Prawdziwy Pogromca Chaosu
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Nada
- Posty: 30
- Rejestracja: 07 lis 2022, 21:05
Dzień wstawał niechętny, w świetle grającym na kłębach pary i dymu ta część miasta wyglądała faktycznie niespecjalnie. A że ostatnio grasował tu jakiś wyjątkowo brutalny ulicznik, nie dziwiło jej, że większość chodzi z ręką na rękojeściach ostrzy.
Miała wytropić ulicznika i dać mu jasno do zrozumienia, co sądzą o nim włodarze dzielnicy. Była w sumie dość blisko (śmierdział jak...lukrecja? chyba tak nazywało się to świństwo), przewidywała, że w ciągu doby uda się go capnąć... i wychodząc z jednej z uliczek napatoczyła się na to niecodzienne zjawisko.
Pokrzykujący człowiek, wyglądający w swej aparycji cokolwiek niepokojąco, nie wyglądał na statecznego mieszkańca. Za nim stały trzy wielkie kryte wozy, z budami nieco podobnymi do cyrkowych. Farba odłaziła z nich niewielkimi płatami, co podkreślało, że najlepsze lata mają dawno za sobą. Burty, od dachu, po ziemię, przykryte były ciężkimi, ciemnymi szmatami. Na bokach wozów wymalowane były znaki, których jeszcze wcześniej nie widziała: kilka podobnych do tego, który miał na czole krzykacz. Pozostałe nic jej nie mówiły. Widziała jednak, że znaki nachodziły na strupy z odłażącej farby, co wskazywało, że same bohomazy zostały dodane niedawno.
Wyjęła z kieszeni jabłko i zaczęła obserwować całą scenę, pogryzając je niechętnie. Miała nosa do dziwnych typów. Ten swoją dziwność miał dosłownie wypisaną na twarzy.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Nada
- Posty: 30
- Rejestracja: 07 lis 2022, 21:05
Znalazła w sakiewce jakąś monetę o niskim nominale. Wyszła z uliczki, rzuciła monetę do stojącego pod beczką krzykacza.
- Pokaż no te dziwy-mary.
Człowiek z beczki patrzył na nią przez dłuższą chwilę, nie mrugając. Uniósł rękę z wyciągniętym palcem i zaczął nim kreślić w powietrzu...coś...jak...leżące ósemki?
- Jedno plugastwo spotyka drugie... ale taka wola Thyra, Tego Który Wie! - zeskoczył z beczki, podszedł do jednego z wozów i złapał za kotarę zasłaniającą burtę - Niech nie zwiedzie pierwsze wrażenie, albowiem Sancraal to bestia leniwa acz podstępna!
Teatralnym gestem odrzucił materiał na bok.
Za kratami, w budzie wozu, w zasadzie nic nie było widać. Już miała odchodzić, gdy zauważyła jakiś ruch. Doleciał ją też dziwny, egzotyczny zapach, nie czuła czegoś takiego wcześniej. Coś jak...olej? Ozon? Cuch był dość intensywny, widocznie nagrzane powietrze uniosło tą gamę zapachów, gromadzonych w środku wozu.
Z najciemniejszego rogu wyłoniło się...(czy nie lepiej powiedzieć, że "od ciemności w rogu wozu oderwał się jeden jej kawałek"?). W sumie sama na początku nie była pewna co widzi. W końcu w nikłe światło dnia weszło jakieś puchate stworzenie, na oko przypominające nieco zabiedzonego psa.
Skrzywiła się z niezadowoleniem.
- Naciągasz ludzi, żeby pokazać im niedożywionego kundla?! - krzyknęła ze złością. Ale...coś jej nie pasowało w tym psie. Próbowała zadać mu pytanie, ale w ogóle nie reagował. Zapytała ponownie. Zwierzę podeszło bliżej krat, stało przez chwilę, po czym zaczęło charczeć w odruchu wymiotnym.
- I do tego jest chory. Brawo, mości panie - dorzuciła.
W tym momencie dało się słyszeć coś, jak darcie skóry, pies zaczął rzygać, z pyska zaczęły wychodzić mu wnętrzności, skręcone jelita, poszarpana skóra, połamane kości. Dosłownie "wyrzygiwał sam siebie", odwracał się na nice, zaczynając od tyłka, im dłużej rzygał, tym mniej miał ciała, a przed nim rosła góra mięsa, kości i dymiących wnętrzności. Gdy całość się skończyła, wyglądało, jakby ktoś wyrzucił na dno wozu odpady z rzeźni.
- Co to... - zaczęła, ale w tym momencie całość zaczęła się ruszać i dygotać. Z kupy odpadków zaczęły wysuwać się jakieś długie giętkie części, wydawało się, że rosły. Widziała kiedyś coś takiego, w nadmorskim mieście, na targu rybnym. Jak na to mówił handlarz? Głowonóg...? Miał, zdaje się, macki...?
W tym momencie macki oplotły kraty wozu, całość podciągnęła się (przysunęła?) do burty, po czym na samym środku otworzyło się duże, okrągłe oko. Źrenica rzucała się po gałce ocznej, jakby pierwszy raz widziała tą okolicę i chciała zobaczyć jak najwięcej. W końcu zatrzymała się na Nadzie.
Krzykacz odwrócił się również, patrząc na nią z szelmowskim uśmiechem.
- Spójrz, co Chaos potrafi wypluć, gdy ignoranci odwracają wzrok! - krzynknął.
Nada stała całkowicie zaskoczona. Owszem, widziała w życiu wiele zdeformowanych ciał, ciał rozerwanych, pociętych, kawałki ciał i ciała zmiażdżone, wyglądające jak czyjaś kolacja. Ale to...to wyglądało jakby w tym psie po prostu było coś jeszcze. Coś INNEGO.
Im dłużej wpatrywała się w oko, tym bardziej miała wrażenie, że słyszy jakieś dźwięki, melodie. Nuta unosiła się, fałszując, rwała, można było mieć wrażenie, że to ćwiczenia niewprawionego dziecka. Jednak...chciała tego słuchać. Chciała słyszeć więcej. Całość...
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Nada
- Posty: 30
- Rejestracja: 07 lis 2022, 21:05
- Przerażająca, to jest twoja gęba - warknęła, rzucając na wóz i jego właściciela ostatnie spojrzenie, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła w jedną z uliczek.
Próbowała się pozbierać, bo fragmenty wizji wciąż czepiały się jej, muzyka wirowała jeszcze w głowie, chociaż niby już stłumiona.
To, co zobaczyła nie spodobało jej się. Podczas swoich wędrówek nie natknęła się jeszcze na coś podobnego, a to niepokoiło ją do żywego. Ok, jest to obwoźne zwierzę na pokaz, ale co, jeśli wyjdzie z klatki...
Co to...coś...jest w stanie zrobić? Czy jest niebezpieczne dla otoczenia? Jak wpłynęło by na życie w mieście?
"Nie no, na pewno kupa mięsa z odnóżami jest przyjazna niczym kociątko, czym ty sie martwisz..." sarknęła sama do siebie.
Istotnie, miała swoje problemy. Musiała dorwać ulicznika, zależało jej na pieniądzach z tego zlecenia.
Im dalej odchodziła od wozu, tym szybciej zapominała o całej sprawie, choć z tyłu głowy tliło się delikatne, irytujące poczucie zagrożenia.
-
Denadareth
- Posty: 1146
- Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
-
Nada
- Posty: 30
- Rejestracja: 07 lis 2022, 21:05
Trzymała twarz w kłębach pary, buchających z półmiska, który przed chwilą przyniesiono. Paznokciami postukiwała o grube szkło kufla.
"Mmm, regeneracja i wracam do gry..." mruczała do siebie w myślach, ciesząc się nadchodzącym posiłkiem.
Po emocjonującym poranku, sprzeczkach z miejskimi skrybami, niekończącym się oczekiwaniu na otrzymaniu glejtu od Strażników, potwierdzającego dostarczenie osobnika ze zlecenia, w końcu mogła usiąść i poukładać sobie w głowie kolejne kroki. Tak, chciała zająć się już czymś następnym, ale... tak dobrze siedziało jej się w tym miejscu, ciesząc się ciepłem, zapachami, szmerem głosów...
Istotnie, poza nią, w karczmie siedziało jeszcze kilka innych osób. Ogólnie samotnicy, wypijający kufel, dwa, w przerwie znojnego dnia. Było też jednak parę grupek, które dyskutowały z ożywieniem. Nada upajała się tą nieco leniwą, senną atmosferą.
- ...trzydzieści od sta, zupełnie już ni wim, za co my jesień przeżyjemy...
- ...a kapłan na to "bezczelność, bogowie nie przyjmą ziarna osikanego przez kota, nawet jeśli pierwszej jakości"...
- ...kozę mi chciał zabrać, wstawiasz sobie? Mnie! A jeszcze tydzień temu...
- ...nie wiem, co ja z tymi bachorami...na żebry chyba pośle, nic, tylko gęby do żarcia...
- I jeszcze jeden kufel jasnego!
- ...no miał taką gębę nie tego, ale mówił całkiem do rzeczy.
- Tak i wygląd... mus, że dużo po świecie jeździł, nie jedno widział. Więc to cudactwo, co je pokazywał, pewnikiem z którejś odległej krainy przytargał.
- ...a jak na to dziatki patrzą, jak zaczarowane! Widziałem, jak jakąś mamkę uprosiła dziatwa, żeby tego stwora pokazał, sypnęła jakim groszem. Odsłonił wóz, to pierwiej dzietki w płacz, ale po chwili się tak cicho zrobiło, stały zapatrzone w te coś we wozie...buzie rozdziawione, oczy im mało z orbit nie wyszły...skupione, zasłuchane, jakby nie wiadomo co słyszały...
- No, a co słuchać było?
- No nic właśnie, cisza, tylko sapanie stwora z tego woza...
- ...daniny, nic tylko daniny...
- ...no i nie przyjął tego ziarna! Jakby to bogom co ujmowało...
Za raz... wóz, stwór, gęba... Czyli mieszkańcy nie zostali obojętni na tajemniczego jegomościa i jego wehikuł.
"Ciekawe" pomyślała, wyławiając z sosu pieczone warzywa, "co za awantura z tego wyniknie."
Bo, że miałoby się bez awantury obyć, w to bardzo wątpiła.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości