Widząc samą siebie posyłającą zalotny uśmiech parsknęła cicho, lecz potem nie wytrzymała. Roześmiała się w głos, aż po jej policzku pociekły łzy rozbawienia.
- P...przeprasza. Po prostu... Hahaha! Jak się tak uśmiechnąłeś... Teraz już wiem, że nie mogłabym się bawić w Casanovę, bo wygląda komicznie. - Otarła policzki. Dawno nie miała tak dobrego humoru. O ile we wcześniejszych dniach mimo wszystko się mocno pilnowała w towarzystwie Rivlisha, tak teraz była po prostu sobą. On chyba również mógł wyczuć tę subtelną różnicę.
- Co do Ethalii nie wydaje mi się, żeby to pieniądze były głównym problemem. Znaczy... one zawsze nim są, jeśli ich brakuje, jednak można sobie poradzić. Kiedy spojrzała na Ciebie... znaczy na Rivlisha tam nie było złości. Ona patrzyła z nienawiścią tak głęboką, że musiała nosić ją w sobie przez naprawdę długi czas.
Kiedy wyciągnął sygnet otworzyła szerzej oczy. Ten szmaragd był naprawdę prześliczny, a sam pierścień pieruńsko drogi, przynajmniej z wyglądu. Pozwoliła sobie wziąć go na chwilę do ręki oglądając z każdej strony. Szukała jakichś grawerów czy innych wskazówek, czy to faktycznie był sygnet rodowy rodziny Rivlisha.
- Podejrzewam, że tym razem może chodzić o relację rodzinną. Skoro byli rodzeństwem to moim zdaniem problemem pewnie będzie zawiedzione zaufanie. Widziałeś jak włosy zasłaniały cześć jej twarzy? Robimy to najczęściej, żeby coś ukryć. Skoro w Domu Urody pracuje głównie jako tancerka a nie kobieta do towarzystwa, to albo nie chce tego robić albo nie jest... "perfekcyjna" - ostatnie słowo powiedziała z przekąsem i wyraźnym żalem. - Jeśli ukrywa blizny to mężczyźni, którzy płacą na ładną buzię nigdy jej nie wezmą do spełnienia swych rządz.
Zostawiła jednak ten temat. Dzisiaj mogli już tylko gdybać, a to ich nigdzie nie zaprowadzi. Co najwyżej wpakuje w tarapaty, jeśli wyciągną błędne wnioski.
Gdy T'jarth wyraźnie się zaciął podczas swojej wypowiedzi Arya tylko się uśmiechnęła. Nie zamierzała już udawać, że puszcza mimochodem niedopowiedzenia, lecz tak jak wcześniej nie planowała z niego wyciągać tych informacji na siłę. Teraz z kolei dowiedziała się, że ma jakiś sposób na poznanie ludzkich zachowań, chociaż nie do końca je rozumiał. Była ciekawa, czy jeszcze uda się jej tego mimochodem dowiedzieć.
- Jeśli będziesz potrzebował mojej rady to jestem. Tylko wiesz... nie wszyscy ludzie myślą tak samo, może dlatego to takie trudne dla Ciebie. Ja mogę inaczej coś odebrać od Ethalii. Z resztą... sam wspomniałeś, że moja reakcja na Twoją tajemnicę była nietypowa. - A może po prostu była dziwna? No cóż... żeby przetrwać tak trudne dzieciństwo raczej musiała w którymś momencie oszaleć w większym lub mniejszym stopniu.
- Czyli to też coś, czego się musiałeś nauczyć? Podejrzewam, że chyba trochę tak jak małe dzieci uczą się chodzić, a ptaki latać? Ale mam pytanie, oczywiście jeśli mogę? Znaczy mam całą masę pytań, ale wiem, że nie powinnam. Jednak... Czy ciągła zmiana postaci i życie życiem innych istot nie sprawia, że możesz zagubić to, kim sam jesteś? Prawdziwego T'jartha? Rozumiem, że bycie zmiennokształtnym to część Twojego jestemstwa, ale gdy cały czas się udaje, to w końcu nie gubisz samego siebie? Wydaje mi się to bardzo trudne, żeby znaleźć w tym równowagę. Były momenty, kiedy zachowywałeś się jak Rivlish, ale częściej jednak widziałam zachowania, które nijak mi do niego nie pasowały. To chyba właśnie prawdziwy Ty się wtedy przebijałeś, co?
Tak, zdecydowanie inaczej go teraz traktowała. Nie była co chwilę spięta czy tak bardzo speszona. Ona... przestała widzieć w nim mężczyznę w sensie osoby, która przeważnie kłamie, krzywdzi i wykorzystuje płeć przeciwną. Przestała w nim widzieć potencjalne niebezpieczeństwo, że okaże się jak jej ojciec, kiedy wracał pijany do domu. Bo skoro T'jartha nie był człowiekiem i nie zachowywał się jak oni, to raczej by jej tak nie skrzywdził, właśnie w ten emocjonalny sposób.