Karczma "Pod Złamanym Żebrem" - Dzielnica Centralna

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Obrazek
Stojąca w rogu rynku karczma to legendarne miejsce, do którego pierwsze kroki kierowali zawsze wszyscy przyjezdni. Jej sława przetrwała zamieszki i pozwoliła utrzymać biznes nawet w tych trudnych czasach. Obecnie gości jest mniej, a w menu mają głównie kaszę i piwo, ale to wciąż miejsce, gdzie toczy się jakaś miejska kultura. Co jakiś czas odbywają się tutaj bardowskie występy dla mieszkańców. Karczmarzem jest miejscowy przedsiębiorca - Horristen, zwany Hortem.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Było wczesne popołudnie, kiedy drzwi do karczmy otworzyły wpuszczając rześkie powietrze. Nie było zimno, jednak dzisiejszego dnia wiatr przyniósł w głąb miasta zapach morza, które było przecież tak blisko. Zaraz jednak zamknęły się z cichym kliknięciem, a czarnowłosa kobieta przesunęła czujnym spojrzeniem po wnętrzu. Nie było tu jeszcze wielu gości, zapewne dojdzie więcej o zmierzchu. To dobrze, będzie mogła się w spokoju napić.
Kiedy karczmarz ją zobaczył wyszczerzył zęby w uśmiechu i uniósł rękę w geście powitania.
- Jo Yrene, już po pracy?
- Nie, dziś siedzę w mieście. Przyszłam się napić.
- A tak, tak. To co zwykle, prawda? Chociaż powiem szczerze, że gdybyś chciała sobie nieco dorobić to kończy nam się dziczyzna. Była tu ostatnio parka strażników. Mówili, że przytaszczyłaś niedawno do miasta kawał knura. I nie zaszłaś z nim do mnie? Serio? Czuję się dotknięty do żywego!
Kobieta usiadła na jednym z wysokich drewnianych krzeseł przy ladzie i niemal natychmiast gospodarz postawił przed nią wielki kufel złotego trunku. Zimne piwo zwieńczone było gęstą pianą. Yren z zadowoleniem chwyciła je i pociągnęła sążny łyk z wyraźną przyjemnością. O tak... tego jej było trzeba.
- Wybacz Hort, ale tamten był pod specjalne zamówienie. Ale wiesz, że ja nie pogardzę złotem. Jeśli nie będziesz próbował mnie okantować jak ostatnim razem to może, może się zastanowię, czy warto rozkładać dla Ciebie wnyki w lesie.
Posłała mu przekorny uśmiech. Mimo, iż w Nimnaros była od niedawna, to zdążyła już polubić się z tym postawnym człowiekiem. No i wynajmował jej pokój dosłownie za grosze w zamian za drobne przysługi.

Awatar użytkownika
Vitav
Posty: 6
Rejestracja: 28 sie 2022, 18:14
Tu będzie dobrze, co nie siostra? — mruknął do siebie pod nosem, uśmiechając się od ucha do ucha.
Nie minęła nawet krótka chwila, a Vitav z impetem pchnął drzwi do karczmy tak mocno, że te aż trzasnęły. Pewnym siebie krokiem ruszył do przodu i... jak to zwykle w jego przypadku bywało, przywalił głową o framugę tych cholernych, pieprzonych za niskich drzwi! Szybko to rozmasował, klnąc w myślach na siniaka, który pewnie zaraz przyozdobi jego lico. Szybki rzut okiem po całym przybytku i wygląda na to, że było tak jak chciał. Dużo ludzi się jeszcze nie zeszło, więc można było śmiało przypodobać się mniejszej części społeczności miasta. Szkoda tylko, że nie było strażników miejskich. Rozłożył szeroko ręce i odsłonił swe białe zęby.
Panowie i panie! — zaczął wręcz teatralnie — Moja droga matka zawsze powtarzała jedno. Bądź ze sobą szczery, to nigdy nie zbłądzisz, Vitavie. — rzucił spojrzenie szynkarzowi — A więc szczera kolejka dla wszystkich, drogi karczmarzu! — zakończył ten krótki wywód i ruszył w stronę szynkwasu.
Wygodnie zasiadł na jednym z tych wysokich stołków, tuż obok czarnowłosej damy, której chyba swoim energicznym wejściem nieco przeszkodził w rozmowie z właścicielem budynku. Rzucił na blat garść monet - w końcu od kiedy jego niezwykle intratny biznes zaczął się całkiem nieźle kręcić, pieniędzy nie brakowało. Warto było sobie czasami poprawić relacje z mieszkańcami miasta. Jednak nadal ubolewał nad faktem, że straż jeszcze się nie zaczęła tu kręcić. W końcu to świetne relacje z nimi są kluczem do braku kłopotów przy transportach marchewek, ziemniaków, zboża i Paju.
A dla mnie jeszcze dzika, tylko takiego sytego, tłustego jak dorodna maciora! — poprawił włosy i lekko zarzucił szkarłatną pelerynką — A piwo najciemniejsze, jakie macie... i niech stracę. Butelka wina, najlepszego.
Teraz przyszła pora poobserwować reakcję, na jego nonszalanckie wejście. W myślach wyobrażał sobie to lepiej, ale mimo wszystko, jak dla niego, wykonał to prawie perfekcyjnie. Prawie, bo oczywiście musiała tu być ta felerna, niska framuga. Trzeba się w końcu nauczyć schylać.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Już miała zacząć negocjować z Hortem minimalną stawkę za zlecenie, kiedy drzwi otworzyły się z impetem. Świetnie, już przywiało jakiegoś kretyna. Mimowolnie odwróciła się, żeby przez ramię zlustrować mężczyznę. Zaraz jednak pożałowała, bo przywiódł jej na myśl wioskowego bawidamka. Lizusa, który chciał się przypodobać każdej i każdemu. Znała takich aż za dobrze. Wyraźnie niezainteresowana pojawieniem się nowej osoby w tym przybytku radości poprawiła się na swoim miejscu.
- Tak więc jak już mówi...
— A więc szczera kolejka dla wszystkich, drogi karczmarzu!
Nie dane jej było dokończyć, bo mężczyzna odciągnął gospodarza od spraw biznesowych. To nie tak, że prowadzenie tego miejsca nie leżało w jego interesie, jednak sprawy zaopatrzeniowe były równie ważne. Żeby się opanować wzięła głęboki, powolny oddech. Nie ma co się wkurzać. Na pewno zaraz usiądzie przy jakiś stoliku z daleka od niej i będzie mogła dalej delektować się swym trunkiem.
Ta. Chciałoby się.
Gdy przysiadł się tak blisko czarnowłosej ona przymknęła oczy z irytacji. Naprawdę liczyła na kilka spokojnych godzin, a zamiast tego przylazł jakiś kmiot sądzący, że może być pępkiem świata.
Hort z kolei spojrzał szybko na ilość monet na blacie, przeliczył w głowie ilość gości w karczmie i zgarnął pieniądze pod ladę. On nie wypowiadał się o swoich klientach źle. No... przynajmniej nie, gdy akurat u niego gościli. Ludzie pokroju Vitava byli dla niego jednak potencjałem, z którego nie mógł nie skorzystać. W pierwszej kolejności postawił przed nim kufel ciemnego piwa. O ile zwykle ciężko było dostać u niego dobrej jakości wino (jak chyba w większości nimnarejskich knajp) Yrene spodziewała się, że nowoprzybyły obejdzie się smakiem. Hort ją jednak zaskoczył, gdy po krótkiej wizycie na zapleczu przyniósł zakurzoną butelkę z ciemnego szkła. Czyli jednak musiał mieć jakiś zapasik. Dobrze wiedzieć. Wyczyścił ją na szybko, odkorkował i postawił przed Vitavem wraz z lampką na długiej nóżce.
- Radzę się delektować, bo to jedna z ostatnich. - Poinstruował go karczmarz, po czym zajął się przygotowaniem kolejki dla wszystkich. - Z dzikami też słabo, wszystkie wyszły. Ale jak dobrze zagadasz z tą tutaj... - Wskazał palcem na łowczynię przy barze, która właśnie otrzymała dodatkowy kufel złocistego pszenicznego. - ...to może na jutro uda się coś przygotować.

Awatar użytkownika
Vitav
Posty: 6
Rejestracja: 28 sie 2022, 18:14
Zielone oczy szanownego właściciela ziemskiego, aż błysnęły, gdy dostrzegł zakurzoną butelkę trunku, jaki zwykle zarezerwowany był dla wysoko urodzonych. A niech mnie szlag trafi! Widzisz Luna? Dobrze mówiłem, że się nada! Być może to nawet nie są szczyny! — znów mruknął pod nosem, z tym, że ostatnie słowa które wypowiadał nie były nawet słyszalne, a co dopiero zrozumiałe. Nie chciał w końcu obrazić karczmarza. Jednym haustem wychylił połowę kufla czarnego piwa i wziął głęboki oddech.
No nawet nawet, że tak się wyrażę. Trzy kielichy jeszcze poproszę, z gwinta pić przecie tak szlachetnego trunku nie będę, nie godzi się tak w gościach. — odrzekł, niemal zacierając ręce.
Natomiast kiedy tylko naczynia winu przeznaczone pojawiły się na blacie, natychmiast je uzupełnił, najdostojniej jak potrafił. Nawet kropelka bo ściance kielichów nie poleciała. Wszystko idealnie do środeczka. Jeden postawił przed sobą, drugi po swej prawicy, gdzie teoretycznie było pusto, ale według niego samego zasiadywała Luna, a ostatni po swej lewicy, gdzie z kolei znajdowała się czarnowłosa.
No to zdrowie wszystkich szlachetnych! — wzniósł toast pełen zadowolenia. Najwyższa pora, żeby posmakować czegoś bardziej wykwintnego, o ile w ogóle takie to wino mogło być.
W tym rzecz, karczmarzu, że głodny to ja jestem teraz. Jutro pewnie też będę, nawet bardziej, jeśli nic nie zjem w tej chwili. Tak więc dzik na jutro odpada, ale od biedy zadowolę się czymkolwiek innym. Bez urazy droga Pani — zwrócił się do kobiety — Ale na moim folwarku to ja mam własnych kłusowników i własne dziki. — wyszczerzył się jak głupi.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Karczmarz uniósł brew wyraźnie zdziwiony zachowaniem swego gościa, ale nic nie powiedział. Nasz klient nasz pan, jak to się mówi. Bez zbędnego komentarza doniósł dodatkowe szkła. Mniej więcej w podobnym czasie jakiś mężczyzna siedzący pod oknem zawołał do Vitava, po czym uniósł świeżo otrzymany kufel z piwem w geście pozdrowienia. Jakby rozejrzał się karczmie to znalazło się też kilku innych, którzy skinęli mu głową z wdzięcznością. Czy ich znał? Może z widzenia, na pewno byli to stali bywalcy "Złamanego Żebra". Jak widać udało mu się wkupić w łaski niektórych.
Gdy postawił przed Yrene lampkę z winem ta posłała mu przeciągle spojrzenie. Ciężko było z niego wyczytać, czy była wdzięczna, zdziwiona, zniesmaczona, czy też miała go za robaka. W tym momencie miała przed sobą dwa kufle z piwem i wino. No doprawdy, mieszanka wybuchowa. Nie skomentowała tego jednak za bardzo, a dalej raczyła się porcją chmielowego napoju, za który sama zapłaciła.
Hort z kolei nieco się zmieszał i podrapał po głowie.
- Zostało nam trochę gulaszu oraz kaszy. Lepiej nie oczekuj żadnych rarytasów Panie, bo i tak ciężko je zdobyć. Inaczej wszystko tutaj kosztowałoby krokie. Ale zobaczę co da się zrobić.
Upewniwszy się, że nikt z klienteli nie ma przed sobą pustego naczynia poszedł na zaplecze, gdzie mieściła się kuchnia. Pracująca tu kucharka była iście cudotwórczynią, bo z typowych resztek śmietnikowych umiała wyczarować kulinarne cuda na talerzu. Może uda jej się złapać jakiegoś szczura na czas, żeby mu usmażyć...
...a przynajmniej taką nadzieję miała Yrene i mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Niestety mężczyzna musiał to błędnie odczytać, bo znów do niej zagadał. Stłumiła westchnięcie i spojrzała na niego.
- Och, ależ ja nie chowam żadnej urazy. Wręcz przeciwnie niezmiernie mnie to cieszy. Dzięki temu żaden człowiek Panu podobny nie potrzebuje moich usług. - Vitav w końcu mógł się przekonać, że trafiła mu się twarda sztuka w ramach towarzyszki do kufla.

Awatar użytkownika
Vitav
Posty: 6
Rejestracja: 28 sie 2022, 18:14
Niezmiernie był ucieszony widząc, jak lokalna fauna z radością wznosi swoje kufle i razem z nim wznosi toast. Ach, tak właśnie miało być, niewielka doza uwagi i nieukrywanej wdzięczności zaspokoiła mości pańskie potrzeby dumnego posiadacza ziemskiego. Z tego szczęścia aż zaczął coś nucić pod nosem, coś co brzmiało jak typowa wiejska przyśpiewka do tańca przy ognisku w ciepłą, letnią noc - tuż pod gwieździstym niebem, na którego centrum widniał bialutki jak mąka księżyc w pełni.
Ależ to nie problem, drogi przyjacielu, aż tak wybredny nie jestem. Posilę się tym, co przygotujecie, a dzik będzie na... no kiedyś tam będzie. — odparł na słowa karczmarza, nadal się szczerząc.
Natomiast bardziej go mierziło, a wręcz mu uwłaczało, że siedząca tuż obok dama, nie wyrażała swej wdzięczności, tak jak reszta klienteli. Oj, to wręcz nadszarpnęło jego ambicje - ambicje najbardziej ubóstwianego człeka w tym mieście. Bożyszcza najmłodszych, gawiedzi, geriatrii i w ogóle wszystkich. Przynajmniej dzisiaj.
A więc cieszę się, żem Panienki nie uraził! Cenię sobie pełen profesjonalizm, a takim cechują się jedynie moi pracownicy. Tak więc to nic osobistego. Proszę jednak spróbować wina, jest niezwykle... smaczne. — odpowiedział nieco z przekąsem, choć niekoniecznie chciał doprowadzić do jakiejś awantury. Ot, taki słowny pstryczek w nos, drobna odpłata za niemiłe słowa. — Nie ma się co dąsać, z życia trzeba korzystać. A lepiej tego uczynić nie można, niż wychylając parę łyków niezgorszego wina, a potem bawiąc się pośród rozradowanych towarzyszy kufla. Toć to esencja dobrze spędzonego czasu. — wziął kolejny łyk i zaczął kręcić do połowy pełną lampką wina w powietrzu, by wydobyć z niej więcej zapachu. Z czystą przyjemnością wziął nosem wdech prosto z kielicha i poczuł się, jakby do nozdrzy palce mu wpychał siarkołak.
To może pogadamy o interesach, szanowny Panie? Tak się składa, że mam parę wozów warzyw wszelkiej maści na zbyciu, część mógłbym przekierować do twojego przybytku. Oczywiście za odpowiednią cenę. Wziąłem ze sobą nawet potrzebne dokumenty, by sporządzić umowę. Jeden podpis i jutro wjeżdżamy! — ponownie zwrócił się do właściciela Złamanego Żebra. W końcu skoro już tu wpadł, to można było też spróbować porobić interesy. Kolejny lokal do wypełnienia, to kolejne ciche dostawy Paju do miasta. Same plusy - ludzie syci, kabza pełna, a Paj w spelunach. Żyć nie umierać.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
No tak, nie ma to jak pompowanie własnego ego poklaskiem pospólstwa. Vitav przedstawiał jednak ten obraz człowieka, który by dobrze funkcjonować musi być uwielbiany i doceniany. Najgorszy typ. Czarnowłosa mełła w ustach bynajmniej niepochlebne komentarze. A zapowiadało się takie spokojne popołudnie...
Słysząc jednak jak ten wyraźnie próbuje ją sprowokować kobieta mimowolnie się uśmiechnęła, zaś w jej oczach pojawiła się swoista dzikość. To nie było często spotykane.
-Profesjonalizm mówisz...? - Jej głos był niski, niemalże mruczący. Brzmiała jak puma zaraz przed skokiem na swoją ofiarę. Pociągnęła jeszcze jeden spory łyk piwa, po czym powiodła ręką po swym udzie, kolanie, łydce, aż z cholewy buta wyciągnęła nóż myśliwski. Niby od niechcenia zaczęła się nim bawić pozwalając, żeby od ostrza odbijało się blask świec z wiszących w karczmie latarni.
- Czyli mówisz, że Twoi łowcy potrafią upolować niemalże każdą wyśnioną przez ciebie zdobycz tak, by nie uszkodzić żadnych ważnych organów, a następnie oskórować je jeszcze na miejscu, spuścić krew i poćwiartować, żeby na miejsce trafił towar najwyższej jakości? Masz Panie niesamowite szczęście, skoro tacy ludzie dla Ciebie pracują.
Co jak co, ale ciężko szukać w okolicy lepszego myśliwego niż ona. Była tego świadoma, więc przytyki przemądrzalca nijak jej nie dotykały. Raczej trochę bawiło, że ten myślał inaczej. Ale nie ma co go wyprowadzać od razu z błędu. Niech się chełpi, a potem udławi własnym ego.
- Skoro jesteś taki szybki do mieszania trunków, to obyś równie szybko trzeźwiał jak rozrzucasz pieniądze wszędzie dookoła. Chyba, że lubisz losowe przygody w rynsztoku. - Bardziej chodziło o to, że jak zacznie sprawiać problemu to sama go wyrzuci za drzwi. Nie żeby Hort potrzebował w tym pomocy... ale nie odmówi jej tej przyjemności. W końcu zdążyli się polubić.
Karczmarz w końcu wrócił z zaplecza z tacą pełną strawy. Na talerzu leżała porcja świeżych warzyw, kromki podpieczonego chleba, zaś w miseczce gulasz z sarny. Gotowany zeszłego wieczoru miał idealną ilość czasu, żeby się przegryźć. Nic tylko się zajadać.
Horristen słysząc propozycje swego klienta uniósł wysoko brew do góry. Co jak co, ale do interesów miał smykałkę. Szczególnie w takich czasach trzeba było stale pilnować cen oraz jakości produktów, gdy niemal każdy podwykonawca kombinował jak mógł. Barczysty mężczyzna wziął się pod boki i spojrzał z góry na Vitava.
- Och, doprawdy? Musiałbym je zobaczyć. Skąd je sprowadzasz? Interesuje mnie też kwestia transportu. Niektórym dostawcom się już w głowie poprzewracało. Jaką stawkę oferujesz?
"Oho, to będzie ciekawe." Yrene uśmiechnęła się pod nosem.

Awatar użytkownika
Vitav
Posty: 6
Rejestracja: 28 sie 2022, 18:14
Słysząc ten lekko ukrywany, pasywno agresywny przytyk w stronę łowców, Vitav uśmiechnął się pod nosem i delikatnie zachichotał. Prawie jak filigranowa niewiasta o wysokim głosiku. Kto wie, może to nawet Luna przez niego teraz przemawiała, ale skąd Yrene mogłaby o tym wiedzieć? Nie zdążyła jeszcze na tyle poznać rozweselonego jegomościa, żeby zorientować się, o co tu w ogóle chodzi. Chociaż pewne, nawet nie takie znowu skromne, podpowiedzi dostała.
Oj dziewczyno! Nawet ci się nie śniło, co moi chłopcy przynoszą do domu i w jakim świetnym stanie. Ale skoro uważasz inaczej, to nie będę cię przecież na siłę przekonywał, każdy ma w końcu prawo do własnej opinii. Nieprawdaż? — odparł, przez większość czasu nieruchomo patrząc się na czarnowłosą, co mogło wyglądać nawet nieco nienaturalnie. Najdziwniejsze jednak dopiero miało nadejść, bo wypowiadając "nieprawdaż" skierował swój wzrok w zupełnie odwrotną stronę. Po prostu obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Sam Vitav oczywiście spoglądał na Lunę, reszta jednak mogła się jedynie tego domyślać.
Na samą sugestywną wypowiedź dotyczącą wyprowadzenia - w jego mniemaniu - go gdzieś do rynsztoku, nawet nie zareagował. Po prostu palcami wybijał jakiś rytm na blacie szynkwasu, spoglądając na Yrene i szeroko się uśmiechając. Po chwili jednak karczmarz wrócił na główną salę, przynosząc ze sobą jedzenie. To całkowicie wybiło Vitava z tego dziwacznego na swój sposób transu, w który przed chwilą wpadł. Wrócił do tego swojego całkowicie nonszalanckiego stylu bycia i klasnął w dłonie.
Wygląda smakowicie, karczmarzu! W samą porę, bo jeszcze chwila i mój brzuch zacząłby się dopominać o swoje. — skomentował powrót właściciela i wziął się za pałaszowanie tego, co zostało mu dostarczone.
Nie muszę ich sprowadzać, przyjacielu, sam je hoduję. Mam niedaleko, jakieś czterdzieści minut drogi powozem stąd całkiem spore połacie ziemi. Hodujemy tam pszenicę, rzepak, rzepę, ziemniaki, a nawet pomidory! No i rododendrony, ale to prawdopodobnie, ale tylko prawdopodobnie dlatego, że mi się podobają. A pierwsze transporty możemy dorzucić gratis, jako że jest blisko, a i tak zwozimy warzywa do miasta. To jak, sporządzamy jakąś umowę? — zadał pytanie, a w trakcie mówienia wyciągnął z kieszeni płaszczu chusteczkę, którą przetarł dłonie. Jedną z nich zresztą po chwili wyciągnął w stronę karczmarza — A poza tym Vitav jestem. — dodał.

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Chyba pierwszy od dłuższego czasu Yrene się... roześmiała. Było to o tyle dziwne, że mimo lekkiego rozbawienia w tym dźwięku nie było szczerej radości. Raczej coś jak echo dźwięku, który kiedyś mógł się wydostać w tych pięknych ust. Gdyby jej oczy nie ciskały piorunami mogłaby być naprawdę atrakcyjną kobietą. Z resztą... ona taka była. Dopóki nie zaczynała się odzywać.
- W takim razie niech Ci będzie. Za własne opinie. - Uniosła kufel, dalej ten swój do góry w niewielkim toaście i upiła kończące się już piwo. A skoro już o opiniach mowa zaczęła uważać mężczyznę za dziwnego, delikatnie mówiąc. Nie żeby ją jakoś obchodził, więc po posłaniu mu krótkiego spojrzenia po prostu przeszłą nad nim do porządku dziennego. Żeby to jednego wariata ziemia uchowała? Niech se żyje i trwoni pieniądze, inni na tym skorzystają.
Zdawać by się mogło, że ten mini kryzys między nimi został zażegnany, bo czarnowłosa schowała nóż na miejsce i dopiła swoje piwo. Chwilę wyraźnie się wahała, jednak przysunęła do siebie drugie naczynie - to, które Vitav zasponsorował dla gości karczmy.
- Dzięki za kolejkę. - Może była suką (w wielu znaczeniach tego słowa), jednak przynajmniej wychowaną.
Hort z kolei wyraźnie się zainteresował. Jeśli farma była w okolicy istniała niewielka szansa, żeby ktoś mógł go wykiwać. Przy takiej odległości mógł zostawić przybytek pod opieką swoich zaufanych ludzi i w razie problemów samemu udać się na inspekcję. Do tego możliwość "zaginięcia" w drodze prawie zerowa, na co nakładały się grupy rzezimieszków na dłuższych szlakach handlowych.
- Nie tak szybko chłoptasiu, żeś tylko papiery byś chciał podpisywać. Masz moje zainteresowanie, co na razie powinno Ci wystarczyć. Żebyśmy zawarli umowę dostarcz mi próbki swoich towarów do oceny. Rododendrowy mnie nie interesują...
- Chyba gdybyś chciał kogoś otruć - podpowiedziała Yrene, za co została zgromiona wzrokiem przez karczmarza. No tak, nie wchodziło mu się w rozmowy biznesowe, zapomniała.
-... ale jeśli Twoje warzywa i owoce spełnią wymagania naszej cudownej kucharki jestem w stanie przemyśleć Twoje warunki. Jesteśmy w stanie zgodzić się również na wyłączność, o ile zaproponujesz konkurencyjne ceny w stosunku do innych dostawców. Nie zamierzam płacić kilkunastu Nimnarów za pojedynczą dostawę, miej to na uwadze. Jak za porcję obiadową nie płacisz więcej jak dwadzieścia miedziaków, to tym bardziej nie szalej z ofertą. Pamiętaj, że nie jesteś jedynym, który oferuje mi współpracę.
Yrenka przysłuchiwała się całej rozmowie i chcąc nie chcąc zaczęła darzyć Horristena jeszcze większym szacunkiem. Co jak co, ale miał smykałkę do interesów.

Awatar użytkownika
Vitav
Posty: 6
Rejestracja: 28 sie 2022, 18:14
Ależ nie ma sprawy, jak wszystkim, to wszystkim. Bez wyjątków. — odpowiedział szybko kobiecie, by po chwili móc wrócić do dalszej części rozmów z karczmarzem.
Trzeba było przyznać, że zachowanie właściciela przybytku niezbyt się Vitavowi spodobało. I nie chodziło nawet o zachowanie stosownego bezpieczeństwa przy robieniu interesów, a zwyczajny brak zachowania zasad dobrego wychowania. Mężczyzna jakby kompletnie zignorował wyciągniętą doń rękę i przedstawienie się. Nawet swojego imienia nie podał! Cóż za prostactwo! Ale interesy to były interesy, nie z takimi się je prowadzało. Tak szczere mówiąc, to z o wiele gorszymi. Z szumowinami, ćpunami i najgorszymi łachmytami. Przy nich karczmarz był jak arystokrata na własnych włościach.
Jestem pewny, że wręcz te wymagania przerosną. Ale skoro tak stawiasz sprawę, to o cenach też porozmawiamy, jak już dostaniesz te próbki. Jeśli chcesz mieć korzystną ofertę, to przygotuj przynajmniej jakiś mały orientacyjny spis tego, kto co ci oferował i po jakich cenach. Wtedy będziemy się zastanawiać do jakich wartości możemy zejść. Niedługo ktoś ode mnie tu wpadnie. — odrzekł, przecierając usta chustą.
Powoli wstał ze swego miejsca i jeszcze porozglądał się po karczmie. Powoli chyba powinni zacząć schodzić się ludzie. Sięgnął do kabzy, wyciągnął z niej dwa nimnary i położył na blacie.
Pozdrów ode mnie i poczęstuj piwem każdego, kto tu wejdzie. Oczywiście, aż ten mały fundusz się skończy. Na mnie jednak czas, do zobaczenia, kolego w interesach. — słowa te oczywiście skierował do Horristena.
I panience też, mimo wszystko, życzę miłego wieczoru — ukłonił się teatralnie, by następnie obrócić się w stronę reszty gości karczmy. — I wam przyjaciele, również życzę samych sukcesów! Zobaczymy się wkrótce! — pożegnał się ze wszystkimi i powolnym krokiem opuścił karczmę, zarzucając przy tym pelerynką. Powoli kierował się w stronę bramy miasta, gdzie czekał na niego koń. I tak spędził tu za dużo czasu, jak na jeden dzień. Trzeba było doglądać interesów! Być może Varemios zdążył już wrócić ze swej wyprawy, a tego Vitav ominąć by nie chciał.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
No patrzcie państwo. Czasem szczęściu nie trzeba było pomagać.
Verath uniósł kufel zafundowanego przez obcego napitku w górę w geście podzięki. Szkoda, że ten zniknął, nim Verath skończył ogrywać swojego przeciwnika z reszty drobniaków. Tamten wyglądał na kogoś, kogo nieźle dałoby się oskubać w karty.
- No, nie zedrę z ciebie wszystkiego - Verath oddał parę wygranych monet mężczyźnie, którego ograł. - Podszkol się i zapraszam na rewanż.
Niech zapamięta jego szczodry gest... i wróci po więcej. Oczywiście żadna ilość treningu nie pomogłaby graczowi, który zawsze miałby los przeciwko sobie. I o to chodziło.
Verath rozejrzał się dookoła, a bywalcy odwracali wzrok lub udawali, że go nie widzą. No cóż, większość z nich już nie raz ogolił z kasy... w zasadzie to za ich pieniądze żył i pił tutaj od paru dni. Chyba trzeba było poszukać nowych żerowisk. Ta szulernia "Pod Rzuconymi Kośćmi" brzmiała interesująco, ale najpierw musiał dowiedzieć się coś więcej o tym Calvinie. Z tego co o nim słyszał, wnioskował, że był to ktoś niebezpieczny.
Ale... zaraz. Ta dziewczyna... z nią jeszcze nie grał.
Wstał i dosiadł się do niej.
- Witam panią - powiedział. - Proszę mi wybaczyć, że przeszkadzam i pozwolić, się przedstawić: nazywam się Kel. Postawiłbym pani trochę napitku, ale nasz tajemniczy, krótkotrwały gość już to ogarnął, więc może zamiast tego miałaby pani ochotę na partyjkę Trzech Smoków? Albo oczko?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Kiedy mężczyzna zebrał się już do wyjścia kobieta odetchnęła w duchu z ulgą. Czy naprawdę wszyscy faceci było tacy sami? Chodzący z zadartym nosem, aroganccy, pewni siebie aż do przesady? Ten z którym przed chwilą piła był naprawdę... Wyjątkowym przedstawicielem swojego gatunku. Stworzył jej jednak pewne możliwości, których żal byłoby nie wykorzystać.
- Widzisz Hort? Możesz załatwić sobie dostawy owoców i warzyw. Ale ludzie to nie jelenie, samą trawą nie pożyją. To co, nie chcesz może dać zlecenia na mięsiwo? Wiesz, że znajduję same najlepsze sztuki.
Kusiła karczmarza wciąż i wciąż. Ale co się dziwić? Musiała za coś żyć. Poza tym oboje na tym zyskają, bo on będzie miał składniki chociażby na gulasz, a ona takowy mogłaby podjeść. Wiedziała, że jej nie odmówi małej miseczki. A potem dokładki. Drugą zaś sam jej nałoży.
Wtem jednak znów się ktoś do niej przysiadł, a kobieta przybrała minę, jakby miała kogoś zabić. Z jej gardła wydobyło się coś na kształt ostrzegawczego warkotu, kiedy przeniosła spojrzenie na mężczyznę. Minęła chwila, kiedy oceniła go wzrokiem, a potem... Westchnęła.
- Jeśli marzy ci się oskubać mnie z zaskórniaków to najpierw pomóż mi go namówić, żeby złożył u mnie zamówienie i wypłacił sowitą zaliczkę. - Wskazała głową Horta. Nie powiedziała, że z nim zagra, ale sojusznik w potyczce zawsze mógł się przydać. Nawet podczas negocjacji handlowych.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
Gdyby oczy Veratha nie były kryształkami błękitnego lodu, zamigotałyby w nich wesołe ogniki. Oj, ta mu się podobała.
- Z najwyższą przyjemnością pomógłbym pani - odezwał się - i przekonał naszego karczmarza dobrodzieja, by przyjął to, co oferujesz. Niestety jednak, nie wiem jakiego rodzaju usługi pani świadczy. Tak jak, dodam, nie wiem, jakie pani ma imię.
Uśmiechnął się do niej delikatnie.
W przypadku innej kobiety, nawiązałby do jej urody i wdzięku i zasugerował, że może jest muzykantką lub tancerką. Spojrzenie jakim obrzuciła najpierw mężczyznę, który postawił kolejkę, a później samego Veratha, gdy się przysiadł, mówiło mu, że raczej nie przyjęłaby tego rodzaju komplementów za dobrze.
Zamiast tego przyjrzał jej się uważnie. Mocne, skórzane ubranie, dobre do podróży w lesie. Nóż myśliwski, który zademonstrowała wcześniej. Jakaś... aura, która sugerowała, że raczej lepiej czuje się sama niż w towarzystwie. Pewność siebie. Fakt, że nie boi się przyjść do karczmy sama.
- Spróbuję zgadnąć - zapytał. - Zielarka? Traperka? Zwiadowczyni? - Znów obrócił się do karczmarza. - Ta pani bez wątpienia zna się na robocie, więc czemu nie zawsze jej pan umowy? A jeśli zapłaci jej pan zaliczkę, to ja ją z niej oskubię i wydam u pana kupując piwo. Pieniądze zatoczą krąg, suma wyjdzie na zero, a my wszyscy będziemy bardziej szczęśliwi.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Uśmiechnęła się kącikiem ust. Ten facet miał gadane, ale na szczęście potrafił wyczuć granice dobrego smaku.
- Moje usługi są tymi najwyższej jakości. I Hort doskonale o tym wie. Więc czemu się tak wzbrania? - Zrobiła na pozór niewinna minę, ale Karczmarz dobrze wiedział, że nie ma co wierzyć oczom.
W końcu ich gospodarz westchnął ostentacyjnie i w geście rezygnacji rozłożył szeroko ręce.
- Dobrze, już dobrze Yrene! Przynieś mi tę dziczyznę. Lepiej jelenia niż dzika, to sobie jeszcze zrobię tu ozdobę z poroża.
- Jasne, ale taki cały pakiet będzie droższy. - Tym razem uśmiech kobiety był szeroki i szczery.
Karczmarz pogrzebał pod ladą i w końcu rzucił jej mała sakiewkę z momentami. Zaraz też skierował groźnie palec w kierunku Veratha.
- Lepiej spraw, żeby jak najwięcej z tych pieniędzy dziś do mnie wróciło. - Po czym poszedł zajmować się karczmą.
Yrene wyglądała na zadowoloną. Bardzo. Chwyciła kufel z piwem i uniosła go w geście zwycięstwa. Właśnie wygrała dwie rzeczy - dobrze płatne zlecenie oraz porcje gulaszu po znajomości. Chyba nic się nie stanie w takim razie, jeśli raz w życiu się zabawi i roztrwoni trochę monet?
- Łowczyni. Nieskromnie mówiąc jedna z lepszych.
Oj zdecydowanie skromne to nie było. Ale znała swoją wartość i nie zamierzała sobie umniejszać.
- A Pan to...?
Gdyby miała i jego kiedyś wytropić, żeby odzyskać swoje pieniądze dobrze będzie się nieco dowiedzieć.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Kel - uśmiechnął się delikatnie. - Imię proste jako i ja sam.
Szybko ją ocenił. Myśliwy? Tacy zazwyczaj są praktyczni, więc wstrzymać się z górnolotnymi frazesami.
- Podróżuję tu i tam - powiedział. - Zawsze słyszałem o sławetnym Nimnaros i chciałem tu zajrzeć, ale... - Wzruszył ramionami. - Żałuję, że nie przybyłem tu przed Upadkiem. Spodziewałem się miasta magii i cudów, a zastałem podzielone między walczące o ruiny frakcje pobojowisko. Ale jestem pewien, że wiele tu jeszcze jest do zobaczenia - dodał szybko, by nie urazić jej lokalnego patriotyzmu.
Napił się nieco więcej piwa.
- A więc jest pani myśliwym? - zapytał. - A nie, przepraszam, pani woli określenie "łowczyni". Przyznam, że ładniejsze. Jak rozumiem tutejsze lasy nadal obfituję w zwierzynę? I to taką, którą da się zjeść, a która nie zjada ciebie? Knieje Esganar na przykład zbyt przyjaznym miejscem nie są.
Uśmiechnął się i wyciągnął talię kart.
- Cóż, jak pani przyniesie dzika, to chętnie go tu skosztuję - powiedział. - Na pewno będzie jeszcze smaczniejszy, gdy będę wiedział, czyje ręce go upolowały. A w międzyczasie... miałaby pani ochotę na partyjkę? Trzy Smoki? Oczko? Zabójstwo Błazna? Raz, dwa, trzy, umierasz ty? A może po prostu kości?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Na opowieść o Nimnaros kobieta wzruszyła ramionami. Nie była ani lokalną, ani patriotką, więc mógł sobie mówić co chciał.
- Miasto jak miasto, ludzie wszędzie są tacy sami.
Obróciła się już przodem do mężczyzny i przekrzywiła głowę patrząc na niego z uwagą. Oceniała. I wcale się z tym nie kryła.
Miał po prostu szczęście, że trafił na jej dobry nastrój, kiedy łaskawie zgodziła się poświęcić mu chwilę swojej uwagi. Ot tak, dla urozmaicenia.
- Panie Kel... - Jego imię wymówiła dźwięcznie. Wyraźnie. Bynajmniej mu ono nie pasowało do człowieka, którego widziała przed sobą. Czyżby pseudonim? - Każdą zwierzynę da się zjeść. Poza tym błędnie jest sądzić, że sami nią nie jesteśmy. Proszę mi darować te wszelkie wzniosłe frazesy o wyższości ludzkiego rodzaju. Sam patrzysz na mnie w ten sposób, jakbyś chciał mnie upolować. Chociaż nie, przepraszam. Zawartość mojego mieszka.
Spojrzała na talię, którą wyciągnął. Niby zwyczajna, ale kto go tam wie? Ona się nie znała na hazardzie, lecz nawet do kobiety dotarły opowieści o znakowanych kartach, kościach o dziwnie rozłożonym ciężarze i krzywych stołach, na których się grano.
- Dobrze, mogę przegrać kilka monet, los nigdy nie był po mojej stronie. Ale za to postawisz mi jeszcze jedną kolejkę, jak już skończę zawartość tego kufla. No i niestety, najpierw naucz mnie zasad. Nie grywam w karty.
Jakby na potwierdzenie swoich słów uniosła naczynie i napiła się złotego trunku. Po tym wstała i gestem wskazała mu, żeby również przesiadł się razem z nią do pustego stolika w rogu pomieszczenia. Tak... los szczególnie sobie z niej zadrwił. Dlatego nie liczyła na szczęście. Kiedy takowe się zdarzało było co najmniej dziwnym w jej przypadku. Nie. Ona o wszystko musiała walczyć. Mimowolnie pomyślała o bliznach na swym boku, które były tego najlepszym dowodem.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
- Wyższość ludzkiego rodzaju? Droga pani, nie zamierzam tego dowodzić. Ludzkość to niekończący się łańcuch pożerających i pożeranych - powiedział, po czym wzruszył ramionami. - Jeśli jest w tym jakaś nasza wyższość, to tylko taka, że jesteśmy w tym lepsi od wielu innych stworzeń.
Wstał i przesiadł się na wskazane miejsce.
- Nauczyć panią? Z najwyższą przyjemnością - powiedział z entuzjazmem. - Ale nie będę mógł "upolować pani sakiewki", skoro pani nie umie grać. Mam, być może głupie i naiwne, ale jakieś poczucie honoru i uczciwej gry.
Ach, jakie to byłoby wyzwanie? Zresztą lepiej jej nie zniechęcać, nauczyć i wyhodować sobie w ten sposób kogoś, kogo będzie można przez dłuższy czas oskubywać.
- Na początku potasujmy - powiedział, po czym puścił do niej oko. - Obiecuję, że ta talia nie jest znaczona.
Nie była to umiejętność, która zaimponowałaby normalnie Yrene... ale nawet ona musiała przyznać, że jeśli chodzi o tasowanie kart, to nigdy nie widziała takiego pokazu. Przekładanie, przerzucanie, tasowanie, palce i dłonie Kela poruszały się tak szybko, że nawet ona, ze swymi wyczulonymi zmysłami, ledwie za tym nadążała.
Morgan, jeden z kumpli Veratha, z którymi kantował w Tidras, stwierdził kiedyś, że Verath tasuje tak karty przed kobietami, by subtelnie pochwalić się, jak zręczne ma palce i ile potrafią. Był to absurd. Nie dość, że Verath w ten sam sposób tasował przy mężczyznach, to gdy przekładał i układał karty, wszystko inne przestawało się dla niego liczyć. Nawet sama Yrena była ledwie widoczną plamą, gdzieś w rogu pola widzenia. Cała karczma stała się dla niego szara, gdy Verath wszedł w Drugą Uwagę, po czym spojrzał na Yrene, chcąc odczytać jej aurę. Robił to odruchowo, zawsze kiedy miał grać z kimś nowym....
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Spojrzała na niego uważniej. Jej niebieskie oczy zabłyszczały, niby z zadowolenia, a kąciki ust wygięły jej się w ledwo widocznym uśmiechu. Spodobała jej się jego odpowiedź. Może gdyby nie musiała się tak często przemieszczać, szukać co rusz nowego miejsca do życia i zrywać kontaktów z poznanymi już osobami, to mogłaby go polubić.
- Dobrze powiedziane.
Tutaj nie było nic więcej do dodania. Zaraz też zaśmiała się cicho, już przy stole.
- Honor to coś będącego na wymarciu równie mocno, jak leśne worusy. Albo równie dobrze skryte, tutaj opinie są podzielone.
Wzruszyła ramionami rozsiadając się wygodnie. Pokaz tasowania nie zrobił na niej wielkiego wrażenia, aczkolwiek musiała przyznać, że rzekomy "Kel" potrafił to robić. Siedziała więc i czekała, aż ten przygotuje dla nich karty. Aczkolwiek nie do końca spodobał jej się wzrok mężczyzny. Był... dziwny.
Jej aura była stosunkowo gęsta. Nie aż tak jak wykwalifikowanych magów po szkoleniu, jednak musiała mieć z nią jakiś kontakt. A może to magia miała kontakt z nią? Wielkością była... przeciętna. Nie przylegała ściśle do dziewczyny, lecz nie czuło się też efektu przytłoczenia. Stosunkowo chłodna, może nieco ostra. Eter ziemi krążył wokół niej spokojnie, ale pewnie. Stabilnie. Ognia nie było w niej zbyt wiele, jakby trzymała emocje mocno na wodzy. Delikatność wody pojawiała się tylko gdzieniegdzie, bardziej w okolicy tułowia. Serca. Mocno skryta pod ziemistymi cząsteczkami. Wokół głowy zaś wirował eter powietrza wskazując, że kobieta mogła cenić sobie bycie wolną jak wiatr.
Było w niej jednak jeszcze coś. Coś, czego normalnie raczej nie powinno tam być. Jakiś czarny dym, który ją otaczał. Owijał jej całe ciało od stóp, aż po koniuszki palców i czubek głowy. Najwięcej go było na lewym boku kobiety, a mag mógł odnieść wrażenie, że to stamtąd roztacza się wokół Yrene. Trzymał w ryzach jej aurę i ją samą, niczym spętaną.

Awatar użytkownika
Denadareth
Posty: 1146
Rejestracja: 13 cze 2021, 21:00
No, no, no...
Na początku zamiary Veratha były proste: oskubać ją z pieniędzy i/lub wylądować z nią w łóżku. Ale teraz? Teraz go interesowała.
I czemu miał wrażenie, że zorientowała się, że podał fałszywe imię? Czyżby go szukała? Kto ją wynajął, Skalpel? Naprawdę, naprawdę miał nadzieję, że nie będzie musiał jej poderżnąć gardła w zaułku lub spowodować śmiertelnego potknięcia na schodach.
Tymczasem jednak, należało korzystać z życia.
- Nie uwierzę, że nigdy nie grałaś w żadną z gier karcianych - powiedział. - Przecież gdy jesteś w lesie, sama... los na pewno też się liczy, ale głównie chodzi o twoje umiejętności. To musi być takie męczące. Nie masz ochoty czasem po prostu zdać się na ślepy los? Pozwolić, by decydowało szczęście?
Kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo. Szczęście nie istniało, ślepy los widział bardzo dobrze, jak szybko przekonywało się wielu z tych, którzy z nim grali.
- W ogóle wierzysz w coś takiego jak los? - zapytał, nagle poważniejąc. - Czy może raczej w przeznaczenie? Albo wolę bogów?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Posty: 932
Rejestracja: 26 lut 2022, 22:09
Wzruszyła ramionami, po czym spojrzała za okno karczmy wychodzące na ulicę. Co jakiś czas przecinali ją ludzie, ktoś grzebał w śmieciach, ktoś biegł uciekając przed strażnikami. A ona zdawała się tym w ogóle niezainteresowana. Patrzyła, lecz nie trzeba było być geniuszem by wiedzieć, że zaczęła wspominać.
- Kiedyś, za dziecka może w coś grałam. Było to jednak wystarczająco dawno, żebym nie kłamała mówiąc, że nie umiem tego robić. - Wtem spojrzała na niego. - Nie znaczy to jednak, że nie mogę się nauczyć. Jeśli nie umiesz się dostosować do zmieniających się sytuacji bardzo łatwo pożegnać się z życiem. W lesie na polowaniu, czy gdziekolwiek indziej.
Wtem uśmiechnęła się przewrotnie. Zaczepnie.
- Poza tym czemu podejrzewasz, że w lesie jestem sama? Nie mówiłam nic na ten temat. Równie dobrze mogę mieć drużynę, która ze mną chodzi na polowania. A może sugerujesz, że nie znaleźliby się ludzie dość odważni na to?
Pociągnęła kolejny sążny łyk. Piwa było mniej niż połowa, a jej zaczynało przyjemnie szumieć w głowie. Na tyle, żeby pozwolić sobie na trochę więcej szczerości niż zazwyczaj. Słysząc pytanie mężczyzny parsknęła z pogardą, by zaraz założyć na nogę. Ruszała nerwowo stopą pod stołem.
- Wierzę co najwyżej w ironię losu, a bogowie mają mnie głęboko w rzyci, czego doświadczam od długiego czasu. Nie, drogi Kelu... - Znów posłała mu przeciągłe spojrzenie. - ...nie wierzę w przeznaczenie. Wierzę, że jeśli chcesz coś osiągnąć musisz o to walczyć. Bo nie ważne jak idealne jest czyjeś życie wystarczy dosłownie kilka chwil, żeby runęło w gruzach wszystko to, co się znało. Gdybym liczyła na ślepy los to tak jakbym pozwoliła dyktować innym, jak ma wyglądać moje życie. Dlatego nie uprawiam hazardu. Ale dziś SAMA zadecydowałam, że mogę z Tobą kilka razy przegrać. Więc skoro podjęłam decyzję nie będzie to też prawdziwą przegraną, którą miałabym potem opłakiwać.