Re: Maska Kryttisa
: 02 cze 2022, 15:42
Jona ogarnęła panika.
Wóz zatrząsł mu się solidnie pod nogami, że sam prawie zleciał z kozła. Lambert postanowił zostać akrobatą i wywijał hołubce na dachu i po ścianach. We Flattera wstąpił istny demon i sypie iskrami wściekłości z oczu. Konie się wierzgają i nie chcą biec zgodnie.
A Jonowi odklejają się wąsy, i butelka pochwycona w ostatniej chwili wyślizguje się ze spoconych palców.
Wcisnął butelkę za pazuchę, poprawił oklapłe od deszczu wąsy, modląc się, żeby wytrzymały jeszcze parę chwił i już miał zatrzymywać powóz, już miał wstrzymywać konie, żeby dać się wyprzedzić i gdzieś skręcić, gdy to Flatter chyba zbyt skupiony w swej żądzy zemsty i chciwości na Jonie, nie zauważył przed sobą pozostawionych straganów warzywnych i bezceremonialnie, w pełnym impecie władował się w kapustę.
Może i straci trochę skarbów, ale sałaty i tak mu nie zabraknie.
A skoro już rękę z lejcami miał w górze to strzelił nimi po końskich grzbietach, zagwizdał i ryknął tylko:
- Wio!
Wciąż stojąc, wyciągnął do Lamberta rękę, aby pomóc mu wspiąć się na kozioł. Gdy obaj usiedli, Jon wyciągnął spod munduru uratowaną butelkę.
- Życzysz sobie coś na ogrzanie i dodanie sił? - zapytał, nie ukrywając radosnego uśmiechu.
Wóz zatrząsł mu się solidnie pod nogami, że sam prawie zleciał z kozła. Lambert postanowił zostać akrobatą i wywijał hołubce na dachu i po ścianach. We Flattera wstąpił istny demon i sypie iskrami wściekłości z oczu. Konie się wierzgają i nie chcą biec zgodnie.
A Jonowi odklejają się wąsy, i butelka pochwycona w ostatniej chwili wyślizguje się ze spoconych palców.
Wcisnął butelkę za pazuchę, poprawił oklapłe od deszczu wąsy, modląc się, żeby wytrzymały jeszcze parę chwił i już miał zatrzymywać powóz, już miał wstrzymywać konie, żeby dać się wyprzedzić i gdzieś skręcić, gdy to Flatter chyba zbyt skupiony w swej żądzy zemsty i chciwości na Jonie, nie zauważył przed sobą pozostawionych straganów warzywnych i bezceremonialnie, w pełnym impecie władował się w kapustę.
Może i straci trochę skarbów, ale sałaty i tak mu nie zabraknie.
A skoro już rękę z lejcami miał w górze to strzelił nimi po końskich grzbietach, zagwizdał i ryknął tylko:
- Wio!
Wciąż stojąc, wyciągnął do Lamberta rękę, aby pomóc mu wspiąć się na kozioł. Gdy obaj usiedli, Jon wyciągnął spod munduru uratowaną butelkę.
- Życzysz sobie coś na ogrzanie i dodanie sił? - zapytał, nie ukrywając radosnego uśmiechu.