Strona 1 z 1

Prawdziwy Pogromca Chaosu

: 27 wrz 2022, 13:54
autor: Denadareth
Informacje o wątku:
Spoiler:
Labirynt.
Poczerniałe, zrujnowane i zawalone budowle chylące się w klaustrofobiczny sposób ponad wąskimi uliczkami. Ludzie przechodzący ukradkiem, rozglądający się nerwowo. Dłonie na rękojeściach noży lub palce zaciśnięte na kastetach. Miejsce, które zdaje się wysysać kolor z okolicy.
Beczka, a na niej wysoki, szczupły, brodaty mężczyzna. Norg? Szerokie bary świadczą, że kiedyś był mocniej zbudowany niż obecnie, ale chociaż w nienajlepszej już kondycji, to nadal nie jest ułomkiem. Otacza go ostry zapach... czegoś. Ziół? Paju? Smoczego ziela? Mieszanka powyższych? Na jego czole symbol przypominający spiralę, z której rozchodzą się linie.
- Tak! - Woła mocnym głosem. - Jak jest yaezinem Thyra! Namaszczonym przez bogów, by z pluastwem Chaosu dawać sobie radę! Wy! Wy nie wiecie czym jest Chaos! Nie znacie jego zagrożenia!
Jego głos staje się spokojniejszy, bardziej wyrozumiały.
- Ale nie musicie! Tacy jak ja ryzykują życie i krwawią byście mogli żyć w spokoju! - woła. - Jednak... jednak uczenie was o tych zagrożeniach też jest moją świętą misją. Za marne parę groszy na wspomożenie naszej misji, mogę wam pokazać jedną z podłych bestii Sancraala! Parę groszy a spojrzycie w oczy szaleństwu, zagrożeniu, jakie czycha na was wszystkich! Ale nie martwcie się! Jam jest yaezinem i przy mnie będziecie bezpieczni!

Re: Prawdziwy Pogromca Chaosu

: 29 lis 2022, 10:03
autor: Nada
"Niezła misja, wyłapywanie zwierzaków do menażerii..." pomyślała, obserwując miejsce z pewnego dystansu.

Dzień wstawał niechętny, w świetle grającym na kłębach pary i dymu ta część miasta wyglądała faktycznie niespecjalnie. A że ostatnio grasował tu jakiś wyjątkowo brutalny ulicznik, nie dziwiło jej, że większość chodzi z ręką na rękojeściach ostrzy.
Miała wytropić ulicznika i dać mu jasno do zrozumienia, co sądzą o nim włodarze dzielnicy. Była w sumie dość blisko (śmierdział jak...lukrecja? chyba tak nazywało się to świństwo), przewidywała, że w ciągu doby uda się go capnąć... i wychodząc z jednej z uliczek napatoczyła się na to niecodzienne zjawisko.

Pokrzykujący człowiek, wyglądający w swej aparycji cokolwiek niepokojąco, nie wyglądał na statecznego mieszkańca. Za nim stały trzy wielkie kryte wozy, z budami nieco podobnymi do cyrkowych. Farba odłaziła z nich niewielkimi płatami, co podkreślało, że najlepsze lata mają dawno za sobą. Burty, od dachu, po ziemię, przykryte były ciężkimi, ciemnymi szmatami. Na bokach wozów wymalowane były znaki, których jeszcze wcześniej nie widziała: kilka podobnych do tego, który miał na czole krzykacz. Pozostałe nic jej nie mówiły. Widziała jednak, że znaki nachodziły na strupy z odłażącej farby, co wskazywało, że same bohomazy zostały dodane niedawno.

Wyjęła z kieszeni jabłko i zaczęła obserwować całą scenę, pogryzając je niechętnie. Miała nosa do dziwnych typów. Ten swoją dziwność miał dosłownie wypisaną na twarzy.

Re: Prawdziwy Pogromca Chaosu

: 02 gru 2022, 7:06
autor: Denadareth
- Czy znajdzie się ktoś odważny?! - wołał dalej mężczyzna. - Ktoś, kto jest gotów spojrzeć w oczy naszemu wrogowi? Prawdziwemu pomiotowi Sancraala!
Rozejrzał się dookoła, ale jego wzrok nie wychwycił stojącej na uboczy Nady. Zamiast tego ujrzał jakąś przysadzistą kobietę, śpieszącą z targu z zakupami.
- Droga pani! Wiem, że włos jeży się na głowie na samą myśl o dziwach Sancraala, ale czy nie sądzi pani, że wręcz obowiązkiem obywatelskim jest przekonanie się, z czym my, yazini, codziennie musimy walczyć, by zwykli ludzie miasta mogli żyć w spokoju? - zwrócił się do niej. - Czy wejdzie pani i spojrzy na dziw Sancraala!
- Panie! - parksnęła kobieta. - Ja mam dziwa w domu i jeśli nie wrócę szybko z zakupami, to znów będzie tak marudził, że albo mi uszy uschną, albo nie wytrzymam i znów go lutnę patelnią. Spadaj pan!
I odeszła.

Re: Prawdziwy Pogromca Chaosu

: 03 gru 2022, 13:17
autor: Nada
Rzuciła ogryzek do rynsztoka. Oceniła porę dnia po padaniu światła w uliczkach i stwierdziła, że w sumie ma chwilę, żeby zrobić coś innego niż zwykle. Z resztą, nie pamiętała kiedy zajmowała się "rozrywką".

Znalazła w sakiewce jakąś monetę o niskim nominale. Wyszła z uliczki, rzuciła monetę do stojącego pod beczką krzykacza.
- Pokaż no te dziwy-mary.
Człowiek z beczki patrzył na nią przez dłuższą chwilę, nie mrugając. Uniósł rękę z wyciągniętym palcem i zaczął nim kreślić w powietrzu...coś...jak...leżące ósemki?
- Jedno plugastwo spotyka drugie... ale taka wola Thyra, Tego Który Wie! - zeskoczył z beczki, podszedł do jednego z wozów i złapał za kotarę zasłaniającą burtę - Niech nie zwiedzie pierwsze wrażenie, albowiem Sancraal to bestia leniwa acz podstępna!
Teatralnym gestem odrzucił materiał na bok.

Za kratami, w budzie wozu, w zasadzie nic nie było widać. Już miała odchodzić, gdy zauważyła jakiś ruch. Doleciał ją też dziwny, egzotyczny zapach, nie czuła czegoś takiego wcześniej. Coś jak...olej? Ozon? Cuch był dość intensywny, widocznie nagrzane powietrze uniosło tą gamę zapachów, gromadzonych w środku wozu.

Z najciemniejszego rogu wyłoniło się...(czy nie lepiej powiedzieć, że "od ciemności w rogu wozu oderwał się jeden jej kawałek"?). W sumie sama na początku nie była pewna co widzi. W końcu w nikłe światło dnia weszło jakieś puchate stworzenie, na oko przypominające nieco zabiedzonego psa.
Skrzywiła się z niezadowoleniem.
- Naciągasz ludzi, żeby pokazać im niedożywionego kundla?! - krzyknęła ze złością. Ale...coś jej nie pasowało w tym psie. Próbowała zadać mu pytanie, ale w ogóle nie reagował. Zapytała ponownie. Zwierzę podeszło bliżej krat, stało przez chwilę, po czym zaczęło charczeć w odruchu wymiotnym.
- I do tego jest chory. Brawo, mości panie - dorzuciła.
W tym momencie dało się słyszeć coś, jak darcie skóry, pies zaczął rzygać, z pyska zaczęły wychodzić mu wnętrzności, skręcone jelita, poszarpana skóra, połamane kości. Dosłownie "wyrzygiwał sam siebie", odwracał się na nice, zaczynając od tyłka, im dłużej rzygał, tym mniej miał ciała, a przed nim rosła góra mięsa, kości i dymiących wnętrzności. Gdy całość się skończyła, wyglądało, jakby ktoś wyrzucił na dno wozu odpady z rzeźni.
- Co to... - zaczęła, ale w tym momencie całość zaczęła się ruszać i dygotać. Z kupy odpadków zaczęły wysuwać się jakieś długie giętkie części, wydawało się, że rosły. Widziała kiedyś coś takiego, w nadmorskim mieście, na targu rybnym. Jak na to mówił handlarz? Głowonóg...? Miał, zdaje się, macki...?
W tym momencie macki oplotły kraty wozu, całość podciągnęła się (przysunęła?) do burty, po czym na samym środku otworzyło się duże, okrągłe oko. Źrenica rzucała się po gałce ocznej, jakby pierwszy raz widziała tą okolicę i chciała zobaczyć jak najwięcej. W końcu zatrzymała się na Nadzie.
Krzykacz odwrócił się również, patrząc na nią z szelmowskim uśmiechem.
- Spójrz, co Chaos potrafi wypluć, gdy ignoranci odwracają wzrok! - krzynknął.

Nada stała całkowicie zaskoczona. Owszem, widziała w życiu wiele zdeformowanych ciał, ciał rozerwanych, pociętych, kawałki ciał i ciała zmiażdżone, wyglądające jak czyjaś kolacja. Ale to...to wyglądało jakby w tym psie po prostu było coś jeszcze. Coś INNEGO.
Im dłużej wpatrywała się w oko, tym bardziej miała wrażenie, że słyszy jakieś dźwięki, melodie. Nuta unosiła się, fałszując, rwała, można było mieć wrażenie, że to ćwiczenia niewprawionego dziecka. Jednak...chciała tego słuchać. Chciała słyszeć więcej. Całość...

Re: Prawdziwy Pogromca Chaosu

: 08 gru 2022, 6:57
autor: Denadareth
Melodia, pieśń, przemawiały do niej, przywołyjąc myśli, wspomnienia i emocje, których by się nie spodziewała. Czy dłoń krzykacza nie poruszała się również w rytm tej niesłyszalnej muzyki czy też Nadzie się wydawało? Oczy stworzenia znów spoczęły na niej, jedno nerwowe, dzikie, rzucające dookoła wściekłe spojrzenia, drugie spokojne, zimne, skupione na wilkołaczycy, przenikające ją aż do samej duszy.
Wóz i jego kraty naraz wydały się wyjątkowo delikatne i żałosne w porównaniu z tą... masą... mięsa. Ona jednak nie napierała na nie, nie zdawała się próbować wydostać. Patrzyła jedynie prosto na Nadę...
- No, no, no - zawołał krzykacz. - I jak się panience podoba? Przerażające kreatura, prawda?

Re: Prawdziwy Pogromca Chaosu

: 10 gru 2022, 12:00
autor: Nada
Słowa krzykacza wyrwały ją z transu.
- Przerażająca, to jest twoja gęba - warknęła, rzucając na wóz i jego właściciela ostatnie spojrzenie, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła w jedną z uliczek.

Próbowała się pozbierać, bo fragmenty wizji wciąż czepiały się jej, muzyka wirowała jeszcze w głowie, chociaż niby już stłumiona.
To, co zobaczyła nie spodobało jej się. Podczas swoich wędrówek nie natknęła się jeszcze na coś podobnego, a to niepokoiło ją do żywego. Ok, jest to obwoźne zwierzę na pokaz, ale co, jeśli wyjdzie z klatki...
Co to...coś...jest w stanie zrobić? Czy jest niebezpieczne dla otoczenia? Jak wpłynęło by na życie w mieście?
"Nie no, na pewno kupa mięsa z odnóżami jest przyjazna niczym kociątko, czym ty sie martwisz..." sarknęła sama do siebie.

Istotnie, miała swoje problemy. Musiała dorwać ulicznika, zależało jej na pieniądzach z tego zlecenia.
Im dalej odchodziła od wozu, tym szybciej zapominała o całej sprawie, choć z tyłu głowy tliło się delikatne, irytujące poczucie zagrożenia.

Re: Prawdziwy Pogromca Chaosu

: 17 gru 2022, 10:58
autor: Denadareth
A jej myśli wciąż wracały do stworzenia w klatce. Jego zmieniających się kształtów. Oczu. I teraz Nada sobie uświadomiła coś niezwykłego. Nawet w ludzkiej postaci miała bardziej czuły wzrok niż przeciętny człowiek.
A ta... rzecz w ogóle nie pachniała. Owszem, czuła zapach - niezbyt miły - mężczyzny, który robił pokaz, czuła zapach pokoju, ale nie tego stworzenia.
Ale skoro o zapachach mowa... właśnie w tej chwili wyczuła woń lukrecji.

Re: Prawdziwy Pogromca Chaosu

: 04 mar 2023, 13:13
autor: Nada
Parę pasjonujących gonitw później, po wizycie w miejskim ratuszu, u Strażników i jeszcze w paru miejscach, co skutkowało (nareszcie!) wypłaceniem wynagrodzenia za zlecenie, siedziała w którejś karczmie.
Trzymała twarz w kłębach pary, buchających z półmiska, który przed chwilą przyniesiono. Paznokciami postukiwała o grube szkło kufla.
"Mmm, regeneracja i wracam do gry..." mruczała do siebie w myślach, ciesząc się nadchodzącym posiłkiem.

Po emocjonującym poranku, sprzeczkach z miejskimi skrybami, niekończącym się oczekiwaniu na otrzymaniu glejtu od Strażników, potwierdzającego dostarczenie osobnika ze zlecenia, w końcu mogła usiąść i poukładać sobie w głowie kolejne kroki. Tak, chciała zająć się już czymś następnym, ale... tak dobrze siedziało jej się w tym miejscu, ciesząc się ciepłem, zapachami, szmerem głosów...

Istotnie, poza nią, w karczmie siedziało jeszcze kilka innych osób. Ogólnie samotnicy, wypijający kufel, dwa, w przerwie znojnego dnia. Było też jednak parę grupek, które dyskutowały z ożywieniem. Nada upajała się tą nieco leniwą, senną atmosferą.
- ...trzydzieści od sta, zupełnie już ni wim, za co my jesień przeżyjemy...
- ...a kapłan na to "bezczelność, bogowie nie przyjmą ziarna osikanego przez kota, nawet jeśli pierwszej jakości"...
- ...kozę mi chciał zabrać, wstawiasz sobie? Mnie! A jeszcze tydzień temu...
- ...nie wiem, co ja z tymi bachorami...na żebry chyba pośle, nic, tylko gęby do żarcia...
- I jeszcze jeden kufel jasnego!
- ...no miał taką gębę nie tego, ale mówił całkiem do rzeczy.
- Tak i wygląd... mus, że dużo po świecie jeździł, nie jedno widział. Więc to cudactwo, co je pokazywał, pewnikiem z którejś odległej krainy przytargał.
- ...a jak na to dziatki patrzą, jak zaczarowane! Widziałem, jak jakąś mamkę uprosiła dziatwa, żeby tego stwora pokazał, sypnęła jakim groszem. Odsłonił wóz, to pierwiej dzietki w płacz, ale po chwili się tak cicho zrobiło, stały zapatrzone w te coś we wozie...buzie rozdziawione, oczy im mało z orbit nie wyszły...skupione, zasłuchane, jakby nie wiadomo co słyszały...
- No, a co słuchać było?
- No nic właśnie, cisza, tylko sapanie stwora z tego woza...
- ...daniny, nic tylko daniny...
- ...no i nie przyjął tego ziarna! Jakby to bogom co ujmowało...

Za raz... wóz, stwór, gęba... Czyli mieszkańcy nie zostali obojętni na tajemniczego jegomościa i jego wehikuł.
"Ciekawe" pomyślała, wyławiając z sosu pieczone warzywa, "co za awantura z tego wyniknie."

Bo, że miałoby się bez awantury obyć, w to bardzo wątpiła.