Spojrzała na nią z udawaną urazą.
- Jak tak możesz! Sugerujesz, że się utuczę? Z resztą... kochanego ciałka podobno nigdy za wiele.
Brakowało jej tego. Chwili bez ciągłego pilnowania się. Beztroski, zabawy. Nieprzejmowania się wszystkim. Odwiedziny Saryi przypomniały jej, że gdzieś tam za murami rezydencji dalej jest życie, które kiedyś miała. Niesamowite, iż wydarzenia ostatnich kilku dni potrafiły wyprzeć to z jej świadomości.
Widząc zgodę dziewczyny nalała nieco wina do dwóch lampek. Babskie ploteczki... czy mogło być coś lepszego? Upiła nieco szkarłatnego płynu, a widząc karteczkę szczerze się zdziwiła. Co to, jakiś list? Wzięła ją do ręki ciekawa co też Sarya zaplanowała, po czym... roześmiała się w głos. Szczerze, aż uroniła łzę.
- Och jejku... naprawdę, zaskoczyłaś mnie tym. - Oddała czarnowłosej karteczkę nie mrugając, ani nic nie pisząc. - Doceniam Twoją troskę o mnie, ale naprawdę nie musisz się martwić. Dobrze tu o mnie dbają.
Sarya była waleczna, jednak w tym momencie mogło jej to przynieść sporo problemów. Gdyby chciała zabrać bardkę z rezydencji mogła narazić się na gniew Gospodarza. O ile Arya nie widziała go jeszcze podczas napadu furii mogła doświadczyć mniej niebezpiecznych stanów. I nawet nie chciała myśleć jaki był, kiedy ogarniał go gniew. Tym bardziej, jeśli miałby skierować go na Saryę. Nie mogła ryzykować.
Kiedy kurtyzana podeszła do Lokiego ten cofnął się o krok od niej i nastroszył futerko, jednak nie syknął na nią. Wbrew początkowym podejrzeniom półelfki nie chciał dać się tak łatwo pogłaskać obcej osobie. O nie! To Arya była jego panią! To ona go głaskała! Machnął zamaszyście kitą, a jego oczy utkwione były w nowej dla niego osobie. O dziwo nie był wobec niej taki skory do zabawy.
- Ach, no tak. Nie przedstawiłam Was. - Arya usiadła z powrotem na łóżku i bez pardonu położyła sobie lisa na kolanach. Czując dotyk dziewczyny na sobie zwierzę od razu się rozluźniło, by zaraz potem umościć się wygodnie na bardce. Zdawał się mówić, że zielonooka jest bardziej jego niż Saryi. - Ten urwis to Loki. Kiedy pierwszego dnia przybyłam do Rezydencji Pan Aldonzo miał jakieś ważne sprawy do załatwienia, więc musiałam na niego poczekać w pokoju. To właśnie on dotrzymał mi towarzystwa. Dość szybko się zaprzyjaźniliśmy i nie skłamię twierdząc, że teraz praktycznie nie odstępuje mnie na krok.
Podrapała Przewodnika za uchem ku jego wyraźnej uciesze.
- Loki, to jest Sarya, moja dobra znajoma. To dzięki niej tutaj jestem. Gdyby mi nie powiedziała, że Pan Esposito przyjmuje czasem artystów pod swoje skrzydła nie wiem czy byśmy się poznali.
Stworzonko przez chwilę we względnym spokoju cieszyło się z okazywanych mu pieszczot, a potem jakby po namyśle wysunęło też pyszczek w kierunku czarnowłosej. Patrzył jej swoimi złotymi ślepkami w oczy przez chwilę, by następnie ostrożnie obwąchać jej rękę. I się udało go przekonać. Lekko trącił nosem dłoń kobiety zachęcając, by też go pomiziała.
Arya zaś tak siedziała, wyraźnie pogrążona w swoich myślach.
- On jest... nietypowy, chociaż to mało powiedziane. Jak już mówiłam nie wiem co go we mnie tak zainteresowało. Chociaż... przyznałam się mu do tego kim jestem. Mieszańcem. A on to zaakceptował. Ba! Wyglądał, jakbym dzięki temu była ciekawsza. - Spojrzała na Saryę poważnie. Bardzo poważnie. - Wiesz jakie to dla mnie ważne. O ile w Nimnaros ciężko mówić o dyskryminacji, tak jednak dzieci z mieszanych związków nie odbiera się zbyt życzliwie. W jego oczach nie dostrzegłam jednak pogardy czy wstrętu. Powiedział nawet, że pomoże mi wydobyć ze mnie możliwości krwi mojej matki. Rozumiesz?
Westchnęła ciężko i ciągle głaszcząc lisa po grzbiecie spojrzała za okno. A potem się zarumieniła, gdy wróciła spojrzeniem do Saryi.
- Muszę Ci się do czegoś przyznać. - Chociaż wcześniej nie bała się bycia podsłuchaną, tak teraz spojrzała na drzwi. Przelotnie, na ułamek sekundy. - On mnie... onieśmiela. Ale tak jak jeszcze nikt do tej pory.
Ile mogła jej powiedzieć? Jak lawirować słowami, żeby nie sprowadzić na nią problemów?
- Miałaś tak kiedyś, że pod czyimś spojrzeniem nie wiedziałaś jak się zachować? Jakbyś jednocześnie chciała uciec i zostać? Z tym niepochamowanym biciem serca, które w ogóle nie chce się Ciebie słuchać? - Im więcej mówiła tym większy rumieniec wypływał na jej policzki. - Lekcje z Aldonzo są... nawet nie wiem jak to określić. Przez to co robi w ciągu dnia spotykamy się wieczorami. Wiesz... kiedy pod kurtyną ciemności mogą rozkwitnąć najbardziej skryte emocje. On je potrafi ze mnie wyciągnąć. Te rzeczy, które dawno temu w sobie zamknęłam chcąc o nich zapomnieć. A potem je przyjmuje jak swoje własne, akceptuje. Rozumie. Chociaż sam jest tak inny od wszystkich, których znam.
Westchnęła ciężko ściągając Lokiego z kolan, by następnie wstać i podejść do stolika. Ciężko jej było usiedzieć. Żeby zająć się czymś chwyciła lampkę z winem. I bynajmniej nie napiła się mało.
- Łapię się na tym, że nie mogę się doczekać spotkania z nim. Jednocześnie bardzo się tego boję, a jednocześnie jestem zafascynowana. Raz mi się nawet przyśnił. - Teraz już nie była w stanie spojrzeć czarnowłosej w oczy. - Wyczekuję tych wieczorów Saryo. I chociaż jest bardzo wymagającym nauczycielem, a jego ćwiczenia zdają się nie mieć końca, to jednak chcę ich doświadczać. Mimo zmęczenia myśl, że miałby odwołać nasze spotkanie...
Ale się rozgadała. I to bynajmniej zupełnie nie tak jak planowała. Usiadła ciężko przy stoliku chowając twarz w dłoniach. Była taka zawstydzona!