Sarya i Jon zatrzymali się nad łachmanami. Jon trącił je butem, na co łachmany jęknęły przeciągle i zaczęły się kotłować. Po chwili usiadły, okazując się Lambertem.
Gresk wyglądał paskudnie. Skóra w odcieniu zieleni, sińce pod oczami i spuchnięte policzki przywodziły raczej na myśl wyłowionego na brzeg topielca niż księcia nimnarejskiego półświatka. Nikogo nie zdziwiłoby, gdyby zamiast mewy zainteresowałyby się nim sępy.
Lambert przycisnął dłoń do skroni i zamknął oczy. Jon i Sarya dostrzegli kilka pustych butelek po rumie, walających się w pobliżu. Było jasnym, że po rozstaniu się z towarzyszami, Gresk nie przestał pić. Możliwe, że dopiero wtedy zaczął na dobre.
Znajdowali się w jednym z opuszczonych magazynów w dokach. Trafili tu dzięki wiadomości od Talera. Chłopak wykazał się ogromną przezornością i łbem na karku - gdy opłacany przez Lamberta mieszkaniec Labiryntu doniósł o strażnikach penetrujących szopę, a niedługo potem pod kamienicą pojawił się powóz, z którego wysiadło dwóch podejrzanie wyglądających mężczyzn, Taler nie zastanawiał się długo. Wymknął się chyłkiem, zabierając jedynie najpotrzebniejsze rzeczy.
Lamberta odnalazł na granicy Labiryntu. Był wrakiem samego siebie - rozchwiany, postawie i emocjach. Sponiewierany przez los i alkohol. Przyparty do muru splotem wydarzeń i gorącą potrzebą utrzymania się w pionie.
Taler przytargał go tutaj, po czym dał znać pozostałym.
- Dobrze państwa widzieć - odezwał się zza ich pleców. W eleganckim stroju i pod muchą pasował do tego miejsca jak pięść do nosa. Lambert, najwyraźniej szczególnie wyczulony na estetyczne niuanse, zwymiotował. - Pan Gresk nie jest dziś w najlepszej kondycji. Jednak zanim zasnął nad ranem, nalegał, bym państwa tu wezwał. Okropnie mi przykro, ale na targu udało mi się zdobyć jedynie nieco smażonych ryb.
Wyciągnął przed siebie rękę, w której trzymał zawinięte w gazetę jedzenie.
Lambert, który akurat skończył wymiotować, zobaczył ryby i zrzygał się raz jeszcze.
- Wnioskuję, że będziecie mieli państwo możliwość wzięcia dokładki. - Taler pokręcił głową. - Pan Gresk będzie musiał raczyć się wodą.