Rozdział II: Trójkąciki i inne wielokąty
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
A to dopiero... Coś ciekawego. Kapłanka przekrzywiła głowę zaintrygowana, jednocześnie dziękując Illanie. Była wdzięczna bogini za impuls, przez który zabrała rękę z tego czegoś.
Widząc zaś właścicielkę domu humor od razu ją opuścił. Zmierzyła kobietę czujnym spojrzeniem, ale nie jako zagrożenie. Raczej pod kątem jej obrażeń.
- Świetlista Iselio, trzymaj mnie, bo ja tego kretyna w końcu uduszę... - Po tym zrobiła coś, czego raczej żadne z nich się nie spodziewało. Ona, drobna kobietka, trzepnęła Varasa od tyłu w głowę otwartą ręką.
- Naprawdę! Tyś chyba do reszty zidiociał! Pani się uspokoiła, tak? - Pociągnęła go za kołnierz marynarki, a przez różnicę wzrostu ten się zbytnio wyprostować nie mógł. Kolejnie, pociągnęła go w dół, by pochylił głowę.
- Nie chcieliśmy, żeby tak to wyszło, proszę mi wierzyć. Jednakże... Przez bardzo nieprzyjazne zrządzenie losu w Pani posiadaniu znalazł się przedmiot, który w niewłaściwych rękach może stanowić zagrożenie dla całego miasta, o ile nie dalej. Ten półgłówek zostawił go wczoraj u Pani, w jednej z tych... - Tu spojrzała na śmierdzące kupy. - ... rzeźb? Mowa o księdze. Starym almanachu, który jak najszybciej musimy zabezpieczyć i odnieść do kapłanek Illany, żeby go zapieczętowały. I chociaż ten tu - Wskazała głową najemnika. - może wydawać się nieprzystępnym gburem, tak o wiele groźniejsi ludzie, pozbawieni wszelakich skrupułów również szukają księgi. Z tą różnicą, że oni nie mają żadnych oporów przed zabiciem tych, którzy stoją im na drodze.
Sama też pochyliła nisko głowę w ramach zadośćuczynienia.
- Prosimy o wybaczenie. I błagam, jeśli ceni Pani zdrowie swoje i syna, a wiem, że tak jest, to proszę nam pomóc. Jestem w stanie naprawdę szczodrze się odwdzięczyć.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Co do...?
Varas dokładnie wytarł i obejrzał swoje ręce. Co to za cholerstwo znowu? Znowu jakaś pieprzona magia? Zaraz... zbroja Irtana... Jakby coś zaczęło mu świtać...
A potem dostał w łeb. Ciśnienie skoczyło i już sięgał ręką, by się odwinąć... Nadludzkim wysiłkiem jednak pohamował się. Yvette... chyba wiedziała, co robi.
Dobry i zły glina.
Poddał się jej, chociaż wszystko aż w nim kipiało. Jak ona śmiała tak go upokorzyć?
- To jest kurwa wiedźma - wycedził do niej powoli przez zęby, starając się być wystarczająco cicho, żeby tylko kapłanka go zrozumiała.
Spojrzał chłodno na kobietę z pogrzebaczem.
Varas dokładnie wytarł i obejrzał swoje ręce. Co to za cholerstwo znowu? Znowu jakaś pieprzona magia? Zaraz... zbroja Irtana... Jakby coś zaczęło mu świtać...
A potem dostał w łeb. Ciśnienie skoczyło i już sięgał ręką, by się odwinąć... Nadludzkim wysiłkiem jednak pohamował się. Yvette... chyba wiedziała, co robi.
Dobry i zły glina.
Poddał się jej, chociaż wszystko aż w nim kipiało. Jak ona śmiała tak go upokorzyć?
- To jest kurwa wiedźma - wycedził do niej powoli przez zęby, starając się być wystarczająco cicho, żeby tylko kapłanka go zrozumiała.
Spojrzał chłodno na kobietę z pogrzebaczem.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Dobry i zły glina. Yvette zdecydowanie była lepsza od Varasa w sztuce dyplomacji. Teraz wystarczyło parę jej słów, by "wiedźma" przestała się wpatrywać w najemnika z nienawiścią.
Cała nienawiść i gniew przeniosły się na Yvette.
- Illanicka wichrzycielka? Erhipe Iselli! - warknęła kobieta. - Nie dość macie szczucia tych jutvam uchodźców na mnie, że jeszcze musić brać swojego fagasa by mnie terroryzował w dzień i w nocy i niszczył moje rzeźby! Oczywiście nie obchodzi was, że porzuciłam Archipelag i mieszkam w Nimnaros od prawie dziesięciu lat! Nie, raz wyspiarka, na zawsze "Kurwa z Tak'szat". Na przyszłość poucz ich, by przynajmniej nauczyli się pisać poprawnie, gdy mnie obrażają.
Zrobiła parę kroków do przodu i pewnie rzuciłaby się na kapłankę z pogrzebaczem, gdyby, osłabiona od ran, nie zachwiała się na nogach.
- I ja wiem, że Illana jest taulotte hipokrytką i kłamczuchą, ale możesz sobie darować te absurdalne historyjki! - powiedziała, prostując się. - Jak dotąd nie udało się wam przepędzić mnie z miasta i się wam nie uda, więc równie dobrze możesz kazać swojemu jutvam przydupasowi by mnie zabił.
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Dobra, dosyć tego - Varas istotnie miał krótki lont. - Po prostu oddaj tę księgę i już nas tu więcej nie zobaczysz - rzucił, podchodząc krok do przodu. Był wściekły również na Yvette. Widział, że przez jej słowa również i druga kobieta przestała go traktować z szacunkiem Trzeba było to odbudować. Stanął na dość szeroko rozstawionych nogach, był wyprostowany, groźny i duży.
Nie uważał co prawda zastraszania kobiet za coś chwalebnego, ale "wiedźmy" miały specjalną kategorię w jego moralnym uniwersum.
Zwłaszcza od kiedy jedna taka o mało nie zabiła jego przyjaciela.
Nie uważał co prawda zastraszania kobiet za coś chwalebnego, ale "wiedźmy" miały specjalną kategorię w jego moralnym uniwersum.
Zwłaszcza od kiedy jedna taka o mało nie zabiła jego przyjaciela.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kapłanka spojrzała na kobietę, zaś jej wzrok... To był najczystszy, najszczerszy smutek.
- Bez znaczenia jest skąd pochodzimy czy której bogini zanosimy swoje modlitwy. Przykro mi, że spotkałaś się z takim brakiem życzliwości, jednak naprawdę goni nas czas. Ta księga przyniesie tylko ból i cierpienie, jeżeli znajdą ją ci, którzy już wcześniej zabijali z jej pomocą... - Na moment zwątpiła, lecz zaraz podwinęła rękawy i odsłoniła brzuch. - Oto przed czym chcemy obronić mieszkańców Nimnaros. W tym Ciebie i Twojego syna. Weźmiemy księgę i już nas nie ma.
Widać było po Yvette, że pokazanie kobiecie blizn było cholernie trudne. I nawet teraz postąpiła z nogi na nogę, gdy ta mierzyła ją swoim spojrzeniem.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Teraz "nieważne której bogini zanosimy modły", a normalnie to głosicie, że "wyznawcy Seneshess to wcielone zło" - warknęła kobieta. - I skończ z tymi idiotycznymi wymówkami: "Uuuu, groooozaaa nadciąga."
Zbliżający się Varas nie poprawił sytuacji. Owszem, "wiedźma" zbladła i cofnęła się o parę kroków unosząc w drżącej ręce pogrzebacz, ale nie wycofała się.
Jej wzrok uspokoił się nieco, gdy Yvette pokazała blizny. Nieco. Nadal łypała na nich wrogo, ale tym razem gniew i nienawiść zastąpiła frustracja.
- To Illanitki teraz włamują się po książki? - rzuciła, a potem obrzuciła Varasa spojrzeniem pełnym pogardy. - Nie mam ich za wiele, ale jeśli to sprawi, że mnie zostawicie i przestaniecie niszczyć moje rzeźby, to pokażę wam moją biblioteczkę. A ty, dryblasie, to w ogóle umiesz czytać? Pewnie będziesz chciał ukraść jakieś książki mojego syna, bo są z obrazkami? Chociaż to pewnie nie ten rodzaj rysunków, które ty oglądasz.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zdusiła w sobie irytację poprawiając ubranie.
- Widziałaś ja w ogóle? Ciemna skórzana okładka, bez tytułu, jedynie z narysowanym na niej srebrnym owalem twarzy, na którym widać parę oczu.
Wtem olśniło ją, bo jeśli te kupy gnoju były jej dziełami...
- Kto kupił ostatnią rzeźbę? Może ona jest w środku?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Na początku kobieta słuchała Yvette z coraz bardziej zaskoczonym wzrokiem, ale gdy wspomniała o sprzedanej rzeźbie kobieta wybuchnęła śmiechem.
- Och, Seneshess, wybacz mi, że kiedykolwiek w ciebie zwątpiłam - zawołała. - To aż zbyt piękne! Oczywiście, że tak! Przecież widzieliście, że moje rzeźby do zbita masa korala, nie da się do nich niczego schować... ale ta jedna... ta jedna to był otwarty do ryku pysk Denadaretha! Spokojnie tam dałoby się schować taką księgę.
Kobieta pokręciła głow,ą, przestając się śmiać.
- Och, wspaniale - powiedziała, ale zaraz spoważniała. - Ale macie pecha. Nie mam zamiaru dzielić się z wami informacjami na temat moich klientów, zwłaszcza jeśli oznacza to, że włamiecie się do kolejnej niewinnej osoby i ją sterroryzujecie. A ta jedna... nie, ona na to nie zasłużyła.
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Kurwa, babo! - Varas się wpienił, sprzedając soczystego kopa jednej z "artystycznych instalacji". Nie mieli czasu na to babskie gadanie. Grała na czas, to oczywiste.
- Nie utrudniaj nam... - warknął. - Gdzie ta księga?!
Przymierzył się do kolejnego kopniaka, mając jednak szczerą nadzieję, że nie będzie musiał go egzekwować.
- Nie utrudniaj nam... - warknął. - Gdzie ta księga?!
Przymierzył się do kolejnego kopniaka, mając jednak szczerą nadzieję, że nie będzie musiał go egzekwować.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Yv też miała dość, a rzadko kiedy jej się to zdarzało. Skąd w ludziach teraz tyle jadu? A no tak, Upadek i dzieła Sancraala.
- Powiedz nam kto kupił od Ciebie tamtą rzeźbę, a to będzie Twoje. Będziesz mogła zapewnić sobie i synowi jedzenie na długi czas oraz inne rzeczy.
Wyciągnęła złotego nimnara z kieszeni. Zawsze miała takowego ze sobą na misjach od Calishy. Już się przekonała, że pieniądze rządziły światem.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Bubeusz patrzył ze smutkiem na zbliżającą się stopę Varasa. Gdy najemnik zrobił kolejną dziurę w twarzy szanownego arcymaga, kobieta krzyknęła z wściekłością, nacierając na niego pogrzebaczem z furią, przy której ledwie udawało mu się uchylić przed ciosami... a że powietrze wokół niej aż skwierczało od zbieranej energii elektrycznej, Varas wolał utrzymywać ją na dystans.
Dopiero widząc monetę w ręku Yvette, "wiedźma" uspokoiła się odrobinę. Patrzyła przez chwilę to na zdefasonowaną twarz Bubeusza, to na monetę, to na Varasa. Myślała intensywnie. W końcu opuściła pogrzebacz.
- Dobra - powiedziała. - Ale najpierw moneta. I najpierw parę kropel jego krwi, by uleczyć korala - powiedziała, wskazując pogrzebaczem dziurę w rzeźbie.
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Co? - Varas nie mógł uwierzyć w jej żądania. Krwi? Czy ona zwariowała?
- My tu dyktujemy warunki - warknął, choć głos mu lekko zadrżał od przyspieszonego oddechu. Nienawidził bić się tak, żeby nie krzywdzić. Robienie uników strasznie go męczyło, zdecydowanie bardziej wolał być w natarciu.
- Najpierw będziesz gadać. Albo...
I znowu zbliżył się do rzeźby.
- My tu dyktujemy warunki - warknął, choć głos mu lekko zadrżał od przyspieszonego oddechu. Nienawidził bić się tak, żeby nie krzywdzić. Robienie uników strasznie go męczyło, zdecydowanie bardziej wolał być w natarciu.
- Najpierw będziesz gadać. Albo...
I znowu zbliżył się do rzeźby.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
- Powiedz gdzie jest ta rzeźba, albo nici z oferty.
Wyciągała monetę na otwartej ręce do kobiety, jednak pozostając dalej poza jej zasięgiem.
Nie skomentowała jej prośby o krew Varasa. Był dużym chłopcem i powinien wiedzieć, że babranie się w takich sprawach nigdy nie było czymś mądrym.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Kobieta myślała. Dość długo.
Czas upływał.
Łypała nieprzyjaźnie okiem to na Yvette, to na Varasa.
W końcu wypuściła z ręki pogrzebacz, podeszła do zmasakrowanej gęby Bubeusza i strzepnęła parę kropel krwi na grzybopodobną masa. Ta natychmiast wessała krople.
- Niech wam będzie - powiedziała "wiedźma". - Słyszeliście o Oberży "Pod Złamanym Żebrem"? Tamtejszy oberżysta, Horst czy jakoś tam, chce zrobić z Denadaretha reklamę. Niby, że ten smok u niego jadał. "Nawet Denadareth pożerał u nas kaszę, a nie dziewice", czy jakoś tak.
Veni, rescripsi, discessi
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Varas łypał na nią groźnie. Zerknął pytająco na Yvette.
"Łże?", wyczytała z jego oczu. Nie był pewny, ale... co mieli zrobić? Nie było czasu na przesłuchiwanie, trzeba jej zaufać, choć to, co powiedziała, brzmiało mu kompletnie niedorzecznie.
- Dobra, sprawdzimy to. Zwijamy się - zarządził i skierował się z powrotem do salonu, aby podnieść swoją szabelkę.
- Od razu tak trzeba było - fuknął na kobietę, kiedy ją mijał. - Nic bym nie zrobił.
"Łże?", wyczytała z jego oczu. Nie był pewny, ale... co mieli zrobić? Nie było czasu na przesłuchiwanie, trzeba jej zaufać, choć to, co powiedziała, brzmiało mu kompletnie niedorzecznie.
- Dobra, sprawdzimy to. Zwijamy się - zarządził i skierował się z powrotem do salonu, aby podnieść swoją szabelkę.
- Od razu tak trzeba było - fuknął na kobietę, kiedy ją mijał. - Nic bym nie zrobił.
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Oddała monetę kobiecie, po czym spojrzała na Varasa.
- Spadamy.
Spojrzała jeszcze na kobietę z wyraźnym żalem w oczach. Nie chciała, żeby tak to się potoczyło.
- Nie szufladkuj każdego. Wiem, że to nie na miejscu, skoro ludzie robią to tobie, ale naprawdę... Chciałam pomóc. Niech zdrowie ci dopisuje.
Nie oczekiwała odpowiedzi. Wyminęła kobietę, przelotnie położyła dłoń na plecach Varasa dając mu znać o swojej obecności i wyjrzała lekko za drzwi upewniając się, że mają drogę wolną. Trzeba uciekać.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Ferros zdecydowanie nie był tego dnia z Yvette i Varasem. Owszem, wyglądało na to, że droga jest bezpieczna, ale ledwie kapłanka i najemnik wyszli z domu - zaraz słysząc jak jego właścicielka zamyka drzwi i chyba przystawia je jakimś meblem - i przeszli parę kroków, gdy zza rogu wyłoniła się czwórka strażników prowadzonych przez jakiegoś ośmioletniego dzieciaka.
- Szybko, szybko! - wołał.
- Cicho, młody - warknął jeden ze strażników.
- Ale moja mama...
- Zamknąć się! - warknął dowódca, wpatrując się w Varasa. - To on! To ten morderca z listu gończego! Brać go!
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kurwa.
Spoglądając na strażników wiedziała, że mają przekichane.
- Uciekaj. Ogarnę to i kupię ci czas.
Popchnęła go lekko na rozpęd, żeby się za długo nie zastanawiał.
Teatrzyk czas zacząć. Przybrała przerażony wyraz twarzy patrząc na najemnika, a z jej oczu pociekły łzy.
- Mówiłam, że ja nic nie mam! Zostaw mnie w spokoju!
Na krótki moment znów miała normalne spojrzenie. Mówiło "biegnij".
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Serce Varasa biło szybko, zalane nagłą falą adrenaliny.
Z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się to w Yvette, to w strażników.
A potem rzucił się przed siebie, jakby go goniło stado demonów. Byle zniknąć im z oczu i rozpłynąć się gdzieś w ciasnych uliczkach Labiryntu.
Z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się to w Yvette, to w strażników.
A potem rzucił się przed siebie, jakby go goniło stado demonów. Byle zniknąć im z oczu i rozpłynąć się gdzieś w ciasnych uliczkach Labiryntu.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Gdy Varas zerwał się do biegu, strażnicy już pędzili w jego stronę.
- Brać go! - zawołał dowódca. - Pamiętajcie: żywcem go brać!
Jeden ze strażników aż zamachnął się pałką, rzucając nią w uciekającego zbiega. Ciężka broń uderzyła Varasa w barki z siłą, która sprawiła, że ten się zatoczył, ale nie upadł i nadal mógł biec.
Cała czwórka, oprócz jednego uzbrojonego we włócznię, zupełnie zignorowała Yvette. Ten ostatni, najstarszy z oddziału, z siwymi już wąsami, zatrzymał się przy dziewczynie.
- Wszystko w porządku, panienko? - zapytał, podczas gdy pozostali mijali ich w biegu. - Nie skrzywdził pani?
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Cholera, oberwał.
Na szczęście jej muskularny towarzysz był na tyle twardy, że nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Jeśli miał jednak uciec zdecydowanie musiała mu pomóc.
Nie odpowiedziała staremu strażnikowi, tylko... Upadła prosto pod nogi biegnących za Varasem mundurowych. Pewnie zaboli, ale trudno. Chciała zadziałać dosłownie jak żywa kłoda rzucona pod nogi. Udała omdlenie
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Jej muskularny towarzysz aż syknął z bólu, kiedy oberwał pałą. Cholera, będzie drugi siniak. Albo i trzeci nawet...
Uderzenie wytrąciło go z osi biegu, dlatego siłą rzeczy zatoczył się i obejrzał, co to w niego trafiło. I wtedy zobaczył, jak Yvette upada na ziemię.
Co tam się dzieje?!
Zwolnił, odwracając się jeszcze raz, aby przyjrzeć się sytuacji dokładniej. Czy ona jest w niebezpieczeństwie?
Dopiero potem zrozumiał.
I wystrzelił jeszcze mocniej do przodu, ze zdwojoną determinacją, by nie zaprzepaścić jej wysiłków. Kiedy zniknie za zakrętem w jakiejś małej uliczce, szanse, że go dorwą, drastycznie zmaleją.
Miał deja vu. Czy to nawet nie są te same przecznice, po których wczoraj uciekał z Rodim?
Uderzenie wytrąciło go z osi biegu, dlatego siłą rzeczy zatoczył się i obejrzał, co to w niego trafiło. I wtedy zobaczył, jak Yvette upada na ziemię.
Co tam się dzieje?!
Zwolnił, odwracając się jeszcze raz, aby przyjrzeć się sytuacji dokładniej. Czy ona jest w niebezpieczeństwie?
Dopiero potem zrozumiał.
I wystrzelił jeszcze mocniej do przodu, ze zdwojoną determinacją, by nie zaprzepaścić jej wysiłków. Kiedy zniknie za zakrętem w jakiejś małej uliczce, szanse, że go dorwą, drastycznie zmaleją.
Miał deja vu. Czy to nawet nie są te same przecznice, po których wczoraj uciekał z Rodim?
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Przywódca strażników zgrabnie ominął upadającą Yvette i pognał za Varasem, wciąż wołając: "Łapać! Nagroda!". Drugi ze strażników już potknął się o jej ciało, kopiąc ją dotkliwie w brzuch i pierś, po czym wyrżnął na ziemię - i częściowo na nią - zanim się nie przetoczył. Trzeci próbował ją przeskoczyć, ale źle wymierzył i wylądował twardą podeszwą buta na jej udzie, zachwiał się, upadł na kolana, ale jakoś zebrał się w sobie i pognał - nieco utykając - za najemnikiem.
Tymczasem przez mgłę bólu Yvette poczuła, jak łapią ją silne ręce i obracają na brzuch... chwytają jej nadgarstki i dają je za jej plecy... usłyszała szczęk żelaza, gdy stary strażnik wyciągnął kajdanki.
- Niezła sztuczka - powiedział. - W burdelach pewnie dobrze umiecie udawać. Ale ja patroluję te uliczki już zbyt długo, by się dać nabrać. Idziesz z nami, paniusiu.
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Nie musiała udawać jęku bólu, który wydostał się z jej ust. Czując kopnięcie w brzuch odruchowo zgięła się w pół nawet leżąc na ziemi. Pozycja embrionalna nijak miała się jednak do uchronienia przed kolejnymi kopnięciami.
Bolało. Naprawdę miała nadzieję, że Varas zdoła uciec i jej poświęcenie nie pójdzie na marne.
Nie przewidziała jednak tego, że tak szybko będą chcieli ją aresztować. No jak to tak?! NIGDY nie dała się złapać, a wystarczyła jedna wspólna misja z najemnikiem, żeby wszystko wzięło w łeb.
Przygwożdżona do ziemi jęknęła zbolała. Czuła smak krwi w ustach, a gdy splunęła na ziemię była tam posoka. Chyba musiała sobie w międzyczasie przygryźć policzek od środka.
- C...co? Ale dlaczego?
Nie walczyła z mężczyzną, a tylko spojrzała na niego zapłakanymi oczami. Wyglądała na taką biedną i zagubioną. Jeśli ją zamkną... Oby tylko nie straciła zbyt dużo czasu.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Przemykając drobnymi uliczkami z gracją stukilowego wora ziemniaków, Varas roztrącał przechodniów i przewracał beczki czy stragany, na które wpadał na zakrętach. Musi jak najszybciej oddalić się od tego krzykacza. Koszta są sprawą drugorzędną. Na szczęście ludzie w większości sami usuwali mu się z drogi, nie próbując stawać naprzeciw tak rozpędzonemu bykowi.
Kiedy zakręcił na kilku skrzyżowaniach i przestał słyszeć głos strażnika, zaczął biec ostrożniej, aby zwracać na siebie jak najmniej uwagi. Ot, roztargniony kupiec, który biegnie do swojego kramu, bo coś zapomniał, a zaraz odpływa mu statek.
Tak właśnie starał się wyglądać. Albo.. pomocnik tego kupca. O, jeszcze lepiej. Chłopak na posyłki.
Biegnąc i szukając dobrej kryjówki, obserwował ludzi. Czy coś podejrzewają? Czy się boją?
Varas myślał gorączkowo, co robić... Yvette w pierdlu.
Ciekawe, czy zrobiła to bardziej dla misji... czy dla niego?
Czy powinien uciec do Świątyni? Niee, Allyn i tak się dowie i ją wyciągnie. Niech się w końcu wykaże, lowelasik jeden.
On się musi skupić na księdze. Tylko, że karczma Horta jest w dzielnicy Centralnej, a tam patrole straży kłębią się jak muchy na gównie. Nie ma szans, by coś ugrał.
Sam.
Pomyślał o ludziach, których tu zna. A może... najemnicy z jego grupy..? Czy uwierzyli w te historyjki o morderstwie?
Kurde... Gdyby teraz pojawił się ten jednooki oferując zniknięcie z miasta... chyba by z tej opcji skorzystał.
Kiedy zakręcił na kilku skrzyżowaniach i przestał słyszeć głos strażnika, zaczął biec ostrożniej, aby zwracać na siebie jak najmniej uwagi. Ot, roztargniony kupiec, który biegnie do swojego kramu, bo coś zapomniał, a zaraz odpływa mu statek.
Tak właśnie starał się wyglądać. Albo.. pomocnik tego kupca. O, jeszcze lepiej. Chłopak na posyłki.
Biegnąc i szukając dobrej kryjówki, obserwował ludzi. Czy coś podejrzewają? Czy się boją?
Varas myślał gorączkowo, co robić... Yvette w pierdlu.
Ciekawe, czy zrobiła to bardziej dla misji... czy dla niego?
Czy powinien uciec do Świątyni? Niee, Allyn i tak się dowie i ją wyciągnie. Niech się w końcu wykaże, lowelasik jeden.
On się musi skupić na księdze. Tylko, że karczma Horta jest w dzielnicy Centralnej, a tam patrole straży kłębią się jak muchy na gównie. Nie ma szans, by coś ugrał.
Sam.
Pomyślał o ludziach, których tu zna. A może... najemnicy z jego grupy..? Czy uwierzyli w te historyjki o morderstwie?
Kurde... Gdyby teraz pojawił się ten jednooki oferując zniknięcie z miasta... chyba by z tej opcji skorzystał.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Bogowie mieli dziwne poczucie humoru. Ferros cały dzień odwracał się od Varasa i Yrene i nagle postanowił zwrócić ku najemnikowi drugą ze swoich twarzy. Czy to dlatego, że ścigała go straż miejska, przedstawiciele prawa? W każdym bądź razie, gdy Varas tylko wypowiedział w myślach swoje życzenie, skręcił za róg... i zamarł wpatrzony w jednookiego brodacza.
- Dawno się nie widzieliśmy, kolego - powiedział i pogroził najemnikowi palcem. - Rzucenie mnie pod stopy tamtych dupków... nieładnie.
* * *
Stary strażnik zawahał się, widząc smutną twarz Yvette... ale ten który się wywrócił o dziewczynę, podniósł się powoli na nogi, przeklinając siarczyście.
- Co, ona to celowo?! - wrzasnął i najpierw spoliczkował Yvette.
- Nie musisz... - starszy strażnik zaczął nieśmiało protestować, ale młody go zignorował i uderzył ją na odlew wierzchem dłoni.
- Dobra, zabieramy ją - powiedział.
Starszy przez chwilę wyglądał, jakby miał zaprotestować...
- Tak - powiedział w końcu. - Tamtych nie dogonimy, a skoro ona jest z tym mordercą, to przynajmniej może będzie z niej się dało coś na jego temat wycisnąć.
- Och, mam nadzieję, że będę się zajmował wyciskaniem - rzucił młody i Yvette poczuła, jak dał jej solidnego klapsa w tyłek.
- Przestań! - rzucił starszy... ale bez specjalnego ognia w głosie. - Wiesz... - zaczął, przypatrując się Yvette z namysłem - ona mi się wydaje znajoma.
- Co, w jakimś burdelu ją widziałeś? Na pewno jest tam popularna, ale wątpię, by cię było stać na takie ciałko. - W którymś momencie spodnie dziewczyny zostały przerwane nad kolanem i przez nie widać było fragment naznaczonego blizną ciała. - Chociaż może dają na nią zniżki, skoro jest uszkodzona. Nieważne. Lecimy, na posterunku wyśpiewa nam co i jak.
Chwycili Yvette za ramiona - młodszy wykorzystał to, by złapać ją jeszcze raz za tyłek - i zaczęli prowadzić uliczkami...
Veni, rescripsi, discessi
-
Dahlien
- Posty: 932
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Zaczęła drżeć na ciele. Złość za spoliczkowanie walczyła w niej z dość dziwnym uczuciem. Nie była w stanie początkowo go nawet nazwać. Coś jak skręcanie w żołądku. Jednocześnie przerażenie i niepewność w sercu. Tłumiona wściekłość na własną bezsilność. I wtedy ją olśniło. To właśnie tak się czuła, gdy kilka lat temu podwieszona pod sufitem została żywą zabawką "Wieśniary". Chociaż aktualna sytuacja w niczym nie dorównywała tamtym doświadczeniom, tak była w stanie przypomnieć jej te uczucia.
Musiała być silna, a przynajmniej tak sobie wmawiała. Dla Calishy i powodzenia misji. Dla Varasa i Rodiego, którzy już zdążyli ucierpieć przez intrygi Szarych Sieci. Dla mieszkańców miasta, którzy w każdej chwili mogli stać się kolejnymi ofiarami. Dlatego z całej siły zagryzała zęby, by nie wyjść z roli. Aż ją świerzbiło pod skórą.
Przyjmując kolejny policzek kolejny raz splunęła po chwili krwią. Trzeba jej przyznać, że wyglądała naprawdę marnie. Na pewno będzie miała masę siniaków i tylko się modlić, żeby strażnicy nie zostawili jej żadnych "pamiątek" na twarzy.
- Proszę... ja naprawdę nie wiem o co chodzi! On mnie napadł, więc dlaczego...?!
Nie dokończyła czując rękę mężczyzny na pośladkach. Pięknie, tylko tego jej jeszcze brakowało. Iselio, miejże ją w swej opiece. Słysząc jednak, że idą na posterunek w sercu dziewczyny pojawiła się nadzieja. Tam był Allyn z misją od Calishy, prawda? Jeśli do tej pory sama nie da rady ich przekonać on na pewno jej pomoże.
Szła powoli i utykając na obolałą nogę. Nie była aż tak poszkodowana, jednak wolała nie pokazywać pełni swych możliwości. Niech jej nie doceniają. Gdy nadarzy się okazja wtedy wykorzysta ten element zaskoczenia. Martwił ją tylko fakt, że naprawdę bolał ją tułów przy braniu głębszych oddechów...
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Varas nie mógł uwierzyć własnym oczom. Gdyby nie szeroko otwarta gęba i zdyszenie biegiem, z pewnością zaszczyciłby świat jakimś soczystym wulgaryzmem.
- O stary, zniknij mnie! Szybko! - Wyrzucił z siebie, kiedy odzyskał głos. Przypadł do niego i chwycił znowu za fraki. Potrząsnął nim w desperacji, i choć starał się być przyjacielski, na pewno nie było to przyjemne potrząśnięcie.
- Dawaj mnie za miasto! Potem dogadamy szczegóły!
- O stary, zniknij mnie! Szybko! - Wyrzucił z siebie, kiedy odzyskał głos. Przypadł do niego i chwycił znowu za fraki. Potrząsnął nim w desperacji, i choć starał się być przyjacielski, na pewno nie było to przyjemne potrząśnięcie.
- Dawaj mnie za miasto! Potem dogadamy szczegóły!