niemal każdy lód w sercu. Promieniowała z niej dobroć i chęć pomocy. Ostrożnie położyła dłoń na złotych lokach mężczyzny i zaczęła go głaskać. Tak będzie mu się łatwiej uspokoić.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Mężczyzna wpierw cofnął się od niej, niemalże odskoczył niezręcznie z swojej pozycji leżącej. Wyglądał jakby był niepewny zamiarów nowoprzybyłej, jednocześnie nie chcąc by ktokolwiek go pocieszał. Jednak gdy ta zbliżyła się po raz drugi, nie cofnął się. Jedynie zadrżał. Gdy jego czupryna była głaskana pozwolił sobie znowu na okazywanie swojej rozpaczy poprzez łzy. Łzy które spływały mu po policzkach niczym krople upadające z tysiącletniego stalagmitu.
- Nikt nigdy ze mną nie zostaje. Wszyscy przychodzą i odchodzą, a ja nie mogę odejść z nimi. Zawsze tu w cieniu. Zawsze sam. Tylko goście. Nigdy nic więcej. To mnie boli... tak bardzo mnie to boli... - Jego głos był melodyjny, jasny i szczery. Wypowiedziane przez łzy i szlochy, nie umniejszały w żaden sposób przedziwnej i wręcz pięknej gracji słów, które splotły się z jego głosu. Jego oczy złożone były ze złota tam gdzie była czerń, z turkusu tam gdzie była biel. Jego karnacja jasna z drobnymi, wręcz niewidocznymi prześwitami wybielonego brązu.
- Ty też mnie zostawisz. Tak jak wszyscy...

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zmarszczyła nieco brwi starając się zrozumieć. Tak bardzo miała wrażenie, że go zna. A przynajmniej powinna znać. Dlaczego nie mogła sobie przypomnieć kim jest ten mężczyzna?
- Jesteś samotny...
Bardziej stwierdziła niż zapytała. Z jakiegoś powodu chciała mu pomóc, pocieszyć. Nie mogła jednak składać obietnic bez pokrycia. Zamiast tego, gdy ten wylewał łzy żalu przysunęła się jeszcze bliżej i przyciągnęła go do siebie. Trwali tak przez chwilę, każde pogrążone w swoich myślach i uczuciach. Przytulała go, nie przestawała gładzić po włosach.
- Wiem co to znaczy nie mieć nikogo. Znam ból samotności. Rozumiem, co to znaczy.
Wyszeptała cicho, niby do samej siebie. O tak... Ona również cierpiała w głębi serca już od wielu, wielu lat.
- Nie mogę obiecać, że tu zostanę. Jednak póki jesteśmy razem dlaczego nie cieszyć się z tego? Gdy jesteś sam, a możesz taki być nawet wśród tłumów, to wspomnienia przyjaciół ogrzeją Twoje serce. Czy chcesz się zaprzyjaźnić? Jak masz na imię?
Delikatnie, niemal czule położyła dłoń na jego policzku zmuszając by na nią spojrzał.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Mężczyzna nie oponował. Pozwolił dać się objąć przez nieznajomą, by móc przelać swoje łzy na nią. Swoje smutki. Swoje żale. Drżącymi rękoma chwycił za rękawy jej koszuli, jakby samemu upewniając się czy tak można, czy na pewno nie skrzywdzi to go bardziej niż by tego chciał. Trwał tak chwilę, pozwalając by sekundy zmieniały się w minuty, minuty w kwadranse. Z czasem zaczął płakać coraz mniej, przestał drżeć i szlochał już znacznie ciszej. Czuł spokój. Czuł przy swoim uchu łagodny rytm, tak znany mu, a jednocześnie tak obcy. Swobodny i równomierny rytm bicia serca, wydobywający się z wnętrza Aryi.
Pozwolił jej położyć na swojej ręce dłoń. Nie odpychał jej. Powinien to zrobić, jednak tego nie uczynił. Zamiast tego podniósł wyżej głowę pozwalając by jego spojrzenie zrównało się z jej. Złoto pływające w turkusowej otchłani jego oczu wpatrywało się w nią z nieopisanym bólem i chwilową, lecz szczerą radością. Ulga, trwająca sekundę w wiecznej agonii, rozbrzmiewała w jego umyśle echem pamięci. Uniósł dłoń do góry, wpierw niepewnie, sięgając w kierunku jej twarzy. Drobnym gestem zaczesał jej włosy za ucho i położył zimną dłoń na jej policzku. Jego usta nieznacznie zadrżały, jakby zapomniały wieki temu czym był uśmiech jednak próbowały wymuskać choć imitację tego gestu.
- Na imię mi Aldonzo.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nie wiedziała skąd, jednak pojawiło się w niej przeświadczenie, że on jej potrzebuje. Że jest ostatnią, która może mu jakoś pomóc, nim jego serce pęknie całkowicie w sposób, którego nie da się naprawić.
Trwając w uścisku oparła swoją głowę o jego. Przyjmowała jego łzy i ból. Dawała mu oparcie, którego wyraźnie potrzebował. Żeby jeszcze bardziej mu ulżyć zaczęła cicho nucić melodię delikatną niczym ciepły letni wiatr. Taką, z którą miały odpłynąć wszelkie smutki.
Gdy podnosił rękę ku jej twarzy widać było, że delikatnie się napięła. Zakorzeniony głęboko w dziewczynie niepokój nie dawał jej spokoju nawet we śnie. Taki ruch najczęściej kojarzyła z bólem. Ten jednak nie nadszedł, a ku jej zdziwieniu zamiast tego poczuła przyjemny chłód. Przymknęła lekko oczy opierając policzek na tej obcej, a jednocześnie znajomej dłoni.
- W takim razie Aldonzo, czy chciałbyś zostać moim przyjacielem? Dzięki temu już żadne z nas nie będzie w pełni samotne. Bo zawsze gdzieś tam istnieć będzie drugie z nas.
Uśmiechnęła się, tym razem niepewnie i z lekkim zawstydzeniem. Nie odsunęła się jednak. Nie zdawała sobie sprawy, że ona potrzebuje tego w równym stopniu co mężczyzna.
- Ja się nazywam Aryanna. Cieszę się, że możemy się poznać.
Jej oczy w kolorze świeżej trawy błyszczały wpatrzone w jego, tak nietypowe. I znów dziwnie znajome.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Na bladej twarzy zdawało się, że wracają kolory. Niczym życie budzi się na wiosnę, tak i serce chłopaka poczęło czuć, że coś budzi się w nim. Jego spojrzenie wpatrzone w głęboką otchłań życiodajnej zieleni, jakim były jej oczy. Odsuwał wzrok kłócąc i walcząc sam ze sobą, jednak ostatecznie powracał z powrotem czując życie i radość. Czystość. Przy...przyjaźń? Czy takie było to uczucie? Czy tak mógł ktoś się czuć? Czemu... czemu to było takie... piękne?
- Aryanna. Tak. Zostańmy nimi... zostańmy... przyjaciółmi. - Wyszeptał, a na jego odzyskującej kolor licu objawił się szczery i przepełniony ciepłem uśmiech. Chciał by ten sen trwał wiecznie. By radość nigdy nie pozwoliła wyrwać się z tego świata zza kurtyny.
Po jego czach spłynęły łzy. Karmazynowe łzy szczęścia.
Nagle zerwał się ostry wiatr. Zdawał się on szarpać pola, szarpać gałęzie, szarpać chmury... szaprać ją. Czuła, że wiatr ją zabiera. Jak niewytłumaczalna siła natury odrywa go od złotowłosego mężczyzny. Ten próbował się jej złapać, próbował zachować ją przy sobie, by nie opuszczała go ona. Nie chciał być znów sam. Nie chciał by ktoś taki go zostawił!
Jej ciało uniosło się w górę, porywany przez wiatr, powietrze, świat. Aldonzo trzymał ją za rękę obiema rękoma zapierając się by ta nie odleciała. Siła popychała ją oraz ciągnęła jego pomału poza cień drzewa. Wiedział, że nie może wygrać. Jego złote oczy wirowały wokół turkusu niczym wir morski. Spojrzał się na nią przerażony, zrozpaczony. Krwawe łzy wyznaczyły wieczną ścieżkę smutku na jego twarzy.
- Proszę! Błagam! Jeszcze nie! Nie zostawiaj mnie! PROSZĘ!

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Jej serce wypełniała radość. Widziała, że przynajmniej część bólu, który odczuwał zelżała. Żałowała, że nie może z nim zostać. Żałowała, że nie może zabrać go ze sobą, dokądkolwiek by nie poszła. Chłonęła tę chwilę, starała się zapamiętać jego niezwykłe oczy.
- Już nimi jesteśmy.
Jego uśmiech sprawił jej więcej szczęścia niż mogła się spodziewać. Wyglądał niczym gwieździe niebo po nocnej nawałnicy. Pragnęła, żeby już zawsze zachował ten wyraz twarzy. Szczery i niewymuszony. Skąd ona go znała...?
Wtem porwał ją wiatr. Ze strachem starała się utrzymać rąk mężczyzny. Nie chciała odejść! Wiedziała jednak, że to nie zależy od niej i ich rozłąka jest nieunikniona.
- Pamiętaj co powiedziałam, nie jesteś sam! Nie w pełni! Przypomnij mnie sobie! Znajdź mnie!
Targana wiatrem suknia łopotała w powietrzu, a jej włosy były niczym tańczący płomień. Trzymała się z całej siły, a jednak czuła, jak mu się wyślizguje.
...obudziła się. Wyrwana ze snu usiadła ostrożnie na łóżku, żeby nie zbudzić Lokiego. Starała się uchwycić sen, zapamiętać go. Śniła o mężczyźnie o blond lokach i niezwykłych oczach. Jak on miał na imię? Nie była pewna. Jednak całą sobą pragnęła go jeszcze raz spotkać. Kiedy chciała przetrzeć oczy ze zdziwieniem odkryła, że twarz ma mokrą od łez.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Po raz kolejny jej pokój był pogrążony w ciemności, a jedynym dostępnym źródłem światła był łuna srebrnego światła odbijanego od księżyca wprost w niewielkie okienko sypialni. W pokoju panował zapach jakby świeżo wycieranego kurzu i choć się tu zadomowiła, to domem nazwać tego pokoju nie było wciąż w żaden sposób. Echo snów wciąż rezonowało w głowie dziewczyny, mimo iż rzeczywistość wzięła górę nad rozumem. Wciąż słychać było szum pszenicy...
Jakże pięknym doświadczeniem mogą one być, sny.
Loki nie był obok niej na łóżku. Zdawała się, że słyszała po raz kolejny melodie. Tym razem znacznie żywszą, pełną kaskadującego vigoru na wysoko grającym instrumencie. Dźwięk pochodził z dołu, z salonu. To już wiedziała. Arya spojrzała się czy może Loki znowu nie stoi w drzwiach czekając na nią, jednak tak nie było. Lis był na środku pokoju i wpatrywał się w księżyc za oknem. Ze spojrzeniem pełnym utęsknienia. Jego oczy jak u dzikiego zwierzęcia czujący wewnętrzny zew puszczy. Jego ciało spokojne i ciche jak noc. Patrzył się, nieruchomo jak posąg.
Gdy już Arya dotrze do salonu, ujrzy dobrze znane i wyryte już w pamięci jej pomieszczenie. Tańczące cienie fresków na ścianie. Iskrzący kominek. Butelka i szklanki na stoliku. Fotel ustawiony do pierwotnego miejsca. A wśród tego wszystkiego Arlekin. Ubrany w niezwykle "pełny" strój, przepełniony chustami, fatałaszkami, pantalonami i wszelkimi nad zbyt zbędnymi elementami dodatkowego ubioru. Wszystko kolorowe kłównie w paski, kropki oraz kratę. Na szyi biało-czerwony żabot. We włosach wstążki ozdobione kolorowymi klejnotami oraz wielki, ozdobny pióropusz.
Siedząc na przysuniętej szafce Alffie grał żywą i interesującą melodię na metalowym flecie bocznym. Odwrócony był bokim i nie zwracał uwagi na nowo przybyłą, a przynajmniej tak się zdawało. Jego twarz, choć uśmiechnięta, była bardzo skoncentrowana na utworze.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Wytarła twarz do sucha, po czym podniosła się z łóżka. Znów zaspała. Chociaż jeśli miałaby śnić tak wspaniałe sny mogłaby się nigdy nie budzić. Dostrzegłszy swego lisiego przyjaciela uklękła przy nim i delikatnie pogłaskała go po głowie.
- Ty też tęsknisz za czymś nieuchwytnym, co Loki?
Miała dziwny nastrój, jakby ogarnęła ją melancholia. Pragnęła uchwycić coś, co wymsknęło się z jej rąk.
Szybko oporządziła się, a włosy tym razem splotła w gruby warkocz. Esposito już wiedział kim była, więc nie widziała sensu w ukrywaniu uszu. Poza tym zawsze chciała nosić inne fryzury, lecz nie mogła sobie na to pozwolić. Zostawiła jeszcze przy twarzy dwa luźne kosmyki i zadowolona z efektu zeszła na dół.
Kiedy dostrzegła swego gospodarza naszło ją dziwne uczucie. W pierwszym momencie bała się go. Obawiała się, że gdy tu przyjdzie zobaczy znów tego poważnego, zmęczonego życiem mężczyznę. Bała się, że znów w jakiś sposób się na niej wyżyje. Odetchnęła jednak z ulgą, że dziś nic się na to nie zapowiada.
Weszła głębiej do salonu.
- Dobry wieczór, panie Esposito.
Uśmiechnęła się do niego niepewnie. Czy będzie zły, że znowu się spóźniła? Powiodła wzrokiem po pokoju szukając czegoś do picia, jednak dojrzała tylko znane już sobie dziwne wino. Po przespaniu praktycznie całego dnia była spragniona.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Gospodarz przerwał granie na instrumencie i obejrzał się w stronę przybyłej artystki. Przekręcił przy tym głowę na bok, jakby dostrzegł coś z głębokim zainteresowaniem. Wzrokiem omotał ją od stóp do głów i uśmiechnął się nad wyraz szeroko. Zeskoczył on z szafki i lekkim rytmicznym krokiem podszedł do rudowłosej.
- Już mówiłem, mów mi Alffie! Choć, chcę byś wysłuchała przed twoją lekcją, która już teraz się zaczęła, mojego utworu. Chce byś go szczerze oceniła i powiedziała co myślisz o nim. Jest to jedna z 4 melodii, które znajdą się na przyszłych występach. Usiąść o tu, tutaj! - Mówił podekscytowany. Jego głos był nieco zachrypnięty i gdy mówił głośniej wydobywała się z niego cicha nuta wysokiego tenora.
Chwycił za dłoń Aryi i pociągnął ją za sobą by usadowić ją na kolorowym fotelu na którym zazwyczaj to on samemu zasiadywał. Następnie sięgnął do rękawa z którego jakąś wręcz magiczną sztuczką wyjął butelkę z zakorkowanym winem. Ruchem paznokcia wystrzelił korek i nalał zawartość do kieliszka pół-elfki. Następnie obrócił się na pięcie by z powrotem wskoczyć na szafkę i kuglarsko podrzucając flet w powietrze złapał je do pozycji, gotów na swoje przedstawienie.
- Zwie się Wiosna.

https://www.youtube.com/watch?v=YcwFOzw ... l=Gib%26Mo

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zaskoczył ją, tym razem jednak pozytywnie. Energia mężczyzny była wręcz zaraźliwa, przez co nie mogła się nie uśmiechnąć szeroko. Zachowywał się jak chłopiec, taki bardzo szczęśliwy z nowego towarzystwa.
Kiedy chwycił ją za rękę dała się poprowadzić we wskazane miejsce, chociaż siadając na fotelu lekko się spięła. Nie kojarzył się jej zbyt dobrze. Teraz, kiedy już się na nim rozsiadła musiała przyznać, że był nad wyraz wygodny. Idealny do czytania książki w pobliżu kominka, pod kocem i z kubkiem gorącej herbaty.
Nim jednak całkiem skupiła się na artyście... Przeniosła wzrok na swoją dłoń. Miał przyjemnie chłodną rękę, kiedy ją dotknął. To był chyba pierwszy kontakt fizyczny między nimi nie licząc tego, jak odsłaniał jej włosy pierwszego wieczoru. To uczucie, gdy ją na chwilę chwycił było dziwnie znajome. Przyjemne, lecz bardzo ulotne.
Kiedy otrzymała wino spojrzała na nie niepewnie. Butelka nie wyglądała jednak jak ta, z której sama nalewała napoju Aldonzo. Podejrzliwie powąchała zawartość lampki, w kiedy nie wyczuła żadnych dziwnych nut umoczyła w nim usta. Było pyszne, półwytrawne z delikatną ledwie wyczuwalną słodyczą.
Gdy arlekin zaczął grać przeniosła się do całkiem innego świata. Oczarowana zamknęła oczy chłonąc jego utwór, który rozbrzmiewał obecnie w całym pomieszczeniu. Trwała w zachwycie, nie śmiać zakłócić w jakikolwiek sposób ten cudowny spektakl. Dopiero gdy po dłuższej chwili dźwięk fletu ustal otworzyła oczy, żeby spojrzeć na mężczyznę.
- Słyszałam las o wschodzie słońca. Ptaki wystawiające swe główki z gniazd. Krople rosy skapujące z liści. Słyszałam jak życie budzi się do życia. To przepiękny utwór. Idealny, żeby stanowić wstęp do jakiejś historii. Niczym spokojny poranek z dużym kubkiem kawy w ręku.
Muzyką przywodziła jej na myśl znudzenie się ze snu. I wtedy sobie wszystko przypomniała. Teraz już wiedziała, dlaczego mężczyzna ze snu wydawał się jej znajomy. Śniła o nim, swoim gospodarzu. I chociaż to był pewnie nic nieznaczący sen nie mogła pozbyć się wrażenia, jakby było w nim ziarno prawdy. Czy Esposito mógł być tak samotny jak ten z jej snu?
- Panie Esposito... Aldonzo... Alffie... - Próbowała, które określenie go przyjdzie jej najbardziej naturalnie. A jednak, każde ją nieco krępowało.
- Zanim zaczniemy chciałam Cię przeprosić. Nasze poznanie się... Uniosłam się dumą mimo, że sama przyszłam tutaj prosić o pomoc. Zamknięcie w rezydencji nie jest dla mnie... Łatwe. Nie byłam wtedy fair w stosunku do Pana, do Ciebie.
Spojrzała na niego niepewnie, po czym odstawiła na stolik naczynie z winem i wstała pochodząc do blondyna.
- Chciałam zacząć jeszcze raz nasza znajomość, jeśli mi pozwolisz. Mam nadzieję, że po tym czasie zdążymy się prawdziwie zaprzyjaźnić.
Patrzyła w jego zielone oczy i chociaż były inne niż te z jej snu, to jednak miały w sobie też dużo podobieństwa. Czy Aldonzo za tym makijażem, kuglarskimi zachowaniami i scenicznym anturażem mógł być tym samotnym mężczyzną z jej snu? Nawet jeśli nie, to na pewno będą miłej spędzać czas jako przyjaciele niż gospodarz i chwilowy gość.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Po zagraniu utworu, Arlekin oparł się na zgiętej dłoni i począł słuchać opinii swojego gościa. Gdy opisywała Wiosnę gospodarz cierpliwie wysłuchał jej zdania, by pod koniec zaakcentować jej wypowiedź gromkim śmiechem. Śmiech brzmiał nieco metodycznie, wręcz jakby był wyuczony z lekkimi przerwami.
- Niczym kubek kawy w ręku? No takiej oceny jeszcze nie dostałem. Z pewnością oryginalne choć muszę przyznać, że brakowało mi opisu pożegnania w twojej wypowiedzi. To ma być utwór rozpoczynający, a by coś rozpocząć, wpierw należy coś zakończyć. - Oznajmił wstając z szafki i rzucając spojrzeniem na Lokiego, który to kręcił się po pokoju odkąd wszedł jakby nie mógł znaleźć swojego miejsca. Z uśmiechem na twarzy Alffie doskoczył do zwierzęcia. Lis zaskoczony próbował odskoczyć, jednak zręczność Inenomura przekraczała wszelkie oczekiwania. Został złapany i od razu po tym podrzucony w powietrze. Skonfundowany zwierzak wydał z siebie zaskoczony pisk, w którym brzmiała nuta satysfakcji. Nim wylądował z powrotem w ramionach zdążył zrobić ku zaskoczeniu Aryi fikołka w powietrzu, na co Gospodarz zaczął głaskać zadowolony. Po tej niespodziewanej akcji odłożył Przewodnika na deski salonu, przejeżdżając po raz ostatni palcami po jego grzbiecie. Loki zadrżał intensywnie zarówno ciałem jak i ogonem na ten ostatni gest, a następnie pobiegł do kominka po drodze trącając pyskiem o Aryie.
- Ich nie ma się czym przejmować, było minęła. Wybaczonaś ty ze wszystkich uczynków z któryś winna na sumieniu swym. A teraz... teraz ty zagrasz coś, bym mógł odpowiednio dostroić się do twojego kunsztu. Wybierz instrument, a taki Ci dostarczę. - Powiedział zbliżając się bliżej i rozsiadając się wygodnie na długiej sofie, lądując na niej z wyskoku. Obserwował ją zza lekko zmrużonych oczu, z wyraźnym, zamkniętym, szerokim uśmiechem. Jakikolwiek instrument by nie wybrała, ten by niespodziewanie wyjął go zza pazuchy i postawił przed nią. No chyba, że byłoby to fortepian. To wtedy wiadomo, rzuciłby nim w nią by mogła lepiej zgrać się z instrumentem.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zmarszczyła nieco nos na jego reakcję. Czy on ją właśnie wyśmiał? No wyśmiał jak nic! Mimowolnie jednak sama szybko uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- A żebyś wiedział, że jak kawa! Nie ma nic lepszego od spokojnego poranka, kiedy jeszcze w piżamie możesz usiąść w oknie i powoli się rozbudzać. Witać nowy dzień ze swoistym namaszczeniem! No... przynajmniej ja bez takiej kawy jestem niemal inną osobą. Nie chciałbyś się przekonać.
Teraz sama się zaśmiała. Dziwnie było tak się droczyć z Aldonzo. Miała wrażenie, jakby ten cały czas nosił maskę, a jego zachowania były na pokaz. A mimo to zdawać by się mogło, że w każdym kłamstewku było jakieś ziarno prawdy.
- Pożegnanie mówisz... Mimo, iż tam faktycznie było, to jednak nie chcę się skupiać na takich rzeczach. Wiem, że zabrzmi to naiwnie, ale zbyt dużo ich doświadczyłam. Rozstania nigdy nie są przyjemne, zawsze bolą. Dlatego wolę się skupiać na powitaniach. Nowych szansach. Okazjach, które otwierają okno na nowe możliwości. Tak jak na naszym poznaniu się. Dla mnie to możliwość przeżycia czegoś niesamowitego, a dla Ciebie próba wytrzymania ze mną.
Kiedy był... taki, zaczynała widzieć go nieco winnym świetle. Korciło ją, by się droczyć. Chciała sprawić, żeby śmiech mężczyzny zrobił się bardziej szczery, a w oczach pojawiło się prawdziwe rozbawienie.
Kolejny raz też widziała, w jaki sposób ten dzieli się swym sercem ze zwierzętami. Nie mogła go rozgryźć, miał wokół siebie zbyt dużą dozę tajemniczości. Był zbalansowaną dysharmonią. Kimś tak pełnym sprzeczności, że ciężko było go dokładnie opisać. A jednak w stosunku do Lokiego zdawać by się mogło, że przejawiał nieco więcej prawdziwego siebie, niż wobec ludzi. A może tylko jej się wydawało?
Gdy kazał jej wybrać instrument ona uśmiechnęła się psotnie. Może nawet nieco wyzywająco. Zamiast powiedzieć na głos czego potrzebuje podeszła do niego i... chwyciła flet, na którym sam przed chwilą grał.
- Proszę wybaczyć mi mą niesubordynację, ale zazwyczaj gdy czegoś potrzebuję sama to sobie biorę.
Żeby było jej wygodnie usiadła nie na fotelu, a raczej jego oparciu. Przymknęła oczy chcąc wydobyć siebie, swoje jestemstwo nieco bliżej powierzchni. Chciała przywołać uczucia, które towarzyszyły jej podczas wypraw do lasu, nad rzekę. I gdy już to miała uniosła flet przykładając usta do tego samego miejsca co on wcześniej.
Melodia, która wypełniła salon była delikatna niczym letni wiatr przynoszący ukojenie w upalny dzień. Muskała serce słuchacza czule, obejmowała i kołysała. Budziła dawno stłamszone pragnienie wolności. Była rzeką, której spokojny strumień płynął przez cały świat. Była wiatrem, którego nikt nie mógł chwycić.
I kiedy tak grała to właśnie wiatr zdawał się z nią delikatnie rezonować. Eter powietrza wirował wokół niej czekając na wezwanie. Oplatał ją delikatnie z każdej strony niemal niezauważalnie unosząc jej włosy oraz rąbek sukienki ku górze. Rozprzestrzeniał zapach jej skóry po pokoju. I dopiero gdy melodia się zakończyła również magia powoli opuszczała pomieszczenie. Zupełnie, jak gdyby nic się nie stało. A ona jeszcze przez moment trwała tak, z zamkniętymi oczami i delikatnym, niemal tęsknym uśmiechem na ustach.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Gdy z powrotem otworzyła oczy, w salonie zrobił się mały bałagan. Kieliszki przewróciły się na stole, butelka wina z którego piła leżała bokiem wylewając z siebie powoli swoją zawartość. Niektóre szafki w pomieszczeniu otworzyły się, a z ich wnętrza wyleciały rozmaite dodatki do ubrań i liczne zwitki materiału w przeróżnych kształtach oraz kolorach. Klapa od fortepianu była przymknięta, mimo iż wcześniej oparta była na stelażu. Niektóre w pół-spalone kawałki drewna wyleciały z kominka o mało nie przypalając dywanu. Stojak na pogrzebacz leżał znacznie dalej, bardziej rzucony w kąt niż przewalony. Z jakiejś szafki wyleciały narzędzia, które rozsypały się w okolicy drzwi wejściowych, a nawet jakieś nożyczki wbiły się w nie.
Zapewne zaskoczona tą scenerią, Arya szukałaby wzrokiem Alffiego by dowiedzieć się lepiej co tu zaszło, jak do tego doszło. Czy to ona? Czy Loki coś napsocił w fenomenalnym stylu? Czy może to sam gospodarz coś uczynił gdy nie patrzyła? Czuła się dziwnie. Jakby ktoś rysował jej spojrzenie, jakby świat przed nią falował i drgał w nieokreślony sposób. Czuła, że coś obudziło się w niej, jednak nie na tyle by kompletnie rozkwitnąć. Prędzej jak... wybijający pęk kwiatu uznający, że nadeszła właściwa pora na wyjście na świat. Coś pierwotnego. Dzikiego, a jednocześnie bliskiego wręcz naturalnego. To uczucie nieco przypomniało jej mamę...
Bardka z zapytaniem spojrzała się na sofę, gdzie był wcześniej Arlekin.
Nie było go tam.
Sofa stała pusta, szafka na której siedział też. Nie było go przy pianinie, ani przy stojących prawie zbitych gablotkach. Nie było go za meblami, nie było pod materiałami. Nie był schowany w kącie, ani za zasłonami. Nie czaił się tuż za nią, ani nie krył się w cieniach. Zniknął bez śladu.
Jednak nie była kompletnie sama, bo pod warstwą wysypanych ubrań coś się poruszyło. Spod materiałów wyszedł bowiem Loki, którego zdradziło wcześniej wesoły pisk jaki wydawał na co dzień. Rudowłosa ciesząc się jak zawsze na jego widok, poczuła jak wirowanie przed jej oczami narasta.
I narasta.
I narasta...
Nagle przed nią nie stał już Lisek. Wyglądał może jak on. Patrzył się na nią jak on. Wydawał dźwięki jak on. Jednak nie mogła by uwierzyć samej sobie na słowo mówiąc, że to Loki. Zwierzak bowiem wyglądał jakby całe jego ciało zrobione było z oddzielnych sekcji na kształt drewnianych części. Nogi podzielone przez metalową gałkę w zgięciu. Ogon podzielony na 6 części połączony ze sobą cienkim jak szkło materiałem. Tors złożony z 4 podzielonych elementów, przeciętych w poprzek jakby nie miał organów wewnętrznych.
I pysk, którego uszy oraz szczęka też były rozdzielone wisząc luźno. Bezwładnie. Oczy niczym szklane paciorki, piękne, bardzo realistyczne, a jednocześnie tak bardzo martwe.
Jednak to nie było najgorsze. Najgorszym były nitki wbite w jego strukturę niczym harpuny zarzucone w morskie istoty w głębin. Każdy ruch lisa, każdy drgnięcie, każda istota jego życia zdawała się być uzależniona od tych nici. Jakby bez nich nie istniał wybór, nie istniał on sam. To nie był Loki, którego znała. To był coś jak...
Marionetka.
Sznurki sięgały w górę. W jedyne miejsce, którego jeszcze nie sprawdzała podczas całych swoich przeszukiwań. W końcu czemu miałaby szukać czegoś na suficie? Co mogłoby się tam znajdować?
Cokolwiek to było, ciągnęło za sznurki Lisa. Czy odważyłaby się spojrzeć w górę? Czy jest w stanie żyć z tym co za chwilę zobaczy?
Świat zaczął drżeć coraz mniej...

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Grała całą sobą. Wkładała w to wszystkie uczucia, jak zwykle podczas swych wycieczek (ucieczek?) poza miasto. Zamknięta w rezydencji chciała znów poczuć się wolna i pokazać Gospodarzowi jakie może to być wspaniałe. I dlaczego będąc uwięzioną w czterech ścianach tym bardziej pragnęła wrócić do świata. I gdy tak starała się wydobyć z siebie wszystko to, co najlepsze, po raz pierwszy sięgnęła głębiej niż kiedykolwiek.
Gdy odsunęła flet od ust czuła się... dziwnie. Jak jeszcze nigdy. Jednocześnie nadzwyczaj lekko, ale również dawno nie czuła, że tak twardo stoi na ziemi. Nie rozumiała tego. A jednak z jakiegoś powodu zawładnęła nią nostalgia.
Wystarczyło jednak otworzyć oczy, żeby to wszystko zniknęło. W pierwszym momencie powiodła wzrokiem zaskoczona po pokoju. Jakim cudem, w przeciągu kilku minut salon się tak zmienił?!
- A...Alffie? - Zapytała niepewnie. To znowu się działo! Znowu kiedy się z nim spotykała wszystko stawało na głowie! Bała się na samą myśl, czego tym razem będzie musiała doświadczyć. Bo czy to było sprawiedliwe myślenie czy nie, to jednak przypisywała je Aldonzo. Któż inny mógłby być za to odpowiedzialny?
Odłożyła flet na fotel i postąpiła niepewnie kilka kroków bliżej środka pokoju. Jakim cudem niczego nie zauważyła? Dlaczego nic nie słyszała?! Jej gra nie była przecież aż tak głośna. A jednak wyglądało na to, jakby przeszło tędy tornado.
- Aldonzo, to nie jest zabawne... - Poczuła, że mimowolnie zadrżała. Dlaczego kręciło się jej w głowie? By poczuć się nieco pewniej przytrzymała się oparcia sofy. Szukała go wzrokiem. Jakim cudem mogła wcześniej pomyśleć, że jest nawet całkiem sympatyczny? Ona się chyba nigdy nie nauczy.
Zobaczywszy ruch pod stertą ubrań serce jej zabiło mocniej. Och, zapewne jego walenie słychać było w całej rezydencji! Cała spięta oczekiwała co takiego tam znajdzie, lecz wystarczyło cichutkie piśnięcie, żeby nieco się rozluźniła. Rozpoznałaby ten dźwięk wszędzie. To był głos jej ukochanego Przewodnika.
- Loki... jak się tam znalazłeś łobuzie? To Twoja sprawka? - Podeszła do górki ubrań i przykucnęła przy niej. Chciała pomóc mu się wygrzebać spod sterty materiału i gdy już miała odrzucić ostatni bibelot zobaczyła go. Ale to nie był JEJ Loki. To co widziała w niczym go nie przypominała! Z jej gardła wyrwał się urywany okrzyk, kiedy odskoczyła od niego upadając na pośladki. Nie... lis, którego znała był cudownym stworzeniem o futerku tak miękkim, że chciało się cały czas go głaskać. To istna kumulacja energii i psot zamknięta w małym ciałku. Był ciekawskim, pełnym życia zwierzęciem. A to co widziała... To nie był jej Przewodnik.
Żeby kolejny raz nie krzyknąć zasłoniła usta dłonią. Czy od niego naprawdę odchodziły jakieś linki? Kręciło się jej w głowie. Serce waliło jak głupie, a w płucach brakowało tchu. A jednak mimo wszystko zaczęła unosić wzrok ku górze. Przesuwając go po sznurkach spojrzała na sufit.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Gdy już spojrzenie sięgnęła ku górze, widok nitek prędko zaczął znikać z jej oczu, a gdy dotarła wzrokiem do żyrandola, sznurki zdały się zniknąć jakby nigdy nie istniały. Złoty żyrandol na suficie był dość wysoko zawieszony. Na tyle, że wielką trudnością by sprawiło zapalanie i gaszenie świec na stojakach, które powinien posiadać. Jednak po przyjrzeniu się bliżej można było dostrzec, że żadnych uchwytów ani stojaków na nim nie było. Zupełnie jakby było pustą, mieniącą się szlachetnym metalem ozdobą. Jednak była na niej jedna rzecz, która odstąpywała od normalnej struktury tego przedmiotu, a mianowicie chodziło o trapez umocowany pod nim, także ozłocony. Arya widywała tego typu trapezy zamontowane na żyrandolach i umocowaniach sufitu na całej rezydencji. Nawet w bibliotece był jeden, jak zdążyła kiedyś w pół-zauważyć. Można by myśleć, że była to jakaś specyficzna forma ozdoby. Jednak człowiek zwisający z niej szybko nadawał tym trapezom nowe znaczenie.
Alffie był zawieszony pojedynczą stopą o trapez, głową ku dołu. Druga jego noga przyłożona była do pierwszej w pozycji zgiętej, a on sam wyglądał niczym jak akrobata w Cyrku. Uśmiechał się szeroko i z wyraźnym zaskoczeniem w oczach spoglądał na Arye. Palce u jego dłoni delikatnie drgały, jakby poruszały się na niewidzialnych strunach lutni. Arlekin poprawił dłonią w nonszalanckim geście zwisający kosmyk włosów i napiął się gwałtownie, wyskakując z trapezu. Zrobił w powietrzu fikołka i wygiął swoje ciało w imponującej pozie lądując z niepospolitą gracją na stoliku czym zrzucił wszystko co na nim było na ziemię.
- Panno Janon! Jak niezwykłym jest to co uczyniła pani! Wpierw melodia, imponująca zaiste wielce ekspresywna w poczucia swoistej... WOLNOŚCI, TAK! Jednak potem...bah! - Tu tupnął głośno nogą w stół, na którym nadal stał, ekspresywnie przemawiając do niej.
- Obudziłaś w sobie wewnętrzny zew dziczy! Cóż za wyjątkowa sytuacja. Ekstraordynarna w pewnym sensie! Tak tu w salonie mym, chcąc uczyć cię sekretów sztuki, tak ty przedstawiasz mi sztukę swojego dziedzictwa. Rodem z elfów! Brawo, Aryanno! Brawo! - Powiedział uraczając swojego gościa powolnym i znaczącym applausem idąc w kierunku sofy, na którą to wskoczył z łatwością. Usiadł okrakiem na podparciu do sofy, wpatrując się w nią. Ręką pocierała sobie policzek, niemalże jak krytyk surowo ocenia występ, jednak szeroki uśmiech na jego twarzy zdawał się niweczyć tą surowość... lub też nie.
W między czasie Loki, który wyglądał już kompletnie normalnie jakby nic z tego co widziała wcześniej nie istniało, odsunął się nieco zdziwiony całą sytuacją. Wyglądał jakby nie wiedział co ma robić i był zakręcony od całej tej sytuacji. W jego oczach wyglądało jakby chciał podejść i być blisko Bardki, a jednak jej reakcja wcześniej zdała się go przestraszyć. Wyglądał trochę jak na początku znajomości z Aryą, przestraszony i niepewny.
- Pomijając jednak nagły zryw pani ukrytego daru... twoja muzyka może i zaimponuje na salonach, jednak nie pociągnie słuchaczy za serca. Bowiem jak piękny świat by nie był, to ludzi nie ciągnie do czystego piękna, o nie... Smutnym jest, że pragną czuć emocje bliżej znane im. Takie które mogą zaznać na co dzień jednak, nie chcą ich doświadczyć. Strach... ból... strata. Gdy muzyka może przywołać w nich te uczucia... wtedy staje się potężną bronią dla ludzkiej duszy.
Teraz...hmm... teraz moja kolej by wypadało. Powiedz jakiż instrument chciałabyś usłyszeć w wykonaniu mym...

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nie wiedziała już co się z nią działo. Miała wrażenie, że oczy płatają jej figle. Tak jakby patrzyła na świat takim jakim jest, a jednocześnie zaczynała dostrzegać coś nieistniejącego. A może... może właśnie zaczynała widzieć więcej niż kiedykolwiek w życiu? Bała się tego. Obawiała się nieznanego, w które była wrzucana. Niczym nieumiejące pływać dziecko zrzucone z pomostu. Miała wrażenie, że tonęła w doznaniach strachu i niepewności.
A widok Aldonzo wcale jej nie pomagał. Och, ależ oczywiście z pierwszym momencie odetchnęła z ulgą, jakby ten dziwaczny Arlekin stał się swoistą kotwicą w tym morzu szaleństwa. Zaraz jednak, gdy w iście popisowy sposób zeskoczył na ziemię czuła jak cała się napina. On był kimś, kogo nie sposób było zrozumieć. Nieobliczalny. Chaotyczny. I jednocześnie coś ją do niego przyciągało. Tym bardziej tego nie rozumiała. Tak samo jak nie rozumiała tego co widzi. Co czuje. Co słyszy. Czy tak to wygląda, kiedy traci się zmysły? Z poczuciem winy spojrzała na Lokiego. Jej Lokiego. Lisiego Przewodnika, który cały czas dotrzymywał jej towarzystwa. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, chociaż gest ten nie obejmował jej oczu i przykucnęła. Bezgłośnie wyszeptała "chodź" wyciągając do niego rękę, a kiedy ten już był blisko czule pogłaskała go po głowie. Ostatnie co chciała to to, żeby się jej bał. Choćby straciła zdrowy rozsądek nie mogła sobie pozwolić, żeby go skrzywdzić. Szybciej gotowa była zrobić to samej sobie.
Alffie zaczął ją wychwalać. Dostrzegał jej talent, co już wcześniej zakomunikował dziewczynie. Docenił melodię, w którą przelała swą wrażliwą duszę. Gdy tupnął w stolik ona lekko podskoczyła, cała napięta jak struna. A potem jego słowa, w które ciężko było jej uwierzyć.
- Mówisz, że ja to zrobiłam? - Powiodła zszokowanym spojrzeniem jeszcze raz po salonie, jakby na nowo oceniając istotę zmian. Chaos, który powstał w pomieszczeniu. Jak? Jakim cudem była do tego zdolna? Przycisnęła zaciśniętą dłoń do piersi próbując uspokoić walące serce. Wręcz czuła jego bicie pod swą ręką.
Nie umknęła jej mimo wszystko jedna rzecz. On chyba jako jedyny używał jej pełnego imienia. Nie Arya. Aryanna. Było to nowe doświadczenie, niespodziewane. A jednak podobało jej się to. Wystarczyła ta pozornie drobna zmiana, żeby spojrzała na niego inaczej jak do tej pory. Długim, przeciągłym spojrzeniem.
Była wielkim kłębkiem emocji, tak skrajnych i różnych, jak jeszcze nigdy nie podejrzewała, iż jest to możliwe. Ekscytacja mieszała się ze strachem. Lęk z radością. I coś jeszcze, co dopiero po chwili była w stanie nazwać. Głód doznań.
Jej spojrzenie zmieniło się delikatnie. Nie uciekła całkowicie w pustkę jak to zazwyczaj się działo, gdy doświadczyła zbyt wiele. Teraz żywa zieleń jej oczy zdawała się wciągać swą głębią. Chłonęła. A gdy patrzyła na Alffiego zaczynała widzieć go na nowo. I w ogóle tego nie rozumiała.
- Lutnia.
Zdawać by się mogło, że to było wskazanie instrumentu, na którym miał zagrać. A jednak kiedy wyciągnął ją zabrała mu ją z rąk patrząc mężczyźnie cały czas w oczy. Tym nowym, innym spojrzeniem.
- Chcesz usłyszeć o bólu i stracie? O cierpieniu codziennego życia? Dobrze...
Usiadła tuż przy nim tak, że niemal dotykała go ramieniem. I nie dość, że grała, to z jej ust wydobyła się pieśń. O ile wcześniej za pomocą fletu pokazała mu swoje dziedzictwo krwi, tak teraz przywołała wszystkie łzy, które wielokrotnie wylewała.
- Żegnajcie wszystkie plany, które snułam. Żegnajcie kontrakty, dziś mogę zrobić, co tylko zapragnę. Bez głodu, bez snów z wyjątkiem marzeń, delikatnych i ciepłych. Bezpiecznych od wszelkiej szkody, spokojnych. Nie tęsknię za wszystkimi złodziejami, za wszystkimi głupcami, którzy mnie ograniczali. Przychodzili i odchodzili i mnie mijali. Dziś już nie tęsknię za niczym. Żegnajcie wszystkie ziemskie pozostałości. Żegnajcie brzemiona, ojcowskie długi do spłacenia. Bogowie mogą pozwolić odpocząć strudzonym kościom, gdy ciężar świata wreszcie opada...
Chciał usłyszeć ból. Usłyszał. Teraz wyciągnęła swe skrzywdzone wnętrze. Swój kryształowy kielich duszy, który pękał z każdą krzywdą, jakiej doznawała. I wszystko mu pokazała.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Alffie gdy za pomocą kuglarskiej sztuczki wyjął wręcz z "rękawa" lutnię, na jego twarzy pojawiła się zdziwiona mina jak nagle instrument został mu wyrwany z ręki. Przez drobny moment widać było u niego niejako dziecinną reakcję, jakby miał zaraz tupnąć i zaprotestować. Jednak tak nie nastąpiło. Zamiast tego Arlekin oparł głowę o policzek i obserwował co wyczynia jego uczennica. Gdy przysiadła się bliżej, nawet nie drgnął. Można by pomyśleć, że wręcz zastygł na moment.
Gdy zaczęła śpiewać, gwałtownie zwrócił swoje spojrzenie na jej usta. Wyglądał jakby nie spodziewał się śpiewu na lekcji instrumentu i przez jakiś czas trzymał tą minę w zamrożonym wyrazie twarzy. Kiedy jednak wsłuchał się odpowiednio w melodię, a przynajmniej tak wyglądał jakby to robił, wykonał gwałtowny ruch nadgarstka, a flet niemalże magicznie znalazł się znów w jego dłoni. Z lekkim uśmieszkiem zerknął na czerwono-włosom i gdy tylko zaczęła nowy interwał, on dołączył się w formie akompaniamentu. Nie wybijał się melodią, a jedynie podbudowywał jej pieśń i podkreślał gwałtowne ruchy strun. Zmiękczał cały utwór tak, że stał się bardziej plastyczny. Sprawiło to, że głos Aryi nabrał znacznie więcej mocy, a ból który chciała przekazać został znacznie lepiej przekazany dzięki harmonijnej melodii dętego instrumentu, kontrastując lecz i pasując zarazem.
Gdy skończyli grać i śpiewać, instrument opuścił dłonie Gospodarza równie prędko co się w nich pojawił. Dłoń zakończona szponiastymi wręcz pazurami sięgnęła do jej podbródka i chwyciła ją. Dłoń była zimna w dotyku, szpony zabójczo ostre z bliska, a struktura białego podkładu sypka jak popiół. Zapach też był zbliżony do popiołu.
Aldonzo obrócił jej policzek w bok, samemu pochylając się tak, że jego czoło zetknęło się z jej czołem. Jego zielone spojrzenie było bliżej niż kiedykolwiek, dało się dostrzec każdy szczegół jego karykaturalnie umalowanej twarzy oraz drobne zakryte akcenty, które skądś znała... Z tak bliskiej odległości można by było wręcz poczuć jego oddech jednak z jakiegoś powodu... Arya nie wyczuwała oddechu. Nawet kiedy się odezwał mogła by przysiądz, że nie wziął wdechu wcześniej. Zieleń w zieleni drążyła w głębi samej siebie. Jego oczy były teraz dzikie. Jakby miał zaraz ją rozerwać na strzępy.
- Piękne. - Wyszeptał i przez drobny moment zdawałoby się, że pochyla się jeszcze bliżej do przodu, jednak wtedy puścił ją i odskoczył z Sofy tak, że wylądował na swoim fotelu, zakładając szeroko nogę na nogę. Schylił się by sięgnąć po wpół rozlane wino, upadłą zabezpieczoną butelkę JEGO wina oraz ocalałe dwa kieliszki. Następnie nalał otwartego wina dziewczynie, a samemu rozdrapał wosk i zębami wyciągnął korek, który wypluł z ust nad głową w taki sposób, że koziołkując wpadła do kominka. Powąchał aromat nowo otwartego trunku i... pociągnął go z gwinta. Gdy to zrobił pewna nie werbalna drapieżność osłabła w jego oczach, stając się na powrót... Alffiowa.
- Widzisz jak dużo potrafi dać dobry akompaniament? Twoje przedstawienie było odpowiednie w kryteriach, które przedstawiłem, jednak dopiero gdy dołączyłem do ciebie... poczułaś wtedy to drżenie? Ten rezonans? To właśnie lud pragnie usłyszeć i to należy im dać.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Grała dopóki nie skończyła się pieśń, a jej smutek nie uleciał razem z nią. Chociaż... on i tak zawsze pozostanie. Gdzieś tam głęboko na dnie serca. Nauczyła się jednak z nim żyć.
Skupiona na śpiewie na chwilę odpłynęła myślami. Wspominała swoje wcześniejsze życie - wychowującą ją babkę, znęcającego się ojca, próby zdobycia pieniędzy, żeby przetrwać chociaż jeszcze dłużej. Może nie wywodziła się z Labiryntu, jednak Dzielnica Portowa też nie była miejscem łatwym do życia. Wyrwana z zamyślania, czując zimną dłoń na swoim podbródku zamrugała zaskoczona. Nie ruszała się, pozwalając Gospodarzowi obrócić swoją głowę. Jej wzrok dalej pozostawał nieprzenikniony, lecz przewijała się w nim również swoista kruchość. Mimo obecnego stanu mięśnie dziewczyny napięły się, niby gotowe do ucieczki. Nie ruszyła się jednak nawet na milimetr walcząc ze swoimi odruchami. Siedzący przed nią mężczyzna był szansą. Jego pomoc mogła odmienić jej życie, a przyznała już sama przed sobą, że nie chciała wracać do tego, jaka była wcześniej. Nie chciała być już tak słaba. Zdobywając umiejętności potrzebne do występowania na salonach stanie się rozpoznawalna i ludzie zaczną ją szanować. Przynajmniej w to wierzyła. W końcu... czy zieleń nie była kolorem nadziei?
Kiedy Aldonzo od niej odskoczył wciągnęła powietrze i dopiero wtedy rozluźniła się nieco. Zaczynała już inaczej patrzeć na mężczyznę, bo o ile wcześniej wzbudzał w niej strach, tak teraz była nim zaintrygowana. Sarya dobrze określiła Esposito jako ekscentrycznego. To bardka nie pomyślała, że tacy ludzie potrafią być również niebezpieczni. Dzikość w oczach blondyna tylko to potwierdzała.
W końcu wstała jednak z kanapy i przyjęła od swojego Gospodarza lampkę z winem. Nie piła zbyt często alkoholu, ale musiała przyznać, że to jej smakowało. Zamoczyła ostrożnie usta w szkarłatnym płynie i przełknęła powoli rozkoszując się jego smakiem. Zastanawiała się też dlaczego mężczyzna opanował się dopiero po wypiciu swojego trunku. Czy to możliwe, żeby miał ten sam pociąg do alkoholu co jej ojciec? Na samą myśl zabiło jej mocniej serce. Jeżeli okazałaby się to prawdą nie zostałaby tutaj.
- Tak. Instrumenty uzupełniały się nawzajem. Ich harmonia wzmocniła przekaz. Widzę tylko jeden maleńki problem... - uśmiechnęła się niepewnie. - Nie planowałam występować w grupie, a sama mogę grać na jednym instrumencie naraz.
Usiadła na kanapie i poklepała miejsce obok siebie, żeby zachęcić Lokiego, by wskoczył tam. Owszem, przestraszyła się go wcześniej. Dalej nie rozumiała co zobaczyła i czy to w ogóle faktycznie się wydarzyło. Może powoli traciła zmysły? Zdążyła się jednak przywiązać do zwierzątka. Jak ten znalazł się już blisko niej zaczęła go czule gładzić po futerku zatapiając palce w rudości. Był taki mięciutki...

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
- Po to tu jesteś. By się nauczyć. Nie zamierzam dopracowywać w tobie tylko pojedynczego talentu, zamierzam rozwinąć w tobie całe spektrum. Czas pokaże jak szerokie jest ono. - Powiedział gestykulując nadmiernie ruchami nadgarstka. Uśmiech na jego twarzy pozostawał unieruchomiony jakby całe lico jego było jedną, wielką maską. Spoglądał on na sufit jakby przyglądając się tam rzeczom, które nie istnieją.
W między czasie Loki wpadł z powrotem w spokojny nastrój, głównie dzięki muzyce oraz dobroci jego właścicielki. Zwierzątko pozwoliło sobie zrobić wokół niej parę kółek, dopóki ostatecznie nie usiadł na jej kolanach tak by było mu wygodnie, bo w końcu to on był tu najważniejszy. Żeby wszyscy zrozumieli lepiej, że to właśnie on jest najważniejszy lisek szczeknął na swój sposób dumnie wypinając pierś, po czym wrócił z powrotem do leżakowania.
Gospodarz nadal wpatrywał się w sufit błądząc spojrzeniem po nieuzasadnionych i nieistniejących obiektach, jakby próbując dostrzec coś czego nie potrafił. Jakby coś umykało mu mimo, że dostrzegał to kątem oka. Niczym omylny cien, nie był w stanie skupić na tym czymś wzroku. A przynajmniej tak to wyglądało po nim.
- Dziwne... coś się zmieniło. Jestem pewien, że to potoczyło się inaczej. Jakby świat z jakiegoś powodu przesunął się... w bok. - Wymamrotał na głos sam do siebie obracając na koniec głowę w kierunku dziewczyny. Wyglądał na nieco oszołomionego z jakieś powodu. W końcu jednak otrząsnął się i wrócił do swojego typowego zachowania.
- Za około miesiąc będę organizował bal dla wielu ważnych osób w Nimnaros. Główną atrakcją balu będzie przedstawienie opierające się na czwórce artystów. Dwójka już jest obstawiona. "Delfina" oraz "Leśny" Danfur będą wykonywać swój repertuar, jako dwójka moich największych uczniów. Pozostałe dwa wolne miejsca, które muszę zapełnić... myślę, że masz szansę dostać swój angaż.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nie mogła się nie uśmiechnąć. Nie po tym, co usłyszała od swojego nauczyciela.
- Mówisz, że chcesz mnie nauczyć jednocześnie grać na wielu instrumentach? - Wyobraziła sobie siebie z lirą w dłoni i fletem w drugiej. No cóż, widok na pewno byłby ciekawy, ale wtedy śpiewać już na pewno nie dałaby rady. - Muszę przyznać, że to bardzo... interesująca wizja, chociaż w jakiś sposób również komiczna. Może zamiast tego poproszę Ciebie o akompaniament, Aldonzo? Plany zawsze można zmienić, a z człowiekiem takim jak Ty u boku podczas występów będzie na pewno ciekawiej.
Wybiegała mocno do przodu w swoich dywaganiach, bo prawda była taka, że poza sporadycznymi występami w Domu Urody nie grała na salonach. Jak nic wtedy trema by ją zjadła w całości.
Upiła jeszcze trochę wina i odstawiła na chwilę lampkę, żeby móc skupić się na Lokim. Chciała mu wynagrodzić stres, więc przez chwilę bawiła się z nim, drapała za uszami, przewracała go na grzbiet i miziała po brzuszku. Jak nic lisek skończy rozpieszczony.
Nie mogła jednak nie zauważyć dziwnego zachowania Gospodarza. Obserwowała jego ruchy dłońmi, jakby grał na jakimś niewidzialnym instrumencie. A to spojrzenie w sufit? Powiodła tam wzrokiem, ale nie była w stanie dostrzec nic poza stropem.
- Co masz na myśli? Mówisz, że tak naprawdę wypadłam okropnie podczas tej lekcji i w tym drugim świecie całkiem się z tego powodu załamałeś? - Chciała się z nim drażnić. Droczyć, sprawdzać w niegroźny sposób granicę jego cierpliwości do niej. Może nieco rozbawić. Z jakiegoś powodu wydawało jej się, że niewiele osób rzuca mu wyzwania.
Wtem zadrżała nieco, a na ramionach dziewczyny pojawiła się gęsią skórka. Żeby nie marznąć podniosła swojego Przewodnika i podeszła bliżej kominka, żeby tak jak ostatnio usiąść na podłodze blisko ognia. Lubiła w niego patrzeć i obserwować ten magiczny taniec płomieni.
A potem spojrzała znów na Alffiego.
- M... miesiąc? W tak krótkim czasie mam być gotowa do występu? - Otworzyła szerzej te swoje duże szmaragdowe oczy. - Nie wiem czy wziąć to za komplement, że tak we mnie wierzysz. Oczywiście, to byłby zaszczyt dla mnie ale... Nie jestem pewna, czy jednak mnie nie przeceniasz. Słyszałam o Delfinie, ona ma niesamowity głos. Nieporównywalny do mojego.
Spuściła głowę. Wyraźnie brakowało jej pewności siebie, kiedy w grę wchodziły umiejętności. Może problem w jej występach na salonach leżał w niej, a nie jej talencie?

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
- Hohoho! To byłaby zaprawdę zabawna kwestia gdybyś samodzielnie i zarazem jedocześnie grała na kilku intrumentach! Wizja ta z całą pewnością pobudza wyobraźnie! - Odrzekł na jej pytanie lekko rozbawiony. Dolał jej jeszcze wina jak tylko skończyło się w jej kieliszku. Samemu też nie pozwolił sobie na siedzenie o suchym pysku, więc upił kolejny łyk prosto z szyjki swojej butelki. Za każdym razem gdy brał łyk zdawało się, że stawał się coraz bardziej żywy.
- Ohohoho! Uważam, że było wręcz odwrotnie! To w tym drugim świecie marnie zdałaś egzamin, a tu poradziłaś sobie znacznie lepiej. - Odpowiedział na jej przekomarzanie się. Obserwował ją z przymrużonymi oczyma, jakby starał się rozgryść co zrobić tu ze swoim gościem i z jej przekomarzaniem się. Nie wyglądało na to by mu to specjalnie przeszkadzało, wręcz przeciwnie zdawał się być wysoce rozbawiony takim jej zachowaniem. Nawet Loki zareagował na to pojedynczym pisko/szczeknięciem.
Gdy Arya odwróciła się do niego z powrotem będąc już przy kominku, Alffie siedział na oparciu fotela. W dłoniach jego znalazł się pojedynczy sztylet z wyjątkowo małą rękojeścią, ozdobioną kolorową wstążką. Arlekin balansował tym ostrzem na samym koniuszku swojego wskazującego palca, bez nawet patrzenia się na niego, bo wzrok miał położony w kierunku pół-elki. Miał lekko przekręconą głowę na bok, jakby patrzył się na coś bardzo interesującego.
- Miesiąc to dużo czasu w tym miejscu. Angaż w takim miejscu wypromował by cię na znacznie większe spektrum. Oczywiście jeśli będziesz ciężko pracować tutaj... ze mną jako twój szlifierz. Bo jeśli tak, to nie obawiaj się prędzej czy później dorównasz samej Delfinie. A teraz... czy miałabyś ochotę zagrać ze mną w grę? Jest dość prosta. Będę zagrywał proste dźwięki na fortepianie, a ty będziesz je powtarzać na lutni, wedle swojej oktawy. Jeśli Ci się uda otrzymasz nagrodę, a jeśli nie...
Wykonał gwałtowny ruch ręką wbijając sztylet prosto we fresk, a dokładniej w przedstawioną na fresku głowę tancerza.
-... to się okaże...

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Z uśmiechem pokręciła głową. Tylko tego jej jeszcze brakowało, żeby ekscentryczny Gospodarz podjął próbę uczynienia z niej człowieka orkiestry. Bo o ile faktycznie miała wiele talentów, tak nie chciała być komikiem.
- Śmiem również zwrócić uwagę na fakt, że nie odpowiedziałeś mi Panie na pytanie. Ale rozumiem. Nie chcesz, żeby przyćmiła Cię prosta portowa dziewka.
Droczyła się z nim jakoś tak... naturalnie. Jakby strach, który wcześniej wobec niego odczuwała ulatywał. Oczywiście nie była głupia i musiała ciągle się mieć na baczności, a jednak nie chciała być dla niego tylko przelotnym gościem. Mimo, że mieszkał w tym wielkim domu, to jednak czuła, że w jakimś sensie był samotny. Nie... Ona chciała stać się dla niego kimś w rodzaju przyjaciela. A było to ciężkie, skoro widzieli się dopiero drugi raz.
- Dziękuję. Uznam to za komplement, Aldonzo. - Z wdzięcznością przyjęła dolewkę wina, chociaż nie napiła się od razu. Dwie lampki wystarczyły, żeby jej mięśnie w miły sposób się rozluźniły. Nie chciała stracić jednak trzeźwości umysłu.
Przez chwilę kontynuowała zabawę z Lokim, aż w końcu cmoknęla go w ten mały ciemny nosek i wstała sprzed kominka.
Dostrzegając ostrze w rękach mężczyzny zatrzymała się w pół kroku obserwując go uważnie. Jej zielone oczy błyszczały ostrożnością, ale nie strachem. Zaczynała się do niego przyzwyczajać, tak jakby przyjęła juz tyle strachu, ile jej ciało było w stanie pomieścić. Na więcej chyba zwyczajnie nie było miejsca. Dopiero kiedy rzucił sztyletem nieco się rozluźniła.
- Jestem samoukiem, do wszystkiego co mogłeś zobaczyć w moim wykonaniu doszłam sama. Nie boję się ciężkiej pracy ani wyrzeczeń, żeby osiągnąć swoje cele. Zdecydowałam już, że co by się nie działo nie chce wrócić do tego samego życia, jakie wiodłam do tej pory. Nie chcę być tą samą zastraszona dziewczyną, którą można napaść w ciemnej uliczce. Naprawdę jestem wdzięczna, że chcesz mnie uczuć. Powiedz co mam zrobić, żeby się poprawić, a to zrobię. W końcu... - Tu się przewrotnie uśmiechnęła. - ...jakimś cudem udało mi się znaleźć tak niezwykłego nauczyciela jak Ty. Jeśli mi pozwolisz chcę chłonąć od Ciebie tę wiedzę, umiejętności. Co nie znaczy jednak, że będę łatwym uczniem.
Teraz jej uśmiech był już szeroki, nieco wyzywający. Podeszła do niego, po czym z jego pióropusza wyciągnęła mniejsze żółte piórko i wplotła je we własny warkocz. Na propozycje wspólnej gry z kolei po prostu chwyciła za lutnię jakby czekając w gotowości na pierwszy dźwięk.
- Już nie mogę się doczekać nagrody.
Może była nieco bezczelna. Nie okazywała mu należytego szacunku, jak wobec kogoś z wyższych sfer. A jednak, chociaż pierwszej nocy podczas ich spotkania chciała go więcej nie oglądać na oczy, tak teraz zaczynała się dobrze bawić w jego towarzystwie. No i kochał muzykę niemal tak samo jak ona. Oraz dzięki niemu miała teraz Lokiego za przyjaciela. Chyba mogła dać mu szansę?

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Alffie z uśmiechem na twarzy powędrował by kontynuować jej zajęcia, zaskakując wpierw z oparcia na którym siedział. Przemilczał jej dalsze zachowanie oraz doszczypliwe uwagi, uraczając ją jedynie zainteresowanym spojrzeniem w odpowiedzi. Trochę jakby takie czynności ze strony swoich uczniów nie należały do najczęstszych. Choć nie wyglądało by mu to specjalnie przeszkadzało.
Wpierw jego gra na fortepianie zdawała się być prostą, niewinną zabawą jednak z biegiem czasu kolejne melodię do odegrania przez dziewczynę stawały się coraz to trudniejsze. Zarówno szyk i wykonanie dźwięków stawały się w pewnym momencie zbyt złożone dla Rudowłosej, wytyczając u niej liczne błędy techniczne związane z byciem samoukiem. Jednak zamiast w jakiś sposób karać ją jak to obiecywał wcześniej, Alffie podszedł do niej i zaczął pokazywać jej jak radzić sobie z cięższymi akordami. Potem wracał do Fortepianu i kontynuował. Uczynił tak jeszcze wiele razy tego wieczoru, nie odstępując sobie samemu od zabawnych komentarzy. Odpowiadał też już na zaczepki Dziewczyny własnymi tekstami, które pomimo wypowiadania pół-żartem miały w sobie dość surowy i brutalny wydźwięk, opowiadający o wybebeszaniu, krwawieniu i łamaniu licznych części ciała. Zupełnie jakby taka tematyka niezmiernie go bawiła.
Gdy zakończył lekcję przy Fortepianie, postanowił skupić się na wprowadzeniu w jej grę odpowiedniej harmonii, prezentując jej odpowiedni techniki, do których powinna się zastosować i dość uporczywie na niej je wymuszając. Prócz tego szkolił ją do gry w duecie ilustrując jej granie interwałami oraz szlachetne podkreślanie instrumentu drugiej osoby. Gospodarz zrobił się bardzo szczegółowy przy tej sekcji jej zajęć, chcąc wycisnąć z dziewczyny twórcze siódme poty, prawie doprowadzając jej palce do krwi od ilości lutni jaką zagrała tego wieczora. Choć mimo bycia surowym nadal pozwalał sobie na przeróżne cudactwa ze swojej strony. Loki także był bardzo aktywny na czas tych zajęć, często próbując niezręcznie dołączyć swoje dźwięki do melodii lub biegając po pokoju gdy robiło się głośniej. Choć przez większość czasu wolał zaczepiać Aryie, chcąc złapać ją za jej splecone włosy, które były dla niego nowością.
Lekcje trwały do późnej Oćmy już następnego dnia. Mimo iż mogliby ćwiczyć dalej dziewczyna czuła, że wręcz opada z sił. Nigdy w życiu nie było jej dane grać tak długo i tak intensywnie na dodatek o tak późnej porze. Jej palce bolały jak diabli, gardło zaczynało mieć lekką chrypkę, a całe jej ciało wręcz ociekało zmęczeniem. Nie było to jednak widać po Alffim, który do samego końca miał jeszcze siły i chęci na dalsze granie, za każdym razem wyciągając coraz to nowsze sposoby by wyszkolić(skatować) Aryie. Być może by mógł męczyć ją jeszcze dłużej, gdyby nie nagły paraliż który go złapał. Znajdował się wtedy przy kominku, stojąc na jednej nodze z rozdwojonym fletem w dłoniach. Niespodziewanie runął na podłogę łapiąc się za brzuch. Stęknął cicho i w wyraźnym poczuciu dyskomfortu zwymiotował przed siebie na dywanik blisko kominka. Wydawałoby się, że cała jego energia i entuzjazm, który wręcz promieniował od niego przez całą noc natychmiast zniknęły zostawiając po sobie strutego człowieka. Jego wymiociny były kompletnie czarne, jak smoła co na wspominanym wyżej kominie się zbierała.
- Koniec... na dziś... - Wysyczał wyjątkowo ciężkim głosem, nie spoglądając nawet na dziewczynę. Oddychał głośno i płytko słychać było świst z jego płuc. Dłonie mu drżały, a włosy opadły w kompletnym nieładzie. Zerknął na koniec na nią spod włosów, a jego zielone oczy zdały się na chwilę być znacznie jaśniejsze. Wokół jego tęczówki nie było białej części oka, jednak coś znacznie ciemniejszego, wręcz czarnego jak jego własne wymiociny. Te oczy żądały brak sprzeciwu.
Widząc dziwne zachowanie Arlekina, Loki sfrasował się i wyszedł z salonu kierując się do sypialni. Lisek wyglądał na mocno zmęczonego.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nigdy, naprawdę nigdy jeszcze nie poświęciła tyle czasu podczas jednego wieczoru na grę. Owszem, zdarzały się momenty w jej życiu, kiedy chcąc uciec od rzeczywistości grała przez całą noc, jednak nie aż tak intensywnie. O ile na początku była dość pewna siebie, tak szybko uświadomiła sobie swoje braki. Początkowe akordy prezentowane przez jej Gospodarza nie sprawiały jej kłopotów, lecz gdy tylko przeszedł do trudniejszych, ta poległa na całej linii. Starała się bardzo i było to widać, lecz braków odpowiedniej techniki nie mogła przeskoczyć. W duchu musiała przyznać rację mężczyźnie, że sam jej talent nie wystarczył. Potrzebowała szlifierza, żeby z tej kamiennej bryłki wydobyć diament. Chociaż... w jej przypadku lepiej powiedzieć rubin.
Posłusznie dokonywała wszelkich zmian, jakie jej podpowiadał. Śledziła jego ruchy, kiedy pokazywał jak ułożyć dłonie na lutni, by prawidłowo naśladować grane przez niego melodię. I chociaż czasami potrzebowała kilku prób nie poddawała się. Nie narzekała na ból rąk, chociaż po kilku godzinach nieustannej gry ledwo je czuła. Jedyne co ją zastanawiało, lecz nie przyznała się głośno, to to jak naciskał na jej doskonalenie się w akompaniamencie. Czy planował z niej zrobić tło przy czyichś występach? A może zależało mu na tym, by była w stanie zrobić to, co on sam wcześniej - uświadomić innym jak wiele podczas gry może dać drugi instrument podbudowujący cały utwór?
Nie ważne jednak jak bardzo ją męczył, ta dotrzymywała mu kroku. Nie poddawała się, a wręcz zadawała mu dodatkowe pytania i próbowała urozmaicać melodie wskazywane przez Esposito. Nie żartowała mówiąc, że jest gotowa na wiele wyrzeczeń, żeby doskonalić swój kunszt. A przede wszystkim w jej oczach było widać radość z tego, że może swoje serce oddać muzyce. Tworząc nowe pieśni, powołując do życia niestworzone jeszcze nuty i dając im ulecieć w przestrzeń... ona promieniowała szczęściem. Momentami wyglądała niczym porcelanowa lalka o płomiennych włosach, gdy zamykając oczy oddawała się w pełni granej w danym momencie melodii.
Nauka połączona z miłą, acz dość niestandardową rozmową, piciem wina i zabawą z Lokim poskutkowała, że Arya praktycznie całkiem się rozluźniła w towarzystwie Inenomura. Nie było w niej tego buntu czy strachu, który prezentowała sobą podczas ich pierwszego spotkania. Dostrzegła drugą stronę swojego Gospodarza i zdawać by się mogło, że chyba znaleźli pewną nić porozumienia, która zaczynała łączyć ich oboje. Jego surowość i nieustępliwość jako nauczyciela w zaskakujący sposób równoważyła się z żartami i wygłupami, które prezentował. To, jak momentami był poważny łagodniało w chwili, kiedy poświęcał uwagę Lokiemu. Nie potrafiła jeszcze interpretować jego mimiki, kiedy milcząc patrzył na nią przez dłuższą chwilę, jednak nie czuła się już skrępowana. Przyzwyczajała się do niego i tego dziwnego domu.
W końcu jednak jej organizm zaczął odmawiać posłuszeństwa. Choćby chciała, to jednak nie miała siły na kontynuowanie lekcji. Skąd Aldonzo miał w sobie tyle energii? I to po wypiciu całej butelki wina?! Ją alkohol zmęczył bardziej niż chciała przyznać, chociaż wcale nie wypiła wiele.
Już, już chciała mu się przyznać, że potrzebuje przerwy, kiedy ten upadł. Nagły głośny dźwięk wyrwał ją z chwilowego otępienia, zaś widząc go na podłodze szybko poderwała się na nogi upuszczając instrument. Skołowana patrzyła na niego dosłownie kilka sekund, a kiedy oznajmił koniec lekcji wahała się tylko przez jedno uderzenie serca. Czy się przestraszyła? Ależ oczywiście! Mimo to zamiast opuścić pomieszczenie podeszła do niego łapiąc mężczyznę za ramię i kładąc mu dłoń na plecach. Zdecydowanym ruchem zaczęła go po nich pocierać, żeby pomóc udrożnić drogi oddechowe.
- Nie zostawię Cię w takim stanie, Alffie. - Mimo lekkiego drżenia w swoim głowie powiedziała to pewnie i zdecydowanie. Spojrzenie również miała zdeterminowane. - Dasz radę wstać? Chodź, usiądziesz na kanapie. Pomogę Ci.
Z całej siły starała się nie patrzeć mu w oczy. One... nie były normalne. I chociaż chciała wmówić sobie, że to tylko jej przywidzenia, tym razem nie mogła tego zrobić. Wielu rzeczy jej nie mówił, lecz to nie była odpowiednia chwila, żeby zadawać pytania. Teraz chciała mu po prostu pomóc. Na jej twarzy odmalowywała się szczera troska o Arlekina. Pociągnęła go ku górze niemal zmuszając go do podjęcia wysiłku podniesienia się, a potem przejmując na siebie ciężar Aldonzo poprowadziła go do siedziska. Niestety, miała wprawę w tego typu przemieszczaniu wpółprzytomnych mężczyzn. Wielokrotnie musiała pomagać ojcu opuścić portowe bary czy szulernie, a następnie dotaszczyć go do domu. Teraz, o ile jej Gospodarz nie będzie usilnie z nią walczył również powinna sobie poradzić. A jak już się tam znajdzie zacznie się rozglądać na źródłem wody, by mokrą chusteczką (zawsze jedną ze sobą miała) przetrzeć mu twarz.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Dał się przenieść na kanapę. Nie protestował, nie oponował, nie sprzeciwiał się ni słowem ni gestem. Jego ciało zdawało się być wręcz zwiotczałe, a w dotyku piekielnie zimne niczym chłodna płyta marmuru na nagrobku. Gdy podeszła opuścił gwałtownie wzrok usilnie i intencjonalnie nie spoglądając w jej stronę. Cały drżał, zdawało się jeszcze bardziej gdy go podniosła. Gdy w końcu znalazł się na siedzisku oparł dłonie o twarz i pochylił się do przodu. Zdawało się, że coś szepczę i mamroczę pod nosem.
- Nie... nie... jeszcze nie... nie mogę tu... nie chce...nie chce... nie chce... nie... chce tego zrobić... nie je... - Dało się ledwo usłyszeć co mówi, jakby z jego ust bardziej wydobywały się szmery niż ludzkie słowa. Zupełnie jakby mówił bez nabrania choć raz powietrza w płuca. Zasłaniał swoją twarz pod dłońmi, naciskając mocno na nią opuszkami swoich palców, że jego ostre paznokcie wręcz wbijały mu się w skórę do krwi. Wyglądał trochę jak przerażony chłopiec w swoich kolorowych ubraniach i skulony w sobie.
Arya w tym czasie szybko podeszła do komody, na której leżał prawie pusty dzban. Prawie, bo w środku była resztka jakiegoś płynu, który najwyraźniej był wodą bo nic innego nie przychodziło do głowy patrząc się na bezbarwny i bezzapachowy płyn. Było go na tyle być bez problemu zamoczyć wyciągnięty przez dziewczynę kawałek materiału tak jak chciała. Postanowiła zostać i pomóc Allfiemu pomimo jego wyraźnej sugestii by wyszła. Być może nie chciał przyznać, ale potrzebował faktycznie pomocy tylko był zbyt dumny by to przyznać. Zaraz po tym odwróciła się do niego.
Aldonzo nie zasłaniał już swojej twarzy. Z przebitych przez pazury ran sączyły się drobne strużki czarno-granatowej krwi zsuwające się do jego brody i skapując na ziemię. Jego głowa była przekręcona o dziewięćdziesiąt stopni w bok, a jego usta były rozwarte nienaturalnie szeroko, wykrzywione jakby ktoś wyrwał i pociągnął jego szczękę w złą stronę. Z pomiędzy jego warg wypływała maź, ta sama którą wcześniej wymiotował, bezwładnie spływająca na podłogę. Jego zęby wydały się znacznie większe ze szczególnym wypunktowaniem dwóch dolnych i górnych siekaczy, które wyglądały jak zwierzęce kły. Jego dłonie były odsunięte od jego lica i rozstąpione palce wyglądały jak sparaliżowane szpony. I na koniec oczy... to nie były jego oczy.
Bez życia. Bez wyrazu. Bez radości. Bez żartobliwości. Bez pasji. Bez... niego. Całe czarne, czarne jak noc. Mogła wręcz ujrzeć w nich odbicie tego na co te wielkie wytrzeszczone oczy rzucały swoje nieludzkie spojrzenie niczym czarne lustro. Aryanna widziała w nich siebie. Jego spojrzenie było skierowane bezpośrednio na nią.
Arya czuła jak jej instynkty krzyczą o tej nieludzkiej scenie, której właśnie doświadczała. Czuła jak jej ciało sztywnieje bez jej woli, nie mogąc ruszyć nawet palcem, ni nawet mrugnąć. Wewnątrz siebie czuła jak rozpiera i rozwiera ją potężna fala pojedynczego uczucia, pierwotnych korzeni człowieczeństwa. Jednak nie był to strach, o nie... to był insynkt przetrwania w obliczu nieubłaganej śmierci.
To wszystko trwało dwie sekundy. Dwie sekundy rozciągnięte niczym przez nieskończoność w głowie dziewczyny. Zmuszona patrzeć się na tą scenę, patrzeć się na ten nieludzki obraz... czegoś.

Jego palce zadrżały.

Ognisko natychmiast zgasło, a w całym salonie nastąpiła ciemność.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Bardziej niż chciała to przyznać przed samą sobą była zmartwiona stanem Esposito. Wyglądał na chorego, a ta przypadłość dopadła go tak gwałtownie, że aż nienaturalnie. Do tego ta czarna maź... Co on miał wewnątrz swojego ciała, by musiał tym wymiotować?
- Nie martw się, zaraz poczujesz się lepiej...
Mówiła delikatnie i spokojnie, zupełnie jak do Lokiego gdy się poznawali. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że Alffie wygląda teraz dokładnie jak Aldonzo z jej snu. Przerażony i zagubiony. Jak to możliwe, że wcześniej o nim śniła, a teraz okazało się to prawdą? Była naiwna, ale nie głupia. To nie było normalne. Zaczynała rozumieć, że zgodziła się zostać w rezydencji tak naprawdę nie wiedząc nic o tym miejscu ani o jego mieszkańcach.
- Pójdę poszukać wody, ale nie idę nigdzie daleko. Jestem tu Alffie.
Jeżeli faktycznie był jak ten chłopak z jej snów, to nie chciała by się bał samotności. Nie kiedy ona tutaj przebywała.
Z zadowoleniem odkryła dzbanek z wodą, a jak już zwilżyła chusteczkę i się odwróciła... Zamarła. Eugumir raz powiedział, że na wpół surowe mięso było wysyłane do potwora, który straszy w tym domu w ciągu dnia. Przyjęła, że kłamstwem była cała wypowiedź lokaja, ale co jeśli kłamał tylko w sprawie pory dnia właśnie? Czy miał na myśli swojego Pracodawcę?
Nie krzyczała, chociaż serce jej waliło. Nie ruszyła się ani na milimetr, chociaż jej ciało nakazywało ucieczkę. Słyszała szum w uszach, kiedy krew dosłownie pędziła w jej żyłach. Ale to wszystko nie miałoby sensu. Wiedziała już jedno, on nie był człowiekiem. Widziała wcześniej jak zwinny był, jaką zręcznością się wykazywał podczas łapania Lokiego. Była przerażona, a jednak gdy ogień w kominku zagasło ona tylko wciągnęła głośno powietrze. Walczyła z sobą wszystkimi siłami, jakie w niej pozostały.
- Jestem tu Alffie. I chcę Ci zaufać...
Szepnęła w ciemność, jednak nie była pewna, czy dożyje poranka.

Awatar użytkownika
Heinreich
Posty: 461
Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Wszechobecny mrok był przytłaczający. Dyskomfort tego co dostrzegła sprawiało, że odebranie jej wzroku wręcz sparaliżowało ją. Wszystkie jej pozostałe zmysły natychmiast się zaostrzyły chcąc jakkolwiek postrzec świat wokół, by zrozumieć lepiej zagrożenie jakie odczuwała. Zdawało jej się usłyszeć szmer przesuwanych po podłodze materiału jak ubranie lub peleryna. Powietrze zdało się być stęchłe i roznosić po sobie zapachy starości oraz śmierci, jak przy podróży po mauzoleum albo też cmentarzu. Mimowolnie czuła na języku smak przypominający popiół, jakby tlen w pokoju został skażony czymś niewerbalnie niewytłumaczalnym. Na skórze czuła drobne zmiany jak delikatny powiew wiatru gdy przebiega obok ciebie osoba, jednak nie słyszeć było kroków. Miała wrażenie, że coś przesunęło jej włosy jednak gdy sięgnęła dłonią nic w tamtym mroku nie stało. Był tu tylko mrok i... on.
Po chwili poczuła na ciele coś nowego przesuwającego się po ramionach i torsie. Dłonie? Nie... było to coś znacznie cieńszego. Miała wrażenie, że w dotyku kojarzy się jej to z lnianymi nićmi lub żyłkami wędkarskimi pozyskiwanych ze zwierząt. Czymkolwiek to było przesuwało się po jej ciele oplatając ją pomału niczym sieć pająka. Nie szło się wyszarpać z ich objęć, co próbowała je z siebie zrzucić tak powracały one z powrotem oplątując ją. Gdy dotarły do jej szyi miała wrażenie, że zaciskają się odbierając jej możliwość swobodnego oddychania. Łapiąc desperacko powietrze walcząc z nićmi, nagle poczuła obok siebie obecność. Niczym żądzę krwi u dzikich zwierząt, tak ona czuła że TO COŚ obok niej właśnie taką żadzę czuję. Czuła, że się zbliża do niej i...
Obecność nici zniknęła z jej ciała tak gwałtownie jak się pojawiła. Postać obok niej zniknęła jak i dzikie uczucie, które z niej emanowało. Ciemność nagle została zachwiana przez światło księżyca okalające teraz pomieszczenie mimo, że wcześniej okno z pewnością było zakryte. Alffiego nigdzie nie było, choć dostrzec można było, że stół został zniszczony na strzępy, choć nie słyszała nic wcześniej co mogłoby je zniszczyć.
~ Gdy światła toną w doń... a cieni rośnie ton...~ - Cichy, wręcz obolały głos nagle rozlał się po pokoju. Nie można było dostrzec miejsca z którego pochodzi, ani kto je wymawia.
~ ... a miejsca które znasz... odcina poświaty blask. ~ - Dźwięki przesuwały się z lewo na prawo, z góry na dół, z kąta na kąt. Ich twórca nadal pozostał kompletnie nie widoczny w zakresie wzroku, jakby światło księżyca nie mogło na niego upaść i go odkryć.
~ Światło drżące w duszy twej... szybko kurczy w chłodzie się...~ - Piosenka śpiewana ochrypniętym tenorem zdawała się zbliżać do niej coraz bliżej, a do jej oczu dotarło jakiś ruch koło drzwi. Melodia brzmiała powolnie i rytmicznie, jakby nie była przeznaczona do tak powolnego śpiewu.
~ ... lecz już w sercu dobrze wiesz, że w ciemność wejdziem wnet.~ - Postać zbliżyła się na tyle by móc dostrzec znaną Aryi sylwetkę. Choć skłębiona w mroku, zdawała się zachowywać kompletnie inaczej niż przez cały wieczór, a w śpiewie jego usłyszeć można było nostalgie oraz ból, jakby śpiew sprawiał mu krzywdę, jednak mimo to trwał w niej.
~ Bo chaos spływa wciąż tu, tańczyć tuż u naszych stóp. Wyboru nie mamy już, o nie. Tańczyć z nim musimy też. ~

Gdy piosenka się zakończyła, pół-elka mogła by jeszcze przysiąc, że dostrzegła w pół-mroku twarz Alffiego. Bez ran, bez deformacji. Jego makijaż był kompletnie rozmazany, jego wymalowany uśmiech obecnie opadał smugami w dół prezentując teraz smutną maskę tego co starał się zakryć. Jego powieki wymalowane czerwonymi cieniami rozmazały się na boki niczym zmazane symboliczne barwy jego emocji. Jego oczy w jasnej zieleni, najbardziej widoczne. Bez wyrazu. Bez treści. Po prostu... były i spojrzały się na nią przez ten krótki moment. A potem zniknął, a drzwi salonu otworzyły się wraz z jego zniknięciem o ile tam naprawdę był.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nie przywykła do takiej ciemności. Bywały noce w jej dzieciństwie, kiedy podczas burzy jako mała dziewczynka zapalała świeczkę na środku pokoju i opatulona w koc z misiem w ramionach pilnowała płomienia. Byle tylko nie dopuścić, żeby ten mrok ją ogarnął. Były to jeszcze momenty, kiedy za drzwiami jej prywatnego azylu polował drapieżnik. Jej ojciec. Żeby się mu nie narażać upychała gałganki w szparze pod drzwiami, byle tylko nie zwabić go blaskiem ognia. Mogłaby go wcale nie zapalać, ale wtedy budziły się inne potwory, chociażby te spod łóżka.
Teraz czuła się dokładnie tak, jak wiele lat temu. Różnica polegała jednak na tym, że nie miała swojej świecy, kołdry czy misia do obrony. A stwór, którego się obawiała wcale nie znajdował się za drzwiami. Dzisiaj to mrok ją otulał, a główne źródło strachu miało niesamowite zielone oczy, w które patrzyła od wielu godzin. Jej wyobraźnia szalała, a przez jej... problemy z samą sobą nie odróżniała już prawdy od własnej wyobraźni. Czy to co widziała działo się faktycznie? Czy jednak traciła zdrowe zmysły? Ktoś jej kiedyś powiedział, że aż dziw bierze, że nie oszalała już dawno temu. Jak widać w końcu ją to dopadało.
Czując dotyk na włosach jej ręka sama zareagowała, jakby chciała... no właśnie, co? Odgonić czy też pochwycić to, co poczuła? Zamiast tego dotknęła samej siebie, bo perspektywa położenia dłoni na nim okazała się nagle zbyt przerażająca. Była w potrzasku. Zdana na łaskę i niełaskę nieznanego sobie zagrożenia. Wiedziała, że jeden zły ruch z jej strony wystarczy, by sprowokować atak. Więc się nie ruszała. Serce rozpaczliwie waliło jej w piersi, bo skoro dziewczyna nie chciała uciekać, ono zrobiłoby to samodzielnie. Bała się oddychać, jakby ten ledwie słyszalny dźwięk mógł wywołać masakrę.
Nie mogła jednak zignorować wyraźnego dotyku na swoim ciele. Linki czy nitki, które się po niej przemieszczały, ograniczając możliwość ruchu przeraziły ją bardziej niż wykrzywiona i zmasakrowana twarz mężczyzny sprzed chwili. Zadrżała, lecz kiedy te już ją oplotły nie mogła nawet ruszyć małym palcem u ręki. Czuła się jak klaustrofobik zamknięty w ciasnej szafie. Zaś gdy zaczęło jej brakować powietrza... wydawało jej się, że Alffie znajdował się za nią. Szczęście w nieszczęściu, bo w tym momencie jej oczy wilgotne od powstrzymywanych łez strachu niemalże błagały o litość. Nie chciała jeszcze umierać. Miała tyle planów, tyle marzeń! Śmierć nie była jej jeszcze pisana. A przynajmniej w to wierzyła, walcząc o najmniejszy chełst powietrza.
I wtem uczucie skrępowania zniknęło, a ona mogła znów normalnie oddychać. Jak tylko salon rozświetlił blask księżyca ona tam stała. Zagubiona i przerażona. Drżała, obejmując się mocno ramionami. Zupełnie jakby chciała powstrzymać odruchy swojego ciała. Nie śmiała poruszyć się chociażby na krok, lecz słysząc dobrze znany sobie głos zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu chcąc zlokalizować jego źródło. A jednak, nie była w stanie. Stół, a raczej to co z niego pozostało... całe zdemolowane pomieszczenie (chociaż to akurat wina jej wcześniejszego zrywu)... Ciemność miała tę jedną przewagę, że ukrywała szczegóły, które teraz potęgowały jej strach.
W końcu go dostrzegła. Szedł do niej w swej wcześniejszej postaci. I gdyby nie odmalowujące się w nim cierpienie i rozmazany makijaż może byłaby w stanie udawać, że nic się nie stało. A jednak. Wydarzenia tego wieczora sprawiły, że nic nie będzie już takie samo jak wcześniej. Gdzież z tyłu jej głowy kłębiła się myśl, że ono pożegnała życie, jakie dotychczas znała. Będąc tutaj, w Rezydencji Esposito, wkraczała na nieznaną sobie ścieżkę. I chciała czy nie, nie było już odwrotu.
Uświadomiła sobie też jeszcze jedną rzecz. Pierwszy raz słyszała jego śpiew. Do tej pory bardzo chętnie grał dla niej na flecie, fortepianie czy innych instrumentach. A jednak, chociaż wcześniej usłyszała melodyjną nutę w jego głosie ten ją uparcie trzymał na uwięzi. Teraz jednak, gdy jego tenor rozlewał się po salonie nie była pewna, czy jego chrypa bierze się walki z samym sobą, czy też czasu, przez jaki go nie używał.
Potem zaś wystarczyło tylko krótkie mrugnięcie, żeby zniknął. Jakby był tylko częścią snu, w który ona zapadła. A mimo to, będąc sama w salonie nie mogła się ruszyć. Nie od razu. Minęło kilka uderzeń jej przerażonego serca, nim pozwoliła sobie na postawienie niepewnego kroku w kierunku wyjścia. Drżała, nogi miała niczym z waty i dosłownie musiała iść wzdłuż ściany, żeby się nie przewrócić. A jednak, z miną nie wyrażającą emocji brnęła przed siebie do swojego pokoju. Tańczące płomienie na świecznikach oświetlających korytarz sprawiały jedynie, że dookoła pojawiało się tylko więcej ceni. Czy w którymś nich on się czaił? Nie, nie mogła jeszcze o tym myśleć. Zablokowała wszystkie uczucia, żeby tylko jej dusza nie rozpadła się na drobne kawałeczki. Przejście do pokoju, chociaż bardzo krótkie, sprawiło jej więcej bólu, niż mogła przypuszczać. A jednak, zamiast uciec z rezydencji, ona nawet o tym nie pomyślała. Niemal odruchowo wybrała ścieżkę po schodach na górne piętro, gdzie za białymi drzwiami czekała jej tymczasowa sypialnia.
Zamknęła za sobą drzwi, tylko na klamkę. Wiedziała, że one i tak by go nie powstrzymały przed dostaniem się do środka. Nie rozglądając się dookoła, nie przebierając się, nie rozplatając włosów padła na łóżko. I to tam, skulona do pozycji embrionalnej pozwoliła w końcu ujść emocjom. Trzęsła się niczym podczas jakiegoś ataku choroby, przez szloch ledwo mogła łapać powietrze. I ciągle miała wrażenie, że jeśli wyda chociaż jeden głośniejszy dźwięk jej Gospodarz się tu pojawi, żeby dokończyć to, co działo się w salonie. Z całej siły przyciskała więc dłonie do ust, żeby wygłuszyć swoje cierpienie. Zmęczona walką samą z sobą, zapłakana i obsmarkana, w końcu straciła przytomność. Bo tego snem nawet nie można było nazwać. Czuła się taka samotna w obcej, nieprzyjaznej rezydencji. A Loki na nią patrzył.
***

Obudziła się kolejny raz, kiedy słońce minęło już swój najwyższy punkt na niebie. Chociaż otworzyła opuchnięte oczy, te były puste. Ona czuła się złamana. Niemal mechanicznie podniosła się z łóżka, bardziej z przymusu niż chęci. Przy toaletce miała misę z wodą do umycia twarzy, jednak wystarczyło ledwie krótkie spojrzenie na odbicie w lustrze by wiedzieć, że to jej nie wystarczy. Potrzebowała wziąć kąpiel. Czuła się obolała, gardło ją bolało, a dłonie miała tak wrażliwe, jak jeszcze nigdy. Oto efekt jej wcześniejszych lekcji.
Zabrała ubranie na zmianę, czysty ręcznik i wyszła z pokoju. Jej Przewodnik był dzisiaj cichy, spokojny. I nie odstępował jej na krok. Nie dał się również zostawić za drzwiami łazienki, chociaż rudowłosa z premedytacją chciała pomyć sama. Całkowicie. Lis mimo wszystko wyminął ją, posłał dziewczynie spojrzenie bursztynowych oczy i wygodnie ułożył się na parapecie okna. Nie było sensu się z nim kłócić.
Okazało się, że ktoś już zagrzał dla niej wodę. Pomieszczenie pachniało użytymi olejkami różanymi, na szafce stały kremy, naturalna gąbka. I chociaż Arya na początku tego nie doceniła, to po zrzuceniu ubrań i zanurzeniu się w gorącej kąpieli pierwszy raz tego dnia głośno westchnęła. Tak, jakby spuściła trzymany do tej pory na uwięzi głos. Zaskakujące jak bardzo tego potrzebowała. Woda rozluźniała spięte mięśnie, olejki pielęgnowany zbolałe dłonie, a kwiatowy aromat przynosił ulgę zszarganym nerwom.
Siedziała w balii dopóki woda całkiem nie ostygła. Nie chciała jeszcze mierzyć się ze światem, jednak nie miała wyjścia. Przez ten tak również dużo rozmyślała. O swoim śnie sprzed dwóch dni. O wczorajszym wieczorze, kiedy wraz z Alffiem odkrywała zarówno jego samego, jak i nieznane sobie aspekty muzyki. Wspominała jego oczy, które w pewnym momencie znalazły się tak blisko niej. I była rozbita. Nie wiedziała co robić.
W końcu ubrała się w najprostszą domową suknię, na to zarzuciła cienki szlafrok, a na ramionach zostawiła ręcznik, by mokre włosy nie przemoczyły jej ubrań. Nie chciała się starać. Potrzebowała odrobiny komfortu, znajomego ciepła. Po wyjściu z łazienki Loki dalej cały czas przy niej trwał. Zarówno kiedy zabrała z sypialni notes z węglowym rysikiem, poprosiła w kuchni o przyniesienie kawy, herbaty z szałwii (na zachrypnięte gardło) oraz lekkiego śniadania, a także gdy... wróciła do salonu. Pomieszczenie wyglądało jakby w nocy zupełnie nic się nie wydarzyło. Służba musiała już rozpalić ogień w kominku, stół został albo naprawiony albo wymieniony na dokładnie taki sam. Bałagan został posprzątany.
Musiała się czymś zająć, żeby dać odpocząć myślom. Nie miała jednak siły ani grać, ani śpiewać. Dlatego zamierzała tworzyć. Muzyka zawsze przynosiła jej ukojenie, nawet jeśli wybrzmiewała tylko w jej głowie. Nie musiała długo czekać, gdy Elojze przyniosła jej posiłek. A Arya? Usiadła najbliżej kominka, na ulubionym fotelu Aldonzo. Nim to zrobiła obróciła go jednak, żeby móc widzieć wejście do pokoju. Potrzebowali porozmawiać. Musieli, jeśli miała tutaj zostać. Nie chciała być jednak znowu zaskoczona przez mężczyznę, który od poprzedniego wieczora szczerze ją przerażał. Brakowało naprawdę niewiele, żeby pozbawił ją życia. Był jej winien chociaż krótką rozmowę.
Po zjedzeniu śniadania przekręciła się, żeby wygodniej było jej pisać. Nogi przerzuciła przez podłokietnik fotela, plecy oparła o ten przeciwległy i... zaczęła tworzyć. Przesuwała rysikiem po papierze zapisując nuty i słowa, wylewając na papier swoje uczucia. Analizując je z kolei była szczerze zaskoczona, że właśnie takie emocje miała teraz w sercu.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości