
Las był gęsty. Wielkie paprocie, rozmaite krzewy, nisko zwieszające się gałęzie i na domiar złego, również wzgórzyste skarpy, rowy i inne nierówności terenu nie ułatwiały poruszania się.
Na szczęście Pokraka był małą, skrzydlatą jaszczurką. Przemykał dzielnie przez bory, nie mając problemu z omijaniem przeszkód, które w zasadzie grały na jego korzyść - z całą pewnością dużo skuteczniej hamowały podążający jego śladem ewentualny pościg.
Zmęczony, nieprzyzwyczajony do takiego wysiłku (właściwie odkrywający, co to znaczy wysiłek), skrył się w gęstwinie paproci. Nie powinni mieć szans, by go tu znaleźć.
Jednak jego czułe nozdrza zwęszyły zapach człowieka. Czyżby jednak..? Skryty w cieniu paproci, wychylił się lekko w stronę, z której dolatywał go lekko słodkawy, delikatny powiew. Nie, to był zupełnie inny zapach niż ten, którym pachnieli jego oprawcy.
Na niewielkiej polanie stała przed nim ludzka samica. Była odwrócona tyłem, ostrożnie stąpając wśród ściółki. Wypatrywała czegoś. W ręku trzymała koszyk. Najprawdopodobniej zamierzała włożyć do niego to, czego szukała.
Jej złote włosy były spięte w dziwny wzór, którego Pokraka nie rozpoznawał do tej pory. Podobnie z wyszywanymi czerwienią dekoracjami na jej prostej spódnicy i koszuli. Nie widział jeszcze jej twarzy.