- Widzisz? - zapytał, całkiem poważnie. - Jesteśmy podobni. Moje podrywy wobec ciebie? Twoje straszenie mnie i wypominanie strachu? Oboje czujemy się pewniej, gdy druga osoba jest zakłopotana i w defensywie.
Chciał powiedziec, ale wtedy Yrene drapnęła go przez pierś. Syknął z bólu i zrobił krok do tyłu.
- No wiesz? - zapytał. - Owszem lubię na ostro, ale zazwyczaj oczekuję, by kobieta zaprosiła mnie najpierw na obiad.
Ale mówił już do jej pleców, gdy odchodziła. A niech idzie precz. To była jedna wielka pomyłka. W karczmie na pewno były inne kobiety - kobiety bardziej uprzejme, bardziej chętne rozstać się z pieniędzmi i ogólnie bardziej... chętne.
Niech idzie w diabły.
Były jednak jeszcze coś, a nawet jeszcze dwa czynniki. Męska duma i to, że go interesowała.
Gdy odchodziła, nie mogła zauważyć, że jego oczy błysnęły błękitnym światłem, a prawa dłoń zaczęła się zginać w pięść i rozprostowywać... zaraz jednak Verath odetchnął i wypuścił moc. Nie podobało mu się, że wciąż sięgał do jego rad, jego nauk, ale jego ojciec nie doszedł do swojej pozycji, pozwalając by kontrolowała nim pycha i duma.
- Nie pochlebiaj sobie zanadto - powiedział, idąc za nią. - Chcesz jakiś uroczy fakt z mojego życia? Wiesz jak nazywam picie i gadanie z osobą, która może zabić mnie w ułamku sekundy i nie robi tego tylko z jakichś bliżej niesprecyzowanych powodów? Poniedziałkowy rodzinny podwieczorek. I wierz lub nie, z całą swoją dzikością, nie mieścisz się nawet w pierwszej dwudziestce najbardziej niebezpiecznych osób, z którymi piłem.
Uśmiechnął się, by złagodzić swoje słowa.
- Może dlatego cię lubię - powiedział. - Myślałem, że nie tęsknię za domem, ale najwyraźniej jest inaczej, bo chyba przy tobie czuję się jak w jego łagodniejszej i bardziej przyjaznej oraz bezpiecznej wersji.
Tym razem w jego głosie było coś, co sprawiło, że Yrene nie mogła na niego nie popatrzeć. Spojrzenie Veratha było po raz pierwsze groźne. Drapieżne.
- I bardzo się cieszę, że nie jesteś taka, jak mój znajomy wilkołak - powiedział chłodno. - Próbował kiedyś udzielić mi lekcji. Ciekawostka, która może ci się kiedyś przydać: nawet wilkołaka można powstrzymać, jeśli rozbije się mu na głowie butelkę spirytusu, a potem on się przypadkiem potknie i wyląduje tą głową w palenisku.
Cholera.
I tak powiedział za dużo.
Mawr nigdy by nie dał się tak podpuścić. E tam, go też pieprzyć.