Uliczki Labiryntu
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Choć w karczmie mówiono mu, że niemądrze jest kręcić się tu bez potrzeby, nie czuł niepokoju. Wręcz przeciwnie - mijane scenki uliczne w wykonaniu lokalnej biedoty, żebrzących dzieci, krzyczących przekupek, kłócących się, zapuszczonych mężczyzn czy starców palących fajki w na wpół otwartych drzwiach, przywodziły mu na myśl niezbyt udane dzieciństwo.
Z zamyślenia wyrwał go cichy, nieco charkliwy, szepczący głos:
- Paju?
Mógłby przysiąc, że się przesłyszał, kiedy ktoś szturchnął go w przedramię.
- Paju?
Zaskoczony mag odwrócił się i zerknął w dół, by ujrzeć niezwykle małego nawet jak na swoją rasę, zgarbionego goblina, starającego się przykuć jego uwagę. Choć pomarszczony stworek z podkrążonymi oczami wyglądał dość żałośnie, jego szata była czysta i zadbana.
- Paju chce? - powtórzył z nadzieją, kiedy ich spojrzenia się spotkały.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
I wtedy usłyszał ten dziwaczny głos, ku któremu zwrócił się powoli, aby zlokalizować jego właściciela. Hmm... goblin. I po takim stwierdzeniu faktu w głowie oraz po trzykrotnie zadanym pytaniu i chwili milczenia, gdy Trenaas próbował odgadnąć sens słów małego humanodia, mężczyzna rzekł:
-- Nie rozumiem.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
W jego dłoni pojawiło się małe zawiniątko.
- Prawdziwy - zapewnił z pełnym przekonaniem goblin, wyciągając je do Trenaasa i podnosząc na niego spojrzenie swoich wielkich, zmęczonych życiem, ale jednak poczciwych oczu.
- Niedrogo - dodał szybko z nadzieją. - Pan dobry, paj dobry. Dobry pan da dziesięć nimnarów.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
-- Ile? -- zapytał i widząc usta goblina, które formowały do tego, aby znów mu podać cenę, dodał:
-- Jak dużo można?
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Oo, pan dobry dobry - wymamrotał stworek, po czym dotarło do niego pytanie. - Jak dużo? A można, można, dużo, pali, pali - uśmiechał się i gestykulował, po czym nagle urwał i zastanowił się. - Byle nie wszystko na raz - stwierdził poważnym tonem.
Zabrał monety i wcisnął Trenaasowi do ręki małe zawiniątko. Materiał był zaskakująco czysty, jak na tę dzielnicę, i przewiązany kolorowym, niezmechaconym sznurkiem. W środku przesypywał się proszek o konsystencji mokrego piasku. Z pewnością wystarczy na kilka, może kilkanaście skrętów.
Stary goblin uśmiechnął się promiennie, ale i z rosnącym zaciekawieniem.
- Pan nie boi się sankry, e? - zagadnął, mierząc go coraz pewniejszym wzrokiem. - Pan dobry, pan silny... chce zarobić? Dużo dużo nimnarów, na dużo dobry paj.
- Mój m... mój towarzysz szuka takiego pan - wyjawił w końcu.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
-- Strach niewoli, czyni słabym -- odrzekł odbierając zawiniątko od goblina. -- Poznanie zagrożenia, respekt przed nim, to siła -- dodał po chwili zastanowienia.
Sprawdził dwa razy, czy woreczek nie ma żadnych dziur, czy jest dobrze zasznurowany, po czym powoli i ostrożnie umieścił go w torbie, tak jakby to nie proszek w nim się znajdował, a coś co łatwo potłuc, albo skruszyć. Goblin musiał poczekać na odpowiedź, dopóki Trenaas nie skończył pieczołowitego rytuału pakowania.
-- Towarzysz? -- mruknął, znów zwracając wzrok na zielonoskórego. Myśl skoczyła mu do głowy i jego oczy momentalnie wydały się goblinowi zimniejsze, niż przed chwilą. -- Próbujesz mnie zwabić, prawda? Bo przekonałeś się, że mam monety.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Nie, nie - zaprzeczył stanowczo. - Ja powiem, mój... towarzysz - zaczął z przejęciem grzebać w przytroczonej do pasa torbie. - ...mój towarzysz Dagmar, m... mistrz! - Wygrzebał w końcu jakiś zmiętolony świstek pergaminu i podał go Treenasowi.
Goblin upewnił się, że jego rozmówca przeczytał wizytówkę, po czym wskazał paluchem wgłąb uliczki.
- Ja pokażę, tam, tam! Zaprowadzę pan dobry! Może sam iść, jak nie ufa - zreflektował się i uspokoił, jakby zdając sobie sprawę, że jego entuzjazm jest nadmierny.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
-- Gobliński czarownik? -- powiedział Trenaas tonem żądającym odpowiedzi, patrząc na podaną mu ulotkę.
Cóż, do tej pory mężczyzna pałętał się bez celu, zwiedzając, gubiąc się, będąc na zmianę zachwyconym i skonfundowanym tym miejscem. Irytował go ten brak celu i bezsensowne łażenie. Musi się w końcu wziąć w garść. Równie dobrze mógł spotkać się z tym czarownikiem, zwłaszcza jeżeli płaci, gdyż kończyły mu się pieniądze, a tu wszystko zdawało się tak drogie.
-- Możesz zaprowadzić.
Po czym dodał:
-- Przepraszam.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Ruszyli wgłąb uliczki, a ponieważ było ciasno, goblin szedł przodem, co chwila oglądając się i upewniając, że Treenas podąża za nim. Drugą rękę raz za razem wyciągał przed siebie, wskazując kierunek.
- Dagmar nie goblin - wyjaśnił. - Dagmar człowiek. Potężny - dodał z szacunkiem. - Dagmar wie... ojć - urwał nagle, zatrzymując się wpół kroku.
Właśnie z jakiejś bocznej uliczki wyłoniły się dwa cienie i skręciły prosto na nich. Goblin zrobił nagły krok w tył, aż uderzył potylicą w brzuch Trenaasa.
- Oj. Ojoj - wymamrotał, przykładając niespokojne ręce do twarzy, jakby miał zaraz zacząć gryźć paznokcie. Był wyraźnie spanikowany. Rozglądał się na wszystkie strony, ale akurat nie było żadnej bocznej uliczki, w którą można by skoczyć.
- Idźmy... w bok, może... za filar - nie bardzo wiedząc, co robić, schował się za jakąś belką podtrzymującą dobudówkę domu, przy którym stali. Nie zasłaniała go nawet w połowie, była tak cienka.
- Albo tu skręćmy - Zmienił nagle zdanie. Spróbował wepchnąć maga do przedsionka jakiejś chałupy, ale był tak słaby i drobny, że Treenas ani drgnął, właściwie ledwo to poczuł. - Albo nie, ja za tobą - schował się w końcu za jego plecami. - Idzie normalnie, może nie zauważą...
Zbliżające się postacie pogrążone były w cieniu wysokich domów, suszących się między nimi prześcieradeł i przywejściowych baldachimów, a że zmierzchało, trudno było dostrzec twarze. Goblin z pewnością miał w takich sytuacjach lepszy wzrok niż ludzie. Treenas rozpoznawał jedynie po posturach i mowie ciała, że to gadający ze sobą mężczyźni. Jeden był wyraźnie szerszy i wyglądał na wojownika. Drugi, chudszy, ubrany był w długi, podróżny płaszcz z kapturem. Zbliżali się szybkim krokiem, choć pochłonięci rozmową chyba jeszcze nic nie dostrzegli.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
Trenaas bez słowa skinął głową i podążył za goblinem. Gdy zauważył mężczyzn i reakcję jego przewodnika, pokręcił głową z zawodem. Może jednak się mylił? Może każda rasa ma z góry narzuconą rolę, a rolą goblinów jest być tchórzami?
-- Nie chowaj się -- wycedził z nutą pogardy dla zachowania towarzysza. -- Droga nie należy ani do nich, ani do ciebie. Zawłaszcz drogę, którą chcesz przejść. Nie za dużo, nie za mało. Tyle aby przejść. -- Jego torgaski akcent wybrzmiewał ciężkimi tonami w lekcji, którą udzielił goblinowi. Nie pogardził nim jeszcze, ale zrobi to, jeżeli mały humanoid sam sobą pogardzi. Może nie wiedział czym jest dumna, tak jak niegdyś nie wiedział tego Trenaas. On jej nie miał, ale ją zyskał, gdy zobaczył czym jest. Oby i goblin nauczył się tej lekcji.
I ruszył przed siebie spokojnym krokiem, tak aby przejść obok mężczyzn spokojnie, nie przeciskając się przez nich i dać siebie wyminąć.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Kiedy nieznajomi zbliżyli się, teraz również i mag krwi dostrzegł, że mimo pozornie beztroskiej rozmowy, uważnie go obserwują. Nie było to nic podejrzanego - każdy by zwrócił uwagę na idącą z naprzeciwka osobę. Ich rozmowa jednak umilkła.
Zbliżali się, facet w skórzanym pancerzu schował się za tym zakapturzonym, aby faktycznie zrobić miejsce i umożliwić im minięcie się. Wszystko wyglądało normalnie i elegancko, lecz kiedy tylko się minęli, zakapturzony odwrócił się gwałtownie i chwycił goblina za kołnierz.
- Ty stary śmieciu - wycedził, nie kryjąc irytacji. - Znalazłeś sobie ochroniarza, co? - szarpnął wrzeszczącym goblinem i rzucił go na ścianę.
W międzyczasie w dłoniach drugiego z mężczyzn pojawiły się dwa dość duże sztylety. Idealne do walki w ciasnych miejscach. Ale nie atakował, tylko przyglądał się spode łba Trenaasowi.
- Gdzie moje pieniądze, grzybie?! - wydarł się ten w płaszczu. Goblin był zbyt spanikowany, żeby coś porządnie odpowiedzieć.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
Czyli jednak goblin jest śmieciem. A przynajmniej tak by wnikało ze słów mężczyzny. Zachowanie zielonego by to potwierdzało. Jakikolwiek cień sympatii dla tej kreatury, jaki narodził się w sercu maga, uciekł z niego bardzo szybko. Trenaas uniósł ręce powoli, tylko na tyle, aby pokazać, że nic w nich nie trzyma i nie ma zamiaru się wtrącać, po czym założył je na siebie, patrząc zdegustowany, jak goblin zwisa, będąc złapanym za fraki.
-- Jaki problem? -- spytał mężczyznę bliżej siebie, który ostrzył ku niemu sztylety. Zerknął na nie i prychnął.
-- Schowaj. Nie będziemy rozlewać krwi. Krew jest zbyt cenna -- zabrzmiał swoim torgaskim akcentem, gdy przeniósł swój wzrok z broni ponownie na twarz nieznajomego.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Dosyć tej zabawy, wyskakuj z kasy. Drugi raz ci nie przepuszczę - grzmiał tymczasem zakapturzony, trzymając goblina za gardło. Stworek łkał coś o rodzinie i ostatnim groszu, ale posłusznie sięgnął do kieszeni i oddał napastnikom wszystko, co przed chwilą zainkasował od Treenasa.
- Oszuści - płakał. - Złodzieje... Ja niewinny...
- Zamknij pizdę - uciął to krótko facet w płaszczu. - I nie pokazuj mi się więcej na oczy - zakończył z nim rozmowę, rzucając go na ziemię. Goblin się poskładał i skulił, nawet nie próbując wstawać.
- Uważaj z kim trzymasz - mruknął do Treenasa gość ze sztyletami, chowając je z powrotem za pazuchę. - Te smarkacze zrobią wszystko dla twojego złota.
I poszli w swoją stronę, nie oglądając się za siebie. W uliczce zapanowała cisza, przerywana jedynie sapaniem i posmarkiwaniem goblina.
Na zakręcie widać już było szyld Czarownika Dagmara.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
Chociaż... nie... Jedną prawdę mag był winien goblinowi. Taką, która mogła zaważyć o życiu małego humanoida. Trenaas bardzo gardził zielonoskórym, ale równie mocno cenił życie. Każde. Nie zwalniając kroku, ani nie odwracając się, zagrzmiał głośno i dobitnie:
-- Twoja obecność jest dla mnie zniewagą. Pójdź za mną a zginiesz z mojej ręki.
A w słowach, które wypowiadał nie było groźby, a tylko stwierdzenie faktu.
I tak Trenaas dotarł do sklepu alchemika z zamiarem wejścia do środka.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Mag tymczasem wszedł do sklepu. Kiedy otworzył drzwi, rozległo się ciche pohukiwanie sowy.
A więc gdzieś tu była sowa, choć nie widział jej, bo wnętrze było pogrążone w nastrojowym półmroku. Paliło się kilka świec i jedna lampka olejna, oświetlająca biurko alchemika. Szafy z rozmaitymi towarami i magicznymi specyfikami tonęły już w cieniu.
Mężczyzna siedzący za biurkiem podniósł głowę znad jakichś dokumentów.
- A miałem już zamykać - stwierdził z trudną do odgadnięcia emocją.
Brzmiał na jednocześnie zmęczonego, ale i zadowolonego, że trafił mu się jeszcze jakiś klient. Wyrobionym przez lata gestem ściągnął maleńkie okulary z nosa, złożył je i odłożył na miękką poduszeczkę.
Wbrew obrazkowi na wizytówce, Dagmar okazał się być człowiekiem, choć niezbyt wysokim i o dość bagiennej urodzie. Jego długie, ciemne włosy nie zaczęły jeszcze siwieć, za to wyraźnie cofnęły się do tyłu, uwydatniając czoło. Nie wyglądało to dobrze, zwłaszcza, że jego kłaki były przetłuszczone i zaniedbane.
Otaksował Trenaasa czujnym, podobnie obojętnym jak głos wzrokiem.
- Czym mogę służyć? - zapytał w końcu.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
Uczynił kilka kroków ku właścicielowi kramu.
-- Dagmar -- bardziej stwierdził fakt, niż zadał pytanie o imię rozmówcy. -- Zielona kreatura mówiła, że szukasz najemnika. Oto jestem.
Przeszedł od razu do sedna, chociaż pomiędzy poszczególnymi zdaniami, pojawiały się nieco za długie pauzy, co w połączeniu z twardym akcentem dawało obraz cudzoziemca, który nie jest jeszcze przywykły do mowy północy. Z wyczekiwaniem patrzył, co na to powie handlarz.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
Mężczyzna pokiwał głową w geście zainteresowania. I rzekł:
-- Co powinienem wiedzieć?
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- To jest plan wioski Havimort. Drogą aż do Escalii i za mostem w prawo. - Wyjaśnił, czekając aż jego nowy najemnik się z tym zapozna. - Zaznaczyłem na niej dom, w którym znajduje się obiekt X. Nie znam jego dokładnego położenia, więc będzie trzeba przeszukać wszystkie pokoje. Chata jest od lat opuszczona, więc nie powinno być z tym problemu.
- A to - wyciągnął drugi kawałek papieru - jest nasz obiekt X. - Szkic jest trochę niewyraźny, ale nie martw się. Kiedy go zobaczysz, nie będziesz miał żadnych wątpliwości.
Do łapska Treenasa trafił drugi zwitek. Wyglądał na stronę wyrwaną z jakiejś księgi. Słowa zapisane były w nieznanym mu języku, zaś rycina przedstawiała ni mniej ni więcej jak jakiś kryształ w niezwykłej, zębatkowej obudowie. Czy to była maszyna, czy rzeźba? A może biżuteria? Nie było skali. Fakt faktem, że ta rzecz nie wyglądała jak nic, co Treenas widział do tej pory. Przypominała kanciasty kryształ oprawiony w coś w rodzaju żyroskopu. Mag zobaczył, że na głównym pierścieniu, na każdym ząbku zębatki wyrysowany jest jakiś symbol. Niektóre miały odnośniki do tekstu i były najwyraźniej opisane.
- Ah, i jeszcze jedno. - Alchemik poruszył się na krześle. - Gdyby cokolwiek się działo, nie znamy się. Nikt nie wie, że ta rzecz ma trafić do mnie. I chcę, aby tak zostało. Taka... - zastanowił się chwilkę. - Branżowa formalność. Rozumiemy się?
Treenas zauważył, że strona, którą trzyma w ręku, jest względnie świeża, a atrament wcale nie tak wysuszony, jak można byłoby oczekiwać po wiekowej księdze.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
Trenaas jednak nie chciał poruszać teraz tego tematu, gdyż istniała jeszcze jedna, o wiele jaskrawsza nieścisłość, która sama wyciekła z ust alchemika.
-- I po cóż ci do tego mag? -- zapytał, powoli cedząc słowa, jakby siłując się z językiem północy. -- To zadanie jakie pan nie boi się dać nawet najgłupszemu niewolnikowi: "przynieś mą biżuterię, sługo" -- powiedział z widocznym grymasem niesmaku. Wyprostował się i założył rękę na rękę, oczekując dalszych wyjaśnień. Może alchemik ma język kobry i spłynie z niego jeszcze więcej informacji.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Odchylił się na krześle, zadbawszy uprzednio, żeby rycina z artefaktem znalazła się w centralnym punkcie stołu. Popukał w nią palcem.
- To jajeczko, jak zresztą wspomniałem wcześniej, oddziałuje na swojego powiernika - rzekł, dość wymownie akcentując słowo "oddziałuje".
Rozejrzał się po pokoju, jakby spodziewając się osób trzecich gdzieś w zacienionych kątach między półkami.
- Ja jestem tylko zwykłym kupcem - mruknął. - Pośrednikiem. - To słowo z kolei wypłynęło spomiędzy jego zębów niczym niesmaczny szlam. - Nie dałbym rady oprzeć się działaniu tego... artefaktu - powiedział w końcu i zabrzmiało to szczerze. - A ty... to co innego. Z pewnością trudy wędrówek, zmęczenie, zniechęcenie i... pokusy różnej mocy - tu spojrzał Treenasowi uważnie w oczy - nie są ci straszne.
Dagmar chwycił papier i zaczął zwijać go w rulonik.
- Ufam, że będziesz wiedział, jak się przed nimi bronić - uśmiechnął się, wręczając mu zwitek. - Weź to, może się przydać. Mapę też.
Choć trudno było nazwać ten uśmiech radosnym, w jakiś dziwny sposób dodawał on otuchy.
-
Trenaas
- Posty: 20
- Rejestracja: 27 lut 2022, 4:37
-- Możemy zawrzeć umowę -- zaczął, ale zamilkł zaraz na chwilę, po czym kontynuował: -- Mam swój warunek. Ja dam ci to -- stuknął w rysunek palcem -- A ty dasz mi swą dumę.
Zamilkł patrząc w oczy kupcowi, chcąc rozpoznać, czy mężczyzna się go rozumie. Ale czy tchórz, może zrozumieć słowa męstwa, gdy są przed nim wypowiadane? Nie sądził. Kontynuował więc:
-- Twoje metody są mi obrzydliwe, ale zrozumiałe. Czasem walka powinna być toczona w skrytości, bo światły przeciwnik przewidzieć może nasze działania. Jednak ty Dagmarze, synu mężczyzny, którego mi nie przedstawiłeś, cuchniesz też tchórzostwem i to ono właśnie jest źródłem twoich metod. Siedzisz tu, w tej dziurze, otoczony skarbami, jakie Twój umysł jest w stanie pojąć i kryjesz się przed czymś, udając kogoś kim nie jesteś. To niegodne mężczyzny.
Wziął głęboki oddech. Obserwował reakcje mężczyzny, bo pewnie, nie usłyszał czegoś, czego by się spodziewał. Sam Trenaas nie był świadom, że obraża mężczyznę. Nie był też świadom, że Dagmar najpewniej też nie rozumie o co mu chodzi, wszak jego słowa pojawiły się znikąd, bez większych wyjaśnień. W umyśle Trenaasa wszystko jednak było oczywiste i rodziła w nim się powoli pogarda, gdy mężczyzna karmił go swoją intrygą, ale tak jak w przypadku goblina, tak w przypadku i jego chciał dać mu szanse. Szanse na wolność. Ze smutkiem jednak przyszło mu na myśl, że słowa nie są wystarczające, żeby zmienić człowieka. To fakty, nie słowa -- skomentował w sobie z nutą rozbawienia, myśląc o zdaniu, które właśnie zakołatało mu w głowie. Cóż jednak miał zrobić? Innego sposobu nie znał.
-- Ja Trenaas, syn Sahada dam Ci, czego pragniesz. A Ty przestań być niewolnikiem własnych uwikłań -- powiedział uroczyście, tak jak był nauczony. Bo przecież przyrzeczenia mają moc.
-- Odpowiedz mi jeszcze Dagmarze, czy ukrywasz przede jaki wpływ ma ten przedmiot na człowieka, czy też tego nie wiesz? -- dodał twardo, wpatrując się w oczy tchórzliwego, ale jednak mędrca, jakim dla niego Dagmar był jako alchemik.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Jakiż pan szybki w ocenianiu innych, Trenaasie, synu Sahada - wycedził zimno i powoli. - A wiesz tak niewiele o świecie, którego stałeś się częścią.
Wstał zza biurka i przeszedł się tak, aby stać bezpośrednio naprzeciwko maga krwi. Spojrzał na niego, przez chwilę jeszcze milcząc, dobierając odpowiednie słowa.
- Są różne rodzaje odwagi, Torgasie - rzekł w końcu. - Niektóre z nich nie są na pokaz. Dlatego moje uwikłania zostaw mi, a sam zajmij się proszę swoimi, wszyscy na tym lepiej wyjdziemy.
Zaczął powoli zmierzać w stronę wyjścia, mając nadzieję, że jego gość zrozumie aluzję i da się poprowadzić na zewnątrz.
- Nieważne - machnął niespodziewanie ręką i schował ją do kieszeni. - Przynieś mi to caco, a ja zapłacę całą sumę. Póki co, zaliczka - to mówiąc, wyciągnął dłoń z kieszeni i rozwarł ją. Pięć złotych Nimnarów.
- A jego wpływ na człowieka... jest po protu różnoraki. Jednym zsyła wizje, innym depresję, jeszcze innych mami obietnicami - mówił, wraz ze słowami przesypując powoli, jedna po drugiej, monety na dłoń Treenasa. - Jedni czują się słabo, a inni wpadają w histerię. Trudno oszacować, jaką taktykę przybierze na ciebie. Musisz być gotowy na wszystko.
To mówiąc, otworzył przed magiem krwi drzwi wyjściowe.
- Będę czekać z utęsknieniem - uśmiechnął się jeszcze sucho.
Akcja wątku przenosi się tutaj.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Oprych dotarł aż do slumsów spalonej dzielnicy. Obejrzał się dookoła dopiero, kiedy stanął przed drzwiami jednej z ruder. Zobaczył Trevora, ale uznał go za zwyczajnego przechodnia. Nacisnął klamkę i zniknął za drzwiami.
Budynek był niewielką, podniszczoną chatą, zapewne jednoizbową z paleniskiem na środku. Miał dwa niewielkie okna od strony ulicy, ale zasłonięte były okiennicami. Cała pierzeja złożona była z podobnych, brzydkich domów, choć w niektórych okna były otwarte, a na parapetach piętrzyły się dzikie rośliny, niekiedy wyłażąc aż na zewnątrz i wijąc się po ścianach. Wejście na podwórze, aby znaleźć się na tyłach domów, musiało znajdować się z innej strony.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości