Dobiegające z dołu dźwięki muzyki były słabe i przytłumione. Palric zasłużył sobie na wszystko, co Sarya miała zrobić już chociażby tym, że nie posłuchał jej rady i nie wynajął Aryi, by zadbała o stronę muzyczną. Oczywiście i tak zamierzała go okraść, w końcu dlatego zbliżyła się do niego, ale i tak irytowało ją to. No cóż. Jak już się dostanie do sejfu, to ukradnie więcej niż planowała, tylko po to by zagrać mu na nosie. No, ale najpierw trzeba było dostać się do sejfu.
Strażnik pilnujący schodów został ominięty bez większych problemów. Przekrzywiona pochodnia wystarczyła, by zajęła się draperia i, słysząc krzyki, mężczyzna pobiegł na górę, zostawiając schody niechronione. Drugi strażnik patrolował korytarz u góry, ale gdy zniknął za rogiem, Sarya postawiła na stoliczku tacę z drobnym poczęstunkiem i kieliszkiem wina. Sarya zawsze umiała doskonale modulować i zmieniać głos, część szkolenia kapłanki Ferrosa, więc przybierając tubalny głos strażnika z dołu zawołała:
- Hej, rzucili nam żarło na osłodę!
Teraz pozostało czekać aż środek przeczyszczający zacznie działać i strażnik pobiegnie do łazienki. Chwila pracy z wytrychami zakamuflowanymi jako szpilki do włosów i drzwi do gabinetu Palrica stanęły otworem.
Sarya wślizgnęła się do przodu, zamykając za sobą drzwi... i zamarła. Coś, jakiś szósty zmysł ostrzegł ją, że nie była sama.