Kto otworzy skrzynkę Chiusów?
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
- Psiakrew. Strach ma wielkie oczy. Choć niezbyt mnie to uspokaja. - wędrowny kowal schylił się nad torbą gotów poszukać w niej tropów tożsamości nieszczęśnika do którego należała. Na tę chwilę nie odpowiadał na pytanie równie, jak nie bardziej, zaniepokojonego młodzieńca.
- Przy szlaku? Gdy robi się chłodniej schodzą tu Male i zalatują steryksy. Czasem cieplejszą porą napatoczy się jakiś Hasyn by powylegiwać się na skałach. Nic większego raczej się tu nie kręci. Ani nie zalatuje. Za duży ruch a górnicy chodzą w grupach - odpowiedział na pytanie Darona krasnolud. Sam zastanawiał się co za stwór mógł tu przyleźć czy raczej przylecieć, jak sądził Pucha. O wypełzaniu z głębi jaskiń wolał nie myśleć, bo obecność takie stwora na szlaku najpewniej świadczyłaby o masakrze w najbliższym szybie. Wraz z wycofaniem się ludzi z terenów jeszcze niedawno relatywnie bezpiecznych fauna odzyskiwała teren i powoływanie się na wiedzę nawet sprzed roku bywało zgubne.
- No i te przeklęte Dziwy. - naszło Puchę na potencjalne rozwiązanie zagadki. Nie była to oczywiście żadna ulga. Wręcz przeciwnie. O Sankrze nie wiedział wiele, tylko tyle by unikać jej i wszystkiego co z nią wiązane bardziej niż ognia i wysokości.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- To coś... musiało kogoś porwać i gdzieś zaciągnąć... - wydusił z siebie. - Gdyby to był zwierz, zabiłby na miejscu i zjadł... A tu nie ma rozchlapanej krwi, ani śladów żerowania, więc... może to niosło go żywego? Może on jeszcze żyje..? Jak myślisz, powinniśmy go poszukać?
Pucha jednak zajęty był przetrząsaniem zakrwawionej i również lekko ośluzowanej torby.
Wypadły z niej suszone owoce i kawałki suszonej wieprzowiny. Sztylet. Hubka i krzesiwo. Słoik z jakąś maścią. Węgielek. Pęk dwóch kluczy, z czego jeden był wyraźnie większy od drugiego. Ostry kieł wielkości palca, należący zapewne do jakiegoś zwierza. Sznurek, dłutko. Saszetka z kilkoma miedziakami. Grot strzały. Świeży grzyb, najpewniej znaleziony gdzieś po drodze.
Kiedy już myśleli, że nie ma tam nic więcej, krasnolud wyciągnął z niej jeszcze kilka kartek.
Były zarysowane. Wzorami, których nie potrafił zrozumieć.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
- Odsuń się, Daronie - mruknął Pucha mając pomysł na mały eksperyment. Wykopał mały dołek w glebie. Następnie wziął węgielek i posypał go hubką by uderzając krzesiwem o niewielki kamień, który znalazł tuż obok lekko go rożarzyć.
- aaa... Srał to pies - fuknął i wyciągnął z jednej z licznych kieszonek zbiorniczek z łatwopalnym olejem oraz mechanizmem podpalającym. Użył go do sprawnego podpalenia chubki czekając by węgielek porządnie się rozżarzył po czym ostroznie chuchając doprowadził do pojawienia się małych języczków ognia. Przechodząc do tego, co chciał sprawdzić od początku wziął na znaleźny sztylet słuszną porcję śluzu i na wyciągniętej dłoni ze znacznej jak na swoje możliwości odległości przyłożył ją do rozgrzanego węgielka by sprawdzić czy mają do czynienia z Pomiotem Sancraala czy innym Dziwem.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Zielsko. Pachnie trochę jak środek na odciski albo inne kurzajki... - Jego ekspertyza nie była przesadnie profesjonalna. - Albo na rozluźnienie mięśni. Ukąszenia komarów. Regenerację ogólnie. Chyba.
Dotknął opuszką palca powierzchni kremu i roztarł w palcach to, co się do nich przykleiło.
- Robione na smalcu albo innym łoju - stwierdził. - Raczej na pewno służy do nacierania ciała.
Odłożył słoik i zaczął przeglądać rysunki, co chwila jednak zerkając na to, co robi Pucha.
Kiedy krasnolud rozpalił płomień i przytknął doń śluz, substancja momentalnie zajęła się i wyparowała w nagłym, bardzo jasnym, ognistym rozbłysku, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
Coś mu nie pasowal ten Daron, wyciągał go w dziczę, niby przypadkiem znalazł trop ataku Dziwu. Do tego powoływanie się na mistrza - partnera handlowego, którego matka nie znała. Następnie doprowadzenie do kopalni. No i kto wie, co jest w tym pudle...
A gdy dochodzi do tego ta wątpliwa ekspertyza z jaką maścią mają do czynienia. Pucha mentalnie wzdrygnął się na myśl o tym jak nieuważny był do tej pory.
Jednym słowem krasnolud podejrzewał, że jego towarzysz jest jakimś sankrycznym stworem naśladującym swój biedny pierwowzór, którego to zaatakowal i teraz doprowadził kolejną ofiarę do pozostałości biedaka.
I choć to, co zamierzał zrobić, gdy tylko upewnił się, że śluz jest tym czym podejrzewał, było raptowne, to Pucha nie zamierzał ryzykować dalszej podróży z potencjalnym bytem z sankry.
Ułamek chwili po tym, gdy niskorosły współpodróżujący do niego podszedł, Daron poczuł na przedramieniu mocny kowalski ucisk łapy krasnoluda i momentalnie później przystawiany do niego płomień błyskawicznie stworzony maszynką do ognia, jak z braku lepszej nazwy krasnolud określał swój chiusowy mechanizm zapalający.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Co ty... Popierdoliło cię? - Czeladnik fuknął oburzony na Puchę.
Zapalarka zgasła, jak tylko jasnym się stało, że mężczyzna nie zapłonie sankrycznym ogniem. Był całkowicie normalny. I do tego jeszcze bardziej roztrzęsiony, nie wiedząc teraz samemu, co powinien sądzić o swoim, chwilę temu jeszcze tak uprzejmym, towarzyszu.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
- Mhmmm... Wybacz, nie byłem pewny. A sam rozumiesz, nie ma co wierzyć na słowo. W każdym razie masz maść, powinna pomóc. - powiedział krasnolud szczerząc się jak chłopiec, który pociągnął kogoś za włosy. Komentarz na końcu uważał za całkiem zabawny. Domyślał się jednak, że Daronowi nie było do śmiechu.
- Cieszę się, że to nie Ciebie muszę ratować. Masz, golnij sobie to się uspokoisz. - wzdechnął Pucha nie wiedząc co powiedzieć więcej i podając jednak-nie-Dziwowi flaszeczkę z gorzałką, której używał do odkażania ran. Wiedział, że tłumaczenia na wiele się nie zdadzą.
- No, to skoro już wszystko jasne możemy iść szukać tego nieszczęśnika. Może jeszcze żyje. - zdecydował się odwrócić uwagę alchemika by zająć się szukaniem kierunku w którym mógł udać się śluzowaty stwór. Intuicyjnie poszedł w kierunku skał by znaleźć trop śluzu.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Nie, dzięki - odmówił gorzałki. - Jeśli chcemy go ratować, to nie ma czasu na pierdoły - rzekł, chociaż Pucha i tak już ruszył śladami stwora.
Daron szybko pozbierał rzeczy z powrotem do torby, po czym chwycił ją i poszedł za krasnoludem. Później pomyślą nad rysunkami.
Śluzu nie było dużo, ale na wystających kamieniach czasem się go trochę odłożyło. Podążyli za śladami. Musieli kilka razy zsunąć się lekko w dół po niewielkich skarpach. Coraz bardziej otaczały ich wzniesienia i niemal pionowe ściany.
- Krew, widzisz? Dobrze idziemy - stwierdził alchemik, dostrzegając brunatne plamki na skalistej ziemi. - Lepiej miej ten swój zapalacz w pogotowiu.
Po drodze znaleźli jeszcze kawałki czarnego materiału. Choć plam na czarnym nie było za bardzo widać, pachniał świeżą krwią. I męskim potem.
- To chyba... jego rękaw - Daron obracał w dłoniach poszarpany materiał, próbując dojść, jaki to miało wcześniej kształt. - Pospieszmy się.
Ruszyli dalej, zagłębiając się w skalisty teren, aż ich oczom ukazała się mała jaskinia. Właściwie to wyglądało jak wielka wnęka w skale. Ogromny głaz zasłaniał im jednak widok, więc musieli go obejść.
Kiedy Pucha wychylił się zza głazu, by spojrzeć do środka wnęki, dostrzegł tam coś, co zmroziło mu krew w żyłach.
Leżał tam człowiek w dziwnej pozie, bezwładnie, jak rzucona kłoda. Na oko był dość młody, choć na jego ciemnym zaroście błyszczało już kilka siwych włosków. Miał czarny strój, jednak z jego płaszcza zostały tylko strzępki. Koszula była porwana na całym boku, brakowało też jednego rękawa. Jego ramię, podobnie jak bok, rozcinała mnogość maleńkich kresek, jakby ktoś tarł po nim igłami. Także jego spodnie miały szerokie rozdarcia na jednej nogawce pod kolanem, odsłaniając poharataną łydkę. Oczy miał zamknięte i nie poruszał się.
Jednak nie to było przerażające. Przerażające było to, że człowiek ów praktycznie leżał w tym ohydnym śluzie. Śluz oblepiał podłogę i ściany tej wnęki, obślizgłe gluty zwieszały się z niej niczym stalaktyty, galaretowate glisty wyrastały z plam śluzu i oplatały nieszczęśnika, nierzadko wsmarowane w jego rany, barwiące się świeżą krwią na czerwonawo.
- Co tam widzisz, co tak stoisz? - szepnął Daron, przyciskając się bliżej, by też móc zerknąć.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
- Raczej go nie uratujemy. W każdym razie ja się tego nie podejmę, Daronie. - wycofał się z wejścia do jaskini krasnolud.
Najchętniej by opuścił to miejsce. Miał obawy, że nawet jeśli nieszczęśnik jest żywy to jest zbyt skażony sankrą by mu zaufać. Przyklęknął w bezpiecznej odległości od jaskini i rozlożył skórzany fartuch na trawie.
- Masz parę buteleczek czy innych fiolek? - zapytał enigmatycznie alchemika wyciągając jakieś szmatki, sznureczki i buteleczkę oleju. Starał się nie stresować i jakoś zareagować. Jeśli to sankryczne ścierwo zaatakowało jednego to zaatakuje innych. Będzie trzeba to komuś zgłosić ale teraz trzeba poradzić sobie z tym śluzem.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Przez chwilę obserwował krasnoluda, próbując zrozumieć jego tok myślowy.
- Nie mam nic takiego... Ale jak spalimy śluz, to jego razem z nim. - stwierdził. - Sprawdzę najpierw chociaż, czy na pewno nie żyje. Osłaniaj mnie.
Odwaga, jaka wstąpiła w Darona, była zaskakująca. Mężczyzna chwycił pewną ręką swój kij i zaczął zbliżać się do groty. Rozglądał się uważnie dookoła, nie widząc nigdzie predatora. Kiedy stanął przy ofierze, był już pewny - ten nieszczęśnik żył. Jego poharatana pierś unosiła się i opadała w nieregularnym rytmie szybkich, chaotycznych oddechów. Musiał być w jakimś transie, koszmarze albo innych majakach, bo nieprzytomny albo wyczerpany człowiek nie mógł mieć takiego oddechu.
Daron niewiele myśląc chwycił nogę poszkodowanego i zaczął go wyciągać ze śluzu.
Glizdy zafalowały gniewnie w odpowiedzi. Część z nich podniosła się i zaczęła kręcić czujnie w powietrzu, niczym czułki ślimaka. Nagle coś pacnęło.
Zwisające ze ściany gluty zaczęły odczepiać się i spadać.
- O cie pierun - wyrwało się z ust Daronowi.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
Widząc jak młodzieniec podejmuje nierozważne decyzje, jedna po drugiej Pucha kręcił głową z niedowierzaniem. Wprawdzie faktycznie ciało mogło jeszcze dawać oznaki życia, co go zaskoczyło ale nie popierał decyzji Darona.
- To się źle skończy - czuł w brzuchu ucisk. Aż wzdrygnął się na pacnięcie opadających glutów. Coś się najwyraźniej obudziło.
- Zostaw go i wracaj! - krzyknął z ewidentną niechęcią do robienia czegokolwiek krasnolud, żałował, że w ogóle wstawał z wyrka. Mógłby naprawić nawet tę okiennicę jakby się jeszcze raz zastanowił.
Nerwowo się rozjerzał czy gluty spadają też na niego lub jego kompana. Wycofywał się powoli z jaskini, przodem do jej wejścia. Niestety tearz nie ma już czasu na przygotowanie fiolek z olejem. Chwycił kilka szmatek i upewnił się, że ma zapalacz pod ręką, nie było sensu sięgać po młot. Planował zamoczyć ją w oleju i podpalić gdyby śluz zaczął się zbliżać. Słyszał o tym diabelstwie od jakiegoś Lyannity. Zachowuje się jak rozumne. Że też wcześniej nie skojarzył historia.
- Przeklęte pomioty Sancraala... - syknął oczekując na powrót Darona z bezpiecznej, jak sądził, odległości. Niestety widocznie wracał szybciej niż młodzieniec w efekcie tracąc go z oczu.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Ciągnął nieszczęśnika coraz szybciej, jak najdalej od śluzu.
Spadające gluty niczym glisty zaczęły pełznąć w jedno miejsce. Śluz ściekał zewsząd i gromadził się, zbijając w coraz większą i większą kulę.
Całe szczęście większość tego, co oblepiało rannego mężczyznę, też ruszyło w stronę śluzowatej grudy, aby się z nią złączyć.
Lepka substancja niczym gigantyczna ameba niespodziewanie wykształciła nibynóżki i... wielki otwór gębowy, wypełniony po brzegi zębami cieniutkimi jak igły. Na koniec wyrosły z niej jeszcze dwa czułki, łypiące groźnie czerwonymi oczami.
Ślimakopodobny stwór był gotowy do akcji. Kiedy zaczął się zbliżać, Daron był już u wyjścia z jaskini. Zostawił rannego, ale zamiast uciekać, stanął między nim, a ślimakiem, wyciągając kij.
- Podpalaj tooo! - krzyknął, nie starając się już być cicho.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
- Padnij! - wrzasnął Pucha rzucając się na kamienie bokiem, tak, by wylądować tyłem do stwora bojąc się wybuchu i rozbryzgu intensywnie płonącego śluzu.
Upadek zamroczył go lekko, czuł jak ociera sobie łokcie pomimo skórzanego materiału rękawów swojego nakrycia. Czuł wbijające się w brzuch narzędzia i klamry. Co zabawne w obliczu możliwości trwałej krzywdy pierwsze o czym pomyślał to to, że cieszy się, że choć flet ma przymocowany do drugiego boku w bezpiecznym skórzanym futerale. W szoku nie był w stanie odnotować co się dzieje.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Obraz się powoli rozmywał przerażonemu Daronowi w oczach, a na żołądku robiło niedobrze, kiedy w końcu usłyszał sakramentalne "padnij". Rzucił się do tyłu, upadając na rannego, aby osłonić go własnym ciałem.
A potem słyszał tylko szum gwałtownie rozprzestrzeniającego się ognia. Było zbyt jasno, aby cokolwiek widzieć. I zbyt gorąco, aby skupiać się na czymkolwiek innym. Chronił go płaszcz, ale głowa i kark rozgrzały się tak, że nie zdziwiłby się, gdyby nie miał już na niej włosów.
- Aaaargh - wycharczał, zakrywając się rękoma, lecz i dłonie momentalnie zaczęły piec go z gorąca.
Na szczęście pandemonium nie trwało długo. Odbryzgujące kawałki śluzu płonęły tak szybko, że w większości wypalały się jeszcze w locie. Stwór, niczym przekłuty balon, wydawał z siebie cichy, piskliwy dźwięk, kiedy w niezwykle jasnych i bezdymnych płomieniach kurczył się i odchodził w niebyt.
Zapadła cisza, a półmrok ponownie objął władanie w jaskini.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
Ostrożnie podparł się i sprawnie wstał. Syknął, gdy dociążył prawą, oparzoną rękę.
- Nie mogę Ci odmówić odwagi, Daronie - wydyszał z siebie, czując jak schodzi z niego stres i powoli, niespiesząc się podszedł do czeladnika poruszającego się na znalezionej ofierze Dziw-ślimaka.
- Cieszę się, że żyjesz. Choć ewidentnie chciałeś dokończyć co ja zacząłem i spalić się samodzielnie. - zażartował nachylając się nad Daronem, który był pokryty pyłem, który po wybuchu unosił się w jaskini. Chwycił go za przedramię i pociągnął ku sobie, tak by wstał. Dostrzegł, że żart mu się średnio spodobał, ale nie mógł sobie darować kolejnego.
- Minąłeś się z powołaniem chłopcze. Tyś urodzonym Sorrenitą. Albo przynajmniej Magiem Ognia. Jak widzisz przyszłościowa specjalizacja, nie ma co - zaszczerzył się jeszcze szerzej krasnolud, gdy Daron niepewnie stawał na nogi po jego pomocy.
Dopiero teraz naszło go, by sprawdzić czy nie ma tu jeszcze innego stwora ale po nerwowym rozejrzeniu się nie dostrzegł niczego niepokojącego. Spojrzał na Darona, który zdawał się już w miarę wiedzieć, co się dzieje i uśmiechnął się do niego. Tak naprawdę cieszył się, że nic mu się nie stało. Zrobił na nim nie lada wrażenie. Nawet jeśli absolutnie nie zgadzał się z metodami.
- Z nim Ci już nie pomogę. No chyba, że jednak jest trupkiem. - powiedział brodę kierując na wybawione z rąk sankry ciało z którego Daron urządził sobie przed chwilą tymczasowe posłanie. Przyjrzał mu się dokładniej. Czarny stój, młody człowiek a przynajmniej z pozoru. Niechybnie kapłan Merii. Syn Księżyca czy jakoś tak. Jeden z lepszych typów bogobojnych. Raczej nie wadzili nikomu, dość użyteczni. Nie wspominał o tym Daronowi. Nie wydawał mu się być typem wrogim wobec kogokolwiek ale przypadki chodzą po ludziach. W mieście mógł ich nie uświadczyć a spędzanie czasu na cmentarzu po prostu źle brzmi. Jeśli wie to wie.
I tak jak zauważył czeladnik. Ten nienaturalny oddech sugerował, że najpewniej nie ma mowy o trupie ale krasnolud nie był w stanie nic zrobić z jego stanem. Może alchemik coś wymyśli...
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Ja pieprzę - skomentował całą sytuację krótko, otrzepując się z pyłu.
- Dzięki stary - dodał, choć nie wiadomo było, czy odnosił się do żartów krasnoluda, czy do sytuacji. A potem zerknął na rannego mężczyznę. Trzeba coś zrobić, ale co?
Uczeń uzdrowiciela niepewnie uklęknął przy nieprzytomnym. Uh, huh. Sprawdzian umiejętności... No dobra. Dotknął szyi, sprawdzając tętno. Klepnął raz drugi po policzku.
- Hej, słyszysz nas? - zapytał, lecz bez odpowiedzi. Zerknął na Puchę, zaciskając usta w wąską linię.
Zwrócił w końcu uwagę na rany nieznajomego. Jakoś dziwnie się ani nie zasklepiały, ani nie krwawiły. Dotknął czerwonych pręg palcami i przejechał wzdłuż nich powoli.
- Ty... on ciągle jest... zaśluzowany - wykrztusił, czując śliskość pod opuszkami.
Wstał.
- Opalamy? - zapytał Puchę, samemu nie będąc pewnym, czy to dobry pomysł. A co jeśli te gluty wniknęły do jego ciała?
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
Nie wiedział jak pomóc towarzyszowi uratować czy nawet ocucić kapłana księżyca. Jeśli procedura polega na klepaniu po twarzy to może klepnąć go mocniej. Nie sądził jednak, by miało być to jakkolwiek pomocne.
Na pytanie o opalanie wzruszył ramionami. Wiedział, że to raczej średni pomysł z perspektywy nieszczęśnika. Obawiał się jednak co się stanie, jeśli okaże się, że jego ciało jest pod wpływem śluzu.
Podpalenie, jakkolwiek kuszące dla jego piromańskiego serca niosło za sobą ryzyko spalenia całej krwi i wszystkich żył. Wpadł na pomysł, by sprawdzić, czy śluz jest w ranach czy we wszystkich naczyniach krwionośnych.
Podszedł do ciała i gestem uspokajając Darona wyciągnął nożyk i delikatnie rozciął skórę znalezionego człowieka na relatywnie nieporanionej części ramienia. Krew zdawała się lekko wypływać, była jednak bardzo lepka, mało wodnista. Krasnolud nie mial wiedzy na temat budowy czy składu krwi ani tym bardziej nad jej interakcją z sankrycznym śluzem. Czy postępował żywiąc się ciałem kapłana? A może tylko chowal się w nim i opalenie w istocie było rozwiązaniem problemów.
- Jak na moje to albo możemy opalić i ten śluz zniknie a ten jegomość będzie miał piękne blizny. Albo nie opalić i będzie się dalej męczył i jeszcze wstanie jeszcze bardziej opętany. A tego tu będzie ciężko podpalić. - przeprowadził czeladnika przez swoje rozumowanie, do bólu materialne z pominięciem Chaji czy nawet psychiki kapłana. Nie znał się na tym i nawet nie zaprzątał sobie głowy tym gdzie jest dukkha, czym ona jest i jak w ogóle te wszystkie niestworzone rzeczy działają. Czuć było w tym pragmatyzm osoby przyzwyczajonej do radzenia sobie i unikania problemów w pierwszej kolejności.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Alchemik musiał przyznać, że czuł się podobnie zagubiony, co krasnolud. Nie chciał tego jednak przyznać otwarcie - w końcu był uczniem uzdrowiciela.
- Jeśli krew w żyłach nie jest skażona, to proponuję opalić mu te rany - stwierdził, modląc się w duchu do wszelkich bogów, z Iselią na czele, aby to było słuszne. - Ale wiesz, delikatnie. Tylko przeleć płomieniem, żeby właśnie NIE było blizny. A sankra i tak się zapali.
Spojrzał rannemu mężczyźnie w twarz, nie kryjąc smutku i zatroskania. Zastygła w bezruchu, we śnie jakby, zdawała się w ogóle nie odzwierciedlać tego, co najprawdopodobniej działo się teraz w jego umyśle. Daron podejrzewał, że facet przebywa w Chaji.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
Głęboki wdech. Wydech. Sam nie wiedział czym się tak emocjonuje. Dość.
Pucha zakończył wewnętrzny dialog i przyłożył już mocno opróżniony zapalacz do krwi. Zapaliła się, lecz nie tak jak sankra, płomień był przez chwilę lekko przytłumiony i zgasł.
- Uuuu... - powiedział Pucha domyślając się, że opalanie ran w najlepszym wypadku błyskawicznie spali krew, w której jest wysoka zawartość sankry. Nie wiedział jednak czy uda się w ten sposób spalić wszystko oraz jaki to będzie miało wpływ na resztę krwi.
Pytająco spojrzał na czeladnika. Gdyby to on mial decydować to opaliłby ranę ale nie chciał podejmować tej decyzji, gdy obok niego był początkujący, ale jednak uzdrowiciel, który takie decyzje podejmować musi.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Widząc płomień, zasępił się bardzo.
- Zapaliła się - stwierdził odkrywczo. - Czyli sankra już krąży w jego żyłach. Mało, ale jednak.
Westchnął, patrząc na biedaka pogrążonego w dziwnym letargu.
- Opalanie takim razie nic nie da, a może mu bardzo zaszkodzić - skonstatował powoli młody alchemik. - Trzeba by go odstawić do jakiegoś... kapłana.
Zastanowił się.
- Nie bój się, sankra raczej nie zabija - rzekł do krasnoluda, widząc jego minę. - To glutowate gówno też go ewidentnie nie chciało zabić. Ono go tylko trzymało w tych zębiskach. Największych ran sobie najpewniej narobił sam, próbując się wyrwać - pokazał na szramy na piersi i ramieniu nieprzytomnego. - To nie jest gryzienie, to jest ocieranie się.
- Sankra nie zabija, ale może go.. nieźle poturbować psychicznie - kontynuował. - Jego umysł teraz zapewne przeżywa koszmary Chaji. W najgorszym razie oszaleje albo również jego ciało zacznie mutować... Ale to chyba odwracalne - dodał na pociechę, choć to "chyba" zburzyło cały efekt.
Wpadł na pomysł.
- Jak myślisz, Pucho, czy możemy go odstawić do waszej karczmy na jakiś czas?
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
- Sankry, kapłani, Chaje, Dziwy. Weźcie się wszyscy... - mamrotał pod nosem Pucha wyraźne poddenerwowany tym, że sfery z którymi nie chce mieć nic wspólnego nie odwzajemniają jego planu.
Daron był zaskoczony tym jak niespokojny i mniej sielankowy stał się krasnolud pod wpływem wspólnych doświadczeń.
Krasnolud zdębiał słysząc pytanie o pozostawienie potencjalnego opętańca w rodzinym domu z jego matką.
- W życiu. Nie. Nie chcemy żadnych kłopotów. - stanowczo zareagował.
- Nie mamy pewności czy zaraz nie zacznie wyrzucać z siebie sankry albo nie obudzi się by wypełniać wolę Sancraala. - kontynuował namiętnie tłumacząc jak bardzo nie podoba mu się ten pomysł.
- Jak sobie to wyobrażasz, Daronie? Zaniesiemy go do karczmy, tam chodzą pijani cywile, zmęczeni podróżni, niewiasty. Absolutnie nie. - stanowczo zakończył krasnolud choć miał ochotę powtarzać to samo na sto różnych sposobów. Był wyraźnie zmęczony tą przygodą. A ledwo co opuścił dom.
Nie miał niestety lepszego pomysłu niż wypalenie sankry z ran. Ostatecznie w najgorszym wypadku uspokoi to skołotaną duszę kapłana i zjednoczy ją ze swoim bóstwem. Nie proponował tego jednak, szanował opinię Darona więc zakładał, że szanse powodzenia praktycznie nie istnieją. Być może należało udać się do kopalni i liczyć, że w kopalnej kapliczce będzie ktoś, kto wie gdzie znaleźć najbliższego kapłana.
- Zostawmy go, ewentualnie przykryjmy. Kopalnia jest nieopodal. Jest tam kapliczka, może będzie i kapłan. A na pewno będzie jakiś wóz. - zaproponował nie chcąc zostawiać młodzieńca bezradnego i urażonego żywiołową reakcją na swoje pytanie.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Cholera jasna, co robić?
Spojrzał w niebo. Słońce co prawda już schodziło z nieboskłonu, ale mieli jeszcze wiele godzin, zanim zrobi się ciemno.
- Nie możemy go tu zostawić samego - powtórzył swoją myśl. Niestety na tym niewiele wnoszącym stwierdzeniu jego myśl się kończyła.
Spoglądał na Puchę w nadziei, że krasnolud wymyśli coś jeszcze.
- Może... No dobra, to może ja z nim tu zostanę, a ty się udasz do tej kaplicy po pomoc? - zaproponował w końcu, choć ta myśl napawała go niemałym strachem. - Tylko musisz zostawić mi zapalarkę...
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
- Robimy nosze i zaniesiemy go do kopalni. Poczeka pod kluczem albo w kapliczce. - zdecydował Pucha analizując wszystkie za i przeciw.
Podszedł do swojego skórzanego fartucha i porównał jego wielkość do rozmiarów nieszczęśnika.
- Na tors wystarczy, ze sznura zrobimy podparcie na głowę i jakoś sobie poradzimy. - mamrotał pod nosem myśląc na głos. Spojrzał na towarzysza, który chyba nie wiedział jaki jest plan.
- Znajdź mie dwa niespróchniałe badyle. Albo jeden, masz ten swój egzotyczny kij. - polecił towarzyszowi żartując z broni Darona. Nie zdziwił by się, gdyby młodzieniec potraktował żart śmiertelnie poważnie. Zdawał się przywiązany do kija, a i sytuacja nie była z tych najbardziej komicznych.
Przekonany, że z odpowiednimi kijami dadzą radę zrobić nosze wstał i wyszedł lekko na wzniesienie by znaleźć jakieś ładne drzewo albo walający się kij.
- No chodź, chyba nie musisz go pilnować? Zaraz wrócimy - znów się uśmiechnął do młodzieńca nie dając mu odpocząć od swojego, jak widać nad wyraz szybko powracającego, humoru.
Gdy młodzieniec do niego podszedł klepnął go przyjaźnie w plecy. Wyszło nieco mocnawo ale sam to odczuł nie mniej. Potłuczone plecy i boki dość mocno dały mu znać, że raczej powinien odpuścić takie ruchy.
- Echh... To które drzewko Ci się podoba bardziej? - zapytał młodzieńca wskazując na dwa pojedyncze drzewa, dość mocno wygięte od wiatru nawet teraz wiejącego na odkrytym wierzchu wzniesienia na które patrzyli.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Spoko, możemy użyć mojego kija - zgodził się. - Tylko jak nas wtedy coś zaatakuje po drodze, to będziesz walczył sam - dodał pół żartem, pół serio.
Drzewa w tym regionie nie były jakoś bardzo liczne ani potężne. Udało im się jednak znaleźć jakieś okazy. Daron obdarzył oba drzewka niezbyt przekonanym spojrzeniem. W końcu jednak zobaczył gałąź, która mogłaby się nadać.
- O, to tamto, co nie? - pokazał ręką. Wypatrzona, prościutka gałąź jednak była dość wysoko.
Czeladnik przyglądał się chwilę sytuacji, po czym, nie zakładając, że krasnolud będzie w stanie biegać po drzewach, sam podszedł i objął dłońmi niewielki pień.
- Hmm... - mruknął, próbując dosięgnąć jakichś sęków lub niższych gałęzi. Spróbował się podciągnąć, lecz ręka zjechała mu po gładkiej korze.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
Pucha z zaskoczeniem przypatrywał się staraniom mieszczucha by wspiąć się na drzewo. Nie, żeby jego plan był z założenia wadliwy. Po prostu jego realizacja wymagałby regularnej wsipnaczki albo choć ćwiczeń by wspiąć się tam bez niczyjej pomocy. Z dziwnym uśmiechem, który Daron zauważył kątem oka, ale odebrał jako przyjazne rozbawienie jego początkową porażką i zsunięciem się z konara Pucha podszedł do towarzysza i w pierwszym odruchu przykucnął łącząc dłonie w koszyczek.
- Wskakuj, wiewiórko. Podsadzę Cię - powiedział do Darona wciąż z tym niepokojącym grymasem rozbawienia.
Kiedy ten położył but w kołyskę Puchy ten wziął głęboki oddech.
- Na trzy-cztery. Trzy, czteee... i ryyy - z mocnym wydechem o wibrującym zabarwieniu wprost z płuc krasnolud z całych sił wyrzucił nogę młodzieńca ku górze, by ten mógł lepiej chwycić się gałęzi.
Gdy Daron finalnie znalazł się na drzewie Pucha ewidentnie rozbawiony przypatrywał się mu.
- I jaki jest dalszy plan? Zamierzasz ten konar przegryźć czy poprosić, żeby ładnie spadł? - tajemnica uśmiechu i rozbawienia barda się wyjaśniła. Zwyczajnie nie wierzył, że Daron da radę zdobyć ten konar będąc na drzewie.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Żarty krasnoluda widocznie zadziałały na niego motywująco, bo tylko spojrzał w dół i powiedział:
- Zaraz zobaczysz, co zamierzam.
Chwycił właściwą gałąź i sprawdził jej stabilność. Uginała się, ale nie chciała złamać. Zaczął przykładać do gałęzi coraz większą siłę, aż w końcu zorientował się, że praktycznie na niej wisi, a ona nic. Chyba trzeba było większej dźwigni.
Daron zaczął się przesuwać jak najdalej od środka drzewa, aż w końcu noga mu się podwinęła i zawisnął. Gałąź ugięła się tak, że końcowe jej witki dosięgnęły ziemi, ale nie pękła. A on trzymał się jej niczym drążka do podciągania i dyndał bez dalszego planu.
Zaczął się huśtać. Z pewną ulgą przyjął do świadomości trzaski świadczące o tym, że z każdym jego ruchem gałąź coraz bardziej pękała u nasady.
Miał tylko nadzieję, że spadając, nic sobie nie rozwali. Nie było wysoko, ale... nigdy nic nie wiadomo, a przed nimi była długa droga.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
Przyglądając się popisom czeladnika zdał sobie sprawę, że niestety ciężko będzie urwać świeży konar, bo pękając od góry konar ostatecznie zawiśnie na wąskim kawałku drewna, który należało by ułamać do góry. Miał wprawdzie pewien pomysł jak to zrobić ale zastanawiał się czy to wykonalne.
O ileż prościej było by, gdyby wzorem dawnych krasnoludów miał z sobą topór, jak na krasnoluda przystało.
Pucha był jednak nowoczesnym krasnoludem. O ile młot mógł się przydać o tyle flet miał raczej wątpliwą wartość użytkową.
Mając do dyspozycji głównie te dwa narzędzia zdecydował się wyjąć instrument i na zmianę przyśpiewywać jeden wers by potem wygrywać radosną, skoczną melodię na flecie.
Daronie choć zwinnyś jest jak wiewiórka
Wyhoduj ty sobie naprędce piórka
Bo bez nich niechybnie zaliczysz upadek
Obijesz przy tym boleśnie swój zadek
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Daron pobujał się jeszcze trochę, machając nogami, spróbował nawet podciągnąć się kilka razy i opuścić całą swoją masą, ale drzewo chyba już dotarło do swoich granic. Gałąź, zgodnie z przewidywaniami Puchy, zawisła na cienkim pasku świeżej kory i zablokowała się między innymi konarami.
Mężczyzna w końcu puścił się i całkiem zgrabnie wylądował na nogach. Na szczęście gałąź już nie odgięła się z powrotem, więc mieli swobodny dostęp do jej końcówki, praktycznie leżącej na ziemi.
Z rękoma wspartymi na biodrach obserwował przez chwilę swoje dzieło, po czym odwrócił się do krasnoluda.
- No, to teraz ty się wykaż - uśmiechnął się zadziornie.
-
Pucha
- Posty: 64
- Rejestracja: 11 lis 2022, 12:20
Otrzepując dłonie z całęj sił chwycił konar i próbował okręcać go wpierw wokół własnej osi, następnie wyginać go w prawo i lewo wokół drzewa jednak z mizernym skutkiem. Po paru dźwiękach rodem z wychodka, i to po niezbyt świeżym posiłku, Pucha spojrzał na Darona zażenowany sobą i swoją pewnością siebie, które okazywał jeszcze przed chwilą.
- Pomóż mi proszę, Daronie. Musimy to chyba ukręcić. - stwierdził Pucha domyślając się, że Daron nie dałby rady nożkiem uciąć kory u nasady konara.
Tym razem nie miał żadnych sprytnych pomysłów. Nie posiadał ani piły, ani kamienia do obicia, by zrobić z niego siekierę. Okazuje się, że dłonie mimo wszystko nie do końca nadają się do pracy z żywym drewnem.
Po chwili wspólnych wysiłków w okręcaniu konaru, zdecydowanie zbyt długich jak na tak proste przedsięwzięcie towarzyszom udało się na tyle rozerwać korę, że zostało tylko kilka włókien, które już rytmicznym synchoronicznym przyciąganiem konara do siebie udało się zerwać prawie wywracając się na siebie.
- To co? Urywamy drugi? - zapytał się Pucha zadyszany trochę na poważnie a trochę na żarty zdecydowanie niechętny takiemu pomysłowi, nawet jeżeli mieli na to wypracowany jakiś sposób.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Zaczął obrywać mniejsze gałązki.
- Użyjmy mojego kija, tylko nie przywiązujmy nic, aby w razie potrzeby dało się go szybko wyszarpnąć - zaproponował, bo i jemu nie chciało się powtarzać akcji, nawet w tak sprawnym zespole.
Kiedy wrócili do uratowanego człowieka, alchemik usiadł przy nim, zostawiając inżynierowi Pusze pracę nad noszami. Dotknął czoła, aby sprawdzić rannemu gorączkę.
- A gdyby tak... nasmarować go tą jego maścią? - zastanowił się głośno, biorąc do ręki słoiczek, który wędrowiec miał ze sobą w torbie.
Odwrócił się do krasnoluda.
- Te rysunki - zaczął powoli. - One wyglądały dość mrocznie, nie uważasz? A może on... celowo szedł na spotkanie z sankrą? Może chciał coś zbadać? Tylko eksperyment wyrwał mu się spod kontroli?
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


