Las nieopodal Nimnaros
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Świtało, a pierwsze promienie słońca rozbijały się właśnie w niezliczonych kropelkach rosy, co razem z soczystą zielenią polany tworzyło perłową mozaikę świeżości i niebiańskości.
Zielone grzyby wyciągały swe grube szyje w stronę nieba, a po ich kapeluszach spływały kropelki wody. Gdyby szukać w tym obrazku jeszcze więcej niezwykłości, można by dostrzec, że rosną jakby w okręgu... Ale to pewnie czysty przypadek.
Było cicho i spokojnie, a gdzieś w tle przemykała młoda sarenka, rozkoszując się najświeższymi kąskami zielonych pędów. Sceneria zaiste bajkowa - gdyby nagle pojawiła się tu wróżka, nikogo by to nie zdziwiło.
Mgiełka, bo tak ją nazywano, przeciągnęła się leniwie w jednym z zielonych kapeluszy, który rósł tak krzywo, że jego wewnętrzna krawędź tworzyła idealny hamak dla niewielkiej istotki. Była istotą magiczną, więc nie musiała co prawda spać - ale lubiła poleżeć sobie i pomedytować w stanie relaksu, zwłaszcza, że w nocy w lesie i tak nie było za wiele do roboty.
Co innego miasto. Zza piętrzących się całkiem niedaleko za lasem murów Nimnaros praktycznie nieustannie dochodziły jakieś odgłosy. Intrygujące, czasem niepokojące, a czasem odstręczające. Mimo strachu wróżka czuła, że chciałaby coraz bardziej poznawać istoty zwane ludźmi. Miały takie różnorodne aury! Jedni pełni ognia i gniewu, inni spokojni jak leśny strumyk, a jeszcze inni tak rubaszni, że ich śmiech rozwibrowywał eter w promieniu wielu kroków.
Zazwyczaj, bojąc się o własną skórę, stroniła od tych ciemnych i posępnych, ukazując się tylko tym o lekkiej aurze, ale ostatnio zaczęły trapić ją wątpliwości - to przecież ci źli i zagubieni najbardziej potrzebują jej pomocy.
*
Rozmyślania Mgiełki przerwał szelest czyichś kroków. Wychyliła się z kapelusza, by dostrzec starca, który, najwyraźniej nie mogąc dłużej już spać, wybrał się na przechadzkę do lasu. Schylał się właśnie i zrywał jakąś roślinę. W drugim ręku trzymał ich już kilka. Choć siwe włosy wyraźnie zdradzały podeszły wiek, nie wyglądał na umęczonego niedołężnością i chorobami, a jego aura pozostawała klarowna, choć jakby nieco bezbarwna. Ten człowiek chyba dużo medytował, bo nie mogła w nim wyczytać żadnych silnych emocji.
Zielone grzyby wyciągały swe grube szyje w stronę nieba, a po ich kapeluszach spływały kropelki wody. Gdyby szukać w tym obrazku jeszcze więcej niezwykłości, można by dostrzec, że rosną jakby w okręgu... Ale to pewnie czysty przypadek.
Było cicho i spokojnie, a gdzieś w tle przemykała młoda sarenka, rozkoszując się najświeższymi kąskami zielonych pędów. Sceneria zaiste bajkowa - gdyby nagle pojawiła się tu wróżka, nikogo by to nie zdziwiło.
Mgiełka, bo tak ją nazywano, przeciągnęła się leniwie w jednym z zielonych kapeluszy, który rósł tak krzywo, że jego wewnętrzna krawędź tworzyła idealny hamak dla niewielkiej istotki. Była istotą magiczną, więc nie musiała co prawda spać - ale lubiła poleżeć sobie i pomedytować w stanie relaksu, zwłaszcza, że w nocy w lesie i tak nie było za wiele do roboty.
Co innego miasto. Zza piętrzących się całkiem niedaleko za lasem murów Nimnaros praktycznie nieustannie dochodziły jakieś odgłosy. Intrygujące, czasem niepokojące, a czasem odstręczające. Mimo strachu wróżka czuła, że chciałaby coraz bardziej poznawać istoty zwane ludźmi. Miały takie różnorodne aury! Jedni pełni ognia i gniewu, inni spokojni jak leśny strumyk, a jeszcze inni tak rubaszni, że ich śmiech rozwibrowywał eter w promieniu wielu kroków.
Zazwyczaj, bojąc się o własną skórę, stroniła od tych ciemnych i posępnych, ukazując się tylko tym o lekkiej aurze, ale ostatnio zaczęły trapić ją wątpliwości - to przecież ci źli i zagubieni najbardziej potrzebują jej pomocy.
*
Rozmyślania Mgiełki przerwał szelest czyichś kroków. Wychyliła się z kapelusza, by dostrzec starca, który, najwyraźniej nie mogąc dłużej już spać, wybrał się na przechadzkę do lasu. Schylał się właśnie i zrywał jakąś roślinę. W drugim ręku trzymał ich już kilka. Choć siwe włosy wyraźnie zdradzały podeszły wiek, nie wyglądał na umęczonego niedołężnością i chorobami, a jego aura pozostawała klarowna, choć jakby nieco bezbarwna. Ten człowiek chyba dużo medytował, bo nie mogła w nim wyczytać żadnych silnych emocji.
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
Życie zawsze czymś zaskakiwało. Chociaż jej materialna forma trwała ponad cztery lata, to każdy dzień był dla niej przygodą i szansą na poznanie czegoś więcej, chociażby nowych ludzi. Nie inaczej było tego poranka. Ledwie słońce wyjrzało zza horyzontu, a już usłyszała jak ktoś kręci się w pobliżu jej miejsca odpoczynku. Zsunęła się odrobinę poniżej szczytu kapelusza, aby jedynie wystawić ponad niego głowę i zaobserwować kto też tam buszuje.
Obserwując starca mogła wstępnie stwierdzić, że prawdopodobnie poszukuje ziół lub jakichś roślin. Nie wyglądał na osobę nieszanującą przyrody, a to już jej wiele mówiło o człowieku. Co ją jednak zaciekawiło, to brak wyczuwalnych emocji, nie mogła stwierdzić czym kieruje się teraz ten starzec, a także, czy niebezpiecznym byłoby zbliżenie się do niego. Postanowiła go więc poobserwować jeszcze chwilę, zanim podejmie jakiekolwiek działania. Pozostawanie blisko ziemi było zbyt ryzykowane, dlatego kiedy tylko człowiek odwrócił się, jak strzała wystrzeliła w koronę najbliższego drzewa, wydając przy tym ledwie słyszalny świst powietrza, przecinane ruchem skrzydeł.
Obserwując starca mogła wstępnie stwierdzić, że prawdopodobnie poszukuje ziół lub jakichś roślin. Nie wyglądał na osobę nieszanującą przyrody, a to już jej wiele mówiło o człowieku. Co ją jednak zaciekawiło, to brak wyczuwalnych emocji, nie mogła stwierdzić czym kieruje się teraz ten starzec, a także, czy niebezpiecznym byłoby zbliżenie się do niego. Postanowiła go więc poobserwować jeszcze chwilę, zanim podejmie jakiekolwiek działania. Pozostawanie blisko ziemi było zbyt ryzykowane, dlatego kiedy tylko człowiek odwrócił się, jak strzała wystrzeliła w koronę najbliższego drzewa, wydając przy tym ledwie słyszalny świst powietrza, przecinane ruchem skrzydeł.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Starzec kręcił się niespiesznie po polanie, zupełnie nieświadomy jej obecności.
- Arilla onnum uii... arilla onnum uii... - nucił sobie coś pod nosem. Było tak powtarzalne, że brzmiało jak mantra.
Schowana na drzewie Mgiełka z zaciekawieniem wyciągała głowę, żeby mu się dobrze przyjrzeć. Miał dość długie, siwe włosy, ale czubek głowy był łysy. Nos dość haczykowaty, broda ładnie przystrzyżona, w centralnej części spleciona i spięta jakąś złotą spinką... a może pierścieniem, nie była pewna.
Ten złoty element dobrze pasował do reszty stroju. Choć z wierzchu starzec okryty był szaroburym płaszczem, widać było, że pod spodem ma jasną, czystą koszulę z kołnierzem dekorowanym złotym paskiem materiału.
Właśnie schylił się po kolejne ziółko. I wtedy dostrzegła, jak sięga za pazuchę płaszcza, wyciąga stamtąd mały, złoty sierp i ze starannością chirurga przecina łodyżkę tuż przy ziemi.
- Arilla onnum uii... arilla onnum uii... - nucił sobie coś pod nosem. Było tak powtarzalne, że brzmiało jak mantra.
Schowana na drzewie Mgiełka z zaciekawieniem wyciągała głowę, żeby mu się dobrze przyjrzeć. Miał dość długie, siwe włosy, ale czubek głowy był łysy. Nos dość haczykowaty, broda ładnie przystrzyżona, w centralnej części spleciona i spięta jakąś złotą spinką... a może pierścieniem, nie była pewna.
Ten złoty element dobrze pasował do reszty stroju. Choć z wierzchu starzec okryty był szaroburym płaszczem, widać było, że pod spodem ma jasną, czystą koszulę z kołnierzem dekorowanym złotym paskiem materiału.
Właśnie schylił się po kolejne ziółko. I wtedy dostrzegła, jak sięga za pazuchę płaszcza, wyciąga stamtąd mały, złoty sierp i ze starannością chirurga przecina łodyżkę tuż przy ziemi.
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
Ta dokładność starca mocno przekonała wróżkę. Czy była naiwna? Może. A może niewiele jest wystarczyło, aby dostrzec w innych dobro. Nie niszczył przyrody. Zbierał to czego potrzebował, ale dawał szansę na odrodzenie się rośliny. Nie raz widziała, jak ludzie wyrywają wszystko w korzeniami, chociaż w rzeczywistości wcale tego nie potrzebowali.
Mała istota powoli obniżyła swój lot, odkrywając się z korony drzewa, zatrzymując się na wysokości głowy mężczyzny, oddalona o około trzy metry. Wtedy wypowiedziała pierwsze słowa, chociaż ton jej głosu był bardzo wysoki, ze względu na mniejsze organy wydające dźwięk.
- Witaj. - wypowiedziała jedno słowo. Miała wątpliwości, czy starzec ujrzy uśmiech na jej małej główce, ale...przecież i tak miała to w zwyczaju. Ręce natomiast miała złączone za plecami.
Mała istota powoli obniżyła swój lot, odkrywając się z korony drzewa, zatrzymując się na wysokości głowy mężczyzny, oddalona o około trzy metry. Wtedy wypowiedziała pierwsze słowa, chociaż ton jej głosu był bardzo wysoki, ze względu na mniejsze organy wydające dźwięk.
- Witaj. - wypowiedziała jedno słowo. Miała wątpliwości, czy starzec ujrzy uśmiech na jej małej główce, ale...przecież i tak miała to w zwyczaju. Ręce natomiast miała złączone za plecami.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Nieznajomy zatrzymał się i rozejrzał.
- Co? Kto..? - patrzył to w lewo, to w prawo, aż w końcu jego wzrok skoncentrował się na małym stworzeniu, wiszącym przed nim w powietrzu.
- Na wszystkich bogów - wymamrotał zaskoczony. Chwilę zabrało mu dojście do siebie, po czym pogładził swój płaszcz i odchrząknął.
- Witam, o niewielka... - ukłonił się elegancko. - To.. to zaszczyt i wielka radość, na stare lata... - rzekł, podchodząc o krok bliżej, ostrożnie, żeby jej nie spłoszyć. Był wyraźnie zaciekawiony. - Czyż to nie sami bogowie cię przysłali, byś mi się objawiła?
- Co? Kto..? - patrzył to w lewo, to w prawo, aż w końcu jego wzrok skoncentrował się na małym stworzeniu, wiszącym przed nim w powietrzu.
- Na wszystkich bogów - wymamrotał zaskoczony. Chwilę zabrało mu dojście do siebie, po czym pogładził swój płaszcz i odchrząknął.
- Witam, o niewielka... - ukłonił się elegancko. - To.. to zaszczyt i wielka radość, na stare lata... - rzekł, podchodząc o krok bliżej, ostrożnie, żeby jej nie spłoszyć. Był wyraźnie zaciekawiony. - Czyż to nie sami bogowie cię przysłali, byś mi się objawiła?
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
Mgiełka była przyzwyczajona, że niemal wszyscy, których bierze z zaskoczenia, są mocno zszokowani. Zachichotała, zasłaniając usta dłonią.
- Czy to bogowie? Nie mam pojęcia, ale jestem tutaj. Obserwowałam cię, wydajesz się być miłą osobą. Jestem Mgiełka, a ty? - ukłoniła się, przykładając dłoń do brzucha i wykonując głęboki skłon, po czym znowu zachichotała, jakby sprawiało jej to radość.
- Czy to bogowie? Nie mam pojęcia, ale jestem tutaj. Obserwowałam cię, wydajesz się być miłą osobą. Jestem Mgiełka, a ty? - ukłoniła się, przykładając dłoń do brzucha i wykonując głęboki skłon, po czym znowu zachichotała, jakby sprawiało jej to radość.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Mgiełka... - rozmarzył się dziadek, jakby urzekło go jej zachowanie. Na jego twarzy wykwitł uśmiech, zapewne taki sam, którym rano witałby swoje wnuczki, jeśliby jakieś miał. - Ja jestem Cestion, dolmita ze starego klasztoru w Nimnaros - przedstawił się jej, uważnie obserwując, jak zareaguje na to wróżka. Czy posiada wiedzę o miejscu, o którym mówił?
- Przychodzę tu prawie codziennie, miejsce to choć trochę przypomina mi nasz stary ogród... - westchnął. - Ale nigdy wcześniej cię nie spotkałem. Długo już tu jesteś?
- Przychodzę tu prawie codziennie, miejsce to choć trochę przypomina mi nasz stary ogród... - westchnął. - Ale nigdy wcześniej cię nie spotkałem. Długo już tu jesteś?
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
Szczerze to niewiele jej mówiło to co mówił. Znała nazwę pobliskiego miasta, wiedziała też czym jest klasztor, dowiedziała się tego przez ostatnie kilka miesięcy. Jednak słowo "dolmita" nic jej nie mówiło. I prawdę mówiąc, jego ostatnie pytanie miało sens. W tej okolicy była ledwie od kilku dni, nie miała więc szansy poznać owego dobrego człowieka.
Wróżka zachichotała, niczym małe dziecko. W sumie to jej głos takową mógł przypominać, zapewne w większej wersji brzmiałaby bardziej dojrzale.
- Jestem tu zaledwie od kilku dni, raczej nie mieliśmy sposobności się poznać. Miło mi cię poznać, Cestionie. A...czym zajmuje się dolmita? - zapytała, z lekkim zawahaniem, nie wiedząc czy jest to powszechna wiedza, więc mogła się trochę wygłupić zadając to pytanie. Ciekawość wróżek jednak była silniejsza...zawsze.
Wróżka zachichotała, niczym małe dziecko. W sumie to jej głos takową mógł przypominać, zapewne w większej wersji brzmiałaby bardziej dojrzale.
- Jestem tu zaledwie od kilku dni, raczej nie mieliśmy sposobności się poznać. Miło mi cię poznać, Cestionie. A...czym zajmuje się dolmita? - zapytała, z lekkim zawahaniem, nie wiedząc czy jest to powszechna wiedza, więc mogła się trochę wygłupić zadając to pytanie. Ciekawość wróżek jednak była silniejsza...zawsze.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Starzec uśmiechnął się, słysząc radosny chichot, a potem pytanie wróżki, lecz kiedy zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią, spochmurniał lekko.
- Dzisiaj to już praktycznie niczym... - westchnął. - Ale kiedyś mieliśmy piękny klasztor, wypełniony starymi księgami w rozmaitych językach, uprawialiśmy też wielki ogród, pełen magicznych ziół i kolorowych kwiatów. Ludzie lubili tam przychodzić, a my rozmawialiśmy z nimi i opowiadaliśmy im różne historie. Bo dolmici są... bibliotekarzami i nauczycielami. Gromadzą wiedzę i dzielą się nią.
Chyba zupełnie podświadomie przyjął taki ton, jakby mówił do dziecka.
- Dzisiaj to już praktycznie niczym... - westchnął. - Ale kiedyś mieliśmy piękny klasztor, wypełniony starymi księgami w rozmaitych językach, uprawialiśmy też wielki ogród, pełen magicznych ziół i kolorowych kwiatów. Ludzie lubili tam przychodzić, a my rozmawialiśmy z nimi i opowiadaliśmy im różne historie. Bo dolmici są... bibliotekarzami i nauczycielami. Gromadzą wiedzę i dzielą się nią.
Chyba zupełnie podświadomie przyjął taki ton, jakby mówił do dziecka.
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
- Ohh, tak mi przykro. - współczuła mu. Ludzie którzy dbają o naturę i o innych byli tacy dobrzy, nie zasługiwali na taki los. Utrata wszystkiego...przynajmniej tak to zrozumiała. Chciała go jakoś pocieszyć, miała na to nawet pewien pomysł. Ona sama wciąż niewiele wiedziała o tym świecie, a ten dolmita mógł jej go przybliżyć, szczególnie jeśli często tu bywa.
- Może więc opowiesz mi coś o świecie? Chętnie dowiem się czegoś nowego. - uśmiechnęła się optymistycznie. - Rozumiem, że nie ma już klasztora i biblioteki? Co się z nimi stało?
Wiedząc niewiele o świecie, wróżka była ciekawa wszystkiego czego tylko nie znała lub nie rozumiała. Mogło to być dla niej zagrożeniem, ale wbrew pozorom nie była całkiem łatwowierna i zachowywała ostrożność...przynajmniej tak jej się wydawało.
- Może więc opowiesz mi coś o świecie? Chętnie dowiem się czegoś nowego. - uśmiechnęła się optymistycznie. - Rozumiem, że nie ma już klasztora i biblioteki? Co się z nimi stało?
Wiedząc niewiele o świecie, wróżka była ciekawa wszystkiego czego tylko nie znała lub nie rozumiała. Mogło to być dla niej zagrożeniem, ale wbrew pozorom nie była całkiem łatwowierna i zachowywała ostrożność...przynajmniej tak jej się wydawało.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Starzec schował ziółka do swojej sakwy i przycupnął na pieńku, widząc, że zanosi się na dłuższą pogawędkę.
- Klasztor jest, ale w rękach Nieugiętych - rzekł, spoglądając w stronę miasta. - Ci bandyci, wyobraź to sobie, zrobili z niego magazyn i spichlerz. A w naszych dormitoriach śpią jacyś brudni najemnicy. W czasie kryzysu wyprzedali większość naszych bezcennych księgozbiorów w zamian za żywność i broń. Płacili nimi jak drewnem, licząc na wagę w skrzyniach i beczkach! - Wzniósł ręce ku górze, jakby szukając wsparcia gdzieś u niebiańskich bogów, po czym opadły mu ze zrezygnowaniem.
- Ci głupcy nie wiedzieli, co czynią. Trudno było oczekiwać, że docenią wartość tych ksiąg, dla nich to wszystko tylko papier... Większość z nich nie umiała nawet czytać... Sam widziałem, jak używali stronic wyrwanych z antycznych wolumenów do pakowania w nie kapusty na targu!
Widać było, że dolmita nie potrafił uspokoić swoich emocji wobec tak ogromnej ignorancji i dewastacji. Wszak jego życiowym celem było gromadzenie i chronienie wiedzy. Mgiełka czuła, że jego spokojna i czysta aura rozchwiała się, nabierając rozmaitych kolorów.. Sprzecznych. Widziała i ogień i wodę, z jednej strony napływały łzy, a z innej tlił się ogień gniewu. Mimo tych napięć w świecie fizycznym Cestion pozostawał powolny i rozluźniony, kontrolował swoje ruchy i zachowanie.
- A w naszym pięknym ogrodzie rośnie teraz rzepa i ziemniaki - dokończył sucho.
- Klasztor jest, ale w rękach Nieugiętych - rzekł, spoglądając w stronę miasta. - Ci bandyci, wyobraź to sobie, zrobili z niego magazyn i spichlerz. A w naszych dormitoriach śpią jacyś brudni najemnicy. W czasie kryzysu wyprzedali większość naszych bezcennych księgozbiorów w zamian za żywność i broń. Płacili nimi jak drewnem, licząc na wagę w skrzyniach i beczkach! - Wzniósł ręce ku górze, jakby szukając wsparcia gdzieś u niebiańskich bogów, po czym opadły mu ze zrezygnowaniem.
- Ci głupcy nie wiedzieli, co czynią. Trudno było oczekiwać, że docenią wartość tych ksiąg, dla nich to wszystko tylko papier... Większość z nich nie umiała nawet czytać... Sam widziałem, jak używali stronic wyrwanych z antycznych wolumenów do pakowania w nie kapusty na targu!
Widać było, że dolmita nie potrafił uspokoić swoich emocji wobec tak ogromnej ignorancji i dewastacji. Wszak jego życiowym celem było gromadzenie i chronienie wiedzy. Mgiełka czuła, że jego spokojna i czysta aura rozchwiała się, nabierając rozmaitych kolorów.. Sprzecznych. Widziała i ogień i wodę, z jednej strony napływały łzy, a z innej tlił się ogień gniewu. Mimo tych napięć w świecie fizycznym Cestion pozostawał powolny i rozluźniony, kontrolował swoje ruchy i zachowanie.
- A w naszym pięknym ogrodzie rośnie teraz rzepa i ziemniaki - dokończył sucho.
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
Wróżka zaczynała odczuwać potrzeby starca. Pragnął pobierać i chronić wiedzę, przekazywać ją innym. Teraz to wszystko stracił, a to było wręcz jego życiowy cel. Wiedziała dobrze czego potrzebuje, potrzebował księgi, wiedzy mu zwróconej. Mogła to zrobić bez problemu, w końcu dawanie innym szczęścia był jej życiowym celem. Z jego zainteresowań mogła wywnioskować, że lubi florę, zioła i rośliny. Księga mogłaby traktować dokładnie o tym. Mgiełka nie wiedziała co dokładnie wyczaruje, jedynie jej emocje i myśli wpływały na materializację. Nie mogła też od tak wyczarować dowolnej rzeczy. Owszem, umiała wyczarować kilka rzeczy według swoich potrzeb, ale nie wszystko. Wiele wynikało od obcowania z drugą osobą, jej emocji i aury.
- Przykro mi Cestionie, czuję, że przeżywasz to bardzo mocno. Ich czyny rzeczywiście są godne potępienia. Ale nie martw się, każdy kolejny dzień to szansa na coś nowego.
Mgiełka uśmiechnęła się, po czym oddaliła na dwa metry. Rozbłysła tak intensywnie, że Cestion musiał jakoś skryć się przed oślepiającym światłem. Kilka sekund później wróżka przybrała znacznie większą formę. Wyglądała teraz znacznie bardziej dojrzale. W rękach trzymała jakąś księgę, zmaterializowaną w trakcie przemiany. Nie miała pojęcia co w niej znajdzie starzec, ale wiedziała, że będzie to coś o roślinach. Tomisko było dość duże, co mogło oznaczać sporo wiedzy, tej znanej ale i tej niepoznanej.
- Wiedzę pisaną zawsze można odzyskać, jednak życia nie. Przyjmij ten dar, prosze. - wyciągnęła ręce z księgą przed niego, z uśmiechem na ustach.
Na jej plecach lekko poruszały się jej skrzydła. Błękitno-niebieskie włosy połyskiwały w słońcu, a okazały dekolt...no cóż, nie było to celowe, ale w swojej większej formie mógł odwracać uwagę rozmówcy.
- Przykro mi Cestionie, czuję, że przeżywasz to bardzo mocno. Ich czyny rzeczywiście są godne potępienia. Ale nie martw się, każdy kolejny dzień to szansa na coś nowego.
Mgiełka uśmiechnęła się, po czym oddaliła na dwa metry. Rozbłysła tak intensywnie, że Cestion musiał jakoś skryć się przed oślepiającym światłem. Kilka sekund później wróżka przybrała znacznie większą formę. Wyglądała teraz znacznie bardziej dojrzale. W rękach trzymała jakąś księgę, zmaterializowaną w trakcie przemiany. Nie miała pojęcia co w niej znajdzie starzec, ale wiedziała, że będzie to coś o roślinach. Tomisko było dość duże, co mogło oznaczać sporo wiedzy, tej znanej ale i tej niepoznanej.
- Wiedzę pisaną zawsze można odzyskać, jednak życia nie. Przyjmij ten dar, prosze. - wyciągnęła ręce z księgą przed niego, z uśmiechem na ustach.
Na jej plecach lekko poruszały się jej skrzydła. Błękitno-niebieskie włosy połyskiwały w słońcu, a okazały dekolt...no cóż, nie było to celowe, ale w swojej większej formie mógł odwracać uwagę rozmówcy.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
- Na wszystkich bogów - dolmita był kompletnie zszokowany. - Czy ja śnię?
Wyciągnął drżące ręce i przyjął podarek.
- Dzię... dziękuję - wyjąkał, skłaniając nisko głowę. - Dobrze, że siedzę...
Wielkimi ze zdumienia oczami wpatrywał się to we wróżkę, to w książkę.
- To... to Atlas Roślin Grymuaru - wyszeptał nabożnie, kiedy zapoznał się z tytułem. - Szukałem tej księgi przez... dekady!
Przewracał kolejne kartki jak zaczarowany. W końcu podniósł głowę na Mgiełkę.
- Dziękuję! Nie mam wiele, ale jeśli taki starzec jak ja może coś dla ciebie zrobić w zamian, nie wahaj się prosić.
Znowu spojrzał na księgę i ze czcią przesunął dłonią po jej kartkach.
- Czy.. to nie zniknie?
Wyciągnął drżące ręce i przyjął podarek.
- Dzię... dziękuję - wyjąkał, skłaniając nisko głowę. - Dobrze, że siedzę...
Wielkimi ze zdumienia oczami wpatrywał się to we wróżkę, to w książkę.
- To... to Atlas Roślin Grymuaru - wyszeptał nabożnie, kiedy zapoznał się z tytułem. - Szukałem tej księgi przez... dekady!
Przewracał kolejne kartki jak zaczarowany. W końcu podniósł głowę na Mgiełkę.
- Dziękuję! Nie mam wiele, ale jeśli taki starzec jak ja może coś dla ciebie zrobić w zamian, nie wahaj się prosić.
Znowu spojrzał na księgę i ze czcią przesunął dłonią po jej kartkach.
- Czy.. to nie zniknie?
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
Wróżka czując radość starca, sama zaśmiała się z radości. Kochała to, dawać innym szczęście. Czasami się zastanawiała, czy ona sama mogłaby stać się zła? Czy byłaby do tego zdolna? Pewnie nie, w końcu się tym brzydziła. Niewiele świata jeszcze rozumiała, ale miała możliwości aby to zmienić.
- Niestety nie mam pojęcia. Zwykle nikt nie zostaje ze mną dłużej niż kilka godzin, ale...mam nadzieję, że jednak nie. - odparła, nie wiedząc jak on na to zareaguje. Mówiła jednak prawdę, chociaż nie całą. Kiedy wyczarowywała coś dla siebie, te rzeczy po pewnym czasie rozpadały się, ale były to rzeczy, które potrafiła celowo zmaterializować. Można by rzec, że była to magia bardziej praktyczna. Podarunki które jednak stwarzała w oparciu o aury i emocje, nie miały nic wspólnego z jej chęciami. Nie mogła po prostu wyczarować Atlasu Roślin, myśląc o nim. To działo się niemal samoistnie, ona tylko prowadziła magię, która chciała się uwolnić.
Osoby którym w ten sposób pomogła, zwykle nie zostawali z nią dłużej niż kilka godzin. Wtedy nikomu podarunek nie zniknął. Nigdy też nie wracali, więc mogła mieć tylko nadzieję, że tego typu przedmioty mają stałą formę...lub przynajmniej znacznie dłuższą, aniżeli jej przedmioty.
- Niestety nie mam pojęcia. Zwykle nikt nie zostaje ze mną dłużej niż kilka godzin, ale...mam nadzieję, że jednak nie. - odparła, nie wiedząc jak on na to zareaguje. Mówiła jednak prawdę, chociaż nie całą. Kiedy wyczarowywała coś dla siebie, te rzeczy po pewnym czasie rozpadały się, ale były to rzeczy, które potrafiła celowo zmaterializować. Można by rzec, że była to magia bardziej praktyczna. Podarunki które jednak stwarzała w oparciu o aury i emocje, nie miały nic wspólnego z jej chęciami. Nie mogła po prostu wyczarować Atlasu Roślin, myśląc o nim. To działo się niemal samoistnie, ona tylko prowadziła magię, która chciała się uwolnić.
Osoby którym w ten sposób pomogła, zwykle nie zostawali z nią dłużej niż kilka godzin. Wtedy nikomu podarunek nie zniknął. Nigdy też nie wracali, więc mogła mieć tylko nadzieję, że tego typu przedmioty mają stałą formę...lub przynajmniej znacznie dłuższą, aniżeli jej przedmioty.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Cestion gładził nabożnie okładkę książki, jakby upewniając się, że jest materialna.
- W takim razie nie ma chwili do stracenia - podjął decyzję. - To trzeba koniecznie utrwalić, zanim się rozpuści w eter.
Wstał i spojrzał raz jeszcze mokrym wzrokiem na wróżkę.
- Dziękuję, o magiczna pani - skłonił się niziutko, na ile pozwalał mu stary kręgosłup. Zastanawiał się przez moment, czy powinien uścisnąć jej dłoń, ale ostatecznie nie odważył się.
- Biegnę do alchemika, niech to zbada. Niebawem tu wrócę! - zawołał i podreptał w stronę miasta, krokiem dziarskim, jakby mu ubyło ze dwadzieścia lat. - No nie uwierzą mi, jak bogów kocham... - mamrotał jeszcze do siebie, znikając za pagórkiem.
Mgiełka znowu została sama na polanie. Nie czuła już obecności sarenki, jedynymi towarzyszami jej były bzyczące owady, budzące się do kolejnego, pracowitego dnia. Ślimak wpełzał na kapelusz grzyba, a pająk nieopodal zaczął naprawiać swoją sieć.
Nagle do jej uszu dotarł szmer.
Znowu ktoś się zbliżał, ale sądząc po odgłosie szurania po trawie, nie szedł normalnie, tylko człapał. Kiedy wyłonił się spomiędzy krzewów, zrozumiała, że był chory. Wręcz się zataczał.
Nie patrzył przed siebie, tylko w dół, jedną ręką trzymał się za głowę, a drugą chwytał za drzewa i gałęzie, aby trzymać się drogi. Słaniał się na nogach, a każdy jego krok wyglądał jak walka, aby nie upaść. Każdy mógł być tym ostatnim.
Jego aura była wstrząsająca. Porozrywana na drobne cząstki, opętana chaosem. Wyglądała jak kawałki rozbitego szkła, oblepione czarną pajęczyną lub pleśnią. Gdzieś w tym wszystkim jednak, niczym złapany w pułapkę motyl, trzepotała dusza - żywa, piękna, pełna mądrości i majestatu.
Tym kimś był elf o gładkim licu, ozdobionym na czole tatuażem, który przedstawiał drzewo. Obecnie jednak wykrzywiał boleśnie twarz z tak fizycznego, jak i psychicznego wycieńczenia.
Kierowana empatią wróżka już chciała doń podlecieć, kiedy zatrzymała się wpół kroku. Zobaczyła, że elf... nie był sam.
Za nim dreptała, czy też raczej toczyła się siedmionożna, czarna kulka jakiejś obślizgłej, ale mimo to nie rozpływającej się mazi. Co jakiś czas przystawała i rozglądała się, wysuwając niby ślimak dwoje czerwonych oczu na słupkach. Wyraźnie podążała za elfem, utrzymując bezpieczny dystans. Najwyraźniej nie chciała zostać przez niego zauważona.
Mgiełka poczuła nachodzącą ją falę obrzydzenia, a całym jej ciałem potrząsnął dreszcz. Zadrgały wszystkie cząsteczki eteru, rozluźniając swe wiązania. Poczuła, jak traci swą fizyczną formę. Musiała się mocniej skupić, żeby odzyskać nad sobą kontrolę i zatrzymać ten proces.
Co to za diabelstwo?
- W takim razie nie ma chwili do stracenia - podjął decyzję. - To trzeba koniecznie utrwalić, zanim się rozpuści w eter.
Wstał i spojrzał raz jeszcze mokrym wzrokiem na wróżkę.
- Dziękuję, o magiczna pani - skłonił się niziutko, na ile pozwalał mu stary kręgosłup. Zastanawiał się przez moment, czy powinien uścisnąć jej dłoń, ale ostatecznie nie odważył się.
- Biegnę do alchemika, niech to zbada. Niebawem tu wrócę! - zawołał i podreptał w stronę miasta, krokiem dziarskim, jakby mu ubyło ze dwadzieścia lat. - No nie uwierzą mi, jak bogów kocham... - mamrotał jeszcze do siebie, znikając za pagórkiem.
Mgiełka znowu została sama na polanie. Nie czuła już obecności sarenki, jedynymi towarzyszami jej były bzyczące owady, budzące się do kolejnego, pracowitego dnia. Ślimak wpełzał na kapelusz grzyba, a pająk nieopodal zaczął naprawiać swoją sieć.
Nagle do jej uszu dotarł szmer.
Znowu ktoś się zbliżał, ale sądząc po odgłosie szurania po trawie, nie szedł normalnie, tylko człapał. Kiedy wyłonił się spomiędzy krzewów, zrozumiała, że był chory. Wręcz się zataczał.
Nie patrzył przed siebie, tylko w dół, jedną ręką trzymał się za głowę, a drugą chwytał za drzewa i gałęzie, aby trzymać się drogi. Słaniał się na nogach, a każdy jego krok wyglądał jak walka, aby nie upaść. Każdy mógł być tym ostatnim.
Jego aura była wstrząsająca. Porozrywana na drobne cząstki, opętana chaosem. Wyglądała jak kawałki rozbitego szkła, oblepione czarną pajęczyną lub pleśnią. Gdzieś w tym wszystkim jednak, niczym złapany w pułapkę motyl, trzepotała dusza - żywa, piękna, pełna mądrości i majestatu.
Tym kimś był elf o gładkim licu, ozdobionym na czole tatuażem, który przedstawiał drzewo. Obecnie jednak wykrzywiał boleśnie twarz z tak fizycznego, jak i psychicznego wycieńczenia.
Kierowana empatią wróżka już chciała doń podlecieć, kiedy zatrzymała się wpół kroku. Zobaczyła, że elf... nie był sam.
Za nim dreptała, czy też raczej toczyła się siedmionożna, czarna kulka jakiejś obślizgłej, ale mimo to nie rozpływającej się mazi. Co jakiś czas przystawała i rozglądała się, wysuwając niby ślimak dwoje czerwonych oczu na słupkach. Wyraźnie podążała za elfem, utrzymując bezpieczny dystans. Najwyraźniej nie chciała zostać przez niego zauważona.
Mgiełka poczuła nachodzącą ją falę obrzydzenia, a całym jej ciałem potrząsnął dreszcz. Zadrgały wszystkie cząsteczki eteru, rozluźniając swe wiązania. Poczuła, jak traci swą fizyczną formę. Musiała się mocniej skupić, żeby odzyskać nad sobą kontrolę i zatrzymać ten proces.
Co to za diabelstwo?
-
Agrandir
- Posty: 6
- Rejestracja: 27 lut 2022, 23:20

„Chaos to nierozszyfrowany porządek.”
Minęło już kilka lat odkąd jego wędrówka się rozpoczęła… Podróż po nowe życie, dalekie od pierwotnego piękna lasów Tinii, które zostało splugawione w przeciągu kilku nocy. Teraz jednak czy ten przedstawiciel elfiej rasy mógł znać przyczynę? Zapewne nie, a co najgorsze wszystko co niegdyś prowadziło go ku lepszej przyszłości umarło. Stary scenariusz kultywowania rodzinnych tradycji musiał zostać wyrzucony do kosza, a w zasadzie stało się to samoistnie jak przy ruchu czarodziejskiej różdżki. Nie było niczego, jedynie zgliszcza oraz zbuntowany ciąg natury.
Teraz tak upośledzony fizycznie, jak i z garścią nieładu w swym umyśle przemierzał kolejne granice krzewów oraz porastającej w okolicy flory, starając się utrzymać balans. Skulony niczym starzec, wysoki elf sprawiał wrażenie rannego, aczkolwiek nie dało się dostrzec żadnych fizycznych ran w obrębie jego ciała. Podpierał się kijem, łapiąc się jednocześnie za głowę w wielkim cierpieniu wymalowanym na obliczu. Prawdopodobnie nie miała okazji widzieć kogoś w takim stanie do tej pory. Co temu facetowi mogło się stać? Doznał urazu czaszki? Coś nim chciało zawładnąć? Może jednak zwyczajnie źle się poczuł? Trudno powiedzieć, lecz Mgiełka bez wątpienia dostrzegła zaraz coś znacznie gorszego, tuż przed szansą udzielenia mu pomocy.
Gdy dostojna istota tak w pół przykucniętej pozycji starała się iść w kierunku miasta to coś za nią podążało. Dziwna bestia w formie kupy czarnej mazi obserwowała jego kolejne kroki, utrzymując odpowiedni dystans niczym łowca czekający aż jego ofiara się niebawem wykrwawi. Szpiczasto uchy mężczyzna w każdym razie nie zwracał uwagi na tę kreaturę, a dalej próbował dzielnie przemierzać kolejne metry w stronę Nimnaros. W jednej chwili podróżnik omal nie wylądował na twarzy niedaleko jej aktualnej lokacji, runąwszy wpierw na kolano. Starał się natomiast żwawo podnieść, tkając magią w powietrzu na zasadzie kilku ruchów palcami w nieznane jej gesty. Zielona poświata wydostała się z dłoni niezwykłego maga, a ten po chwili zaczął wyjmować z podręcznej torby na ramieniu woreczek z niebieskim proszkiem.
I wtedy po dopiero kilku minutach ich spojrzenia się zetknęły, bo wcześniej Agrandir zdawał się również nie zauważyć obecności wróżki, będąc całkowicie skupionym na swym celu wyprawy. Nie powiedział nic, toteż druid zamierzał ruszyć dalej przed siebie. Niestety po zażyciu doustnym czegoś w formie ziół leczniczych… zaczął się bardziej słaniać. Drewniana podpórka przechyliła się ku ściółce, gdzie tym samym właściciel przedmiotu upadł kompletnie bezwładnie na mech… Nieskazitelna cera twarzy poszkodowanego zrobiła się jeszcze bledsza.
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
Wróżka nie wiedziała z czym ma do czynienia, ale cokolwiek to było, było złe, bardzo złe. Jako istota światła była wyczulona na swoje przeciwieństwa, o czym świadczyło utracenie równowagi nad eterem. Zwykle nie musiała tego świadomie kontrolować, ale tym razem było inaczej.
O wpływie tej kreatury na elfa świadczył jeszcze fakt, że praktycznie w ogóle nie zareagował na nią. Jeszcze nigdy nie spotkała kogoś, kto tak bez emocjonalnie by ją ominął, szczególnie będąc w swojej "ludzkiej" formie...tym bardziej mężczyzna. Czuła w nim chaos i słabość, chociaż to drugie można było z łatwością zaobserwować.
Mgiełka nigdy by nie zaatakowała pierwsza, nawet podłą istotę. Dlatego podbiegła i stanęła pomiędzy elfem a dziwną żywą mazią, skupiona głównie na niej.
- Stój parszywa istoto! - wydała z siebie leciutko piskliwym głosem. Dla wielu mogło to być urocze, zupełnie jakby nie do końca przeszła mutację głosu z wieku dziecięcego. - Dlaczego nękasz tego biednego elfa? - zapytała rozkazująco, chociaż nie była do końca przekonana, czy to coś potrafi się wysłowić. Nie była też głupia, w podorędziu trzymała magię aby w razie kłopotów, wykonać zasłonę mgielną i uciec z elfem.
O wpływie tej kreatury na elfa świadczył jeszcze fakt, że praktycznie w ogóle nie zareagował na nią. Jeszcze nigdy nie spotkała kogoś, kto tak bez emocjonalnie by ją ominął, szczególnie będąc w swojej "ludzkiej" formie...tym bardziej mężczyzna. Czuła w nim chaos i słabość, chociaż to drugie można było z łatwością zaobserwować.
Mgiełka nigdy by nie zaatakowała pierwsza, nawet podłą istotę. Dlatego podbiegła i stanęła pomiędzy elfem a dziwną żywą mazią, skupiona głównie na niej.
- Stój parszywa istoto! - wydała z siebie leciutko piskliwym głosem. Dla wielu mogło to być urocze, zupełnie jakby nie do końca przeszła mutację głosu z wieku dziecięcego. - Dlaczego nękasz tego biednego elfa? - zapytała rozkazująco, chociaż nie była do końca przekonana, czy to coś potrafi się wysłowić. Nie była też głupia, w podorędziu trzymała magię aby w razie kłopotów, wykonać zasłonę mgielną i uciec z elfem.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
"Parszywa istota" zatrzymała się i stanęła bez ruchu.
Mgiełka czuła wyraźnie, że coś jest nie tak. Kiedy patrzyła na ten wijący się kłębek macek, skręcał się jej żołądek, a wzrok rozbiegał i tracił ostrość. Zaczynało się jej kręcić w głowie i miała wrażenie, że się rozpada, że cząstki eteru wyciekają jej z aury, czyniąc ją coraz słabszą i mniej materialną.
Stwór tymczasem osiadł na ziemi i... stopniowo zaczął wtapiać się w teren. Macki rozpełzły się po leśnej ściółce, przybierając brązowy kolor i fakturę korzeni. W krótką chwilę miała przed sobą niewinny krzaczek, który nawet wypuścił zielone liście. Co prawda były to zupełnie niepasujące do młodej rośliny, potężne liście rosnącego nieopodal dojrzałego dębu, więc iluzja nie była doskonała, ale ktoś nieobeznany w naturze mógłby dać się nabrać.
Oszołomienie powoli ustępowało, ale kiedy Mgiełka utrzymywała wzrok na roślinie, wciąż robiło się jej słabiej. Widziała zresztą aurę tego krzaka - czarną i pustą jak sama śmierć. Nie dało się go pomylić z żadnym innym krzakiem w tym lesie.
Mgiełka czuła wyraźnie, że coś jest nie tak. Kiedy patrzyła na ten wijący się kłębek macek, skręcał się jej żołądek, a wzrok rozbiegał i tracił ostrość. Zaczynało się jej kręcić w głowie i miała wrażenie, że się rozpada, że cząstki eteru wyciekają jej z aury, czyniąc ją coraz słabszą i mniej materialną.
Stwór tymczasem osiadł na ziemi i... stopniowo zaczął wtapiać się w teren. Macki rozpełzły się po leśnej ściółce, przybierając brązowy kolor i fakturę korzeni. W krótką chwilę miała przed sobą niewinny krzaczek, który nawet wypuścił zielone liście. Co prawda były to zupełnie niepasujące do młodej rośliny, potężne liście rosnącego nieopodal dojrzałego dębu, więc iluzja nie była doskonała, ale ktoś nieobeznany w naturze mógłby dać się nabrać.
Oszołomienie powoli ustępowało, ale kiedy Mgiełka utrzymywała wzrok na roślinie, wciąż robiło się jej słabiej. Widziała zresztą aurę tego krzaka - czarną i pustą jak sama śmierć. Nie dało się go pomylić z żadnym innym krzakiem w tym lesie.
-
Agrandir
- Posty: 6
- Rejestracja: 27 lut 2022, 23:20
Elf definitywnie nie wyglądał na istotę, która w aktualnym stanie nadawała się do walki. Problemem pozostało niezwykłe osłabienie organizmu, sprowadzające przedstawiciela dostojnej rasy dosłownie na ziemię bez możliwości kontroli motoryki ciała. Nadal póki co w pozycji przykucniętej Agrandir próbował złapać oddech, poniekąd odchodząc myślami od rzeczywistości otaczającej jego sylwetkę w promieniu najbliższych kilkunastu metrów. Rusałka, wróżka? Czymkolwiek była Mgiełka nie miało w chwili obecnej znaczenia dla szpiczasto uchej istoty. Nie chodziło o ignorancję lub brak zainteresowania, co po prostu mózg podróżnika nie zdołał przyswoić tej informacji. Trudno się tutaj dziwić jak widocznie coś mu doskwierało i nie należało to do sfery drobnego uszczerbku na zdrowiu.
Magiczny proszek zaaplikowany doustnie nie pomógł nieznajomemu. Jego oblicze w dalszym ciągu zlewało się kolorem z bielą chmur nad lasem, przechodzącymi z jednego horyzontu na drugi. Co to mogło oznaczać? Bez wątpienia pogorszenie stanu, a może nawet nadchodzącą wielkimi krokami śmierć. W przypływie ostatku sił przy pozycji męczennika próbował rozejrzeć się dookoła z kijem w dłoni służącym jako asystent do chodzenia, zawieszając na dosłowną chwilę wzrok na niezwykłej kobiecie. Zmrużył oczy, jakoby nie wiedząc co ona czyniła. Z kim rozmawiała?
Czemu blokowała go przed pustą przestrzenią? O co w tym wszystkim chodziło? Wyciągnął odruchowo dłoń, z której wydobył się niewielki promień zielonego światła. Błyszczał niczym szmaragd na palcu bogatej arystokratki, oddając swoje piękno. - Lothron ho n- bui i udún, a nin amarth n-... - I gdy tak w ciszy starał się inkantować jakieś zaklęcie… to jego organizm poddał się. Twarz wciśnięta została w glębę, po której stąpał. Jego dom stał się jego wrogiem…. Tajemniczy mężczyzna stracił przytomność, obezwładniony nieznany chaosem mrocznych sił.
Magiczny proszek zaaplikowany doustnie nie pomógł nieznajomemu. Jego oblicze w dalszym ciągu zlewało się kolorem z bielą chmur nad lasem, przechodzącymi z jednego horyzontu na drugi. Co to mogło oznaczać? Bez wątpienia pogorszenie stanu, a może nawet nadchodzącą wielkimi krokami śmierć. W przypływie ostatku sił przy pozycji męczennika próbował rozejrzeć się dookoła z kijem w dłoni służącym jako asystent do chodzenia, zawieszając na dosłowną chwilę wzrok na niezwykłej kobiecie. Zmrużył oczy, jakoby nie wiedząc co ona czyniła. Z kim rozmawiała?
Czemu blokowała go przed pustą przestrzenią? O co w tym wszystkim chodziło? Wyciągnął odruchowo dłoń, z której wydobył się niewielki promień zielonego światła. Błyszczał niczym szmaragd na palcu bogatej arystokratki, oddając swoje piękno. - Lothron ho n- bui i udún, a nin amarth n-... - I gdy tak w ciszy starał się inkantować jakieś zaklęcie… to jego organizm poddał się. Twarz wciśnięta została w glębę, po której stąpał. Jego dom stał się jego wrogiem…. Tajemniczy mężczyzna stracił przytomność, obezwładniony nieznany chaosem mrocznych sił.
-
Mgiełka
- Posty: 11
- Rejestracja: 01 mar 2022, 6:59
Wróżka czuła, że coś jest nie tak, kiedy skupiała swój wzrok na owej istocie, dlatego starała się nie koncentrować na niej wzroku. Czymkolwiek ona była, nie atakowała a jedynie uciekła się do iluzji, ukrycia się. To mogło sugerować, że nie skupia się na fizycznym ataku, a żywi się w jakiś sposób siłą życiową? Magiczną? Na pewno osłabiało to, więc musiała zrobić coś, aby uciec tej mazi. Jeśli kontakt wzrokowy powodował takie dolegliwości, to może jego zerwanie pomoże?
Mgiełka bez chwili zastanowienia, a jedynie krótkim skupieniem, pokryła całą okolicę gęstą mgłą, gdzie widoczność wynosiła może 30cm. Była niedaleko elfa, więc doskonale wiedziała gdzie się znajduje, miała dobry zmysł orientacji. Uklęknęła przy nim i próbowała nim potrzasnąć, aby go obudzić. Czując, że to nie pomaga, sięgnęła ponownie ku swojej magii, przyłożyła dłoń do jego ręki i skupiła się na jego leczeniu lub zdjęciu jakiejś magicznej klątwy, cokolwiek mu dolegało.
- Dalej, zbudź się elfie. - rzuciła cicho, mając zamknięte oczy i skupiając się na nim.
Mgiełka bez chwili zastanowienia, a jedynie krótkim skupieniem, pokryła całą okolicę gęstą mgłą, gdzie widoczność wynosiła może 30cm. Była niedaleko elfa, więc doskonale wiedziała gdzie się znajduje, miała dobry zmysł orientacji. Uklęknęła przy nim i próbowała nim potrzasnąć, aby go obudzić. Czując, że to nie pomaga, sięgnęła ponownie ku swojej magii, przyłożyła dłoń do jego ręki i skupiła się na jego leczeniu lub zdjęciu jakiejś magicznej klątwy, cokolwiek mu dolegało.
- Dalej, zbudź się elfie. - rzuciła cicho, mając zamknięte oczy i skupiając się na nim.
-> Pełny awatar <-
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Choć poczuła się pewniej, nie opuszczało jej poczucie, że prędzej czy później będzie trzeba zrobić coś z tajemniczą, przemienioną teraz w krzak postacią.
Ciężki oddech elfa świadczył o toczonej przezeń walce. Nie odpłynął jeszcze, jeszcze ciągle zachowywał resztki świadomości. Był strasznie słaby i widać było, że skupianie uwagi to coś, co sprawia mu niezwykłe trudności. Kiedy Mgiełka go objęła, uspokoił się, a oddech mu się wyrównał. Magiczna istota mogła widzieć, jak pękają szare nici rozcinające jego aurę, a całość powoli jak topniejący wosk zlewa się w normalnie wyglądającą, choć bardzo wątłą aurę.
Zaklęcie wróżki przynosiło ukojenie.
Nieznajomy wędrowiec otworzył oczy, które powoli nabierały ostrości. Były przekrwione i podkrążone - jakby nie spał od wielu dni, a dręczące go koszmary, nie mogąc dorwać go we śnie, powoli przesiąkały do jego rzeczywistości.
Ciężki oddech elfa świadczył o toczonej przezeń walce. Nie odpłynął jeszcze, jeszcze ciągle zachowywał resztki świadomości. Był strasznie słaby i widać było, że skupianie uwagi to coś, co sprawia mu niezwykłe trudności. Kiedy Mgiełka go objęła, uspokoił się, a oddech mu się wyrównał. Magiczna istota mogła widzieć, jak pękają szare nici rozcinające jego aurę, a całość powoli jak topniejący wosk zlewa się w normalnie wyglądającą, choć bardzo wątłą aurę.
Zaklęcie wróżki przynosiło ukojenie.
Nieznajomy wędrowiec otworzył oczy, które powoli nabierały ostrości. Były przekrwione i podkrążone - jakby nie spał od wielu dni, a dręczące go koszmary, nie mogąc dorwać go we śnie, powoli przesiąkały do jego rzeczywistości.
-
Jeled
- Posty: 15
- Rejestracja: 22 kwie 2022, 22:31
- Cholerna mgła! Nic tu nie widać!
Dał się słyszeć nieznajomy głos. Mgiełka potrafiła rozpoznać, że dochodził on jakby z głębi lasu, lecz bardziej na południe od miejsca, z którego przybył osłabiony elf i tajemnicza, mroczna istota. Starała się podtrzymać zaklęcia, którymi przywracała elfa do świata żywych, jednocześnie wytężając wszystkie zmysły, by nie dać się zaskoczyć przez przepełnioną mroczną energią poczwarę. Skąd dobiegał ten nowy dźwięk? Wróżka nie chciała dać się zaskoczyć. Wtedy, spojrzawszy w górę, zobaczyła jak z dużą prędkością przemknął wśród gęstej mgły jakiś cień - jakby dużego ptaka.
- Ebaron! Chodź tu do mnie! Chyba czas to rozdmuchać!
Nagle dało się wyczuć silny podmuch południowego wiatru. Był dziwnie miarowy i jednostajny - nie zmieniał kierunku, nie uderzał gwałtownymi podmuchami, po prostu płynął wśród konarów i liści, niektóre nawet odrywając od gałęzi. Mgła zaczęła się przerzedzać, a w końcu całkowicie rozpłynęła się w powietrzu.
Jeled zadowolony ze skutku, jaki przyniósł dawno nieużywany czar, rozejrzał się po odsłoniętej spod gęstej mgły okolicy. W tym momencie wyczuł dwie rzeczy - jego jastrząb zaczął nerwowo stąpać po krawędzi kija, wydając niespokojne dźwięki, a także charakterystyczne mrowienie w nosie. To musiało oznaczać tylko jedno - mroczną magię. Gdy silnie kichnął (wzbudzając tym niemały podmuch) zobaczył, że liście wszystkich krzewów przed nim zaczęły się poruszać - z wyjątkiem jednego, którego liści jakby nie dotyczyły te same prawa fizyki. To zjawisko przykuło jego uwagę na tyle, że nie dostrzegł leżącego nieopodal rannego mężczyzny oraz wróżki, która go strzegła.
Wtedy tajemniczy krzak zaczął zmieniać swój kształt...
Dał się słyszeć nieznajomy głos. Mgiełka potrafiła rozpoznać, że dochodził on jakby z głębi lasu, lecz bardziej na południe od miejsca, z którego przybył osłabiony elf i tajemnicza, mroczna istota. Starała się podtrzymać zaklęcia, którymi przywracała elfa do świata żywych, jednocześnie wytężając wszystkie zmysły, by nie dać się zaskoczyć przez przepełnioną mroczną energią poczwarę. Skąd dobiegał ten nowy dźwięk? Wróżka nie chciała dać się zaskoczyć. Wtedy, spojrzawszy w górę, zobaczyła jak z dużą prędkością przemknął wśród gęstej mgły jakiś cień - jakby dużego ptaka.
- Ebaron! Chodź tu do mnie! Chyba czas to rozdmuchać!
Nagle dało się wyczuć silny podmuch południowego wiatru. Był dziwnie miarowy i jednostajny - nie zmieniał kierunku, nie uderzał gwałtownymi podmuchami, po prostu płynął wśród konarów i liści, niektóre nawet odrywając od gałęzi. Mgła zaczęła się przerzedzać, a w końcu całkowicie rozpłynęła się w powietrzu.
Jeled zadowolony ze skutku, jaki przyniósł dawno nieużywany czar, rozejrzał się po odsłoniętej spod gęstej mgły okolicy. W tym momencie wyczuł dwie rzeczy - jego jastrząb zaczął nerwowo stąpać po krawędzi kija, wydając niespokojne dźwięki, a także charakterystyczne mrowienie w nosie. To musiało oznaczać tylko jedno - mroczną magię. Gdy silnie kichnął (wzbudzając tym niemały podmuch) zobaczył, że liście wszystkich krzewów przed nim zaczęły się poruszać - z wyjątkiem jednego, którego liści jakby nie dotyczyły te same prawa fizyki. To zjawisko przykuło jego uwagę na tyle, że nie dostrzegł leżącego nieopodal rannego mężczyzny oraz wróżki, która go strzegła.
Wtedy tajemniczy krzak zaczął zmieniać swój kształt...
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
... i w moment stał się na powrót czarnym, gumiastym spaghetti poskręcanych macek. Spomiędzy nich wystawało dwoje czerwonych, przypominających ślimacze oczu i łypało nieufnie na okolicę.
Mgiełka krzyknęła, kiedy ich spojrzenia się spotkały... a potem rozpłynęła się niczym zdjęta zaklęciem Jeleda mgła. Głowa elfa, do tej pory leżąca na jej kolanach, opadła bezwładnie na leśną ściółkę.
Leżący na ziemi elf miał teraz widok na całą scenę, choć do góry nogami. Wyczerpany, leżał i bez słowa obserwował, jak zbliża się do niego czarnoskóry mężczyzna z sokołem siedzącym na kosturze... i jak każdy jego krok coraz bardziej irytuje obślizgłe stworzenie.
Niespodziewanie mackowata galaretka ruszyła do ataku, wydając z siebie odrażające charkotanie, przypominające bulgot bagna połączony z przepychaniem rur. Okazała się być całkiem szybka. Jeled musiał zareagować natychmiast, jeśli nie zamierzał dopuścić do kontaktu z potworem.
Mgiełka krzyknęła, kiedy ich spojrzenia się spotkały... a potem rozpłynęła się niczym zdjęta zaklęciem Jeleda mgła. Głowa elfa, do tej pory leżąca na jej kolanach, opadła bezwładnie na leśną ściółkę.
Leżący na ziemi elf miał teraz widok na całą scenę, choć do góry nogami. Wyczerpany, leżał i bez słowa obserwował, jak zbliża się do niego czarnoskóry mężczyzna z sokołem siedzącym na kosturze... i jak każdy jego krok coraz bardziej irytuje obślizgłe stworzenie.
Niespodziewanie mackowata galaretka ruszyła do ataku, wydając z siebie odrażające charkotanie, przypominające bulgot bagna połączony z przepychaniem rur. Okazała się być całkiem szybka. Jeled musiał zareagować natychmiast, jeśli nie zamierzał dopuścić do kontaktu z potworem.
-
Jeled
- Posty: 15
- Rejestracja: 22 kwie 2022, 22:31
Jeled jeszcze nigdy nie widział czegoś tak dziwnego. Wezbrało w nim obrzydzenie, gdy zobaczył jak na pozór zwykły krzak zaczyna błyszczeć od obślizgłego śluzy, a liczne gałązki zaczynają tworzyć masę wijących się macek. Poczuł natychmiastowy przypływ adrenaliny, jego mięśnie spięły się gotowe do szybkiego wymachu kijem. W tym momencie jednak usłyszał przeraźliwy wrzask. Był to krzyk wróżki, której wcześniej nie spostrzegł - spodziewał się tam kolejnego stworzenia, które mogło stanowić zagrożenie.
Zrobił kilka kroków w kierunku, z którego dobiegł krzyk i dostrzegł coś, czego się zupełnie nie spodziewał - rannego (a przynajmniej poważnie osłabionego) elfa. Nie potrafił na nim dostrzec żadnych konkretnych ran, nie potrafił ocenić co z nim jest nie tak.
Gdy podstępna galareta wykorzystała moment nieuwagi Appazi, było bardzo blisko by dosięgła go swoimi mackami, poruszała się bowiem bardzo szybko. Jeleda uratował jednak jego jastrząb, który nie spuszczał wzroku ze ślimaczych ślepii, złowrogo wpatrujących się w jego pana. W jednej chwili zerwał się do lotu i chwycił szponami jedną z macek stwora. Jastrząb Ebaron zdołał wykonać jeszcze trzy silne wymachy skrzydłami, gdy macka oderwała się od potwora i natychmiast cała jakby wyschła, zamieniając się w niewielką grudkę czegoś co przypominało grafit.
Jeled odwrócił się i szybko zorientował się co się wydarzyło. Skorzystał z chwili i zrobił silny wymach kijem, jakby chciał zmiażdżyć czarne stworzenie. Nie udało mu się jednak trafić w korpus, a kij ześlizgnął się po śluzie potwora, choć zdołał zgnieść jeszcze jedną mackę, która natychmiast wyschła. Potwór wydał z siebie bulgoczący charkot i zaczął oplatać kij Jeleda, wspinając się po nim w jego stronę. Appazi szybko ustawił się pomiędzy potworem, a elfem i wydał z siebie dziwny okrzyk, który zabrzmiał jak uderzenie w metalową blachę. Wydostał się z jego ust silny, jednorazowy podmuch wiatru, który zrzucił stwora na ziemię na odległość trzech metrów. Jeled czekał na jego kolejny ruch.
Zrobił kilka kroków w kierunku, z którego dobiegł krzyk i dostrzegł coś, czego się zupełnie nie spodziewał - rannego (a przynajmniej poważnie osłabionego) elfa. Nie potrafił na nim dostrzec żadnych konkretnych ran, nie potrafił ocenić co z nim jest nie tak.
Gdy podstępna galareta wykorzystała moment nieuwagi Appazi, było bardzo blisko by dosięgła go swoimi mackami, poruszała się bowiem bardzo szybko. Jeleda uratował jednak jego jastrząb, który nie spuszczał wzroku ze ślimaczych ślepii, złowrogo wpatrujących się w jego pana. W jednej chwili zerwał się do lotu i chwycił szponami jedną z macek stwora. Jastrząb Ebaron zdołał wykonać jeszcze trzy silne wymachy skrzydłami, gdy macka oderwała się od potwora i natychmiast cała jakby wyschła, zamieniając się w niewielką grudkę czegoś co przypominało grafit.
Jeled odwrócił się i szybko zorientował się co się wydarzyło. Skorzystał z chwili i zrobił silny wymach kijem, jakby chciał zmiażdżyć czarne stworzenie. Nie udało mu się jednak trafić w korpus, a kij ześlizgnął się po śluzie potwora, choć zdołał zgnieść jeszcze jedną mackę, która natychmiast wyschła. Potwór wydał z siebie bulgoczący charkot i zaczął oplatać kij Jeleda, wspinając się po nim w jego stronę. Appazi szybko ustawił się pomiędzy potworem, a elfem i wydał z siebie dziwny okrzyk, który zabrzmiał jak uderzenie w metalową blachę. Wydostał się z jego ust silny, jednorazowy podmuch wiatru, który zrzucił stwora na ziemię na odległość trzech metrów. Jeled czekał na jego kolejny ruch.
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Odrzucony stwór przekoziołkował po leśnej ściółce, ale potem szybko okręcił się niczym przewrócony pająk i już był gotowy do kontry. Jastrząb zaskrzeczał ostrzegawczo, kiedy kłębowisko macek rozpędzało się, chcąc wskoczyć na Jeleda, podróżnik tymczasem szykował się, aby je odbić swoim kijem.
- Ahllaile forsa - szepnął niespodziewanie leżący elf, wyciągając ku walczącym swoją rękę. Delikatny podmuch ciepłego powietrza dotarł do Jeleda... i jego kij nagle zapłonął migotliwym, zielonkawym ogniem. Zdecydowanie nie był to normalny ogień - nie palił mężczyzny w rękę, a zamiast iskier sypał maleńkie, szybko gasnące światełka przypominające nieco świętojańskie robaczki.
Kiedy jednak appazi uderzył tak zmienionym kijem w potwora, ten nie dość, że odleciał na parę metrów wstecz, to jeszcze stanął w prawdziwym ogniu. Niezwykle jasne i intensywne płomienie ogarnęły mackowatego stwora tak szybko, jakby ten cały był oblany naftą. Skręcał się i kruszył, nie dając przy tym jednak ani dymu, ani żadnego dźwięku skwierczenia czy trzaskania.
Ogniste języki strzelały w niebo i znikały gdzieś pomiędzy nisko zwieszonymi gałęziami drzew. Przez głowę Jeleda przemknęła obawa, czy nie spowodują pożaru lasu... nagle jednak wszystko się skończyło - stwór spłonął całkowicie, poza lekko zwęgloną ściółką nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Żadnego popiołu, resztek, nic - zupełnie, jakby był jedynie wymyśloną fatamorganą...
Zapanowała cisza, a w powietrzu uniósł się przyjemny zapach nadpalonych sosnowych igiełek. Maleńkie, zielonkawe płomyki, które tańczyły po powierzchni Jeledowego kostura, powoli kurczyły się i przygasały, aż w końcu i one zniknęły zupełnie. Wędrowiec znów trzymał w ręku normalny kawałek drewna.
Elf chyba poczuł się lepiej, bo zaczął powoli podpierać się rękoma i dźwigać z ziemi na kolana.
- Ahllaile forsa - szepnął niespodziewanie leżący elf, wyciągając ku walczącym swoją rękę. Delikatny podmuch ciepłego powietrza dotarł do Jeleda... i jego kij nagle zapłonął migotliwym, zielonkawym ogniem. Zdecydowanie nie był to normalny ogień - nie palił mężczyzny w rękę, a zamiast iskier sypał maleńkie, szybko gasnące światełka przypominające nieco świętojańskie robaczki.
Kiedy jednak appazi uderzył tak zmienionym kijem w potwora, ten nie dość, że odleciał na parę metrów wstecz, to jeszcze stanął w prawdziwym ogniu. Niezwykle jasne i intensywne płomienie ogarnęły mackowatego stwora tak szybko, jakby ten cały był oblany naftą. Skręcał się i kruszył, nie dając przy tym jednak ani dymu, ani żadnego dźwięku skwierczenia czy trzaskania.
Ogniste języki strzelały w niebo i znikały gdzieś pomiędzy nisko zwieszonymi gałęziami drzew. Przez głowę Jeleda przemknęła obawa, czy nie spowodują pożaru lasu... nagle jednak wszystko się skończyło - stwór spłonął całkowicie, poza lekko zwęgloną ściółką nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Żadnego popiołu, resztek, nic - zupełnie, jakby był jedynie wymyśloną fatamorganą...
Zapanowała cisza, a w powietrzu uniósł się przyjemny zapach nadpalonych sosnowych igiełek. Maleńkie, zielonkawe płomyki, które tańczyły po powierzchni Jeledowego kostura, powoli kurczyły się i przygasały, aż w końcu i one zniknęły zupełnie. Wędrowiec znów trzymał w ręku normalny kawałek drewna.
Elf chyba poczuł się lepiej, bo zaczął powoli podpierać się rękoma i dźwigać z ziemi na kolana.
-
Jeled
- Posty: 15
- Rejestracja: 22 kwie 2022, 22:31
- Noo! To to ja rozumiem! - powiedział Jeled, a jego jastrząb potwierdził entuzjastycznym skrzeknięciem i zamachał skrzydłami. - Nie wiem jak to zrobiłeś, ale musisz mi to jeszcze kiedyś pokazać!
Zwrócił się do Elfa, jednak gdy tylko zobaczył jego pochmurny wyraz twarzy oraz trud z jakim próbował wstać, od razu zdał sobie sprawę, że poniosły go emocje. W pierwszej chwili próbował ocenić stan Elfa, jednak nie potrafił zrozumieć co go tak sponiewierało. Pomógł mu wstać i powiedział:
- wybacz, ten Twój czar zrobił na mnie duże wrażenie. Nic ci nie jest? Co to była za poczwara?
Zwrócił się do Elfa, jednak gdy tylko zobaczył jego pochmurny wyraz twarzy oraz trud z jakim próbował wstać, od razu zdał sobie sprawę, że poniosły go emocje. W pierwszej chwili próbował ocenić stan Elfa, jednak nie potrafił zrozumieć co go tak sponiewierało. Pomógł mu wstać i powiedział:
- wybacz, ten Twój czar zrobił na mnie duże wrażenie. Nic ci nie jest? Co to była za poczwara?
-
Bubeusz
- Posty: 1072
- Rejestracja: 13 cze 2021, 20:00
Nieznajomy podparł się pnia drzewa i podniósłszy zmęczone oczy na Jeleda, rzekł:
- Jestem Agrandir. Wędruję... ze wschodu. A chaos podąża mym śladem...
Enigmatyczna wypowiedź w jego ustach zabrzmiała niezwykle dźwięcznie i wyraźnie, nawet mimo wyczerpania. Ten elf chyba pracował z głosem.
- Przyjacielu... - odezwał się znowu, a drzewo delikatnie wytatuowane na jego twarzy poruszyło gałęziami, kiedy uniósł brwi. - Dziękuję ci. Jak cię zwą? Bez tej kreatury czuję się o wiele lepiej... ale jeśli mogę cię prosić o jeszcze jedno... Zaprowadź mnie proszę do kapłanów, bo nie mam już medycyny... Będę... bardzo zobowiązany. - To mówiąc, dotknął delikatnie ramienia Jeleda, jakby niepewny, czy może już bezpiecznie puścić się drzewa.
Jego ruchy były pełne gracji, a słowa ostrożne. Wędrowiec z Andurii pomyślał, że nigdy wcześniej chyba nie spotkał takiego człowieka.
- Jestem Agrandir. Wędruję... ze wschodu. A chaos podąża mym śladem...
Enigmatyczna wypowiedź w jego ustach zabrzmiała niezwykle dźwięcznie i wyraźnie, nawet mimo wyczerpania. Ten elf chyba pracował z głosem.
- Przyjacielu... - odezwał się znowu, a drzewo delikatnie wytatuowane na jego twarzy poruszyło gałęziami, kiedy uniósł brwi. - Dziękuję ci. Jak cię zwą? Bez tej kreatury czuję się o wiele lepiej... ale jeśli mogę cię prosić o jeszcze jedno... Zaprowadź mnie proszę do kapłanów, bo nie mam już medycyny... Będę... bardzo zobowiązany. - To mówiąc, dotknął delikatnie ramienia Jeleda, jakby niepewny, czy może już bezpiecznie puścić się drzewa.
Jego ruchy były pełne gracji, a słowa ostrożne. Wędrowiec z Andurii pomyślał, że nigdy wcześniej chyba nie spotkał takiego człowieka.