Re: Rozdział I - W poszukiwaniu nektaru.
: 04 gru 2022, 10:35
Spokojnie, oni sobie poradzą. Są silni i dzielni. To odpowiedzialni panowie, oni sobie poradzą, prawda? Spokojnie wszystko będzie dobrze, przecież to tylko duże zwierzę, a pan Szary wyglądał na bardzo doświadczonego. Na pewno wie co robi... prawda? Na pewno, nie mogło być przecież inaczej! W końcu mówił takim pewnym siebie tonem i jego mowa ciała też wskazywała, że przecież dla niego to drobnostka. Powinna mu zaufać. Musi mu zaufać! Tylko... czy atakowanie dorosłego dużego zwierza uzbrojonego w ciężką warstwę tłuszczu, ostre szpony, niebezpieczne uzębienie i o takiej wydatności krzepy, jest rozsądne? Na pewno tak i to Ya musi być głupia skoro powątpiewa w Pana Psa Szarego!
Nawet Pan Janon coś zrobił. Ruszył do tego małego stworzenia, będącym pewnie dzieckiem tego dużego i zaczął je przepędzać. Wydawało jej się to niezwykle nierozsądne, jednak to ona musiała być nierozsądna, bo przecież ten wygadany umięśniony Pan mimo pozornej nieporadności na pewno wie co robi, przecież wyglądał na takiego! Ya wiedziała, że pozory często mylą, ale przecież nie mogą mylić w tak ważnym momencie, przecież nikt by nie kłamał w takiej sprawie gdy życie jest zagrożone... prawda!?
Uszka dziewczynki stanęły dęba gdy zaczęła się rozglądać wokół na zaistniałą scenę. Czuła, że pomału wpadała w panikę i musiała za wszelką cenę się uspokoić. Wzrokiem desperacko szukała czegoś na czym mogła się oprzeć, na czym mogła zaufać i pozwolić sytuacji się rozwiązać. Niewiele jej brakowało by pęknąć, a bardzo, bardzo, BARDZO nie chciała tego robić Dostrzegła Pana Garricka. Niewiele więcej potrzebowała. Podbiegła do niego i rzuciła mu się na ramiona, wtulając się przerażona i cała drżąc. Jej ramiona w przydługich rękawach zawinęły się ciasno wokół woźnicy, bojąc się, że odrzuci ją od siebie.
- Ja nie chcę...
Nawet Pan Janon coś zrobił. Ruszył do tego małego stworzenia, będącym pewnie dzieckiem tego dużego i zaczął je przepędzać. Wydawało jej się to niezwykle nierozsądne, jednak to ona musiała być nierozsądna, bo przecież ten wygadany umięśniony Pan mimo pozornej nieporadności na pewno wie co robi, przecież wyglądał na takiego! Ya wiedziała, że pozory często mylą, ale przecież nie mogą mylić w tak ważnym momencie, przecież nikt by nie kłamał w takiej sprawie gdy życie jest zagrożone... prawda!?
Uszka dziewczynki stanęły dęba gdy zaczęła się rozglądać wokół na zaistniałą scenę. Czuła, że pomału wpadała w panikę i musiała za wszelką cenę się uspokoić. Wzrokiem desperacko szukała czegoś na czym mogła się oprzeć, na czym mogła zaufać i pozwolić sytuacji się rozwiązać. Niewiele jej brakowało by pęknąć, a bardzo, bardzo, BARDZO nie chciała tego robić Dostrzegła Pana Garricka. Niewiele więcej potrzebowała. Podbiegła do niego i rzuciła mu się na ramiona, wtulając się przerażona i cała drżąc. Jej ramiona w przydługich rękawach zawinęły się ciasno wokół woźnicy, bojąc się, że odrzuci ją od siebie.
- Ja nie chcę...