Biała Dłoń

Sesyjka na rozgrzewkę
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Czarnowłosy mężczyzna uśmiechnął się do swojego piwa. Wziął większy łyk.
- Nie, nie szukam pracy, mam już jedną i bardzo ją lubię - odrzekł uprzejmie, podnosząc wzrok na mreza. - Właściwie to nie przedstawiłem się, przepraszam. Jestem Daron, asystent mistrza Vausein-Qura, najznamienitszego czarownika, alchemika, etenika, kapłana, lekarza i mędrca, jaki przybył ze wschodu do tej mieściny.

Choć w tonie jego głosu nie było czuć pychy, a wręcz szacunek, wyglądał, jakby był ciekawy, jak na takie informacje zareaguje Futrzak.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Darrron. - Kot skinął łbem. - Futszzak.
Mreza ciężko było rozszyfrować. Nie dość, że ledwie posługiwał się ludzkim językiem, wyczytanie jakichkolwiek emocji z jego pyska było trudne, żeby nie powiedzieć wręcz niemożliwe. Z jednej strony wyglądał, jakby był ciągle gotowy do ataku - z drugiej jedynie czujny i ostrożny, może nawet zaciekawiony. Jedynie subtelne drgania uszu zdawały się mówić więcej - ale co? Tego nie wiedział.
- Ty muwiszz, szze ssse fsss-hodu? - Zapytał tygrys. - Ukho-cz-cza tak-szze?
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Zgadza się, mój mistrz pochodzi z Jashi'in - kiwnął głową Daron. - To dawna stolica Nidanu, daleko za górami Eldrion - wyjaśnił, nie mając pewności, że mrez kojarzy tamte okolice.
Westchnął do swoich, najwyraźniej nie za wesołych wspomnień. Odwrócił się plecami do lady i oparł o nią oba łokcie. Teraz Futrzak mógł zobaczyć dokładnie jego tatuaż. To była papuga. Dość dziwnie umiejscowiona, bo jej głowa i dziób znajdowały się na potylicy Darona i pod jego gęstymi, czarnymi włosami były praktycznie niewidoczne. Facet musiał najwyraźniej kiedyś golić głowę całkowicie, ale teraz włosy mu już trochę odrosły.

- Mistrz był magiem w tamtejszej gildii - kontynuował swoją opowieść, wpatrzony w świat gdzieś za karczemnym oknem. - Kiedy Otchłań zbliżyła się do miasta, szybko pojął, że magowie nie będą w stanie jej zatrzymać. Wyruszył na zachód jako jeden z pierwszych. A wkrótce potem całe Jashi'in utonęło w pyle... chaosu...

Kiedy tylko wypowiedział to ostatnie słowo, drgnął nieznacznie, jak gdyby przeszły go dreszcze. Położył dłoń na karku, a potem zaczął przesuwać po nim palcami, jakby starając się coś wyczuć.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Może to były kolejny ślad dawnych wspomnienia, może też dawnych ran. A może to po prostu pełen niedowierzania wzrok Mreza wwiercał mu się w plecy i uwierał denerwująco.

O tym, że Daron był gadułą Futrzak miał już okazję się przekonać. Mówił dużo, często posługiwał się bardzo trudnym, płynnym językiem, którego miał duży problem zrozumieć. Nie było to dla niego nic nowego, większość ludzi poza ulicznymi zbirami tak rozmawiała - ale to, że człowiek mógł być przy okazji aż tak naiwny, ufny i nieostrożny było dla niego czymś nowym. Aż ujawnił się w nim zwierzęcy instynkt - cofnął uszy do tyłu i pochylił się nieco, jakby szykując się do ataku. Daron sam postawił się w sytuacji, w której zdany był na łaskę i niełaskę Mreza, odwróciwszy się od niego tyłem. Gdyby tylko miał ku temu powód, kot miał teraz idealną sytuację, by go zabić.

Po raptem momencie wyprostował się jednak z powrotem. Ta jedna chwila powiedziała mu o Daronie dość dużo - był pewny siebie, łatwowierny. Chociaż wyglądało to na nieprawdopodobne, jeśli to on został tu przysłany przez znajomych Beczki, był całkowicie pewien, że przybył z obstawą. W przeciwnym razie nikt nie odsłaniałby się aż tak bardzo, zwłaszcza wobec swojego celu. Futrzak odrzucił na razie tę możliwość - nie miał do Darona ani krzty zaufania. Mało tego, fakt, że z taką ochotą opowiadał historię życia własną i swojego mistrza również budził w nim pewien niepokój, a może nawet pogardę. Czyżby miał aż tak słaby łeb, żeby byle piwo rozplątało mu język po raptem kilku łykach? I to aż tak bardzo?

Mrez pokręcił łbem, odrywając się od tych wszystkich myśli. Mimo to, dowiedział się od przybysza kilku ciekawych rzeczy. Przede wszystkim zaciekawiły go słowa o Otchłani. Na pewno chodziło mu o to, co ludzie nazywali "Chaja" - aż za dobrze pamiętał jej lepki dotyk. Przedziwne... coś, które pozbawiło go szansy na normalne życie. Coś, co doprowadziło go tutaj - do świata ludzkich konszachtów, walk na pieniądze i zarzyganych podłóg.
- Ssse ffsss-hodu ha pszzzyszzzedheem tak-szzze - odpowiedział - ha wiczaahem na sssffo-hee oczy czo Haaha rrrobi sss ffszyssstko.

Uszy miał podniesione wysoko - jedno ciągle skierowane w stronę drzwi na zaplecze, czekając na chwilę, w której usłyszy znajomy, ciężki tupot kroków Beczki. Ten jednak nie nadchodził - więc, coraz mocniej poirytowany, kontynuował ten dziwny dialog. Była w nim jednak nić porozumienia z przybyszem - nie on jeden został przecież skrzywdzony przez Chaję. Jedna z niewielu rzeczy, która łączyła go z ludźmi, między którymi uciekał z dalekiego Wschodu. Niektórzy odłączali się wcześniej, ale on pozostał z tymi, którzy szli do Nimnaros.

Z perspektywy czasu teraz żałował, że dał im się tak łatwo zbałamucić.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Zupełnie nieświadom zachowań ani przemyśleń mreza, Daron zastygł na chwilę w bezruchu. Wyglądało na to, że słowa Futrzaka do niego nie dotarły.
A potem zaczął się dziwnie zachowywać. Z ręką wciąż na karku zaczął obracać się na prawo i lewo, rzucając wzrokiem na okna, drzwi, Futrzaka. Miał szeroko otwarte oczy ze zdumienia.
- Kurde, to musi być to - rzekł w końcu podekscytowany, nie przestając masować ręką karku. - To działa... To znaczy, że nadchodzą. Albo są gdzieś blisko. Skażeni ludzie, sankra - zaczął tłumaczyć mrezowi. - Dziwy.

Odstawił piwo i lekko schylony podbiegł do okna. Wychylając się ostrożnie zza ściany, zaczął obserwować ulicę.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
W międzyczasie jasnym stało się, że Futrzak nic nie zrozumiał z jego tłumaczenia. Z bardzo nieprzyjemnym grymasem na pysku po prostu przeskoczył przez ladę, niemal bezgłośnie, nie strącając z niej nawet kufla Darona, po czym zrobił kilka kroków w jego stronę, zaalarmowany, a przy okazji również zły.
- Czo ty gadaszzz? - Warknął.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Daron już miał coś odpowiedzieć, ale tym momencie drzwi do karczmy otworzyły się z hukiem od kopniaka.
Powietrze momentalnie zgęstniało, a Futrzak poczuł się trochę, jakby krew odpłynęła mu z mózgu. Kolory niezauważalnie wyblakły, a przedmioty w polu widzenia na moment delikatnie zatraciły swoją przestrzenność.

Wydawało mu się, że czas lekko zwolnił, kiedy obserwował, jak wchodzą do pomieszczenia. A wyglądali odrażająco.

Pierwszy, potężnej masy zawodnik z obitą kolcami buławą, przypominał zapuszczonego barbarzyńcę. Przetłuszczone włosy pozlepiane w śmierdzące kosmyki, rozpadający się pancerz z posklejanych w nieładzie metalowych płytek, pasków i płatów skór, a także bure, postrzępione, zaplamione nie wiadomo czym spodnie. Jego wielki, krzywy nos i równie wykrzywione usta, w połączeniu z beznamiętnymi, zmęczonymi oczami dawały jasny obraz osoby, która już dawno temu straciła szacunek zarówno do życia własnego, jak i wszystkich innych ludzi.

Drugi, który szybko wślizgnął się zaraz za olbrzymem, był chudszy i zdecydowanie zwinniejszy. Miał rozbiegane oczy, a przez jego brzydką, asymetryczną twarz co rusz przebiegały jakieś mimowolne skurcze mięśni. Rozwichrzona w nieładzie czupryna bladego koloru dopełniała wizerunku szaleńca. Dzierżył w ręku naładowaną kuszę, którą trzymał przed sobą, gotową do strzału. Oprócz tego miał przez pierś przewieszony pas z kilkoma fiolkami, a u biodra kołysał mu się krótki miecz, czy też raczej duży, długi sztylet.

Z tyłu czaił się jeszcze trzeci, a kto wie, czy nie było ich więcej. Futrzak nie miał jednak czasu na przyglądanie im się, bo kiedy tylko zobaczył wycelowaną w siebie kuszę, odruchy przejęły nad nim kontrolę.

W tej samej chwili przerażającą ciszę przerwał mechaniczny brzdęk zwalnianej cięciwy.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Gdyby nie jego zwierzęcy instynkt, nawet nadludzki refleks na nic by się zdał przeciwko kusznikowi. Mrez w momencie pociągnięcia za spust już okręcał się w miejscu i wyginał do tyłu, a mimo to bełt minął jego pierś dosłownie o włos. Gdzieś za nim rozległ się trzask trafionej butelki.

Futrzak zadarł łeb i ryknął w stronę wroga ile tylko miał pary w płucach. Dźwięk był przerażająco donośny, przypominał ryk niedźwiedzia, był jednak znacznie głośniejszy, ostrzejszy i gardłowy - warczał nawet, gdy Mrez brał kolejny oddech. Jednocześnie kot chwycił pierwszy przedmiot, jaki tylko miał w zasięgu łap - stare drewniane krzesło - i z impetem rzucił nim w kierunku rozbójników, licząc na zysk choć odrobiny czasu. Chwytając za kolejny mebel, Mrez omiótł karczmę spojrzeniem, szukając nim Darona. Czy był jednym z nich, czy wręcz przeciwnie? Nie ufał jego wcześniejszym słowom, za grosz.

Kot szykował się do walki o przetrwanie, uzbrojony w byle krzesło. Wiedział, że w starciu z tymi rozbójnikami Beczka nie miał najmniejszych szans, żaden był z niego wojownik. Jeśli jednak Daron był jednym z nich, wątpił nawet we własne szanse.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Sztuczka się udała, wielkolud zamachnął się swoją maczugą, aby odbić krzesło i przebił je na wylot. Oręż utkwił mu w meblu, przez co musiał chwilę się z nim posiłować, aby uwolnić morgensterna. W tym czasie stojący z jego lewej strony chudy dziwak z cichym przekleństwem na ustach odrzucił zbędną mu już kuszę i wyszarpnął swój sztylet. Do karczmy wtargnął kolejny osobnik i stanął po prawej stronie dużego. To była ciemnowłosa kobieta z kokiem, w średnim wieku. Wyglądała na zwykłą dziewkę, nie miała broni, ale wystarczał rzut oka, aby mieć pewność, że coś z nią jest nie tak. Chwiała się na nogach, jakby stała w falującym oceanie. Jej opuszczone wzdłuż ciała ręce zachowywały się trochę jak gałęzie na wietrze, ruszając się dziwnie, aż powstawało wrażenie, że są z gumy. Wzrok miała skierowany przed siebie i wydawała się nieobecna.

A potem weszło jasnowłose dziecko, na oko 11letnie. Całkiem urocze, problem był tylko taki, że weszło na czworakach, z szeroko rozstawionymi palcami u dłoni. Zaczęło, niczym pająk, wchodzić na ścianę, a potem na sufit.
I co najgorsze, nie spadało.

Całe towarzystwo, niczym rodzinka z najgorszego koszmaru, zbliżało się niespiesznie do środka karczmy. Szli razem, ale jakby osobno - nie komunikowali się, nie zwracali na siebie uwagi. Każdy był skupiony na własnym celu, jaki miał do wykonania.

Tymczasem zszokowany Daron, podobnie jak Futrzak, chwycił krzesło.
- Ja p-pierd-dolę - wyzgrzytał zębami w panice. Ale zamiast rzucić krzesłem w szaloną bandyterkę, z całym impetem władował je w okno. Szyba rozprysła się na milion kawałeczków.
- Uciekamy?! - Krzyknął do mreza i zaczął ładować się na stół, z którego zamierzał przeskoczyć przez wybite okno na dwór. Obejrzał się za siebie, chcąc się upewnić, że kot podąża.

Kot jednak nie za bardzo mógł podążać, bo z przerażeniem zorientował się, że chyba oczy płatają mu figle. Wystarczyło jedno mrugnięcie, a chudzielec nagle zmienił położenie - był odrobinę bliżej niż wcześniej, i zaczynał już wchodzić między Darona i Futrzaka. Znowu coś mignęło i sztylet, który dotychczas miał luźno opuszczony, teraz skierowany był prosto w szyję mreza.

Wspomnienia Chaji... Nagle takie żywe...

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Otumaniły go. Na tyle długo, by ostrze dosięgło celu. Gdyby - raz jeszcze - nie jego nadludzki refleks, już by nie żył. Uchylił się przed ciosem, a dźgnięcie, wymierzone w jego szyję, przeorało głęboko jego policzek, niewiele poniżej oka. Nurkując poniżej ciosu z impetem staranował bandytę, po czym rzucił się do szaleńczego biegu w kierunku okna - nie tego, którym uciekał Daron, lecz tego obok, dalej od przeciwników. Zamierzał po prostu rzucić się przez nie na zewnątrz. Wszystkie te decyzje zapadły w ciągu ułamka sekundy - buzowała w nim adrenalina, gniew i strach. W tej walce nie miał z nimi najmniejszych szans. Teraz walczył już tylko o przetrwanie.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Cholera, nie, to się nie dzieje... - Daron chyba ochłonął z początkowego szoku. Widząc, jak psychopata chlasta Futrzakowi policzek, czym prędzej chwycił kolejne krzesło i rzucił je chudzielcowi na głowę. Ten, zajęty gonieniem mreza, kompletnie się tego nie spodziewał. Siedzisko walnęło go w łeb i posłało na podłogę, jako że nie był najpotężniejszej postury. Sztylet wypadł mu z ręki.

Ale Futrzak już tego nie widział - leciał w stronę kolejnego okna. Już miał skakać w szybę, kiedy uzmysłowił sobie jeden bardzo niefajny szczegół: z tego wszystkiego zapomniał, że okna w tylnej części budynku były przecież nieco mniejsze i dzielone słupkiem na pół! Szansa na to, że szkło od razu wyleci całe i umożliwi mu ucieczkę, była niewielka. Najpewniej będzie musiał uderzyć kilka razy, a potem jeszcze wydłubać fragmenty szkła z framugi. Czy zdąży?

Słysząc dziejący się za plecami harmider, rzucił tam kątem oka i zobaczył, że chudzielec leży na ziemi, a przed nim leży jego sztylet... Ale na podjęcie decyzji miał dosłownie ułamki sekund, bo zbój z soczystą kurwą na ustach już podnosił się z ziemi.

- Przecież oni... nie istnieją - mówił tymczasem Daron, mrugając i patrząc na człapiące po suficie dziecko z demonicznie pustym wyrazem twarzy. - To musi być sankra! - zrozumiał w końcu.

Osiłek z buzdyganem szybko zbliżał się do nich, chociaż ciasno porozstawiane stoliki nie ułatwiały mu zadania, a kobieta... kobieta zniknęła z pola widzenia?

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Sankra - nie sankra, istnieją - nie istnieją. Podczas, gdy Daron zajmował się filozofią, do Futrzaka dopiero teraz dotarł bezsens całego jego przedsięwzięcia. Był w potrzasku. Tamtędy nie uda się uciec. Droga była zablokowana. Poczuł ukłucie bólu na policzku i smak jego własnej krwi w ustach.

Wpadł w szał.

Z szybkością i zwinnością nieosiągalną dla ludzi, Mrez zatrzymał się i odwrócił. Zatapiając pazury w blatach stołów rzucił się w kierunku chudego bandyty. W ślepiach miał furię - i tylko furię.

Z rozpędu kopnął go w bok głowy, sprowadzając z powrotem na ziemię. Przykucnął, jedną łapą chwytając go za poły ubrań, drugą uderzając go w sam środek twarzy - z wciąż wysuniętymi pazurami. Chudzielec zaczął wrzeszczeć z bólu i wierzgać się, krzycząc coraz głośniej. Mrez bez grama litości dźwignął go całego z ziemi i zatopił kły w jego karku, zaciskając szczęki ze wszystkich sił.

Jego przeszywający wrzask ciągnął się jakby wieczność - a potem nagle ucichł. Rozległ się paskudny, przenikający dźwięk gruchotanych kości. Bandyta zwiotczał w szczękach Mreza jak szmaciana lalka. Wypuścił go i odrzucił na bok.

Nie zatrzymał się ani na chwilę. Z kłami błyszczącymi od ludzkiej krwi Futrzak jednym susem wskoczył na stół i wybił się z niego z całą siłą, rzucając się na pełznącego po suficie dzieciaka.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Im był bliżej tajemniczego dziecka, tym bardziej czas zwalniał, a umysł wywracał mu się coraz bardziej do środka. Walenie serca i uczucie pulsującej krwi w żyłach zaczęło przysłaniać inne doznania, ale to nie był już szał. Furia była już gdzieś obok, jakby biegł tak szybko, że zostawił ją za sobą.

Przyczepione do sufitu dziecko wykręciło dziwnie głowę i uśmiechnęło się. Ale w szeroko otwartych, zaszłych krwią oczach mreza to już nie było dziecko. Stwór mienił się jak oblany metalicznym płynem, a zdeformowana twarz przybierała różne kształty, różne odcienie, różne fizjonomie...

Skoczył. I jak tak leciał, czas płynął już strasznie powoli, perspektywa oddalała się, a świat wokół rozmywał coraz bardziej i bardziej. Kolory zostały gdzieś z tyłu, i znowu ta ohydna żółć, pamiętał ją tak dobrze... Pamiętał ją z Chaji. Nie ohydna, piękna, kusząco piękna...
Wsiąkała mu w pole widzenia, ale on nie skupiał się na tym, bo hybryda dziecka i pająka właśnie odkleiła się od sufitu i opadła mu na spotkanie, zupełnie, jakby na to czekała.
Czuł jej uśmiech, gdy gdzieś zza pleców dobiegało go powolne, oddalone o dziesiątki metrów czyjeś wołanie.
- ...sankra..!
A może to już było echo?

W miarę jak splatali się w śmiertelnym uścisku, coraz mniej rzeczy miało dla Futrzaka znaczenie. Gdzie jest, kim jest, kto tu jest poza nim... Co on właściwie robi? Gdzie podziała się jego furia..?

Chaja. Nie, nigdy, nie chcę znowu!
Obserwował niby w półśnie, jak jakieś pazury rozszarpują czarną, bezkształtną masę, która jeszcze przed chwilą była dzieciątkiem. Ale nie czuł już żadnego gniewu. Czuł przejmujące zatopienie się w tej kojąco ciemnej substancji, ona go obejmowała, otulała jego umysł spokojem, który był taki dziwny, kiedy gdzieś tam daleko w tle waliło serce, a od pędzącej krwi aż pulsowały skronie.

Chaja. Czekałem tyle czasu...
Szum w uszach wypełniał się rozmaitymi szeptami. Dziesiątki delikatnych głosów, zapraszało, kusiło, witało... A pole widzenia coraz bardziej zachodziło wijącymi się, pomarańczowymi, przypominającymi macki, robaki lub pnącza wzorami.
Chaja...

*

Daron stał na stole kompletnie oniemiały. Wszystko działo się tak szybko, że jego umysł nie nadążał przetwarzać faktów. Zmasakrowany chudzielec jeszcze dobrze nie upadł na ziemię, a mrez już szarpał w locie demonicznego dzieciaka. Iluzja zacierała się, migotała jak cień od trzepoczącego płomienia świecy, a czarna substancja co rusz przeświecała przez skórę i ubiór chłopięcia. Połyskująca maź chlapała na wszystkie strony, lecz stwór nie wydawał się cierpieć. Rozcięcia po pazurach mreza zlewały się w całość niemal tak samo szybko, jak je zadawał.

Kiedy upadli na ziemię, dziecka już nie było. Była tylko kupa metalicznej substancji przypominającej trochę połączenie czarnej gliny i rtęci, w której taplał się kompletnie już nieprzytomny Futrzak. Jego coraz to wolniejsze i mniej dokładne ruchy rozchlapywały substancję, aż w końcu ustały całkiem i w pomieszczeniu zapanowała cisza.

Nawet osiłek z maczugą przystanął, obserwując ten spektakl.

Tylko jedna osoba nie zwolniła tempa ani na ułamek sekundy. Wijąca się kobieta wypadła zza kontuaru, wyciągając ręce w stronę Darona, a jej długie palce kręciły się niezależnie od siebie, jakby każdy był osobnym, samoświadomym bytem.

Umysł Darona przeszył nienawistny krzyk Chaji, a widok zaszedł mu wściekłą żółcią. Skrzywił się z nagłego wybuchu bólu głowy, ale paradoksalnie tak ostra reakcja przypomniała mu, kim przecież został. I co powinien był zrobić od samego początku.

I natychmiast rozłożył ręce na boki, wzywając bogów, którzy mu błogosławili.
- W imię Bethemesa, przepadnijcie! - zakrzyknął donośnie. Zza jego pleców nagły podmuch wiatru z rozbitego okna wdał się do pomieszczenia, furkocząc w połach jego ubrania.

Kobieta zacharczała i zatoczyła się do tyłu, jakby ją coś oślepiło. Palce i kończyny poskręcały się jej jak wysuszone artretyzmem, zaczęła też ciemnieć i tracić barwy. Czarne płaty sankry odrywały się od niej i tańczyły po pomieszczeniu niby uniesione gorącem resztki palonych w ognisku liści.

Połyskujące błoto, w którym zatopiony był Futrzak, też wyschło momentalnie, zmieniając się w szybko rozwiewane wiatrem kupki pyłu.

Czując niezwykłe siły, jakie szarpały powietrzem wokół, Daron napinał szeroko rozwarte ramiona aż do granicy bólu, starając się wytrwać, utrzymać ten przepływ mocy jak najdłużej. Niech wracają do samego piekła!

*

Przez zgniło pomarańczową mgłę już prześwitywały blade filary poskręcanych finezyjnie stalagmitów, już przestrzeń Chaji stabilizowała się wokół, poruszana mrocznym zaśpiewem tysięcy potępionych umysłów... kiedy nagle zza granicy światów Futrzak usłyszał ten silny, pełen mocy głos.
W imię Bethemesa!
Tajfun, jaki się nagle zerwał, w moment rozpędził rdzawą mgłę, a jego skołatany umysł porwał i wystrzelił gdzieś jak uderzenie bicza. Pyknęło, kiedy przebił cienką błonę dzielącą światy i znowu był w karczmie.
Oderwał łeb od podłogi, dziko wciągając w płuca powietrze.

Wszystko wróciło. Uderzyło w niego na powrót z siłą pędzącego nosorożca. Walka. Krew. Chudzielec. Karczma. Sankra. Szał.
Zerwał się na równe nogi idealnie na czas, aby zobaczyć, jak wielki oprych chwyta krzesło i ciska nim swobodnie niby piłką prosto w rozkładającego szeroko ręce Darona.

Mężczyzna, ku zdziwieniu Futrzaka, nie próbował się zasłonić, ani nie uchylił się, praktycznie ani drgnął. Krzesło walnęło go w klatkę piersiową i dosłownie zmiotło ze stołu. Z niemałym łoskotem spadł pomiędzy stoliki i przestał się ruszać.
Zapadła cisza.

- No - przerwał ją osiłek, ruszając w stronę leżącego Darona. Buzdygan zatańczył w jego dłoni. Nie spojrzał w ogóle w stronę Futrzaka, najwyraźniej uznawszy go już za skutecznie znokautowanego.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Był to błąd. Kot, wykorzystując kompletną nieuwagę zbira, bezgłośnie zakradł się za jego plecy. Podniósł łapska i raz jeszcze wysunął pazury. Drugiej szansy nie będzie. Bardzo szybko pogodził się z brakiem honoru w tej walce - ale skoro przeciwnik się do niego nie posuwał, on też nie miał zamiaru. Liczyła się tylko ich śmierć - szybka, lecz bolesna śmierć.

Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, rozwścieczony i pokrwawiony kot przeszedł do ataku. Wzniósł łapy, obnażył szpony, a potem z dwóch stron zaatakował szyję bandyty. W oka mgnieniu zatopił pazury najgłębiej jak tylko się dało, a potem z całej siły zaczął ciągnąć w swoją stronę.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Plan był dobry. Niestety, realizacja trochę gorsza, bo oprych jakimś nadludzkim zmysłem zwęszył niebezpieczeństwo. Kiedy mrez zasadzał się na jego szyję, ten odwrócił się nagle.
Pazury wbiły się z jednej strony w twardy kark, a z drugiej zatopiły się w dość gęstej, poskręcanej brodzie. Mimo to cios był tak silny, że przebił się do skóry.

Osiłek ryknął jak niedźwiedź i zamachnął się odruchowo, z końską siłą odrzucając Futrzaka na stojący nieopodal stolik.

Krew szybko barwiła jego brodę na czerwono. Już kapała na podłogę. Ale on jeszcze nie był tego świadomy. Rozjuszony zamachnął się swoim buzdyganem, zamierzając przygwoździć nim mreza do stołu. Na zawsze.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Nie on jeden nie zamierzał tanio sprzedać swojej skóry. Tak szybko jak tylko potrafił, niedoszły cel sturlał się ze stołu. Teraz, w najgorszym momencie, dało jednak znać o sobie zmęczenie i wciąż jeszcze świeże rany. Nie był wystarczająco szybki. Sam ciężki buzdygan co prawda go minął, jednak część z jego ostrzy boleśnie i głęboko rozharatały mu bok lewego ramienia, szrama sięgnęła aż pod łopatkę. Rycząc z bólu i zrywając się ze stołu, Mrez okręcił się w miejscu na jednej łapie, podskoczył i w pełnym obrocie sprzedał bandycie potężny kopniak, mierząc znów prosto w szyję. Błysnęły wysunięte pazury.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Trafił. I rozorał to, co wcześniej napoczął.
Oprych zaryczał przeraźliwie, krztusząc się własną krwią. Wyglądał naprawdę koszmarnie. Posoka lała się już praktycznie nieprzerwanym strumieniem, a on, słabnąc z każdą chwilą, zatoczył się i, nieudolnie próbując sprzedać jeszcze jeden cios, upadł na kolana.
Broń wypadła mu z ręki, a on sam chwycił się za rozciętą szyję. Gęsty, czerwony płyn przeciekał mu przez palce, kiedy charcząc i bulgocząc, starał się rozpaczliwie łapać kolejne oddechy.

Ostatni raz spojrzał na swojego pogromcę. Ale w jego oczach nie było już nic - ani bólu, ani podziwu, ani lęku, ani nawet nienawiści. Przerażająco obojętne, zabiegłe krwią ślepia zdawały się milczeć, jakby w umyśle tego człowieka nie działo się już absolutnie nic.

A potem upadł na twarz i już więcej się nie ruszył. Strumień krwi powoli słabł, choć kałuża była już naprawdę spora.

Zapanowała upiorna cisza. Dwa trupy leżały na deskach karczmy. Po odrażającej kobiecie i dziecku nie został żaden ślad, prowokując pytanie, czy oni aby na pewno w ogóle istnieli..?

Mrez wzdrygnął się nagle, słysząc szmer.

A potem zrozumiał, że to tylko poruszył się leżący między stołami Daron. Z bolesnym stęknięciem zsunął z siebie krzesło.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Futrzak zrobił w jego stronę kilka kroków, po czym opadł z sił. Chwiejnym krokiem zatoczył się na najbliższy stół i sycząc między zębami z bólu zaparł się o niego łapą. Tocząc z pyska spienioną śliną i krwią wsparł na niej swoje czoło i zastygł w tej pozycji, dysząc warkotliwie z wysiłku. Dopiero teraz, kiedy wszyscy bandyci zniknęli, do Mreza dotarły wszystkie bodźce, które w ferworze walki całkowicie ignorował. Pulsujący gorąc krwi z rozciętego policzka, przeszywający ból przeoranego morgenszternem boku, czerwieniejącego już od posoki, paraliżujące zmęczenie. Wczorajsze rany, wciąż przecież niezagojone, również dawały o sobie znać.

Z trudem wyprostował się i rozejrzał po karczmie, czy na pewno było już po wszystkim. Raz jeszcze spojrzał na rozwalonego na ziemi Darona. Szybko oceniając jego stan Futrzak fuknął coś niezrozumiałego pod jego adresem, po czym z początku chwiejnym krokiem podszedł do lady. Aż zachlupotało od rozlanego alkoholu - z butelki, którą wcześniej ugodził wystrzelony bełt, teraz sterczący pod dziwnym kątem ze ściany. Mrez szedł niewzruszenie do lady, aż nagle wzdrygnął się i syknął, odskakując do tyłu. Warcząc wściekle, wyszarpnął z łapy niewielki odłamek szkła, po czym - tym razem ostrożniej - wślizgnął się za ladę, skąd zabrał kilka co najwyżej względnie czystych szmat i dużą butelkę przezroczystego płynu.

Bezceremonialnie otworzył ją i obficie oblał się nią po rozharatanym boku i ramieniu, zaciskając ślepia i sycząc z bólu. Wziąwszy jedną ze szmat w garść, ciasno owinął ją wokół rany na ręce. Rany na boku nie dosięgnął. Później oblał samogonem również zraniony policzek, na chwilę przyciskając do niego kolejną szmatę. Ślepia zaszły mu na moment łzami, które szybko i z prychnięciem złości przetarł zdrową łapą. Nie chcąc ryzykować kolejnej przeprawy przez upstrzoną szkłem podłogę ostrożnie przeturlał się przez ladę na drugą stronę, tym razem bez ceregieli strącając z niej na wpół pełny kufel Darona, który z żałosnym brzękiem potoczył się po podłodze w jego stronę. Powietrze cuchnęło krwią, śmiercią i parszywym alkoholem.

Styrany i ranny Mrez stanął nad przybyszem, gapiąc się w niego przez moment, zanim odwrócił się w stronę sieni, nasłuchując uważnie czyichkolwiek kroków. Z początku nie skierował do Darona ani słowa - jedynie zimne spojrzenie. Po tym wszystkim co się wydarzyło, nie miał już jednak wątpliwości, że ten człowiek znalazł się po tej samej stronie co on.
- Fffsstan - warknął.

Przypomniał sobie o Beczce. Miał nadzieję, że uciekł, albo schował się. Nie chciał, żeby stała mu się krzywda - w tej walce i tak nie miałby najmniejszych szans. Do Mreza wciąż średnio docierało to wszystko, co się zdarzyło - zmęczona głowa analizowała jeden fakt po drugim, powolutku, uparcie. Ból nie pomagał. Odwrócił łeb w kierunku zaplecza, po czym ryknął głośno. Z trudem, ale dało się w tym ryku rozróżnić przezwisko karczmarza - Beczka.

Kot skierował wtedy swoje kroki do pokonanych zbirów, chcąc upewnić się, że są niezaprzeczalnie i ponad wszelką wątpliwość martwi. Podniósł leżący na ziemi sztylet, kładąc go na stole obok, a chwilę później to samo zrobił z kuszą i buzdyganem. Zaniósł je ostrożnie z powrotem do lady, po czym oparł się o nią zdrową łapą, próbując zapanować nad swoim oddechem, sobą i ostrym bólem.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- O bogowie - jęknął Daron, przewracając się na brzuch. Przez chwilę jeszcze tak leżał z głową schowaną w zgięciu łokcia, po czym powoli podniósł się z podłogi.
I zaraz potem usiadł na krawędzi stołu. Widok rozchlapanych trupów w kałużach krwi sprawiał, że robiło mu się jeszcze bardziej słabo.
Uświadomił mu też, co tu się tak naprawdę wydarzyło. I jak krwiożerczą bestią jest patrzący na niego zimno Futrzak.

Przez chwilę siedział tak i co rusz otwierał usta, próbując coś powiedzieć, ale ostatecznie poddał się i zastygł w milczeniu. W jego głowie najwyraźniej też się teraz działo zbyt wiele na raz.

Kątem oka obserwował poczynania mreza. Kiedy wojownik spoczął w końcu w jednym miejscu, Daron wziął głęboki oddech.
- Niezła robota... - wyrzucił z siebie cichym, trochę nieswoim głosem. Odchrząknął. - Nie ma co.

Pokręcił głową, jakby wciąż nie mógł uwierzyć, w to, co się tu przed chwilą rozegrało.

- Jesteś cały?

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Futrzak pokiwał głową.
- Tak. Ha szze wyrrreczze.
Mrez nie okazał szczególnej troski wobec Darona - po prostu w ciszy dawał mu czas na dojście do siebie, widząc, że nie przytrafiło mu się nic poważnego. Futrzak przyglądał mu się jednak uważnie, przeszywająco, co jakiś czas tylko spoglądając na przesiąkający krwią prowizoryczny opatrunek na jego ramieniu i wciąż czerwieniejący bok.
- Czzy tyy hessteszz czarrrofniik teszz? - Zapytał nieufnie, biorąc się za wymianę szmacianego bandaża na świeży.
Przynajmniej nie potraktował go jawnie za wroga.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Nie, nie... - Daron poczuł się nieswojo pod ciężkim wzrokiem mreza. - Jestem tylko uczniem. Ale... to nie wygląda dobrze - dodał, widząc, jak Futrzak próbuje uporać się z bandażem.
Wstał i podszedł nieco bliżej, wciąż jednak niepewny, na ile może sobie pozwolić.
- Mogę zobaczyć? - zapytał. - Ta rana się chyba nadaje do zszycia. Nie powinieneś zaciskać jej wzdłuż, tylko możliwie w poprzek. Pozwól.

- Mistrz Vausein-Qur to zszyje. Zrobi to dobrze. Powinniśmy się do niego czym prędzej wybrać - stwierdził ostatecznie.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez zastanowił się niekrótką chwilę.
- Nhe terrrasss - odparł w końcu - ja muszzze sssnarrresszcz Beczka.
Futrzak, choć otwarcie nie zaprzeczył, miał teraz inne priorytety. Nie pozwoliwszy Daronowi nawet tknąć swoich ran, zacisnął nowy opatrunek, odwrócił się i skierował swoje nieco chwiejne, acz szybkie kroki na zaplecze. Po drodze chwycił zdrową łapą za buzdygan, po czym z tym kawałem żelastwa za broń wyszedł na zaplecze i ostrożnie wypełznął na zewnątrz w poszukiwaniu karczmarza.

Daron został sam na sam ze sponiewieraną karczmą - jeszcze kilka minut temu świeżo umytą, serwującą nawet alkohol. Za towarzystwo miał porozbijane szyby w oknach, zdemolowane meble, kałuże krwi i dwa zmasakrowane ciała napastników. Ponurych pytań również nie brakowało.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Czeladnik zacisnął usta w wąską linię, ale mrez emanował taką pewnością siebie, że nie było sensu dyskutować.
- Też miałem sprawę do Beczki, chociaż... moje chyba może poczekać... - westchnął, omiatając raz jeszcze wzrokiem karczmę.

Przywrócenie tu porządku to będzie ogrom pracy. Zastanawiał się, co powinien teraz zrobić. Nawet jeśli karczmarz jest gdzieś w pobliżu, okoliczności do dyskusji będą teraz wyjątkowo niesprzyjające...
Mimo to poszedł kilka kroków za Futrzakiem. Zawahał się, czy powinien ładować się w przestrzeń prywatną... i wtedy jego uwagę przykuł leżący w przejściu trup chudego szaleńca.
Powoli zbliżył się do niego. I kucając, nachylił się nad nim.

*

Futrzak tymczasem ostrożnie wyjrzał na zewnątrz. W podwórzu było cicho. Ceglane formy zostały już praktycznie wszystkie wypełnione gliną, ale worek nie został zamknięty, a narzędzia posprzątane. Wyglądało to raczej tak, jakby Beczka przerwał robotę i gdzieś poszedł. Śladów walki, krwi ani nawet porzucania pracy w panice i nieładzie nie było. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Mrez uniósł więc uszy, nasłuchując uważnie - niczego jednak nie wyłapał. Zatrzymał się i zawahał na chwilę. Wziąwszy głęboki oddech, przyjrzał się uważnie wszelkim śladom, które Beczka mógł po sobie zostawić. Było ich mnóstwo; wszak pracowali tutaj wcześniej nad jego rozlatującym się piecem. Coś tu jednak nie grało. Czyżby ktoś go dopadł, podczas gdy oni walczyli w karczmie? A może...

Karczmarz był tchórzem. Najprawdopodobniej uciekł, pomimo tego, że zaplecze kompletnie na to nie wskazywało. Im mocniej docierało do niego jak kompletnie czyste jest to miejsce, oraz z tego, że Beczka nawet nie myślał przyjść do karczmy na wcześniejsze wezwanie, tym bardziej podejrzliwy robił się Mrez. W piersi raz jeszcze obok wątpliwości zaczął mu dudnić gniew. Było to widać nawet po jego ruchach, które przynajmniej chwilowo odzyskały dawną płynność. Bardzo, bardzo nie podobały mu się myśli, które przemknęły mu przez głowę - dopuszczał możliwość, że był w paskudnym błędzie, ale ich nie odrzucił. Ufał swojemu instynktowi, a ten nakazywał mu czujność.

Kot zacisnął pięść na rękojeści buławy, po czym obniżył posturę i zaczął węszyć. Znał dobrze zapach karczmarza - i był przekonany, że z łatwością uda mu się go wytropić.

*

Chudzielec wyglądał jakby został zabity przez dzikie zwierzę. Leżał w dziwnej, nienaturalnej pozycji, ciśnięty na podłogę jak lalka. Krwisty guz na czole, twarz poprzebijana pazurami, zmiażdżony, ociekający krwią kark. To była szybka, lecz nader brutalna i bolesna śmierć. Puste, martwe oczy wpatrywały się w krzesło, którym oberwał od Darona zanim dopadł go rozwścieczony Mrez. Przybysz mógł się teraz przyjrzeć efektom jego pracy z bliska. Nie należało to do najprzyjemniejszych widoków.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Bubeusz
Posty: 1072
Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Kiedy tak węszył, Futrzak spostrzegł jeszcze jeden detal. Okruchy gliny, które Beczka musiał mieć na dłoniach albo podeszwach butów. Zarówno zapach, jak i te ślady wskazywały na to, że karczmarz początkowo wszedł do karczmy i był na zapleczu, ale zawrócił. Dalej trop prowadził naokoło płotu i na ulicę.

*

Daron skrzywił się okrutnie, przyglądając się zmasakrowanemu ciału, które wszak i bez tych obrażeń do najpiękniejszych nie należało. Mimo to jednak powoli sięgnął ręką ku niemu... i wyciągnął fiolki przytroczone do paska na piersi trupa. Przyglądał się uważnie zawartości każdej z nich, po czym chował ją do swojej saszetki. Następnie, zaciekawiony, zanurzył dłoń w kieszeniach nieboszczyka.

Awatar użytkownika
Elethain
Posty: 183
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Futrzak nie ruszył za tropem od razu - w pierwszej kolejności wziął ze swojej szopy swój wyświechtany płaszcz i nałożył go na siebie. Jeżeli kroki karczmarza prowadziły na ulicę, wolał nie wyleźć na nią w takim stanie w jakim był. Przyodziany nieco lepiej, podążył za śladami Beczki, rozglądając się uważnie i na wszystkie strony, starając się niczego nie przeoczyć. Z buzdyganem w ręku postanowił nie iść dalej niż na ulicę. Raz, że trop mógł się tam urwać, dwa - nie miał zamiaru dać się złapać w kolejną pułapkę. Być może dowie się jednak wystarczająco, by uzyskać odpowiedź na pytanie, od którego krew zaczynała mu już szumieć w uszach.

Czy Beczka go zdradził?
art: Aboy Ningthouja @ Artstation