Galeria Sztuki "Pióro Feniksa" - Dzielnica Centralna

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
W północnej części Dzielnicy Centralnej, blisko końca Złotej Ulicy, zlokalizowana jest jedna z ostatnich galerii sztuki prowadzona przez Haeriusa Vir'Draugena. To tutaj ocalali artyści mogą sprzedawać swoje dzieła, polecać swoje usługi oraz zacieśniać znajomości. Co jakiś czas odbywają się tu wernisaże przy akompaniamencie delikatnej muzyki oraz zdecydowanie zbyt delikatnego wina (zapewne rozcieńczonego).
Galeria podzielona jest na kilka części. Pierwsza z nich zaraz od wejścia jest sklepem dla artystów. Na licznych kredensach wystawiono puszki z farbą, pędzle w rozmaitych kształtach i wielkościach, belki zwiniętych płócien, worki z gipsem, dłuta, młotki, ale też wszelkiego rodzaju ozdóbki. Wprawne oko kupującego mogło odnaleźć w tej istnej jaskini skarbów barwne piórka, błyszczące kamyczki (mniej i bardziej wartościowe), szkiełka w różnych kolorach. Był tu również dział muzyczny, gdzie stało kilka instrumentów na sprzedaż, ale również akcesoria do konserwacji. To tutaj można było wymienić zerwaną strunę w skrzypcach, albo naprawić wysłużony smyczek.
Drugą część galerii stanowiła sala wystawowa. Przestronne pomieszczenie mieściło się w tylnej części budynku, a żeby się do niego dostać trzeba było przejść za ladę pod czujnym okiem sprzedawcy i skierować swe kroki za ozdobne dwuskrzydłowe drzwi z ciężkiego drewna. To tam ściany niemalże uginały się pod ciężarem obrazów, płaskorzeźb oraz wymyślnie zdobionych map praktycznie całego Calivanu. Było ich więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać po Upadku. Środek pomieszczenia zdobiły rzeźby różnej wielkości przedstawiające całe postaci, lub same popiersia. Zdarzało się również, że ich autor postanowił uwiecznić jakieś magiczne zwierzę lub w karykaturalny sposób przywrócić do życia samego Bubeusza. Na końcu sali znajdowało się niewielkie podwyższenie, niczym mała scena. Podczas kulturalnych spotkań odbywały się tu występy muzyków lub wieczorki poetyckie.
Wchodząc po schodach znajdujących się po prawej stronie od wejścia na piętro można było się dostać do trzeciej, prywatnej części budynku. Mieściło się tam mieszkanie w dość wysokim standardzie, do którego nikt bez zaproszenia Haeriusa nie miał prawa wstępu. Znaleźć tam można było gabinet właściciela, duży salon, sypialnię gospodarza oraz jedną gościnną, kuchnię oraz łazienkę.
Niewiele osób zdawało sobie sprawę z istnienia również czwartej części galerii, która mieściła się w piwnicach. Tam gdzie nie dochodziły promienie słońca rozkwitał kwiat przemytu dziełami niepotwierdzonego pochodzenia. To jednak mogło nie dziwić tak jak osobna komnata na najniższym poziomie, do której dostęp miał jedynie sam właściciel. O niej nie było jednak zbyt wielu informacji, jakoby do takowej wiedzy dopuszczano tylko nielicznych.

Właścicielem galerii był Haerius Vir'Draugen. Nikt nie wiedział ile ten mężczyzna miał lat, jednak każdy zaznajomiony ze światem sztuki go znał. Był to człowiek o tajemniczym charakterze, którego spojrzenie mroziło krew w żyłach tego, kto ośmieliłby się zakłócić porządek podczas jego przyjęć. Jeżeli czegoś chciał prawie zawsze to dostawał, jak również sporo był w stanie załatwić dla tych, którzy zaoferowali mu odpowiednio dużo. Jego nienaganne maniery potrafiły zawstydzić nawet wysoko urodzonych szlachciców.
Istniały plotki, że Haerius interesował się pięknem, a szczególnie jego ulotnością. Podobno szukał sposobu, żeby takowe uwiecznić, by już zawsze mógł cieszyć nim swoje oczy. W swoich badaniach nie bał posunąć się dalej niż wielu innych przed nim. Zgłębiał tajniki magii, rytualizmu oraz strach podejrzewać czego jeszcze.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Po opuszczeniu świątyni Illany kobieta wróciła do swojego typowego wyrazu twarzy. Odsłoniwszy bardziej wrażliwą stronę oraz przyznając się praktycznie przed obcymi ludźmi do słabości teraz na nowo próbowała odbudować mur wokół siebie. Miała być twarda, silna i nieprzystępna. Trzymać wszystkich na dystans! Bo to nie tylko chroniło ją, ale bardziej ich przed NIĄ. Gdyby kapłanka słońca nie dała rady poskromić mocy, którą w niej zbudziła idący przy niej Verath już leżałby martwy w kałuży krwi.
W końcu dotarli pod adres, gdzie według słów Mariel mieli znaleźć Malarza Snów. Skoro wielebna tak niechętnie ich do niego odesłała, to na jakiego człowieka trafią? Nawet jeżeli czarnowłosa się tym martwiła to jednak starała się nie dać tego po sobie poznać. Spojrzała tylko przelotem na swego towarzysza.
- Jeszcze możesz zrezygnować. Wiesz, nie planuję się więcej rozbierać, więc kolejnych widoków raczej nie uświadczysz.
Grała i chociaż spędzili z sobą niecałą dobę, to Mag powinien już móc to rozpoznać. Dobra mina do złej gry, czy jakoś tak. Odczekawszy chwilę w końcu jednak pchnęła drzwi Galerii wzruszając znajdujący się przy nich dzwoneczek. Jego delikatny dźwięk obwieścił siedzącemu za ladą sprzedawcy o przybyciu gości. Mężczyzna zdawał się być raczej rozleniwiony niż zapracowany, jednak skinął im głową w geście przywitania i dał im czas, by rozejrzeli się po części sklepowej. Yrene owszem, powiodła wzrokiem dookoła, jednak bardziej by sprawdzić, czy są tu też inni klienci.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Kusząca propozycja - powiedział Verath, gdy szli w stronę podanego im adresu. - Jestem jednak dużym chłopcem i sam zdecyduję, kiedy opuścić okręt.
Poza tym, co napatrzył się już, to było jego. Jedynie żałował, że warunki nie do końca pozwalały mu wtedy rozkoszować się widokami. Jednak strach o własną skórę dość hamował uczucie podniecenia. Nie całkowicie, co to to nie, ale tym bardziej irytujące były, że sprawy nie zaszły dalej.
- Malarze Snów... czego to ludzie nie wymyślą? - odezwał się, rozglądając się po sklepie niczym dzieciak z nadmiarem energii, który musi podotykać wszystko na półkach. - Hmm, jeśli mi się dzisiaj w nocy przyśnisz, a absolutnie nie wykluczam tego, to może tu przyjdę, by mi ten sen namalował. To znaczy, chyba że przyśnisz się owłosiona i odgryzająca mi głowę, to wtedy sobie odpuszczę.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
- Z tym dużym chłopcem to nie szalejmy, bo czasami mam wrażenie, że zachowujesz się jak psotny nastolatek. - Szturchnęła go lekko z przekorą. Korciło ją, żeby wytknąć mu możliwość bycia małym chłopcem również w innym kontekście, ale uznała, że ten i tak jej dużo pomagał. Chyba mogła być trochę mniejszą suką niż zazwyczaj, prawda?
Obserwując zachowanie Veratha w sklepie kobieta tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że ten naprawdę przypominał nieco... zbuntowanego nastolatka. Tak jakby zatrzymał się w tej fazie rozwojowej, albo w drugą stronę - wcześniej nie miał okazji jej przejść i dopiero teraz to nadrabiał. Zastanawiała się przez chwilę ile jeszcze o nim nie wie. Skoro miał bliższe spotkania z wilkołakiem w dzieciństwie na co jeszcze musiał się napatrzyć? Patrzyła na niego z góry, ale chyba w końcu zaczynała się reflektować.
- Współczuję Ci, jeśli nie masz nic lepszego do wyśnienia niż mnie, serio. Wiesz, że w tym mieście jest Dom Urody, w którym pracują różne utalentowane dziewczyny? Jak dobrze zagadasz to zrobią Ci masaż w stylu, który na pewno wolałbyś śnić po nocach.
Sprzedawca obserwował ich odkąd weszli do środka. O ile na Yrene tylko rzucił okiem, tak uważnie śledził ruchy mężczyzny. To jego macanie wszystkiego po drodze... zapewne spodziewał się, że ma do czynienia z jakimś złodziejem.
- Czy mogę Państwu w czymś pomóc?

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- O, Dom Urody? - zainteresował się Verath. - Interesujące, nie słyszałem jeszcze o tym miejscu. Nie żebym ja musiał płacić za... za masaże. Zazwyczaj wystarcza mój urok osobisty i dowcip.
Wyjął coś z półki, przyglądając się temu z niezbyt bystrą miną. Potrząsnął lekko. Przyłożył do ucha.
- Co to jest? - zapytał kupca. - A tak w ogóle to my do Haeriusa Vircośtam. Mojej dziewczynie - skinął głową na Yrene i objął ją w pasie - przyśnił się bardzo interesujący sen ze mną i dwoma posągami Bubeusza w roli głównej i chce by jej to namalowano, zanim zapomni wszystkie pikantne szczegóły. Ale ciii, nie rozmawiajmy o tym, bo ją to zawstydza. A więc możemy się spotkać z właścicielem?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Yrene posłała mu spojrzenie na pograniczu zmęczenia jego dowcipami niskich lotów, a poirytowaniem. Naprawdę istniały na świecie kobiety, które traciły głowę dla takiego marnego Casanovy? Sprzedawca zza lady również uniósł brew ku górze. Chcąc nie chcąc wszystko słyszał, skoro znajdowali się w jednym pomieszczeniu.
- To drogi Panie puszka z pancerzami chrząszczy ognistonogich. Używa się ich do produkcji pigmentów barwiących. Im świeższe tym bardziej intensywny kolor dają. - Wyjaśnił mężczyzna, chociaż zdawał sobie sprawę, że najpewniej tylko marnuje swój czas. Nie żeby w sklepie miał tłumy.
Słuchając zaś dalszych słów swojego klienta jego brwi unosiły się coraz wyżej. Spojrzał jeszcze raz na Yrene, która stała z zaciśniętymi pięściami za Verathem, zaś jej wzrok mógł dosłownie zabić. Mężczyzna przełknął nerwowo ślinę widząc reakcję kobiety, lecz zaraz odzyskał rezon.
- Obawiam się, że coś się Panu pomyliło. Mistrz Haerius bynajmniej nie zajmuje się malowaniem aktów, tym bardziej na podstawie opowieści. Trafiliście Państwo w złe mniejsce. - Widocznie zmarszczył brwi oburzony. - Prosiłbym o opuszczenie naszej Galerii.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath westchnął i pstryknął palcami.
- Skup się człowieku - powiedział. - W ten, być może zbyt subtelny, sposób próbowałem ci powiedzieć, że nie twoja sprawa z czym tu przychodzimy. Wiemy, z dobrego źródła, czym zajmuje się Haerius. Wyciąganie wspomnień, malowanie tego czego się szuka, blablabla. Ale chyba potrafisz zrozumiesz, że w kwestii wspomnień i tak dalej pewna prywatność jest mile widziana, prawda? Przecież nie powiem ci, jakie straszne koszmary dręczą moją drogą Sandrę.
Mężczyzna odłożył słoik żuków.
- Czy wszystkie farby robi się z takich obrzydlistw? Chociaż te żuczki to czasem się też jada, prawda? - zapytał. - To jak, możemy porozmawiać z Haeriusem? Zapewniam, że jest to, w jak najbardziej dosłownym rozumieniu, sprawa życia i śmierci.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Sprzedawca ustawiony do pionu wyraźnie się zmieszał, a kiedy Verath zaczął głośno mówić czym zajmuje się jego pracodawca szybko uniósł dłonie do góry. Rozejrzał się jeszcze dookoła jakby chciał się upewnić, że nikt ich nie podsłuchuje.
- Już dobrze, dobrze! Nie tak głośno. - Wyszedł zza lady, by zamknąć drzwi wejściowe i powiesić na nich informację "Jestem na przerwie, zaraz wracam". Spojrzał jeszcze raz na swych gości jakby zastanawiał się ile wiedzą i ile może im powiedzieć. W końcu chyba jednak zdecydował, bo pokiwał głową. - Proszę chwilę zaczekać. Spróbuję się dowiedzieć, czy Mistrz życzyłby przyjąć Państwa na spotkanie.
Zostawił ich na chwilę samych wchodząc na piętro. Yrene w tym czasie stanęła tuż za Verathem, że aż mógł poczuć jej oddech na karku oraz walory kobiety na plecach.
- Sandra, tak? Twoja dziewczyna z wyjątkowo rozwiązłymi snami?

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Zawsze mi się podobało to imię - powiedział Verath, stwierdzając, że bliskość dziewczyny sprawia mu pewną przyjemność. - A co do snów... Nie ma się co wstydzić. Wszystkim nam się kiedyś śniły niegrzeczne rzeczy w wykonaniu posągów Bubeusza, prawda?
Odwrócił się do Yrene, a jego głos stał się nagle bardziej rzeczowy, a z twarzy zniknęło rozmarzenie, które pojawiało się ilekroć wyobrażał sobie Yrene jako swoją dziewczynę.
- Super, mamy tu gościa, który maluje wspomnienia, sny czy inną cholerę - powiedział, rozglądając się dookoła. - Ale skąd taka konspira? Do trucicieli i burdeli często łatwiej się dostać. Nie żebym korzystał z burdeli - dodał szybko, już ze zwyczajową butą. - Ja nie muszę płacić. Ale to miejsce jest... podejrzane. Bądź ostrożna, a jak coś to przemieniaj się i rozszarpuj. Możemy ustalić słowo-klucz. Na przykład "aport"? A nie, nie miałaś nikogo zabijać. Cóż, w takim razie trzeba będzie mieć nadzieję, że dopisze nam szczęście i potencjalni atakujący wyrżną w półkę z farbami.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
- Serio, jesteś niesamowicie monotematyczny. Aż człowiek gotowy pomyśleć, że tyle o tym mówisz, bo raczej czegoś Ci w życiu brakuje. Jak to było? Krowa, która dużo muczy mało mleka daje?
Uśmiech kobiety był z tych przyjacielsko złośliwych. Jeszcze jedna myśl jej w głowie zaświtała. Skoro on kłamał w praktycznie nieznaczących rzeczach, to ile z tego co jej mówił również było kłamstwem? Zaczynała mieć na niego poprawkę. I chociaż zaczynała go lubić, to jednak zaczynała się obawiać, czy na pewno dobrze robi zdradzając mu coraz więcej o swoim sekretnym problemie?
- Nie bój się. Jeśli zacznie robić się niebezpiecznie obronię Cię.
Jej głos był równie poważny i rzeczowy co Veratha w tym momencie, lecz oczy dziewczyny błyszczały rozbawione. No to trafiła jej się chyba królewna do uratowania, tylko zamiast sukni nosi spodnie.
Wtem wrócił do nich sprzedawczyk, wyraźnie zmieszany na twarz. Wyglądał jakby właśnie odbył rozmowę, której ludzie normalnie starali się unikać.
- Pan Vir'Draugen spotka się z Wami za chwilę. Zasugerował, żebyście zaczekali w tym czasie w części wystawowej, dopóki się nie oporządzi. Zapraszam za mną. - Schylił głowę przed swymi klientami, jakby odmieniony.
Zaprowadził ich za ladę i po przejściu przez duże dwuskrzydłe drzwi. Ściany tego przestronnego pomieszczenia niemalże uginały się pod ciężarem obrazów, płaskorzeźb oraz wymyślnie zdobionych map praktycznie całego Calivanu. Było ich więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać po Upadku. Środek pomieszczenia zdobiły rzeźby różnej wielkości przedstawiające całe postaci, lub same popiersia. Zdarzało się również, że ich autor postanowił uwiecznić jakieś magiczne zwierzę lub w karykaturalny sposób przywrócić do życia samego Bubeusza. Na końcu sali znajdowało się niewielkie podwyższenie, niczym mała scena. Podczas kulturalnych spotkań odbywały się tu występy muzyków lub wieczorki poetyckie.
- Czy zechcieliby Państwo się czegoś napić? Wino? Whisky? Rum? Może cydr lub miód pitny dla Pani?
Yrene pokręciła głową. Nawet jeśli kac jej przeszedł, to już miała dość alkoholu. Jak tylko Verath powie czego by sobie życzył sprzedawca znów zostawi ich na moment samych.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Wprawdzie powiedział sobie,że daruje sobie alkohol na jakiś czas... ale skoro oferują whisky i to za darmo? Kto by się przejmował takimi głupimi obietnicami.
- Whisky, owszem - powiedział, po czym mężczyzna przestał dla niego istnieć.
Zamiast niego, Verath skupił się na dziełach wypełniających pomieszczenie.
- O rany! - powiedział rozglądając się dokładnie. - Komuś się powodzi! Widzę, że Upadek nie każdego kopnął w dupę.
Potem dodał coś półgłosem, czego Yrene nie mogła być pewna, ale brzmiało nieco jak "i co powiesz, tatku".
- No, no, no! - powiedział, wpatrując się w obraz przedstawiający plażę nocą i coś jakby mackę wypełzającą na brzeg. - Iristom Labellański, późny okres. Gdzieś około 680 EAs. - Obrócił się by spojrzeć na rzeźbę przedstawiającą ptaka ze złamanym skrzydłem. - Słynny "Krzyk za wolnością", dłuta Radalii z Arn'quert, powstałe jakieś sto lat temu. - Następnie przyjrzał się fragmentom mozaiki z kamienia nieco podobnego do piaskowca... ale kto robi mozaikę z piaskowca? - "Drzwi czasu", autor nieznany. Późny czwarty wiek Ery Asstet. - Uwagę Veratha przykuła kolejna rzeźbis, przedstawiająca syrenę, wyskakującą z morza. - Niezłe cycki - powiedział, po chwili namysłu.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kobieta spojrzała na niego przeciągle. Tak się wzbraniał przed kieliszkiem wódki w świątyni, w tutaj nie pogardził mocnym alkoholem? Oby tylko nie musiała go potem nieść na plecach do karczmy.
Sama rozglądając się po pomieszczeniu nie zachwycała się przesadnie sztuką. Nie interesowała ją za bardzo. To był zbyteczny luksus, na który w jej życiu nie było miejsca. Owszem, lubiła czasem posłuchać dobrej muzyki, ale nie odnajdywała w sobie chociażby odrobinki pasji oglądając rzeźby czy obrazy.
Słuchając zaś jak Verath zaczął wymieniać autorów tych dzieł aż otworzyła szerzej oczy zdziwiona. On to teraz zmyślał, czy jednak faktycznie był tak oczytany? Cały czas ją zaskakiwał, przez co utwierdzała się w przekonaniu, że nic o nim nie wie. Irytujący był fakt, że on już zdążył dość dobrze poznać ją.
Właśnie miała się odezwać, gdy wtem zza jej pleców odezwał się głos. Był mocny, ale szorstki w swoim wydźwięku.
- "Morska córa", Randal z Irh'Tarn, rok 669 EAs.
Kobieta gwałtownie odwróciła się w gotowości do obrony. Jak to możliwe, że go nie wyczuła? W ogóle! Ani dźwięku, ani zapachu, ani tej dziwnej obecności, którą rozsiewał wokół.
Właściciel galerii był wysokim mężczyzną o raczej przeciętnej budowie ciała. Ani za chudy, ani zbyt muskularny. Miał półdługie czarne włosy opadające równo pasmami na obie strony twarzy. Twarz naznaczona zmarszkami sugerowała, że miał wystarczająco czasu w swoim życiu na zdobycie różnorakiego doświadczenia. Patrzył na nich oczami czarnymi jak węgliki, ręką zaś gładził się po brodzie z delikatnym uśmiechem. Ubrany był w elegancką szatę przywodzącą na myśl tunikę magów. Miała ona szerokie rękawy, w pasie zaś przytrzymał ją ciężki skórzany pas. Wszystko to utrzymane w ciemnej kolorystyce z domieszką jadowitej zieleni.
- Państwo pozwolą, że się przedstawię. Nazywam się Haerius Vir'Draugen, skromny wielbiciel wwszystkiego co piękne, który lubi się tym dzielić. - W jego spojrzeniu było coś... niebezpiecznego, chociaż na pierwszy rzut oka wydawał się być niegroźny. - Mako, mój nieoceniony pracowni wspomniał, że chcieliście się Państwo ze mną spotkać. W czym Wam mogę pomóc i z kimże mam przyjemność?
Jego spojrzenie delikatnie się zmieniło, jakby stało się lekko nieobecne. O ile Verathowi poświęcił raptę chwilkę, tak przyglądając się Yrene na jego twarzy odmalowało się uprzejme zaciekawienie. Tylko ten błysk w oku mężczyzny był... niepokojący.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath początkowo rzucił tylko na nowoprzebyłego szybkie spojrzenie przez ramię, wpatrując się dalej w syrenę - i co ciekawe, nie tylko w jej piersi.
- Na pewno Randal? - zapytał. - Myślałem, że w 660 porzucił rzeźbienie w kamieniu na rzecz rzeźb z żywokorala. Oczywiście wszyscy wiemy jak to się skończyło. Cóż, pośmiertnie został uhonorowany Złotą Łzą, za stworzenie nowego rodzaju korala-krwiopijcy.
Powoli odwrócił się jednak do Haeriusa, mierząc go podejrzliwym spojrzeniem.
- Nie będę się jednak kłócił ze znawcą - powiedział. - Ja tylko liznąłem nieco tematu. Ale kolekcja wspaniała. Myślałem, że niektóre z nich zaginęły bezpowrotnie. Jakim cudem udało się je panu wszystkie zgromadzić?
Nie podobało mu się spojrzenie, którym Haerius obrzucił Yrene. Nie żeby czuł się zazdrosny, bardziej... zaniepokojony. Ciekawe, czyżby zaczął... przejmować się losem dziewczyny? Absurd. Była z niej niezła, no i dość interesująca, dupa i tyle.
Tylko tyle.
Absolutnie.
- Cóż, biorąc pod uwagę, że chyba będzie pan grzebał mojej drogiej koleżance w głowie, chyba mogę sobie darować kłamstwa o tym, jak to ma ona niegrzeczne sny o czworokąciku ze mną i posągami Bubbeusza - powiedział, zauważając z pewnych zaskoczeniem, że po raz drugi odezwał się do mężczyzny per "pan". - No, moja droga, powiedz panu Malarzowi na czym polega twój wstydliwy problem.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Dopytywanie Veratha na temat rzeźby wyraźnie sprawiło, że ich gospodarz mimowolnie spojrzał na niego nieco bardziej przychylnie.
- Jak najbardziej to prawda, że pod koniec swego życia wolał tworzyć z żywokorala. Stworzył w tym okresie jednak kilka rzeźb na specjalne zamówienie zgodnie z zaleceniami swoich klientów. Było ich jednak na tyle niewiele, że raczej się o nich nie mówi. "Morska córa" na ten przykład miała być prezentem zaręczynowym dla tamtejszej rządzącej pary arystokratycznej. Wybrano kamień, by na przestrzeni lat nikt nie musiał owego żywokorala przycinać, gdy ten odrośnie. Miało to ograniczyć możliwość ingerencji w dzieło mistrza Randala.
Haerius mile połechtany pytaniem o swą kolekcję rozpostarł ręce, jakby chciał nimi objąć wszystkie znajdujące się w galerii dzieła sztuki.
- Patrzycie właśnie na dzieło mego życia. O ile większość z tych rzeczy należała do mej rodziny już wcześniej, tak reszta trafiła do mnie w czasie Upadku, żeby właśnie uchronić je przed zniszczeniem. Pełnię rolę nie tylko kolekcjonera, ale jak zapewne widzieliście po sklepie na froncie staram się również szerzyć zainteresowanie sztuką i zapewniać ile mogę miejscowym artystom. Wspomniałem już, że jestem koneserem piękna... - Tutaj na moment znów zawiesił spojrzenie na Yrene. - ...a co za tym idzie chcę, by było go jak najwięcej w świecie.
Uprzejmie wysłuchał słów Veratha tak, jakby wzmianka o erotyczności posągów Bubeusza była rzeczą najzwyklejszą w świecie. Czyżby Mako już go uprzedził o dość specyficznym humorze jego gościa? Czarnowłosa zaś przez większość tego czasu stała wyraźnie spięta i milcząca. Jak nie ona! Verath po poznaniu już nieco dziewczyny mógł zauważyć, ze stała się niespotykanie ostrożna i niepewna. Dopiero wywołana do przedstawienia sprawy jakby się otrząsnęła patrząc na niego zaskoczona, a potem zmarszczyła brwi.
- Mówiłam Ci już, żebyś przestał tak o tym mówić. - Kątem oka zauważyła, że Vir'Draugen z zainteresowaniem uniósł jedną brew ku górze. Westchnęła pod nosem obiecując sobie, że jak stąd wyjdą Verath poważnie oberwie za te wszystkie próby publicznego upokorzenia jej. A zawstydzenia to już na pewno!
Odchrząknęła, po czym przeniosła wzrok na brodacza. Nie mogła pozbyć się dziwnego uczucia, kiedy ten na nią spoglądał. Jakby odruchowo jej druga natura szykowała się do walki. Czy może ucieczki? Sama nie była pewna.
- Proszę wybaczyć nam brak ogłady. Nazywam się Yrene, a to Kel. Przyszliśmy do Pana, bo podobno możemy uzyskać tu pomoc, której na próżno szukać gdzie indziej. Potrzebujemy zlokalizować pewną... osobę, od której zależy mój los. To dość skomplikowana sytuacja, ale jeśli nie znajdę go w przeciągu niecałych dwóch miesięcy...
- To nie będzie mogła Panienka, czy może też Pani, ściągnąć z siebie tego czaru spętania? - Dokończył za nią Haerius, na co Yrene otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. Zaraz też spojrzała na Veratha. Czy naprawdę tak wiele można było wyczytać z jej aury? Niepewnie przestąpiła z nogi na nogę, po czym skinęła głową na potwierdzenie słów mężczyzny. Ten znów miał te dziwnie nieobecne, odległe spojrzenie, gdy przez dłuższy czas wpatrywał się w Yrene. I znów na jego usta wpełzł delikatny uśmieszek.
- Tak... sądzę, że jestem w stanie Wam pomóc. Skoro przyszliście tu pytając się o Malarza Snów rozważę udzielenie swych usług. Szczególnie, jeśli miałyby służyć w szczytnym celu pomocy pięknej niewiaście. - Tu ujął dłoń dziewczyny i pochylił się patrząc jej cały czas w oczy. Na koniec złożył na jej skórze delikatny dżentelmeński pocałunek, a ją aż przeszedł dreszcz niby chwilowe porażenie prądem. Po wyprostowaniu się spojrzał na Veratha. - Pytanie brzmi tylko co też jesteście w stanie mi zaoferować w zamian? Jak zapewne wiecie moje portrety nie są tanie.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Nie przejmuj się, moja droga - Verath zapewnił Yrene, błyskając uśmiechem. - Nikt cię tu nie osądza, każdemu tego rodzaju problem mógł się przydarzyć.
I chociaż miał to być kolejny z jego żartów, naprawdę tak uważał. Yrene miała pecha. Każdemu mogło się to przytrafić.
Wyjątkowo mu się nie podobało jak Haerius patrzył na dziewczynę i jak ją komplementował. Był pewien, że ją też musiało to drażnić, ale cóż, póki co go potrzebowali.
- Proszę nam powiedzieć, ile pan sobie liczy za pomoc - zapytał malarza. - Jestem pewien, że Yrene zdoła zgromadzić pieniądze. Proszę pamiętać o doliczeniu solidnego rabatu, a nie zabraknie panu dziczyzny do końca życia.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Już nie skomentowała marnego żartu Veratha. Po pierwsze powtórzony drugi raz bynajmniej nie był zabawny. Po drugie, gdyby to teraz zrobiła, szybciej wyciągnęłaby sztylet i przyłożyła mu go do gardła. Doceniała jego pomoc, ale miał jednocześnie niezwykły dar doprowadzania jej do szaleństwa na punkcie jego osoby.
- Mam trochę odłożonych pieniędzy. Jestem też dobrym myśliwym, więc jeśli potrzeba mogę też zaoferować takie usługi.
Haerius zaraz jednak machnął ręką wyraźnie niezainteresowany tym, co mówili.
- Och proszę... na co mi pieniądze, kiedy nie narzekam na ich brak? Dziczyzna już może się wydać bardziej interesująca, jednak coś innego przykuło moją uwagę.
Właściciel galerii obszedł czarnowłosą dookoła zawieszając oko na każdym fragmencie jej ciała. Szczególnie tych odsłoniętych, jak naga skóra jej ramion i widoczna część obojczyków.
- Rabat, tak? Cóż... Jestem skłonny go udzielić. W takim razie co powiesz moja droga na taką ofertę - portret za portret? - Stanął przed kobietą. Blisko. Patrząc jej prosto w oczy swoimi, czarnymi jak noc.
Yrene wyraźnie zaskoczona tą ofertą zamrugała zbita z tropu.
- Nie mów droga Yrene, że nie jesteś świadoma swoich wdzięków. Jesteś piękną kobietą. O tak... a ten delikatny cień, którym się otaczasz sprawia, że człowiek chce przedrzeć się przez niego i dostrzec do też skrywasz. Zgódź się mi pozować, a cena za mą usługę będzie raptem symboliczna.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath omal nie wywrócił oczami, gdy Haerius zaczął komplementować urodę Yrene, jednak pomysł malarza mu się spodobał. Już bał się, że będzie musiał oferować, że pożyczy Yrene trochę pieniędzy, albo że będą musieli ja jakoś zarobić. A na to miał pewną metodę. Taka niewinna ślicznotka jak Yrene byłaby do tego wyśmienita.
Ale tak? Portret? Czemu nie!
Mimo to... gdy malarz obchodził dziewczynę, Verath skupił się i wszedł w Drugą Uwagę, starając się wybadać jego aurę. Źle mu się to robiło bez kart w ręku, ale przecież był magiem, a to zobowiązywało. Oraz miał w zanadrzu parę sztuczek.
Wyobraził sobie układ kart. Dobiera Smoka sztyletów. Przeciwnik na pewno ma co najmniej dwóch Rybaków. Kolejna karta... Bohater...
Koncentrując się na wyimaginowanej partii, wślizgnął się w Drugą Uwagę i spojrzał na Haeriusa.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Aura Haeriusa była czarna jak smoła. Gęsta. Gdy Verath wpatrywał się w nią zdawała się być jakby lepka. I wystarczyło krótkie spojrzenie na nią, by to uczucie lepkości przeniosło się w umysł Maga Losu utrudniając mu racjonalne myślenie oraz utrzymanie stanu Drugiej Uwagi. Gdy tracił już skupienie ich gospodarz odwrócił w jego stronę głowę jakby wyczuwając zamiary mężczyzny. Czy Verathowi tylko się wydawało, czy na pograniczu jawy i Drugiej Uwagi dostrzegł złuszczającą się z twarzy Vir'Draugena oraz jego kości żuchwy? Tracąc pogląd na świat eteru nie był pewien tego co zobaczył.
Yrene zaś, dalej napięta niby zwierzyna przy spotkaniu drapieżnika, wyraźnie z sobą walczyła.
- Mój portret? I tyle?
- I tyle. To będzie obraz dedykowany Twej osobie, a co za tym idzie pragnąłbym go stworzyć jedynym w swoim rodzaju. Użyć odrobiny Twych włosów, by stworzyć pigment do farby. Pobrać kilka kropel krwi, by nadać różowości odcieniowi malowanej skóry i ust. I tak będziemy jej potrzebować do Portretu Snów, więc raczej nie będziesz miała nic przeciwko, by wykorzystać resztę farby, prawda? Czy mamy umowę? - zapytał wyciągając ku niej rękę celem przypieczętowania układu.
Kobieta nie znała się na sztuce, a tym bardziej na magii. Nie przywiązywała raczej uwagi do długości włosów, a podczas polowań już tyle razy krwawiła, że las praktycznie rósł na jej posoce. Nie wspominając już nic co działo się podczas jej przemian. Spojrzała jeszcze raz na Veratha na moment, a potem niepewnie skinęła głową.
- Jeżeli to raptem obraz... raczej mogę się na to zgodzić. - I zaczęła unosić swą dłoń, by uścisnąć rękę mężczyzny, którego oczy błyszczały ledwie hamowanym podekscytowaniem.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Verath zawsze nieźle panował nad swoją twarzą, ale coś takiego?! Co to za monstrum? I to jeszcze polecane przez Illanitki? Wiedział, że te kapłanki śmierdzą, nawet jeśli dawały za darmo całkiem niezłe śniadanie. Nie, nie "nawet jeśli"! Zwłaszcza, że dawały za darmo śniadanie. Wiedział, że to było podejrzane.
Nie miał dużo czasu.
Rozkaszlał się. Mocno. Bardzo mocno. Był to przewspaniały pokaz krztuszenia się, dławienia i łapania oddechu, godna siedmiolatka biorącego udział w swym pierwszym amatorskim przedstawieniu. Charczał, kaszlał, gwałtownie próbował wciągnąć powietrze i - zataczając się jak pijany - wpadł na Yrene, odpychając ją od Haeriusa. Gestykulując gwałtownie pokazał jej, żeby go walnęła w plecy - to przynajmniej powinno jej się spodobać.
W międzyczasie, wśród świstów i kaszlu, solidnie ją opluwając, wyrzęził jej do ucha.
- Widziadło-upiór. Podejrzany! Uważaj!
No, niech sama decyduje, co dalej - czy chce uciekać, odejść z nim na stronę, by się naradzić, czy jednak pozbycie się klątwy jest dla niej najważniejsze i wchodzi w to.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Przeszedł ją dreszcz pod skórą, gdy czarne jak smoła oczy właściciela galerii wpatrywały w nią wygłodniale. Widywała już takie spojrzenie. Wielu mężczyzn miało nadzieję na więcej, niż przelotną rozmową. Czyż Verath nie był tego najlepszym przykładem? Nie miała jednak za dużo doświadczenia z zagrożeniami natury magicznej. Nie była w stanie ich dostrzec, ani nie miała na tyle wiedzy, by w ogóle móc podejrzewać ich bytność.
Już prawie, prawie jej dłoń znalazła się w wyciągniętej ręce czarnowłosego, gdy wpadł na nią Verath. Zaskoczona faktycznie cofnęła się o kilka kroków, na co Haerius zmarszczył brwi wyraźnie niezadowolony z przebiegu sytuacji.
- Czyżby szanowny Pan na coś chorował? Współczuję, jednak proszę uważać, by na którymś z obrazów nie znalazł się przypadkiem żaden dodatkowy malunek.
O ile wcześniej przemawiał o swoim gościu z uznaniem zyskanym dzięki jego wiedzy o sztuce, tak teraz przemawiało przez niego coś na kształt delikatnego obrzydzenia.
- Proszę wybaczyć. Kel tak czasami ma...
Położyła mu rękę na plecach klepiąc go w nie tak, że mało płuc chłop nie wypluł. W końcu mogła dać chociaż mały upust swojej irytacji na zachowanie mężczyzny. Odprowadziła go kawałek dalej do boku, żeby mógł się wykasłać.
- Co ty odpierdalasz, Kel? - szepnęła cicho do niego, jednocześnie pocierając plecy towarzysza.
Wystarczyło, żeby wspomniał o swoim ostrzeżeniu, by ta uniosła zdziwiona brwi, a następnie ściągnęła je ponownie. Przypomniała sobie, jak Verath odkrył jej sekret tylko patrząc na jej... aurę, tak? Tak to się nazywało? Mimo faktu, jak bardzo ten ją denerwował naprawdę ceniła jego pomoc i uwagi. Przynajmniej te użyteczne.
- Przepraszam, Panie Vir'Draugen, ale chyba muszę wyprowadzić mego drogiego towarzysza na świeże powietrze. Mam nadzieję, że obejdzie się bez wizyty u uzdrowicielki... Mam nadzieję, że nie poczuje się Pan tym urażony.
Kto by przypuszczał, że Yrene skrywa w sobie takie maniery i ogładę salonowej damy? Chyba nie tylko Verath skrywał miał parę asów w rękawie.
- Ależ skąd, Panno Yrene. Doskonale rozumiem i podziwiam twą chęć pomocy... przyjacielowi. Jeśli dalej będziesz potrzebowała mojego wsparcia wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Skinęła mu głową z rzekomą wdzięcznością i przytrzymując Veratha, a raczej przyciskając go do siebie by przypadkiem nie stracił równowagi, skierowała ku wyjściu z Galerii. Na odchodne jeszcze na moment przystanęła w drzwiach i spojrzała na filantropa.
- Tak z czystej ciekawości. Jaka jest standardowa cena za Obraz Snów, który wychodzi spod pańskiego pędzla?
Artysta uśmiechnął się, jednak ten gest nie objął jego oczu. Te dalej pozostawały nieprzejednane, odległe, ale dalej miał w sobie iskrę zaciekawienia, gdy przyglądał się kobiecie.
- Jedynie skromne dziesięć nimnarów.
"O cholera" - tylko tyle była w stanie pomyśleć. W życiu nie widziała na oczy takiej ilości pieniędzy naraz! No, przynajmniej nie w przeciągu ostatniego roku. Przełknęła ciężko ślinę, życzyła mu jeszcze raz dobrego dnia i wyszła z Galerii asekurując Veratha. Mako uczynnie otworzył im drzwi i niczym przykładny sprzedawca zaprosił do ponownych odwiedzin. Sama Yrene wydawała się być wyraźnie niepewna i sfrustrowana, bo to uczucie towarzyszyło jej przez cały dzisiejszy poranek.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Cholera, masz parę w ręce - powiedział Verath, wyginając plecy w łuk, aż mu coś strzeliło. - Koszt nowych płuc doliczę ci do rachunku.
Zaraz chwycił ją za ramię i, rozglądając się nerwowo, zaprowadził ją do bocznej uliczki.
- No dobra, jesteś dużą dziewczynką i wiem, że chcesz się pozbyć klątwy - zaczął. - Dlatego decyzja jest twoja i nie będę się wtrącać, ale chcę byś miała wszystkie możliwe infomacje.
Verath wskazał kciukiem za siebie, mniej więcej w stronę galerii.
- Ten facet jest naprawdę dziwny i złowrogi i w ogóle - powiedział. - Patrzyłem na jego aurę i jest czarna jak noc, lepka jak smoła, mocno niefajna, a w ogóle to pod skórą ma kości. - Machnął rękę z rozdrażnieniem. - Tak, tak, wiem, wszyscy mamy kości pod skórą, ale w Drugiej Uwadze widziałem go, jakby nie miał skóry tylko nagie kości. Sancraal jeden wie, co to za chujstwo, szkielet, lisz, ktoś z kiepską higieną skóry, czy co za dziwo. Myślałem, że on chcę cię po prostu puknąć, no wiesz, zaliczyć, przespać się... ale cholera, jeśli chce twojego ciała to chyba po to, by je wszamać w jak najbardziej dosłownym znaczeniu, chociaż bardziej sądzę, że może mieć chrapkę na twoją śliczną, niewinną duszyczkę.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
- Oj już nie mów, że jesteś taki delikatny. Podobno lubisz na ostro - wytknęła mu z wyjątkowo złośliwym uśmiechem. Kiedy na niego patrzyła, to jej oczy jednak były o dziwo cieplejsze, niż zeszłego wieczoru.
Dała mu się poprowadzić gdzie chciał. Coś jej musiało chodzić po głowie, bo z każdym krokiem na jej twarzy pojawiał się coraz szerszy uśmiech.
- Tak sobie myślę, Kel... jak to jest, że będąc szulerem jesteś takim okropnym kłamcom? Wiesz, kaszel kaszlem, ale to przedstawienie w galerii było naprawdę marnych lotów. Jeśli potrzebujesz jakichś prywatnych lekcji to poświęcę się i Ci pomogę. Pięciolatek już lepiej kłamie rodzicom. - Nie była świadoma, ile on w życiu otacza się fałszem. Skąd by miała to wiedzieć? Bycie złośliwą było jednak jej sposobem na odreagowanie. Mogła być suką bez serca. Mogła udawać twardą i taką, co to nic ją nie ruszy. Prawda była jednak taka, że pod tą twardą skórą, jaką sobie wyrobiła, miała dość wrażliwe serce. Verath mógł to nawet wyczytać wcześniej z jej aury.
Zaraz jednak spoważniała przysłuchując się wyjaśnieniom mężczyzny. Spojrzała w kierunku, z którego przyszli marszcząc brwi. Czy naprawdę mało co nie sprzedała duszy? Prawie wpadła z deszczu pod rynnę.
- Czyli... wychodzi na to, że właśnie mnie uratowałeś? - Zamrugała zaskoczona tym faktem, a potem spojrzała na maga przeciągle. To było takie dziwne, móc na kogoś liczyć. Przynajmniej przez chwilę. Uśmiechnęła się zamyślona uświadamiając sobie, że chyba będzie musiała mu się porządnie odwdzięczyć.
- Problem tylko polega na tym, że czego bym nie zrobiła w życiu nie uzbieram dziesięciu nimnarów w krótkim czasie... - Kopnęła wkurzona jakąś butelkę leżącą na ziemi, po czym oparła się plecami o mur. Jak to możliwe, że gdy znalazła sposób na zdjęcie klątwy, powstrzymywały ją tak przyziemne rzeczy jak pieniądze!?

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Jasne, że lubię na ostro - powiedział Verath. - Ale wtedy trzeba używać słów bezpieczeństwa! Przy okazji, moje to "driadogorynycz". Przyznasz, że ciężko wykrzyczeć, wijąc się w rozkoszy i/lub cierpieniu, prawda?
Następne słowa dziewczyny jednak dotknęły go do żywego.
- Że jestem słabym kłamcą?! Wypraszam sobie! Mógłbym przekonać cię, że nie mam na ciebie ochoty... gdybym chciał! - oburzył się. - Ostatnio po prostu zajmowałem się głównie małymi szwindlami i blefowaniem przy kartach, nie spodziewałem się, że będę musiał okłamywać jakieś kościane chujstwo. Za duży przebłysk wspomnień do rodzinnych obiadków. A wybacz Yrene, jesteś świetna laska, ale jeśli nie jesteś Jednoosobowym Komitetem Krytyków Miasta Nimnaros, to twoje komentarze co do mojego występu puszczę mimo uszu. Był wybitny i gdyby go zobaczył jakiś znany dyrektor, to na pewno dostałbym jedną z głównych ról w "Sztuce z Task'shamt".
Dobra, należało się przestać oburzać i skupić na konkretach. A konkrety teraz jak i zawsze dotyczyły pieniędzy.
- Dziesięć nimnarów? Ceni się chłopak - powiedział Verath. - To ile masz? - zapytał, po czy, z pewnym ociąganiem, dodał: - Ja mam dwa. Mogę ci je pożyczyć. Nie ma nic za darmo, ale procent nie będzie duży a terminy mam dość rozsądne. Jeśli chodzi o resztę... trzeba będzie coś wymyślić. Nie możemy wziąć na krechę, a potem go wszamiesz? Takie kościaste coś chyba nie liczy się jako zabicie człowieka? Albo pospierdalamy stąd jak szczury z tonącej wyspy?
Westchnął i zamyślił się.
- Albo możemy je jakoś zarobić - powiedział. - Z moją głową i twoimi... walorami, na pewno coś wymyślimy, tylko musimy je jakoś dobrze wykorzystać, no i dobrać dobre cele.
Veni, rescripsi, discessi