Spojrzała na niego, po czym zaśmiała się pod nosem.
- Coś sądzę, że jeśli byś chodził ciągle wstawiony to nie dałbyś rady popisywać się tasowaniem kart jak wczoraj. Może daj sobie najpierw wytrzeźwieć do końca?
Nawet ona musiała przyznać, że miał zręczne palce. Dokładnie z tego powodu była w stanie przypuszczać, że nie zawahałby się sięgnąć po ostrze. Słysząc zaś jego odpowiedź zastanowiła się. Odeszli już spory kawałek, więc mogła sobie pozwolić na takie dywagacje.
- W oko? No cóż, ryzykowne. Szczególnie, że jak już wczoraj ustaliliśmy szczęście to przekupna kurwa, która często zmienia swoich klientów. Jakbym Cię zaatakowała celuj lepiej w gardło. Większa powierzchnia, będzie łatwiej.
Przyspieszyła kroku, żeby nie widział jej twarzy. Cholera jasna, po co mu to wszystko mówiła? Może... może jakimś dziwnym, niezrozumiałym cudem, zaczynała go lubić? To nie było dobre. Przed kolejną pełnią księżyca będzie musiała odejść, zerwać wszystkie znajomości i znaleźć nowe miejsce do życia. Jeżeli nic się nie pochrzani może kiedyś wróci do Nimnaros. Ale to byłaby daleka przyszłość. Po cholerę to sobie robiła?
- Stamtąd, skąd pochodzą wszystkie potwory. Spod łóżka.
Nie patrzyła na niego. Po prostu poszła dalej.
Verath i Yrena idą dalej. -> Slumsy Dzielnicy Portowej