Na ustach Ethalii na chwilę pojawił się uśmiech, który zaraz zniknął.
- Nie przejmuj się, nic nie będziesz musiała robić.
Kobieta wstała i podeszła do kominka i wpatrzyła się w niego.
- Co mi zrobił? Tak, mogę ci powiedzieć - powiedziała. - Było nas pięcioro. Mój najstarszy brat i najmłodsza siostra nie mieli z tą sprawą nic wspólnego, no, może poza tym, że nie próbowali tego powstrzymać. Ale mój młodszy brat, Hallish... ach, pełen zgorzknienia, że jest tak daleko w kwestii sukcesji... on to był prawdziwy dupek. Ale Rivlish, drugi w kolejce, oczywiście opiekował się nim też... tak jak i mną i naszą siostrą.
Uniosła szklankę do ust i nawet nie zareagowała, gdy okazało się, że nic tam nie ma.
- Nie będę cię zanudzała tym, jak działa system na Task'shamt. W dużym skrócie my, Arn'quert, większość operacji prowadzimy z i wokół miasta, o jakże oryginalnej nazwie, Arn'quert. Podlegamy jednemu z trzech Wielkich Rodów: Quess'tarn. Zostałam dołączona do ich delegacji, która popłynęła do naszych placówek, faktorii i misji dyplomatyczno-kupieckich wśród orków. Tam... poznałam kogoś. Orka.
Ethalia wciąż stała plecami do Aryi, ale po tonie głosu ta była pewna, że kobieta uśmiecha się do wspomnień.
- Iktath był kapitanem honorowej gwardii, która została mi tam przydzielona - powiedziała. - Był... zaskakująco delikatny, a jednak dostatecznie... prostoduszny by nie powiedzieć grubiański, że stanowił przyjemną odmianę po zakłamanych dworze Task'shamt. I kochał mnie. A ja kochałam go. Czy tak nie zaczynają się wszystkie ballady?
Odwróciła się i wpatrzyła w Aryę.
- Mówiłam, że mój brat się mną opiekował? Żaden szlachcic nie był dość dobry dla siostry Rivlisha... a co by tu mówić o orku, prawda? Gdy przybył zbadać, jak nam idzie i przywieźć Hallisha często dawał to Iktathowi do zrozumienia. Hallish... Hallish był jeszcze gorszy. Jego okrutne żarty, podłe kawały, paskudne oszczerstwa... każdy inny ork zabiłby go za to dziesięć razy. Iktash był inny, ale w końcu Hallish przegiął. Nie mam dowodów, ale widzę w tym jego dzieło... może tylko chciał, by Iktash zostawił mnie i udał się z powrotem na swoje ojczyste ziemie? W każdy bądź razie wynajął paru członków jednego z bardziej agresywnych plemion orków, by zaatakowali rodzinę Iktasha. Jego matki zginęła, a siostra...
Ethalia znów spojrzała na kominek.
- Gdy Iktash się o tym dowiedział... rzucił się na Hallisha, pobił go i tylko moja interwencja... wtedy jeszcze nie wiedziałam co się stało, Iktash był zbyt wściekły by mi powiedzieć i pognał prosto do Hallisha... sprawiła, że go nie zabił - powiedziała. - Jaka szkoda... W każdym razie Hallish splunął Iktashowi w twarz i wyzwał go na pojedynek.
Smutne westchnięcie.
- Domyślasz się, jak ta historia się kończy? Rivlish wyskoczył z jakimś kretyńskim precedensem z Task'shamt, mówiącym że Hallish jest zbyt poobijany by walczyć osobiście i zgłosił się na jego czempiona... a mój ukochany... przyjął wyzwanie.