
Świątynia Illany - Dzielnica Wschodnia
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09

Jedną z części Wzgórza stanowi Świątynia Illany, znana w świecie z niesienia pomocy chorym i biednym. Oprócz centralnej części sakralnej posiada Skrzydło Szpitalne, gdzie każdy, w miarę możliwości sióstr, może uzyskać pomoc, czasem nawet darmową, a także Skrzydła Pomocy, w którym mieszczą się salki z sianem i piecykami dla bezdomnych i biednych. Mimo walającej się wszędzie biedoty, uchodźców i chorych, kapłanki potrafią trzymać to w ryzach i zapewnić nienaganny stan zarówno wnętrz, jak i przepięknego dziedzińca z ogrodami i wielką rzeźbą bogini. Obecnie Świątynia stanowi administracyjne centrum frakcji Ocalonych i bezskutecznie walczy z Pogorzelcami o odzyskanie strawionej pożarem części dzielnicy.
Dowodzona przez Siostrę Słońca nazywaną z szacunku "Najczcigodniejsza". Organizacja religijna, która jednak wmieszała się w politykę i stanęła na czele frakcji Ocalonych. Jej ideologia była prosta - jeśli nikt z władz miasta nie chce pomóc uciekającym Eldriończykom, to my to zrobimy. Obecnie walczy o równe prawa dla wszystkich, mieszkania dla imigrantów, a także oczyszczenie pogorzeliska i likwidację Labiryntu. Ważniejsza niż władza, jest dla niej pomoc bliźnim w potrzebie, a tego w tej walce o wpływy nie ma za wiele.
Być kapłanką Iselii to przede wszystkim pomagać innym. Rodzina oddaje swoje córki do świątyni często w bardzo młodym wieku, dlatego kapłanki uczone są miłosierdzia i ofiarności już od najmłodszych lat. Kapłaństwo Iselii jest zobowiązujące na całe życie. Nie ma możliwości wycofania się z tej drogi czy prowadzenia dwóch równoległych ścieżek życia. Zwane siostrami, bowiem ich doktryna nakazuje im być „jako siostra dla wszego stworzenia żywego”.
Kapłanki codziennie wieczorem zbierają się na nabożeństwo Słonecznego Tanu. Jest to bardzo piękny, zmysłowy teatr cieni i świateł, podczas którego kapłanki ubrane w zu-ten (biały, zwiewny strój ze złotymi obszyciami, najpiękniejszy, jaki mają) zbierają się w głównej sali i wykonują trudne układy gimnastyczno-taneczne, śpiewając przy tym wspólną pieśń pochwalną dla Słońca, dziękując mu za kolejny dzień, w którym dawało planecie życie.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Po opuszczeniu dzielnicy portowej chwila minęła, nim przemierzając uliczki dotarli do centralnej części miasta. Mijając stragany na Złotej Ulicy kobieta kupiła im po świeżej bułce z mięsnym farszem, po czym swoją zjadła niemal od razu. Czyżby nie najadła się sytym śniadaniem? A może zajadała stres? Cholera wiedziała, jednak bynajmniej nie było po niej widać, żeby miała się martwić dodatkowymi kilogramami. Jeśli posiadała taki apetyt na codzień, to musiała mieć zajebistą przemianę materii, za którą inne kobiety gotowe byłyby zabić.
Stanęli w końcu przed Świątynią, po przeciwnej stronie ulicy. Widzieli jakieś dzieciaki biegające przed budynkiem oraz kapłankę zajmującą się sierotami. Widocznie pozbierali z okolicy dziatwę, której rodzice zginęli z głodu, chorób, od noża rzezimieszka lub też taką, którą zwyczajnie porzucono.
A Irene stanęła w cieniu wyraźnie walcząc sama ze sobą. Nie była oratorką. W nosie miała konwenanse, maniery czy hierarchię. Normalnie weszłaby tam tupiąc swoimi ciężkimi butami, aż nie dotarłaby do Siostry Słońca, która mogła jej powiedzieć wszystko to, czego potrzebowała. Podejrzewała jednak, że nie przyniosłoby to zamierzonego skutku.
- No Kel... to jak zazwyczaj starasz się zdobyć przychylność kobiety, która na starcie daje Ci kosza? Chyba może mi się przydać teraz ta wiedza.
Próbowała grać twardą, niewzruszoną. Kolejny raz potwierdzało się jednak to, że pokerowej twarzy to ona nie miała.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath patrzył na świątynię z twarzą całkowicie bez wyrazu. Nie ufał bogom i ich sługom, tak, ale tu chodziło o coś więcej. Nie podobał mu się fakt ich istnienia. Byłby o wiele spokojniejszy, gdyby mógł powiedzieć, że religie były jedynie oszustwami mającymi na celu rozdzielenie głupców od zawartości ich sakiewek, ale dowodów na istnienie bóstw było za dużo, by je ignorować.
Uśmiechnął się dopiero słysząc pytanie Yrene.
- Nie wiem, czy moje metody ci się przydadzą - powiedział. - Jeśli kobieta daje mi kosza, a ja dalej mam na nią ochotę to: staram się ją rozbroić moim uroczym poczuciem humoru, tanimi i pustymi komplementami jak również dwuznacznymi aluzjami. Ach, i do tego upierdliwie gapię się jej w bezczelny sposób na biust - dodał przypominając sobie, jak Yrene "wyprężyła pierś" nim tu przyszli.
Westchnął i przeniósł wzrok znów na budowlę.
- Nie jestem pewien, czy coś z tego podziała na kapłanki Illany, ale jestem gotów zapłacić srebrem, by przypatrywać się, jak próbujesz moich metod na nich.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Uniosła do góry brew zaskoczona, przeanalizowała jego słowa, a na koniec parsknęła śmiechem rozbawiona. Chyba właśnie przyznał się ze swoimi planami wobec niej. O ile każdy inny by ją tym zdenerwował, teraz chciało się jej śmiać. No cóż, chyba jakiś progres?
- Fakt, patrzenie się uparcie w biust kapłankom raczej nie da zamierzonego efektu.
Mimo wszystko cieszyła się, że nie przyszła tu sama. Nawet jeśli dla Veratha był to raptem spacer z potencjalną dziewczyną do "złowienia", tak dla niej wbrew pozorom był oparciem, na które dawno nie mogła liczyć. W końcu... skoro już wiedział kim była, to czemu nie? Westchnęła ciężko, po czym wraz z mężczyzną podeszła do drzwi świątyni i zastukała w nie. Zauważyła jednak, że bawiące się najbliżej nich dzieci spojrzały na nich przestraszone i uciekły czym prędzej bliżej swojej opiekunki.
Minęła chwila, kiedy drzwi się otworzyły i stanęła w nich młoda, wysoka, mocno zbudowana kapłanka. Miała silne, duże ręce chłopki, piegowatej twarzy oraz niebieskie oczy, które teraz patrzyły na nich z podejrzliwością. Rzadko mieli gości o tej porze.
- Tak?
No i teraz nastał ten moment, gdzie trzeba było podjąć decyzję. Kłamać? Kombinować? Nie... to nie była Yrene.
- Witaj. Chciałam... potrzebuję zobaczyć się z kimś zaznajomionym ze sztuką odczyniania uroków. Słyszałam, że jako wyznawczynie Illany niektóre z Was potrafią ściągać klątwy? Szukam informacji na ten temat.
Kapłanka zmierzyła ich jeszcze raz uważnym spojrzeniem, po czym uśmiechnęła się i skinęła głową otwierając szerzej drzwi.
- Wejdźcie, zapytam czy któraś z Sióstr Słońca będzie mogła się z Wami spotkać. Nazywam się Brunhilda. Chodźcie. Jedliście już? Wydaje mi się, że jeszcze coś zostało nam ze śniadania, o ile dzieciaki nie zjadły resztek.
Czarnowłosa spojrzała na swojego towarzysza, po czym przekroczyła próg świątyni. Niebo nie spadło im na głowę, mury nie zaczęły się walić, również ona sama nie wpadła w histerię wchodząc na uświęconą ziemię. Był to chyba dobry znak.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath uniósł brew na widok Brunhildy. Jakoś zawsze wydawało mu się, że kapłanki Iselii są bardziej... zwiewne. Eteryczne. Ta bardziej wyglądała na wilkołaczycę niż Yrene. Przynajmniej dopóki nie porównało się oczu kobiet. Oczy Brunhildy były śliczne i miłe, oczy Yrene... nie.
Następne słowa kapłanki jednak sprawiły, że Verath zaczął rozważać, czy się jej nie oświadczyć. Już się poczuł lepiej i kac zaczął schodzić, co jednocześnie sprawiło, że żołądek zaczął się odzywać.
- Witaj, szanowna kapłanko - powiedział Verath. - Moja siostra i ja przybywamy do miasta z daleka i nie mieliśmy jeszcze okazji spożyć posiłku. Wdzięczni będziemy za każdą pomoc, udzieloną strudzonym wędrowcom.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Brunhilda wpuściła ich do świątyni zamykając masywne drzwi za gośćmi, po czym poprowadziła ich w głąb budynku. Yrene z Verathem ruszyli jej śladem, a korzystając z fakty, że kapłanka nie ma oczu z tyłu głowy (raczej) wilkołaczka posłała swojemu towarzyszowi przeciągłe spojrzenie unosząc brew ku górze. Czyli nagle zostali rodzeństwem, tak? I do tego przybyli z daleka? Ciekawe jak szybko wyda się, że mężczyzna skłamał. A ponoć był zmęczony noszeniem kolejnych warstw kłamstwa. Niemniej zgodził się jej pomóc, więc i ona zagra w jego grę.
W końcu dotarli do sali z ogromnym oknem, bogato zdobionej złotem (lub chociaż z pozłacanymi elementami, w tych czasach nie można było mieć stuprocentowej pewności) oraz z licznymi ławami dla obserwujących wiernych. Szerokie podwyższenie wskazywało, że to raczej tutaj odbywają się nabożeństwa Słonecznego Tanu. Oni poszli jednak nieco dalej, skręcając na lewo od podwyższenia. Brunhilda wpuściła ich do mniejszego pomieszczenia, które zapewne mogło służyć jako pokój do odpoczynku dla kapłanek. A może to tu się szykowały? Cholera wiedziała. Stało tu jednak proste biurko z fotelem z wysokim oparciem, a po drugiej stronie dwójką krzeseł. Pod ścianą ustawiono rząd takich samych krzeseł, była tu również szafa, kredens oraz szklana gablotka. Po przeciwległej stronie drzwi znalazła się również prosta sofa, na której można było się w razie czego położyć.
- Zaczekajcie tu proszę. Za chwilę przyślę tu jedną z młodszych kapłanek ze strawą dla was i zobaczę która Siostra jest dostępna. Czy potrzebujecie czegoś jeszcze?
Czarnowłosa pokręciła przecząco głową, więc przysadzista kobieta poczekała jeszcze na odpowiedź od mężczyzny i dopiero wtedy poszła spełnić ich prośby.
- No cóż... weszliśmy o wiele łatwiej niż się spodziewałam - rzekła Yrene rozglądając się po pomieszczeniu. Chociaż starała się być zimna jak głaz, to Verath mógł już nauczyć się zauważać drobne zmiany w jej twarzy sugerujące zdenerwowanie. - Całe szczęście, że trafiliśmy na tak pomocną kobietę, prawda bracie?
Mimowolnie uśmiechnęła się kącikiem ust. Kto by się spodziewał, że kręcą go takie zabawy w podrywanie własnej siostry?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Nie, nic nam nie potrzeba - powiedział Verath rozsiadając się na kanapie.
Gdy tylko kobieta zniknęła, spojrzał na Yrene.
- No proszę! Darmowe jedzenie, klątwa zdjęta gratis. Miałaś świetny pomysł siostro - powiedział. - Chyba będę musiał zgłaszać się po zdjęcie klątwy do świątyni Iselii w każdym mieście, jakie będę odwiedzał. A jeśli jeszcze jakaś śliczna kapłanka zechce dokonać "nakładania rąk" na mnie... Będę musiał się nauczyć udawać jakąś klątwę. Jak sądziz, powinienem toczyć pianę z ust? Mówić językami? Przekręcenie własnej głowy o sto osiemdziesiąt stopni chyba przerasta moje możliwości.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Dziewczyna pokręciła głową zrezygnowana. Jak to możliwe, że Verath wszystko obracał w żart? Czy on się niczym, ale serio niczym nie przejmował? Czy może jednak w drugą stronę doświadczył w życiu tyle, by takie drobne trudności nie stanowiły dla niego żadnego wyzwania?
- Moja oferta jest dalej aktualna. Powiedz słowo, a nie będziesz musiał udawać.
Uśmiechnęła się do niego półgębkiem, po czym zaczęła rozglądać się uważniej po pokoju. Za szklaną gablotą stały różne zioła, niewielkie kadzidełka i olejki, chociaż widać było również nieprzezroczyste pojemniczki. Na komodzie poustawiano książki, chociaż głównie opiewały tematykę nabożeństw, wspaniałości Iselii i "Mocy Słońca", czymkolwiek by to nie było. Biurko uporządkowane, z kałamarzem oraz prostą papeterią. Z okna widok wychodził na kawałek przyświątynnego terenu, w oddali wznosił się miejski mur, a jeszcze dalej dostrzec można było pola przynależne do podmiejskiej wsi.
Wtem drzwi się otworzyły, jednak zamiast wysoko postawionej Siostry Słońca weszło przez nie dziewczę już bardziej przypominające kapłankę. Szczupła, średniego wzrostu o włosach koloru kukurydzy. Spojrzała na nich błękitnymi oczyma, wyraźnie niepewnie, prawie zlękniona. Na sobie miała prostą białą suknię przewiązaną w pasie złotym sznurem.
- Witajcie, mam dla Was strawę. Nie ma tego wiele, ale jeśli nic nie jedliście na pewno zaspokoi chociaż pierwszy głód.
Uśmiechnęła się niepewnie do Yrene, lecz w stosunku do Veratha... obeszła go szerokim łukiem posyłając mężczyźnie przestraszone spojrzenie. Ręce nieco jej drżały, gdy stawiała na biurku drewniany talerz z pokrojonymi grubo pajdami chleba oraz miseczkę z owocami i drugą mniejszą - z pastą warzywną. Zostawiła im też tępy nożyk do rozsmarowania tego. Do picia dostali czystą wodę.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Dziękujemy bardzo! - powiedział Verath, sięgając po szklankę wody.
Upił z niej solidny łyk, po czym wziął jabłko, wgryzł się w nie, odłożył obok i zaczął smarować pastą pajdę chleba.
- Przepyszne! - powiedział z entuzjazmem.
Następnie zabrał się do pałaszowania. Gdy dziewczyna wyszła, zerknął na Yrene.
- Ona się mnie boi, czy co? - zapytał. - Przecież jestem nieszkodliwy, prawda siostrzyczko?
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie na słowa Veratha, jednak już nic nie powiedziała. Szybko ukłoniła się grzecznie, po czym uciekła z pokoju.
Yrene wzruszyła ramionami. Kapłanka zdecydowanie się bała, chociaż powodów mogli się tylko domyślać.
- Podobno przychodzą tu ludzie potrzebujący pomocy. Kto wie dlaczego ona się tu znalazła?
Ona z kolei chwyciła za banana i obrawszy go ze skórki sprawnymi ruchami zaraz wsadziła do ust.
- Dalej żyjesz w błędnym przeświadczeniu braciszku, że każda kobieta będzie wzdychać na Twój widok.
Rozsiadła się wygodnie na jednym z krzeseł przy biurku i założyła nogę na nogę. Ciekawe ile będą czekać?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath zaprzestał jedzenia jedynie po to, by pogrozić Yrene palcem i zaraz wrócił do posiłku.
- Nie, to nie tak - powiedział, przełykając kęs. - Nie jestem ślepy, nie sądzę, że każda kobieta wzdycha na mój widok. Jesteś tego najlepszym przykładem, siostrzyczko. Ja uważam, że każda kobieta powinna wzdychać na mój widok, a to różnica.
Wziął kolejną pajdę chleba i zaczął smarować.
- A w zasadzie nawet nie - zauważył. - Nie każda. Wystarczą te ładne.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Uśmiechnęła się półgębkiem.
- No wiesz... gdybym była zainteresowana własnym bratem, to raczej byłoby to dziwne, nie sądzisz?
Powoli przestawał ją tak irytować jak na początku. Dziwne, a jednocześnie ciekawe zjawisko. Mimo upartych żartów (i to bynajmniej niskich lotów) traciła chęć wbicia mu sztyletu w żebra. Eh, a niby nie była łatwa.
Dokończyła jeść banana akurat w momencie jak do środka pokoju weszła kolejna kobieta. Jak tylko przekroczyła prób gabinetu w środku zrobiło się jakby jaśniej. A może to tylko złudzenie? Miała długie blond włosy opadające kaskadą fal na ramiona, a jej skóra zdawała się być świeżo opalona. Nie miała żadnych widocznych skaz. Na sobie miała zwiewną suknię w białym kolorze (jakżeby inaczej?), zaś jej rąbek obszyto złotymi nićmi. Talia jak u osy, długie nogi i palce pianistki... to zdecydowanie kobieta, do której Verath mógł wzdychać.
Miała w sobie jednak coś jeszcze. Coś, co Yrene poniekąd czuła, lecz nie rozumiała. Mężczyzna za to mógłby dostrzec, że stojąca przed nimi kapłanka była potężna. Otaczała ją aura gorąca niczym żarzące się płomienie, gęsta i rozległa. Nie chcieliby mieć jej za wroga, Mag nie miał co do tego żadnych wątpliwości.
- Witajcie w naszej świątyni, moi drodzy. Brunhilda wspomniała, że potrzebujecie pomocy z jakąś klątwą, czy tak? Jestem jedną z tutejszych Sióstr Słońca, Mariel.
W jakiś sposób zdawała się być... eteryczna? Jakby nie z tego świata, a jednocześnie stała przecież przed nimi z krwi i kości. Swoim spojrzeniem omiotła dwójkę gości, lecz o ile Verathowi poświęciła ledwie krótki rzut okiem, tak o wiele bardziej skupiła się na Yrene. Jej oczy na chwilę zmieniły się, jakby nie o czymś intensywnie myślała. Bo chociaż patrzyła na łowczynię, to jakby zdawała się widzieć zupełnie co innego.
Czarnowłosa wstała z krzesła i już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, lecz równie szybko je zamknęła. Obecność TEJ kapłanki zdawała się ją przytłoczyć. A gdyby Verath postanowił wejść w Drugą Uwagę uświadomiłby sobie, że czarny dym z jej aury reagował gwałtownie na obecność Siostry Słońca zwiększając swoją ilość i zacieśniając wokół kobiety.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- No wiesz... gdybym była zainteresowana własnym bratem, to raczej byłoby to dziwne, nie sądzisz?
W odpowiedzi Verath uśmiechnął się lekko.
- Jesteś uroczo niewinna i naiwna - powiedział i poklepał dłoń Yrene.
Zaraz jednak weszła kapłanka i natychmiast się wyprostował, poważniejąc. Żadnego wzroku błądzącego po krągłościach - tym razem.
Ale nie wszedł w Drugą Uwagę. Owszem, wiedział że da się to zrobić bez rekwizytów i nawet raz czy dwa mu się to udało, jednak bez talii kart przychodziło mu to z wielkim trudem. A nie było to najlepsze miejsce i najlepszy czas, by tasować karty i robić nimi sztuczki.
- Pochwalona - powiedział, wstając i kłaniając się lekko. - Nazywam się Kel i przybyłem tu z moją siostrą, która... cóż, cierpi na dość niecodzienną, ale i wstydliwą przypadłość. Powiedz pani co i jak, siostrzyczko.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zaskoczył ją. Tak naprawdę, szczerze. Przez chwilę mina kobiety wyrażała czyste zdziwienie do tego stopnia, że gdzieś zgubiła maskę zimnej i niedostępnej. Czy on naprawdę powiedział, że jest "uroczo niewinna"? Ona? Obciążona wilkołaczą klątwą chodząca bomba zegarowa, która wybuchała przy każdej pełni księżyca? To, że nie dopuszczała do siebie mężczyzn (w ogóle kiedykolwiek jakiegoś miała?) nie znaczyło, że nie wiedziała co z czym się je! A tym bardziej nie była naiwna!
Już otwierała usta, żeby przemówić mu do rozumu, gdy do środka weszła kapłanka. Przytłaczała ją, to było widać. Yrene wyglądała przez moment tak, że gdyby miała ogon w obecnej postaci pewnie podwinęłaby go pod siebie. Nawet ją ucieszył fakt, że Verath odezwał się jako pierwszy.
Siostra Słońca posłała im tylko ciepły zachęcający uśmiech, jakby zdawała sobie sprawę jaką reakcję w swoich gościach wywołała. A jednak coś w jej oczach zdawało się mówić, że właśnie o to jej chodziło. O zaprezentowanie swojej siły, żeby nie robili głupstw.
Yrene w końcu wyrwała się z tego dziwnego otępienia i spojrzała spode łba na Veratha.
- Nie mów o tym tak, jakbym miała rzeżączkę.
Mruknęła wyraźnie niezadowolona. Zaraz też dało się słyszeć perlisty śmiech Mariel.
- Och, wybaczcie. Nie chciałam tak zareagować. Widać jednak moja droga, że masz w sobie dużo siły. Musisz, skoro zmagasz się z takim problemem. Ale nie martw się, jeśli przyznasz się przed kimś do swojej słabości nie znaczy to wcale, że staniesz się słabsza.
Żeby jej nie krępować usiadła na jednym z krzeseł pod ścianą. Nie za biurkiem, jak pierwotnie mogłoby się zdawać. Nie odgrodziła się od nich. Czarnowłosa z kolei jeszcze chwilę walczyła sama ze sobą, co było widać jak na dłoni. W końcu jednak westchnęła ciężko i ściągnęła bluzkę przez głowę obnażając przed nimi swoje ciało. Verath zapewne mógł być w siódmym niebie.
- O to chodzi... - powiedziała wskazując na lewy bok, który zdobiły trzy podłużne blizny. Srebrzyste i szerokie wyraźnie odznaczały się na i tak jasnej skórze. - Zrobił mi ją mężczyzna, który w nocy przestawał być człowiekiem. W tamtym momencie bardziej przypominał dziką bestię obrośniętą futrem.
Kapłanka zmarszczyła brwi widząc szramy, zaś jej wzrok na powrót zdawał się być dziwnie nieprzenikniony. Wpatrywała się w nią dłuższą chwilę, aż zamrugała i podeszła do niej.
- Na Illanę, naprawdę nie miałaś łatwo. Połóż się na kanapie. Mówiłaś, że jak masz na imię?
- Yrene...
- No dobrze Yrene. Wątpię, żeby badanie było dla Ciebie przyjemne. Jak będziesz chciała przestać to powiedz.
Gdy czarnowłosa położyła się zgodnie z poleceniem anielicy tylko kątem oka zerknęła na chwilę na mężczyznę, po czym szybko odwróciła wzrok. Była wyraźnie zawstydzona.
- Od jak dawna Twoja siostra boryka się już z tą klątwą? - Niespodziewane pytanie zostało skierowane do Veratha, podczas gdy Mariel przyłożyła dłonie do ciała wilczycy.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
O tak, Verath był w siódmym niebie, chociaż jednocześnie zachował dostatecznie dużo rozsądku, by nie wlepiać wzroku w roznegliżowaną Yrene za bardzo. Raz, że byłoby to dziwne, gdyby tak gapił się przy kapłance na swoją siostrę. Dwa, czy to możliwe, że nie chciał jej peszyć... za bardzo?
Gdy wspomniała o rzeżączce, uśmiechnął się lekko, ale zaraz poważniał, zapytany przez kapłankę.
- Będzie to jakiś rok, prawda mała? - odpowiedział, przypominając sobie ich rozmowę w karczmie i patrząc na Yrene.
Wziął ją za dłoń i lekko uścisnął, starając się przybrać minę pełną otuchy.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Yrene odwróciła głowę od nich wyraźnie zażenowana całą sytuacją. Już nawet pomijając fakt bycia rozebraną (a ciało miała niczego sobie) bardziej dobijał ją fakt chwilowej bezbronności. Kapłanka miała rację, że to odsłonięcie swojej słabości było dla niej trudne.
- Nie jestem "mała"... - Naburmuszyła się. - Rok minie za dwa miesiące dokładnie rzecz ujmując.
Wtem jednak dłonie Mariel zabłysły dekitnym światłem, a z gardła czarnowłosej wydobył się okrzyk bólu. Szybko go zaraz zdusiła, chociaż widać było cierpienie na jej twarzy.
- Czyli rok jeszcze nie minął? To ważna wiadomość...
Siostra Słońca zdawała się nie zwracać uwagi na ból kobiety. Przesuwała palcami po bliznach, a gdy użyła większej ilości swej mocy nawet bez wchodzenia w Drugą Uwagę Verath mógł dostrzec cienką smugę czarnego dymu. Pętająca ją klątwa nabrała takiej intensywności walcząc ze świetlistą mocą kapłanki, że stała się widoczna gołym okiem. Yrene zaś wydała z siebie dźwięk, który bardziej przypominał ryk ranionego zwierzęcia. Wręcz nienaturalnie wygięła się w łuk.
I wtedy stało się coś, czego raczej żadne z nich nie chciało doświadczyć. Zaczęła się przemieniać. Jej paznokcie wydłużyły się do pazurów, uszy zaostrzyły i pojawiło się na nich deliktne futerko. Krzyczała w bólu.
- Trzymaj ją! - Rozkazu Mariel nie dało się nie usłuchać. Sama przycisnęła ręce do brzucha drugiej kobiety próbując ujarzmić móc, która sama przed chwilą niechcący uwolniła.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Wrażenia estetyczne z oglądania prężącego się, rozebranego ciała Yrene, szybko ustąpiły najpierw trosce o nią, gdy jej ból stał się oczywisty... a potem strachowi, gdy zaczęła się przemieniać.
Verath nie tracił czasu na zastanawianie się. Rzucił się, przygniatając ciało Yrene swoją większą masą i próbując unieruchomić jej nadgarstki. Że też nie dopytał się jej, jak dokładnie działa to przenoszenie klątwy. Wystarczy, by go zadrapała, by i on się zwilkołaczył? Jeśli pamiętał wilkołaka jego ojca, to chyba zwykłe draśnięcie nie wystarczała, inaczej przy jego temperamencie, całe Qwaroth wariowałoby co pełnię.
Póki co trzymał Yrene jak najmocniej, rozglądając się dookoła za czymś, czego możnaby użyć jako broni, gdyby się urwał. Owszem, miał drugie randki, które kończyły się w dość gorącej atmosferze, ale jeszcze podczas żadnej nie musiał podpalić partnerki i miał nadzieję, że ta nie będzie pierwszą.
- To powinno się tak dziać? - zapytał Mariel.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kapłanka nawet na niego nie spojrzała słysząc wyjątkowo mało inteligentne pytanie.
- Oczywiście, że nie.
Yrene w tym czasie otworzyła oczy. To było coś, co jednocześnie mogło przerazić i wzbudzić w Veracie tak skrajne uczucia wobec kobiety, jakich zapewne dawno nie odczuwał. Jej jedno oko przybrało odcień zimnej szarości, źrenica zwęziła w dziki sposób i widać w nich było czerwone błyski pierwotnej agresji. Drugie zwykle, ludzkie, w które wielokrotnie patrzył odkąd się poznali. W nim jednak widać było ból i przerażenie. Zniknęła cała siła oraz kamienna maska, za którą cały czas się chowała. W tym momencie była jedynie zlęknioną dziewczyną, bez swojego miejsca na świecie.
Podczas gdy Mariel recytowała chwalebne psalmy kierując swą świętą moc ku czarnowłosej, mężczyzna siłował się z Yrene. Mimo swej drobnej postawy była o wiele silniejsza niż pierwotnie mógł podejrzewać i nawet różnica w masie wcale nie była dla niego pomocna. Na szczęście dla Veratha stopniowo jej próby wyrwania się były coraz słabsze. Wydobywający się z jej boku czarny dym zdawał się jakby zbliżać do brzucha dziewczyny, oplótł ją i... zniknął. Chociaż pazury ustąpiły miejsca normalnym paznokciem, a uszy wróciły do tych ludzkich to żadne z nich nie miało wątpliwości - klątwa dalej na niej ciążyła.
- Przepraszam, nie chciałam byś tak cierpiała. Twoje ciało zaragowało zupełnie inaczej niż podczas klasycznej likantropii. Wbrew pozorom to dobrze.
Mariel zmęczona usiadła na fotelu za biurkiem szukając jakichś dokumentów. Yrene zaś dyszała ciężko próbując się uspokoić i opanować po doświadczeniach sprzed chwili. Gdy spojrzała na Mistrza Kart wyglądała dość załośnie.
- Nie patrz na mnie... - "...nie w takim stanie" zdawały się mówić jej oczy.
Verath zaś mógł poczuć, że po tych zapasach na kanapie na pewno coś go potem będzie bolało.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath uścisnął dłoń Yrene.
- Nie przejmuj się, nie wstydź się - powiedział. - Widziałem cię już w gorszym stanie, siostrzyczko. Na przykład wtedy, gdy ten przygłup z chaty obok cię odrzucił. Aleś się wtedy upiła na smutno! I do tego te grzybki, którymi się wtedy zbakałaś! Rzygałaś dalej niż widziałaś! Aż nie wierzę, ze udało mi się to ukryć przed mamą.
Yrene, nawet osłabiona, zdała sobie sprawę z jednego: Verath gadał jak pokręcony te bzdury... bo się bał. Był absolutnie przerażony i maskował - a może radził sobie ze strachem - w jedyny sposób, jaki znał: humorem niskich lotów. Co więcej, mimo swojej bezmyślnej gadaniny, odwrócił wzrok, po czym spojrzał na Mariel.
- No, wielebna pani - powiedział. - Mam nadzieję, że wie pani już co i jak? Teraz jakieś czary mary czy tańce paru kapłanek wokół jej łóżka i będzie jak nowonarodzona? A jeśli nie jak nowonarodzona to jak świeżo ostrzyżona, bez tych wszystkich kłaków, które jej rosną? I bez tych zębów? Bo my ją za mąż chcemy wydawać, ale matuchna się boi, że ona absztyfikantów odstraszy. Albo ich, no, zje.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Widziała jego strach, oczywiście! Była go boleśnie świadoma. W przeciwieństwie jednak do ich wczorajszego spotkania w jej pokoju tym razem nie chciała, by się jej bał. Właśnie w takich chwilach tym bardziej czuła się jak potwór. Bo normalnie jaki facet bałby się o wiele mniejszej od siebie kobiety?
- Mówię, żebyś przestał się patrzeć na moje cycki, Kel!
Szturchnęła go na tyle mocno, żeby zmusić go do odwrócenia się, lecz na tyle delikatnie, by nie zrobić mu krzywdy. Mimo wszystko uśmiechnęła się delikatnie. Chociaż gadanina mężczyzny wynikała bardziej z potrzeby odreagowania, tak wyobrażenie jej wymiotującej po grzybkach i Veratha trzymającej włosy swej towarzyszce było dość zabawne. A może ona też tak próbowała poradzić sobie ze stresem?
Chociaż wszystko ją bolało to założyła bluzkę z powrotem i z cichym jękiem dźwignęła się do siadu. Zaraz tego jednak pożałowała, bo tak zaczęło się jej kręcić w głowie, że musiała chwycić się ramienia Szulera, żeby nie spaść z kanapy. O ile wcześniej faktycznie mogła go nastraszyć, tak teraz przywodziła na myśl bardziej bezdomnego psa ze zranioną łapą, niż groźnego morderczego wilka.
Słysząc ostatnie słowa zaraz się jednak zjeżyła.
- Żadnego wydawania za mąż! Serio, bo ugryzę za te żarty.
Kapłanka zaś w końcu znalazła to, czego szukała. I ku zdziwieniu swych gości nie były to wcale dokumenty, a trzy szklanki i butelka płynu niewiadomego pochodzenia. Gdy go odkorkowała poczuli jednak woń na tyle charakterystyczną, żeby od razu ją rozpoznać. Wódka.
- Normalnie używamy tego do odkażania ran, ale ten w tym przypadku również się przyda...
Mariel nalała nieco ponad dno naczynka i przesunęła dwie porcje w stronę ich strony stołu. Jeśli Mag pragnął się teraz napić musiał ruszyć zad i podejść zająć miejsce na przygotowanych krzesłach. Z uwieszoną na ramieniu Yrene mógł mieć jednak problem.
- Cóż... obawiam się, że nie jestem Wam w stanie pomóc tak, jakbyście tego oczekiwali. - Kobieta wypiła swój alkohol na raz. Chyba mimo jej pozycji i doświadczenia perspektywa bliskiego spotkania z przemienionym wilkołakiem nawet ją przeraziła. - Mam dobrą i złą wiadomość. Yrene nie jest jeszcze wilkołakiem. Nie takim w pełni. To coś jest jak klątwa, ale bardziej rytualna. Wymusza przemianę, zapewne pozbawia Cię też wspomnień z jej okresu, prawda? Nie wiem czemu ktoś Ci to zrobił, jednak musiał działać z pełną świadomością, jaki efekt nią uzyska.
Uśmiechnęła się do Veratha pocieszająco i oparła się na swoim fotelu.
- Uspokoję Cię mój drogi, że nawet jak zbyt naprzykrzysz się swojej siostrze, to nie podzielisz jej losu.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath owszem, odwrócił wzrok od biustu Yrene, nawet jeśli głównie dlatego, że założyła już koszulę.
- Nie marudź, siostra - powiedział. - Oczywiście, że chcesz się hajtnąć. Wiem, że on jest trzydzieści lat starszy, ale zaoferował nam za ciebie kopę jaj i dwa świniaki. Taka partia!
Zerknął na rozlaną wódkę i się skrzywił. Chociaż bardzo cenił sobie wybijanie klina klinem, to tym razem nie miał ochoty na alkohol. Na sam jej widok poczuł, że w żołądku mu się coś przewraca i omal nie skończyło się to tym, że on uwiesił się uwieszonej na nim Yrene. Zaraz jednak się opanował, posadził towarzyszkę i samemu usiadł. Na słowa kapłanki omal nie zareagował kiepskim dowcipem, że ulżyło mu, bo oboje lubią gryzienie, ale przypomniał sobie w porę, że przecież mają być rodzeństwem.
- No dobrze - powiedział w końcu. - Ale co to znaczy dla siostry? Klątwę, rytualną czy nie, można ściągnąć, tak? Wszyscy znamy opowieści: spędzenie nocy w krypcie, wrzucenie kawałka biżuterii do wulkanu, wyprawa na koniec świata po Super Epickie Jagody. W jaki sposób leczy się wilkołactwo?
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
No i wrócili do punktu wyjścia, gdzie zwyczajnie zaczął ją wkurzać. Co jak co, ale to właśnie przez te wszystkie próby wyswatania jej skończyła w obecnej sytuacji. Żarty na ten temat, chociażby i niezamierzone, śmiało mogły wyprowadzić ją z równowagi. I jej wzrok, który posłała Verathowi jasno o tym świadczył. "Zamknij się w końcu" - mówiły jej oczy.
Odczekała jeszcze krótką chwilę, ale w końcu również ona niepewnie podniosła się z kanapy i na lekko chwiejnych nogach przeszła do krzesła przy biurku siadając obok swego "ukochanego braciszka". Nie chciała dać tego po sobie poznać, ale słowa kapłanki sprawiły, że z jednej strony bardzo się ucieszyła, a z drugiej całkowicie zagubiła. Ona nie miała problemu, żeby pomóc sobie wypiciem wódki.
- Czyli... to znaczy, że on też nie był wilkołakiem, tak?
Siostra Słońca powiodła po nich poważnym wzrokiem. Kiedy tego poranka oporządzała się by zacząć dzień nie podejrzewała, że będzie musiała stawić czoła takim problemom o poranku.
- Po kolei. - Uniosła dłoń lekko chcąc powstrzymać natłok pytań. - Większość klątw da się ściągnąć. Często jest jednak kilka warunków do spełnienia. To co ciąży na Twej siostrze... to coś w rodzaju magii krwi. Na waszą korzyść działa to, że nie minął jeszcze rok od pierwszej przemiany. Druga sprawa to to, czy w tym czasie moja droga zaatakowałaś już kogoś? - Posłała przeciągłe spojrzenie czarnowłosej, pod którym ta mimowolnie się skuliła. Nie było tam co prawda osądzania, jednak wystarczyła już sama perspektywa, że mogłaby to zrobić, by poczuła się jak... no cóż, potwór.
- Nie jestem pewna. Nie mogę tego wykluczyć. Ja... nie pamiętam wszystkiego jak już wrócę do tej postaci. Ale nigdy nie obudziłam się we krwi, więc chyba nie? Pilnuję, by na czas pełni odejść od zamieszkałych terenów najbardziej jak tylko mogę.
Kapłanka skinęła głową, po czym znów spojrzała na Veratha.
- To jest kolejny warunek. Krwawe rytuały tego rodzaju ugruntowują się na stałe w momencie, gdy nie będziemy już w stanie opanować żądzy krwi. Jeżeli Yrene straci kontrolę i w niej zasmakuje nie będzie już odwrotu.
Znaczyło to jednak, że był sposób, by oswobodzić ją spod wpływu klątwy. Wielebna skupiła się w końcu na pytaniu samej dziewczyny.
- Nie mam pojęcia kim był ten mężczyzna, ale skoro mówisz, że się przemieniał i taki sam los spotkał Ciebie... Jak już mówiłam, nie jest to klasyczna likantropia. Szczególnie, że aby rzucić tę klątwę musiał użyć własnej krwi, by związać Cię z sobą. Co za tym idzie również jej będziecie potrzebować, by ją zdjąć.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath zupełnie zignorował groźne spojrzenie "siostry", zamiast tego pochylił się do przodu.
- Czyli co? - zapytał. - Yrene musi go znaleźć i poprosić o trochę krwi? A jak już będzie ją miała to co? Przyjść tutaj? I jak go znajdzie? Przecież on może sobie hasać po lasach, siedzieć w miastach... może być wszędzie.
Westchnął.
- I co to znaczy "nie do końca wilkołak"? - zapytał. - Od pasa w górę tylko? A może tylko lewa połowa ciała?
Spojrzał poważnie na Yrene.
- Cóż, przynajmniej pod jednym względem jesteśmy bezpieczni - powiedział. - Wiem, że siostra wspaniale rzuca mrożące krew w żyłach spojrzenia, ale jest najbardziej pocieszną psowatą w historii i jest jak najdalsza lubowaniu się w żądzy krwi. Prawda, siostra? Powiedz jej.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kapłanka uniosła brew ku górze wsłuchując się w słowa Veratha. Ciekawe, bo już zabrakło w nich tego szacunku, który okazywał jej wcześniej.
- Z czym kojarzy Ci się wilkołak? Człowiekiem, który podczas pełni przemienia się w bestię? Gdzie wystarczy ugryzienie, żeby się tym zarazić? Z czymś na rodzaj choroby, która może się rozprzestrzeniać? A co jeśli weźmiesz pod uwagę możliwość, że on wcale nie jest człowiekiem? Na pewno słyszeliście o hybrydach. To tylko moje podejrzenie, chociaż wydaje mi się najbardziej logiczne. Bestia z urodzenia, niczym osobna rasa. Można ich było spotkać już przed Upadkiem, jednak odkąd na świecie pojawił się Chaos w obecnej ilości hybrydy zaczęły pojawiać się w większej liczebności.
Yrene otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. Czy ona miała w sobie krew hybrydy, którą ktoś siłą jej podał? I to dlatego stawa