Strona 2 z 2

Re: I. Knieje Ebo

: 19 lis 2025, 15:58
autor: Bubeusz
Larika stała przez chwilę w miejscu, poruszona słowami Gadiego. Spodziewała się usłyszeć wielu rzeczy, ale tego akurat nie.
Wyglądało na to, że Babka ma w tych lasach jakąś złowieszczą konkurencję.

Ruszyła szybszym krokiem, jakby dostając nowej energii do marszu. Niepokoił ją również jeden detal w tym monologu. Czeluść.
- Co ty masz za czeluść? Pochodzisz z Czeluści? Babka mówiła, że Czeluść to straszliwe miejsce i lepiej, żebyśmy trzymały się od niej z daleka - powiedziała po dłuższej chwili.

Ścieżka była już całkiem szeroka i właśnie zataczała szeroki łuk, schodząc w dół wokół pokaźnych rozmiarów skały. Kiedy tylko minęli wąskie przejście, ich oczom ukazała się niewielka leśna dolinka, na której stało coś w rodzaju chaty. Widać było ślady codziennego użytkowania tego terenu. Między gałęziami suszyło się pranie, trawa była wydeptana, przed drzwiami stało kilka ław, otaczając miejsce na ognisko. Za domem suszyły się skóry jakiegoś zwierza.

Po jednej stronie domu znajdowało się małe zadaszenie, pod którym stał stół warsztatowy. Trzonki od jakichś narzędzi opierały się o niego. Po drugiej stronie domu biegła ścieżka znikająca w dosyć stromym zboczu. Prowadziła do jakiejś jamy.
A na ścieżce stała jakaś postać. Niosła coś w fartuchu, ale przystanęła, jakby wyczuwszy pojawienie się Lariki.

A Gadi wyczuł zapachy. Dużo rozmaitych zapachów. Zioła, ziemia, plony natury, kadzidła, mokre drewno, sól... Część z nich nawet wydawała się znajoma.

Dziewczyna zaczęła schodzić w dół do przysiółka.

Re: I. Knieje Ebo

: 19 lis 2025, 17:24
autor: Elethain
Pomimo dotarcia do kresu tej osobliwej wędrówki, poczucie bezpieczeństwa było równie obecne co niepokój. Gadi przeczesywał okolicę wzrokiem, jakby każdy krzew mógł skrywać jakieś niebezpieczeństwo, jednak to postać koło chaty zajmowała największą część jego uwagi. Domyślał się, że to właśnie ona była wspomnianym przez Larikę w rozmowie człowiekiem o imieniu "Babka". Postanowił przyjrzeć się jej z bliska. Oznaczało to pożegnanie z wiklinowym koszykiem.

Pokraka wypełzł z koszyka, a wyczuwszy znów grunt pod łapami rozwinął skrzydła, podskoczył i z rozmachem wzbił się w powietrze. Poszybował w kierunku leża człowieka i okalających je drzew. Wylądował zgrabnie na jednej z gałęzi, wprawiając w ruch dyndającą poniżej odzież. Z nadal rozpostartymi skrzydłami spojrzał z góry na obcą postać, niewielką dolinkę, chatę oraz suszące się pranie równocześnie. Przekrzywił nieco łebek i przywitał się z postacią, kiwnąwszy główką. Rozległ się niski, męski głos.
- Witam, witam. - Powiedział Gadi, jednym z oczu obserwując nadchodzącą Larikę.

Re: I. Knieje Ebo

: 20 lis 2025, 18:24
autor: Bubeusz
- Cóżeś ty przywlekła znowu, dziewczyno - zamruczała starsza kobieta z dezaprobatą. Poprawiła uchwyt fartuszka, w którym trzymała kilka ziemniaków, i ruszyła dalej w stronę chatki. Najwyraźniej nie dotarło do niej, że latający gad przemówił.

- Babko! - Larika przyspieszyła, widząc jaki obrót przyjęły sprawy. Niestety, zbieganie z górki to nie był dobry pomysł. Niemal od razu poślizgnęła się na kamyczkach i wylądowała, drugi już raz w tym dniu, na swojej zacnej upie.

Koszyk z grzybami - czy też bardziej z pastą grzybową - poturlał się w dół, rozsiewając za sobą pachnący lasem, kolorowy ślad.

Re: I. Knieje Ebo

: 20 lis 2025, 19:07
autor: Elethain
Gadi jakby zaniemówił, zupełnie nie rozumiejąc ani odpowiedzi kobiety, ani jej zachowania. Aż przechylił łeb w drugą stronę i zamrugał, obserwując jak wspomniana Babka nie poświęca mu ani krzty uwagi, stojąc w tym w całkowitej przeciwności do drugiej z samic. W tej próżno było zresztą szukać pomocy, gdyż wyglądała na zajętą nieco dziwną jak na człowieka formą przemieszczania się. Jaszczur czuł się nieco skołowany - rzadko kiedy zdarzały się sytuacje kiedy nie był w centrum uwagi, i zazwyczaj nie wróżyły nic dobrego. Tak było też teraz, gdy zwrócił uwagę na turlający się, upuszczony przez Larikę koszyk. Jak mogła upuścić coś tak pięknego, i to po raz drugi?

Śledząc Babkę nieufnym okiem Gadi wybił się z gałęzi z powrotem w powietrze i sfrunął do wiklinowego skarbu. On był zbyt piękny żeby tak po prostu go wyrzucać. Spojrzał na dziewczynę z wyrzutem, złapał zębami za uchwyt i odleciał, wzniecając tuman pyłu. Zatrzymał się nieopodal miejsca, w którym wcześniej stała Babka, położył tam ocalony koszyk i kilkoma susami dobiegł z powrotem do swojego drzewa. Z pazurami zostawiającymi w korze bruzdy wspiął się z powrotem na swoją gałąź i przycupnął na niej, obserwując z góry rozwój sytuacji. Oraz koszyk.

Re: I. Knieje Ebo

: 22 lis 2025, 13:34
autor: Bubeusz
Babka niespiesznie dreptała dalej do chatki, aż zniknęła w jej drzwiach. Larika tymczasem otrzepała się po upadku i ostrożniej już zeszła do doliny. Stanęła pod drzewem.
- Gadi, właśnie miałam ci powiedzieć, żebyś pozwolił mi przedstawić cię Babce... - wytłumaczyła, z przerwą na złapanie oddechu. - Ona jest trochę... specyficzna.

Dziewczyna nachyliła się i bez większych emocji podniosła umorusany grzybami koszyk. Najwyraźniej dla ludzkich samic przedmiot ten nie stanowił zbyt dużej wartości.
- Chodź ze mną, może jeszcze się coś uda - poprosiła.

Re: I. Knieje Ebo

: 22 lis 2025, 16:43
autor: Elethain
Jaszczur na wysokościach ani nie odpowiedział, ani niczego za bardzo po sobie nie zdradził. Jeżeli jego wcześniejszą aktywność w ogóle można było uznać za oznakę entuzjazmu, raczej dobiegła już końca.

Gadi nie czuł się w tej sytuacji zbyt pewnie. Reakcja Babki bardzo go zaskoczyła. Był zarówno zaintrygowany osobą kogoś, na kim jego jestestwo nie zrobiło najmniejszego wrażenia, jak i zaniepokojony tym, że Larika zarzekała się, że ów Babka była kimś, kto będzie wiedział co robić. Co w tej sytuacji oznaczało odwrócenie się i powrót do leża. Czy to to powinien zrobić? Przecież dopiero co stamtąd uciekł. Gadi był skołowany. Spojrzał w końcu na Larikę więcej niż jednym okiem. Rozsądek podpowiadał mu, że powinien stąd odlecieć w te pędy; ciekawość okazała się jednak silniejsza od niego.

Chociaż kazał na siebie czekać, cholerny gad sfrunął wreszcie ze swojej żerdzi i wylądował na trawie, kilka metrów od Lariki. Chociaż złożył wcześniej gotowe do ucieczki skrzydła, jaszczur nadal miał się na baczności. Patrzył teraz na Larikę z pełną uwagą, obserwując każdy jej ruch - zwłaszcza te prowadzące w stronę drzwi chaty. Uznał, że w tej sytuacji najbezpieczniej będzie zgodzić się z Lariką. Wziął nieco głębszy oddech i odpowiedział dziewczynie jej własnym głosem.
- Ona jest trochę... specyficzna.

Re: I. Knieje Ebo

: 24 lis 2025, 14:00
autor: Bubeusz
Larika nie mogła powstrzymać śmiechu, słysząc swój własny głos. To było takie absurdalne.
- Ja naprawdę tak brzmię dla innych ludzi? Niesamowite. Dobra, ruszam pierwsza.

I ruszyła. Drzwi do chatki otworzyła ostrożnie, jakby bała się, że przy gwałtowniejszym ruchu mogą wypaść. Zaskrzypiało.
- Babko? - zapytała nieśmiało, wsadziwszy głowę do środka. Powoli zniknęła za drzwiami cała.

Pokraka mógł przez uchylone drzwi dojrzeć, że przestrzeń w środku ludzkiego leża jest wyjątkowo zagracona. Domek był niewielki, a zmieścić się w nim musiały i łóżka, i stołek, i balie do mycia, i cała kuchnia wraz z piecem, a gdzie się dało poprzybijane były półki z naczyniami, roślinami, buteleczkami, zwiniętymi w rulony papierami i różnymi innymi gratami. Do tego wytwory kultury symbolicznej - wisiorki, koraliki, figurki, obrazki, mozaiki, zdobione kieliszki czy lalki czaiły się na każdej wolnej powierzchni.

Ocierając się o puchate kurtki i płaszcze, Larika przecisnęła się przez wąski przedsionek, uważając, żeby nie wejść w stojące jej na drodze wiadro, i podeszła do Babki, która stała przy kuchennym blacie, odwrócona do nich plecami. Objęła ją czule, jak na wierną wnuczkę przystało.
Zaczęły rozmawiać.

Re: I. Knieje Ebo

: 24 lis 2025, 16:19
autor: Elethain
Chociaż jaszczurowi było w smak zaangażowanie Lariki w kontakt ze starszą z kobiet, uznał, że najlepiej byłoby być świadkiem ich rozmowy - tym bardziej, że prawdopodobnie była to rozmowa na jego własny temat. Gdy dziewczyna zniknęła w sieni, on jednym susem i jednym machnięciem skrzydeł wskoczył na dach chatki i podreptał w kierunku rozmawiających ludzi, szukając jakiegokolwiek dogodnego miejsca by się im przysłuchać. A gdy znalazł takie miejsce, przystanął, przylgnął do powierzchni i wytężył słuch.

Re: I. Knieje Ebo

: 27 lis 2025, 21:27
autor: Bubeusz
Z początku słyszał tylko jakieś szemranie, ale wkrótce nastąpiła zmiana akordu i usłyszał wszystko bardzo wyraźnie. Babka nie miała przyjaznego głosu.
- Czym ty myślisz, dziewczyno?! Przyciągasz mi tu czarne mary do domu i jeszcze się dziwisz?!
Larika była w trudnych emocjach. Odpowiedziała coś, próbując się bronić, ale Babka natychmiast ją skontrowała.
- Jak to nie jest marą? Myślisz, że się mylę? Że nie widzę? TO nie pochodzi z naszego świata!

Cisza. Jakieś mamrotanie, szuranie.
- Gdzie masz medytki? Miałaś mi przynieść grzyby... a nie demony - Głos Babki był już cichszy, bardziej zmęczony, ale wciąż słyszalny.
- Potrzebuję tych grzybów. Wracaj tam i przynieś mi grzyby. Nie, nie interesuje mnie to. Jesteś u mnie na terminie i pamiętasz dobrze, co ślubowałaś. A pozbycie się tej pluskwy, która się do ciebie przyczepiła, potraktuj jak dodatkowy egzamin. I myśl, uważaj, co robisz, na litość wszystkich bogów!

I znowu cisza.
- Masz, może ci się przydać. - Te słowa były już na granicy słyszalności.

Drzwi ze swoim rutynowym skrzypieniem oznajmiły uroczyście, że ktoś opuścił domek. I była to Larika, trzymająca koszyk oburącz. Wyglądała jak zbita psina po ulewnym deszczu. Pociągnęła nosem, po czym podniosła głowę. Rozejrzała się.
- Ga... Gadi..? - zapytała w eter, nie mogąc w pierwszej chwili zlokalizować swojej nowo poznanej "pluskwy". Zaczęła powoli iść ścieżką, rozglądając się po lesie, przez który przebijały się już promienie zachodzącego słońca.

Re: I. Knieje Ebo

: 28 lis 2025, 22:55
autor: Elethain
Eter jednak nie odpowiedział. Nie odpowiedział również płynący przezeń Gadi, który bardzo, bardzo nie chciał być widziany. Nie przemówił niczyim głosem, choć towarzyszył jej, frunąc przez czasoprzestrzeń w jej pobliżu, niewidzialny dla ludzkiego oka.

Tam skąd Gadi pochodził niewiele było miejsc takich jak to. W ciemnych, wilgotnych komnatach nawet sama energia była jak jeden z więźniów; zmuszona do posłuszeństwa mrocznym rytuałem i nie mniej okrutną intencją. Tutaj? Nici czasu, przestrzeni i potencjału przeplatały się wzajemnie - gęsto nie mniej jak wiklina w niesionym przez Larikę koszyku. W tej części świata wszystko było wręcz skąpane w esencji. Esencji, pod którą można było się schować jak pod kocem - jeśli się tego chciało, i znało się na to jakiś sposób.

Czuł się zagrożony - nie przez postać Lariki co prawda, a przez Babkę, która posługiwała się bardzo podobnym językiem do jego niegdysiejszych oprawców. Kimkolwiek nie była, jej przysporzyło mu wątpliwości, których efektem było przebudzenie się w nim instynktu. On jeszcze ani go nie oszukał, ani źle nie poprowadził.