
Portowe uliczki - Dzielnica Portowa
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09

Niegdysiejszy splendor tego miejsca powoli przechodził w niepamięć, aż w końcu został tym, czy jest teraz - szarym, ponurym i śmierdzącym rybami miejscem. Dzielnica Portowa zwana czasem Niską jest położona nad samym morzem, praktycznie na plaży, na jaką schodzi się z klifu, na którym leży reszta miasta. W czasach jedności miasta była znana ze swoich sukcesów przemysłowych - to tu kwitło szkutnictwo, górnictwo i rozmaite przetwórstwo przemysłowe, a swoje kramy mieli tacy ludzie jak kołodzieje, dekarze, bednarze, zduni, kowale, metalurgowie i inni. Obecnie to zdominowana przez Nieugiętych, zabita dechami dziura, gdzie cwaniactwo wygrało z uczciwą pracą. Ludzie myślą tylko o jedzeniu, ruchaniu i spaniu, żeby jakoś dotrwać do kolejnego dnia.
Coraz mniej okrętów odwiedza Nimnaros. Ci, którzy przypływają, często nie wiedzą nawet, że podpisywali umowę ze starą władzą, a przywożą towar prosto w ręce Nieugiętych. A kiedy już się przycumowało... ciężko jest odcumować, zanim zbiry Herla nie wyczyszczą statku z każdej beczułki.
Dojść tędy można do miejsc, które zaspokoją ducha i ciało... chociaż głównie ciało. Na Targu Rybnym zakupić można wiele, ale rzadko kiedy owoce morza. W szulerni "Pod rzuconymi kośćmi" kwitnie hazard, lecz można tam zjeść i napić się tego, co akurat serwuje tamtejszy barman. Tawerna "Najemnik" znajduje się w centrum dzielnicy, naprzeciwko Mola. Jedna z bardziej zapuszczonych spelun w mieście, za to z niepowtarzalną marynarską tradycją. Zamtuz "Dobra dziołcha" to lokal, w którym świadczone są usługi... wiadomo jakie. Jest własnością Metena. Uliczki wiodą też do slumsów oraz podupadłego laboratorium.
Wielu w tym miejscu ćpa paj, wielu chleje... cokolwiek znajdzie. Niejeden też stracił w tym miejscu życie. Aż chce się powiedzieć "porzućcie wszelką nadzieję Ci, który tu wchodzicie", lecz na pewno robicie to na własną odpowiedzialność.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Plac przed Złotą Bramą był punktem stykowym trzech dzielnic miasta: centralnej, wysokiej i portowej. Choć uchodził za miejsce bezpieczne, to jednak samo spojrzenie na zachodnie odejście od placu mogło wywołać nieprzyjemny dreszcz na plecach. Idąc w tamtą stronę, wkraczało się na teren Nieugiętych. Pierwszym co mijało się po drodze, była Brama Portowa, przy której niegdyś znajdował się posterunek straży, obecnie opuszczony i rozgrabiony. Za bramą były schody – szerokie i przede wszystkim wysokie, prowadziły bowiem z klifu na wybrzeże – i te schody właśnie były ostatnim, co przypominało o dawnej świetności dzielnicy portowej. Dalej był brud, smród i bieda.
Gdyby ktoś tędy akurat przechodził, dostrzegłby w wieczornym półmroku sylwetkę stojącej u stóp schodów postaci. Postać była krępa, niska i brodata. Krasnolud. Oprócz niego nie było w pobliżu nikogo, ni żywego ducha. Od strony portu dochodziły głośne śmiechy i rozmowy. Marynarze i portowi robotnicy przepijali to, co udało im się dzisiaj zarobić.
U szczytu schodów zajaśniało światło pochodni. Krasnolud odwrócił głowę w tamtą stronę, przyjrzał się, splunął. Z bramy wyłoniła się grupa zbrojnych w zielonych mundurach straży miejskiej. Upewniwszy się, że to ci, na których czekał, splunął ponownie, jednak nie wyszedł im na spotkanie. Mógł być obserwowany przez zbirów Herla, nie chciał dawać pozorów, że spotkanie było umówione. Stał i czekał, aż strażnicy podejdą do niego i zaczepią go.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees szedł wśród strażników. Nieco za plecami Heinreicha, po jego prawej. Z bronią przy boku i czujnym spojrzeniem na twarzy mógłby wyglądać jak ochroniarz starca.
Tyle tylko, że tamten nie wyglądał na kogoś, kto może potrzebować ochrony.
Valees od samego rana bacznie przyglądał się przełożonemu. Wiedząc, że wieczorem czeka ich akcja, wolał stale kontrolować humor Heinreicha. Wiedział, że samopoczucie wyższego stopniem strażnika może zmienić się w mgnieniu oka, długie miesiące doświadczeń nauczyły go jednak, że jeśli Heinreich od rana ma paskudny humor, wieczorem potrafi ze złości wyrywać bruk z ulic.
Valees pozostawał więc czujny. Bacznie przyglądał się okolicy, by nie zagroziła Heinreichowi i jego kompanom, ale równie bacznie przyglądał się Heinreichowi, by nie zagroził okolicy.
- Tam jest, sir - powiedział, gdy dostrzegł krasnoluda.
Tyle tylko, że tamten nie wyglądał na kogoś, kto może potrzebować ochrony.
Valees od samego rana bacznie przyglądał się przełożonemu. Wiedząc, że wieczorem czeka ich akcja, wolał stale kontrolować humor Heinreicha. Wiedział, że samopoczucie wyższego stopniem strażnika może zmienić się w mgnieniu oka, długie miesiące doświadczeń nauczyły go jednak, że jeśli Heinreich od rana ma paskudny humor, wieczorem potrafi ze złości wyrywać bruk z ulic.
Valees pozostawał więc czujny. Bacznie przyglądał się okolicy, by nie zagroziła Heinreichowi i jego kompanom, ale równie bacznie przyglądał się Heinreichowi, by nie zagroził okolicy.
- Tam jest, sir - powiedział, gdy dostrzegł krasnoluda.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
- Widzę przecież kurwa. Co ty myślisz, że ja oczu nie mam?! - Warknął w odpowiedzi, na cudowne spostrzeżenie swojego kaprala. Był dziś cały w nerwach. Nie mógł spać w nocy, ani uspokoić się od wczoraj. Zbyt dużo myślał o dzisiejszym dniu. Zbyt długo myślał o Herlu i zdecydowanie zbyt dużo przypominał sobie o wszystkim co przez niego stracił. Skończyło się na tym, że w domu prawie w Zosię rzucił talerzem z nerwów i teraz nawet w chałupie nie będzie mieć spokoju. To tylko bardziej go denerwowało.
Ubrany już w kolczugę, hełm i oparty o halabardę, Porucznik spojrzał się spod łba na zebranych ludzi. Najważniejszą rzeczą wśród nich był fakt, że wszyscy byli ludzkiej rasy. Dobrze. Nie zniósłby teraz widoku jakiegoś zawszonego brudasa, kurdupla lub sierściucha wśród jego ekipy. Same prawilne, trzymające język za zębami mordy. Bić się też umieją porządnie, co było drugą najważniejszą rzeczą. Dzisiaj konflikt był nieunikniony. Dzisiaj w końcu zadają cios temu Sukin...tym przeklętym Nieugiętym. Na samą myśl o tym neurony w głowie starucha szalały, a ciśnienie skoczyło gwałtownie. W takich momentach czuł się niczym nastolatek, gotów sprzedać każdemu i o każdej porze lute na ryj.
- Zostać tu. - Wycedził przez zęby do zebranych. Zapalił swoją latarnie sztormową i przy jej świetle ruszył w kierunku krasnoluda. Gdy już był wystarczająco blisko by rozmawiać, poświecił światłem latarni mu prosto na twarz. On samemu zaś uśmiechnął się podle na twarzy.
- Proszę, proszę, a kto tu się szwęda po nocach, gdzie uczciwi ludzie śpią? Liczysz na łatwy zarobek, krasnoludzie? - Odezwał się do niego szyderczo. Lubił przekomarzać się z tą rasą. Łatwo się obrażali, przez co prowokowanie ich zawsze dawało jakieś efekty. Choć prawdą jest, że przyszedł do niego po informację związaną z tą całą dostawą, to wciąż gdyby mógł chętnie by pogruchotał kości na tym jego szerokim ryju. Heheheh...
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
– Robota jest do zrobienia – krasnolud zignorował zaczepkę Heinreicha. – Nie ma co mitrężyć. A sprawa się nieco pokomplikowała.
Krasnolud obrócił głowę i splunął przez ramię.
– Dużo ludzi na ulicach, nie ma gdzie się zasadzić. Trzeba będzie przejąć transport jeszcze w dokach i spierdalać, zanim się połapią. Ilu masz wojaków? Kurwa, mało. Licząc moich, będzie tuzin. Przydałoby się drugie tyle. No ale nic – ponownie odwrócił się i splunął. – Trzeba ułożyć plan. Was tu nie lubią – to powiedziawszy, kiwnął brodą w stronę stojących opodal strażników. – Co powiesz na małą prowokacyjkę? Zgarniecie dwóch moich chłopców pod magazynem, a ja wywabię herlowych na zewnątrz. Jak zobaczą mundury straży, to wam nie darują, pewien jestem. Wy ich załatwicie, a my pójdziemy po załadowany wóz. Trzeba będzie, to was wesprzemy. No co tak patrzysz? Mówiłem, że się popierdoliło. Masz lepszy pomysł?
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees się nudził. Przez chwilę patrzył z ciekawością, jak Heinreich zbliża się do krasnoluda. Istniało pewne prawdopodobieństwo, że jego przełożony jest dziś w humorze sprzyjającym mordobiciu, a chociaż w takim humorze Heinreichowi było wszystko jedno, czyją mordę obije, mordy krasnoludzkie plasowały się wyjątkowo wysoko w statystykach jego wyborów. Toteż Valees patrzył, po części w gotowości do interwencji, po części z pewnym zainteresowaniem.
Często przed akcją tak się czuł. Znudzony, niecierpliwy. Wynikało to pewnie z faktu, że wiedział już, iż lada moment nadejdzie coś dużego, adrenalina zawrze, broń pójdzie w ruch. Organizm grzał się już na to, buzował. A gdy akcja nie nadchodziła, zaczynał stygnąć. I właśnie to stygnięcie Valees interpretował jako nudę.
- Słyszałeś o tej kradzieży powozu w Wysokiej? - zagadnął stojącego obok strażnika. - Joel podobno strasznie się wkurwił. Najgorzej, że ci, którzy to zrobili, podali się za sir Heinreicha. Mam nadzieję, że ta informacja za prędko do niego nie dotrze.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
– Słyszałem – odpowiedział Vrak, stojący obok strażnik. – Słyszałem też, że złodziej miał wspólnika, ten z kolei podał się za ciebie. Ciekawe co to za jedni. Może stary już wie, bo od rana chodzi wkurwiony.
Vrak zastanowił się nad tym co powiedział. Mowa w końcu o zachowaniu, które nie było dla Heinreicha rzadkie czy nietypowe, a wręcz rutynowe.
– Chociaż może nie wie – poprawił się po chwili. – Ale sprawa śmierdzi i czuję w kościach, że będzie z tego jakieś gówno.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees parsknął cichym śmiechem, który zaraz spróbował zatuszować odkaszlnięciem w zaciśniętą pięść. Jeszcze tego brakowało, żeby Heinreich pomyślał, że traktuje służbę jak zabawę.
- Ostatecznie to chyba świadczy o jakiejś sławie, co? - spojrzał na Vraka i puścił mu oko. - Kiedy ostatnio ktoś udawał ciebie? Nie licząc gacha, który korzysta pewnie z każdego nocnego patrolu, żeby odwiedzić twoją Lydię. - Uśmiechnął się. Choć z początku typowe dla straży docinki i inwektywy były dla niego zbyt prostackie i wtórne, z czasem przekonał się, że nic tak nie zaciska więzi z tymi ludźmi jak wulgarne żarty.
- A poważnie, jak czuje się Lydia? - Wiedział, że żona jego kompana jest w ciąży.
- Ostatecznie to chyba świadczy o jakiejś sławie, co? - spojrzał na Vraka i puścił mu oko. - Kiedy ostatnio ktoś udawał ciebie? Nie licząc gacha, który korzysta pewnie z każdego nocnego patrolu, żeby odwiedzić twoją Lydię. - Uśmiechnął się. Choć z początku typowe dla straży docinki i inwektywy były dla niego zbyt prostackie i wtórne, z czasem przekonał się, że nic tak nie zaciska więzi z tymi ludźmi jak wulgarne żarty.
- A poważnie, jak czuje się Lydia? - Wiedział, że żona jego kompana jest w ciąży.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
– Haha – parsknął Vrak, nie zważając, że porucznik może usłyszeć. – Pewnie sam byś się zakradł do jej łoża, ale za krótki na to jesteś, Valees – zadrwił. – Zakradnij się do Billy'ego albo Joela, ale od Lydii trzymaj się z daleka, bo zrobię ci z gęby maskę Kryttisa.
Lydia była kobietą dosyć urodziwą, a przynajmniej ponadprzeciętnie urodziwą, przez co nierzadko stawała się obiektem podrywu, zmuszając tym Vraka do pokazywania, co on sam o tym myśli. Ale w wierność Lydii wierzył.
– Dobrze – odpowiedział na pytanie. – Jeszcze dużo czasu do porodu, ale na razie w porządku. A Ty, Valees, już się urządziłeś w Nimnaros? Nie było łatwo na początku, co?
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees zadumał się. Przed oczami stanęły mu obrazy z czasów, gdy stawiał w mieście pierwsze kroki. Nie było lekko, zdecydowanie nie.
Znów przeniósł wzrok na rozmawiającego z krasnoludem Heinreicha. Często zastanawiał się, co takiego stary w nim zobaczył, że podał mu pomocną dłoń. Przełożony nigdy nie był skory do wylewności, nawet po pijaku - o ile pił na wesoło - potrafił co najwyżej powiedzieć komuś, że dobry z niego chłop.
Valees przypomniał sobie, jak poznał Heinreicha - zakrwawiony i ledwo żywy, z paskudną raną na twarzy. Myślał, że skatują go wtedy na śmierć. Kiedy usłyszał przeszywający powietrze dźwięk gwizdka straży, zmartwił się. Miał nadzieję, że bandyci na odchodne wepchną mu jeszcze kosę pod żebro, skracając mękę.
Tak się jednak nie stało, a Valees po kilku tygodniach doszedł do siebie. Wtedy też Heinreich zaproponował mu posadę w pracy, być może ratując mu życie po raz drugi.
- Żebyś wiedział, że nie było. Byłem wrakiem, Vrak. - Ten żart często padał wśród strażników. Zawsze bawił tak samo. - To chyba rekord starego, nie kojarzę żeby kiedyś tak długo gadał z krasnoludem, nie dając mu w mordę. Idę o zakład, że jeszcze dziś jakiemuś wpierdoli.
Znów przeniósł wzrok na rozmawiającego z krasnoludem Heinreicha. Często zastanawiał się, co takiego stary w nim zobaczył, że podał mu pomocną dłoń. Przełożony nigdy nie był skory do wylewności, nawet po pijaku - o ile pił na wesoło - potrafił co najwyżej powiedzieć komuś, że dobry z niego chłop.
Valees przypomniał sobie, jak poznał Heinreicha - zakrwawiony i ledwo żywy, z paskudną raną na twarzy. Myślał, że skatują go wtedy na śmierć. Kiedy usłyszał przeszywający powietrze dźwięk gwizdka straży, zmartwił się. Miał nadzieję, że bandyci na odchodne wepchną mu jeszcze kosę pod żebro, skracając mękę.
Tak się jednak nie stało, a Valees po kilku tygodniach doszedł do siebie. Wtedy też Heinreich zaproponował mu posadę w pracy, być może ratując mu życie po raz drugi.
- Żebyś wiedział, że nie było. Byłem wrakiem, Vrak. - Ten żart często padał wśród strażników. Zawsze bawił tak samo. - To chyba rekord starego, nie kojarzę żeby kiedyś tak długo gadał z krasnoludem, nie dając mu w mordę. Idę o zakład, że jeszcze dziś jakiemuś wpierdoli.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Vrak westchnął. Przywykł już do tych żartów. Nigdy nie mógł pojąć, dlaczego rodzice skrzywdzili go takim mianem. To niby na cześć jakiegoś barda, który przed laty zaszczycił Nimnaros gitarą i piórem. Vrak. Bez sensu. Dla swojego nienarodzonego jeszcze syna wybrał lepsze imię – Hciernieh. To na pamiątkę pewnego mężnego wojaka z opowieści, którą niegdyś usłyszał.
– Tia – wymamrotał pod nosem, spoglądając na Heinreicha i krasnoluda. – Ale widać, że ledwo się hamuje. Jakby mógł, to już by mu przywalił, ale chyba wie, że miałby wtedy kłopoty – ciągnął Vrak, ściszając głos. - Ja wiem, kto to jest. To Dalor. Jeden z szulerów Vansena. Co on tu robi, zamiast grać w kości? Swoją drogą, ciekawe dokąd idziemy. Wiesz coś?
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Porucznik słysząc słowa Krasnoluda czuł jak zaczyna się w nim gotować. Zacisnął dłonie mocno wokół halabardy, starając się wbrew sobie uspokoić. Ponieważ jego złość będzie dostępna na potem, jak już zajmą się realizacją planu. Planu, który z jakiegoś powodu szlag jasny trafił. Przez dobrą minutę lub dwie starał się nie wywalić w pysk tej kwadratowej mordzie przed nim. Dopiero gdy poczuł mniejszy ścisk w dłoniach wiedział, że może się odezwać. Temperował się przed bojem. Niestety jego słowa miały inne plany.
- Co to kurwa ma znaczyć, że się pojebały?! Plany nie mogły się pojebać od tak z siebie! Czemu tak dużo ludzi niby po nocach się szlaja, że by to zobaczyli? Jakieś kolejne chędożone święto sobie te szuje zrobili! Nosz cholera! - Wysyczał przez zęby wyżywając się na krasnoludzie. Żyłka mu wyskoczyła na czole, a oko drgało niespokojnie. Gdyby mógł to wziąłby chłopak i zaatakował magazyn z każdej strony by wyrżnąć Nieugiętych do nogi. Ale smutna prawda była tak, że faktycznie miał za mały oddział, a ten krępy cwel miał za mało zbirów do takiej akcji. Nie wiedział co za bardzo poradzić w tej sytuacji, więc musiał zgodzić się na plan Dalora. Kurw....
- Gdybym mógł to bym kazał jednemu z moich przypilnować was byście nie spierdolili z tym zabieraniem towary. Jednak skoro mam odwrócić uwagę i wystawić własną mordę na ostrze miecza, to wolę mieć swoich blisko. Dobra, niech będzie psia twoja mać. Zrobimy jak gadasz. - Wycharczał niezadowolony i splunął na bruk obok. W między czasie odwrócił się w stronę swoich ludzi, którzy jak gdyby nigdy co sobie gawędzili. W oczach Heina pojawiła się biała furia. Był ciekawy ile czasu im zajmie zorientowanie się, że się wgapia w nich. Każda sekunda ich nieuwagi wyegzekwuje potem batem, równo po wszystkich.
- Co to kurwa ma znaczyć, że się pojebały?! Plany nie mogły się pojebać od tak z siebie! Czemu tak dużo ludzi niby po nocach się szlaja, że by to zobaczyli? Jakieś kolejne chędożone święto sobie te szuje zrobili! Nosz cholera! - Wysyczał przez zęby wyżywając się na krasnoludzie. Żyłka mu wyskoczyła na czole, a oko drgało niespokojnie. Gdyby mógł to wziąłby chłopak i zaatakował magazyn z każdej strony by wyrżnąć Nieugiętych do nogi. Ale smutna prawda była tak, że faktycznie miał za mały oddział, a ten krępy cwel miał za mało zbirów do takiej akcji. Nie wiedział co za bardzo poradzić w tej sytuacji, więc musiał zgodzić się na plan Dalora. Kurw....
- Gdybym mógł to bym kazał jednemu z moich przypilnować was byście nie spierdolili z tym zabieraniem towary. Jednak skoro mam odwrócić uwagę i wystawić własną mordę na ostrze miecza, to wolę mieć swoich blisko. Dobra, niech będzie psia twoja mać. Zrobimy jak gadasz. - Wycharczał niezadowolony i splunął na bruk obok. W między czasie odwrócił się w stronę swoich ludzi, którzy jak gdyby nigdy co sobie gawędzili. W oczach Heina pojawiła się biała furia. Był ciekawy ile czasu im zajmie zorientowanie się, że się wgapia w nich. Każda sekunda ich nieuwagi wyegzekwuje potem batem, równo po wszystkich.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees na szczęście nie wiedział zbyt wiele. W szulerni opatrywał obitych hazardzistów, gdy Heinreich dobijał interesy z Calvinem.
Pokręcił głową.
Stary musiał być niespełna rozumu, jeśli myślał, że podkomendni na dłużej spuszczą go z oka, gdy się wydziera. Każdy w oddziale wiedział, że rozwrzeszczany Heinreich to bomba z szybko płonącym lontem. Śmiertelnie niebezpieczna bomba.
Valees szturchnąl strażnika, który jako jedyny wciąż szeptał jescze coś do towarzyszy.
- Morda - rzucił półgębkiem. - Stary patrzy.
Nagle musiał powstrzymać śmiech. Przypomniała mu się stara gra z południa, w której jedno z dzieci było czarownicą. Gdy stało tyłem, pozostali mogli się ruszać, ale na słowa raz, dwa, trzy, wiedźma patrzy, wszyscy musieli zastygnąć w bezruchu.
Wyobraźnia domalowała na głowie Heinreicha szpiczasty kapelusz. Valees sterroryzował każdy mięsień swojego organizmu, by nawet nie drgnęły.
Pokręcił głową.
Stary musiał być niespełna rozumu, jeśli myślał, że podkomendni na dłużej spuszczą go z oka, gdy się wydziera. Każdy w oddziale wiedział, że rozwrzeszczany Heinreich to bomba z szybko płonącym lontem. Śmiertelnie niebezpieczna bomba.
Valees szturchnąl strażnika, który jako jedyny wciąż szeptał jescze coś do towarzyszy.
- Morda - rzucił półgębkiem. - Stary patrzy.
Nagle musiał powstrzymać śmiech. Przypomniała mu się stara gra z południa, w której jedno z dzieci było czarownicą. Gdy stało tyłem, pozostali mogli się ruszać, ale na słowa raz, dwa, trzy, wiedźma patrzy, wszyscy musieli zastygnąć w bezruchu.
Wyobraźnia domalowała na głowie Heinreicha szpiczasty kapelusz. Valees sterroryzował każdy mięsień swojego organizmu, by nawet nie drgnęły.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Ale nie do końca mu się to udało, kącik ust zdradzał zalążek uśmiechu, nad którym Valees nie zdołał zapanować. Co gorsza, Heinreich zdawał się to zauważyć.
Dalor zachrząkał.
– Pracują, nie świętują – zadrwił. – Przejęli na morzu jakiś statek. Ludzie gadają, że bogaty, że ładnie się obłowili. Niedawno zacumowali, teraz rozładowują towar. Dosyć pierdolenia – w głosie krasnoluda wybrzmiała nuta zniecierpliwienia. – Do roboty. Idę po moich, wy tu zaczekajcie. Jeśli ktoś nas obserwuje, to lepiej będzie nie iść razem przez pół miasta.
Dalor obejrzał się, ale nie odnotował niczego podejrzanego. Splunął.
– Przyślę tu zaraz dwóch ludzi – oznajmił. – Idźcie za nimi, oni doprowadzą was na miejsce. Tylko ich nie zaczepiajcie – ostrzegł. – Dopiero w dokach. Zgarniacie ich tam, gdzie się zatrzymają i czekacie na kocioł. Wszystko jasne? To powiedz swoim, co mają robić – wskazał głową na resztę strażników – żeby nie spierdolili planu.
To powiedziawszy, odszedł w stronę wybrzeża i zniknął w bocznym zaułku.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees harknął i splunął pod nogi. Odprowadził krasnoluda spojrzeniem.
- No to jazda - mruknął do Vraka. - Teraz się zacznie.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Porucznik łypnął wzrokiem do krasnoluda na odchodne, zgrywając z nim splunięcie na ziemie na pożegnanie. Nie był zadowolony z tego planu. W żaden sposób nie był zadowolony, no ale chuj. Jest jak jest. Skoro powiedziało się wóz, to trzeba też powiedzieć przewóz czy jak tam się to mówiło. Poprawił swoją latarnie, rozejrzał się po okolicy czy przypadkiem nie ma tu innych wścibskich oczu po czym wrócił do swoich strażników.
Na dobry początek kopnął Vraka w piszczel za to, że ciągnął dalej łacha na służbie mimo, że ostentacyjnie wgapiał się na niego podczas gadaniny z pracownikiem Calvina. Potem zdzielił "lepą" w potylice Valeesa za drobne uśmieszki z jego strony. I to póki co powinno wystarczyć. Nie zamierzał ich ranić bardziej. Nie wykluczone, że więcej rzeczy się spierdoli od tego zjebanego planu i któryś z jego ludzie oberwie więcej niż powinien lub jeszcze wykituje. Jeśli uda im się przeżyć dzisiejszą noc to wtedy poszczuje ich batem, a potem kto wie... może nawet postawi wino jeśli się sprawdzą.
- Dobra tępe chuje, morda w kubeł i słuchać mnie. Nie będę wam owijał w bawełnę. Będziemy robić prowokacje na Nieugiętych. Za chwilę przyjdzie tu dwóch kmiotków, którzy będą udawać ludzi Herla. Pójdziemy z nimi w pewne miejsce i wykurzymy z budynku tych zasranych, portowych szmaciarzy. Macie nic nie gadać bez mojego pozwolenia, macie nigdzie nie iść bez mojego pozwolenia, nie macie nawet kurwa prawa pierdnąć jak wam nie powiem! Czy wyraziłem się jasno?!
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees potarł się po potylicy. Cios był nieszczególnie silny, ten gest miał na celu połechtac ego Heinreicha, pokazać, że lekcja została przyjęta.
- Jasno, sir. - Pozostali zawtórowali mu przyciszonymi głosami.
- Jasno, sir. - Pozostali zawtórowali mu przyciszonymi głosami.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Nie minął czas, jaki wprawnemu mężczyźnie zajmuje rozsznurowanie damskiego gorsetu, a z zaułka, w którym zniknął Dalor, wyłoniło się dwóch osobników. Ci byli ludźmi i było to widać z daleka. Skierowali kroki w stronę placu pod schodami, a gdy przechodzili obok stojących nań strażników, obrzucili ich spojrzeniami pełnymi pogardy. Jeden z nich wymamrotał coś pod nosem. Valees nie był pewny czy dobrze usłyszał, ale brzmiało to jak „te kurwy ze straży”. Zastanawiał, się czy doszło to do uszu Heinreicha, jednak porucznik zachował kamienną twarz. Nie drgnął mu najmniejszy mięsień na twarzy. Ba, nie drgnął mu nawet bujny wąs. Przez głowę kaprala przeszła myśl, że jego przełożony pracował ostatnio nad opanowaniem, albo pogorszył mu się słuch. Odgonił prędko tę myśl.
Mężczyźni skręcili przed schodami i ruszyli wzdłuż klifu w stronę targu rybnego i położonych dalej ogrodów. Heinreich odczekał chwilę, po czym krótkim gestem wydał rozkaz do wymarszu i oddział ruszył w ślad za nimi. Nieliczni w tej części dzielnicy przechodnie na widok strażników schodzili na bok. Grymasy na ich twarzach dawały do zrozumienia, że straż nie jest tu mile widziana, jednak nikt nie odważył się stanąć im na drodze. Heinreich prowadził swych ludzi niczym nieustraszony bohater Hciernieh z zasłyszanych przez Vraka opowieści.
Szli wciąż za ludźmi Dalora. Zostawili po prawej stronie rybny targ, ścięli drogę, omijając przerobione na pola uprawne ogrody, przeszli wzdłuż południowego muru obok Szulerni, w której było mnóstwo ludzi, a stąd mieli już prostą drogę do magazynów w dokach. Prowadzący ich mężczyźni zatrzymali się u zbiegu dwóch uliczek – tej idącej od strony Szulerni oraz drugiej, idącej od strony molo i zajętej przez Nieugiętych dawnej rezydencji Unii Handlowej. Uliczki łączyły się w jedną tuż przed niemal doszczętnie rozebranym płotem, okalającym portowe magazyny. Samego molo nie było stąd widać, zasłaniała je ciasna zabudowa, jednak było oczywiste, że wspomniani przez Dalora ludzie Herla świętowali właśnie w jego sąsiedztwie. Wskazywał na to dochodzący stamtąd harmider. Harmider nie zagłuszył charknięcia i splunięcia. Przy jednym z domów, trzymając się nieco z boku, stał… Dalor. Krasnolud musiał przybyć inną drogą i czekał w gotowości na oddział prowadzony przez Heinreicha. Patrzył porucznikowi prosto w oczy, co zapewne było znakiem do rozpoczęcia akcji. Okolica wydawała się pusta. W głębi obszarów magazynowych dało się dostrzec światła latarni i pochodni. Musieli tam być jacyś ludzie.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Porucznik poprawił swoje spodnie i zaczął podchodzić bliżej tej dwójki która ich tu zaprowadziła.
Przez cały spacer nie odzywał się. Nie komentował wyzwisk w kierunku straży. Nie reagował na pogardę w oczach ludzi. Nic nie powiedział nawet na bluzganie ze strony dwóch ludzi Dalora. Jego krzywa morda jedynie patrzyła się na wszystko spod łba i on jedyny wiedział co mu siedziało w głowie. A była to złość. Mnóstwo, mnóstwo gniewu, który miał zamiar zaraz spożytkować.
Trzymać się planu.... trzymać się durnego, zawszonego planu...
Przez cały spacer nie odzywał się. Nie komentował wyzwisk w kierunku straży. Nie reagował na pogardę w oczach ludzi. Nic nie powiedział nawet na bluzganie ze strony dwóch ludzi Dalora. Jego krzywa morda jedynie patrzyła się na wszystko spod łba i on jedyny wiedział co mu siedziało w głowie. A była to złość. Mnóstwo, mnóstwo gniewu, który miał zamiar zaraz spożytkować.
Trzymać się planu.... trzymać się durnego, zawszonego planu...
Kiedy tylko zbliżył się do tych dwóch na zasięg jego halabardy, wziął nagły zamach by tępą stroną broni przygżmocić temu, który najgłośniej do niego pyskował. W dupie miał jeśli od tego zrobi mu się krzywda. Jeśli od czegoś takiego by się popłakał jak baba, to nie powinien być tu na pierwszym miejscu. A jeśli tamte cwele z magazynu nie zobaczą, że robią oni prawdziwą burdę to nabiorą podejrzeń.
- Co wy do kurwy nędzy sobie myślicie huh?! Że jak w porcie to możecie pyskować i się rządzić, tak?! GÓWNO PRAWDA! Jesteście zawszonymi, portowymi szczurami! Zakałą i plagą dla Nimnaros! Takie śmiecie jak wy należy usprzątać z ulic! - Zaczął drzeć się na pełnej japie, tak by to każdy w okolicy usłyszeć mógł. Potem machnął ręką w stronę swoich strażników by mu pomogli w "scenie". Gdyby kolega tego co mu przyjebał się przyczepił to by nadstawił halabardę ostrzem w jego stronę. Może i nawet by go dźgnął tak by szarpnąć go za ubrania lub co innego, gdyby za bardzo się ciskał. A jeżeli byli za bardzo cięci... to trudno, przyjebał by im jeszcze raz tyle, że ze strażą u jego boku.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees wyrósł u boku Heinreicha. Przywykł do nietypowych, gwałtownych reakcji swojego przełożonego, dlatego nie zdziwił się szczególnie, gdy doszło do mordobicia. Skinął na Varka i razem z nim stanął na wprost tego nieszczęśnika, którego nie dosięgła jeszcze halabarda starca. Położył dłoń na rękojeści miecza i znacząco pokręcił głową.
- Stój, bo zaboli - warknął.
- Stój, bo zaboli - warknął.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
– Calvin się o tym dowie – stęknął ten, który oberwał halabardą, masując przy tym bok. – Już po tobie. Jutro odleję się na twoim grobie.
– Nawet się nie zbliżaj, zasrany szczylu – rzucił drugi do Valeesa. – Dobrze ci radzę.
Być może halabarda Heinreicha poszłaby w ruch jeszcze raz, bo żyłka na jego skroni zaczęła już pulsować, gdyby nie solidny kamień, który nadleciał nie wiadomo skąd i ugodził porucznika w ramię.
– Won! – Głośny krzyk rozniósł się złowrogim echem. Strażnicy obejrzeli się w stronę, z której dobiegł, by dostrzec… Dalora, przecinającego uliczkę. Krasnolud wziął zamach i cisnął kolejny kamień, tym razem trafiając Valeesa w brzuch. – Won do siebie, psia mać! Won!
Rzucił w stronę strażników jeszcze raz, chybiając głowy Valeesa o cal, po czym odbiegł w stronę magazynów i miejsca rozświetlanego przez pochodnie.
– Ej, chłopy! Do broni! – Dało się słyszeć jego ryk, nim zniknął między portowymi zabudowaniami.
– Kurwa, zaraz tu będzie cała zgraja – skomentował Vrak, zdradzając tym niesłychanie rzadki dar jasnowidzenia. – Panie poruczniku, co robimy?
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Porucznik z początku nakręcony perspektywą napastowania dwójki chłopaczków przed sobą, został wybity przez kamień który poleciał wpierw w niego, a potem w Valeesa. Widząc, że źródłem pocisku był Dalor zmrużył gniewnie oczy. A to krasnoludzka menda, a to szuja. Jednak szybko opanował się gdy tylko zobaczył, że ucieka w stronę magazynów robiąc zamieszanie. No tak... taki był plan. Teraz gdy patrzył na to to brzmiało to jak samobójstwo, w parę osób znieść ewentualny szturm całej bandy Nieugiętych. Co mogło pójść nie tak?
- Morda. Będziemy się napierdalać. Każdego Nieugiętego którego wyskoczy macie jak najszybciej sprzątnąć. Nie przejmujcie cię czy przeżyją czy nie, lepiej by zdechli. Jeśli zacznie być ich za dużo to cofamy się do zaułka i trzymamy ich na dystans. Mamy zrobić ile zamieszania ile się tylko da. A i tą dwójkę nie zabijać mi. No już, SCHNELLA! - Wycharczał na wszystkich swoich ludzi na koniec wskazując ludzi co ich poprowadzili tu. Następnie złapał mocniej swoją broń i zaczął uderzać o okoliczne budynki. Jeśli na ganku były wystawione jakieś rzeczy to wypierdolił je z kopa tylko po to by zrobić większy hałas.
- Wyłaźcie tchórze! -
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees dobył miecza. I czekał.
Cóż więcej było robić.
Cóż więcej było robić.
-
Halom
- Posty: 69
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Wywołany przez Dalora rejwach poskutkował, co dało się poznać po zbliżającym się odblasku pochodni i coraz wyraźniejszych odgłosach rozmowy. Ktoś się zbliżał, bez dwóch zdań.
– Idą – szepnął Vrak do Valeesa, a młodemu Anduriańczykowi wydało się, że słyszy zgrzytanie zębów.
Valees, zmrużywszy lekko oczy, wpatrywał się w miejsce, w którym zniknął ich krasnoludzki wspólnik, a w którym za chwilę spodziewał się zobaczyć zgraję herlowych zbirów. W skupieniu badał również okolicę Heinreich. Stał oparty o halabardę i czekał na rozwój wypadków. Po chwili spomiędzy budynków wyłoniła się grupa ludzi. Na widok strażników zgasili pochodnie i rozdzielili się – trzech ruszyło powoli do przodu, kolejnych dwóch trzymało się z tyłu, ostatni dwaj zawrócili i zniknęli za rogiem starej szopy. Pomimo mroku było widać, że wszyscy są dobrze uzbrojeni, głównie w miecze i toporki. Niektórzy mieli też przy sobie grube drewniane pałki, takie, jakimi w rzeźni ogłusza się zwierzęta.
– Pięciu – policzył Vrak. – I jeszcze tamtych dwóch. Coś mało.
Idący zatrzymali się nagle. Naradzali się między sobą, ale nie ruszyli się z miejsca, jak gdyby na coś czekali. Stali w odległości rzutu kamieniem od strażników.
– Czego tu? – Rozległ się szorstki głos gdzieś z boku, a strażnicy momentalnie obejrzeli się w tamtą stronę.
Drogę, którą oddział Heinreicha przybył do portu, zagradzało czterech typów. Byli podobnie odziani i uzbrojeni do tamtych pięciu i podobnie jak tamci wyglądali na silnych i sprawnych. Ten, który mówił, wysunął się na czoło. Był potężnej budowy, miał ciemne włosy i gęstą brodę.
– Mówiłem wypierdalać, głusi jesteście? – Brodacz powiódł oczami po strażnikach. – Schuemacher? Haha! Wiem, coś ty za jeden. Ej, chłopy! Dajcie ognia!
Jeden z kompanów wsunął mu w dłoń pochodnię.
– Zobacz, moczymordo! – Zaśmiał się, wymachując płonącą żagwią. – Pamiętasz? Zaraz się spotkacie!
Więcej nie trzeba było.
– Można się bić – rozbrzmiał imperatyw narracyjny w głowie Heinreicha.
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Valees błyskawicznie rozeznał się w sytuacji, ocenił szanse. Przeciwników było dużo, strażnik zdawał sobie jednak sprawę, jaka jest siła bojowa ich oddziału. Chłopcy byli dobrze wyszkoleni i głodni bitki. Mężczyzna zakładał, że może nie pójdzie im gładko, ale powinni wyjść ze starcia zwycięsko.
Strażnik wiedział także, że Heinreich w bitewnym szale staje się demonem. Wiek odebrał mu może pełnię siły i sprawności, nie pozbawił go jednak determinacji i buzującej w żyłach nienawiści - a te dwie potrafiły tchnąć w niego moc dziesięciu wojowników. Mógł machać halabardą, dopóki było kogo nią okładać. Mógł stać, dopóki nie podetnie mu się ścięgien.
Rzucony w wir walki, przywódca przestawał myśleć trzeźwo. Rozsądne rozkazy schodziły na dalszy plan - istotniejsze stawało się wykrzykiwanie obelg pod adresem przeciwników i ich matek, plucie śliną i krwią, ryczenie jak wściekły niedźwiedź.
Valees zdążył się nauczyć, że czasem musi brać sprawy w swoje ręce. Teraz szybko podsumował wszystko. Podjął decyzję.
- Vrak - mruknął do kompana - dwóch odeszło, pewnie po wsparcie. Zajmę się nimi i wrócę na pomoc. Utrzymajcie się do tego czasu, w porządku?
Poczekał, aż towarzysz przytaknie, że zrozumiał, a potem rzucił się do biegu. Wypatrzył ustawione pod szopą skrzynie, wspiął się na nie i podciągnął się na dach niepewnie wyglądającej konstrukcji. Zgięty wpół, przemknął na drugą stronę, wypatrując oddalającej się dwójki. Chciał zeskoczyć na nich, obezwładnić i rozbroić. W najgorszym wypadku rzucić się za nimi w pościg.
Strażnik wiedział także, że Heinreich w bitewnym szale staje się demonem. Wiek odebrał mu może pełnię siły i sprawności, nie pozbawił go jednak determinacji i buzującej w żyłach nienawiści - a te dwie potrafiły tchnąć w niego moc dziesięciu wojowników. Mógł machać halabardą, dopóki było kogo nią okładać. Mógł stać, dopóki nie podetnie mu się ścięgien.
Rzucony w wir walki, przywódca przestawał myśleć trzeźwo. Rozsądne rozkazy schodziły na dalszy plan - istotniejsze stawało się wykrzykiwanie obelg pod adresem przeciwników i ich matek, plucie śliną i krwią, ryczenie jak wściekły niedźwiedź.
Valees zdążył się nauczyć, że czasem musi brać sprawy w swoje ręce. Teraz szybko podsumował wszystko. Podjął decyzję.
- Vrak - mruknął do kompana - dwóch odeszło, pewnie po wsparcie. Zajmę się nimi i wrócę na pomoc. Utrzymajcie się do tego czasu, w porządku?
Poczekał, aż towarzysz przytaknie, że zrozumiał, a potem rzucił się do biegu. Wypatrzył ustawione pod szopą skrzynie, wspiął się na nie i podciągnął się na dach niepewnie wyglądającej konstrukcji. Zgięty wpół, przemknął na drugą stronę, wypatrując oddalającej się dwójki. Chciał zeskoczyć na nich, obezwładnić i rozbroić. W najgorszym wypadku rzucić się za nimi w pościg.
-
Heinreich
- Posty: 461
- Rejestracja: 28 lut 2022, 15:12
Porucznik patrzył się na rozwijającą się sytuację czując rosnącą w nim niecierpliwość. Miał ochotę się rzucić na pierwszego lepszego chłystka i wypruć mu bebechy. Miał ochotę rozbić komuś głowę o próg chodnika zanim ten zdąży krzyknąć o litość. Połamać jakiemuś Nieugiętego nogi i pastwić się nad nim zmuszając go do karykaturalnej ucieczki. Oj jak go korciło, jak nim rzucało w środku by wskoczyć w akcję jak kiedyś! Jednak nie mógł zachowywać się jak byle jaki młody szczeniak i liczyć na szczęście, że samemu nie dostanie kosy w żebra. Musiał w miarę spokojnie znaleźć dobrą sytuację do walki. Taką która da mu przewagę. Był już na tyle stary by choć trochę znać swoje własne limity.
Jednak jak tylko usłyszał jak jakiś brodacz go obraża machając pochodnią natychmiast poczuł w głębi duszy strach. W jednej chwili do jego myśli napłynęły wszystkie te niechciane wspomnienia związane z pożarem. Jak próbował ratować swoje dzieci. Jak jego ukochana została przygnieciona przez tamtą belkę. Ten krzyk... o bogowie czemu znowu słyszy jej krzyk. Strach szybko omiótł całe jego ciało jednak nie pozostawał w nim za długo. W obecnej sytuacji mógł zrobić tylko by przerwać nić strachu. Żyłki na jego czole wyskoczyły jakby nagle krew mu eksplodowała wewnątrz. Dłoń którą chwytał halabardę zrobiła się cała sina od naciskania ją z całych sił. Wyprostował się na ile mógł ze swojej pochylonej postury i zaczął iść w kierunku swoich przeciwników. W jego oczach był mord. Żądał krwi, a ci przed nim nadadzą się do tego doskonale.
Szedł powoli, szurając po chodniku(błocie) bronią w jednej dłoni. Był wściekły jednak nie zamierzał zrobić pierwszego ruchu. Tylko to mu zostało z rozsądnego myślenia, by nie rzucić się od razu na głupa. Potem już zostanie tylko szał. Gdy tylko dostrzegł, że jeden z Nieugiętych markuje w niego cięcie mieczem, a drugi przymierza się do uderzenia toporkiem, chwycił gwałtownie oburącz swoją halabardę i sparował cios ostrza o drzewiec. Następnie gwałtownie odtrącił miecz cofając się krok do tyłu, by wykonać szeroki poziomy wymach odtrącając z dala od siebie możliwość ataku topornika. Wykonał jeszcze dwa tego typu wymachy trzymając zebrane szumowiny przed sobą w tej ciasnej alejce. Chwycił na koniec halabardę szpikulcem przed sobą, jak włócznie i zaczął wykonywać szybkie raptowne pchnięcia w ich kierunku chcąc wymusić na nich albo cofnięcie się, albo sprowokować zbliżenie się do niego. Jeśli jakiegoś by przy okazji dźgnął to byłoby zajebiście.