Spojrzała na Veratha unosząc brew ku górze. Była zdziwiona, bo od mężczyzny naprawdę czuć było niechęcią do kapłanek. Odniosła wrażenie jednak, że to nie Illana była dla niego problemem, a wszystkie te instytucje.
- Doceniam, że tak unosisz się w mojej sprawie, ale wiesz... Jeśli krew tego drania jest potrzebna do odczynienia klątwy raczej marne mam szanse, żeby wrócić tu żywa.
Trochę ucieszył ją fakt, że nie zarażono ją likantropią, ale po namyśle co niby za różnica? Dalej przy pełni księżyca wyła w niebo i goniła króliki merdając ogonem.
- No nic... chyba na chwilę mogę przyjąć Twoją zasadę, żeby brać od życia to co daje. Przynajmniej dopóki się nie skurwi i dupą na mnie nie obróci.
Uśmiechnęła się jednym koniuszkiem ust. Niemniej, mimo trudnego zadania, jakie postawiła przed nią kapłanka... chyba mogła spróbować, prawda? Dopóki jakimś cudem nie dotrze do tamtego wilkowatego to i tak nie ma co się zamartwiać na zapas. Równie dobrze może go w ogóle w ciągu tych dwóch miesięcy nie znaleźć.
- To mówisz gdzie ten Malarz rezyduje?
Przez chwilę studiowali instrukcje otrzymane od Mariel. Nic tylko trzymać kciuki, żeby tamten artysta był równie skory do pomocy co kapłanka.
Verath i Yrene opuszczają świątynię. Ciąg dalszy --> Galeria Sztuki "Pióro Feniksa"