Strona 1 z 1

Slumsy Dzielnicy Portowej

: 27 wrz 2022, 11:49
autor: Denadareth
Obrazek

Bardzo wielu najmitów ledwie wiąże koniec z końcem, mieszkając właśnie tutaj. Mają cięższą niż ogrodnicy pracę (górnictwo lub rybołówstwo), mniej płatną i gorzej cenioną. Wśród ich rozklekotanych domów znajdują się jednak perełki. Jedną z nich jest karczma "Świński Ryj" - tańszej już nie znajdziesz. Nieoficjalnie karczma uchodzi za dobre miejsce do werbowania zdesperowanych ludzi, a jeśli zna się język złodziejski, można tu zdobyć całkiem sporo ciekawych informacji o podziemiu. Właścicielem przybytku jest Meten, stary mafiozo, którego melina stoi kilka domów obok. To najbardziej okazała hacjenda na osiedlu, ale przez kompletne zaniedbanie niewiele odstająca estetyką od reszty ruder. Oprychy Metena kręcą się wszędzie wokół. To tutaj najłatwiej zarobić kosę pod żebra.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 27 wrz 2022, 11:51
autor: Denadareth
Yrene i Verath przychodzą z Rybnego Rynku.
Poranny wiatr przywiewał zapach odchodów, szczyn i wymiocin.
- Banda Herla? Nieugiętego? - Verath przypomniał sobie, co Yrene powiedziała wcześniej. - Słyszałem o nim. Nieprzyjemny typ, ponoć.
Odetchnął miejscowym zapaszkiem, kaszlnął i znowu poczuł się gorzej.
- Ugh, urocze miejsce - powiedział. - Na pewno zapamiętam tę randkę. Ale dziękuję za radę odnośnie gardła, skorzystam - powiedział Verath lekko, kontynuując ich rozpoczętą rozmowę. - Jeśli będzie taka potrzeba naturalnie.
Zaraz jednak spoważniał.
- Och, uwierz mi - powiedział. - Znałem parę potworów i daleko ci do nich. Pod względem potworności, oczywiście - powiedział z uśmiechem. - Pod wieloma, wieloma innymi względami ich przewyższasz.
Rozejrzał się dookoła.
- Nadal chyba lepsze miejsce niż Labirynt, prawda? - zapytał.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 27 wrz 2022, 16:30
autor: Dahlien
Wzruszyła ramionami i rozejrzała się dookoła. Tutaj jeszcze jej nie było i szczerze? Gdyby nie spacer z Verathem bynajmniej nie planowała zachodzić do tutejszych slumsów. Jak widać mężczyzna nie żartował, że planuje z nią odwiedzić miejsca, do których normalnie sam by nie zawędrował.
- Tutaj znowu nic Ci nie powiem. Nie spotkałam go, a jak mam być szczera to wiele bym dała, żeby nigdy na niego niechcący nie wpaść.
Jej wiedza opierała się głównie na rozmowach z Hortem. Po przybyciu do miasta wynajęła u niego pokój i wypytała Karczmarza kogo unikać, gdzie nie chodzić i jak zwiększyć swoje szanse na przeżycie w obcym miejscu. Horrisen na szczęście chętnie podzielił się z nią informacjami.
Wtem spojrzała na towarzysza zaskoczona.
- Randka? Serio? Jeśli tylko na tyle Cię stać podczas randek to zdecydowanie nie masz wzięcia u kobiet.
Nie mogła sobie darować, żeby mu trochę nosa nie utrzeć. Myślał, że pozjadał wszystkie rozumy świata? Albo nie zorientowała się, że używa jej jako darmowego ochroniarza do zapoznania się z topografią miasta? Nie była głupia.
- Na przykład pod jakimi?
Na pytanie o Labiryncie po prostu skinęła głową. Nie zamierzała podać mu wszystkich informacji na złotej tacy. Niech się dziad pomęczy.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 27 wrz 2022, 16:46
autor: Denadareth
Verath złapał się ze udo.
- Auć! - zawołał. - Marne powodzenie u kobiet? Ranisz mnie w samo serce!
Zaraz jednak się roześmiał i pogroził jej palcem.
- O nie nie! Nie dam się w ten sposób nabrać! - powiedział. - Wiem, jak podchodzisz do komplementów, więc nie będę ci teraz opowiadał jak bardzo przewyższasz potwory, które spotkałem urodą i urokiem.
Rozejrzał się raz jeszcze dookoła.
- Szkoda, że tu taka bieda - powiedział. - Bo mieszkańcy tego typu zakazanych miejsc zazwyczaj nieźle grają w karty i kości.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 28 wrz 2022, 18:06
autor: Dahlien
Zerknęła na udo mężczyzny, za które się trzymał, a potem uśmiechnęła się naprawdę złośliwie.
- Myślałam, że w tym okolicach trzyma organ służący do rzekomego myślenia, a nie serce.
Szli przez chwilę podziwiając niesamowitości nimnarejskich zakątków. A ona raz za razem przypominała sobie czemu lepiej czuła się w lesie.
- To skoro jesteś tak wyczulony na moje próby podpuszczenia Cię, bym miała pretekst do gryzienia, to powiesz mi coś o sobie? Nie będę zadawać konkretnego pytania. Powiedz to co chcesz.
Zauważyła już, że facet należał do tych tajemniczych. Nie uwierzyła mu, że uważał się za Kel za swoje imię. Po prostu nie drążyła tematu, odpuściła. Kto jak kto ale ona rozumiała, że są rzeczy, o których nie chce się rozpowiadać.
- A co z przyjemnością z samej gry? Nie żebym była w tym jakimś ekspertem, ale chyba po to ludzie się spotykają na wspólne partyjki, prawda? Dla tego dreszczyku emocji? Czy już bez wysokich stawek go nie doświadczasz?

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 8:55
autor: Denadareth
- Auć! - Verath zawołał ponownie. - Twój dowcip dziś tnie jak żyletka. - Rozejrzał się raz jeszcze dookoła. - Ale naprawdę urocze miejsce. Taki miejski las. Tylko drapieżniki się mniej nadają do głaskania.
Spojrzał kątem oka na nią, gdy wspomniała o pytaniach. Najpierw postanowił zyskać na czasie.
- Nie, to nie tak - powiedział. - Emocje są nawet w towarzyskiej grze, bez pieniędzy. Chociaż jakaś stawka zawsze dodaje pikanterii, czy jest to gra na pytania czy rozbierana wersja Trzech Smoków. Są też gry, w które spokojnie mogę grać dla przyjemności, bez żadnych pieniędzy. Z innymi... takimi jak Trzy Smoki lub poker, sytuacja jest nieco inna. Tak, jest to gra losowa, tak, jest to gra polegająca na blefowaniu, ale, wierz lub nie, strategia też jest ważna. A strategią w tej grze, jest zarządzanie ograniczonymi zasobami, jakie posiadasz: czyli pieniędzmi. Używanie ich to coś więcej niż tylko źródło emocji, mają także w znaczeniu w tym, jak gracz. Ile obstawiasz przy każdej rundzie, kiedy się wycofujesz i tak dalej. Blef jest bardziej skuteczny, jeśli podwoisz pulę tego, co włożył przeciwnik niż jeśli tylko wyrównasz.
Uśmiechnął się do towarzyszki.
- Dlatego musimy kiedyś zagrać na pieniądze - powiedział. - Albo chociaż rozbieranego. - Zaraz, nim się miała okazję na niego rzucić dodał: - Hmm, powiedzieć coś o sobie. Widzę, że nie dajesz za wygraną. Ja zazwyczaj nie daję nic za darmo, ale... Mam dużą rodzinę. Wiele rodzeństwa - natychmiast też odbił piłeczkę - A jak u ciebie wygląda sytuacja rodzinna?

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 10:55
autor: Dahlien
Roześmiała się, szczerze i stosunkowo głośno. To przy tych nielicznych momentach na kilka sekund ściągała swoją maskę zimnej i odpychającej kobiety, pokazując ułamek dawnej siebie. Działo się to jednak bardzo rzadko.
- Od kiedy jakikolwiek drapieżnik nadaje się do głaskania?
Zaraz też uniosła brew do góry na chwilę przystając, żeby na niego spojrzeć.
- Rozbierana wersja Trzech Smoków? No to faktycznie musisz często w to grać, skoro tak Ci dobrze w to idzie. Tutaj też sprawdza się to co mówiłeś wczoraj, że najchętniej grasz z mężczyznami, bo nie wiedzą kiedy odpuścić?
W jej oczach błyszczało rozbawienie. Dogryzanie mu było bardziej orzeźwiające niż chłodny wiatr na jej twarzy i odsłoniętej skórze. Im dłużej ze sobą rozmawiali tym ciężej było jej grać niedostępną. Nikt nie chciał być sam całe życie, a jeśli tak mówił to kłamał. Chęć posiadania jakiegoś towarzysza, nie mówiąc już o przyjacielu, istniała w każdym.
Jego uwagę o zagraniu z nią na tych zasadach po prostu o dziwo przemilczała.
- Nie dziw mi się. Poznałeś moją tajemnicę, więc ja też chcę wiedzieć, czy jest w rękach kogoś, kto potrafi jej dochować. Równie dobrze zaraz może się okazać, że próbujesz mnie zaciągnąć w jakiejś obskurne miejsce tylko po to, żeby mnie obezwładnili, założyli kaganiec i obrożę, a Ty zgarnąłbyś za to kupę kasy. Sam mówiłeś, że lubisz mieć pełną sakiewkę. Kto tego nie lubi?
Spojrzała na niego uważnie, tym razem już bez wesołości w oczach. Mówiła śmiertelnie poważnie wyciągając na wierzch kartę mówiącą o tym, co teraz myślała o wspólnym spacerze w okolicę slumsów. Nie mogła sobie pozwolić na utratę czujności. Kiedyś to zrobiła i proszę jak skończyła.
- Jedynaczka. Jedyna córka matki, która traktowała mnie bardziej jak narzędzie do spełnienia własnych marzeń i ojca, który zawsze pragnął syna. Coś im nie wyszło jak widać.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 11:10
autor: Denadareth
Verath zaśmiał się donośnie.
Cholera, ale rozmowa z nią sprawiała mu przyjemność.
- Może cię to zaskoczy, ale owszem, nie mam nic przeciwko grania w rozbierane gry karciane z facetami - powiedział. - Zazwyczaj kończy się to tak, że ja jestem w pełni ubrany, oni niemal nadzy i błagają mnie byśmy zaczęli grać o kasę. A gdy ktoś jest zawstydzony i zziębnięty, to naprawdę popełnia głupie błędy i kiepsko blefuje. Tylko, zupełnie nie wiem czemu, rzadko mają ochotę ze mną grać na takich zasadach. Gdybym jednak miał atrakcyjną partnerkę do gry...
Zawiesił głos i zmierzył Yrene długim spojrzeniem. Taaak, to nie był zły pomysł. Do przemyślenia później.
- Jasne, kto nie lubi mieć pełnej sakiewki? Chociaż posiadanie jej pustej jest dla mnie relatywnie nowym doświadczeniem; to kolejna rzecz, ktorą zdradzam ci na swój temat - powiedział. - A co do wydania ciebie... wiesz co lubię jeszcze bardziej niż pełną sakiewkę? Jest takie jedno doświadczenie, jedna przyjemność, która jest mi o wiele bliższa. Czy wiesz, co to jest?
Spojrzał na nią uwodzicielsko, przysunął się i wyszeptał jej do ucha zmysłowym głosem:
- Oddychanie - powiedział, po czym cofnął się i dodał normalnym głosem: - Wręcz uwielbiam oddychać! I mam wrażenie, że gdybym coś takiego odstawił, mogłabyś mi przeszkodzić w rozkoszowaniu się tą przyjemnością. Nie mam nawet przy sobie srebrnego noża! A przy okazji, z tym srebrem to prawda?
Wzruszył lekko ramionami na jej opowieść o rodzicach. Och, rozumiał jak to jest posiadać rodziców - czy też "rodziców" - traktujących dziecko jako narzędzie do zaspokojenia swoich marzeń.
- Ach, rodzina, prawda? Nie da się żyć z nimi, nie da się pozabijać wszystkich. No, chyba że zjadłaś swoich, jeśli tak to właśnie palnąłem gafę - powiedział, po czym potarł swoją bliznę na policzku. - To zrobiła mi moja siostra. Nadal lubię ją bardziej niż kogokolwiek innego z rodzeństwa. To skąd pochodzisz? Oprócz tego, że spod łóżka. Zaręczam, że byłbym świadomy, gdybyś przebywała gdziekolwiek w okolicach mojego łóżka.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 12:37
autor: Dahlien
Uniosła dłonie do góry jakby w geście obronnym.
- Nie no, spoko. Tolerancyjna jestem. Jak chcesz oglądać nagie męskie ciała to co kto lubi. Nie oceniam. Tym bardziej nie pytam czy wolisz wkładać, czy mieć wsadzanego skoro przy mnie jesteś taki uległy.
Naprawdę starała się nie roześmiać. Serio. A jednak zęby szczerzyła niczym głupi szczeniak. Ciekawa była, gdzie Verath ma granicę tolerancji i jak zareaguje, gdy przegnie.
On z kolei był całkiem blisko, żeby przegiąć. O ile jeszcze była w stanie tolerować marny podryw w jego wykonaniu, to gdy się zbliżył do niej dosłownie zawarczała. Dźwięk był niski, gardłowy. Aż jeżył włosy na skórze. W jej oczach również błysnęły czerwone iskry gniewu, gdy się do niej nachylił. Miał szczęście, że szybko zrobił krok do tyłu, bo kto wie jak to by się skończyło.
- Jeśli tak bardzo lubisz mieć drożne drogi oddechowe pilnuj się lepiej, żebyś nie udławił się własnymi słowami.
Ostatni mężczyzna, który naprawdę z zaangażowaniem zabiegał o jej względy potem zaatakował ją w lesie i stworzył ją taką, jaką była obecnie. Verath był naprawdę taki głupi, czy tylko udawał, że o tym zapomniał?
Na pytanie czy zabiła swoich rodziców spojrzała na niego przeciągle. Chociaż... nie powinna się dziwić, że brał to pod uwagę. Zdecydowała się mu jednak pokazać jeszcze jedną ze swoich kart.
- Odkąd jestem jaka jestem nikogo nie zabiłam. W sensie... żadnego człowieka. - Potem zwątpiła jednak na moment i westchnęła ciężko. - A przynajmniej nic takiego nie pamiętam.
Uparcie też omijała kwestię miejsca, gdzie się urodziła i wychowała.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 12:59
autor: Denadareth
Tym razem to Verath podniósł ręce w obronnym geście.
- Jasne, zrozumiane - powiedział, nie przestając się uśmiechać.
Co było w tej kobiecie, w tym... stworzeniu, że tak ją prowokował. Czyżby była to dla niego jakaś ostateczna forma hazardu? Ryzykowanie własnym życiem, w nadziei na uzyskanie... no właśnie, czego? Przecież koncepcję wspólnych chwil rozkoszy Yrene odrzuciła już na samym początku. A może tak przejawiała się u niego żądza, ale nie seksu a adrenaliny?
- Nikogo nie wszamałaś? - zapytał zaskoczony. - I ty uważasz się za potwora?
Nagle zatrzymał się, uniósł rękę, odstawił przedstawienie jakby odbierał od kogoś zwój, rozwijał go i czytał.
- Przykro mi - powiedział z powagą. - Właśnie dostałem pismo z Calivańskiego Zrzeszenia Potworów i zostałaś z niego wydalona. Musisz oddać odznakę i nie będziesz już mogła na nią wybierać krwistych befsztyków u rzeźnika. Rozczarowujące, wiem.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 13:29
autor: Dahlien
Patrzyła jeszcze przez chwilę na niego przeciągle, po czym ciężko westchnęła. Jak on ją denerwował momentami! Tak bardzo, że naprawdę były chwilę, że chciała go ugryźć. Dosłownie. Potem zaś patrzyła na cały teatrzyk, który przed nią odstawiał. On był normalny? W ogóle nie przejmował się swoim zdrowiem. Wiedział, że była wilkołakiem. Ba! Znał sam jednego, więc wiedział z czym się to wiąże. A mimo to pił z nią wczoraj, uczył grać w karty, zaś dzisiaj zaprosił na wspólny spacer. Teraz zaś żartował i śmiał się razem z nią. Może oszalał?
- Nie mogę Cię rozgryźć, Kel. Naprawdę. Ty się mnie serio w ogóle nie boisz? Wiedząc czym jestem?
Założyła skrzyżowane ręce na piersi patrząc na niego z uwagą. Nie była już zła. Jej wzrok był raczej skonsternowany, jakby nie mogła rozwiązać całkiem prostej łamigłówki.
To było dziwne. A jednocześnie, chociaż nie chciała tego przyznać, rozpalało jej w sercu nadzieję. Co było cholernie głupie, bo z drugiej strony jak opuści Nimnaros będzie tylko bolało. Klęła na siebie w myślach. Nie po to przez cały rok tworzyła wokół swego serca grubą skorupę, żeby ta teraz zaczynała się kruszyć.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 15:50
autor: Denadareth
Verath uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Oczywiście, że się ciebie boję - powiedział tonem, który przeczył wypowiadanym słowom. - Ten wilkołak, którego znałem był w czołówce pięciu najbardziej przerażających osób, jakie kiedykolwiek spotkałem.
Wzruszył zaraz ramionami.
- Ale on byłby chyba równie przerażający, gdyby nie był wilkołakiem i ludzkiej postaci był gorszy niż przemieniony - powiedział. - A ty się tak kontrolujesz... proszę cię, inna kobieta kopnęłaby mnie już dzwno w jaja albo przynajmniej spoliczkowała. Ty nic takiego nie zrobiłaś, o przegryzieniu gardła nie wspominając. Rzucasz tylko te złowrogie spojrzenia...
Tu Verath wybałuszył oczy w sposób, który chyba nie mógł przypominać żadnej z min Yrene.
- Tak na marginesie im więcej to robisz, tym mniej groźna a bardziej pocieszna jesteś. Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że mnie lubisz.
Zatrzymał się odetchnął głęboko paskudnym powietrzem slumsów.
- Jestem pewien, że w zasięgu rzutu kamieniem jest tutaj z tuzin ludzi, którzy poderżnęliby mi gardło dla zawartości mojej sakiewki. Ty tego nie zrobiłaś, więc już stawia cię poniżej nich w moim osobistym rachunku potworów - powiedział, po czym dodał poważniej. - A znałem wielu, wielu, którzy na pewno byli gorsi od ciebie i przerażali mnie o wiele bardziej. Niektórych nazywałem rodziną.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 17:05
autor: Dahlien
Słuchała go uważnie i chociaż powinna wzmocnić swój pancerz, to jednak widocznie złagodniała. Do tej pory spięte mięśnie nieco się rozluźniły, a na twarzy kobiety pojawił się leniwy uśmiech. Doprawdy, trafiła na dziwnego człowieka. Może jednak, jakimś dziwnym trafem, istniało coś takiego jak los? Aż zaśmiała się sama do swoich myśli.
- Och, jeżeli chcesz to ja bardzo chętnie się wyżyję. Pamiętasz jak wczoraj zapytałeś mnie w jaki sposób się relaksuję?
Tym razem to ona do niego podeszła, niemalże na wyciągnięcie ręki. Jej oczy błyszczały ukrytą siłą. Dzikim instynktem, który ledwo trzymała na uwięzi. Gdyby miała ogon, teraz zapewne by nim zamachała.
- Uważasz, że jestem pocieszna... A wiesz, co ja uważam za pociesze? Twój wczorajszy strach. - Uśmiechnęła się pozwalając na krótki moment, żeby jej klątwa odezwała się bardziej niż zazwyczaj. Czy Verathowi się przywidziało, czy jej zęby nieznacznie się wydłużyły, a oczy błysnęły szkarłatem? - To jak zastanawiałeś się, czy wyjdziesz żywy z mojej sypialni. Jak Twoje serce niemal wyrywało się z piersi. Jak naiwnie sądziłeś, że mógłbyś mnie pokonać na moim własnym terenie.
Przejechała koniuszkiem języka po górnym uzębieniu i... zamruczała. Nie jak kot, którego ktoś drapie za uchem. To był ciężki niski dźwięk wydobywający się niby z gardzieli bestii. Zaczęła go obchodzić dookoła, patrząc uważnie na ruchy mężczyzny. Wypatrując miejsc pod ubraniem, gdzie schował broń.
- Lubię Cię? Och, o wiele bardziej bym Cię lubiła, gdybyś rzucił się przede mną do ucieczki. Nie przepadam za tym jak ofiara się za szybko poddaje. Wolę jak walczy, trzymając się tej ostatniej iskry nadziei na przeżycie.
W końcu przysunęła się jeszcze bliżej i będąc za jego plecami tym razem to ona szepnęła mu do ucha. Zaraz też poczuł jej dłoń na swoim torsie, a gdy przeciągnęła ostrymi paznokciami w dół na jego twarzy powinien pojawić się grymas bólu. Nie była delikatna.
- Gdybym chciała już byś nie żył. Mogłam Cię zabić niezliczoną ilość razy. Nie pomyślałeś, że nie zrobiłam tego tylko dlatego, że nie chcę sobie brudzić na razie rąk? Nie znasz mnie. Nie wiesz, czy nie jestem jak Twój znajomy. Nie masz pojęcia kim ani jaka jestem.
W ostatnich słowach nie było już podjudzania. Była w nich złość wymieszana z goryczą, którą chowała w sercu przez niemal cały rok. Nie, on jej nie rozumiał. Nikt nie był w stanie tego zrobić. I była naiwna sądząc, że on mógł dać radę. Odsunęła się od niego gwałtownie i poszła dalej.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 29 wrz 2022, 22:46
autor: Denadareth
- Widzisz? - zapytał, całkiem poważnie. - Jesteśmy podobni. Moje podrywy wobec ciebie? Twoje straszenie mnie i wypominanie strachu? Oboje czujemy się pewniej, gdy druga osoba jest zakłopotana i w defensywie.
Chciał powiedziec, ale wtedy Yrene drapnęła go przez pierś. Syknął z bólu i zrobił krok do tyłu.
- No wiesz? - zapytał. - Owszem lubię na ostro, ale zazwyczaj oczekuję, by kobieta zaprosiła mnie najpierw na obiad.
Ale mówił już do jej pleców, gdy odchodziła. A niech idzie precz. To była jedna wielka pomyłka. W karczmie na pewno były inne kobiety - kobiety bardziej uprzejme, bardziej chętne rozstać się z pieniędzmi i ogólnie bardziej... chętne.
Niech idzie w diabły.
Były jednak jeszcze coś, a nawet jeszcze dwa czynniki. Męska duma i to, że go interesowała.
Gdy odchodziła, nie mogła zauważyć, że jego oczy błysnęły błękitnym światłem, a prawa dłoń zaczęła się zginać w pięść i rozprostowywać... zaraz jednak Verath odetchnął i wypuścił moc. Nie podobało mu się, że wciąż sięgał do jego rad, jego nauk, ale jego ojciec nie doszedł do swojej pozycji, pozwalając by kontrolowała nim pycha i duma.
- Nie pochlebiaj sobie zanadto - powiedział, idąc za nią. - Chcesz jakiś uroczy fakt z mojego życia? Wiesz jak nazywam picie i gadanie z osobą, która może zabić mnie w ułamku sekundy i nie robi tego tylko z jakichś bliżej niesprecyzowanych powodów? Poniedziałkowy rodzinny podwieczorek. I wierz lub nie, z całą swoją dzikością, nie mieścisz się nawet w pierwszej dwudziestce najbardziej niebezpiecznych osób, z którymi piłem.
Uśmiechnął się, by złagodzić swoje słowa.
- Może dlatego cię lubię - powiedział. - Myślałem, że nie tęsknię za domem, ale najwyraźniej jest inaczej, bo chyba przy tobie czuję się jak w jego łagodniejszej i bardziej przyjaznej oraz bezpiecznej wersji.
Tym razem w jego głosie było coś, co sprawiło, że Yrene nie mogła na niego nie popatrzeć. Spojrzenie Veratha było po raz pierwsze groźne. Drapieżne.
- I bardzo się cieszę, że nie jesteś taka, jak mój znajomy wilkołak - powiedział chłodno. - Próbował kiedyś udzielić mi lekcji. Ciekawostka, która może ci się kiedyś przydać: nawet wilkołaka można powstrzymać, jeśli rozbije się mu na głowie butelkę spirytusu, a potem on się przypadkiem potknie i wyląduje tą głową w palenisku.
Cholera.
I tak powiedział za dużo.
Mawr nigdy by nie dał się tak podpuścić. E tam, go też pieprzyć.

Re: Slumsy Dzielnicy Portowej

: 30 wrz 2022, 7:58
autor: Dahlien
Nie spodziewała się, że za nią pójdzie. Bo niby czemu miałby to zrobić? Zachowała się jak suka, kolejny raz z resztą. Mężczyźni nie lubią jak wypomina się im słabość, a tym bardziej jak robi to kobieta. Duma, tak? Zdradliwa lampucera, która przysparzała samych kłopotów. Ba. Ona sama właśnie się nią uniosła.
Tym bardziej nie podejrzewała jednak, że Verath podzieli się z nią takim smaczkiem ze swojego życia. Faktycznie przystanęła odwracając się do niego. I tym razem to ona była widocznie zmieszana. Chyba nawet trochę żałowała swojego zachowania.
- Twoja rodzina naprawdę jest pojebana.
To jednak nieco tłumaczyło dlaczego tak na nią reagował. Mimo iż wydoroślał, to jeśli musiał wychowywać się wśród osób o takim pokroju... przy nim ona była szczęściarą z naprawdę przyjemnym życiem. Zaś jeśli mężczyzna obserwował ją wystarczająco dobrze mógł dostrzec u Yrene podobny tik brwią jak wczorajszego wieczoru, kiedy dobrała dobrą kartę. Pojawił się gdy wyznał, że mimo wszystko ją lubi, chociaż ta usilnie starała się nie dać po sobie tego znać. Jak widać dalej kiepsko szło jej blefowanie.
Opowieść o zabawie z drugim wilkołakiem przyjęła zaś bez mrugnięcia okiem. Takie rzeczy jej nie ruszały, chociaż ciekawiło ją, czy stwór to przeżył. Nie, co innego zwróciło jej uwagę. To spojrzenie Veratha. Przekrzywiła głowę niczym zaciekawiony szczeniak patrząc na niego przez moment z wyraźnym zaintrygowaniem.
- Podobają mi się Twoje oczy jak się wściekasz.
Po cholerę to powiedziała? No po kiego grzyba? Jeszcze uśmiechnęła się kącikami ust i mrużąc oczy. On miał na nią serio zły wpływ. Cała jej wypracowana samokontrola i maska niedostępnej kobiety bez serca jakby miała się rozpaść. O nie, ona to nie pozwoli.
- To co, idziemy dalej? Śmierdzi tutaj.
I miała rację, bo odór slumsów był gorszy niż rybna woń na targu. Skoro Verathowi przeszkadzała, to jej tym bardziej. Ruszyła przed siebie w bliżej nieokreślonym kierunku.


Verath i Yrene opuszczają lokację. Ciąg dalszy -> Nabrzeże