Obudziła się tak skacowana, że bardziej nie można. Otworzywszy oczy każdy najmniejszy przebłysk światła ranił jej wrażliwe źrenice, a wszelkie dźwięki powyżej normy (w sumie to wszystkie, bez wyjątku) potęgowały okropny ból głowy. Z cichym stęknięciem dźwignęła się z łóżka i rozejrzała po pokoju. Czy ona nie miała być na polowaniu...? Wystarczyło przelotne spojrzenie na niedopitą butelkę whisky, by wszystko jej się przypomniało, a pusty żołądek i tak prawie wykręcił się na drugą stronę.
- Niech to wszystko szlag jasny trafi...
Ze zdziwieniem zauważyła, że nie ma butów. Kiedy je ściągnęła? Nie miała pojęcia, jednak założenie teraz ciężkich, skórzanych i z wysokimi cholewami naraciczników graniczyło z cudem. Ta sprzedajna kurwa, tj. szczęście, jednak nie opuściła jej do końca, bo o dziwo dała sobie radę.
Zejście po schodach zaś... ona się z nich prawie stoczyła, kurczowo trzymając za poręcz. Hort stojący przy barze i wycierający szklanki spojrzał na nią z wyraźnym rozbawieniem, ale też nutką podejrzliwości.
- No, no, no! Widzę, że mój mały specjał dobrze Cię poskładał. To jak, opłacało się wyciągnąć go z najgłębszych odmętów spiżarni?
Rzuciła mu mrożące krew w żyłach spojrzenie. A przynajmniej taki był plan, lecz wyszło co najmniej komicznie, kiedy na dźwięk odkładanego szkła aż cicho jęknęła. Nie odezwała się, dopóki nie usiadła przy stole, tym najbliższym kontuaru. W takim stanie nawet nie próbowała siadać na wysokich krzesłach barowych.
- Jeśli pytasz, czy mam jakieś pikantne szczegóły do podzielenia się z Tobą i zaspokojenia chorych fantazji to nie, do niczego nie doszło. A czy się opłaciło... - Na moment zamyśliła się, po czym na jej usta wpełzł łagodny uśmiech. Rzadko można go było widzieć na twarzy kobiety. - ...sądzę, że tak. To był naprawdę przyjemny wieczór.
Karczmarz o nic więcej nie pytał, wyraźnie z siebie zadowolony. Chociaż go nie prosiła, to postawił przed nią wysoką szklankę z sokiem, który pachniał całkiem jak jakaś kiszonka.
- Wypij. Musisz się doprowadzić do porządku, żeby wieczorem iść na łowy. W końcu sporo mi wisisz, skoro łaskawie zgodziłem się zlecić Ci dostawę dziczyzny.
Skubany za dobrze się bawił patrząc na stan kobiety. Tym bardziej, że po części to jego wina! Zostawił ją z kwaśną miksturą, samemu wracając na ladę.