Loki był dla niej istnym darem od niebios. Nie wiedziała czy wszystkie zwierzęta to potrafiły, czy może to ten lis był wyjątkowy, jednak potrafił wyczuć emocje dziewczyny. Wiedział kiedy go potrzebowała. Wystarczyła krótka chwila zabawy z tym kochanym stworkiem, żeby na twarzy bardki znów pojawił się uśmiech. Do tego ta ruda kita była tak przyjemna w dotyku! Aż miała ochotę wsadzić w nią twarz i poocierać się policzkami. Oj tak, będzie to potem musiała zrobić. Korciło, żeby przetestować lisie futerko od razu, jednak nie chciała tego robić przy Aldonzo. Cały czas czuła na sobie jego wzrok.
Słowa mężczyzny podziałały na nią dwojako. O ile na początku na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi i czystego szczęścia, tak bardzo szybko przeszedł on w szok i niedowierzanie. Aż wstała na równe nogi, żeby skrzyżować z jego spojrzeniem swoje własne. W tym momencie jej szmaragdowe oczy, te które odziedziczyła po matce, wwiercały się w niego z oburzeniem. Pokazała temperament, którego jeszcze nie miał okazji w niej zobaczyć. Oboje mieli zielone oczy. Jego jednak były zimne, jej zaś gorące od wzbierających w niej emocji.
- Chyba czegoś nie zrozumiałam, Panie Esposito. - Glos jej zadrżał, bo właśnie zdała sobie sprawę z tego co robi. - Mam nie opuszczać rezydencji? Ile ta nauka będzie trwała? Miesiąc? Dwa? Nie może mnie Pan zamknąć tutaj jak... jak... w klatce!
O ile na początku jej oczy płonęły wewnętrznym ogniem, tak mierząc się z nim bardzo szybko zrozumiała swój błąd. To on rozdawał karty, a ona przyszła do niego po pomoc. Jeśli teraz odejdzie to już nie będzie mogła spełnić swego marzenia, prawda? Och... było pełno innych arystokratów, bogatych kupców czy wpływowych polityków, ale jak Sarya sama przyznała każdy z nich prędzej czy później zacząłby pchać do niej swoje ręce. Aldonzo zaś... widziała jak na nią patrzył. Czuła się obnażona, chociaż pozostawała ubrana. Mimo, że chciała ukryć przed nim swoje sekrety, to ten od razu był w stanie wyciągnąć je z niej, praktycznie bez żadnej walki.
On pierwszy nie wzgardził też tym, kim była. Twierdził, że ma talent oraz możliwość wielkiej kariery. Widać było, że kochał muzykę równie mocno co ona. Pokazał, że jest niezwykle delikatny w stosunku do zwierząt. Owszem, był dziwny. Ekscentryczny i egoistyczny. Samym spojrzeniem sprawiał, że jednocześnie chciała od niego uciec, lecz jednocześnie poddać się jego woli. Nie rozumiała jego. Nie rozumiała własnych uczuć.
W końcu pierwsza opuściła wzrok. Przegrała tę potyczkę. Jednak jeśli miała tu zostać...
- Nie mieszkam sama, mój... wuj będzie się martwił, jeśli nie wrócę. - Jednocześnie mówiła prawdę i kłamała. Tym razem sekret nie był jej, nie mogła mu go od tak wyjawić. Nie chciała, żeby T'jarth znalazł się znowu w niebezpieczeństwie.
- Skoro mam tu zostać musi o tym wiedzieć. - Znów spojrzała mu w oczy. Przez całe życie musiała być silna i teraz widocznie z sobą walczyła. Czego by nie zrobiła czy nie powiedziała blondyn musiał być świadomy jakie to jest dla niej ciężkie. Próbował zamknąć rudzika w klatce, chociaż pisane było mu szybować w przestworzach i chwytać w skrzydła wiatr. Zacisnęła dłonie z frustracji, aż w końcu odpuściła. Poddała się.
- Napiszę mu list... czy ktoś z Twoich służących mógłby mu go dostarczyć? - Czuła się osadzona. Tak jak on się rozluźnił, tak jej ciało stało się niczym napięta struna. Mogłoby się wydawać, że wystarczył jeden gwałtowny gest, by się zerwała.
- Co z moimi rzeczami? - Nie miała wiele. Tak naprawdę instrumenty wzięła ze sobą, gdyby miała zademonstrować swoje umiejętności. Nie miała tu jednak żadnych ubrań poza sukienką, w której była ani żadnych kobiecych akcesoriów.
Kolejny raz spojrzała mu prosto w oczy swoimi, w kolorze soczystej trawy na leśnej polanie. Teraz jednak zdawać by się mogło, że osiadła na niej rosa, gdy delikatnie zabłyszczały.