Wielki Szczur czuwa - prolog
-
Karv
- Posty: 389
- Rejestracja: 27 lut 2022, 8:21
Właśnie, worek. Chłopak jak przez mgłę pamiętał, że cisnął nim w jednego z przeciwników, próbując odwrócić uwagę tamtego. Zastanowił się, czy warto jest ryzykować spotkanie z tłumem, by odzyskać pakunek. Przyjemny ciężar monet w dłoni uprzytomnił mu, że nie.
- Dzię... dziękuję - wyjąkał, wsypując monety z powrotem do sakiewki. Wcześniej wcisnął pozostałe podarki za pasek spodni, by mu nie przeszkadzały. - To bardzo dużo pieniędzy. Na pewno pomoże mi na jakiś czas. Na imię mam Keegan - wyjawił w końcu, uśmiechając się lekko.
Wcisnął sakiewkę do kieszeni i nagle złapał Dahlien za rękę.
- Schodami nie zejdziemy, ci ludzie na dole mogą być niebezpieczni. Chodź za mną. - Pociągnął ją w stronę okna. Otworzył je i ostrożnie wyślizgnął się na drugą stronę. - Gzyms jest dość szeroki, by oprzeć na nim nogi, chodź!
Znów wyciągnął rękę do Dahlien, by pomóc jej wyjść. W międzyczasie zerknął w załom uliczki, w którą wjeżdżał właśnie wóz z sianem.
- Jeden ze szczurów powiedział mi, że mogą nas kiedyś wezwać. To znaczy... wezwać mnie i że powinienem wtedy zabrać cię ze sobą. Nie wiem jak, ale jakoś cię wtedy odnajdę. Poczekaj... Skacz, teraz!
Miękko wylądowali na sianie. Keegan wypluł źdźbło z ust i wygarnął trawę z włosów. Zaśmiał się serdecznie.
- No to co? Do zobaczenia, prędzej lub później! - W tym czasie wóz odjechał już kawałek od domu pana Larsa i nie było szans, by chłopak wpadł na zdenerwowanego zniszczeniami pana Raubo. Keegan wyjrzał ostrożnie na ulicę, a gdy upewnił się, że wśród przechodniów nie dostrzega znajomych twarzy, zeskoczył na bruk. - Żegnaj!
Przez chwilę machał za odjeżdżającym z Dahlien wozem - woźnica kierował go w północnej bramy. Potem odszedł, wesoło poklepując się po kieszeni, w której tkwiła sakiewka ze złotem.
-
Gruby
- Posty: 145
- Rejestracja: 26 lut 2022, 22:07
Jak dalej potoczyły się losy naszych bohaterów?

Dahlien - epilog
Dahlien zawitała do świątyni, aby przekazać informacje o swoim spotkaniu kapłanom. Ci wysłuchali dziewczyny i podziękowali za zajęcie się udręczoną duszą, chociaż raczej zbyli informacje o Szczurzym Bożku - nie znaleźli w historii czegoś co wskazywałoby na to, że chodzi o coś więcej niż zwierzę totemiczne z którym powiązany był duch druida. Duchowni mieli jednak zbadać sytuację głębiej. Ktoś kto rzekomo potrafił zmieniać ludzi w szczury musiał posiadać ogromną moc i sama zmora musiała należeć do kogoś znacznego. Tak czy siak, to już nie był problem Dahlien. Jednak kto wie - może to proste przekazanie informacji, na które swoją drogą nie każdy by wpadł, będzie kiedyś bardzo ważne.
Druidka wróciła do lasu, gdzie zakopała bransolety należące do druida i jej siostry. Nie wiedziała, czy to rzeczywiście przyniesie pokój obu duszom, ale sama poczuła ulgę. To rozwiązanie musiało być zgodne z wolą natury. Umarli nie powinni się pałętać po ziemi żywych, a szczególnie nie wiedzeni rozgoryczeniem i złością.
Co do znalezionych ksiąg - z druidycznych rzeczy, odkryła parę pozycji traktujących o zielarstwie i zwierzętach, skierowanych raczej do przeciętnych miastowych. W większości jednak były to podstawowe materiały, które już znała. Druidzi zazwyczaj nie dzielili się swoją wiedzą pisemnie, kartki nie przyjmowały dobrze emocji oraz uczucia bliskości z przyrodą. Jednak pośród tych pozornie zbędnych tomów, Dahlien znalazła coś ważnego - notatki. Pojedyncze kartki zapisane niedbałym, bardzo trudnym do rozczytania pismem, były wetknięte w jedną z książek.
Dahlien, medytując i kontemplując naturę w lesie czytała rękopisy, analizując je i rozszyfrowując. W trakcie swoich lektur wyczytała, że...
- właściciel notatnika szukał możliwości zachowania druidycznej mocy w mieście. Najwyraźniej przez dłuższy czas musiał pozostawać z dala od natury i niezbyt dobrze znosił to rozstanie. Pozaznaczał na prowizorycznej mapce miejsca związane z naturą, ale wiele z nich było poskreślanych - najwyraźniej zamieszki i kryzysy w Nimnaros wyeliminowały wiele miejsc, które mogły poratować spokój druida.
- od czasu do czasu pojawiały się wzmianki o uzdrawianiu. Widać było, że druid szukał lekarstwa na coś, zapisywał różne kombinacje ziół i robił sobie "listy zakupów", jednak wszystkie były przekreślone.
- spora część notatek poświęcona była kontaktom z istotami miasta - psami, kotami, szczurami, nawet karaluchami. Zgodnie z tym co napisał, koty i psy żyły we względnym pokoju, próbując przeżyć w chaotycznym mieście. Z notatek wynikało, że ktoś nimi rządzi i że druid spotykał się z ich "opiekunami", jednak nie określił kim oni są, ani gdzie się znajdują.
- szczury były opisywane z ogromną estymą, jako stworzenia, które najlepiej poradziły sobie z trudnymi warunkami po rebelii i które po cichu dbały o miasto. Nie pisał nic o ich władcy ani bogu.
- w pewnym momencie notatki zaczęły się robić bardziej chaotyczne. Listy zakupów zabazgrywane, część kartek jakby zmięta, a potem na nowo rozprostowywana. Coraz częściej kleksy. Długie ciągi składników i ziół, ze złością zakreślane.
- potem treści związane z magią ochronną i totemiczną, mającą na celu zdobycie większej kontroli nad zwierzętami oraz ich ochronę... przed wpływami natury? Ale zgodne z naturą? Notatki były niejasne, ale skupiały się głównie na kotach i myszach. Próby rozczytania ich były strasznie frustrujące i zajmowały dużo czasu, dlatego niziołka postanowiła przełożyć próby na kolejny dzień.
Jednak następnego poranka, gdy Dahlien obudziła się pośród mchu i kwiatów zauważyła, że notatki... zniknęły. Buhr i Luke niczego nie widzieli, okoliczne zwierzęta również. Czyżby rozwiał je wiatr? Niemożliwe, w końcu były odpowiednio schowane. Niziołka miała przeczucie, że ktoś celowo ukradł informacje od druida - jakieś stworzenie lasu, bo kto i jak miałby się o nich dowiedzieć? Ktoś ją obserwował od momentu opuszczenia Nimnaros? Dziwna sprawa. I niepokojąca.
Tak czy siak, samo przeczytanie notatek sprawiło, że Dahlien dowiedziała się tego i owego o ziołach leczniczych, zwierzętach w Nimnaros oraz magii związanej z totemami, mającej zwiększać kontrolę nad zwierzętami. Tej ostatniej pewnie nie będzie chciała użyć, ale może któregoś razu warto będzie poszukać tych "opiekunów" miejskich stworzeń, aby dowiedzieć się jak wesprzeć stworzenia miast? Wśród list ziół znajdowały się też nazwy, których Dahlien nie rozpoznawała - musiały to być jakieś rzadkie rośliny. Informacje o nich też na pewno pomogą lepiej zadbać o leśne zwierzęta, warto będzie ich w przyszłości poszukać.
Dziwna fiksacja druida na punkcie szczurów, władcy zwierząt w Nimnaros, poszukiwania tajemniczego lekarstwa... tyle wątków do zbadania, tyle rzeczy do myślenia. Na razie jednak był czas na odpoczynek. Dahlien leżąc na mchu i opierając głowę o pień dębu, oglądała jak Buhr i Luke bawią się pośród zielonych traw i ziół, razem z innymi zwierzętami. Zapach kwiatów roznosił się po łące, a szum pobliskiego strumyczka uspokajał niziołkę. Jeszcze przyjdzie czas na tajemnice i przygody, ale teraz w końcu miała czas na odpoczynek na łonie natury...
Jednak ONI patrzą i czekają...

Keegan - epilog
Dla Keegana cała przygoda zakończyła się bardzo szczęśliwie - chociaż kosztowała go nieco nerwów, to młodzieniec mógł mieć poczucie, że ryzyko zostało wynagrodzone. To co otrzymał od Dahlien, było zdecydowanie lepsze niż praca u pana Raubo. Co więcej, ostatecznie chyba prostsze. Zamiast rozbierać podłogę bogowie wiedzą jak długo i dłubać w gwoździach za marne grosze, wystarczyła krótka przygoda, aby wzbogacił się jak nigdy.
To doświadczenie musiało być interesujące dla chłopaka. Po co się zamęczać pracą z niewdzięcznymi krasnoludami i obijać sobie palce młotkiem, kiedy tylko będąc obok dziwnych osób władających magią, można było wzbogacić się szybciej? A i przeżyć coś, czego, tfu, rodzice, pewnie by nigdy nie przeżyli. Chłopak mógł czuć pewną dumę z tego jak to wszystko rozegrał. I słusznie.
Z całej przygody wyszedł więc z o wiele zasobniejszą sakwą, miksturą leczenia, książką do nauki podstaw magii (to czy zechce ją wykorzystać to już inna historia) oraz... dziwnym towarzystwem. Keegan coraz częściej zaczął widywać duchy szczurów. Wcześniej nie rzucały mu się w oczy, widywał raczej sylwetki ludzi. Co więcej, poza spotkaniem ze zjawą druida, mary raczej na niego nie reagowały i zajmowały się swoimi sprawami. Z duchami gryzoni było jednak inaczej. Chociaż były nieme i nie podejmowały z młodzikiem takiej interakcji jak dziwny szczur w wianku z domu druida, to czasami wskazywały mu ścieżki. Zdarzyło się, że duch szczura pojawiał się na skraju uliczek i wskazał mu, gdzie ma iść - okazywało się potem, że po drugiej części rozwidlenia stali rzezimieszkowie lub strażnicy miejscy o złych zamiarach.
Bywało też, że duchy krzątały się przy miejscach, gdzie ktoś ukrył złoto. Najwyraźniej w rymowance dziwnego szczura było coś prawdziwego - i znalazł Keeganowi wartościowych towarzyszy. Na razie nie przychodziły jednak żadne rozkazy, a młody obłaskawiacz martwych gryzoni, musiał się borykać z innymi problemami dnia codziennego. Pan Raubo nie był zadowolony. Nie, inaczej, ujmijmy to bez owijania w bawełnę. Pan Raubo był wkurwiony jak jasny chuj. Zawalenie posiadłości druida, zniszczyło też częściowo dom pana Larsa. Co więcej, w zamieszaniu towarzyszącym całemu wydarzeniu, do środka włamały się jakieś draby, po ulicy poszła plotka, że dzielnica nie jest bezpieczna co znacznie wpłynęło na ceny nieruchomości, a Keegan wraz z Grubym zostali powiązani, jako prowodyrowie wszystkich zniszczeń. Pan Lars zrezygnował z usług pana Raubo, a ekipa krasnoluda trafiła na czarną listę co bogatszych pracodawców.
Raubo postawił sobie za cel dorwanie Keegana i spuszczenie mu wpierdolu stulecia. Co więcej, dogadał się ze swoimi krasnoludzkimi krewnymi z cechu, którzy też mieli rozglądać się za chłopakiem. Strażnicy miejscy również zostali poinformowani o całej sprawie. Keegan musiał stawiać uszy na każdą wspominkę o tamtej niefortunnej okolicy lub swoim imieniu. I przy okazji, usłyszał też parę innych interesujących ploteczek:
- podobno posiadłość, którą zdemolowali należała niegdyś do bogatej, arystokratycznej rodziny Rathassen. Jednak pan i pani domu umarli podczas niepokojów w Nimnaros, a jedyną panią na włościach została ich córka. Po jakimś czasie miał też wrócić jej nieokrzesany brat, który niegdyś pokłócił się z rodzicami i umknął poza granice miasta.
- córka Rathassenów miała zachorować na nieznaną chorobę, a jej brat nie odstępował jej na krok. Ostatecznie jednak nieboszczka odeszła, a chwilę po niej ze zgryzoty umarł też jej brat. Dom pozostał opustoszały i zajęły go różnego rodzaju męty.
- samo zniszczenie domostwa zostało zrzucone na Grubego, ale Keegan miał być jego pomagierem. O dziwo, nikt nie wspominał o Dahlien - najwyraźniej nie została w żaden sposób powiązana z tymi wydarzeniami. Niektórzy plotkarze wspominali coś o duchach, inni o magii, ale całość została potraktowana raczej jako akt wandalizmu i zniszczenia własności, niż podejrzana, nadnaturalna sprawa.
I tak dalej się toczyło życie Keegana. Miał zapewnione środki na najbliższe dni, pewnie nawet miesiące, ale jakaż była z nich radość, kiedy musiał ukrywać się i przed strażą, i przed wściekłą kumoterią krasnoluda Raubo? Przynajmniej miał czas na czytanie o magii, poznawanie mniej popularnych zakątków miasta podążając za duchami szczurów i rozmyślania. Kto wie, może to poszukiwanie przygód to nie taki zły biznes? Może warto się za tym rozejrzeć.
Przynajmniej do momentu, kiedy ONI nie dadzą znaku...

Razzuk - epilog
Razzuk obudził się w jednej z biedniejszych dzielnic. Nie pamiętał co się z nim działo. Miał jakieś mgliste wspomnienia o wielkim orku, szalonej niziołczej druidce i domu... domu, gdzie musiał spotkać się ze swoim informatorem. Ktoś go czymś naćpał? Ogłuszył? Zero, nic, ani odrobinki pamięci. Gdy powrócił na miejsce umówione z kontaktem zastał ruinę, obstawianą przez straż miejską.
Szczęście jednak uśmiechnęło się do goblina - udało mu się po paru dniach na nowo nawiązać łączność przez sieć slumsowych męt i ustawić kolejny termin spotkania. To przebiegło w owocnej atmosferze, chociaż informator był dosyć... rozkojarzony. Nie chciał jednak zdradzić, co go ostatnimi czasy spotkało. Informacji o półświatku i transportach, które można było ograbić trafiło się całkiem sporo, jak na podjęte ryzyko oraz cenę. Niepokojąca, ale też mogąca nieść potencjalne zyski, była informacja o grupce goblińskich bandytów poza miastem, napadających na karawany. Mówiono, że okoliczne farmy mają duże zapotrzebowanie na trunki na szczury, to dobry kierunek biznesu. Podobno też na rynku pojawił się jakiś nowy cwaniak, niejaki Malshenro Piaskowy Płaszcz. Informator był raczej niechętny do udzielania informacji o nim i traktował go bardziej jako ciekawostkę, ale ten podobno szukał partnerów biznesowych i miał mieć niezwykłe szczęście we wszystkim co robi. Inni jednak nie chcieli podejmować ryzyka współpracy z nim, bo proponował absurdalne biznesplany, a dodatkowo wiele wymagał od potencjalnych partnerów, samemu nic nie dając.
Tak, to było coś, na czym można działać. Razzuk wyszedł ze spotkania zadowolony, a w jego głowie na pewno zaczęły się kłębić liczne koncepty na to jak by tu zarobić, a przy tym się nie narobić...

Gruby - epilog
Gruby uśmiechał się szeroko. Siedział właśnie w lochach, zakuty w kajdany i oskarżony o zniszczenie prywatnego mienia. Ork nie rozumiał za bardzo o co to całe zamieszanie, ale był dosyć zadowolony. Żarcie dawali. Podłoga była twarda i zimna, idealna na czyraki na dupsku. A miły pan gwardzista powiedział mu, że jeszcze takiego jebanego tłuściocha to nie widział. Nakarmiony, wykomplementowany spaślun miał dobry dzień. A jakby tego było mało, miał coś jeszcze. Upewniając się, że strażnik nie widzi, Gruby sięgnął pod swojego obwisłego cyca. Wyciągnął coś spod niego, a ten z cichym plaśnięciem powrócił na swe miejsce.
Ork trzymał w dłoni sakiewkę poplamioną na czerwono, jakby krwią. Otworzył ją ostrożnie, a w środku znajdowały się zmiażdżone i zapocone od tłustego cycocha... maliny. Te, które Dahlien zostawiła mu w piwnicy zniszczonego domu. Bambarylnik uśmiechnął się jeszcze szerzej niż wcześniej, o ile to było możliwe.
O tak. To będzie kolejny, dobry dzień.

??? - epilog
Głosy z ciemności szepczą o intrygach i planach. Nadszedł czas na zmiany i na rozpoczęcie działań.
- Słyszałeś? Szczury zostały wyzwolone, razem z nimi Archibald i Jerma. Udało się odesłać Rathassena w cholerę.
- Teraz? Viaveneto miał zająć się cmentarzami, a nie...
- To nie Viaveneto, chociaż podobno jego podopieczni mieli w tym udział. Jakaś druidka i chłopak, który widzi duchy. A, i spasiony ork jakiś tam.
- To co, Goldberg? Zresztą, zaraz się dowiem. Są z nami?
- A nie wiem. Są pod opieką Pełzacza i Viaveneto. Ork trafił do więzienia, to twój rewir Łebski, więc pewnie będziesz mógł się nim zająć.
- O, już podpytuję hordę... chwila... rzeczywiście, jest tam, żre jakąś czerwoną paciaję. A to podobno my jesteśmy obrzydliwi. Dobra, ogarnę go.
- Wspaniale. W ogóle podobno sami załatwili Rathassena, nie musieliśmy nic robić. Wpadli do środka jak do siebie i go normalnie załatwili, czaisz? Zawalili część budynku i chyba zniszczyli przy okazji jego runy ochronne i totem kontroli.
- Dobrze, los jest po naszej stronie i plany idą o wiele szybciej do przodu, niż zakładaliśmy. Wielki Szczur czuwa.
- O tak, czuwa. Ale niedługo się obudzi i zamiast czuwać, zacznie działać. Jeszcze trochę. To co Łebski, co będziemy robić dziś w nocy?
- Dokładnie to samo co robimy każdej. Opanowywać świat.
KONIEC
Ekwipunek: ubrany tylko w pas, portki w biało-czerwone pasy, skórzane buty i z tkaninąna nadgarstkach. Za pasem sakwa i krótki nożyk. Pierś naga z obłym cycem.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości